Witam!
Może dlatego że są wakacje warto przypomnieć sobie stare dobre czasy?
Zbigniew Nienacki "Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic".
Wersja do druku
Witam!
Może dlatego że są wakacje warto przypomnieć sobie stare dobre czasy?
Zbigniew Nienacki "Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic".
Podpisuję się po tym nickiem
Stały Bywalec napisał/a:
>
> 1) byli źli Ukraińcy i dobrzy Polacy,
A wg Ciebie było na odwrót?
> Z partyzantami UPA można było rozprawić się bez konieczności
> dokonania czystki etnicznej, jaką była - wg obecnego
> nazewnictwa - akcja "Wisła". Trwało by to może rok dłużej i
> wymagałoby więcej sił KBW i UBP.
>
Jesteś pewien? Na Ukrainie ostatni oddział UPA zlikwidowano coś koło roku 1960 (dokładnie teraz nie pamiętam).
>Wydarzenia na Wołyniu i Podolu spowodowały szereg odwetów ze strony polskiej.
Oglądałeś może wczoraj o 22:20 dokument o Wołyniu? To słyszałeś co miał do powiedzenia Semeniuk: "wy, Palaki winny rezi"[...] "szowinisty" - motyw przewodni. "Prowidnyk" OUN zapomniał między innymi dodać kto mu kładł do łba bajke o samostijnej Ukrainie w tamtych latach i kto szkolił jego pobratymców, min. banderowców działających na terenie dzisiejszych Bieszczadów Zachodnich.
"A wg Ciebie było na odwrót?"
Nie, Tomasz, nie na odwrót, lecz "tak pośrodku": byli źli Ukraińcy i źli Polacy, ale byli też dobrzy Ukraińcy i dobrzy Polacy.
"Jesteś pewien? Na Ukrainie ostatni oddział UPA zlikwidowano coś koło roku 1960 (dokładnie teraz nie pamiętam)."
Pewien to ja nie jestem. Ale na Ukrainie była inna skala problemu: tam chodziło o kilkadziesiąt mln ludności, a u nas, w polskich Bieszczadach, góra o kilkadziesiąt tysięcy Łemków i Bojków (w każdym razie nie więcej niż sto tysięcy). Poza tym zważ inną okoliczność - Stalin likwidował (dosłownie) wszystkich żołnierzy UPA, nawet tych, którzy się poddali, a zwolennikami UPA (rzeczywistymi, potencjalnymi i wyimaginowanymi) zapełniał masowo (od 1944 r.) łagry. A więc ci ludzie w zasadzie nie mieli nic do stracenia, tak czy owak czekała ich śmierć - natychmiastowa od kuli w potylicę lub powolna z głodu i przepracowania w łagrze. Woleli więc walczyć. W Polsce natomiast, mimo "nowych porządków" zaprowadzanych przez administrację Bieruta, tak jednak nie było. Wiele osób zdołało się "rozpłynąć" po wojnie w kraju, skutecznie ukrywając się aż do 1956 r.
Coś chyba nie możesz uwierzyć w zło tkwiące w ludziach obu stron konfliktu. Zadam sobie więc mały trud i zacytuję fragmencik wspomnień z książki Alicji Basty pt. "Na stos rzucili. Relacje legionistów, powstańców, ochotników 1920 r." Wydawnictwo MADA. Warszawa 2000. Str. 51, 52:
"Ukrainki, piękne kobiety, bez mężczyzn, którzy wojowali na wojnie od czterech lat, wyposzczone, przyjmowały nas z otwartymi rękami. A Ukraińcy... broń Boże oddalić się od oddziału, już człowiek nie wracał. Widziałem dwóch chłopców - wydłubane oczy, ucięte języki, ciała w ranach posypanych solą.
(...)
Raz mnie napadli, gdy głupio się oddaliłem. Jednego zabiłem, drugiego zraniłem, ale byłoby po mnie, gdyby chłopcy nie przyszli z pomocą. Otoczyli wieś, puścili czerwonego kura, a po mężczyznach karabinem maszynowym. Sołtysa, który podburzył wieś, rozstrzelali na jego własnym gnojowisku. Kobiety i dzieci wyły z rozpaczy, na trupy ojców i mężów się rzucały. Straszne obrazy, okropne sceny. Co ja się napatrzyłem, co ja widziałem. Wojna - nie ma nic gorszego."
A działo się to w 1918 r. na Ukrainie, niedaleko Chocimia.
Autor ww. relacji: ppłk Władysław Tracz, ur. 3.08.1900 r. w Haliczu, żołnierz II Brygady, uczestnik wojny 1920 r. (w 1937 r. odznaczony Krzyżem Niepodległości), kampanii wrześniowej, konspiracji, jako żołnierz Wojska Polskiego doszedł do Berlina. Po wojnie aresztowany i skazany na 15 lat więzienia. W więzieniu przebywał od 8.05.1948 r. do 6.05.1956 r. Potem zrehabilitowany, na krótko (wiek !) przywrócony do służby wojskowej i awansowany do stopnia podpułkownika.
Uważam jego relację za wiarygodną, dobrze oddającą atmosferę zarzewia konfliktu polsko - ukraińskiego w latach 1918 i 1919, który na dobre rozpalił się pożarem w czasie II Wojny Światowej, a palił się jeszcze trzy lata po niej.
Pozdrawiam
Tak, oglądałem ten program dokumentalny w TVP1.
Piotrze, raczej nie używaj określeń (cyt.) "bajke o samostijnej Ukrainie", bo to już Ciebie, a nie owego b. banderowca, stawia na pozycji szowinisty, polskiego tym razem. Żeby była jasność: absolutnie nie twierdzę, że jesteś szowinistą, ale przecież użyte przez Ciebie sformułowanie jest pogardliwe i lekceważące Ukraińców. Jest więc pewnym przejawem szowinizmu.
Znam Cię już długo z Twoich wypowiedzi na forum i wiem, że znasz dobrze historię. To sobie przypomnij historię państwowości Rusi Kijowskiej. Czy aby nie była trochę starsza od polskiej ?
Następnie przypomnij sobie sojusz polsko - ukraiński z 1920 r. I w związku z tym, czy wiesz, że tak jak dla nas - Polaków symbolem zdrady politycznej jest Jałta, tak dla Ukraińców przez długie, długie lata była Ryga ?
Piotrze, przecież to jest do cholery (ot, "michalizm" mi się przytrafił) stary naród ze starymi tradycjami. Obaj łazimy po pozostałych, nielicznych cmentarzykach bieszczadzkich. Wszędzie widzi się tam krzyże greckokatolickie i napisy cyrylicą.
A więc nie żadne tam "bajki o samistijnej Ukrainie", lecz marzenia o odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości państwowej.
Notabene kiedyś Niemcy i Rosjanie też wyrażali się pogardliwie o Polakach, mówiąc z przekąsem o ich "bajkach, mrzonkach o wolnej Polsce".
Gdybyś znalazł wolną chwilę (np. deszczowy urlop, czego nie życzę), to polecam Ci dobrą - moim zdaniem - książkę Jarosława Abramowa - Newerlego (syna Igora - autora "Pamiątki z celulozy") pt. "Nawiało nam burzę". Wyd. Twój Styl, W-wa 2000. (www.twojstyl-ksiazki.com.pl). Chodzi właśnie o burzę na Podolu w I połowie XX w. (jest to jakby saga polskiej, ale z koneksjami ukraińskimi, rodziny Wawrów).
Pozdrawiam
>określeń (cyt.) "bajke o samostijnej Ukrainie",
Ale trzeba było to zacytować do końca, tj: "bajkę o samostijnej Ukrainie w tamtych latach", moim zdaniem róznica o tyle istotna, że wtedy powinni sobie zdawać sprawę z tego, że jest to niemozliwe, nierealne, nie w tej porze - dlatego okresliłem to bajką. Może powinienem wstawić cudzysłów. Moje sformułowanie nie było pogardliwe.
Druga sprawa to skala problemu, na którą powołałeś się w odpowiedzi do T.B. Tutaj chyba tez warto dodać, że bilans to ok.60tys. Polaków i według róznych źródeł od kilkuset osób do kilku tysięcy Ukraińców. Róznica jest.
Wobec tego, rozumiem, iż nalezy przyjać jednoznacznie, że Polska była okupantem na Wołyniu, Podolu, może i w Bieszczadach i sprawa staje się jasna.
Może podyskutujemy kiedys o tym przy piwie w Bieszczadach, tutaj już EOT.
O czym niby ma świadczyć państwowość Rusi Kijowskiej?
Tereny dzisiejszej Ukrainy należały najpierw do Rusi Kijowskiej (należały do!), potem do Litwy, potem do Polski, a potem do Związku Sowieckiego. Państwowość Ukrainy liczy się od 1991 roku i jest produktem ubocznym rozpadu Kraju Rad.
"Wobec tego, rozumiem, iż nalezy przyjać jednoznacznie, że Polska była okupantem na Wołyniu, Podolu, może i w Bieszczadach i sprawa staje się jasna."
Ależ Ty upraszczasz. To nie tak. W każdym razie na pewno nie do 1795 r.
Ale jeśli chodzi o okres od 1918 r., to sprawa z formalnego punktu widzenia prawa międzynarodowego wcale nie jest taka jednoznaczna ani korzystna dla Polski. Zważ, że URL wcześniej proklamowała niepodległość niż Polska. URL miała w tej sprawie (łącznie z kwestią terytorium nowego państwa) porozumienie z administracją rozpadających się Austro - Węgier. Przeważyła koncepcja republikańska, ale wcześniej rozważano nawet powstanie ... królestwa Ukrainy z jakimś Habsburgiem na tronie (nie pamiętam imienia, ironicznie nazywano go Wasylem Wyszywanym).
A Polsce nikt żadnych ziem formalnie w 1918 r. nie przekazywał. Skłóceni z państwami centralnymi musieliśmy o nie walczyć: z Niemcami w Wielkopolsce i na Śląsku, a z Ukraińcami w Galicji (także w Bieszczadach: Komańcza, Prełuki). Państwa Ententy zgodziły się na reaktywowanie niepodległości Polski, lecz w sprawie jej zasięgu terytorialnego na wschód były bardzo wstrzemięźliwe w obietnicach.
Wojnę polsko - ukraińską przerwało wspólne zagrożenie ze strony Rosji Lenina (ZSRR jeszcze wtedy nie istniał). Późniejszy traktat Polski z URL (tzw. układ Piłsudski - Petlura z 1920 r.), przyznający Polsce ziemie do Zbrucza, nie został przez parlament URL ratyfikowany. Polska zresztą ewidentnie złamała postanowienia tego traktatu zawierając separatystyczny (!!!) pokój w Rydze.
Ale faktycznie - pogadajmy o tym przy piwie w Bieszczadach (jeśli będzie ku temu okazja).
Pozdrawiam
Stały Bywalec napisał/a:
>
> ... "tak pośrodku": byli źli
> Ukraińcy i źli Polacy, ale byli też dobrzy Ukraińcy i dobrzy
> Polacy.
>
Byli (są) źli ...... i źli ......, ale byli (są) też dobrzy ..... i dobrzy ....... .
W miejsce kropek wstaw dowolny naród (zawód, drużynę piłkarską, etc.) i używaj do woli.
>
> A Ukraińcy... broń Boże oddalić się od
> oddziału, już człowiek nie wracał. Widziałem dwóch chłopców -
> wydłubane oczy, ucięte języki, ciała w ranach posypanych solą.
> (...)
No właśnie.
Upierając się, że "Polacy też" mylisz skutki z przyczynami. Jaki powód miał komendant UPA na Wołyniu, czym można go usprawiedliwić lub choćby odrobinę wytłumaczyć, że wydał rozkaz zlikwidowania (wymordowania) Polaków? Jakie widzisz okoliczności łagodzące? Rozkaz był tak straszny, że jeden z dowódców UPA po prostu w niego nie mógł uwierzyć i na jego terenie "rozwiązywanie kwestii polskiej" rozpoczęło się miesiąc później. Skala mordów przeraziła również wiele środowisk ukraińskich i wywołała konflikty w samym naczalstwie UPA. Jak według Ciebie mieli zachowywać się Polacy, dla których Wołyń był ojczyzną? Mieli być bierni (dawać się wyrzynać), czy zwiewać gdzie pieprz rośnie (co zresztą wielu czyniło, ale wielu nie zdążyło)? Ukraińcy chcieli rozwiązać kwestię polską tak, jak ich nauczyciele chcieli rozwiązać kwestię żydowską.
Dzisiaj parlamenty Polski i Ukrainy uchwaliły jednobrzmiące oświadczenia w związku 60-tą rocznicą tragedii wołyńskiej. Nie znalazło się tam żadne "Polacy też", czego bardzo mocno domagali się ukraińscy nacjonaliści, choć są słowa o cierpieniach ludności ukraińskiej towarzyszących - cytuję - "tragedii Polaków mordowanych i wypędzanych z ich miejsc zamieszkania przez zbrojne formacje Ukraińców". Wielu Polakom zabrakło nazwania tragedii ludobójstwem. Ale wreszcie zbrodnia została nazwana zbrodnią.
I to dla mnie kończy dyskusję na ten temat.
Wiadomość została zmieniona (11-07-03 00:18)