Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
Dyskutujecie, dyskutujecie... a osoba która zadała pytanie milczy. Nie bierze udziału w dyskusji... przeszło jej?
A tak między nami budowlańcami; raport, decyzja środowiskowa na budowę domu jednorodzinnego na działce budowlanej lub siedliskowej? Gdzie to napisane?
Ale jakby kto chciał odtworzyć w Duszatynie odlewnię żeliwa, to i owszem, nie będzie łatwo. I słusznie.
Pozdrawiam
Długi
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
natura tysionc pincet sto dziwincet
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
A to dlaczego Długi słusznie, że nie będzie łatwo zrobić odlewnię żeliwa czy małą kuźnię i odkuwać np. niepowtarzalne noże "made in Bieszczady" ??
Kiedyś w Cisnej działała huta produkująca stal i pewnie też żeliwo jak to w dawnych czasach bywało.
Wyobraź sobie, że dziś chcesz postawić identyczną hutę w Cisnej zarówno jeśli chodzi o wielkość samego przedsięwzięcia jak i wielkość produkcji. I co - postawisz ?? Czy Bieszczady coś traciły w wyniku działalności tej huty ??
Niestety gdyby dziś w Bieszczadach chcieć legalnie otworzyć zakład kowalski i podkuwać konie, robić bramy, widły, łopaty i wszystko to czym się zajmował przeciętny wiejski kowal 150 lat temu - byłoby to również niemożliwe.
Podobnie jak nie możliwe byłoby zbudowanie "pętli bieszczadzkich", kolejki leśnej, zapory i elektrowni i tak można byłoby wymieniać.
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
Jak warsztat kowalski i odlewnia żeliwa, to to samo dla środowiska, to ja się wypisuję z dyskusji
Polecam rozporządzenie o przedsięwzięciach wpływających i mogących wpływać na środowisko. To te tam ujęte wymagają decyzji, raportu itp.
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
Cytat:
Zamieszczone przez
skyrafal
Niestety gdyby dziś w Bieszczadach chcieć legalnie otworzyć zakład kowalski i podkuwać konie, robić bramy, widły, łopaty i wszystko to czym się zajmował przeciętny wiejski kowal 150 lat temu - byłoby to również niemożliwe.
Tak z czystej ciekawości pytam. Dlaczego było by nie możliwe otwarcie zakładu kowalskiego w Bieszczadach - takiego jednoosobowego,bez migów,tigów,z samym paleniskiem,kowadłem i prostymi narzędziami.
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
Długi, ale ja pytałem o konkretne i logiczne argumenty, a nie o ustawy, które akurat znam.
Slav - nieważne czy będziesz miał TIG, MIG, MMA czy skuwał po staremu. Nieważne czy będziesz robił to sam czy będzie to rodzinny biznes z synami, bratem i sąsiadem.
A dlaczego nie ? Nie bo nie, krótko mówiąc.
Kuźnia stuka, puka jak każda kuźnia. Odlewnia śmierdzi jak każda odlewnia.
Tyle, że po pierwsze jest to kwestia skali. Co innego jest stocznia z wydziałem kuźni i odlewni, a co innego mały zakład metalurgiczny czy ślusarsko-metalurgiczny jakimi były XIX wieczne kuźnie.
Tak samo jak czym innym jest koło wodne czy mała turbinka z prądnicą zamontowana na stałe w górskim potoku, a czym innym jest zapora w Solinie. Jednak przepisy właściwie identyczne.
Więc automatycznie gospodarz przez którego działkę przepływa potok nie będzie się kopał z koniem, żeby móc legalnie zrobić mikro-elektrownię wodną.
Jeszcze coś do zwolenników hiper ekologii w Bieszczadach. Jesteście tacy za naturą i brakiem przemysłu w Bieszczadach, N2000 i wszechobecnego parku narodowego - super.
To jak przyjedziesz w Bieszczady płać za wszystko 4x więcej. Kupujesz bułkę - daj 5zł w sklepie. Kupujesz benzynę - daj 20zł/litr. Korzystasz z agroturystyki - zapłać gospodarzowi po 300zł/osobę na dobę itd. itd.
W takim układzie może sobie tutaj nie być ani przemysłu, ani rolnictwa. Utrzymanie będą stanowiły usługi branży turystycznej typu agroturystyka, wypożyczalnie kajaków, żaglówek, rowerów.
Ciekawe ilu z Was przyjedzie w Bieszczady na urlop dając konkretny wyraz swojego poparcia dla hiper-ekologii. Zaraz zacznie się larum, że w Bieszczadach chyba rozumy pokradli.
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
Cytat:
Zamieszczone przez
skyrafal
Slav - nieważne czy będziesz miał TIG, MIG, MMA czy skuwał po staremu. Nieważne czy będziesz robił to sam czy będzie to rodzinny biznes z synami, bratem i sąsiadem.
A dlaczego nie ? Nie bo nie, krótko mówiąc.
Oczekiwałem konkretniejszej odpowiedzi :-).
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
Tak sobie czytam dyskusję i czytam… I czegoś mi brakuje… W końcu stwierdziłem, że brakuje tu aspektu – nazwijmy to – społecznego przeprowadzki na bieszczadzką ziemię obiecaną.
Bo jest tak, że stronę praktyczno-finansową takiego przedsięwzięcia stosunkowo łatwo zaplanować, o ile się ma odpowiednią wiedzę, albo przynajmniej się wie, kogo zapytać. Czy to budka z frytkami, czy kuźnia, czy agroturystyka – wystarczy solidnie zaplanować, wyliczyć, przemyśleć i jest spora szansa, że się powiedzie. Oczywiście nie ma gwarancji, jak to w każdym biznesie, ale szansa jest. Podobnie z budową domu, oszacowaniem kosztów życia czy spodziewanych dochodów – albo się zbilansują, albo nie, wtedy decyzja podejmuje się niejako sama.
Ale podczas planowania takiej „ucieczki na wieś” pojawiają się problemy, które z definicji nie są zerojedynkowe, a które wypadałoby dogłębnie rozważyć. Chodzi mi o takie kwestie:
1. Dzieci. Sprawa istotna, o ile takowe się posiada lub zamierza posiadać. Wynosząc się w dzicz z pewnością rodzice fundują im czyste powietrze, bliskość natury, własne pieski i owieczki, słowem – sielankowe dzieciństwo. Przynajmniej w teorii. Bo w praktyce może to oznaczać skazanie milusińskich np. na wstawanie o świcie (żeby pomóc w gospodarstwie czy dojechać do szkoły), mieszkanie w internacie, utrudniony dostęp do szkół, lekarzy, kolegów i koleżanek, zajęć dodatkowych itp. itd. Skąd pewność, że zaszycie się w dziczy to dobry wybór także dla nich? Wakacje na wsi to nie to samo co całe życie na wsi.
2. Kwestie zawodowe. Jeśli ktoś jest urodzonym farmerem czy hotelarzem – nie ma sprawy, pewnie będzie spełniony. Ale jeśli zostanie do zmiany zawodu zmuszony przez okoliczności, bo innej roboty w dziczy nie ma, to już nieciekawie. A gdy się okaże, że nowa profesja nie jest mu pisana, a za późno na powrót do starej, to już w ogóle dramat. I nie mam tu na myśli istot bujających w obłokach – żyjących w przekonaniu, że krowy to w zasadzie jakoś same sobie radzą ze sprzedażą mleka, a konie wymagają tylko wypuszczania na pastwisko. I to jedynie w pogodne dni. Albo że w internecie świetnie się sprzedają wisiorki z kory i łapcie z łyka. A goście hotelowi to wyłącznie sympatyczni, kulturalni, wyrozumiali i zamożni ludzie…
Chodzi mi tutaj np. o człowieka w wieku 40+ czy 50+, który był w swoim fachu specjalistą, a tu nagle w nowym środowisku zostaje pszczelarzem-amatorem, bo małżonka zamarzyła sobie spacery po rannej rosie na własnej łące. I człowiek ten wie, że będzie wyłącznie amatorem do śmierci, a przed nim mnóstwo błędów i rozczarowań w nowym fachu. No chyba że – jak pisałem wyżej – ktoś ma w tym względzie dar albo chociaż zamiłowanie. Albo komuś nie przeszkadza, że ma jakąś robotę, byle w ogóle była. Po prostu trzeba się zastanowić, czy w tzw. pewnym wieku jest się gotowym zaczynać naukę od zera i czy ma to sens.
Wyjątkowo tragiczna wydaje się sytuacja kogoś, kto po prostu lubi swoją dotychczasową pracę, żyje nią, a w nowym miejscu nie ma szans jej wykonywać. On to się raczej nie będzie umiał przekwalifikować na twórcę ludowego czy producenta regionalnych napitków.
3. Takie drobiazgi: kultura, sztuka, literatura... Pewnie nie wszyscy uwierzą, ale są na świecie takie indywidua, które nie mogą się obyć bez przyzwoitej biblioteki w zasięgu ręki. Są też wyjątkowi zwyrodnialcy, którzy cierpią, gdy nie pójdą co jakiś czas do muzeum, teatru czy filharmonii. A ci ekstremalnie zdeprawowani zabierają w te miejsca nawet swoje dzieci! 8) W sumie dobrze, że ta grupa nie ma szans na przeżycie poza 10-15 miastami w Polsce i się ich raczej trzyma, przynajmniej nie rozniosą tego paskudztwa po kraju. A serio: domyślam się, ze jak ktoś chce się zaszyć w Biesach, to nie po to, żeby bywać na spektaklach i koncertach. Ale jeśli wcześniej był przyzwyczajony do kontaktu z żywą kulturą, to internet i telewizja potem nie wystarczą. Ani koncert lokalnego zespołu gospodyń w miejscowej knajpie (bez obrazy).
Podsumowując: nie piszę tego po to, żeby kogoś straszyć czy oświecać, tylko zaniepokoiło mnie, że w ferworze dotychczasowej dyskusji chyba nikt na razie nie zwrócił na te sprawy uwagi. A z pewnej perspektywy wydają się ważniejsze i bardziej warte namysłu niż decyzja: agroturystyka czy budka z goframi.
I wniosek nr 2: tak naprawdę Bieszczady… nie mają tu nic do rzeczy. Takie rozterki targają (a przynajmniej powinny targać) wszystkimi ludźmi, którzy planują skok na głęboką wodę i wymyślają sobie „ziemię obiecaną”.
To tyle na tę chwilę :-)
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
Skyrafal, popieram.
Marcowy:
"Wyjątkowo tragiczna wydaje się sytuacja kogoś, kto po prostu lubi swoją dotychczasową pracę, żyje nią, a w nowym miejscu nie ma szans jej wykonywać. On to się raczej nie będzie umiał przekwalifikować na twórcę ludowego czy producenta regionalnych napitków."
-Zgadzam się, jest to postać tragiczna i nie wiadomo czego mu bardziej współczuć -żony czy Bóg wie czego. Bo taka osoba nigdy nie zdecyduje się na przeprowadzkę w Bieszczady z własnej woli. A jeżeli podjął tą decyzję zmuszony różnymi czynnikami -wówczas ten przypadek nie podlega naszej analizie bo nie pasuje do tematu wątku.
"Chodzi mi tutaj np. o człowieka w wieku 40+ czy 50+, który był w swoim fachu specjalistą, a tu nagle w nowym środowisku zostaje pszczelarzem-amatorem, bo małżonka zamarzyła sobie spacery po rannej rosie na własnej łące"
-Jak wyżej. Postać tragiczna, która nigdy nie odnajdzie się w Bieszczadach :)
"Są też wyjątkowi zwyrodnialcy, którzy cierpią, gdy nie pójdą co jakiś czas do muzeum, teatru czy filharmonii."
-Jak wyżej :) Czy ktoś ich zmusza do wyprowadzki w Bieszczady? Ten kto się wyprowadził wedle tytułowej -ziemi obiecanej -gwarantuję, że nie miał takich dylematów. Co do bibliotek -wiele ludzi także w Bieszczadach ma wiele wspaniałych książek, w schroniskach półki walą się od mądrych książek różnej maści.
"to internet i telewizja potem nie wystarczą"
-Gdy przychodzą mi na myśl zapaleńcy bieszczadcy -w ich domach absolutnie nie ma telewizorni, mniej więcej połowa z nich korzysta z internetu (sporadycznie) a część prawie w ogóle nie ma prądu (prawie, bo mają solary które starczają raczej na bardziej przyziemne rzeczy). Czasem ciężko jest to sobie ludziom z miasta wyobrazić.
Odp: Bieszczadzka ziemia obiecana
Cytat:
Zamieszczone przez
Marcowy
Podsumowując: nie piszę tego po to, żeby kogoś straszyć czy oświecać, tylko zaniepokoiło mnie, że w ferworze dotychczasowej dyskusji chyba nikt na razie nie zwrócił na te sprawy uwagi. A z pewnej perspektywy wydają się ważniejsze i bardziej warte namysłu niż decyzja: agroturystyka czy budka z goframi.
I wniosek nr 2: tak naprawdę Bieszczady… nie mają tu nic do rzeczy. Takie rozterki targają (a przynajmniej powinny targać) wszystkimi ludźmi, którzy planują skok na głęboką wodę i wymyślają sobie „ziemię obiecaną”.
To tyle na tę chwilę :-)
Dokładnie,Bieszczady nie mają tu nic do rzeczy. Nie da się jednakowo napisać co dla kogo będzie dobre,każdy z nas ma inne życie,doświadczenia, zdolności,zawód, fach w rękach, potrzeby życiowe i wymagania.Dla jednego będą to cenne wskazówki,a dla drugiego zupełnie obojętne.
Można zapytać,czy Ci co dali rade trwać w Bieszczadach m.in.dzięki turystyce, dali by sobie rade na "zapyziałej wsi" w warmińsko-mazurskim,z dala od miejscowości turystycznych,większym bezrobociem,z mniejszymi możliwościami pracy w lesie? Wydaje mi się,że Ci zdecydowani nie będą roztrząsać tego na forach :)