To i ja czasem wtrące do relacji swoje trzy grosze w postaci zdjęć,oto nasze poranne widoki
Załącznik 38358Załącznik 38359Załącznik 38360Załącznik 38361
Wersja do druku
To i ja czasem wtrące do relacji swoje trzy grosze w postaci zdjęć,oto nasze poranne widoki
Załącznik 38358Załącznik 38359Załącznik 38360Załącznik 38361
Też wrzucę swoje poranne widoki na ruiny schroniska. Warto zwrócić uwagę na drzewa rosnące na murach.
Załącznik 38389 Załącznik 38390 Załącznik 38391
Zwinęłyśmy namioty i udałyśmy się do sklepu w Kwasach, po czym wróciłyśmy w to samo miejsce i dalej już szlakiem na Czarnohorę. Opłata za wstęp do Karpackiego Rezerwatu Biosfery to 20 hrywien od osoby. Po drodze mogłyśmy oglądać wyłaniające się pasmo Świdowca.
Załącznik 38392
Doszłyśmy do pierwszego kierunkowskazu. O ile dobrze pamiętam, czas przejścia stąd do Pietrosa wskazywał ponad 5 godzin, co mnie niemało zszokowało :) Pod Menczułem Kwasiwskim, gdzie znajduje się źródełko z rurką, po niecałej godzinie drogi, w końcu pojawiły się na horyzoncie jakieś konkretne góry Czarnohory.
Załącznik 38393 Załącznik 38394
Po prawej widoczny szczyt Nedeja i dalej nienazwane szczyty, wszystko to wznoszące się już na wysokości powyżej 1700 m npm. Początkowo, nie patrząc na mapę, myślałyśmy, że szlak wiedzie szczytem, którego nazwę później wyczytałyśmy na mapie. Trochę się przeraziłam, że to jeszcze tak daleko. Po wyciągnięciu mapy i dokładnie zbadanej lokalizacji dowiedziałyśmy się, że nasza trasa trawersuje zbocza Nedeji płajem znajdującym się mniej więcej pośrodku zbocza góry. Następnie szlak biegł na przełęcz widoczną zaraz obok po lewej. Droga ku przełęczy była dość zawiła, gdyż wymagała dużego odbicia na lewo (centralna część pierwszego zdjęcia powyżej) czyli łącznie "nadrobienia" 2 km zamiast 300 metrów w linii prostej. W międzyczasie po drodze mijałyśmy całe stada krów.
Załącznik 38395 Załącznik 38396 Załącznik 38397
Na drugim zdjęciu powyżej, z lewej strony widoczne wciąż pasmo Świdowca.
Na przełęczy pod Nedeją, skąd rozpościerał się widok na Wielki Kocioł (słusznie mający swą nazwę!) zrobiłyśmy sobie przerwę drugośniadaniową. Mimo słonecznej pogody na szczytach panował wiatr, więc zazwyczaj podczas całego wyjazdu na postojach ubierałam kurtkę. Dalej udałyśmy się bardzo sympatyczną ścieżką i od tej pory podążałyśmy już głównym grzbietem Czarnohory. Byłyśmy na wysokości 1700, po chwili 1800. Tu minęłyśmy wycieczkę, która składała się w dużej mierze z dzieci. Szło się sprawnie, bardzo sympatycznie. Nagle znalazłyśmy się na szczycie Pietros, osiągającym wysokość 2020 m npm. Poniższe zdjęcie przedstawia łagodne podejście na szczyt Pietrosa którym szłyśmy:
Załącznik 38398
Mimo, iż dzień w dolinach był upalny, to na szczycie Pietrosa strasznie wiało i było nam bardzo zimno. Usiadłyśmy pod pierwszym konkretnym Czarnohorskim szczytem i przeszło pół godziny napawałyśmy się widokami, szyfrując otaczające nas panoramy. Widząc stąd całe pasmo Czarnohory -od Howerli po Popa Iwana zastanawiałyśmy się dokąd dziś dojdziemy i gdzie będzie nasze miejsce biwakowe. Nie ukrywam wcale, że gdy zobaczyłam najwyższy -pieruńsko stromy szczyt Czarnohory z moich ust posypał się cały łańcuszek słów, których tutaj przytaczać nie będę. By dostać się z Pietrosa na Howerlę trzeba było zejść z wysokości 2020 metrów do przełęczy 1544 a później wejść na wysokość 2061 -innymi słowy -to tak jakby z Pietrosa zejść w doliny i od nowa wchodzić przeszło 500 metrów na grzbiet. Zresztą co tu dużo pisać -kto był na Pietrosie ten dobrze wie o czym mówię (tu szyderczy śmiech). Tak jak wspomniałam -na szczycie tak wiało i było zimno, że najpierw ubrałam standardowo kurtkę. Po chwili siedzenia robiło się coraz zimniej więc ubrałam polar. Gdy Iza się odwróciła i mnie zobaczyła wpadła w wielki śmiech i szybko sięgnęła po aparat. "Pierwszy raz widzę, żeby ktoś zakładał polar na kurtkę" -powiedziała :D Po dłuższym siedzeniu nie było jej już do śmiechu, gdyż z zimna straciła chwilowo czucie w palcu. Będziemy pamiętać, by następnym razem nawet w najbardziej upalne dni lipca brać rękawiczki. Poniżej zdjęcia z Pietrosa
Załącznik 38399 Załącznik 38400 Załącznik 38401
Widok z Pietrosa na Howerle a w dali całe pasmo Czarnohory zakończone po prawej Popem Iwanem Czarnohorskim
Załącznik 38402 Załącznik 38403
Generalnie tempo jakim się poruszałyśmy było dość sprawne ale przystanki, jakie robiłyśmy były raczej długie :) Ja będąc na etapie pozbywania się niechlubnego nałogu, poczułam nagle power w górach. I nie ukrywam, że to jest jedyny powód dla mnie, dla którego warto rzucić papierosy. Po prostu człowiek niepalący się w ogóle nie męczy jeśli chodzi o kondycję i wydolność płuc a jedyny powód zmęczenia czuje się w nogach lub plecach, czyli tak, jak być powinno. Odnalazłam w sobie zupełnie inny sposób poruszania się po górach. Idąc pod górę wolę iść szybko a powolne podchodzenie mnie najzwyczajniej męczy -czyli zupełnie przeciwnie jak było dotychczas. Dlatego idąc po górach dużą frajdę sprawia mi szybki marsz. Może dla wielu osób to oczywiste ale ja po 10 latach chodzenia po górach dopiero to odkrywam, gdyż wcześniej zawsze towarzyszył mi dymek. Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w postanowieniu, choć nie jest wcale łatwo. Iza ma podobne tempo, więc uważam, że nasz duet jest górsko idealny. Jedyne to, co stwarza mi trudności w górach jest... schodzenie. Wracając więc do opisu, przed nami masakryczne, pełne skał, gorganów zejście z Pietrosa. Zdecydowanie ta góra, to zeń zejście okraszone było przez nas największą ilością epitetów podczas całej trasy. Kto schodził z Pietrosa, ten wie o czym mówię. Schodząc, wielokrotnie powtarzałam, że zupełnie nie rozumiem ludzi którzy wchodzą na niego z tej strony :D Wchodząc na szczyt od zachodu, zupełnie nie wiem kiedy się na nim znalazłam -bajka. Jednak od strony wschodniej góra była bardzo stroma. No ale w końcu nikt z nas nie był tu dla przyjemności !! Od dołu, od przełęczy Kararadza, nawet nie było widać szczytu a zrobione zdjęcie w śmieszny sposób oddaje tę górkę ale mimo wszystko je zamieszczę:
Załącznik 38409
Idąc dalej weszłyśmy w niewielki las. Droga była tutaj tak bardzo rozjeżdżona. Koleiny duże i pełne błota. Próbując je zgrabnie pokonać, noga ma soczyście w nie wpadła chlapiąc mnie niemiłosiernie. Minęłyśmy schronisko, przy którym panowała dość huczna impreza. Tuż obok był punkt kontrolny, w którym musiałyśmy pokazać zakupiony rano bilet. Była już godzina ok. 20, słońce zachodziło za Pietrosem.
Załącznik 38410Załącznik 38411
Udałyśmy się pod Howerlę, gdzie jest wyznaczone miejsce biwakowe, dostęp do wody ze źródła i tutaj postanowiłyśmy przenocować. Na "polu namiotowym" było też dwóch chłopaków śpiących kawałek dalej. Zaczęłam zastanawiać się w którą stronę najlepiej rozłożyć namiot. "Widok! Najważniejszy jest widok!" -krzyknęłam, po czym rozłożyłam obok Izy namiot w nie do końca wygodnym miejscu ale co najważniejsze - z widokiem na Marmarosze! Tylko tyle mi do szczęścia brakowało a reszta -pal licho!
Załącznik 38412 Załącznik 38417 Załącznik 38418 Załącznik 38419 Załącznik 38420
I jeszcze tylko widok na Howerlę i okolicę z miejsca biwakowego:
Załącznik 38423 Załącznik 38424 Załącznik 38425 Załącznik 38426
Jimi zazdroszczę Wam Czarnohory, ale tak pozytywnie i cieszę się z Wami.Pozwolę sobie na wtrącenie, tak dla zobrazowania, widoku na "schronisko" i Kwasy z Płaja świdowieckiego.Załącznik 38430Załącznik 38429Załącznik 38428Załącznik 38427
Tja, i zrozum tu kobietę! :wink: Po mojemu to muszą być ludzie, którym schodzenie po stromym i osypującym się stoku stwarza trudności, a jak jeszcze do tego idą z przeciwnego kierunku, to już bym się całkiem o nich nie niepokoił :smile:
Piękna pogoda, górskie biwaki, czegóż można chcieć więcej?
Kurcze, od razu przyszły mi do głowy dwie rzeczy więcej :) - ognisko i koniaczek!
Pierwsze odpada, bo nie wolno, ale drugie jak znalazł przy takim zakończeniu dnia!
"Tja, i zrozum tu kobietę!"
-Nie rozumiem też tych, którzy schodzą z niego od tej strony!! Punkt dla Ciebie spostrzegawcza bestio ;>
Hm nawet w wyznaczonych miejscach biwakowych nie wolno rozpalać ogniska? Chłopaki obok palili i było kilka palenisk pod ognisko jako znak, że takowe tu bywają!
Nasz biwak pod Howerlą i nasi towarzysze narodowość do poznania po charakterystycznym elemencie wyposażenia ale na początku zmylił nas ich namiot fjorda nansena.
Załącznik 38447Załącznik 38448
i jeszcze widoczki poranne
Załącznik 38449Załącznik 38450Załącznik 38451