-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
a my z Renatką do Moszczańca. W Moszczańcu skręcamy w lewo. Nie dają mi spokoju te dwa pomniki, które powinniśmy zobaczyć przedwczoraj. Jestem roztargniony, ale żeby pomnik przeoczyć? Albo ślad po nim? Cos mi tu nie grało, ale chodzić takie hektary ponownie też mi się już nie chciało. Mijamy dawny PGR i Zakład Karny. Dojeżdżam do leśniczówki. Tutaj kicha. Szlaban i leśniczy przy nim. Mówi, że dalej to nie wolno jechać. Zapytałem, czy skoro nie wolno, to może tak sobie przejadę? Nie wolno, nie szybko, ot tak. Podparłem się tym, że żonie chciałem pokazać Rezerwat, ale ona tam nie dojdzie. Od razu inna rozmowa. Oczywiście może pan jechać, ale tylko do następnego szlabanu. Dalej to już z buta trzeba. Już dziś nie pamiętam ile, ale kilka 2-3 może 4 kilometry podjechaliśmy. Zatrzymałem się przy szlabanie i poszliśmy pieszo. Jeszcze kawałek było. Cały czas w dół, drogą przez las. W pewnym momencie droga ostro skręciła w prawo i po kilkuset metrach wyprowadziła nas na jasielskie łąki. Aż przystanąłem zdumiony. Po prawej ręce miałem Pole Biwakowe. Wielkie, czyste i zadbane. Elegancja Francja. Jeszcze dziś jestem pod wrażeniem. Wiata, miejsce na ognisko, stoły, ławy. A za polem biwakowym stoi sobie śliczny jak malowanie Pomnik Wopistów. Okazało się, że, mapencja którą się posługiwałem przedwczoraj i dzisiaj była prawie dobra. Prawie czyni jednak różnicę. Zamienione zostały podpisy przy pomnikach. Ot i całe zamieszanie. Nie żałowałem, ze tu przyszedłem, pomimo wcześniejszego łażenia nad Turzańskiem. Znowu odkryłem piękne miejsce. Januszu! Jak mogłeś zwątpić we mnie? Myślałeś, ze się tak poddam bez walki? Jeżeli czegoś nie znajdę to rezygnuję. Chłopie! Ja chatkę z cieknącym dachem za czwartym razem dopiero znalazłem. :-D Poczekaliśmy, aż Renatka odpocznie i wróciliśmy do karawanu. Po drodze do Komańczy zatrzymaliśmy się jeszcze nad stawem i zamówiliśmy obrazki u mieszkającego tam artysty. Potem już tylko wieczór w Komańczy.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Fakt... rejony te cieszą oczy. Też byłem zaskoczony tym polem biwakowym. Dawno tam nie byłem i... złapałem smaka na rundkę Wola Niżna-Jasiel-Moszczaniec :)
Gdzieś na tej rundce były jakieś ruiny z czerwonej cegły, podobnież stanicy wojskowej (WOP?), nie pamietam już... dawno tam byłem :(
-
3 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Pamiętasz, pamiętasz. Proszę bardzo..
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Dziękuję! To wprost przepiękna dolina!
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrand
A mogłeś jednak zostawić auto przy leśniczówce,przejść drogą do Jasiela,a następnie pójść w dół,za pomnik kurierów.Przed cmentarzem w prawo do góry,koło Poziomkowego Wąwozu na szczyt łąkami.Tam zaczyna się przedwojenna jeszcze droga,zachaszczona,zarastająca,na rowerek i pieszkom genialna,kwintesencja B.Niskiego i chaszczowania.Wychodzi z powrotem na leśniczówkę.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Browar! Dzięki. Ale to mój pierwszy raz był :oops:. Teraz wiem jaka to przyjemność jest tam wejść. Napewno to powtórzę i to nie raz ;).
Pozdrawiam
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 12
Przy śniadaniu pokazałem mapę i plan mojego marszu w dniu dzisiejszym. Mój plan z aplauzem się nie spotkał. Jednoznacznie wszyscy stwierdzili – Idziesz dzisiaj sam. Ponieważ często zdarza mi się chodzić samotnie po górach, specjalnie się nie przejąłem. Poprosiłem Renatkę żeby mnie zawiozła na start i odebrała z mety. Jak zwykle Renatka się zgodziła. Na start jechała również z nami żona kuzyna. Z Komańczy mieliśmy kilkadziesiąt kilometrów. Po drodze mijamy ruiny cerkwi w Płonnej. Miejsce zniszczone i ponure. Jedziemy dalej. W końcu wysiadam z karawanu i wyruszam. Umawiam się jeszcze z Renatką na konkretną godzinę na mecie. Powiem tak: Ze startu ruszam drogą asfaltowa na południe. Po kilkuset metrach asfalt się kończy, a zaczyna droga szutrowa. Idę dalej i przechodzę przez most na rzece. Jeszcze kilkaset metrów i skręcam w lewo. Po chwili dochodzę do rzeki. Rzeka nie jest ani duża ani mała, ale w butach nie przejdę na drugą stronę, a taki właśnie mam zamiar. Siadam, zatem na kamieniu i zdejmuje buty. Przechodzę na drugą stronę i się ubieram. Polną drogą wychodzącą z brodu, którym przekraczałem rzekę wyszedłem na łąki. W oddali widzę po lewej stronie duże zabudowania. Nawet ktoś się przy nich kręci. Zabudowania te nie były celem mojej wędrówki, więc z daleka je sfotografowałem i poszedłem w prawo w stronę rzeki. I tu mnie przymurowało… z mojej strony do rzeki jest łagodne zejście, ale po drugiej stronie olbrzymia ściana skalna. Sir Bazyl pisał, ze warto tam zajrzeć, ale nie napisał, dlaczego. Teraz już wiem. Pokręciłem się trochę po brzegu i poszedłem szukać miejsca po cerkwi. Znalazłem je nieopodal. Trochę zaniepokojony popatrzyłem na gówna, które w trawie były. Sporych rozmiarów zwierzęta musiały je zostawić. Łąki były ogrodzone pastuchem. Pastuch nie był pod prądem. Sprawdziłem. Spojrzałem na mapę /tę z błędami, a przynajmniej z jednym/ i na przełaj przez łąki poszedłem przed siebie. Chciałem dojść do rzeki, która w tym miejscu tworzy zakole. Miejsce byłoby fajne, gdyby nie te pastuchy. Doszedłem po kilku minutach do rzeki. I znowu zdziwienie. Teraz to ja stoję na wysokim brzegu, a musze przejść na drugą stronę. Nie jest, to aż taki wysoki brzeg, ale zawsze. Znalazłem kawałek dalej stosowne miejsce do zejścia. I tu następne ZDZIWKO! Na drugim brzegu jest ktoś. Facet. To jeszcze nic. Zdziwienie moje wzbudziła czynność, którą ów gość wykonywał. Nie! Żadnych świństw nie robił. On po prostu pranie urządził sobie. Prał nie byle co, bo białe koszule. Wyprane rozkładał na skałach na słońcu. Wyobrażacie sobie taki widok??? Przeszedłem na drugi brzeg i przywitałem się. Zanim ubrałem buty poprosiłem go o zrobienie mi zdjęcia. Potem krótka rozmowa. Wyobraźcie sobie, że ten facet mieszka w Krośnie i przyjechał tu sobie odpocząć i przy okazji pranie uskutecznić. Janusz, może znasz gościa? Pan ten zapytał, dokąd idę i opowiedział mi o kilku miejscach, które warto zobaczyć po drodze. Miło się gawędziło, ale czas leciał. Ostrzegł też mnie przed bydłem, które chodzi po lesie. Zastanawiałem się przez chwilę, czy to, aby nie takie samo bydło, jakie w Czarnej Dolnej widziałem. Nic mądrego nie wymyśliłem. Przez uroczą łąkę poszedłem w kierunku drogi.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Gość pranie robi, bydlęta fajdają, Ty nogi moczysz - wszystko to płynie do Rzeszowa, a ja później się dziwuję czego woda w kranie taka wonna i żółta;)
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Skąd wiesz, że do Rzeszowa? A może do Przemyśla? ;)
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrand twój opis, przypomniał mi jak moja babcia, w czasach gdy dinozaury po świecie biegały, równiez w ten sposób pranie nad rzeką urządzała. A jak to pranie wysuszone słońcem pachniały, niech się różne lenory schowają ...
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrand Twoje pytanie
Cytat:
Skąd wiesz, że do Rzeszowa? A może do Przemyśla?
...mnie powaliło.
A od kiedy to Wisłok płynie przez Przemyśl ?
Zamieściłeś przecież zdjęcia na których brodzisz po tej rzece.
Ogrzewam się ogniskiem twoich wspomnień, szczególnie w taki chłodny dzień jak dzisiaj i cieszę się że otworzyłeś się na Niski , który ma takie fajne, mało znane miejsca jak te które pokazałeś.
Mam nadzieję że otworzysz się również kiedyś na wschód i uda mi się namówić Cię choćby na krótką eskapadę.
Będę ponawiał swą propozycję.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrandzie wschód czeka. I nie ma co zwlekać, bo przestaje powoli być tym dzikim wschodem...
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Henek! Ja nie pisałem, że ta rzeka to Wisłok. To Ty sobie tak wymyśliłeś. A może i dobrze. ;)
Marcinie! Może w tym roku dam się namówić? Kto wie?
Chyba będzie przerwa w mojej opowieści. Mam zamiar wyjechać z Poznania. Tylko jeszcze temperatura ciała za wysoka jest. Jeżeli wyjadę to również zahaczę o... Albo nie będę Was wkurzać i nie napiszę o co. Mam nadzieję, że jak wyjadę to będziecie jakieś szczapy tu dorzucać.
Droga była bardzo błotnista. To, że była błotnista, to Pikuś, ważne, ze pusta była. Żadnego człowieka, żadnego pojazdu. To, co lubię. Idę sobie tą drogą przez las i słucham jego odgłosów. Nagle cóś mi przestało pasować. Po chwili nadjechała z przeciwnej strony terenówka z gośćmi w kapeluszach. Mieli je ze skóry i nie uważam, żeby to był obciach. Zdjęli kapelusze na powitanie i tyle ich widziałem. Po chwili smród spalin też ustąpił. Droga wreszcie opuściła las i wyprowadziła mnie na piękne łąki. Wedle poznanego niedawno pracza powinienem skręcić teraz w lewo, nad rzekę. Łatwo powiedzieć tylko, w którym miejscu? Wreszcie widzę jakąś ścieżkę prowadzącą w tym kierunku. Prowadzi mnie ona nad rzekę. A tu przede wszystkim znowu wysoki skalisty brzeg po drugiej stronie. Okazuje się, że nie jest to miejsce zapomniane przez Boga i ludzi. Nie wiem jak z tym Bogiem, ale ludzie tu przychodzą. I teraz was zaskoczę. Wcale tego nie poznałem po śmieciach. Śmieci tam nie było. Było miejsce na ognisko, ruszt, patelnia. Tak sobie myślę, że to miejsce zrobili poławiacze ryb. Łapią sobie ryby i od razu na patelnię… Posiedziałem chwilkę, piwko wypiłem, puszkę zabrałem ze sobą i poszedłem dalej. Po lewej ręce miałem rzekę z kamienistą plażą. Na plaży w oddali dwoje ludzi. Myślę, że mnie nie zauważyli. Byli zajęci sobą ;) . Po chwili doszedłem do rozstaja dróg. Wiem, że musze skręcić w prawo, co właśnie czynię. Na pobliskich drzewach widzę przymocowane kartki. Znaczy się ogłoszenia są jakieś. Podchodzę i czytam pierwszą: „ UWAGA!!! 5000zł nagrody za pomoc w ujęciu sprawcy podpalenia schroniska w… telefon itd.” O kurczę Dziki Zachód mamy w Beskidzie Niskim. Swoją drogą skur.. yn jakiś. Podpalacz jeden. Podchodzę do drugiego ogłoszenia i czytam: „UWAGA. Wypas bydła. W stadzie znajdują się buhaje. Prosimy nie zbliżać się do stada.” Nie powiem zrobiło to na mnie wrażenie. Zwłaszcza, że z pobliskich krzaczorów i lasu dochodzi mnie porykiwanie. Swoją drogą ciekawe, kto odpowiadałby za poturbowanie mnie przez buhaja w lesie? Droga prowadziła wzdłuż potoku, ale z obu jego stron. Co rusz musiałem go przekraczać, a porykiwanie mnie goniło. W końcu wyszedłem z lasu na łąki. Po chwili po lewej stronie zobaczyłem ciekawą murowaną budowlę. Jej podstawa to kwadrat o boku ze 4-5 m. Za to dosyć wysoka była. Obok tej budowli cmentarz stary jest. Za niedalekim płotem widzę jakieś zabudowania, czy wiaty. Wszedłem do murowanej budowli, dzwonu brak. Wszak to pozostałość po dzwonnicy jest. Cmentarz jest zaniedbany. Idę dalej drogą.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Henek! Ja nie pisałem, że ta rzeka to Wisłok. To Ty sobie tak wymyśliłeś.
No nie,kogo Ty chcesz nabić w balon? ;)
Ponad dzwonnicą są kapitalne,największe jakie widziałem Pola Poziomkowe.Zjazd rowerkiem tamtędy to czysty miód.
Polecam świetną książkę o tamtych terenach "Od Rymanowa do Jaślisk" Potockiego.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Fajnie,że przypomniałeś mi fotkami to miejsce.No i do dziś czuję jeszcze gesią skórkę na myśl o tym stadzie i omijaniu go szerokim łukiem z duszą na ramieniu!Z opowieści opiekującego się tą rogacizną,wynikało że żartów nie ma!Sam miał przygody mrozące krew w żyłach.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
(...)
Ponad dzwonnicą są kapitalne,największe jakie widziałem Pola Poziomkowe. (...)
Jak Horbki były Polańską to ze znajomymi nazywaliśmy ją Poziomkową Górą. I Browarku, chyba te czasy pamiętasz. Później przyszły byki i zeżarły poziomki a na stoku zostawiły efekt uboczny trawienia i teraz łatwiej wdepnąć w marmoladę niż w poziomki :twisted:. Kiedyś wlazłem w to stado i tłumaczyłem im żeby żarły niżej - niby słuchały i patrzyły na mnie z zainteresowaniem, żadnej agresji, ale już w trakcie wykładu niektóre jawnie olewały całą sprawę a reszta też jakoś sobie do serca tego nie wzięła. Od tej pory wołowina coraz częściej gości na moim stole :-D
P.S.
Bertrandzie - ja wiem, że mapa BN na pn kończy się na Dołach Jasielsko-Sanockich, ale kurczę spróbuj uwierzyć, że rzeka po której łaziłeś płynie przez Rzeszów a nie Przemyśl :mrgreen:
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
.... Znowu odkryłem piękne miejsce. Januszu! Jak mogłeś zwątpić we mnie? Myślałeś, ze się tak poddam bez walki? Jeżeli czegoś nie znajdę to rezygnuję....
Bertrand , nawet przez chwile nie zwątpiłem w Ciebie. Przecież wiem ,że Wielkopalanie są "oszczedni" :roll: i do tego uparci w dążeniu do celu.
Tylko nie wiedziałem ,że tak "dobrej" mapy używasz.
ps. co raz "cieplej" jest przy Twoim ognisku, dzięki za to.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Po chwili widzę dwa obejścia. Jedno całkiem, całkiem gotowe do przyjęcia gości i drugie spalone. Chyba jest to, to schronisko, co zostało podpalone. Przy jego nędznych resztkach kilka osób się kręci. Wchodzę na teren tego całego. Jakiś młody ciupie. Siekierą ciupie. Podchodzę i mówię mu Cześć. Odpowiedział Cześć i następnie po angielsku powiedział, że to jest tyle, co po polsku umie powiedzieć. Zapytałem się go skąd tu przyjechał, a on ku mojemu zdziwieniu, że z Australii. Boże myślę sobie, te tereny to popularne bardzo są wśród Australijczyków. Kilka lat temu z Jabolem spotkaliśmy dwójkę na rowerach. Na rowerach oni z Portugalii w Bieszczad przypedałowali. Po roku znowu byli w Bieszczadzie, bo się spotkaliśmy, ale wtedy byliśmy już umówieni. Teraz ten tutaj. Szok. Powiedział, ze w chałupie jest Monika. Zanim doszedłem do chałupy Monika przyniosła mi herbatę ze świeżo zbieranej mięty. Oni już sami są w tym miejscu kilka dni. Jak wypiłem herbatę chciałem się pożegnać, bo już mało czasu miałem. Nic z tego. Dostałem obiad. Po obiedzie nieładnie jest od razu wyjść, więc czas mijał na sympatycznej rozmowie. W końcu się zdecydowałem i pożegnałem się. Poszedłem wprost do furtki. Zamknąłem ją za sobą i ruszyłem ścieżką pod górę. Ani wysoka, ani stroma nie była, ale trochę czasu minęło zanim wszedłem na szczyt. A tam Jezusiczku! Jaki stamtąd widok piękny jest!. Siadłem sobie i patrzyłem. Cisza, góra, widoki i ja. Nie wiem, po jakim czasie się opamiętałem, ale sporo go minęło. Wstałem i schodzę tą samą drogą, co tu przyszedłem. Nagle widzę w oddali, ale na mojej ścieżce bydło z dużymi rogami. Od razu sobie ogłoszenie przypomniałem. Robię zdjęcie, tak żeby się bydlądku przyjrzeć. Oglądam na zbliżeniu. Rogi duże, patrzy w moim kierunku no i najważniejsze, między tylnymi nogami nie ma wymion. To, co widzę na pewno nie jest wymionem, chyba, że pojedynczym takim. Zrezygnowałem z tej drogi. Skręciłem w prawo w krzaczory. Matko! Jakie tam krzaczory były. Żałowałem, że maczety jakiejś nie mam. W końcu wyszedłem na łąkę. Bydła nie ma. Wchodzę ponownie w krzaczory cały czas podążając na dół. Wychodzę na łąkę, a tam piekne ruiny kaplicy jakiejś stoją sobie. Zacne miejsce znalazłem. Zapewne kilku z was tam było, ale ja dopiero to miejsce odkryłem. Poszedłem w dół do potoku. Po kładce przeszedłem na drugą jego stronę i poszedłem ścieżką w stronę drogi. Na drodze stoją dwa traktory i coś tam rozładowują, chyba drewno. /Skleroza/. Zapytałem się a raczej upewniłem się, co do kierunku dalszej wędrówki i się pożegnałem. Mozolnie piąłem się pod górę tym razem drogą. Za sobą miałem piękny widok na górę, z której miałem piękny widok na tę drogę. Nagle drogę i całe pole ogradzają zasieki z bardzo mocnego drutu kolczastego. Z dala słyszę traktory. Czekam na nie. Może na stopa się zabiorę. Kiedy nadjeżdżają zdejmuję zasieki i robię drogę przejezdną. Traktorzysta ochoczo mnie zabiera na przyczepę. Przyczepa! Dużo powiedziane. Rura jakaś, na którą usiadłem i która mocno mi się wrzynała w .. Wiecie, w co. Nie powiem. Kawałek mnie podwieźli. Potem wskazali kierunek dalszego marszu i się rozstaliśmy. Schodzę betonowa drogą w stronę Drogi Karpackiej. Droga mało uczęszczana jest z racji dziur i wyboi pomimo, że z płyt betonowych była. Z daleka widzę karawan, który pnie się betonką w moim kierunku. Już się boje o podwozie. Renatka szybko spasowała. Nawet nie nawracała, tylko stanęła i czekała na mnie. Ja schodząc z góry szukałem miejsca, w którym mógłbym zawrócić. Znalazłem. Zostawiłem Renatkę i żonę kuzyna, bo obie panie po mnie wyjechały i delikatnie, na paluszkach pojechałem w miejsce, w którym mogłem zawrócić. Potem, to już bułka z masłem. Zjechaliśmy do asfaltu. Terenówka na miejscowych blachach chciała wjechać na betonkę. Musiała nas przepuścić. Do dziś widzę zdumiony wzrok kierowcy. Tą drogą to terenówka albo ciągnik tylko przejedzie, a tu zadowolony facet wyjeżdża z dwoma kobiałkami na dodatek. I to by było na tyle z tego dnia. Aha jeszcze jedno. Ilekroć Renatka po mnie gdziekolwiek przyjeżdżała zawsze w karawanie miała zimne piwko. Tak było i tym razem….
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Ech Bertrandzie... Piszesz o miejscu, które ja kocham bardzo. Za każdym razem, jak jestem, to bardziej.
-
7 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Tak wyglądało to przed pożarem, a na byczki trzeba uważać:lol:
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
...Bertrandzie - ja wiem, że mapa BN na pn kończy się na Dołach Jasielsko-Sanockich, ale kurczę spróbuj uwierzyć, że rzeka po której łaziłeś płynie przez Rzeszów a nie Przemyśl :mrgreen:
No, nie wiem;). Ale zbyt wiele osób w tym tygodniu przy piwku mówiło mi to samo, co TY. Coraz bardziej się zastanawiam, czy aby nie macie przypadkowo racji :lol:.
Dziekuję wszystkim za te "konsultacje" i pozdrawiam
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 13
Jestem zmęczony. Nogi mnie bolą. Pogoda nijaka jest. Po śniadaniu zapada decyzja. Jedziemy na Słowację. Z Komańczy jedziemy na wschód. Niedaleko. Potem skręcamy w prawo i przejeżdżamy przez wieś. Za wsią jest cudowne źródło i kaplica przy nim. Tam zarządzam postój. Chrześniak do kaplicy nie idzie. Nie wiem, dlaczego. Po krótkim postoju jedziemy dalej, znaną na pamięć drogą, która prowadzi do sklepu. Sklep mijamy i pędzimy dalej. Zatrzymujemy się dopiero przy murowanej cerkwi greckokatolickiej pw. Narodzenia Panny Marii z 1826 r. Niezbyt ładna i okazała budowla. Pogoda robi się coraz gorsza. Jedziemy dalej. Następna miejscowość jest celem naszej jazdy. Miejscowość ta nie zrobiła na nas korzystnego wrażenia. Sporo żebrzących brudnych dzieci. Za to na wzgórzu stoi przepiękna, wysoka, murowana cerkiew prawosławna pw. Świętego Ducha Wybudowana została w 1949 r., w starym „ruskim” stylu, jako pomnik ku czci poległym w I i II wojnie światowej. Niestety zamknięta była. Obszedłem ją dookoła i tyle mojego. Weszliśmy też do pobliskiego Muzeum Sztuki Współczesnej, gdzie kupiłem śliczną książkę, album z cerkwiami słowackimi i polskimi. Droga była, ale warto było. Może to nieładne, ale wszedłem na fontannę Andy Warhola. Następnie wróciliśmy do Polski. Oczywiście zakupy zrobiliśmy w znajomym sklepie. Po powrocie do domku wszyscy zalegli w pozycji horyzontalnej. Kiedy przestało padać namówiłem Renatkę na krótki wypad. Podjechaliśmy do miejscowości, którą odwiedziłem ostatnio podczas KIMBU. Poszedłem na cmentarz i miejsce po cerkwi. Poszliśmy też w stronę lasu, ale deszcz znowu zaczął padać. Wróciliśmy do karawanu. Po drodze zatrzymałem się przy miejscowym kościele. Wszedłem do środka, bo otwarty był. Bardzo mały i bardzo skromny jest. Następnie pomimo deszczu postanowiłem znaleźć wodospad. Po przedzieraniu się przez krzaczory i spacerze wezbranym potokiem znalazłem go. Jest on tak ładny, że ściągnąłem doń Renatkę. Kiedy szedłem po Renatkę zobaczyłem, że korytem potoku, po kamieniach idzie młoda niewiasta i niesie małe 2-3 letnie dziecko na plecach. Niewiasta owa obuta była w „klapki”. Jak wyszedłem na szosę to zobaczyłem mężczyznę. Opowiedziałem mu o kobiecie w klapkach, a opowieść moją zakończyłem tak „Na głupotę ludzką nie ma rady”. Gość ten odpowiedział mi, że ta niewiasta, to jego żona osobista jest i idzie z ich dzieckiem. Był oburzony moim stwierdzeniem, bo co jej się może stać? Kiedy mu powiedziałem, że kamienie są śliskie i może się na nich noga omsknąć, kobieta może się przewrócić np. na plecy a dziecko wyrżnąć głową o kamienie, to zrobiło na nim wrażenie… pobiegł do żony. Po powrocie do Komańczy pojechaliśmy na kolację do schroniska i to by było na tyle tego dnia. Aha! Żona kuzyna obmyśliła wycieczkę na dzień następny…
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 14
Po śniadaniu wsiadamy do auta i jedziemy na północny wschód. Jedziemy bardzo niedaleko. Zatrzymujemy się przy zabudowaniach po lewej stronie i dalej wyruszamy pieszo. Idziemy drogą szutrową. Po lewej ręce mamy potok. W pewnym momencie potok zaczął wydawać inny odgłos niż do tej pory. Od razu skręciłem w jego stronę zobaczyć, dlaczego zaczął szumieć. Okazało się, że w tym miejscu tworzy on niedużą kaskadę. Poszliśmy spokojnie dalej mijając po drodze drewniany krzyż przybity do drzewa. Tak idąc, żartując sobie doszliśmy do niewielkiego zabudowania. Okazało się, że jest to pasieka. Droga się rozwidlała. Postanowiłem, ze pójdziemy w prawo. Po kilkudziesięciu metrach droga zrobiła się baaardzo błotnista. Cała moja grupa stanęła i zaczęła się zastanawiać, co dalej. Wiedząc, co będzie dalej od razu poprosiłem Renatkę, żeby po mnie przyjechała do miejscowości, w której Zdzisław Pękalski zrobił w kościele Drogę Krzyżową. Dokładnie sobie nie przypominam, ale tak się rozpędził, że chyba nawet jedną stację więcej zrobił. Po tych konsultacjach z żoną śmiało wszedłem w błoto. Głęboko się nie zapadłem nawet, tak gdzieś do kolana. W tym momencie wiedziałem, co się stanie. Wszyscy spasowali. Idę sam. Po chwili jednak słyszę takie: śluup, śluup. Odgłos łażenia po błocie. Dogonił mnie kuzyn. Dalej już we dwóch przemierzaliśmy przez błoto. Błoto po chwili się skończyło. Przekroczyliśmy potok i wąską ścieżyną przez krzaczory przedzieraliśmy się pod górę. Jeszcze jeden potok i wychodzimy na łąki. Ścieżka, nasza przewodniczka się urwała. Zostawiła nas samopas z łąkami. Gdzieś na środku łąki stoi drzewo. Przedzieramy się do niego. Są tam łąki takie, które lubię, nieskoszone. Znaczy się, że trawy /Marcin pewno wiedziałby, jakie to rośliny, dla mnie to trawy/ sięgają mi, co najmniej do ramion. Trudno się przez nie przedzierać. Dochodzimy do drzewa, a tu szok. Na drzewie stary, bo stary, ale czerwony znak ścieżki spacerowej. Tylko, co dalej? W którą stronę iść? Na łąkach szlak wyznaczają tyczki. Tutaj żadnych tyczek nie ma. Idziemy, a raczej przedzieramy się w stronę lasu. Na jednym z pni znowu jest czerwony znak. Idziemy wzdłuż drzew. Szmat drogi idziemy i znaków nie ma. Wracamy znowu łąkami. Z dala widzimy jakąś postać, która idzie dosyć szybko. Znaczy nie przedziera się. Idziemy, więc w tym kierunku. Co tu dużo mówić? Jary /szczęście, że niezbyt głębokie/, potoki, trawy. Gdzieś po pól godzinie a może dłużej wychodzimy na drogę. Leśną drogę. Siadam zmęczony i upocony na kamieniu. Otwieram plecak i wyjmuje puszkę ze złocistym nektarem. Razem z kuzynem raczymy się jej zawartością. Na drzewach są znaki. Idziemy drogą dalej. Dzisiaj z perspektywy czasu myślę sobie, ze kiedyś w czasach zaprzeszłych szlak, czy ścieżka był wytyczony trochę inaczej i my natknęliśmy się na stare oznaczenia. Po kilku minutach dochodzimy do przedziwnego miejsca. Po lewej strony drogi jest miejsce po cerkwi, na którym stoi nowa budowla sakralna. Bardzo ona skromna i mała jest. Wewnątrz widać sztandary. Po prawej strony drogi jest cmentarz z nowymi grobami. Znaczy się cmentarz jest użytkowany współcześnie. Ludziska kawał drogi muszą tuptać za trumną…
-
9 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Chętnie bym się od Was czegoś dowiedział na temat tego cmentarza. Spędziłem na nim parę chwil, porobiłem fotografie i poszliśmy dalej. Niedaleko od tego miejsca droga zaprowadziła nas w inne bardzo ciekawe. Jest to baza studencka. Chałupa z paleniskiem w klepisku, ławami i innym sprzętem bazowym. Obok jakiś loszek, albo piwniczka zamknięta na klucz. W bazie było dwoje ludzi. Nie byli oni zadowoleni z naszej wizyty. Nie wiem, dlaczego. Pokazali nam dalszy kierunek marszu i poszliśmy sobie po króciutkim odpoczynku dalej. Powiedzieli na odchodnym, że zobaczymy po drodze bardzo duże marnotrawstwo. Mówiąc to byli bardzo tajemniczy. Ścieżka wyprowadziła nas pod górę na łąki. W przeciwieństwie do tych poprzednich, te były ładnie wykoszone. Nie dość, że ścieżka ładna to obok łąka prawie jak boisko piłkarskie. Za to widoczki, im wyżej tym ładniejsze. Palce lizać. Z naprzeciwka pojawili się jacyś ludzie, ale przeszli bez słowa. Z daleka widzimy na szczycie betonowy trójnóg. Już wiem, o co chodziło z tym marnotrawstwem. Otóż na szczycie i obok niego są poukładane w pryzmy około 4 m wysokie bele z siana. Leżą i gniją. O.K. Czy aby na pewno marnotrawstwo. Może prawa ekonomii porąbane tu zadziałały. Uni znaczy Unia dopłacają jakiś grosz od hektara wykoszonej łąki, pod warunkiem, że siano jest zebrane. Natomiast z sianem tym nie ma, co zrobić. Kupca nie ma, a jak już jest, to koszty transportu są tak wysokie, że nie opłaca się kupować. Więc leży i gnije sobie. Przynajmniej tak to sobie wytłumaczyliśmy. Wierzcie mi, że z tych pryzm widok jest imponujący na wszystkie strony świata, bez względu ile ich jest. Tam też był zasięg i mogłem poinformować Renatkę, o której ma podjechać z piwkiem. Polną droga poprzez łąki schodziliśmy w dół. Znowu jakaś pasieka się znalazła przy drodze. Jak już doszliśmy prawie do Drogi Karpackiej to okazało się, że mamy problem, bo drogę przecina szeroki i bardzo wartko płynący potok. Nie takie przeszkody już pokonywałem, więc i z tą sobie poradziliśmy. Doszliśmy do asfaltu w najniższym punkcie wsi. Renatka musi już być, ale chyba w innym jej punkcie, a tu zasięgu telefonicznego niet. Idziemy pod górę asfaltem. Idzie się fatalnie. W pewnym momencie Kuzyn woła do mnie mam zasięg. Siadamy w rowie i czekamy. I to by było na tyle tego dnia. Super wycieczka i super, że troszku pobłądziliśmy…
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Taaaa...tygrysy lubią to najbardziej.Czuję zapach tych łąk-bezcenne w lutowy wieczór.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
tygrysy lubią to najbardziej
Oj, lubią, lubią...świetnie się podąża za bertrandem.
Cytat:
Czuję zapach tych łąk-bezcenne w lutowy wieczór.
Racja, ale wiecie co? Skoro wieczór lutowy to patrząc na te przestrzenie wręcz nieograniczone, czy to na fotkach bertranda czy własnymi oczętami niedawno zobaczone...wzdycham do zimy,której nie było i narciarskich wycieczek w tamtejszych stronach wciąż niewykonanych.
No dobra, już wracam na swoje miejsce w drugim rzędzie tj.kręgu by zaczekać na c.d. ;)
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Chętnie bym się od Was czegoś dowiedział na temat tego cmentarza.
Czy to czasem nie ten cmentarz, gdzie zmarłym przebijano serca osinowym kołkiem aby po śmierci nie zamienili się w upiory ?
A przez te błoto przejechałam kiedyś rowerem !
Błoto jest tam wieczne i niezniszczalne.
Pozdrowienia
Basia
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
Basia Z.
Czy to czasem nie ten cmentarz, gdzie zmarłym przebijano serca osinowym kołkiem aby po śmierci nie zamienili się w upiory ?
Niezupełnie, tamten jest/był kawałek niżej.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrand !
Jak już trafiłeś w tą dolinkę to nie kusiło Cię o odszukanie źródła z wodą mineralną ?
Może jest lepsza od złocistego napoju ?
W sumie takich źródełek jest w Bieszczadach tylko kilka.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Teraz mnie kusi. W sierpniu nic nie wiedziałem o źródełku. :( Dlatego TAM zawsze się wraca.
Pozdrawiam
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Napięcie wyborcze rośnie! Wygląda na to, że jest niewiele osób, tak stałych w uczuciach i swoim wyborze, jak ja. W tej turze zdania nie zmienię. Aby jednak choć na chwilę oderwać Was od tych najważniejszych od roku wyborów zammieszczam opis kolejnego dnia. Będziecie trochę zawiedzeni ale urlop, to nie tylko codzienne przedzieranie się przez chaszcze i błoto...
Dzień 15
Przeprowadzka. Jedziemy do Zawozu. Oczywiście robimy to pomału z powagą. Po drodze zatrzymujemy się w Cisnej. Rysiek opowiada o Bieszczadzkich Aniołach, których dzięki Bogu i partii udało nam się nie widzieć. Obok Atamanii stoi fajna Kapliczka Pamięci. Część kapliczki jest dłuta Zdzisława Pękalskiego. Możecie powiedzieć, że obciachowa ona jest, ale mi ona nie przeszkadza. Obok Atamanii kupujemy jakieś pamiątki, ale nie te z Chin. Następnie kawa miętową w Herbaciarni. Potem obiad w Zaciszu. Dojeżdżamy w końcu do Zawozu. Danusia i Krzysztof witają nas prawie jak rodzinę. Zawsze chętnie tam jedziemy. Mieszkamy w odremontowanym domu dla turystów. Na dole 5 pokoi dwuosobowych i wspólna kuchnia i jeszcze jakieś pokoje na piętrze. Obok zadaszone miejsce na grilla. Super to zrobili. Ponieważ jest strasznie gorąco idziemy nad wodę. Renatka chrześniak i ja zażywamy kąpieli. Wracamy na pokoje. Rozpakowujemy się i pod dachem bez grilla grzejemy. Co grzejemy niech zostanie naszą tajemnicą…
-
9 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 16
Jest pochmurnie, parno i gorąco. Po śniadaniu ładuję ekipę do karawanu i jedziemy. Ja wiem dokąd, Renatka wie, a reszta nie wie. Na pierwszej krzyżówce skręcam w lewo. Jedziemy drogą niedawno wyremontowaną. Po pewnym czasie skręcam w prawo. Mijam wypał, a potem odgałęzienie do WIELKIEJ posiadłości. Ta posiadłość mnie od jakiegoś czasu wkurza. Olbrzymi obszar Bieszczadu za murem i siatką. Z żadnej strony nie wejdziesz tam… Jadę dalej, niżej i niżej. W końcu przy odgałęzieniu w prawo zostawiam karawan przed szlabanem. Napis głosi, ze teren prywatny, a ktoś mi mówił, że jak wjadę, to mogę się zdziwić przy wyjeździe. Często szlaban jest w takim wypadku na kłódkę zamykany. Dalej idziemy więc pieszo szutrową drogą najsamwpierw pod górę. Renatka opóźnia marsz, bo obżera się jeżynami. Pełno ich tutaj. Po chwili w miarę podchodzenia pod górę przed nami roztacza się coraz ładniejszy widok. Łąki, góry, woda. Droga prowadzi delikatnie w dół do wypału. Zaraz za nim skręcamy w lewo. W prawo na śliczny cmentarz nie prowadzę. Pomyślałem sobie, ze wszyscy mamy mapy i możemy z nich wyczytać, co jest nieopodal nas. Może to i nieładne było, ale najlepszym się zdarza. Podążamy dalej drogą. Ona skręca w prawo, więc my też. Tuż przed bramą taką bez bramy skręcamy w prawo. Dalej drogą wychodzimy na łąki. Z daleka obserwujemy dom, który tam stoi. Miejsce naprawdę zacne ale chyba tylko na lato. Zimą hektary do odśnieżania, aby się wydostać. Dalej prowadzę na przełaj przez łąki. Tak na pamięć. Pamięć mnie jednak trochę zawodzi i nie wiem, w którym miejscu mam zejść. Schodzę sam na pałę i z dołu znajduję ścieżkę, którą wracam po resztę. Renatka i ja znaliśmy to miejsce, ale dla reszty było to dużym zaskoczeniem. Byliśmy w posiadłości Króla Włóczęgów. Króla nie było. Może i dobrze… Obszedłem całe królestwo i wróciłem do reszty. Potem spokojnie tą samą drogą wróciliśmy do karawanu. Na obiad pojechaliśmy do Polańczyka. Obiad jak zwykle w Polańczyku u Pani Leszkowej, a deser i MUZYKA u Pana Leszka. Takiej muzyki nie usłyszycie nigdy w Bieszczadzie.
I jeszcze jedna refleksja z tego dnia. Była to niedziela. Tak myślę. Niedziela kończąca sierpniowy łikęd. Jakiś kretyn w tym wydał zgodę na zorganizowanie w tym dniu wyścigu rowerowego. 90% ludzi, którzy przyjechali tego tygodnia w Bieszczad między innymi na Anioły, tego dnia chciało wyjechać. A tu dupa. Droga wyjazdowa z Bieszczadu zamknięta, bo się Herosi na rowerach ścigają. Korek stał od Polańczyka do Wołkowyi. Wyobrażacie sobie to? A ten kretyn, co wydał zgodę na wyścig w tym dniu sobie tego nie wyobraził….Szkoda, że nie słyszał tego, co mówili, ci co w korku stali, a do domu mieli kilkaset kilosów
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Do Twojego zdjęcia nr 7 fragment mojego wiersza :
"Niczym złoto,dąb błyszczy
posród wodnej krainy.
Daj mi jeszcze raz, Panie,
takie urodziny"
...bo były niezwykłe i niepowtarzalne (chyba!)
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Myślę, że te strofy bardziej pasują do zdjęcia 8. Dziękuję.
Ale to zależy od interpretacji. Chyba mi Pan da. Teraz uwaga. Urodziny mam 11 maja. Jadę w tym roku w tym czasie z Renatką. I to Ona mnie namówiła. Dokąd jadę nie muszę pisać.
Pozdrawiam
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Nie,no dąb jest na nr 7 i lśnił w słońcu jak złoto a król goscił malinową naleweczką .Moja opowieść jest dłuuuga z pobytu TAM.A szlaban czasem "robi"przykre niespodzianki,niestety.A tośmy są BYKI!!
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Zdjęcie w istocie siódme w kolejności, ale nazwa zdjęcia 8.jpg i stąd to nieporozumienie :)
Pozdrawiam
-
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Cosik towarzystwo senne przy tym ognisku jest. Nikt się nie odzywa… A może winko z Miśkiem zadziałało?
Dzień 17.
Poranek budzi nas ciepły i słoneczny. Umawiamy się przy śniadaniu, że wyruszamy we dwa samochody. Najpierw jedziemy do miejscowości, w której stoi Kapliczka Pamięci. Tam robimy zakupy odwiedzamy Pracownię Ikon, z której jak zwykle ciężko się wychodzi ze względu na gościnność domowników. Krótka rozmowa z Bardem Bieszczadu i jedziemy do Baligrodu. Mam ochotę zobaczyć jak wygląda kirkut po pracach wykonanych tego roku. Ni i jestem pod dużym wrażeniem. Ci, którzy pracowali na kirkucie, a pracowali jak zwykle społecznie wykonali kawał DUŻEJ roboty. Odkrzaczono cmentarz na takiej powierzchni, że nie myślałem, iż on jest taki duży. Odnowiono sporą liczbę macew. Widok iście imponujący. Po wyjściu z kirkutu rozdzielamy się. Kuzyn z rodziną jadą w swoją stronę, a my z Renatką w prawo. Po drodze zatrzymujemy się przy ślicznej kapliczce, którą setki razy mijałem, bez zwrócenia na nią uwagi. Za kapliczką ileś tam metrów oczywiście skręcam w prawo. Najpierw droga asfaltowa, a potem szutrowa. Szutrowa i dziurawa. Ileż to razy karawan ją już pokonywał? Na rozwidleniu dróg skręcam w prawo i dalej jadę przed siebie bacznie wypatrując. Nie zwierza, bardziej samochodu. Niestety parking pusty jest znaczy nikogo nie ma, tam gdzie myślałem. Dalej na nogach do chatki. Istotnie pusta stoi. Sprawdziłem czystość, wpisownik i wróciliśmy do karawanu. Ruszam i po kilkuset metrach staję. Droga zatarasowana dużą ciężarówką jest. Chłopaki kończą ładowanie metrówek na pakę. Grzecznie się pytam: - kiedy odjedziecie, bo się nie przecisnę? Odpowiedz, którą usłyszałem po prostu mnie rozwaliła: - Panie my nie wiemy. Kierowca sobie poszedł poszukać miejsca gdzie można zawrócić. Duża ciężarówka + duża przyczepa. Niewiele myśląc zawróciłem i pojechałem szukać kierowcy. Znalazłem go i przywiozłem do auta. Po drodze powiedział, ze jest tu pierwszy raz i nie myślał, że tu taka droga jest. Uśmialiśmy się z Renatką i pojechaliśmy dalej. Kiedy droga się skończyła to skręciłem w prawo. Oj jak Renatka tej drogi nie lubi… Mijamy wypal po prawej i cały czas pniemy się pod górę. Nagle po wyjechaniu zza zakrętu widzę ciężarówkę. Inną co prawda, ale równie skutecznie blokująca drogę. Chłopaki zwijają się jak w ukropie. Pot się z nich leje. Jesteśmy pełni podziwu. Już po 20 minutach są załadowani i odblokowują drogę. Jedziemy dalej. Mijamy Błękitną Rapsodię, a raczej to, co z niej zostało. Powoli i mozolnie pniemy się w górę. Renatka się zastanawia, co zrobię gdy z góry pojedzie coś dużego.. Nic jednak nie jechało. Zajeżdżam na sam szczyt drogi, nie góry. Droga się znowu rozwidla. Ja jadę w prawo. Wiem i nie musicie głośno tego mówić. Wiem, stał tam. Widziałem go. Droga po paru kilometrach poprowadziła mnie do wsi. Na rozwidleniu skręciłem w kierunku domu bacy. Tego, co oscypki robi. Teraz to on chyba, co innego robi, bo oscypki, to tylko w Tatrach się wyrabia…Skręciłem i stanąłem. Drogę tarasowała ciężarówka. Trzecia tego dnia już. Grzecznie się pytam: Panie a długo to potrwa? A on na to odpowiada pytaniem na pytanie: A dokąd pan jedzie? Odpowiedziałem, że…. Gość kazał mi zawrócić. Powiedział, ze na tej drodze to szkoda podwozia. Zapytałem go: Panie, a przez wodę przejadę? Przejedziesz, przejedziesz usłyszałem. Ucieszyłem się, bo nigdy tą drogą jeszcze nie jechałem. Droga okazała się super. Bez dziur. Tylko nam rzeka przez drogę płynęła. Nie żeby tam raz. Ona płynęła cztery razy. Cztery razy karawan przez bród przejeżdżał. Raz jak zobaczyłem betonowe płyty porozrzucane naokoło, to troszkę zwątpiłem, ale karawan sobie poradził. Renatka tylko jakaś taka blada się zrobiła. Po przejechaniu rzeki zatrzymałem się w pobliżu Pola Biwakowego. Pole to jest oznaczone i z daleka już człowiek wie, kto może na nim przebywać. Toż to teren Naszego kolegi forumowego i przesympatycznej małżonki jego. Nie bierzcie tego dosłownie. Oni tam po prostu od „ho, ho, ho, a może i dłużej” przyjeżdżają w to miejsce świętować. Nie będę zdradzał, co świętują, ale okazja do świętowania z roku na rok jest coraz dostojniejsza. Oczywiście są na miejscu. Jakże by inaczej. Wypijamy i zjadamy, „czym chata bogata” i rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy. Czas leci zbyt szybko. Nadeszła pora pożegnania. Umawiamy się na następny rok i odjeżdżamy. Już nie przez wodę. Jedziemy prosto. W pewnym miejscu zawsze staję i… nic z tych rzeczy. Podziwiam wspaniały widok na rzekę. Dojeżdżam w końcu do Drogi Karpackiej. Skręcam w prawo. Mijam nie zatrzymując się nową cerkiew po lewej i grób Jędrka. Wracamy naokoło na nocleg. Po drodze zatrzymujemy się u miejscowego rzeźbiarza, malarza i przede wszystkim gawędziarza. Oglądamy nowe dzieła i jedziemy dalej. Teraz tylko kolacja w Polańczyku u Pani Leszkowej i kawa u Pana Leszka. Na noclegu kuzyn wita mnie zimnym piwkiem. I tak minął kolejny dzień. Bez chodzenia tym razem. Ale jeden z milszych dni tego urlopu….
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Cosik towarzystwo senne przy tym ognisku jest. Nikt się nie odzywa… A może winko z Miśkiem zadziałało?
Nieśmiało wyłaniając się z nieco ocienionego drugiego kręgu paszczak melduje się na posterunku!
-
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrand,widzę żeś nawiedził najfajniejszą drogę,he he. A NIM się nie przejmuj,witaj w klubie.Na dole,jakbyś skręcił w górę rzeki,to zamiast brodów napotkał byś największe,przejezdne kałuże.Jak jechałem to woda zamykała się nademną.Budziłem później należyty szacun pięknie obłoconym włącznie z dachem autkiem.Tam gdzie podziwiałeś widok jest osuwisko.Podczas wykonywania drogi wielokrotnie się osuwało,raz z przejeżdżającym kokumem który to wylądował w rzece(kierowcy nic się nie stało).Uwielbiam tą dolinę.
-
Odp: Zapraszam do ogniska
To nie był mój pierwszy raz. ;) przynajmniej z góry na dół. Zawsze jednak skręcałem w górę rzeki. Teraz będzie inaczej. ON tylko ma za zadanie tam być, to i jest... :-)