-
7 załącznik(ów)
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Jest zimno. Może nawet bardzo zimno, więc dokładam. Nie wiem, czy przez dwa najbliższe tygodnie będę miał czas cos dołożyć, więc liczę na Was, że pogawędzicie trochę przy ognisku.
Dzień 7
Za oknem szaroburo. Pogoda nieciekawa jest. To, co robimy? Nie spieszymy się. Ktoś mi mówił, że nad Solinką jest fajne miejsce do plażowania. Dokładnie opisał gdzie, więc jedziemy sprawdzić. Nie żeby plażować, tylko sprawdzić. Miejsce istotnie okazało się zacne. Pomimo tego, że niedaleko jest ruchliwy trakt komunikacyjny nad wodą panuje cisza. Warto kiedyś będzie tu przyjechać. Następnie jedziemy do Galerii Czarny Kot. Często tam wpadamy, a nigdy o tym nie wspominałem. Tak naprawdę, to nie gustuję w sztuce, która jest tam wystawiana, ale wpadamy tam. Może, dlatego że przemiła pani tam sprzedaje? Oczywiście jak już tam jesteśmy, to obowiązkowo odwiedzamy Barda. O dziwo w galerii coś nam się spodobało. Był to obraz. Renatka zapytała, kto go stworzył i dostała konkretna odpowiedź. Pojechaliśmy do malarki z Elbląga, która tutaj niedaleko maluje. Malarka okazała się sympatyczną niewiastą. Okazało się, że ma na ukończeniu obraz, który bardzo się nam spodobał. Martwa natura to była. Zamówiliśmy go i pojechaliśmy dalej. Pogoda nadal kiepska. Postanowiłem odwiedzić pewnego znajomego mi leśniczego. Facet jest fascynatem roślinek. Dla mnie chodząca encyklopedia. Według mnie roślina, to roślina i tyle. Po drodze mijamy relikt epoki, która już minęła. Ciekawe jak długo będzie stał w tym miejscu. Podobno ludzie z tej gminy się nie zgadzają na likwidację monumentu. Skręcam z Wielkiej Szosy na dziurawą drogę. Teraz jadę dużo wolniej. W końcu docieram do Leśniczówki. Znajomego leśniczego nie ma, ale wskazano mi kierunek, w którym się on udał. Pojechałem jeszcze gorszą drogą w stronę pięknego jeziorka. W pewnym momencie widzę ludzi ładujących drewno na duży samochód. Na moje pytanie o leśniczego, odpowiadają, że był, ale pojechał. Odpowiedź na moje następne pytanie mnie powaliła. Zapytałem grzecznie: A w którą stronę pojechał? Należy dodać, że w tym miejscu była droga, nie żadne skrzyżowanie dróg, czy nie daj Boże rondo. Zwykła droga. Można pojechać tu, albo tam. Chłopaki nie wiedzieli, w którą stronę leśniczy pojechał. Widząc, ze nie uda mi się spotkać leśniczego wracamy jak niepyszni. Nagle spod karawanu wydobywa się przeraźliwy hałas. Kurczę myślę sobie rurę urwałem. Wysiadam, włażę pod karawan, a tym wszystko jest na swoim miejscu. Wygramoliłem się spod auta, siedzenie przykryłem jakąś bluzą (błoto na drodze było), wsiadam i ruszam. Po chwili znowu słyszę hałas. Nie chcę Wam opisywać wciąż tego samego, ale historia z wysiadaniem, oględzinami podwozia powtarzała się kilka razy. Kiedy po raz kolejny wyczołgałem się spod auta zaniemówiłem. Przede mną stał ów poszukiwany leśniczy. To, że on stał przede mną to Pikuś, ale jak on mnie wtedy wkurzył! Przyjechałem tutaj, żeby zobaczyć żubra w naturze. Liczyłem na to, że leśniczy mi w tym pomoże. Myślałem, że się umówimy na jakąś wspólną wędrówkę po lesie. Wszak zna swój rewir (czy jak tam się nazywa kawałek lasu, którym się zajmuje). Nigdy żubra w naturalnym środowisku nie widziałem… I czy sobie zdajecie sprawę z tego, co od niego usłyszałem? Zapewne nie. A on jak gdyby nigdy nic odezwał się mniej więcej tak: „Cześć Bertrandzie! Widziałeś to stado liczące 30 sztuk żubrów tutaj na łące, obok której przejeżdżałeś?”
Wkurzyłem się niezmiernie. Nie na leśniczego, tylko na karawan. Byłem tak zaabsorbowany hałasem, ze nie widziałem czegoś, co bardzo chciałem zobaczyć. Żubry w międzyczasie sobie poszły.. Leśniczy był z jakimś gościem od fotografii, bo miał on sprzęt z długim obiektywem i mnóstwo innego z tej branży. Leśniczy rzekł, że wie gdzie one mieszkają w lesie i nas zaprowadzi. Wyruszyliśmy dosyć ostro. Leśniczy z przodu, za nim fotograf, dalej ja i coraz dalej z tyłu Renatka. Kondycja się nam kłaniała. W pewnym miejscu leśniczy zaczął chaszczować na przełaj. Renatka jeszcze kawałek dała radę i wymięła. W ty momencie mogłem zrobić tylko jedno. Zostałem z żoną, bo ona sama przez kilka dni błąkałaby się w tym lesie. Nie ma ona za grosz orientacji. Może się zgubić w dużym markecie, a co dopiero las. Fajna jest, przyzwyczaiłem się do niej, to zostałem z nią. Żubry może jeszcze zobaczę…..
W drodze do karawanu dołączyli do nas leśniczy i fotograf. Też zwierząt nie widzieli, bo jakieś psy je spłoszyły z drugiej strony góry. Okazało się, ze za tym pobytem nie zobaczę się już z leśniczym, bo wyjeżdża z Bieszczadu. Pożegnaliśmy się przy karawanie i rozjechaliśmy się. I tu niespodzianka. Samochód nie hałasuje. Jedzie, jak nówka. Mimo wszystko pojechałem do Leska do mechanika. Mechanik też niczego nie stwierdził. Wróciliśmy, więc w mniej cywilizowane strony. Odwiedziliśmy Zdzisława Pękalskiego i pojechaliśmy do Zawozu. Tam zaplanowałem wycieczkę na następny dzień. I to by było na tyle z tego dnia.
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Toś faktycznie miał pecha z tymi żubrami. Przeznaczenie, fatum, złośliwość przedmiotów martwych, prawo Marifi'ego, biesy i czady ganiały pod podwoziem. Wkurzyć się można, fakt. Czasami poruszanie się perpedesem ma swoje dobre strony.
Bo tak miło posiedzieć przy żubrze. W cieniu polany.
Pozdrawiam!
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Ten sam leśniczy zawlókł mnie na tą samą łąkę w tym samym celu i też ich nie było,he he.No ale ja tego dnia, tyle że wcześniej, widziałem stadko żubrów,a następnego dnia - dwa stadka ;)
Poza tym w tej okolicy żubry są znacznie bardziej pospolite niż krowy.A więc na krowy zapoluj Bertrandzie,to będzie coś :twisted:
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Browarze może to nie jest dosłowny cytat: "Nie chodzi o to, by złapać żubra ale by gonić go, ale by gonić go". Jakoś tak, kiedyś Skaldowie spiewali. Ty możesz to pamiętać, a może za młody jesteś? ;)
To sobie jeszcze pojeżdżę w Bieszczad gonić go!
Pozdrawiam
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Gdyby , załóżmy że tak ,gdyby tak się kiedyś zdażyło ,że Ty jesteś i masz czas a ja nie jestem w pracy , to też mógłbym Ci takiego (żubra) pokazać ........ 40 km od mojego domu . Załóżmy....
Pozdrawiam PF
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Piotrze! Myślę, ze to się stanie jeszcze w tym roku, ale.... to nie będzie bieszczadzki żubr. I w tym jest sęk. Musimy się spotkać tak, czy tak. Renatka prosiła żebym Ci coś przekazał...
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Jest zimno. Może nawet bardzo zimno, więc dokładam. Nie wiem, czy przez dwa najbliższe tygodnie będę miał czas cos dołożyć, więc liczę na Was, że pogawędzicie trochę przy ognisku.
....
No i się przeliczyłem. I do następnej niedzieli z braku czasu nic nie dorzucę. Najwyżej samo zgaśnie....
-
10 załącznik(ów)
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Dzień 8
Dnia poprzedniego postanowiłem zaprowadzić Renatkę w miejsce chyba niezbyt często odwiedzane przez turystów. Lubię takie miejsca. Z Zawozu dojechałem do Małej Szosy i skręciłem w lewo. Nie jechałem daleko (chociaż to pojęcie względne jest) i po kilkunastu minutach spokojnej jazdy skręciłem w lewo i zaparkowałem. Poszliśmy drogą, która jednocześnie jest szlakiem turystycznym. Droga prowadziła wzdłuż Kolorowego potoku. Powoli, nie spiesząc się szliśmy z nadzieją spotkania jakiegoś stwora. Po kilku minutach marszu szlak odbijał w lewo, a my nie zważając na to poszliśmy prosto. Pogoda ładna, słońce świeci i cisza. Nikogo nie ma tylko my i wiosna. Jest Super. Bardzo lubię tę dolinę. Już wiem, że Renatka też ją polubiła. Dolina jest szeroka. Jej środkiem prowadzi droga, którą co jakiś czas przecina potok, ale już nie ten Kolorowy. Przechodzimy wzdłuż starych sadów, przekraczamy kilkakrotnie potok. Nikogo tu nie ma. Tylko bobry tu buszują. Zastanawiamy się jak kiedyś toczyło się życie w tej cichej dzisiaj dolinie? Wiem, że kilku z for(um)łowiczów tu zagląda. Jeżeli ktoś z Was tu nie był, to niech zrobi, to szybko. Niebawem dolina nie będzie już taka pusta…
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Dobrze, iżeś Bertrandzie dmuchnął w żar, bo gdy długo nie dmuchasz, to gdzie indziej żar - liwie lud bieszczadzki w dymarki dmucha, coby żelazo na miecze czczych sporów wytopić.
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
:oops:
Zdarza się, że długo nie dmucham... w żar, za co przepraszam
Pozdrawiam
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Piękne miejsce... myślę, że z wiosną trzeba będzie tam zawitać
Pozdrawiam serdecznie
Długi
-
10 załącznik(ów)
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Powoli nie spiesząc się wędrujemy sobie w głąb doliny. Niestety nic nie wyszło z naszych nadziei spotkania dużej zwierzyny. Nic z tego. Może nasza rozmowa je wypłoszyła. Kiedyś będąc tutaj pierwszy raz trafiłem na rykowisko. Ale to było dawno już. I tak niepostrzeżenie doszliśmy do miejsca po cerkwi. Z cerkwi zostały się ino schody i kawałek blachy. Z przycerkiewnego cmentarza też niewiele zostało. Trochę jestem zdziwiony tym faktem, bo wiem, że mieszkańcy pobliskiej większej miejscowości aspirującej do miana Uzdrowiska mają tutaj pochowanych swoich krewnych…Tutaj robimy sobie odpoczynek, ale nie za długi. Tyle tylko, żeby zadumać się nad tym miejscem i przemijaniem czasu…Po chwili ruszamy dalej. Teraz szukam pewnego miejsca po prawej stronie od drogi. Niebawem je znajduję i skręcam pod górę. Po kilku minutach jesteśmy pod małą skałką. Tutaj mam zaplanowany dłuższy postój. W pobliskich zaroślach znajduję suchy materiał na ognisko. Po chwili płonie niewielki ogień. Jakoś w terenie nie rajcują mnie duże ogniska. Moje ognisko jest w sam raz na usmażenie dwóch porcji kiełbasy. Ognisko płonie, kiełbasa skwierczy na patyku, „Tyskie” czeka na swoją porę a z dołu słychać… ujadanie psa. To z pobliskiego nowego gospodarstwa. Nie wiem jak to się stało, ale jeden sympatyczny skądinąd facet dostał pozwolenie na budowę gospodarstwa, czy innego domostwa w tej dolinie. Po jakimś czasie psisko się uspokoiło. My zjedliśmy kiełbaski i ugasiliśmy ogień, który w zasadzie sam zgasł bo nie był duży. /Tak jak to moje ognisko ;) /. Po solidnym odpoczynku zeszliśmy ze wzniesienia i ruszyliśmy dalej. Teraz już nie jest tak ładnie. Po lewej ręce mamy ogrodzenie. Nowy właściciel części doliny ogrodził solidnym drucianym płotem swoją posiadłość. Na usta cisną mi się różne Panie lekkich obyczajów. Cóż w poprzednim odcinku napisałem: „Niebawem dolina nie będzie już taka pusta…” Idziemy sobie wzdłuż długiego płotu dalej podziwiając różne dziwne drzewa. Dochodzimy do następnych schodów ukrytych wśród traw. Pewnie niewielu z Was wie, ze schody te prowadziły do wnętrza…..Karczmy. Jak Karczma, to karczma. Piwo musi być. Wyjmuje z plecaka ostatnia puszkę i wypijam złoty nektar wewnątrz karczmy, to znaczy w miejscu, w którym kiedyś było jej wnętrze. Teraz jest tu cicho i spokojnie. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić karczmarza z długimi pejsami nalewającego miejscowym chłopom arak, czy okowitę do szklanych lub glinianych kubków. Cóż było minęło. Ostatnio, kiedy tu byłem, to młodzi ludzie na quadach pędzili koło tych schodów nawet ich nie zauważając…
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Witam przy ognisku
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
... My zjedliśmy kiełbaski i ugasiliśmy ogień, który w zasadzie sam zgasł bo nie był duży. /Tak jak to moje ognisko ;) ...
Biorę to do siebie osobiście, ale wybaczcie wszyscy uczestnicy tego ogniska - mnie słabemu ludzikowi. Zresztą - co można dopowiedzieć do tych Bertrandowych filozofii? Prosząc o głos Bertranda przy Jego ognisku (i mając Jego zgodę) jakoś nie mogę się przemóc, aby wyspowiadać się publicznie z porażki jaką poniosłem w tym roku - i to na wielu płaszczyznach. Wszystkie moje nadzieje związane z tegorocznym wyjazdem w B. legły w gruzach.
Chyba jednak dam sobie spokój - to ognisko ma rozbudzać nadzieje, a nie je tłumić.
Tym niemniej przyjmij Szanowny Bertrandzie przeprosiny za zakłócenie spokoju.
Pozdrawiam
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
He! He! Michale jakaś deprecha Cię chyba dopadła. Nie przejmuj się deprechą, mną i zakłócaj sobie ile razy chcesz. ;)
Pozdrawiam
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Cóż za urzekające miejsce. Musimy się tam wybrać razem. I nie tylko po to, aby wypić wspólnie piwo. Ty- Tyskie, ja- Leżajska. A może specjalnie po to przywiozę z Torunia Czarnego Specjala?
Kiedyż wreszcie przyjdzie ta wiosna?
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Piskalu! Które to już miejsce, w które obiecujemy sobie wspólnie odwiedzić????
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Trza się spotkać i odwiedzić wszystkie. Pozdrawiam serdecznie!
-
10 załącznik(ów)
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
:-) Trza.
Po pewnym czasie życie brutalnie przypomniało o sobie. Kiedy chłop zasiedzi się za długo w knajpie, to czasami żona po niego przychodzi z awanturą. Tym razem awantury nie było, ale Renatka stwierdziła, ze trzeba wracać. Dziś jestem spolegliwy i bez oporu wychodzę z Karczmy. Karczmarz do niczego był, bo trunków zabrakło… Drogi powrotnej nie chce mi się opisywać, bo wracaliśmy w zasadzie po własnych śladach. Niech do wyobraźni Waszej przemówią nędzne moje fotografie i wyobrażenie, gdzie stało przeszło sto domów około sto lat temu. Kiedy byliśmy przy okazałej skale, której o dziwo nie widziałem idąc w stronę przeciwpołożną wiedziałem, że karawan już niedaleko jest. Jeszcze tylko trzeba ominąć stado pasących się owiec i już zdejmujemy buciory, zakładając lżejsze obuwie. Nie jest to koniec dnia, więc rozpędzam karawan w stronę dziury w jezdni, której już nie ma. Przejechałem nad nią i na końcu drogi skręciłem w lewo, żeby za chwilę znowu skręcić w lewo. Taki lewoskrętny się zrobiłem. Zatrzymałem się przy Galerii. Do dziś meczy mnie jeden problem. Może ktoś z Was potrafi go rozwiązać, a może zainteresowana osoba się odezwie. Otóż Galeria ta w tym roku obchodziła swoje Piętnastolecie. Niniejszym składam serdeczne gratulacje i życzenia wielu wielu lat owocnej działalności i wielu wielu Przyjaciół…Wracam do problemu. Skąd 14 lat temu właściciele Galerii wiedzieli, że w roku 2008 Prezydentem USA zostanie czarnoskóry mieszkaniec tego kraju i od jego imienia zaczerpnęli nazwę dla swojej Galerii? Prorocy jacyś, czy co? W galerii wreszcie znalazłem coś, co chciałbym dostać od Renatki na urodziny, które obchodziłem przedwczoraj. Renatka natychmiast kupiła mi prezent. Pogadaliśmy chwilę z Krzysztofem i pojechaliśmy w stronę Wysokiego Bieszczadu. Jakaś fotka z miejsca widokowego, jakieś zakupy w delikatesach i pierogi w barku przy Ośrodku Informacyjnym BPN i powrót do Zawozu. Ponieważ nie jest jeszcze zbyt późno wracam powybijaną drogą na skrót. Po drodze zatrzymujemy się tu i ówdzie i w końcu wracamy do Zawozu. Tutaj jeszcze piwo przy sklepie i koniec dnia się zrobił.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Dzień 9
Zaczynam swoje „mli, mli” ;)
Jest ładny dzionek. Tym Razem Renatka proponuje cel wycieczki. Wie, ze bardzo lubię miejsce zwane w XV wieku „Stworzona” /za Przewodnikiem Rewasza/. Po drodze jadąc dziurawą drogą zatrzymuję się w miejscu, w którym nigdy się nie zatrzymałem. A tam sympatyczne miejsce w którym znajdują się ruiny kaplicy pw. Nałożenia Ryzy MB. Ktoś zadał sobie sporo trudu, żeby to miejsce odsłonić. Jadę dalej, ale już niedaleko. Zostawiam karawan na dużym placu, a dalej już po nogach. Powoli ścieżka prowadzi nas do celu. Po lewej stronie szumi woda, a po prawej szumią krzaczory. Renatka po bożemu idzie ścieżką, a ja chaszczuję raz po lewej stronie, raz po drugiej stronie ścieżki. W końcu dołączam do żony. Dalej maszerujemy razem. Jest pusto, chociaż na placu stał jeden samochód. Ani żywego ducha. Zwierzyny też żadnej nie ma. Droga wznosi się ale nie gwałtownie. Przecinamy Niesłyszący potok i po chwili wychodzimy na górę. W miejscu zwanym Berce robimy krótki odpoczynek. Nie żebyśmy byli zmęczeni, ale po prostu widok z tego miejsca zapycha dech w piersiach. Nie ma siły.. Trzeba odpocząć i popatrzeć. Po chwili ruszamy w głąb doliny. Po lewej ruiny, po prawej ruiny, a w środku historia piszczy. No może trochę przesadziłem z tą historią. Brakuje mi w tym miejscu zwalonego pnia, na którym można by sobie usiąść i podumać. Idę kawałek dalej zobaczyć, czy bobry rzeczywiście narozrabiały. Oj tak. Przejście dalej sucha nogą graniczy z cudem. Renatka się zbuntowała i mówi, ze dalej po wodzie nie pójdzie. Ma prawo, są wakacje i może nie robić niczego. Nagle jak spod ziemi wyrosła przed nami dziewczyna. Samotna dziewczyna. Że się nie boi tak sama chodzić??? Mówi, ze się nie boi. Widzę jednak strach w jej oczach kiedy się grzecznie pytam, czy w takim razie że jest, to czy da się wykorzystać? Szybko rozwiewam jej strach. Chodzi mi o zrobienie zdjęcia razem z żoną. Słyszę straszny hałas spadających z jej serca kamieni oraz zgodę z jej ust. Niestety później się okazało, ze zdjęcie nie wyszło. Namawiam dziewczynę do odwiedzenia naszego forum. I co się okazało? Ta samotna dziewczyna to „domina”. Mówi, ze żadko ale czyta, a nawet pisze na forum. To już kolejne spotkanie z użytkownikiem forum w Bieszczadzie. Po chwili rozstajemy się. My z Renatką wracamy skąd przyszliśmy, a domina idzie swoją ścieżką. Zbliżając się do szczytu Berce widzimy coś bardzo dziwnego. Przynajmniej z dala dziwnie to wygląda. Na ścieżce klęczy dorosły mężczyzna. Zastanawiamy się nad dziwnym celem jego pielgrzymki po kolanach. Podchodząc bliżej widzimy że gość ów nie klęczy, a jest pochylony jakby pielił ścieżkę. Kiedy się do niego zbliżyliśmy, grzecznie się zapytałem: Co Pan tutaj robi na ścieżce? Odpowiedź jego mnie powaliła. Otóż jegomość ten w TYM miejscu zbierał kamienie do płóciennej reklamówki. Kamienie te są mu niezbędne, bo będzie sobie urządzał skalniak na balkonie. Nic to, ze do samochodu ma kawał drogi, a przy samochodzie kamienie bardzo podobne są. Te mu się podobają i te będzie maiał w Gliwicach na balkonie. Dziwny facet i tyle… Chociaż po chwili zastanowienia się stwierdzam że nie do konca dziwny. Ja w garażu mam pług znaleziony na polach nieistniejącej wsi w Bieszczadzie i też go targałem kawał drogi do auta. Jeden zbiera kamienie inny żelastwo…Wracając do auta część drogi idę brzegiem rzeki. Boże jak tam pięknie jest… W końcu dochodzimy do karawanu. Postanowiłem przejechać najkrótszą droga do Wielkiej Szosy. Wiem! Złamałem przepisy. Zawsze łamiąc przepisy w Bieszczadzie liczę się z poniesieniem konsekwencji. Mam nadzieję, że już dość psów na mnie powiesiliście w innych wątkach i teraz mi odpuścicie. Przejechałem i tyle. Droga na tyle malownicza, ze jeszcze muszę kiedyś nią przejść. Myślałem, ze do nieba wjadę. Droga wiła się pomiędzy metrówkami. Leśniczy był w innym miejscu i w końcu dojechałem do Wielkiej Szosy. Skręciłem w stronę polecanego przez Lucynę lokalu gastronomicznego. Istotnie jeść dają zacnie i surówka z czosnku niedźwiedziego przednia, chociaż z czosnku mrożonego. Potem jeszcze tylko wizyta na pewnym cerkwisku i powrót do Zawozu.
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Ten facet pewnie zbierał kamienie, które spadły z serca "dominie".
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Myślę, że nie... To było w innym miejscu.
Pozdrawiam
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Ładnie to tak straszyć forumową kolezankę?
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Sądząc po nicku koleżanki, to Bertrand powinien się bać. ;)
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
No, no. Poczytali o pejczykach i proszę...Ognisko wyobraźnię rozbudziło :lol:
Pozdrawiam
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Polej! A może Ty opowiesz, jak spędziliśmy następny dzień? Tak, tak. Następny dzień był naszym wspólnym dniem.
Pozdrawiam
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Polej! A może Ty opowiesz, jak spędziliśmy następny dzień?
Bertrandzie, Gospodarzu Ogniska, czyń dalej swą powinność. Uwielbiam słuchać Twych opowieści, które z wielką skrupulatnością i szczegółowością (znam Twój na to sposób ;)) oddają klimat minionych dni.
Ja niestety mógłbym ominąć wiele szczegółów co mogłoby w znaczący sposób zniekształcić prawdziwy obraz wspólnie spędzonego dnia. Aczkolwiek dziękuję za wywołanie „do tablicy”.
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Użyłem podstępu i mi nie wyszło. Buuu
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Użyłem podstępu i mi nie wyszło. Buuu
Nie bucz...
Innym razem pewnie wyjdzie...a nawet mimo tak znaczącej porażki zaczekam na ciąg dalszy ogniskowej opowieści ;)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Dzień 10
Dzień spotkania. Jesteśmy umówieni na wspólne połazęgowisko z Polejem, jego żoną Hanią i jego dwoma siostrami. Teraz jest mi głupio i jest mi wstyd. :oops: Po prostu zapomniałem imion tych przesympatycznych dziewcząt. Próbowałem Poleja namówić, żeby napisał relacje z tego dnia, to by się moja skleroza nie wydała :-P, ale się wykpił. Trudno. Poleju przeproś siostrzyczki swoje za to, ze nie pamiętam ich imion.
Umówiliśmy się na spotkanie na punkcie widokowym, do którego można dojechać samochodem. Niech się nazywa, ze się nie spóźniliśmy z Renatką, ale mieliśmy dalej na spotkanie. Pogoda przednia była tego dnia. Po powitaniu wsiadamy do rydwanów i jedziemy dalej. Jedziemy drogą wzdłuż starej trasy bieszczadzkiej ciuchci. Po drodze mijamy ruiny wiaduktów kolejowych, że nie wspomnę o najsłynniejszym wypale w Polsce. Migiem przejechaliśmy przez „Kazimierzowo” i dojechaliśmy do ostatniej miejscowości w tej stronie Polski. Zostawiliśmy samochody na przestronnym parkingu hotelowym. Okazała budowla hotelu trochę mnie zasmuciła. Nikt nie wyszedł ze środka, żeby przestawić nam samochody :shock: Pusto i głucho. Całokwite olanie potencjalnego klienta. Okazało się, że ostatni bar przy tej drodze też jest zamknięty. Trza było piwo z bagażnika wyjąć…Dalej nie jedziemy, bo jesteśmy z Pyrlandii. Nie rozumiecie? Za dalszy przejazd trzeba płacić…..Nie dość, ze droga płatna jest, to w takim stanie, że jazda na niektórych odcinkach na drugim biegu grozi wszystkimi konsekwencjami. Za to stać nas na kupno biletów na łąki. Po tej rozrzutności przekraczamy drewnianą kładkę na potoku i wychodzimy na przepiękne łąki. Celem naszym jest pewna nekropolia. Szlak prowadzi nas wąską ścieżką poprzez wiosenne trawy. Wszystkim się tutaj bardzo podoba. W pewnym momencie stajemy jak wryci. Idziemy pod wiatr i może, dlatego nie wyczuł nas plujący tutaj lis. Dał się podejść naprawdę blisko. Wyskoczył w górę i opadł uderzając nosem w ziemię. Myślę, że tuż pod ziemią wyczuł kreta, myszkę, czy innego takiego stwora. Bardzo się zdziwił, kiedy nas zobaczył. Po chwili zniknął nam z oczu razem ze swoją zdobyczą. My podążyliśmy ścieżką poprzez wąwozy, przecinając potoki poprzez łąki. W końcu ścieżka doprowadziła nas do betonowej autostrady. Niestety autostrada ta jest tak skonstrułowana, że ma tylko jedną nitkę. Ma za to duży plus nie jest płatna. Co prawda nie wolno po niej jeździć, ale za to chodzenie po niej jest gratis. W pewnym momencie jedna z Polejowych sióstr stwierdziła, ze popełniliśmy błąd. Otóż w tak pięknych okolicznościach natury brak piersiówki jest niewybaczalnym błędem. Taką mądrą siostrę ma Polej. Wszyscy ze smutkiem się z nią zgodziliśmy i z opuszczonymi głowami pomaszerowaliśmy dalej. Pomimo opuszczonych głów widzieliśmy mijane stare krzyże przydrożne. W końcu kiedyś żyło tu przeszło tysiąc osób we wsi. Oglądając krzyże, kwiaty, rzekę nie spiesząc się doszliśmy do celu naszej wędrówki. Po zwiedzeniu nekropolii usiedliśmy na ławkach przed cmentarzem. Wtedy wyjąłem z plecaka flaszeczkę, którą jak uważni słuchacze tej ogniskowej gawędy pamiętają dostałem w Krakowie. Oj PiotrkuF jak wtedy Ciebie wspominaliśmy. Musiało Ci się wtedy czkać… Trunek ten miał tylko jedną wadę, ale za to fundamentalną. Szybko się skończył. Zostawiłem towarzystwo z pustą flaszką a sam…/no nie! Nie poszedłem po pełną!/ poszedłem na pobliski drugi cmentarz. Kiedy wróciłem do reszty Polej dał hasło do powrotu. Wracaliśmy tą sama drogą, czyli betonową autostradą. Po drodze mieliśmy kilka odpoczynków, bo nie mieliśmy się dokąd spieszyć. Nie skręciliśmy też na ścieżką na łąki tylko dalej po betonie poszliśmy prosto. Za to mogliśmy obserwować kunszt inżynieryjno-hydrologiczny zwierząt futerkowych, które ty znalazły swój azyl. W końcu udało nam się dojść na parking hotelowy. Bar nadal zamknięty był. Pojechaliśmy, więc do „Kazimierzowa”. Tam jest taki lokal o pięknej nazwie :"Lisia nora”, w którym zawsze serwuje się wyśmienite jedzono. Tak było i tym razem. Pojedliśmy, popiliśmy piwem, pogadaliśmy sobie i ……pożegnaliśmy się. Poleje pojechali na nocleg, a my w drugą stronę, czyli też na nocleg. No może nie od razu, ale do Zawozu. Tam nastąpiły długie Polaków rozmowy z Danusią i Krzysztofem.
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
To był wspaniale spędzony dzień. Pomimo dwunastogodzinnej, nocnej jazdy samochodem zmęczenie uległo urokowi cudownych miejsc okraszonych wspaniałym towarzystwem i "piotrkowym" rarytasem oczywiście. Czegóż można chcieć więcej? Dzięki Bertrandzie (i Renatko oczywiście) za ten błogi czas wspólnie spędzony. Szkoda tylko, że dzień tak krótki jest i to co dobre szybko się kończy. :sad:
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Jak to dobrze, że lis się spłoszył i Was nie opluł, bo skoro te małe zwierzątka padały trupem to u Was mogło się skończyć paraliżem lub co najmniej poparzeniami:mrgreen:
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Nie zapomnę miny lisa, kiedy zorientował się, że podeszliśmy tak blisko. Zwrot jaki wykonał w powietrzu i ucieczka też były niesamowite. Powiedzenie o „szczwanym lisie” wzięło w łeb!
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
My mteż mieliśmy ciekawe miny...
Pozdrawiam
-
2 załącznik(ów)
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Szyfrujesz Bertrandzie niczym rasowa enigma. A ja potem przez trzy dni jeżdżę i szukam kawiarni Lisia Nora w Kazimierzowie.
No dobra. Aby uzupełnić Twe opowiadanie dołączę dwa zdjęcia.
Pierwsze zrobione na wspomnianym przez Ciebie cmentarzu w Zniżaczu Dolnym.
Budzi refleksję o losach i historii ludzi którzy kiedyś tu żyli. I jak widać po pisowni nie tylko niegramotni Bojkowie to byli.
Drugie zdjęcie -z tym szlakiem- zrobione w Tarnawie - ale co to za szlak ? i dokąd prowadzi ???
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
...Drugie zdjęcie -z tym szlakiem- zrobione w Tarnawie - ale co to za szlak ? i dokąd prowadzi ???
Myślę, że to jest początek szlaku na punkt widokowy nad sarkofagiem baronowej. Kiedyś dałem z buta do tego miejsca właśnie z tej metropolii. Nie wiedziałem, że za opłatą można skorzystać z autostrady.:wink:
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Bertrand napisał :
Cytat:
Myślę, że to jest początek szlaku na punkt widokowy..
Otóż znakowana ścieżka (niebieskie kwadraciki) (tzw.górnego Sanu) zaczyna się w Bukowcu.
To zdjęcie zrobione zostało w Tarnawie. Niebieskie kółka skręcały w lewo i giną w chaszczach.
Mniej więcej w okolicach opisanych przez Ciebie tak :
Cytat:
...Po tej rozrzutności przekraczamy drewnianą kładkę na potoku i wychodzimy na przepiękne łąki....
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Kółka? To koński szlak jest. Ktoś mi na tym forum napisał, że ludzka stopa nie powinna chodzić po końskim szlaku. To i się nie dowiem dokąd on prowadzi...
Może to:
http://www.bieszczady.net.pl/konie.php
· Znakowane szlaki:
· Jaworzec - Siwarna (924) - Hulskie
· Hulskie - Zatwarnica
· Zatwarnica - Suche Rzeki - Połonina Wetlińska - Górna Wetlinka (camping) - Brzegi Górne - Ustrzyki Górne
· Zatwarnica - wodospad na Hylatym - Nasiczne
· Zatwarnica - Sękowiec - Magura (887)
· Magura (887) - Nasiczne
· Nasiczne - Caryńskie - Przełęcz Przysłup - Bereżki
· Ustrzyki Górne - Bereżki
· Ustrzyki Górne - Wołosate
· Bereżki - Widełki - Muczne - Tarnawa Niżna - Dźwiniacz - Młyniszcze - Widełki
· Tarnawa Niżna - Bukowiec - Tarnawa Niżna
· Magura (887) - Dwernik - "U Prezesa" - Otryt (Chata Socjologa) - Skorodne
· Skorodne - Ostre - Lipie - Lutowiska - Żurawin - Kiczerka (678) - Smolnik (cerkiew) - Procisne - "Rusinowa Polana" Dwerniczek - Trohaniec (939) - Lutowiska
· Skorodne - Polana - Serednie Małe - Krywe - Hulskie
Pozdrawiam
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
-
1 załącznik(ów)
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
No to radosna twórczość niebieskich kółek została wyjaśniona.
Idąc za ciosem zanurzyłem się w szafkę z mapami
i jest !!!!!!!!!
znalazłem Kazimierzowo !!!!!!!!! huraaaaaa
No to teraz Bertrand , możesz teraz jechać dalej. Otworzyłem na to konto Perłę Export.
-
Odp: Wiosenne ognisko Bertranda
Został mi jeden wiosenny dzionek.. Żal zaczynać/kończyć....
Możemy się stuknąć internetowo szklaneczkami. Też mam pełną....
Na zdrowie!