Dla tego widoku warto się tam wybrać.
Wersja do druku
Ponownie coś mi się pop(mieszało):oops: ze zdjęciami. Don Enrico przepraszam, ale podczas odpowiadania na Twoje pytanie, zamieściłem niewłaściwe zdjęcie cerkwi. Gdy wstępnie przeglądałem, to wszystko się zgadzało z tym co napisałem. Jednak ponowna dokładna analiza, ujawniła "fałszerstwo" z mojej strony. Właściwe zdjęcie cerkwi z 2013 r. wygląda jednak tak:
Załącznik 34103
[QUOTE=zbyszek1509;152744]
Natomiast stokówka, obecnie również bardziej "elegancko" wygląda.
....za rok wrośnie w krajobraz i nie będzie tak źle....
Jakoś do tej pory nigdy na Rzepedkę nogi mnie nie poniosły. Już wcześniej były tu jakieś relacje "rzepedkowe" i kiedyś pewnie w końcu się na tę górę wybiorę bo Twoje Zbyszku zdjęcia i relacja narobiły smaku niczym zapach kiełbasy z ogniska :-D
http://www.porozumieniekarpackie.pl/...u-niskiego.htm
Cytat:
Zamieszczone przez Wojciech Krukar
;)
Browar !. Wielkie dzięki za oświecenie i podesłanie wielu ciekawostek. Warto było poczytać zamieszczony materiał pod linkiem.
Przeczytała tą relacje z Rzepedki, zobaczyłam zdjęcia i już wiem gdzie się wybiorę w najbliższym czasie :-) Dziękuję !
Teraz dla pewnego relaksu, zdecydowanie krótsza (6,7km) i łatwiejsza trasa. Kulaszne to miejsce, przez wiele osób odwiedzane, a znajdujące się w otoczeniu widokowego wzgórza, jakim jest Biały Wierch, warte jest polecenia. Dla zmotoryzowanych dobra informacja, gdyż obok cerkwi znajduje się parking bezpłatny i niestrzeżony.
Załącznik 34121
Sama cerkiew pięknie wkomponowana w krajobraz i rzucająca się w oczy przejeżdżających. Obok cmentarz ze współczesnymi grobami oraz w śladowych ilościach tych bardziej starych i zaniedbanych.
Załącznik 34122 Załącznik 34123 Załącznik 34124 Załącznik 34125
Zaraz na wejściu znajduje się grób znanego bieszczadzkiego artysty rzeźbiarza, Jędrka Połoniny...
Załącznik 34126 Załącznik 34127 Załącznik 34128
.. i obok ciekawy grób również z nietuzinkową inskrypcją.
Załącznik 34129 Załącznik 34130
Będąc już w Kulasznem, zafundowałem sobie spacer na Biały Wierch. Obok drogi można zobaczyć budynki już historyczne oraz inne odrestaurowane i przygotowane z myślą o spędzeniu wolnego czasu w zacisznym miejscu.
Załącznik 34131 Załącznik 34132 Załącznik 34133
Przedzieranie się przez wysoką i mokrą trawę zakończyło się podziwianiem widoków rozciągających się na horyzoncie.
Załącznik 34134
W pewnej chwili, gdy mój szlak przeciął się ze szlakiem owłosionej gąsienicy wydarzyła się pewna ciekawostka. Gdy przykucnąłem aby zrobić jej zdjęcie, w okolicznych krzakach coś zaszumiało i wzbudziło moje zainteresowanie. Czyżby znowu niedźwiedź? nie, to mało prawdopodobne aby w takim miejscu, przemknęło mi przez głowę. Po krótkiej chwili wychodzi grzybiarz i łapie się za serce. Patrzy na mnie i już uśmiechając się mówi, myślałem, że to niedźwiedź. A gąsienica pomaszerowała w swoim kierunku.
Załącznik 34135
Wracając szosą podziwiałem przydrożne kapliczki i widok na Biały Wierch.
Załącznik 34136 Załącznik 34137
Będąc już w niedalekiej odległości od Szczawnego, nie mogłem sobie odmówić obejrzenia z bliska cerkwi i cmentarza.
Załącznik 34138 Załącznik 34139 Załącznik 34140
Kulaszne- kwatera Śp. Jędrka Połoniny..:sad:Natomiast ta odremontowana chatka po prostu bajka...:-P
Zdjęcie z kapliczką jest piękne :)
Zanim przystąpię do następnej relacji z wycieczki, to może kilka refleksji na temat samotnych wędrówek. Jimi w swoim wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" w poście #84, bardzo trafnie uzasadniła "wyższość" ??? takiego wędrowania. Dlaczego znaki ???, - dlatego, że przyznaję jej rację i jednocześnie mam pewne wątpliwości. Czyli w tym zagadnieniu, brak psychicznego zrównoważenia, mnie cechuje:grin:.
Zazdroszczę Ci don Enrico, że mogłeś napisać "Ja miałem to szczęście , że dane mi było wędrować nie raz, z ludźmi którzy widzą i czują to po czym idą, dzięki czemu pokazują mi to na co ja bym nie zwrócił uwagi...". Również wędrowałem wielokrotnie z innymi osobami i jakoś takiej przyjemności nie doświadczyłem, a jeżeli już, to w bardzo skromnej ilości. Zazwyczaj miejsca widokowe i stosunkowo łatwe trasy, były akceptowane. Natomiast tam, gdzie trzeba walczyć ze swoimi słabościami i wykazać się odrobiną sprawności w pokonaniu np. wiatrołomów i innych naturalnych przeszkód terenowych, to już zdecydowanie gorzej. Do tego stopnia "obrzydziłem" pobyt w Bieszczadach pewnym osobom, że po jakimś czasie usłyszałem stwierdzenie: nigdy więcej w Bieszczady:mrgreen:.
Rozumiem, że ludzie mają swoje priorytety i nie dla wszystkich te "kapuściane górki", muszą być atrakcyjne. Jednak czasami brak wrażliwości na urok, tajemniczość, a nawet na pewną grozę bieszczadzkich zakamarków, jest porażający. Wędrowanie z takimi ludźmi o których napisał don Enrico, to prawdziwa przyjemność. Przecież pobyt w towarzystwie ludzi, którzy podobnie patrzą i czują otaczającą nas rzeczywistość, to swoją obecnością, przyczyniają się do potęgowania odbieranych emocji. Jeżeli tylko coś takiego może zaistnieć, to jednak wędrowanie w towarzystwie, ma również swoje uroki. Natomiast, bardzo istotna sprawa bezpieczeństwa, podczas indywidualnego wędrowania, to odrębny temat i myślę, że każdy(a) "samotnik(czka)" ma to na uwadze.
A teraz po odrobinie polemiki, czas na relację z bardzo fajnej wycieczki do granicy z Ukrainą. Dzień 22.09.2011 r. zapowiadał się dość słonecznie, więc wybór padł na Kiczerę Dydiowską i trochę dalej na północny wschód. Trasa umiarkowanie długa i wyniosła 10,6 km.
Załącznik 34157
Już na wstępie powitała mnie swoim widokiem Kiczera Dydiowska...
Załącznik 34158
...od której dzieliła mnie niewielka przełęcz ze swoimi atrakcjami terenowymi.
Załącznik 34159 Załącznik 34160
Rozległe pola chaszczowe zdecydowanie osłabiły moje tempo marszu, ale już pod samym szczytem trafiłem na całkiem przyzwoitą alejkę.
Załącznik 34161
Po dotarciu na szczyt, okazało się, że spóźniłem się na ucztę, z której już tylko pióra zostały.
Załącznik 34162
Dalsze wędrowanie pozwoliło na długo utrwalić w pamięci, urok bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34163
Pokonawszy mniejsze i większe przeszkody terenowe, zobaczyłem światełko, które zapowiadało otwartą przestrzeń.
Załącznik 34164
I rzeczywiście było na co popatrzeć.
Podczas wędrowania po wykoszonej łące, głowa kręciła się w prawo i lewo, a oczy syciły duszę pięknymi widokami.
Załącznik 34165
Zanim przystąpię do następnej relacji z wycieczki, to może kilka refleksji na temat samotnych wędrówek. Jimi w swoim wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" w poście #84, bardzo trafnie uzasadniła "wyższość" ??? takiego wędrowania. Dlaczego znaki ???, - dlatego, że przyznaję jej rację i jednocześnie mam pewne wątpliwości. Czyli w tym zagadnieniu, brak psychicznego zrównoważenia, mnie cechuje:grin:. Zazdroszczę Ci don Enrico, że mogłeś napisać "Ja miałem to szczęście , że dane mi było wędrować nie raz, z ludźmi którzy widzą i czują to po czym idą, dzięki czemu pokazują mi to na co ja bym nie zwrócił uwagi...". Również wędrowałem wielokrotnie z innymi osobami i jakoś takiej przyjemności nie doświadczyłem, a jeżeli już, to w bardzo skromnej ilości. Zazwyczaj miejsca widokowe i stosunkowo łatwe trasy, były akceptowane. Natomiast tam, gdzie trzeba walczyć ze swoimi słabościami i wykazać się odrobiną sprawności w pokonaniu np. wiatrołomów i innych naturalnych przeszkód terenowych, to już zdecydowanie gorzej. Do tego stopnia "obrzydziłem" pobyt w Bieszczadach pewnym osobom, że po jakimś czasie usłyszałem stwierdzenie: nigdy więcej w Bieszczady:mrgreen:.
Rozumiem, że ludzie mają swoje priorytety i nie dla wszystkich te "kapuściane górki", muszą być atrakcyjne. Jednak czasami brak wrażliwości na urok, tajemniczość, a nawet na pewną grozę bieszczadzkich zakamarków, jest porażający. Wędrowanie z takimi ludźmi o których napisał don Enrico, to prawdziwa przyjemność. Przecież pobyt w towarzystwie ludzi, którzy podobnie patrzą i czują otaczającą nas rzeczywistość, to swoją obecnością, przyczyniają się do potęgowania odbieranych emocji. Jeżeli tylko coś takiego może zaistnieć, to jednak wędrowanie w towarzystwie, ma również swoje uroki. Natomiast, bardzo istotna sprawa bezpieczeństwa, podczas indywidualnego wędrowania, to odrębny temat i myślę, że każdy(a) "samotnik(czka)" ma to na uwadze.
A teraz po odrobinie polemiki, czas na relację z bardzo fajnej wycieczki do granicy z Ukrainą. Dzień 22.09.2011 r. zapowiadał się dość słonecznie, więc wybór padł na Kiczerę Dydiowską i trochę dalej na północny wschód. Trasa umiarkowanie długa i wyniosła 10,6 km.
Załącznik 34157
Już na wstępie powitała mnie swoim widokiem Kiczera Dydiowska...
Załącznik 34158
...od której dzieliła mnie niewielka przełęcz ze swoimi atrakcjami terenowymi.
Załącznik 34159 Załącznik 34160
Rozległe pola chaszczowe zdecydowanie osłabiły moje tempo marszu, ale już pod samym szczytem trafiłem na całkiem przyzwoitą alejkę.
Załącznik 34161
Po dotarciu na szczyt, okazało się, że spóźniłem się na ucztę, z której już tylko pióra zostały.
Załącznik 34162
Dalsze wędrowanie pozwoliło na długo utrwalić w pamięci, urok bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34163
Pokonawszy mniejsze i większe przeszkody terenowe, zobaczyłem światełko, które zapowiadało otwartą przestrzeń.
Załącznik 34164
I rzeczywiście było na co popatrzeć.
Podczas wędrowania po wykoszonej łące, głowa kręciła się w prawo i lewo, a oczy syciły duszę pięknymi widokami.
Załącznik 34165 Załącznik 34166
I tak dotarłem do Dydiówki, gdzie spotkałem dwie bardzo sympatyczne osoby z dwóch odległych krańców Polski. Czyli potwierdza się powiedzenie, że Bieszczady potrafią ludzi łączyć:) Poczęstowano mnie miętą zebraną w okolicy, a krótka rozmowa przebiegła w przyjemnej atmosferze. To może tak przy okazji, odnośnie mięty. Ostatnio z każdego wiosennego pobytu w Bieszczadach, przywożę pewne ilości własnoręcznie zebranej i wysuszonej mięty. Muszę przyznać, że zaparzona w domu z dodaną łyżeczką bieszczadzkiego miodu, przywraca w pamięci bieszczadzkie wspomnienia - pychotka. Najbardziej dorodna rośnie w Łopience przy ścieżce przyrodniczej.
Załącznik 34167
Po kilkunastu minutach rozmowy i zrobieniu pamiątkowych zdjęć, patrzyłem już na cerkiew znajdującą się za drutami ...
Załącznik 34168 Załącznik 34169
... i udałem się do miejsca, gdzie dawno temu był młyn. Jednak, teren był tak bardzo zamaskowany roślinnością, że żadnych śladów nie znalazłem. W drodze powrotnej jeszcze rzut oka na stronę ukraińską oraz domek w trakcie budowy.
Załącznik 34170
Zastanowił mnie widok czegoś czarnego w ciągnikowych śladach. Czy to był efekt awarii ciągnika, czy to ropa naftowa wydostaje się na powierzchnię?.
Takich miejsc było kilka, gdzie w koleinach było widać taką ciemną substancję.
Załącznik 34171
Świadomie wybraną trasę, przeciął mi potok Muczny i bród do ewentualnego pokonania. Jednak rzut oka w prawo i widzę wiszący most z możliwością sprawdzenia poziomu równowagi.
Załącznik 34172 Załącznik 34173 Załącznik 34174
Test przeszedłem bez większych problemów i wróciłem stokówką do miejsca zaparkowania. Mając świeżo w pamięci naturalny bieszczadzki mostek, postanowiłem zobaczyć jak wygląda ten prawdziwy wiszący w Dwerniczku i jakie to z niego są widoki.
Załącznik 34175 Załącznik 34176
.... pamiętaj, że miód do herbaty... tej z mięty i innej... tylko do letniej... powyżej 40 stopni według skali nijakiego Celsjusza, traci swoje właściwości lecznicze... ale może bieszczadzkie wspomnienia niekoniecznie na temperaturę są wrażliwe... ja tam praktykuję miód w temperaturze otoczenia... "trójniak", lub "czwórniak"... pitny porządnie alkoholizowany :mrgreen:
... sorry... za agresywną dygresję ... tak mnie bez urazy ;)... poniosło między niedzielą, a poniedziałkiem...
To jest dobre, podoba mi się. Proponuję Asię wystawić do wyróżnienia za finezyjny tekst, który przyjął się na forum:razz: .
Jednocześnie dwie korzyści. Przyjemność w piciu połączona z dezynfekcją organizmu dla przyszłej zdrowotności:razz: .
Powyżej 40 stopni to tylko pewnie cukier zostaje z tego miodu i niewiele więcej. Szkoda by było marnować wytężonej pracy pszczółek, które i tak ostatnio mają ciężki żywot:sad: .
Dlugi, czy bardziej Długi ?:-), zmobilizował mnie do relacji z poszukiwania śladów po "genialnym" pomyśle przeprowadzenia torów kolejowych nad tunelem. Również, trochę poczytałem na ten temat i byłem ciekawy jak to wygląda na chwilę obecną. Podpierałem się mapką, na której zaznaczone jest dawne torowisko po stronie Słowackiej i jego ruina po stronie Polskiej. Moja trasa wyniosła 5,6 km i w 1/3 przebiegała wśród chaszczy.
Załącznik 34211 Załącznik 34212
Na początku podziwiałem okazały dworzec w Łupkowie i jego okolice.
Załącznik 34213
Maszerując torami w kierunku tunelu zobaczyłem parę bocianów, które zafundowały mi sesję zdjęciową. Na koniec jeden z nich powziął bocianią decyzję i pokazał mi w której to części ciała ma takiego fotografa:-).
Załącznik 34214 Załącznik 34215 Załącznik 34216 Załącznik 34217
Po lewej stronie znajduje się dawna komora celna, którą zwiedziłem od parteru po strych. Piwniczkę z racji swoich gabarytów, odpuściłem sobie.
Załącznik 34218 Załącznik 34219 Załącznik 34220
Tunel, widząc mnie po raz drugi powitał mnie swoim ciekawym a jednocześnie gromkim echem. Warto to sprawdzić, robi wrażenie. Jeszcze rzut oka na efekty jakie wyczynia tu ząb czasu i dalej ...
Załącznik 34221 Załącznik 34222
... na stronę Słowacką, aby poczuć przyjemne mrowienie w kręgosłupie:-).
Załącznik 34223
Za zakrętem nieczynna budka dróżnika i widok na dawne torowisko. W związku z tym, że niebo przybrało kolor ołowiu, zrezygnowałem z dalszej trasy wzdłuż bocznicy, która zaznaczona jest na mapie.
Załącznik 34224 Załącznik 34225
Bardziej interesowały mnie ewentualne ślady po polskiej stronie. Pomimo sztywnego trzymania się danych satelitarnych, jedynie wyczuwałem fragmenty nasypu bez śladów podkładów lub torów. Takie to oto widoki rozpościerały się gdy przechodziłem po tym szczątkowym nasypie.
Załącznik 34226 Załącznik 34227 Załącznik 34228
Z radością powitałem znane zabudowania w Łupkowie...
Załącznik 34229
... i pod resztkami pomnika z 1915 r. zakończyłem swoje rozpoznanie:-).
Załącznik 34230
Mam zamiar przejść śladem tego torowiska jak na zrzucie mapy GPS Maniaka -don Enrico pisał, że trawers widać - powinno wystarczyć. A powrót na naszą stronę tunelem - górę odpuszczam, bo mimo że pora dobra to pewnie ciężko byłoby.
Choć w sumie to tylko paręset metrów.
No właśnie - ile metrów ma tunel 370, 416 czy - jak na powyższej mapce - 642?
Można przyjąć, że tunel ma 368 m.
Załącznik 34231
Ponowne przejście górą może nie być lekkie :-).
Zbyszku, fajne wycieczki opisujesz, do Didiowej i w tunel jeszcze nie dotarlem niestety. W kwestii szukania nasypow, czy torowisk - banalna sprawa, ale na wiosne lub na jesien lepiej, bez chaszczow ;)
Dzięki za miodzik :-). Tak, masz rację, że wczesna wiosna i późna jesień pozwala na lepszą lokalizację pewnych szczegółów terenowych. Oglądając zdjęcia don Enroco i sir Bazyla z tego okresu, dokładnie widać, jakie to przestrzenie widokowe rozpościerają się przed oczami. Dla mnie, jedynym mankamentem tego okresu, to jest krótszy dzień, który narzuca pewne ograniczenia i nie pozwala w pełni wykorzystać pobytu w Bieszczadach. Chociaż, tak naprawdę to jest pewne wyjście - wcześniej wstawać :-( .
Jestem przekonany o tym, że wczesnowiosenne łazikowanie sprzyja odkrywaniu tego co w innych porach jest ukryte w zielsku lub pod śniegiem. Tak było w dolinie Łopienki gdzie odkrywanie studni i podmurówek domów nie było wtedy trudne. Te resztki nagrobków też były dobrze widoczne.
Załącznik 34233Załącznik 34234
Czytając różne publikacje związane z historycznymi wydarzeniami w Bieszczadach, rodzi się wewnętrzna potrzeba zobaczenia tych miejsc i pobudzenia wyobraźni, aby uzmysłowić sobie w jakich to warunkach terenowych zmagali się ci, po których zostały już tylko ledwo widoczne ślady.
Jednym z wielu takich miejsc, jest cmentarz wojenny w okolicy Wierchu nad Łazem, który 23.09.2011 r. postanowiłem odwiedzić.
Zacząłem swoją wyprawę od miejsca, które na pewno jest wielu osobom dobrze znane.
Załącznik 34273 Załącznik 34274
Początkowy asfaltowy odcinek pozwolił przyjrzeć się z bliska starym wiejskim zabudowaniom oraz "zwiedzić" nieczynny przystanek kolejki wyposażony w poczekalnię, noclegownię i wc:-).
Załącznik 34275
Tuż za skrzyżowaniem po lewej stronie, znajduje się stary cmentarz.
Załącznik 34276 Załącznik 34277
Widząc na mapie zaznaczony most dawnej kolejki, nie mogłem odmówić sobie przyjemności i musiałem go zobaczyć.
Załącznik 34278
Maszerując dalej już po świeżo utwardzonej stokówce dotarłem do pętli, gdzie w pełnej gotowości stał weteran bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34279
Wstępny odcinek do szlaku granicznego, wyglądał dość przyzwoicie. Jednak po krótkiej chwili zamienił się w królestwo jeżyn, które dość skutecznie "umiliły" przemieszczanie się w górę i jednocześnie serwowały mi swoje soczyste owoce.
Załącznik 34280 Załącznik 34281 Załącznik 34282
W okolicach szlaku można zobaczyć pozostałości dawnego oznaczenia granicznego...
Załącznik 34283
... oraz chwilami nacieszyć oko widokami na Słowację, a szczególnie na Vychodne Karpaty.
Załącznik 34284 Załącznik 34285
Po około 10 min. dalszego marszu, dotarłem do cmentarza wojennego. Gdybym wtedy wiedział, że w niedalekiej odległości jest jeszcze jedno takie miejsce, to na pewno również bym tam poszedł.
Załącznik 34286 Załącznik 34287
Po dotarciu na Wierch nad Łazem zaskoczyła mnie miła niespodzianka pod postacią nowej drogi zrywkowej, której na mapie nie było.
Załącznik 34288
Zdecydowanie lepiej się po niej szło, aniżeli jak sądziłem wcześniej, że czeka mnie przedzieranie się przez jeżyny. Były chwile bardzo przyjemne, jak również i takie, gdzie moje ślady po krótkiej chwili były już niewidoczne.
Załącznik 34289 Załącznik 34290
Po przekroczeniu linii lasu trafiłem na miejsce, gdzie pozwoliłem sobie na chwilę relaksu z przyjemnym dla oka widokiem.
Załącznik 34291 Załącznik 34292
Możesz coś więcej, gdzie jest tam jeszcze jeden cmentarz? Na posiadanych akurat pod ręką mapach nie mam nic zaznaczonego. A podsunąłeś mi pomysł na nastepną bieszczadzką pętelkę :-)
Psiocza ludzie na te stokówki, ale niesamowicie one mnie radują, szczególnie jak taką napotkam po podobnym do Twojego przedzieraniu się przez jeżyny :-)Cytat:
Zamieszczone przez zbyszek1509
Jest na najnowszej mapie Compass-u http://www.twojebieszczady.net/mapa-on/biesz1.php w odległości ok.500 m na południowy wschód.
Załącznik 34293
Jak widzę to jest tam jakaś nowa droga zrywkowa, która nie jest naniesiona na mapę. Bardzo dużo takich dróg (ścieżek) znajduje się na mapie geoportalu, które częściowo naniosłem sobie na Ruthenusa. http://maps.geoportal.gov.pl/webclient/
Z pozyskanych informacji od leśników - nie do odnalezienia w terenie :-( Nie wiadomo skąd Compass miał informację do jego oznaczenia, zresztą tak samo jak interesującego mnie w najbliższej przyszłości cmentarza położonego przy stokówce na zachód od Terpiaka.
Przy okazji - nad Turzańskiem jest oznaczony cmentarz z WW - z tego co się dowiedziałem był urządzony w miejscu dawnego cmentarza cholerycznego. Jest na przełęczy pomiędzy Wysokim Wierchem a wzgórzem 525 (pięknie z niego widać cerkiew). Na starszych mapach wędrował i oznaczny był bardziej na NE. Tam właśnie jest do odnalezienia w terenie cokół piaskowcowy w formie ostrosłupa o podstawie trójkąta (kiedyś z krzyżem) w miejscu pochowania oficera. Znalazł ktoś to miejsce. Ma jakieś zdjęcie?
Bardzo proszę:-). Zdjęcie było zrobione 28.06.2010 r. Również zauważyłem sprzeczne informacje na temat tego miejsca.
Załącznik 34295
Tak, to jest w sposób symboliczny upamiętniony cmentarz choleryczny z XIXw, tam również były chowane ofiary cholery (może jednak innej epidemii?) z WW - żołnierze jak i mieszkańcy Turzańska (takie info od lesników). Ten cmentarz znam, zwiedziłem go kiedys wyrwawszy sie z wesela w Rzepedzi (na usprawiedliwienie mam że kierowcą byłem, choć w gajerku i mesztach ciężko się chodzi ;) )
Ale mi chodzi o ten ostrosłup na miejscu pochówku oficera - ma ktoś zdjęcie, określi dokładniejsza lokalizację?
Następna przyjemna pętelka licząca 10,3 km, którą zaliczyłem 25.09.2011 r. Przeglądając mapę, znalazłem na Osławie zaznaczony wodospad o wdzięcznej nazwie Kasarda. Skusił mnie swoją nazwą, więc postanowiłem go zobaczyć. W prawdzie można do niego bardzo łatwo trafić, gdyż znajduje się w niedalekiej odległości od szosy i niewiele wysiłku potrzeba, aby go zobaczyć. Jednak nie poszedłem na łatwiznę i chciałem zajść go od tyły przechodząc przez Kiczarę 848. Niewiele brakowało, aby ta wyprawa skończyła się dla mnie niezbyt sympatycznie, ale o tym na końcu. Zacząłem od nieczynnego przystanku kolejki i podążyłem wydeptaną ścieżką przez most i dalej stokówką do znanej już wcześniej kapliczki w Balnicy.
Załącznik 34314 Załącznik 34315 Załącznik 34316 Załącznik 34317
Oczywiście skosztowałem wody z cudownego źródełka, a nawet zabrałem jej sobie jeszcze na zapas. Jednak następnego dnia, gdy chciałem poprawić swoją zdrowotność, okazało się, że jej zapach przyprawiał dosłownie o mdłości. Dalsze wędrowanie stokówką zakończyło się wizytą na cerkwisku i cmentarzu na którym znajdują się stare i całkiem nowe groby.
Załącznik 34318 Załącznik 34319
Widząc przyjazną drogę zrywkową wziąłem kurs na Kiczarę. Radość długo nie trwała, gdyż droga rozpłynęła się w zaroślach. Przed bardziej wymagającym odcinkiem, postanowiłem uzupełnić kalorie i przysiadłem na zwalonym pniu. Po krótkiej chwili zaczęły docierać do moich uszu dziwne brzęczące dźwięki. Wyostrzyłem słuch i zacząłem rozglądać się za źródłem tego szumu. Po krótkiej chwili znalazłem przyczynę i nie pozostawało nic innego, jak tylko opuścić towarzystwo os i wpaść w objęcia jeżyn.
Załącznik 34320 Załącznik 34321 Załącznik 34322
Nawet i jeżyny muszą się kiedyś skończyć, aby dać miejsce innej, mniej uciążliwej roślinności. Pod szczytem było już bardzo przyjemnie, co pozwoliło na chwilę wytchnienia.
Załącznik 34323
Dalsza wędrówka, na początku nawet po płaskim terenie, przebiegła w wśród poskręcanych i powalonych buków przypominających filmy o tematyce jakiegoś horroru.
Załącznik 34324 Załącznik 34325 Załącznik 34326 Załącznik 34327
Gdy dotarłem do torów kolejki, pojawił się problem z przeskoczeniem, niby wąskiego, potoku. Problem polegał na tym, że nie mogłem wymacać kosturem drugiego brzegu, który był ukryty w trawie rosnącej jeszcze w wodzie. Utrudniało to przeprowadzenie dokładnego rozpoznania.
Załącznik 34328
Jednak wszystko przebiegło bez problemów i już torami dotarłem do zarośniętej, dawnej bocznicy załadunkowej.
Załącznik 34329
Wypatrzyłem dawny niestrzeżony przejazd kolejowy i skierowałem się w kierunku bliskiego już wodospadu.
Załącznik 34330
Po chwili znalazłem się w bajecznie tajemniczym i kolorowym miejscu, które doprowadziło mnie do wodospadu.
Załącznik 34331
Muszę przyznać, że egzotyczna nazwa wodospadu, jest adekwatna do tego miejsca. Niespotykana kolorystyka wody i otaczających skał, robi piorunujące wrażenie.
Załącznik 34332 Załącznik 34333 Załącznik 34334
Gdy tak sobie pstrykałem na prawo i lewo, od szosy dotarła grupa głośnych "turystów". Po dojściu do tego mini wodospadu, stanęli na chwilę i usłyszałem: eeee nic ciekawego i sobie poszli. Pewnie liczyli, że zobaczą Niagarę:-)
Załącznik 34335 Załącznik 34336 Załącznik 34337 Załącznik 34338
Po nasyceniu zmysłów, krętą ścieżką dotarłem do szosy i poszedłem w kierunku Maniowa. Zostawiłem sobie na przyszłość cerkwisko i cmentarz w Maniowie, a mogło mnie to drogo kosztować.
Załącznik 34339
Zbliżając się już do końca trasy, z za zakrętu wyjechał samochód, którego kierowca tak był pod wrażeniem "widoków", że zaczął zjeżdżać na prawą stronę, prosto na mnie. Widząc co się dzieje, zatrzymałem się, a w głowie myśli przebiegały z szybkością światła. W prawo, czy w lewo uciekać?. Ostatecznie stanęło na tym, że najlepiej skoczyć do rowu. Jednak przed realizacją tego skoku, w desperackim geście machnąłem nieodłącznym kosturem, a pasażer siedzący obok kierowcy złapał za kierownicę i uratował mi życie. Muszę przyznać, że końcówka trasy okazała się najbardziej obfita w emocje. Po głębokim oddechu postanowiłem utrwalić ślad, który pozostał po
oponach tego samochodu.
Załącznik 34340
Wrześniowo, kolorowo, spokojnie...lubię tę późno-letnią i wczesno-jesienną bieszczadzką miękkość. Piękną pogodę miałeś tego dnia. :) No a wrażenia w końcówce rzeczywiście nieliche ;)
Przez kilka ostatnich dni pogoda dopisywała, więc 27.09.2011 r. wypadło na bardziej wymagającą trasę - Jaworzec, Siwarna, Putny, Szczyciska, Zawój, Jaworzec. Licznik wybił 18,6 km, a atrakcje szczególnie w okolicy Szczyciska i Zawoju, bardzo interesujące.
Załącznik 34379
Zaraz na wstępie odwiedziłem krzyż pańszczyźniany (cmentarz i cerkwisko "zwiedziłem" już wcześniej) i jeszcze raz rzuciłem okiem na na miejsce, gdzie dawniej żyło prawie 650 mieszkańców.
Załącznik 34380 Załącznik 34381
W prześwicie zerknąłem na schronisko i lekko stromą drogą podążyłem do lasu.
Załącznik 34382 Załącznik 34383
A tam jak zwykle czekały na mnie atrakcje pod postacią gałęzi, jeżyn i krzaków oraz chwilowe widoki na pasmo oddalone o około 10 km.
Załącznik 34384 Załącznik 34385
Szlak do którego dotarłem, również nie był usłany różami. Po lewej stronie ślady wojennych umocnień, a po prawej, chwilami prześwitywał Otryt.
Załącznik 34386 Załącznik 34387 Załącznik 34388
Po dotarciu na Szczyciska, tuż za przełęczą, zmiana kierunku marszu ku Wetlince wijącej się gdzieś w dole. Wcześniejsze analizowanie tego zejścia o różnicy wysokości ok. 130 m, nakręcało moją adrenalinę. W realu wyglądało to mniej sympatycznie aniżeli na zdjęciu.
Załącznik 34389
Lekko halsując, dotarłem do miejsca, które nie wzbudziło mojej sympatii.
Załącznik 34390
Odbijając pod prąd Wetlinki i przedzierając się przez krzaki, dotarłem do miejsca bardziej przyjaznego.
Załącznik 34391
Chłodząc rozgrzane stopy i korzystając z wystających kamieni, mogłem podziwiać uroki jesieni, już z drugiego brzegu.
Załącznik 34392
Ruchome schody doprowadziły mnie do ścieżki, z której już z góry mogłem chwilami popatrzeć na przełom Wetlinki.
Załącznik 34393
Przy stokówce, elegancka kamienna wiata, pozwoliła na chwilę wytchnienia, a jeszcze ciepłe słońce podsuszyło mokre buty.
Załącznik 34394
Ostatni odcinek zapowiadał się dość monotonnie, jednak...
Załącznik 34395
...był bardzo obfity w jesienne widoki, na całym swoim odcinku.
Załącznik 34396 Załącznik 34397
Z radosnym odczuciem minąłem drogowskaz i po 7 godz. dotarłem do punktu wyjścia.
Załącznik 34398
Jesienny pobyt w Bieszczadach AD 2011, dobiegał końca. W swoich założeniach miał dotyczyć wędrówek po miejscach, w których były toczone bitwy w czasie I WŚ. Dzięki sprzyjającej pogodzie plan został zrealizowany, a na deser zostawiłem sobie Łysy Wierch, nazywany przez znawców historii Małynową. Wcześniej przeczytałem kilka informacji historycznych na temat wydarzeń w okolicy Baligrodu i nie tylko. Jednak podczas konfrontacji ze znawcami tego wojennego tematu, to okazuje się, że pewne fakty są lekko przesadzone. Mnie jednak bardziej interesowały same miejsca i ich usytuowanie w terenie, aniżeli szczegóły, którymi zajmują się historycy. Muszę przyznać, że pobyt w tych miejscach pobudza wyobraźnię i zmusza do refleksji nad żądzami, które cechują pewne grupy społeczne, nawet w obecnym czasie.
Na dwa dni przed wyjazdem, czyli 1.10.2011r. wybrałem się w miejsce, które jest przesiąknięte krwią i nafaszerowane tym, co zostawia po sobie wojna.
Załącznik 34478
Wśród jeszcze raczkujących jesiennych kolorów i w promieniach słońca podążyłem stokówką do ...
Załącznik 34479
...przejścia przez metalową kładkę w kierunku ...
Załącznik 34480
...kapliczki Synarewo z cudownym źródełkiem, która jak zwykle była otwarta i przyjemnie zadbana. Wzruszające są pewne wpisy w zeszytach, w których turyści wpisują swoje prośby, pragnienia czy podziękowania.
Załącznik 34481 Załącznik 34482
Dalej już, na początku drogą zrywkową, a później bardziej na azymut, podążyłem w kierunku szczytu.
Załącznik 34483
W okolicach zaznaczonego na mapie symbolu bitwy, która miała miejsce na tym terenie w II 1915 r., spotkałem trzech panów z piszczącymi urządzeniami. Jeden z nich wykazywał wielką radość, z racji znalezienia jakiegoś wyjątkowego zapalnika. Moje zainteresowania tym tematem zostały bardzo skutecznie wyciszone dobrych kilkadziesiąt lat temu, gdy tuż przed Wielkanocą, podczas generalnej próby, zdewastowałem śmietnik i w efekcie końcowym wylądowałem na 5 tygodni w szpitalu. W ówczesnym czasie nie było jeszcze śmietników pod postacią kontenerów czy pojemników, tylko budowane były z pustaków. W dzisiejszych czasach taki sabotaż, z moje strony, pewnie by się skończył kryminałem. Oj, miałem szczęście:-).
Po krótkiej rozmowie na temat parametrów tych współczesnych wynalazków, wspiąłem się już na szczyt, aby zobaczyć to, co jeszcze po prawie 100 latach zostało na tym terenie.
Załącznik 34484 Załącznik 34485 Załącznik 34486 Załącznik 34487
Po odpoczynku i chwili zadumy nad tym co zobaczyłem, podążyłem w kierunku przełęczy 658, aby trafić na plantację koźlarków. Oszczędziłem dorodne grzybki, gdyż nie miałem szans, aby zrobić z nich użytek, a do domu było jeszcze daleko.
Załącznik 34488
Podejście pod Patryję, okazało się "lekko" zachaszczone i próbowało utrudnić mi dostęp do szczytu.
Załącznik 34489
Wokół szczytu ponownie ślady umocnień i kruchości żołnierskiego życia.
Załącznik 34490 Załącznik 34491
Na mapie, ze szczytu w kierunku Dzidowej, zaznaczona jest ścieżka. Jednak to co zobaczyłem w realu, przyprawiło o szybsze bicie serca i odwołanie się do Anioła Stróża, aby przypadkiem w tym czasie, nie zechciał skoczyć na piwo.
Załącznik 34492
Na brak atrakcyjności terenu, już po zejściu dość stromym stokiem, nie mogłem narzekać. Czasami lekko pod górkę, a czasami i z górki, aż dotarłem pod stok prowadzący na Dzidową.
Załącznik 34493
Jako ciekawostka, Dzidowa z profilu.
Załącznik 34494
Trochę halsując, dotarłem na szczyt Dzidowej i ponownie popatrzyłem na Baligród i okolice. Tym razem w okresie, gdy kolory jesieni zaczynały brać górę nad soczysta zielenią.
Załącznik 34495
Siedząc pod nieczynnym jeszcze wyciągiem, przewijały się w głowie różne refleksje. Zupełnie podobne do tych o których napisał przemolla w swoim wątku. Lekko filozoficzne, a jednocześnie jak bardzo tęskne za tymi widokami i przeżyciami, które serwują nam Bieszczady. Świadomość tego, że już za kilkadziesiąt godzin, pozostanie tylko oglądanie zdjęć, które nijak się mają do realnych przeżyć, nie budowała optymizu w mojej duszy. Trzeba będzie czekać następne długie miesiące, aby móc ponownie oddychać bieszczadzkim powietrzem i smakować ten klimat. Tak było 2,5 roku temu. W między czasie, odbyłem następne 4 wypady do tej krainy szczęśliwości i przyznaję, że były one również bogate w elementy poznawcze, o których w przewodnikach nie jest napisane. A na dzień dzisiejszy, mogę już napisać - Bieszczady, tęskno mi za wami - jeszcze tylko kilkanaście dni i się spotkamy:-).