-
4 załącznik(ów)
C.D.
Facet opowiada nam o wioskach, które tu kiedyś były, o cerkwiach, o cmentarzach. :shock: Trzeba tu wrócić jak nie będzie tu śniegu i poszukać tych miejsc. Pług hałasuje, szyby parują a dyżurne pół literka pługowego drzemie w takim miejscu w kabinie, że nie ma prawa się mu nic stać. :P Dojeżdżamy. Koniec jazdy. Dziękujemy i na wszelki wypadek proszę go,żeby zadzwonił do mojej żony, że na kolację to niekoniecznie zdążymy. Po co się kobita ma martwić. :lol: Schodzimy w dół, do Przeuroczego Miejsca. :P
C.D.N.
-
4 załącznik(ów)
C.D.
Teraz jest tu ładniej niż wiosną, czy latem. Jesienią nigdy tu nie byłem. Kilka fotek i powrót do góry. Teraz już według wskazówek Jabola. Śnieg sypie cały czas. Jest ślisko. Nagle pomimo śnieżycy widzimy pierwszy znak orientacyjny, jaki podał nam Jabol. Skręcamy. C.D.N.
-
4 załącznik(ów)
C.D.
Teraz trochę pod górę. Widać bacówkę. Jabolu jesteś WIELKI. Takie dokładne wskazówki podajesz, że niemożliwe jest zabłądzić. Jeszcze tylko kilka chwil i jesteśmy przy domku. I co? I nic. Zamknięty na kłódkę. C.D.N.
-
4 załącznik(ów)
C.D.
Jeszcze nigdy się nigdzie nie włamywałem to i teraz tego robić nie będę. Ale sprawdzam, co i jak. Z tyłu domku można zdjąć z zawiasów okiennice. Sprawdzam, więc z przodu. To samo. Nawet w oknie nie ma szyby. Wydaję się nam, że na tym koniec szczęścia. Ta połowa okna jest za wąska. Chyba nie przejdę. Cholerny mięsień piwny. Barnaba jest podobnej postury, a może jest go nawet więcej niż mnie. U niego tarczyca opadła w okolice pasa. Być tu i nie spróbować to grzech. Próbuję pierwszy. Za trzecią przymiarką do okna VIKTORIA jestem w środku. W środku stół, prycze, szafa! A jak? Kominek. Ogólnie czysto. Drewna brak. Słyszę jakiś hałas. To Barnaba jakimś cudem przesunął tarczycę w stronę kręgosłupa i wlazł tu za mną. Mówię do Młodego: No Synu to dawaj czekoladę. Zjemy sobie. Na to on: Nie zjemy jest w Karawanie. Logistyka u Barnaby zawiodła tym razem na całej linii. A wydawało się, że doświadczony turysta. Opuszczamy chatkę w ten sam sposób, jak weszliśmy. Oczywiście okiennice zawieszamy tak jak były. Czas wracać, bo do karawanu bardzo daleko. Barnaba wpada na pomysł, że wypali do przodu pierwszy, odpali Karawan i przywiezie ojcu czekoladę. Dobre z niego dziecko. On zasuwa do przodu ja idę swoim tempem, żeby nie zamarznąć. Spodnie poniżej kurtki mam całe mokre. Trochę zimno. Nagle słyszę znajomy dźwięk. Nadjeżdża pług. Chce mnie zabrać. Dziękuję grzecznie i idę dalej. Po chwili, ale to bardzo, bardzo długiej nadjeżdża Karawan z Barnabą. Wsiadam. Jest mi coraz zimniej. Droga taka wąska, że nie ma gdzie zawrócić. Musimy jechać w kierunku skąd przyszliśmy. Wreszcie jest trochę szerzej odgarnięte. Zawracamy. Karawan powoli się nagrzewa. Po drodze zatrzymujemy się po mój kostur. Wysiadam, żeby go poszukać w śniegu, bo go całkiem przysypało. I co? Wywijam w tym samym miejscy orła. Trzeba mieć farta, ale kostur znalazłem. Dojeżdżamy do Oberży. Postój. Zajmujemy miejsce przy kominku. Krotka rozmowa z gospodarzem Tomkiem i jego żoną. Gorące żarcie i to dużo. Polecam w tym miejscu wszystko, zwłaszcza placki po Bieszczadzku. Rozgrzani, najedzeni, zadowoleni i szczęśliwi /druga nowa chatka w drugi dzień poszukiwań/. Jest dobrze. Wracamy do mamy. C.D.N.
-
4 załącznik(ów)
C.D.
Wieczór. Barnaba się nudzi. Rzuca pomysł. „Może tak jeszcze dziś do tej bacówki, w której spotkałeś Jabola, Ediego, Gabriela i resztę”. Nie jest w końcu daleko, co to dla Karawanu. Jedziemy. Potem pieszo, przez potok. Jesteśmy na miejscu. Cisza. Nikogo nie ma. Wchodzimy do środka. Porządek jak zwykle w tym miejscu. Siadamy na ławie chwila rozmowy syna z ojcem. Lubię takie chwile. Znajdujemy zeszyt. Nigdy takowego tu nie było. Czytamy. To Jabol z Bisonem go założyli. Piękny wpis Jabola. Zresztą czytaliście jego relację to wiecie, że facet pisać potrafi i narysować coś też. Bison ma zapewne dobry charakter ogólny / nie można tego powiedzieć o piśmie/, ale dało się przeczytać. A tak na zakończenie tej części relacji. Jak w jakiejś bacówce, czy podobnym miejscu znajdziecie pamiętnik i będzie tam wpis z podpisem Magister z Poznania to znaczy, że ja się podpisałem. Wracamy na kwaterę. Koniec dnia. Zagadka: Kto się zorientował gdzie byliśmy wtedy z Barnabą?
C.D.N
-
-
Gratuluję Długi. Chociaż wiem, że miejsce jest bardzo charakterystyczne.
Pozdrawiam
-
Spałem tam pod skałą w charakterze niedźwiedzia, zanim ustanowili rezerwat i teraz tam sypia bura konkurencja. Nie słyszałeś jak chrapie???
Długi :lol:
-
Byłem tam krótko i w tym czasie musiał chyba być na bezdechu :lol: bo nic oprócz cudownej ciszy nie słyszałem.
Pozdrawiam
-
2 załącznik(ów)
C.D
5 stycznia. Rano postanowiliśmy podjechać na obiad do Mucznego. Więc pakujemy się z żoną i Barnabą do karawanu i jazda. Przystanek w Cisnej. Rozmowa z Rysiem Szocińskim przede wszystkim o Panu Tadeuszu, którego mu zostawiłem wczoraj. Nic się nie przejmując powiedział, że zwalił go z nóg. Fakt kaca miał giiigaaantycznego. Piwko w Siekierezadzie chyba uratowało mu życie. :P Jedziemy dalej. Przystanek w Biesisku. W celu, że tak powiem kolekcjonerskim. Otóż w maju ubiegłego roku, a może trochę później nabyłem drogą kupna książkę Andrzeja Potockiego pod tytułem Zakapiorskie Bieszczady. Każdy rozdział tej książki poświęcony jest innemu Zakapiorowi. Od razu postanowiłem zdobyć podpisy wszystkich żyjących Zakapiorów, którym poświęcony jest rozdział. Muszę się pochwalić, że mam już sporo takich wpisów. :D Mając na uwadze, że Krzych – Bieszczadzki Zbój jest częstym gościem Biesiska postanowiłem zostawić tam moją książkę i odebrać ją za parę dni. Dalej jazda do Wetliny. C.D.N