Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
O tak! Woda, kamyki na tamę, rówieśnicy i …dzieci mamy z głowy. Ale gdy już wyruszymy w lasy i na szlaki to spróbujcie zabawy: kto pierwszy wypatrzy znak szlaku bądź działu leśnego. Przy odpowiednim rozegraniu można ładnych parę kilometrów przejść i to niekoniecznie szlakami, bez wysłuchiwania: daleko jeszcze? :) A jak dzieciątko zobaczy śpiących w jaskini batmanów, wirujące stada świetlików w dolinie Jabłonki, czy wdepnie w żubrzą kupę, to nabierze jeszcze więcej optymizmu :)
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Ale gdy już wyruszymy w lasy i na szlaki to spróbujcie zabawy: kto pierwszy wypatrzy znak szlaku
byle to nie byla droga szlakiem np. przez otryt.. bo tam stojac na sciezce widzi sie jednoczesnie przynajmniej z 5 znakow ;)
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
Jak widać tutejsze posty bardziej skupiły się na tym „jak” a nie tylko „gdzie”. I myślę że to jest najważniejsze. Dodam od siebie kilka myśli:
1. Wg mnie najważniejszą rzeczą jest by – BYĆ RAZEM (zwł. psychicznie, a nie tylko fizycznie) z dzieckiem na wyprawie. A to znaczy WIELE ROZMAWIAĆ o tym co widzicie, dokąd idziecie/jedziecie, zagadywać jeśli masz dobry wspólny język z dzieckiem. Człowiek (zwł. dziecko) wtedy czuje się zauważony jeśli z nim rozmawiasz a to oddala zniecierpliwienie.
Ja robię jeden drobny wyjątek: Zawsze gdy dochodzę na trasie z dzieckiem do jakiegoś ciekawego obiektu daję chwilę czasu dziecku bez komentarza, by samo dostrzegło interesujący obiekt w terenie (retorta, kapliczka, studnia, itp). Dziecko ma prawo nie być tak spostrzegawcze jak my, a należy dać mu szansę na jego małe odkrycia, na to że pierwsze coś zauważy. Jeśli przez jakąś chwilę nie komentuje tego co już widać, wtedy ja zwracam jego uwagę na dany obiekt. Wszak do rodzica należy też kierowanie uwagą dziecka (tak staramy się dbać o rozwój).
Jednak ogólnie staram się na trasie gadać z dzieckiem ile wlezie. Choćbym się już nosem podpierał. To daje też inną korzyść – jeśli sama jesteś zmęczona wycieczką to dziecko szybciej to wyczuje gdy dużo gadasz. Dzieci mają jednak też trochę naturalnego współczucia dla nas dorosłych i widząc zmęczenie rodzica same zmiękczają swoją postawę, nie dobijając wycieńczonego rodzica.
2. Jeśli planować wyprawę to ją odpowiednio dostosować. Nie tyle chodzi o to co wybrać, ale jak zaliczyć daną wycieczkę. Można zrobić bardzo wiele tras i zaliczyć wiele obiektów z dzieckiem, byleby:
a) odrzucić te warianty które mają charakter długich „przelotów”,
b) wycieczka może mieć zaledwie 1 czy 2 ciekawe obiekty docelowe, ale ważne żeby to były INTERESUJĄCE TAKŻE DLA CIEBIE obiekty. Jeśli Ciebie coś nie będzie interesowało (a wybierzesz tylko wg siebie pod kątem dziecka), to zainteresowanie wycieczką nie da rady udzielić się dziecku. Bardzo dobrze byś umiała choć kilka słów opowiedzieć od siebie na miejscu o tym co oglądacie, a nie tylko odczytała z przewodnika. (ewentualnie zawczasu poznaj wiadomości z przewodnika),
c) odległość musi być dostosowana do możliwości, jako że zapytujesz na forum to zakładam że nie jesteś ostrym wyrypiarzem więc raczej Ci nie grozi planowanie przesadnych odległości. Ja z 7-latką robiłem pieszo trasy po 16km ze średnimi podejściami, co w tempie dla takiego dziecka + przystanki na zwiedzanie i odpoczynki zajęło nam do 8 godz. Więc dla 11-latka taka odległość może być dostępna. A to znaczy, że przy umiejętnym korzystaniu ze środków transportu możesz zaliczyć niemal każde interesujące Cię miejsce w Bieszczadach.
3. Myślę, że 11-latek ma już na tyle rozwiniętą chęć poznawania świata, że zapewne z chęcią usiadłby razem nad mapą i coś RAZEM ZAPLANOWAŁ. Przecież to już ostatnia klasa podstawówki czy pierwsza gimnazjum. Mapa to jest zawsze na tyle kolorowe wydawnictwo, że taki nastolatek sięgnie po to chętniej niż po szkolną lekturę. Możecie razem przestudiować mapę z kolorowym przewodnikiem i razem wybrać te obiekty które Was zainteresują. To chyba najlepsza nauka obsługi mapą i przewodnikiem, bo na przykładzie realizowanym w autopsji. Nie ma chyba fajniejszej zabawy niż planowanie palcem po mapie, zwłaszcza już w tym wieku. Do Ciebie należy nadzór nad doborem odległości (zmierzyć linijką wszystkie odcinki) i późniejsza pomoc w realizowaniu trasy. Czasami jako dorośli zbyt wiele chcemy bez udziału dziecka na etapie planowania. Włączenie udziału dziecka na etapie planowania znacznie podwyższa to, że samo z zapałem później będzie realizowało obrane trasy. Na przykład sprawdzało co znaczą te kreskowane miejsca na mapie :D
4. Jednak jeśli sama zdecydujesz zaplanować wycieczki, to nie popełniać jednego drobnego oszustwa. Jednym z częstych błędów przy jakiejś inicjatywie, która trwa dłuższą chwilę (odnosi się to bardzo dobrze do różnych wypraw z dzieckiem) jest używanie przy nieco znużonym człowieku zwrotu: „już niedługo, już niedaleko”. To najgłupszy zwrot jakiego można użyć, bo niesamowicie skraca cierpliwość drugiego człowieka. Nasza psychika działa w ten sposób, żeby się zmobilizować, to podpowiada sobie: już niedaleko. Ale psychika drugiej osoby w stosunku do nas to oczekiwania. Jeśli te oczekiwania zostaną oszukane (np. jest 2 km do przejścia co subiektywnie dla dziecka może być dłuuugo, a ja powiedziałem – „ już niedaleko”) to narusza zaufanie dziecka. Wbrew pozorom szczerze powiedziane: „nooo jeszcze trochę długo” oddala nieco oczekiwania dziecka, poszerza cierpliwość, a więc wyprawa lepiej się udaje. Przy takim wyrażaniu się jest o wiele szczersza i otwarta atmosfera na szlaku, bez wyrostu oczekiwań. A choćbyśmy się najlepiej starali to znużenie zawsze może dopaść naszego współtowarzysza. Nie pozwólmy chwilowemu znużeniu przekształcić się w zniecierpliwienie przez takie drobne błędy.
5. Popieram też wariant Asi - asymilacja z miejscowymi jeśli jest taka możliwość, w najróżniejszych kombinacjach.
Przykład: w wakacje byliśmy z córką na wolontariacie przy renowacji kirkutu. Gdy tam przybyliśmy, to widząc nas w ciągu 1 dnia na kirkut ściągnęły do nas inne miejscowe dzieciaki. Zabawy i jednocześnie pożytecznej pracy było co nie miara. Coś czego prędzej się obawiałem (dziecko w wolontariacie?) okazało się w ten sposób bardzo udanymi wakacjami. A dziś jest miło, gdy zdjęcie kirkutu który porządkowaliśmy możemy obejrzeć w gazecie „Bieszczady”.
6. Najmilsze wspomnienie jednak z moją 7-latką to z bieszczadzkiej chatki, gdzie trzeba było sobie samemu napalić. Siedzieliśmy wieczorem przy kominku i wpatrywaliśmy się w ogień. Wyobrażaliśmy sobie płomienie jako smoki, które ognistymi płomieniami liżą gałęzie. To są momenty na wydobycie naszej własnej wrażliwości. Dobrze jest dać sobie na to czas z naszymi dziećmi.
A rano oglądaliśmy popielicę buszującą w siatce z jedzeniem zawieszonej pod sufitem. Ta popielica była niesamowita (to o wiele piękniejsze zwierzątko niż zwyka myszka) i spotkanie z nią niezapomniane. I przyznam że ja sam dopiero przy mojej córce zobaczyłem po raz pierwszy popielicę, poprzednio zawsze ją tylko słyszałem harcującą gdzieś w pobliżu.
ps: Do nocowania proponuję wybierać przede wszystkim inne niż pensjonaty miejsca, w których rzadko złapiesz bieszczadzki klimat. Polecam najlepiej schroniska te położone na uboczu. Zawsze mają inną ciekawszą architekturę, niż to co mamy w domach. A to plus docieranie tam fascynatów bieszczadzkich udziela się odpowiednim klimatem.
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
A może by tak zbieranie punktów GOT podczas pieszych wycieczek? Pieczątki i potem odznaki dają wiele radości! Mi nawet do tej pory ;)
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
malo - ładnie to wszystko napisałeś. Fajnego tatę ma ta 7-latka:smile:
wędrowanie po górach z dzieckiem to zupelnie cos innego niż wędrowanie w grupie dorosłych albo samotne wędrówki. Czasami trzeba kompletnie zmienć plany (bo np akurat napotkaliśmy wielkie mrowisko i przez dwie godziny przyglądamy sie życiu mrówek, w związku z czym nie zdązymy dojść tam gdzie zaplanowalismy:razz:). Zastanawiam się jak to znoszą "urodzenie planisci" co to mają wszystko wyliczone i rozpisane;)
Ale jednocześnie jest taka ogromna frajda, kiedy widać, że dzieciak naprawdę tak po swojemu ale przez to najszczerzej rozumie, że łażenie pod góre, żeby później z niej zejść nie jest bez sensu. I kiedy kompletnie zapomina o TV, za to łazi boso po kałużach, tarza w trawie i nawet po obejrzeniu dwudziestej cerkwi chce jechac do dwudziestej pierwszej...:-P
I myślę, że najważniejze - zresztą jak we wszystkim - jest umiar. Żeby nie robić na siłe z dziecka "super bieszczadnika w dwa tygodnie";) Przecież zdązy zobaczyć jeszcze wszystko...Więc czasami trzeba dać mu pospać do południa albo pozwolić się wyszaleć pomiedzy "cudami na kiju" w Solinie albo innym Polańczyku.
a co do 11-latka - jeśli lubi czytać ksiązki i lubi przygody to może np przeczytać sobie książke "Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic" i może sobie potem podążyc sladami Pana Samochodzika do...Leska :razz:
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
asia999
Czasami trzeba kompletnie zmienć plany (bo np akurat napotkaliśmy wielkie mrowisko i przez dwie godziny przyglądamy sie życiu mrówek, w związku z czym nie zdązymy dojść tam gdzie zaplanowalismy:razz:). Zastanawiam się jak to znoszą "urodzenie planisci" co to mają wszystko wyliczone i rozpisane;)
Mimo że lubię sobie wyliczać i rozpisywać (a co, przyjemność mam dwa razy, raz jak planuję, drugi raz, kiedy realizuję) zupełnie nie miałam problemów z chodzeniem po górach z dziećmi.
Moje plany są elastyczne, nawet bardzo elastyczne.
:grin:
B.
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
No pewnie Basiu, że planować jakoś tam zawsze trzeba (właściwie jeśli sie idzie z dziećmi to planować nawet bardzo trzeba) ale niektórych denerwuje to, że dziecko czasami spowalnia marsz, i to nie przez to, że jęczy albo, że mu sie nie chce iść ale właśnie przez to, że jest wszystkiego ciekawe. :-D
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
asia999
ale niektórych denerwuje to, że dziecko czasami spowalnia marsz, i to nie przez to, że jęczy albo, że mu sie nie chce iść ale właśnie przez to, że jest wszystkiego ciekawe. :-D
Oj niektórych tak:( Ale to widać też i w mieście, kogo dziecko denerwuje.
Jednak czasem, gdy chodzi o nieco dłuższą wycieczkę, to trzeba ponaglić. Ja na takiej nieco dłuższej trasie musiałem już w pewnym momencie delikatnie ponaglić, żeby już tak długo się nie pluskać w tym wodospadzie Czartów Młyn
(moja 7-latka wzięła nawet strój kąpielowy pod wodospad:) bo z prostej kalkulacji pozostałego czasu do zmierzchu, odległości do przejścia, oraz wiadomego tempa z dzieckiem - wynikało że dłużej już nie można zabawić. Szczerze mówiąc to sam bym cofnął nieco wskazówki tego zegara słoneczny.
Tak nie wiedziałem czy w poprzednim poście to wpisać, ale teraz i tak to wynikło, czyli:
7. Lepiej wcześniej wstać z dzieckiem, nawet kosztem utraty porannego leniuchowania, ale za to później mieć więcej czasu na wycieczce. Na przystanki przewidziane i nie przewidziane. Na swobodne tempo bez poganiania. Wtedy można zrobić nawet calkiem fajne wyprawy.
Niedawno mi się zdarzyło na Jurze z dwoma dziewczynami (moja 7-latka i jeszcze inna 5-latka) wstawać o 6 rano w ramach wspólnej wycieczki. I właśnie dzięki takiemu zapasowi czasu, że później już nie trzeba było się poganiać, to dzień był bardzo udany i na spokojnie wszystko zaliczyliśmy.
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
malo
7. Lepiej wcześniej wstać z dzieckiem, nawet kosztem utraty porannego leniuchowania, ale za to później mieć więcej czasu na wycieczce. Na przystanki przewidziane i nie przewidziane. Na swobodne tempo bez poganiania. Wtedy można zrobić nawet calkiem fajne wyprawy.
Na wycieczkę lepiej zawsze wcześnie wstać :-)
Cytat:
Zamieszczone przez
malo
Niedawno mi się zdarzyło na Jurze z dwoma dziewczynami (moja 7-latka i jeszcze inna 5-latka) wstawać o 6 rano w ramach wspólnej wycieczki. I właśnie dzięki takiemu zapasowi czasu, że później już nie trzeba było się poganiać, to dzień był bardzo udany i na spokojnie wszystko zaliczyliśmy.
Kiedyś już dość dawno temu kiedy moi synowie mieli 8 i 13 lat byliśmy z nimi w Tatrach Zachodnich i w Górach Choczańskich. Mieszkaliśmy sobie bardzo wygodnie w Liptowskim Mikulaszu, który jest punktem centralnym Kotliny Liptowskiej i codziennie dojeżdżali w góry. Ponieważ autobus odjeżdżał z miasta o 6 rano (jechał krótko, bo w każde miejsce 10-15 min.) a kolejny dopiero o 12, więc co dzień wstawaliśmy o 5 rano, na trasie byli już o 6.15 i dopiero tam w plenerze robili sobie śniadanie na trawie.
Bardzo mile wspominam taki rozkład dnia.
Pozdrowienia
Basia
Odp: Czym zainteresować dzieci podczas pobytu w Bieszczadach
chyba bym znienawidzila gory i wycieczki wogole gdyby mi rodzice kazali wstawac o 6... no moze sporadycznie.. jak jedyny autobus odjezdza o swicie (tak jak w odeskiej oblasti to praktykuja , grrrr...) to rozumiem ze trzeba sie zerwac bo nie ma innego wyjscia..
nie lepiej zaplanowac polowe a moc i wyspac sie i potem isc na spokojnie? jakos wieks zosc ludzi wedrowki pojmuje jak jakis wyscig i zaliczanie "na ilosc" - byle wiecej...