To nie było złośliwe pytanie :)
Pozdrowienia !
Wersja do druku
Ale ja wcale tego nie odebrałem jako złośliwe.
Raczej w kategoriach propozycji zorganizowania wyprawy pt Szukamy Szlaku na Szlaku.
Można by w paru ludzi przeczesać tyralierą teren i wówczas jest szansa coś znaleźć.
Droga społeczności! ;)
Znalazłem wreszcie wolną chwilę, żeby donieść, że pojechaliśmy na Pikuja i wróciliśmy żywi! ;-)
Sam nie wiem gdzie to umieścić, ale w sumie nie ma być to relacja jako taka, a jedynie .. hmm.. krótki pościk po wyprawie z odniesieniem do niektórych spraw wcześniej omawianych (skąd wyjść itp.) :)
No więc wbrew radom (za które skądinąd dziękujemy) postanowiliśmy wyjść z Biłasowicy – drogę stamtąd było wyraźnie widać na google maps (satelita), więc liczyliśmy, że będą mniejsze trudności, nie trzeba będzie iść na przełaj itd.
I w sumie rzeczywiście jakoś bez błądzenia doszliśmy na Pikuja, choć to bardziej zasługa kolegi i jego właściwej orientacji (cokolwiek by to miało znaczyć :D). Był tam wprawdzie ten żółty szlak, ale - tak jak koledzy pisali – zaznaczony z rzadka, brakowało oznaczeń na rozdrożach.
Niestety pogoda nie była rewelacyjna. Nie padało, ale zachmurzenie było. Sam wierzchołek w chmurze, która nie raczyła się ruszyć ani w tę, ani wewtę. No i widoczków z samego szczytu nie było prawie :( Choć ta poszarpana skała ledwo widoczna we mgle też ma swój klimat! Ale widoczki były wcześniej :) A brak wiatru miał też zaletę – na wierzchołku było względnie ciepło, nie odczuwało się aż tak zimna. Ale my tam i tak jeszcze wrócimy :) - przejść ze spokojem, przy dobrej pogodzie, no i przede wszystkim od północy, żeby zobaczyć tę długą połoninę.
Tak w ogóle to pierwszy dzień miał być na odpoczynek i rekonesans. Właściwe łażenie miało być dnia drugiego. No ale wyszliśmy na ten zwiad o 14 (czasu pl) i szło tak dobrze, że postanowiliśmy atakować. Spieszyliśmy się przy tym, żeby nie wracać o zmroku. Chwilę przed 17 byliśmy na szczycie, szybkie zdjęcia tego mleka na wierzchołku, i wracaliśmy już do turbazy, zaszliśmy o 19.
Następnego dnia rano pogoda bez większych zmian, więc decyzja o wcześniejszym odwrocie zapadła.
Spaliśmy w drogiej chyba jak na tamte warunki turbazie-hoteliku (pokój z łazienką!) za 70 hr od osoby! A spod fasady zwodniczego luksusu wypełzła prawda pod postacią dykty (zamiast wyrwanej w tym miejscu deski) zapadającej się pod głową w łóżku!
A ludzie w wiosce raczej mili. Elegancki sklepik, miła pani, która na końcu jeszcze życzyła nam szczesliwu coś tam...pewnie szerokiej drogi.
Niestety nie obyło się bez przykrej przygody z ichnią milicją-drogówką o wymownej nazwie DAI. Zatrzymali nas w drodze powrotnej w Starym Samborze właściwie bez powodu (innego niż obca rejestracja) i chcieli zabrać kolegę (oczywiście trzeźwego – wypił wieczór wcześniej 1 piwko) na badanie alkomatem do Lwowa (bo w samochodzie nie mieli:/) i grozili mandatem 3500 hr! I na dość długo udawali nieprzekupnych, co nas dosyć przestraszyło. Chcieli gdzieś tam odholować samochód. A potem oczywiście skończyło się na 50 zł, co – jeśli się nie mylę, na Ukrainie jest dość wysoką łapówką, więc trafili na niezły łup. Dopiero potem w internecie wyczytaliśmy że takie numery są nagminne i najważniejsze to nie dać się zastraszyć.
No, to tyle, nie zaśmiecam już wątku.
Pozdrawiam!
To świetnie że się nasze rady przydały.
na zdjecia czekamy :)
Don Enrico, czy słusznie wyczuwam ironię z nutką goryczy? Ależ rady się przydały! Ten galimatias ze szlakami i ścieżkami - przez wszystkich inaczej opisywanymi - skłonił do dalszych poszukiwań! Zatem było to stymulujące! :D
A co do zdjęć, wrzuciłem parę dla rodziny, jest tam mieszanka zdjęć robionych przeze mnie i kolegę:
http://picasaweb.google.com/vunnsal/...ihkfm18ujm3QE#
A co do milicji, czy ktoś z Was też miał takie nieprzyjemności z tymi łobuzami? To chyba łowcy łapówek, prawidziwi współcześni Beskidnicy! ;)