Robert będę malkontentem - a gdzie ilustracja foto? Ale dobrze, że dorzuciłeś parę drewienek do ognia.
Wersja do druku
Robert będę malkontentem - a gdzie ilustracja foto? Ale dobrze, że dorzuciłeś parę drewienek do ognia.
heheh tryskająca humorem:) dobre towarzystwo to i dobry humor.
A nie wspomnę,że to był mój najlepszy dzień i najpiękniejsze widoki:))))))))))
Szkoda że nie opisałeś drogi powrotnej,czyli chodzenia po wodzie...hihihi
Powoli piszę, bo mnie Wena zdradziła z.... /niedomówienie/
Z czasem i dojdziemy i do chodzenia po wodzie....
I zdjęcia też wstawię...
W pracy się porobiło i na nic czasu nie mam, no prawie na nic.
Pozdrawiam
Wysyłam zdjęcia do ostatniego postu.
Precz z pracą...że tak powiem:D
Mógłbym napisać: do roboty, dość opier..niczania, ale.. mnie nie wypada, ja nie lepszy.
Nie poganiajcie Roberta, on teraz do innych ognisk dokłada.
Nie poganiam...ale tak jakoś...piszę, żeby nie zniknęło w ogonku tematów:)
Cóż….
Minęło sporo czasu od kiedy napisałem w tym wątku, to co napisałem. Wena mnie zostawiła… Paru osobom obiecałem, że dokończę i nie dokończyłem. Przepraszam. Ale zbieram się w sobie…
I wiecie, co mnie zdopingowało do dokończenia? Od tamtego czasu odbył się X Jubileuszowy KIMB. I co? I nic. Żadnej relacji… Cisza, czyli silence. Wiem, ze się odbył, bo rozmawiałem z uczestnikami. Ale, żeby jakąś relację machnąć dla tych co nie mogli być, to nie…
Zabieram się do pisania, a dużo tego nie będzie…
Pozdrawiam
Od maja pamiętnego roku minęło parę miesięcy, więc wybaczcie Bertrandowi luki w pamięci ale obiecuję, że będę się starał…..
Piotrkowy napitek jak zwykle wszystkim smakował. I jak ro z dobrym trunkiem bywa szybko się skończył. Okazało się jednak, ze nie tylko ja coś miałem w plecaku. Czas szybko mijał w przyjacielskiej atmosferze. W końcu zebraliśmy się do drogi. Nie, żeby powrotnej. Postanowiliśmy pójść nad San. W tamtej okolicy trzeba mieć pecha, żeby idąc prosto nie trafić nad rzekę. Ruszyliśmy w kierunku wskazanym przez Stałego Bywalca. Przez łąkę, lekko pod górę. Taki sobie spacerek po trawie. Z daleka zza rzeki połyskiwała kopuła. Niestety, to już nie po naszej stronie…. Minęliśmy niewielkie wzniesienie i zeszliśmy w dół. Nie, nie do Sanu. Najpierw zatrzymaliśmy się w pewnej Rezydencji. Rezydencja była pusta i zamknięta. Jej plusem jest to, że ma taras. Zmęczeni wielkim wysiłkiem na jaki musieliśmy się zdobyć aby tu dotrzeć z bacówki zalegliśmy na rzeczonym tarasie. Okazało się tam, ze nasze plecaki są bez dna. Na stole pojawiło się szkło. W końcu poderwałem Towarzystwo do zejścia nad najpiękniejszą po Warcie rzekę w Polsce. Żartów nad rzeką było sporo ale jakoś nikt się nie odważył przejść na drugi brzeg. A wody w rzece niewiele było i po kamieniach dało by się. Nikt też się nie kąpał, a szkoda.. Liczyłem na Miss Mokrego T-shirta. Może następnym razem. Wróciliśmy do Rezydencji ale tylko na chwilę. Po burzliwej naradzie jednomyślnie postanowiliśmy wracać do naszych Rydwanów inną drogą. Podobno będzie mniej błota. I co się okazało? Stały Bywalec miał rację błota jest znacznie mniej. Idziemy przez las, ale już bez takiego entuzjazmu i humoru. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że wycieczka dobiega końca. Nie zdajemy sobie sprawy z jednego…