Ha, nie wiem czy nie skrócić tej relacji, bo samo Roztocze i aż do centrum landu Lachów żeśmy zakręcili, przez Solec Nad Wisłą ... :D, lecz na razie więcej nie zdradzam ;)
Wersja do druku
Tego dnia mieliśmy wrócić do Rybnicy po bety i ruszyć dalej, na Wapielnię (najwyższe wzniesienie Roztocza Środkowego, na którego szczycie jest rezerwat) gdzie planowaliśmy nocleg `na dziko`, lecz w okolicy tego rezerwatu, a nie w nim samym... z relacji znajomych tego dnia w nocy miał przejść front burzowy dlatego mocno się zastanawiałem nad obraniem właściwego miejsca na ten nocleg, ale o tym później, a w tym czasie miło spędzaliśmy go chodząc po Czartowym Polu, z którego w kierunku wsi Nowiny na skrót przez las nad rzeką Sopot odbiliśmy... duża tam skarpa po jego wschodniej na tym odcinku stronie, wrzyna się z krawędzie roztoczańskie tu jeszcze na równinę więc ryje tu głęboko... puściliśmy się szosą przez Nowiny, ale blisko malownicze progi spotu szumem swym o swym istnieniu znać nam dające nie pozwoliły na to byśmy obok nich obojętnie przejechać mogli ;) więc zeszliśmy do rzeczki i chwilkę posiedzieliśmy na kładce mocząc nogi i brodząc ciut, towarzystwa dotrzymał nam sympatyczny `burek`:D
Załącznik 25452Załącznik 25453
z Nowin zaczęliśmy powolny powrót do Suśca, ale ale...powolny ...przejeżdżając przez tory kolejowe i jadąc przez las w kierunku wsi Grabowica po prawej stronie ujrzeliśmy jakieś bagna/torfowiska/cuś podmokłego, z ciekawą szatą roślinną, jakby watą nad łąką, białe to to było... o i tablica informacyjna, więc zaraz do niej skręciliśmy i w ten rezerwat na brzeg trochę poszliśmy. Tak więc kolejny rezerwat (Rezerwat Nowiny)... Lucyna porobiła roślinom bagiennym `parę` zdjęć, a że lubi roślinki w dużym powiększeniu to jest i rosiczka ze swymi lepkimi `ząbkami` :D
Załącznik 25454Załącznik 25455Załącznik 25456Załącznik 25457
ruszyliśmy dalej... za lasem skrzyżowanie i na wprost `cieliśmy` na Grabowice, gdzieś po lewo został Majdan Sopocki... i tu widoooki...teren faluje przepięknie jak to na Roztoczu ;)... w sumie w tym momencie na nie się `wspinaliśmy`... fale, fale, fale...
Załącznik 25459Załącznik 25460
Dojechaliśmy do skrzyżowania z Grabowicą i w prawo na Susiec, lecz w połowie drogi do samego Suśca stwierdziliśmy, że zajedziemy przez pola na stacje PKP w Suścu i cieliśmy na przełaj w lewo, zresztą na mapie był zaznaczony w tym polu punkt widokowy którego nie mogliśmy pominąć :D. Ze stacji do sklepu zakupić na wieczór co nieco... po tym do agro... pogadalimy jeszcze z gospodynią o czasach II wojny jak tu było co jej babcia opowiadała... Już popakowani, klucze zdane, ruszyliśmy do szosy Susiec - Bełżec i w stronę Bełżca, lecz zaraz po przecięciu torów kolejowych skręciliśmy w lewo i wzdłuż nich do Potoku Łosinieckiego, tu zapach szamba, a jednak ludzie zlewają (zapach pare razy nam towarzyszył nad potokami, ech)...cóż rowery poprzenosiłem i brodząc za strumykiem buty wzuliśmy i dalej tu dobiliśmy do szlaku na skraju lasu, ale ten pieszy (zielony im. Władysławy Podobińskiej) jakby nikt a nikt nie chadzał (choć widać że malunki całkiem świeże) czasem nam znikał, czasem z mapą znów go najeżdżaliśmy, sarny czmychły prawie spod kół ;) teren zwał się według mapy`Niwa`, wyniesienie w terenie, stąd widać było na południe Wał Huty Rózanieckiej i to miejsce z którego niedaleko na Hutę - Szumy zjechaliśmy dnia poprzedniego, czyli po drugiej stronie Tanwi, można powiedzieć, że tamto to jeszcze Południowe Roztocze było... drogi dojazdowe do pół pozarastane, nieraz głogiem i tarniną więc prowadziliśmy rowery by opon nie poprzebijać... ale wzmacniając się złocistym i pocąc niemożebnie brnęliśmy przez trawy momentami szarpiąc rowery tyle jej było... :D
Załącznik 25461
zaległe zdjęcia do powyższego fragmentu relacji ;):
Załącznik 25464Załącznik 25463Załącznik 25462Załącznik 25465
na pierwszej fotce pola pomiędzy Majdanem Sopockim a Grabowicą widok parę metrów od szoszeji w kierunku północnym
na drugiej z `Niwy` widok w kierunku Wału Huty Różanieckiej po drugie stronie Tanwi
przez pola szukając zielonego szlaku, zjazd z `Niwy`
Ropucha , piękna :)
dojeżdżalismy przez pola (gdzie starsze kobiety wraz córkami i wnuczkami zbierały truskawki) do wsi Kunki, gdzie dokonaliśmy zaopatrzenia w piwo Trybunalskie (na tej wyprawie było hitem:D) i coś tam jeszcze do jedzenia plus świeca która po tym posłużyła do rozpalenia ognicha pod Wapielnią...
Załącznik 25466Załącznik 25467Załącznik 25468
...a teraz odnaleźć Wapielnię... Pokazaywała nam się w `falach Roztocza`, więc wiedzieliśmy, że jedziemy na nią wprost, lecz jeszcze znaleźć się pod nią, wjechać i poszukać miejsca na nocleg `odpowiedniego`... Malownicze opłotki wsi Łasochy, w iej to przecięliśmy jakąś główniejszą trasę, okazało się, że z Józefowa na Tomaszów Lubelski albo odwrotnie, jak kto woli... :)
i pojechaliśmy zielonym szlakiem, od Kunek nas cały czas prowadził, ale niedaleko w lesie postanowiliśmy dać mu spokój i pojechaliśmy za traktorem, który tlepał sie przed nami... wyjechaliśmy na skraj lasu, zostawiłem rower i przebiegłem kawałek pola i jest... Widzę ją ;D jej zachodnią stronę... WAPIELNIA, ach... Po rower i drałujemy miedzą do drogi śródpolnej, która prowadzi nas wprost na samą górę... pod szczytem i na granicy samego rezerwatu jest wiata, informacja i miejsce na ognicho... parę romantycznych fotek i zwiedzamy rezerwat... różny tu starodrzew, klony, graby, buki, jodły, przepiękne okazy no i miejsca po dawnych wyrobiskach gdzie ludzie skalę wapienna pozyskiwali... po tym ognicho robimy kolo wiatki i czekanie na zachód... zjechjaliśmy trochę w dół drogą, którą tu podjechaliśmy i na ugorze z lewej rozbiliśmy namiot, rowery dalej do zagajnika, co by pioruna na siebie nie ściągnąć w miarę od najwyższej jodły z dala (z tego to zagajnika) co by posłużyła za piorunochron jakby co, ale nie za daleko co byśmy sami za cel elektryczności nie posłużyli... lecz w nocy burzy nie był, front sie spóźnił... :)
Załącznik 25469Załącznik 25471Załącznik 25470Załącznik 25472Załącznik 25473Załącznik 25475
reszta fotek do części tej relacji:
Załącznik 25476Załącznik 25477Załącznik 25478
na pierwszych dwóch to ten ugór
na trzecim to te romanse pod Wapielnią :D
... ide w kime, dalej jutro... ;)
W nocy, jakby ktoś chodził przy namiocie i dotykał delikatnie jego krawędzi. Odziałem się szybko i tak jakiś czas leżałem. Delikatne szemeranie czasem się powtarzało ;). Stwierdziłem jednak, że to jakaś nornica musiała być... Rano poskładaliśmy wszystko, zapakowaliśmy na rowery, wjechaliśmy jeszcze raz pod Wapielnię, zjedliśmy śniadanie pod wiatą i ruszyliśmy przez pola stronę wsi Łuszczacz. Tu w sklepiku dokonaliśmy zaopatrzenia i znów w pola w kierunku wsi Róża, do której nie dojechaliśmy... Przestałem kontrolować mapę, tak się dobrze jechało, podziwiając widoki wyjechaliśmy w kolonii Nowinki z której prosto, z górki, skrajem lasu do asfaltu Jozefów - Tromaszów Lubelski. Pojechaliśmy nim do Ciotuszy Starej. Z szosy odbiliśmy do źródeł rzeki Sopot zaznaczonych na mapie jako wartych zobaczenia ;)... Skręcając z szosy trafiliśmy na szlak rowerowy i nim to dojechaliśmy do owych źródeł jadąc lasem, w którym, w zasięgu oka wił się przepięknie Sopot, przezroczysta woda zachęcała do zamoczenia umęczonych stóp. Przy źródłach odpoczęliśmy podziwiając je. W tym miejscu spotyka się lub żegna, jak dla kogo, centralny szlak Roztocza (niebieski) z owym rowerowym (zielonym), lecz my poza szlakami uderzyliśmy na Wólkę Husińską, gdzie zasięgnąwszy języka u miejscowych, coby się upewnić jak dalej przez te pola na Malewszczyznę wieś dojechać, ruszyliśmy w dalszą drogę, za wsią tuż, odbiwszy od głównej polnej, która miała nas prowadzić i na którą zaraz wróciliśmy, odbiliśmy w lewo jakie pół kilometra pod Górę Popilarkę, z której na mapie `wynikał` punkt widokowy... Minęliśmy skręcające w te stronę dwie kobiety, babcię z wnuczką, które tachały platonki... Dojechawszy
i nasyciwszy oczy panoramą, dwie kobiety doszły do nas w tym czasie i wywiązała się rozmowa, której jednym z wątków były `dzikie pola poziomek`, a których ponoć kiedyś było znacznie więcej, a teraz suche lata są... Okazało się, że tam gdzie staliśmy i toczyła się rozmowa, mają swe pole truskawek, bo zaraz po dojściu zaczęły zbierać... Starsza kobieta zachęciła nas do jedzenia, do czego się zabraliśmy, aż piach miło w zębach chrzęścił... ;)... Po czym ruszyliśmy w dół do rozstaju, który tak nie dawno opuściliśmy tuż za Wólką, i uderzyliśmy w prawo,
w kierunku owej wsi Malewszczyzna zwaną, pod górę na wierzchowinę hajda i znów widoki... Fale, fale łąk, fale pól, lasy... Pola, łąki, upał, skowronek treluje... Zszedłem i na rozstaju śród pól padłem na trawę przy zbożu nakrywając głowę kapeluszem... i drzemałem... otworzyłem złociste, leżąc tak i łykając od czasu do czasu... Lucyna jak się okazało, wzięła aparat i poszła w łąki
i pola... Skowronek nadlatywał czasem tam gdzie leżałem i trelował jakby do mnie coś czuł ;) chciał mnie sprawdzić być może, czy nie zjem mu młodych i odgonić... Okazało się ;) jednak,
że nie mam takich zamiarów, cieszyło mnie bardzo, że tak pięknie mi przyśpiewuje :D z dwa razy nademną trelował... Cudnie... Upał, uff... Odpoczynek na wierzchowinie śród pól w sercu Roztocza, cudnie... Wrócimy tu za rok ;)
Załącznik 25487Załącznik 25483Załącznik 25485Załącznik 25486Załącznik 25482Załącznik 25484Załącznik 25488Załącznik 25490Załącznik 25489
- pierwsza fotka: od Wapielni w stronę wsi Łuszczacz
- dwie następne u źródeł Sopotu
- (4 fot.)babcia z wnuczką co je minęliśmy
- (piąta fotka) widok z Góry Popilarki dokąd doszły kobiety ze zdjęcia wcześniejszego i gdzie wywiązała się `owa` rozmowa :D
- ostatnie fotki: powrót na główną drogę polną ;) i śród pól jazda w kierunku wsi Malewszczyzna
... Przed Malewszczyzną jeszcze, od lewej strony wśród pół dobił do naszej drogi polnej szlak niebieski centralny, równolegle w sumie do nas ciągnął od pewnego czasu i pewnej odleglości tylko inną droga :)... Dojechaliśmy nim do szosy relacji Jozefów - Zamość, przy której ta owa wieś Malewszczyzna leży, lecz została nieopodal z prawej strony przy tej szosie ruchu większego,
a my ją przecieliśmy i w las po drugiej stronie, dobijając do węższej szoski za czas krótki, zeskoczywszy na chwilę do poziomek, przez wieś Hucisko. Tu wedle mapy dość wysoko byliśmy, momentami konkretne podjazdy i zjazdy, malownicze widoki i het w dal, choć stąd zdjęć nie mam... :) ... Szlak niebieski gdzieś zniknął, my cisneliśmy na Guciów, który był głównym celem. Piachów mieliśmy na razie dość, zresztą wiedziałem, że jeszcze przez łachy jego dziś jechać będziem ;)... Przez wieś Stara Huta w której to szlak niebieski znów nas odnalazl wyskakując skądś z lasu z prawej strony zza opłotków wsi :D... Pomknęliśmy wszyscy razem na jej skraj wpadając poprzez niego w las, jadąc bitą szutrówką, aż do skrzyzowania i skrętu w prawo na Lasowce
i Gorę Dach, za którą to Guciów leży w pięknej Dolinie Wieprza... Pod Lasowcami wedle mapy w 1943 byly potyczki... Po tym skręcie w prawo na Lasowce szutrówka jeszcze szersza i bardziej bita ;)... Przez Lasowce, ładne miejsce, miło, słonko przygrzewa, a tu z dala dobiega grzmot i chmury pojedyncze takie nabrzmiałe, parno się zrobiło, skądś burza ściągała... My przy Górze Dach z Lasowców w las i skrajem Parku Narodowego Roztocza w okolicy przez bukowy las, ścieżką dydaktyczną w dół, podziwiając odchodzące na boki głębokie wąwozy... Do Guciowa,
do Guciowa na dole...Ostro z góry było i na hamulcach to wszystko, bo naprawdę mozna sobie tam kuku zrobić puszczając za bardzo cugle, rower sam leci i nabiera prędkości bardzo szybko. Drogę tam wyłozono od pewnego momentu betonowymi płytami z takimi wielkimi okami... Na dole zaczekałem na Lucynę z większym rozmysłem jadącą i z drogi tej co nas z góry wyprowadziła na szosce w lewo... To już Guciów był. Do skansenu z kilometr dobry... ;)
... To już fotki ze skansenu:
Załącznik 25491Załącznik 25492Załącznik 25493
Dobry bimber do obiadu jak się zamówi cokolwiek do jedzenia na życzenie dostać można...Owy bimber zowie się `Wilgoć Wąwozu`, podobno wzrok się po nim wyostrza i wszystkie zmysły,
a umysł przezroczystym się być zdaje... tako prawda... ;) Jezusiczku!... Zsiadłe mleko tam mają w menu... Prawdziwe zsiadłe mleko... Jak ja dawno tego nie piłem, ach... Wyżłopałem całą miskę... Posiedzieliśmy troszkę w tym skansenie coby nie zwrócić za szybko tego za co zapłaciliśmy :D
Celem następnym był Zwierzyniec i kamping z polem namiotowym o nazwie ECHO... Kamping świetny, polecam każdemu kto tam nie był...
A kible są już nowe na kempingu ? :wink:
sorrki- jeszcze jeden mój ''wtręt''- z Lasowiec , zjazd w dół i bylibyście w Potoku Senderkach :wink:. Godne są tam zobaczenia sztolnie , po kopalniach kamienia . Cóż, samo ich odnalezienie wymaga cierpliwości. A wejście / raczej wpełznięcie / wymaga odwagi / nie polecam osobą o słabych nerwach :mrgreen: i klaustrofobii 8-) !!!!! / . Sam miałem pietra troszeczkę- zwłaszcza po oględzinach prastarych stempli - palec wchodzi w nie niczym w masło :twisted: !!!! Ale penetracja korytarzy i różnych odgałęzień- niezapomniane !!! i robi wrażenie !!! ...cóż, wieczorem moja kobieta miała zajęcie- wyciąganie licznych kleszczy ............:wink: