Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Znalazłem jeszcze jedną nieprawidłowość w swojej relacji :oops:
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach w bardziej doświadczonym towarzystwie.
Zataiłem bardzo istotny element poznawczy. Oczywiście chodzi o Bieszczadzkie Forum Dyskusyjne. Nie pamiętam od kiedy poczytywałem relacje i różne przydatne ciekawostki, ale od 14.04.2007 r. zacząłem również je podglądać. Nie będę wymieniał i faworyzował tych, którzy wnieśli najwięcej, gdyż jest ich wielu a gdybym kogoś pominął to mógłbym się niepotrzebnie narazić:). Kiedy napisałem coś po raz pierwszy?, tego już nie wiem, domyślam się tylko, że mogła to być tematyka dotycząca zdjęć. Czyli śmiało można napisać i być w pełni przekonanym, że forum było, jest i jeszcze bardzo długo będzie potrzebne.
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.
Jimi - mam nadzieję, że czy solo, czy w duecie, trio, kwartecie czy jeszcze większej grupie - Twoje chaszczowanie w tym roku pięknie się rozwinie i zaowocuje urodzajem relacji :))
Bo odwagi to z pewnością Tobie akurat nie brakuje :))) - kojarzę te relacje, które już napisałaś - chwilami cierpła mi skóra ;)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Fajnie, cieszę się Asiu, czasem zastanawiam się czy ktoś to w ogóle czyta (jak pisał Heniu). Dziś rozmawiając z kolegą o tym temacie bojaźni, powiedział mi (niezbyt odkrywczo), że są dwie drogi - chodzić albo nie chodzić ;P Z racji, że druga droga w ogóle nie wchodzi w grę, trzeba zacisnąć zęby i iść. Czuję się jak kilka lat temu, gdy bałam się samej chodzić po Bieszczadach (ze względu na zwierzęta jakie spotykałam), wówczas postanowiłam się do tych szmerów przyzwyczaić, bo innej możliwości na ten NAŁÓG nie było. Z kolei w sytuacji gdy idę w dwójkę (np. z sąsiadką na rogi) to zupełnie niczego się nie boję, mimo, że spotykamy ślady np świeżego dzikiego polowania, lub ona ma jakieś urojenia, że widzi wilki -to ja jestem tą osobą, która uspokaja całą sytuację. Więc w dwójkę nie ma strachu, można się swobodnie cieszyć wędrówką. Dzięki wam za te wszystkie relacje na forum!! To właśnie dzięki nim mam nadzieję, że w końcu napiszę coś swojego o ile czas na wędrówkę pozwoli :)
5 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem.
Asia pyta o zdjęcia to zamieszczam: rano zaskoczył mnie śnieg, cerkiew przed remontem, ach te konie, jesienno-zimowy krajobraz. Załącznik 33768Załącznik 33770Załącznik 33771Załącznik 33772Załącznik 33769
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Fajnie Asia i Jimi podyskutowały o pewnych wrażeniach emocjonalnych, które są siłą napędową wszystkich bieszczadzkich wędrówek. Strach jako tak, na pewno wszystkich dotyczy, tylko w zależności od indywidualnej wrażliwości:), będzie różnie odbierany. Czasami mobilizuje, a czasami paraliżuje nasze reakcje. Jednak posmak adrenaliny, jest tak przyjemny, że nie rezygnujemy z następnych wypraw. Natomiast o rozsądku, czy bardziej o rozumie, piękne motto cytuje sir Baryl, które wielokrotnie sprawdziło się w moim przypadku.
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem.
Czyli, gdy byłem tym samym miejscu w czerwcu w 2011r. to jeszcze tej listy nie było. Twoje zdjęcia są jak z bajki, a konie "skubiące" śnieg - niesamowite.
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
W dniu 23.06.2010r. o godz. 7:30 podjechałem pod Dybasiówkę w Liszczej, aby zrealizować zamiar wdrapania się na Hyrlatą i Rosochę, w niekonwencjonalny sposób. W gęstwinie różnych, bardziej lub mniej widocznych i zarośniętych ścieżek, odbiłem niepotrzebnie zbytnio w lewo, ale dzięki temu miałem więcej kontaktu z dziką przyrodą.
Załącznik 33785
Zarastające drogi zrywkowe zakończyły swój żywot, a ja stanąłem oko w oko z nieprzetarty szlakiem.
Załącznik 33787
W okolicy Bukowiny trafiłem na wiszący mostek, który przetestował mój stan równowagi nie tylko psychicznej.
Załącznik 33790
Po pokonaniu bezimiennego potoku trafiłem do miejsca opanowanego przez jakieś złe moce. Rozszalał się wiatr, połamane konary spadały na ziemię, a moja podzielność uwagi została wystawiona na ciężką próbę. Podłoże pełne nierówności, a z góry lecą gałęzie. Głowa poruszała się we wszystkich kierunkach jak u wańki-wstańki. Dodatkowe informacje, które zobaczyłem na drzewie, uświadomiły mi, że znajduję się na czyimś terenie łowieckim.
Załącznik 33791
Gdy wszedłem na sporą polanę zarośniętą łopianami (chyba), nastąpiła raptowna cisza, co ponownie dziwnie mnie zaskoczyło. Przynajmniej mięśnie szyi mogły powrócić do równowagi. Już bez większych emocji dotarłem do wydeptanej ścieżki łączącej Hyrlatą z Rosochą i po krótkiej chwili zaparło mi dech w piersiach. Widok zarysu Tatr oddalonych o ok. 160 km oraz poszczególnych pasm górskich, przez kilkanaście minut rekompensował wcześniej przeżyte emocje.
Załącznik 33792
Jeszcze kilka minut i dotarłem na najwyższy szczyt Hyrlatej, czyli Szymowa Hyrlata 1103.
Załącznik 33793
Jak przystało na tak atrakcyjny szczyt, to i widoki muszą być wspaniałe, zarówno na południe jak i na zachód. Pięknie prezentujące się pasmo graniczne z jasną plamką zabudowań w Solince i te połacie borówek, które nie załapały się na tym zdjęciu. Ci którzy tam byli, to na pewno widzieli, a ci którzy się wybiorą, to zobaczą. Pozostali muszą uwierzyć:).
Załącznik 33794
Po długim delektowaniu się widokami z Hyrlatej, ruszyłem na południe w kierunku Rosochy. I tu również miła niespodzianka widokowa, tym razem na północ. W oddali Durna oraz już bliżej Łopiennik w towarzystwie Boroła, Łopieninki oraz Horodka.
Załącznik 33795
Zejście z Rosochy w towarzystwie bukowego lasu bardzo przyjemne i relaksujące. W końcowym etapie pokręcona droga zrywkowa została przecięta potokiem Roztoka, który schłodził rozgrzane stopy.
Załącznik 33796
Rozgrzane słońcem sążnie drewna poukładanego wzdłuż drogi, zachęciły mnie do relaksu, w pełnym tego słowa znaczeniu:).
Załącznik 33797
Teraz już tylko stokówką, po przejściu 12,6 km, o godz. 14:10 dotarłem ponownie do Dybasiówki z pozytywnym nastawieniem do dalszych podobnych wycieczek.
10 załącznik(ów)
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Była Hyrlata i Rosocha, więc nie wypadało pominąć Matragony. Następnego dnia, czyli 24.06.2010r. pomimo, że niebo nie wróżyło nic dobrego, podjechałem na przełęcz Pryslipce i postanowiłem zmierzyć się z Matragoną. Wolno udałem się w kierunku Szczerbanówki, aby znaleźć w miarę dogodne wejście do lasu.
Załącznik 33831
Po kilkudziesięciu metrach, zwierzęca ścieżka doprowadziła mnie do polanki z widokiem na szczyt Matragony.
Załącznik 33832
Dalsze przemieszczanie uatrakcyjnił dość stromy stok z nadzieją na pewne widoki.
Załącznik 33833
Jednak w porównaniu z Hyrlatą zastane widoki lekko mnie rozczarowały.
Załącznik 33834
Po krótkim pobycie na szczycie, podyktowanym potrzebą uzupełnienia utraconych kalorii, zacząłem przemieszczać się w kierunku Solinki. Przez pewien czas towarzyszył mi przepiękny śpiew samotnego ptaszka ukrytego wśród listowia, a na trasie pojawiły się reszki wojennych okopów.
Załącznik 33836
Obok, siły natury wyładowały swoją energię na rosnących tu drzewach.
Załącznik 33837
Po wyjściu z lasu, zobaczyłem pasmo Hyrlatej i Rosochę na horyzoncie.
Załącznik 33838
Gdy znalazłem się obok nieczynnych retortów, zastanowił mnie widok betonowych bloków. W jakim celu zostały tu umieszczone i jakie miało być ich przeznaczenie?.
Załącznik 33839
Rytm dalszego marszu był podyktowany odległością, pomiędzy poszczególnymi podkładami toru kolejki. W jednym miejscu zachował się nawet przyczółek dawnej, drugiej nitki torów.
Załącznik 33840
Następnie, zmieniłem szlak kolejowy na drogowy i po 4.5 godz. dotarłem do przełęczy Pryslipce. Szczyt Matragony otulony mgłą, nie wróżył przyjaznej pogody na dzień następny.
Załącznik 33841
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
Lubię Matragonę, chyba najbardziej za jej nazwę :) Kojarzy mi się ona z tęsknotą za górami, ponieważ w pracy na komputerze miałam ją na tapecie :) Kojarzy mi się też ona z silną kobietą albo zwycięstwem. Szłam na nią tak samo jak ty ale schodziłam inaczej, przez Balnicę.
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
... a ja tam byłem wstyd się przyznać :oops:, ale na przełomie lat 80/90... pamiętam dobrze tylko te tory, jakoś one najbardziej mi utkwiły ... może najwyższy czas znowu tam się wybrać....
Odp: Nasze wędrowanie po Bieszczadach
...a ja, jeszcze bardziej mi wstyd,...wybieram się w tym roku po raz pierwszy na Matragonę...dzięki Zbyszku za relację i ...motywację