Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
[QUOTE=Jimi; Skoro Baranie jest tam, to gdzie ja jestem... ?!? [/QUOTE]
Gdybyś dodała jeszcze do tego tekst "Kto mógł to zrobić?" :)
Ale i tak od razu skojarzyło mi się to z tekstem i miną Sztyca z Vabank 2, biegnącego po polnej drodze i widzącego polskie znaki drogowe.
Kto wie, może Jimi nam w dalszej części napisze kto jej to zrobił?
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Ta dziewczyma zadziwia mnie totalnie ale niestety rozminęliśmy się o jakieś dwadzieścia lat. Gdy doszedłem do samolotu nie mogłem się nadziwić, że on stoi na całych kołach, jak pamiętam to nawet kauczukowych. Na cmentarzu znalazłem nazwisko naszego dawnego proboszcza - Mareś(ludzie powiadali że był Słowakiem). W to miejsce przywiodła mnie upiorna nazwa: "Dolina Śmierci" i chyba w Szwejku było napisane, że czasem żołnierze z obu stron biegli z białymi flagami(lepsze to niż masakra) i niewiadomo kto miał przyjąć poddanie się.
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Partyzancie, nie ukrywam, że gdy zobaczyłam, że napisałeś, pomyślałam -"czym znowu mi dogryzie?" a tu miłe słowa. Ale czym właściwie zadziwia?
Nie da się ukryć, że ta trasa była akurat dla mnie jak znalazł. Oczywiście świadoma byłam walk jakie rozegrały się na Przełęczy Dukielskiej i okolicach ale nie spodziewałam się, że tyle pomników historii zastanę na swej trasie i to nie tablic ale pomników sił zbrojnych, bunkrów -czyli tego, co mnie najbardziej kręci.
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
W to miejsce przywiodła mnie upiorna nazwa: "Dolina Śmierci" i chyba w Szwejku było napisane, że czasem żołnierze z obu stron biegli z białymi flagami..
Partyzancie - mylisz wojny !:mrgreen: Szwejk - to I WŚ a "Dolina Śmierci" to II
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Nie byłem precyzyjny to fakt a Jimi zadziwia mnie z bardzo wielu powodów. Kto to słyszał o takiej odważnej dziewczynie, ja dotąd nie słyszałem.
4 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Usiadłam i wyciągnęłam kompas. Północ była raz tu, raz tam. Rozmagnetyzował się. Znów poczułam doskonale znane mi już uczucie beznadziei w górach. Gdy to opowiadałam wróciwszy, koleżanka powiedziała, że ona to by w tej sytuacji usiadła i płakała. Ale czy płacz by mi w jakiś sposób pomógł? Nie byłam pewna do końca gdzie jestem. Obstawiałam szczyt Skalne, ponieważ innej opcji właściwie nie było. Ale cały czas coś mi nie pasowało. Nie pasowały mi kierunki geograficzne. Gdyby kompas działał, poczułabym się zdecydowanie pewniej. Byłam bezradna. Odszukiwałam na mapie, czy jest jakiś inny szczyt na którym jest wieża -ciężko było mi uwierzyć, że tak zupełnie oddaliłam się od Baranie (słow. Stavok). Nagle zobaczyłam, że mam polski zasięg. Zapytałam kolegi, czy na Baranie jest wieża konstrukcji szkieletowej. W odpowiedzi usłyszałam, że chyba tak. Na mapie jakaś zaznaczona niby ścieżka od Skalne na Baranie. Normalnej ścieżki zupełnie nie było, tylko drzewa były jakby tu wycięte, co mogło sugerować, że to było kiedyś ścieżką ale po chwili się zamaskowała zupełnie. Dziwne, ścieżka, którą weszłam na Skalne była ogromna, niczym droga z Wołosatego na Tarnicę a na mapie jej nie ma, zaś na mapie jest droga ze Skalnego na Baranie, której z kolei nie ma w terenie. Właściwie na mapie wygląda, jakby ze Skalnego na Baranie było rzut beretem, więc pewnie dziwi was skąd taki problem robię. Dziś łatwo jest pisać, komentować siedząc w domku. Inaczej sytuacja wygląda, gdy się jest samemu w lesie a kompas się rozmagnetyzował i w zasadzie ciężko jest ci określić kierunek geograficzny -heh, mało tego, ciężko było mi określić, w którym miejscu jestem właściwie na mapie, ponieważ zupełnie absurdalne było dla mnie wejście na Skalne i miałam wrażenie, że poziomice układają się jednak inaczej. Kolega w sms'ie nazwał mnie dobitnie "ofiarą losową", co mi ogromnie poprawiło humor. W końcu kompas ułożył się w pozycji, która bardzo mi odpowiadała, więc postanowiłam trzymać się tego kierunku. Humor z powodu określenia mnie ofiarą losową zaczął mi ogromnie dopisywać, więc jeszcze bardziej energicznie zaśpiewałam na cały las: "rozkwitały pąki białych róż" i ruszyłam dalej. Wybrałam jedną z wielu północy, jaką wskazywał. Postanowiłam iść w miarę grzbietem w kierunku do Baranie. Potem lekko skręciłam, bo tak było dogodniej. Po jakimś czasie spojrzałam -zachodzące słońce oślepiło mnie z prawej strony. Skoro tam zachodzi słońce to znaczy, że tam jest zachód!!! W końcu jakaś rzetelna informacja! Ale z prawej?!? Przecież wystarowałam kilkadziesiąt minut temu na północ (to jest pewne) a skoro teraz zachód mam po prawej stronie to znaczy, że... idę na południowy zachód... Cholera, zawróciłam robiąc szeroki łuk. Już zupełnie straciłam orientację. Jedyne co było ważne, to iść na północ, kierując się słońcem. Mimo, że zmęczona (może nawet bardziej psychicznie niż fizycznie) to gnałam ile sił do góry na północ.
Zobaczyłam grzbiet. Hurrra -to pewnie grzbiet graniczny, tak przynajmniej wygląda. Już miałam pisać koledze sms, że w końcu dotarłam na granicę ale stwierdziłam ostatecznie, że napiszę, gdy faktycznie ją zobaczę. Weszłam na grzbiet. Niestety, to znów nie granica. Gnałam dalej nim na północ. Za chwilę... zaraz, zaraz... to odrapane drzewo już gdzieś widziałam... Ten kopiec z kamieni... niestety już też. W tym momencie się załamałam. Po półtorej godzinie łażenia doszłam znowu na szczyt... Skalne. W tym momencie można juz ogłupieć. Postanowiłam, że ma co już grać gieroja. Muszę wracać tak, jak tutaj weszłam, do punktu, gdzie ostatni raz widziałam szlak, bo wszystkie inne metody okazują się bezskuteczne. Znów przez te trawska. Idąc główną ścieżką lasem zobaczyłam łanię. Po kilku minutach drugą. Zwierzęta zaczęły wychodzić z kryjówek. Schodząc, doszłam do rozwidlenia, na którym byłam pewna, że zgubiłam trasę. Zostawiłam plecak i udałam się drugą ścieżką na zwiady. To nie ta. Więc dalej trzeba zawracać. Schodząc oglądałam się na wszystkie strony, głównie za siebie, czy już jest oznakowanie. Na bardzo charakterystycznym rozwidleniu w końcu doszłam do szlaku. Minęły już 2 godziny odkąd pierwszy raz stanęłam na Skalne. Była godzina 20. Patrzę - no szlak jest ale gdzie dalej on prowadzi? Czemu rozwidlenie jest charakterystyczne? Bo główna droga tutaj zakręca lub idzie prosto. Ja poszłam prosto. Niemożliwym było to, że trzeba było zakręcić. Oczywiście tego zakrętu dużego nie ma na mapie. Postanowiłam tutaj nocować, w lesie na Słowacji. Z rana, na spokojnie pomyślę, gdzie dalej. Za chwilę zobaczyłam coś na drzewie hen w krzakach. Podbiegłam, niedowierzając. Szlak nie prowadził prosto ani nie zakręcał -jak prowadziło skrzyżowanie. Tutaj trzeba było właśnie odbić w las. Odbicia zupełnie nie było widać z drogi. Dopiero gdyby się doń blisko podeszło, to można je zauważyć. Oznakowanie tutaj się prawie zatarło... Na takich rozstajach! A wy, mając do wyboru taką ścieżkę:
Załącznik 35064
I coś takiego:
Załącznik 35065 Załącznik 35066
Zastanawialibyście się w ogóle, że to tutaj trzeba skręcić? Poszłam z automatu, bo skrzyżowania nie było na mapie, więc oczywistym było dla mnie, że trzeba iść prosto. Gdy podeszłam bliżej, oznakowanie wyglądało tak:
Załącznik 35067
Postanowiłam tutaj rozbić namiot. Było już po 20, słońce już zaszło za górami, w lesie zaczęło robić się ciemno. Do Olchowca miałam 2 godziny drogi. Nie wiedziałam, jak dalej będzie wyglądać oznakowanie, więc nie zaryzykowałam.
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
... Kolega w sms'ie nazwał mnie dobitnie "ofiarą losową", co mi ogromnie poprawiło humor.
wiedziałem , że Cię podniosę na duchu :-P.Do tego , w końcu wygrzebałem z auta mapę i też mi wychodziło ,że jesteś na Skalnym:!: Myliło mnie tylko to, ze mówiłaś, iż wieżę widzisz tak ''daleko"
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Zapytałam kolegi, czy na Baranie jest wieża konstrukcji szkieletowej. W odpowiedzi usłyszałam, że chyba tak.
Zastanawiałem się przez chwilę, czy nie zaniosło Cię czasem na Rohule - też piękna wieża widokowa, choć o jeden podest wyższa. Teren ze zdjęcia mi tylko nie odpowiadał. Skalne niby na mapie zarośnięte, ale parę lat temu Słowacy przeprowadzili tam wycinkę w swoim stylu - nie pamiętam nazwy na taki sposób gospodarki leśnej - oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las.
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
W końcu kompas ułożył się w pozycji, która bardzo mi odpowiadała, więc postanowiłam trzymać się tego kierunku.
Słońce + zegarek w zupełności zastępują kompas ale to nie znaczy, że takiego błądzenia już po wszystkim miło się wspominać nie będzie :-)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
"oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las"
-Zgadza się. Wycięte były 2-3 szerokie pasy wielkości polan -widać to ładnie z Baranie. To właśnie takim trawiastym pasem wchodziłam na Skalne.
1 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Dlugi
Skalne niby na mapie zarośnięte, ale parę lat temu Słowacy przeprowadzili tam wycinkę w swoim stylu - nie pamiętam nazwy na taki sposób gospodarki leśnej - oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las.
Nazwa jest prosta - rębnia pasowa. Na mapie jest zaznaczona, ale jak się popatrzy na orto to bez kompasu i słonka niezły labirynt wychodzi ;)