Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
Dzień 7. po południu – kółeczko nam się zamyka
Jeszcze dwa zdjęcia domków z Bardiu
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360176.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360178.JPG
Idziemy już główną drogą przez Poienile de sub Munte.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1273.JPG
Gdy się ma hydrant koło domu, można sobie pozwolić na takie mycie okien
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1280.JPG
Poienile de sub Munte to duża wieś, będąca równocześnie sama dla siebie gminą, i to największa gminą w powiecie marmaroskim (Maramureș County). Na powierzchni ok. 300 km2 mieszka tu ok. 10 tys. ludzi. W przewodniku po północnej Rumunii z 2010 r. autorzy piszą: „Połączenia autobusowe z Viseu de Sus (kilka kursów dziennie) … uzupełniają liczne mikrobusy”. Wchodzimy więc na centralny plac z przekonaniem, że jeśli jakiś autobus na nas właśnie nie czeka, to na pewno przyjedzie za chwilę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1283.JPG
Autobus nie czekał. Nie przyjechał też wkrótce, nie znaleźliśmy nawet żadnego przystanku. Na pytanie „czym stąd można gdziekolwiek dojechać”, miejscowi zgodnie odpowiadali „schodzić drogą w dół i machać”. Przez pierwszy kilometr schodzenia samochody jechały tylko w przeciwnym kierunku. Przy składzie budowlanym zapytaliśmy podjeżdżającego właśnie kierowcę samochodu osobowego, czy mógłby nas podwieźć do Vişeu de Sus. Zgodził się bez szczególnego namawiania. Po półgodzinnej jeździe byliśmy na miejscu. Opłata, której sobie zażyczył, była bardzo symboliczna, nie wiem, czy mu na paliwo wystarczyło. Mam wyrzuty sumienia, że nie daliśmy mu więcej, niż powiedział. Ale z drugiej strony, nasz dług, i finansowy i w zakresie życzliwości, będzie można bez problemu spłacić w innym miejscu, w innym czasie i innym ludziom potrzebującym pomocy.
W Vişeu de Sus odnaleźliśmy pozostawiony prawie tydzień temu nasz samochód. Na ostatni nocleg wybraliśmy Pensiunea Alina, położony tuż przy „służbowym” przystanku kolejki. Z jego okien i balkonu mogliśmy obserwować wszystko, co się dzieje na stacyjce. A ruch był taki, jak na Lwowskiej w Rzeszowie:-) Większość transportu związana była z drewnem. Koordynacją ruchu pojazdów samochodowych, szynowych i konnych zajmował się pracownik w odblaskowej kamizelce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1291.JPG
Na torach odbywał się też ruch pieszy:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9102.JPG
Przyjechał pierwszy pociąg osobowy …
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1302.JPG
… i drugi pociąg osobowy:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9120.JPG
Potem przyjechał pierwszy pociąg z drewnem …
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360210.JPG
… i drugi pociąg z drewnem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1308.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1312.JPG
Przez cały czas zjeżdżania pociągów z góry, przy stacyjce spokojnie stał pojazd zaprzęgowy ze spokojnym woźnicą i równie spokojnymi końmi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1313.JPG
Pojazd czekał na ostatni wagon z ostatniego pociągu, który został tu odczepiony a jego zawartość przeładowana.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1326.JPG
W „pensionie” zjedliśmy obiad, który naprędce przygotowała gospodyni. Samochód stał na parkingu mocno strzeżonym.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1296.JPG
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
Z Poienile de sub Munte i okolicy (m.in. Pietrosa Budyjowskiego) mam jedne ze swoich najfajniejszych "górskich" wspomnień, ale to bardzo długa historia.
Teraz mi się to wszystko przypomniało i zatęskniłam :)
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
Cytat:
Zamieszczone przez
Basia Z.
Teraz mi się to wszystko przypomniało i zatęskniłam :)
Ja pewnie znam tę historię, ale może nie wszyscy znają? Trzeba by opowiedzieć ;-)
Przy przeglądaniu zdjęć przypominają mi się różne momenty, które w opowiadaniu pominąłem, jako niewarte wspominania. A teraz wydaje się, że mogły być ciekawe.
Dopowiedzenia - Bal na trotuarze
Z centrum Viseu de Sus do stacji Mocanity prowadzi ulica Cerbului. Jak wspomniałem na początku, poszliśmy tam zaraz po przyjeździe, by rozeznać możliwości przejazdu pociągiem „produkcyjnym”. Przy ulicy Cerbului, obok małego sklepiku, niemal całą szerokość chodnika zajmował stół i krzesła. Stół na toczonych nogach i tapicerowane taborety wyglądały na świeżo wyjęte z mieszkania właścicieli sklepiku. Stół dla lepszej wodoodporności przykryty był elegancką ceratą. Przy stoliku siedziało kilka osób, wesoło rozmawiających przy piwie. Byli to i miejscowi i turyści (można poznać po butach i koszulkach). Gdy wracaliśmy, już z biletami w kieszeni, gości przy sklepiku było więcej, dwóch dojechało na rowerach. Z otwartych drzwi sklepu dobiegała skoczna muzyka a niektórzy goście ruszyli w tan.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_7971.JPG
Po chwili z drzwi sklepu wyszła starsza kobieta, ubrana w zwyczajową tutaj chustę, kwiecistą spódnicę, czarne skarpety i niebieskie, plastikowe klapki, mówiąc coś głośno w kierunku zgromadzonego towarzystwa. Jej wypowiedź nie była dla nas zrozumiała, ale z tonu brzmiała jak reprymenda. Być może była to pani sklepowa, która chciała uciszyć hałasujące już nieźle towarzystwo. A może była to żona jednego z biesiadników, którego zachęcała do pójścia już do domu. Nie pozwolono jej skończyć przemowy. Jeden z „nietutejszych” porwał ją do tańca a reszta biesiadników nagrodziła to gromkim aplauzem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350326.JPG
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
.... wśród turystów można też rozpoznać perkusistę:-D....
9 załącznik(ów)
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
O lapidarnym stylu autora wątku można długo mówić, ale czasem to ociera się on o szalbierstwo.
Torojaga to w końcu najwyższy szczyt, jaki osiągnęliśmy na tym wyjeździe, należy się jej nieco uwagi, tym bardziej, że mieliśmy do jej gościnności wiele uwag.
I choć zrobiliśmy wejście w stylu alpejskim, z użyciem „plecaków szturmowych”, to opis: „Wyszliśmy na szczyt 1930 m. W grzbiecie głównym, który jest naszym celem już nie będzie tak wysoko”, burzy mi krew i jest nie na miejscu, również wobec tej ciekawej góry.
Otóż, po sprawdzeniu, co w sztolniach piszczy
Załącznik 35209,
maszerowaliśmy grzecznie, jak szlak nakazywał, choć szlag wie, dlaczego go tak dziwnie poprowadzono.
W którymś ze zrujnowanych obiektów natknęliśmy się na stróża, z którym, w łamanej rumuńszczyźnie,uzgodniliśmy zmianę kierunku podchodzenia.
Nakłoniło nas do tego zachowanie jego ujadających podopiecznych o wyraźnie kulinarnych zapędach i widoczna z daleka pionowa kreska jednego z podjazdów technicznych, który najwyraźniej był na naszej trasie.
Wielokrotnie uzgadnialiśmy między sobą, czy uprzejmy cioban pokazywał ręką za winkielkiem w prawo czy w lewo i czy sinusoidalny ruch ręka oznaczał żmije na polance, czy kręty przebieg szlaku.
Przyjazny przewodnik podprowadził nas do podnóża żółtego osuwisko – potoczyska
Załącznik 35210,
gdzie przewodzenie przejęło tajemnicze pudełeczko Wojtka, które dobrze znało istniejącą tu ponoć ruską ścieżkę.
No i zaczęło się - jeśli zaznaczone podejście pochłonęło 2,5 godziny, to nie można go przemilczeć.
Gdyby ktoś planował ten rejon przedeptywać z poważnym plecakiem, powiem krótko – nie idźcie tą drogą!
Załącznik 35213Załącznik 35211Załącznik 35212
W ogóle to dziwne miejsce – świerk wypada na potęgę i jakoby nienaturalnie, a spalone połacie, /tfu!/ kosówki i jałowca, wskazują na jakąś planową działalność. Praca przy wydobyciu minerałów, mimo że w mniejszej skali, wcale nie wygląda na schyłkową.
Gdy wypociłem na podejściu cztery Tymbarki i jednego Kasztelana, wreszcie wygodna ścieżka pomknęła nam pod nogami, aż pod sam wierzchołek.
Później już tylko radosny bieg ku dolinie /ze znalezionym, jednym kijem trekkingowym!/, bo ścieżka wyraźna i oczywista.
Załącznik 35214
Ależ nie tak szybko - stop!
Załącznik 35215
Taka sympatyczna roślina – giętka, śliska, rozchybotana, tu trzaśnie na odlew za nic, tu coś wyjmie z kieszeni plecaka, tam uszczknie kawałek maty – przyjazna i miła kosssówka.
Jako że urwiste północne zbocze nie pozwalało na zbyt wiele, a spalony południowy stok zniechęcał, oddaliśmy się nierównej walce z tym potworem w świecie flory.
Jak ktoś waży 40 kg /bez sera/ to może nie zauważyć, że nie wszystkie gałęzie zostają pod butem wystarczająco długo…
Gdy zobaczyłem wreszcie coś na kształt ścieżki, chciałem całować złoża boksytów.
Na przełęczy zobaczyliśmy ponownie znak szlaku.
Odradzam próbę wchodzenia nim doliną na przełęcz, kosówka z tej strony naprawdę dobrze pilnuje czci Torojagi.
Spokojnie i bez niepotrzebnych emocji można ją zdobyć, wchodząc z Băile Borșa grzbietem otaczającym zachodnią stronę doliny potoku Cisla, ale…
No właśnie, zawsze jest to ale.
Załącznik 35216
W powrotnej drodze roztrząsaliśmy przeznaczenie niby ramp – solidnych konstrukcji powieszonych nad główną drogą kopalnianą.
Załącznik 35208
Ukuliśmy różne teorie, ale chętnie wysłuchamy pewnych informacji na ich temat.
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
Cytat:
Zamieszczone przez
iaa
Ukuliśmy różne teorie, ale chętnie wysłuchamy pewnych informacji na ich temat.
Widzialem w innych miejscach gor, zarowno Rumunii jak i Gruzji ze takie konstrukcje sluzyly za ujscie potoku/wod roztopowych/po ulewach z bocznej dolinki, by nie rozmylo drog/linii kolejowych.
P
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
Taką opcję też rozpatrywaliśmy, tylko był problem - woda spadająca z dużej wysokości i poprowadzona korytem podmywałaby grunt tuż obok drogi.
W związku z tym efektywność takiego rozwiązania wygląda średnio.
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
Rozumiem, logiczna sprawa. To co mi sie udalo kiedys widziec wygladalo identycznie, bylo poprowadzone wlasnie z bocznej dolinki i duzo dluzsze i spadala woda prawie bezposrednio do rzeczki. Z checia sie dowiem prawdy zatem jezeli nie trafilem z typem;)
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
Dopowiedzenia - Słupki zeszły z granicy
Idąc wzdłuż dawnej granicy polsko-rumuńskiej niełatwo jest dziś znaleźć jakieś dawne słupy graniczne. Ich losy opisywane były w kilku artykułach w „Płaju”. Między innymi w numerze 39 z roku 2009 znajduje się notka A. Wielochy „Epitafium dla słupków”, w której autor opisuje, jak ostatki zachowanych słupków były zabierane z granicy przez polskiego generała i polskiego uczestnika rajdu samochodowego. Podane są tam również nazwiska tych osób.
Nieco słupków obejrzeć można w dolinach w Rumunii. O jednym z nich, na stacji kolejki w Wyszowie Górnym (Vişeu de Sus) wspominałem na początku relacji: S1, S2
Dwa inne słupki zobaczyć można bardzo niedaleko stąd, w Wyszowie Dolnym (Vişeu de Jos) przy pensjonacie „U Simina”, Str Valea Morii 2111. Jeden z nich ustawiony został po zewnętrznej stronie ogrodzenia, obok drewnianego krzyża i betonowego obelisku. Drugi znajduje się wewnątrz posesji, przy ścianie drewnianego budynku i służy jako podstawka pod plastikową doniczkę z szarotką.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram.../DSC_8233a.jpg
Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej
Drewniany krzyz widoczny na zdjeciu z lewej oraz tablice ponizej upamietniaja mieszkancow Wyszowa ktorzy zgineli w IIWS(nie pamietam, czy z pierwszej tez). Obelisk po lewej to stary slup graniczny z czasow
gdy Rumunia graniczyla z ZSRR.