Odp: W Bieszczady na miotle
Wspomniałem gdzieś tam wcześniej, że też wybrałem się do Rabego. Opowiem, jak to było.
Pewnego dnia don Enrico ogłosił, że wybieramy się na uroczyste otwarcie schronu (schroniska samoobsługowego) na bazie w Rabem. Skrócony zarys programu zawierał dojazd w piątek do Cisnej, nocleg, przejście przez Krąglicę do Rabego, nocleg i w niedzielę powrót do pojazdów w Cisnej.
Nie mogłem pojechać w piątek, więc wybrałem się w sobotę przed świtem.
Po chwili jazdy odstawiłem maszynę na parking grodzony w dolinie potoku Balniczek .
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030582.JPG
Moja droga wiodła najpierw przez dolinę Roztoki …
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030587.JPG
… potem przez słoneczne polany na grzbiecie …
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030592.JPG
… aż w końcu dotarłem na uwzględniona w planach wycieczki Krąglicę.
Rzeszowskiej załogi jeszcze nie było, odstawiłem plecak pod drzewo i zacząłem zwiedzać okalające szczyt okopy. Okopy odnalazłem bez trudu, gdyż wiedziałem, że mam je tu odnaleźć.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030601.JPG
Na mapie zaznaczony jest na pd-zach. od szczytu cmentarz wojenny. Obszedłem to miejsce wzdłuż i wszerz oraz na ukos i nic nie znalazłem. Może oprócz takiej kupki kamieni.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030602.JPG
Wykorzystując kupkę kamieni ustawiłem taki symboliczny nagrobek.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030605.JPG
Pod samym szczytem na mapie zaznaczona jest mogiła. Tutaj miałem lepsze wyniki w poszukiwaniach, bo już po kilku minutach zauważyłem na drzewie pordzewiałą tabliczkę z napisem „NIEZNANY ŻOŁNIERZ …”. Ktoś doskrobał literę „E” i zrobili się „NIEZNANY ŻOŁNIERZE …”
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030612.JPG
Rzeszowska załoga nie nadchodziła. Zlazłem więc stromym grzbietem w dolinę, a innym stromym grzbietem wylazłem na Jaworne. Zaczęło lać. Potuptałem w dół do Rabego.
Odp: W Bieszczady na miotle
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Rzeszowska załoga nie nadchodziła. Zlazłem więc stromym grzbietem w dolinę, a innym stromym grzbietem wylazłem na Jaworne. Zaczęło lać. Potuptałem w dół do Rabego.
Oj Wojtku, tak po cichu, to liczyłem na spotkanie z Tobą :-(. A tak miedzy nami, to przypadkiem, nie pomyliłeś sobót i przyszedłeś do Rabego o jeden tydzień za wcześnie? ;). 4.10.2014 r. deszcz, w tej okolicy, nie padał.
Odp: W Bieszczady na miotle
Do Rabego schodzi się z Jawornego komfortową ścieżką, oznakowaną na żółto (oznakowanie nie przeszkadza w schodzeniu). Na bazie panował spokój, co oznaczało, że rzeszowska załoga jeszcze tu nie przybyła. Ale oni idą z Cisnej, więc chwile trzeba będzie poczekać (nie wiedziałem jeszcze wtedy, że zastosują sztuczne ułatwienia, skracając dystans marszu przez dojazd drogą do Woli Michowej).
W oczekiwaniu, przyrządziłem sobie posiłek pod nowa wiatą.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030623.JPG
I podziwiając odnowiony budynek, spokojnie czekałem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030625.JPG
Deszcz siąpił, cisza wokół. A w chałupce coś się rusza. Podszedłem, wszedłem. Przy stole siedziało kilka osób. Przywitałem się.
- Czy wy też na uroczyste otwarcie schronu?
- (zdziwienie na twarzach słuchaczy) Otwarcie mieliśmy jakiś miesiąc temu.
- A, to się trochę spóźniłem. A czy nie wiecie, czy tu coś innego nie będzie dzisiaj otwierane?
- Raczej nie, bo tu nic innego nie ma. Ale zaczekaj, za chwile przyjedzie tu leśniczy. On coś musi wiedzieć. Może nie za chwilę, ale za godzinę. No, może za dwie.
- A ten leśniczy to Marcin?
- Tak, Marcin. Znasz?
- Ze słyszenia. Z dołu, będzie jechał, od siebie?
- Tak, od siebie.
Spakowałem plecak i poszedłem w dół. Albo spotkam Marcina po drodze, albo dojdę do leśniczówki. Od czasu do czasu coś w górę jechało. Na wszelki wypadek machałem ręką na każdy samochód, bo nie wiedziałem, czym się Marcin porusza. Gdybym zatrzymywał te samochody w celu zabrania się na „stopa”, to miałbym pecha. Kierowcy raczej odwracali głowy w drugą stronę, udając, że nie widzą machającego w deszczu dziadka z plecakiem. A niektóre były takie, że jeszcze w życiu takimi nie jechałem. A tu jest zakaz ruchu.
Po paru kilometrach w końcu zatrzymał się jakiś mały Ford. Otworzył okno. W środku jeden brodaty, drugi w zielonym.
- Dzień dobry. Leśniczego Marcina szukam - zgadnąłem
- O, jest tutaj - brodaty kiwnął głową w stronę zielonego.
- Słyszałem, że dzisiaj ma tu być jakieś uroczyste otwarcie schronu
- ???
Tu opowiedziałem wszystko, co wiedziałem.
- A, dzwonił do mnie Henek i mówił, że tu przyjeżdżają, tylko nie pamiętam kiedy - przypomniał sobie Marcin
- Z soboty na niedzielę, czyli dzisiaj. Z Cisnej idą.
- To kawałek drogi, ale kiedyś dojdą. Poczekamy.
- To ja wracam na górę do bazy.
- Daj plecak. Sam się tu nie zmieścisz. Możemy za chwilę wrócić i cię zabrać.
- Plecak to już duży fart. Sam dojdę spokojnie, nie zjeżdżajcie.
Samochód był tak zapchany, że dopchanie plecaka okazało się nie lada sztuką. Aby się zmieścił, trzeba było jakieś pudełko, półkę i coś jeszcze upchać na kolana brodatego pasażera. Wewnątrz było pełno sprzętów, wiezionych na górę jako wyposażenie nowego schronu. Ford ruszył w górę, a ja uwolniony od plecaka lekko potuptałem, też w górę.
Odp: W Bieszczady na miotle
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
Oj Wojtku, tak po cichu, to liczyłem na spotkanie z Tobą :-(.
Też bym się ze spotkania ucieszył i myślę, że jak nie tym razem, to innym:-)
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
4.10.2014 r. deszcz, w tej okolicy, nie padał.
Z powodu pewnej koncepcji mojego opowiadania, do tego stwierdzenia ustosunkuję się odrobinę później ;-)
Odp: W Bieszczady na miotle
"schodzi się z Jawornego komfortową ścieżką, oznakowaną na żółto (oznakowanie nie przeszkadza w schodzeniu)."
-uwielbiam Twoje komentarze Wojtku! :)
"A czy nie wiecie, czy tu coś innego nie będzie dzisiaj otwierane?"
-jak wyżej :>
Odp: W Bieszczady na miotle
Z powodu lekkiego zdemaskowania przez Zbyszka, skracam moje przydługie powiadanie.
Po chwili przybyłem do chatki. Zmierzchało już. Jacek (brodaty z Forda) ustawiał przywiezione drobiazgi i mocował do ścian dekoracje.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030627.JPG
Posiedzieliśmy godzinę przy stole. Przyszedł ktoś z grzybami. Rozeszły się zapachy drażniące podniebienie. Większość ludzi była w jakiś sposób związana z Bieszczadami. To i owo można było usłyszeć.
Już od dawna ciemno, a Rzeszowa jeszcze nie ma. A wszyscy nienachalnie jakoś czekają, aż przyjdą. Zapytałem, czy gdzieś można uzyskać połączenie z telefonu komórkowego. Jest - kawałek za wychodkiem, w stronę drogi. Poszedłem tam. Telefon zagadał. Bazyl nie odbierał. Bartek był gdzieś za granicą. Henio odebrał.
- Daleko jesteście?
- Daleko skąd?
- W sobotę miało być spotkanie w Rabem, w bazie.
- Tak, w pierwszą sobotę października.
- Aha ….. to chyba nie będę czekał.
A była ostatnia sobota września. Wróciłem do chałupy. Opowiedziałem, co się dowiedziałem. Wieczór się kończył. Marcin poszedł robić nocne zdjęcia odlatujących żurawi. Zapytałem, czy on coś tam na tym ciemnym niebie widzi. Odpowiedział, że nie. Ale jeśli tam przez przypadek lecą żurawie, to na zdjęciu w domu zobaczy. A miał chyba jakiegoś Nikona pełną klatkę. A ja postawiłem sobie obok wiaty namiocik i poszedłem spać. Wprawdzie nocujący w chatce goście odradzali „namiotowanie” i zachęcali do skorzystania z miejsca na pryczy z nowymi materacami, ale ja czułem, że będą chrapać i wolałem spać u siebie.
I tak w zasadzie skończył się mój udział w „uroczystym otwarciu schronu”.
Odp: W Bieszczady na miotle
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Z powodu lekkiego zdemaskowania przez Zbyszka, skracam moje przydługie powiadanie.
Wojtku, baaaadzo przepraszam :-(. Fascynacja Twoją relacją przyćmiła mi zdrowy rozsądek i zbytnio, oficjalnie się wychyliłem. Oglądanie TV, przyniosło opłakany efekt. Ten wyskok przed kapelę, będzie mnie prześladował w nocy, jako koszmar. Miałeś taki fajny plan, na pewno z ciekawą puentą, a ja go popsułem.:-(
Odp: W Bieszczady na miotle
Cytat:
Zamieszczone przez
zbyszek1509
, a ja go popsułem.:-(
Ależ nie! Wypadło mi tylko parę linijek tekstu, jutro będzie dalej.
Odp: W Bieszczady na miotle
Zgodnie z wczorajszą groźbą, kontynuuję sprawozdanie z mojego wariantu uroczystego otwarcia schronu. Nazajutrz wstałem przed świtem, spakowałem ociekający namiot i potuptałem przez Żebrak i Maguryczny do Smolnika. Na zdjęciu – Rozdila Horyszniańskie, droga grzbietowa.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030638.JPG
Podejście pod Maruryczny, co chwilę widać kawałki wygrzebanego przez szperaczy żelastwa.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030643.JPG
A to na samym Magurycznym
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030649.JPG
Już w dole widać miejsce, w którym za chwile będzie widać Smolnik
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030650.JPG
Już widać Smolnik
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030662.JPG
I już doskonale widać cerkiew w Smolniku
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030668.JPG
W cerkwi o godz. 10:30 jest msza św. Dobra godzina, można nawet z dość daleka zdążyć.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030676.JPG
Odp: W Bieszczady na miotle
Przepraszam uczestników właściwego uroczystego otwarcia za oboczne wtręty, ale ja naprawdę szedłem na tę samą imprezę, tylko o 6 dni za wcześnie wyruszyłem:-) W skrócie opowiem, co było dalej. Po mszy w cerkwi doszedłem do znanej drogi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030691.JPG
Drogą przeszedłem kawałek w kierunku Łupkowa, a przy okazji "upolowałem" kapliczkę, którą w zagadkach w mig rozszyfrował Bazyl: http://forum.bieszczady.info.pl/show...l=1#post156983 . Po paru minutach droga mi się znudziła i skręciłem w lewo, na Feszów. Myszkując w poszukiwaniu czystej wody natknąłem się na zarośnięte fundamenty i piwnice nieukończonego, sporego domu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030696.JPG
Czystą wodę odnalazłem, więc zrobiłem sobie popas, połączony ze suszeniem dobytku.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030703.JPG
Rzut oka na północ, na okolice, w których bywałem dziś rano.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030707.JPG
Na miejsce noclegu między Głębokim Wierchem a Wysokim Groniem dotarłem długo przed wieczorem. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że w Bieszczadach niedźwiedzie atakują 61-letnich turystów i bezmyślnie postawiłem namiot na podgrzbietowej polance, z dala od ludzi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030709.JPG
Był czas na spokojne poszukanie wody. Wodę da się znaleźć nawet w bezwodnej okolicy, trzeba się tylko nie spieszyć. Po przegotowaniu pełnej menażki uzyskałem ok. litra wody a na dnie ok. stu gramów innych substancji, które powróciły do swojego środowiska.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030713.JPG
Smaczna kolacja. Nie wiem, jakim sposobem udało mi się rozpalić ogień z niezbyt suchych gałązek i bez sztucznej podpałki. Ale gdy się ma dużo czasu, to da się :-) Wprawdzie nie mogłem znaleźć lasu, który byłby oddalony o 100 m od mojego ogniska, ale zanim to ktoś pomierzył, to ogień już zagasł.
http://ciekawe.tematy.net/2014/rabe/800/P1030721.JPG