6 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Wkrótce potem mijam małe gospodarstwo z ciekawostką - świnio/dzikobicie musiało nastąpić dopiero co, "guziec" zwisa głową w dół, chyba mu niewygodnie..
Załącznik 44641Załącznik 44642
W dolinie Białego Czeremoszu okazuje się że mamy bardzo dużą mniejszość polską, reprezentowane przez liczne (spotkałem 10sztuk) auta na polskich blacach :) Za pierwszym razem (terenówka) nawet się nabrałem i zatrzymałem kierowcę pogadać gdzie jedzie. No.... oczywiście to Ukraińcy :)
Załącznik 44643Załącznik 44644Załącznik 44645
7 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
O 9:30 docieram do Hołoszyny, przekraczam most i zajeżdżam do pierwszego maleńkiego sklepiku. Zamknięty, ale wiadomo - trzeba pójść do któregoś gospodarstwa obok i poprosić o otworzenie. Idę i po chwili schodzę w dół z małego wzgórza z gospodynią i sklepową. Rozmowa, mówię że jeszcze nie jadłem śniadania i coś bardziej treściwego by mi sprzedała, chleb itp. "A skoro Pan nie jadł jeszcze śniadania to zapraszam do mnie do kuchni letniej na barszcz, właśnie zagrzałam" :) :) :) No i 5min później jem barszcz, na drugie danie huculskie gołąbki (hołubce?) no i ... wyjmuje flaszkę. Nie wypada nie wypić, więc walimy po jednym. Walimy po drugim. Po trzecim odmawiam już dalszych :) Próbuję się ratować że daleka droga, że rower itp.... Gospodyni daruje mi, za to jeszcze kawka i pokazuje doglądaną przez męża suszarnię w której suszą się jabłka właśnie... Lekko skołowany naciskam na pedały roweru i ruszam dalej... Jest mi dobrze.
Załącznik 44646Załącznik 44647Załącznik 44648Załącznik 44649Załącznik 44650Załącznik 44651]Załącznik 44652
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
Jest mi dobrze
Pate - jak byś nie odmówił - byłoby Ci pewnie jeszcze lepiej ;)
6 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Jojo - na pewno :) I urlop bym sobie wydłużył, kurczę, następnym razem muszę lepiej pomyśleć :)
Tymczasem pedałuję dalej, kolejne kilometry - pewnie z 15km do Hryniawy, po drodze jeszcze żłobek/przedszkole w budynku gdzie był sklep w Białej Riczce i trochę foto ukazujących piękno doliny.
Załącznik 44656Załącznik 44657Załącznik 44658Załącznik 44659Załącznik 44660Załącznik 44661
2 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
W Hryniawie zdziwienie bo odnowiono "stację benzynową" oraz tuż obok jest sala królestwa świadków Jehowy(nie myślałem że w Hryniawie na deep huzulia znajdę taką salę)
Załącznik 44662Załącznik 44663
Trafiam też na przejazd przez most autobusu do PRobijnej :) https://youtu.be/H2KxhfQ4ugY
10 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
A za chwilę już wjeżdżam do...
Załącznik 44677
Spotyka mnie tu przygoda z typu które najbardziej lubię - czyli nieoczekiwana. Nieświadom kto się kryje w budynku i muzeum szkoły w JAbłunicy wchodzę nieśmiało na pięterko
Załącznik 44678
I za chwilę już pukam do Pana Iwana Droniaka... Następna godzina była po prostu magiczna. Od rozmów o kinematografii, przez stare granice, Dowboszu, chowanie broni palnej w książce aż po picie wina w sekretariacie szkoły...
Załącznik 44679Załącznik 44680Załącznik 44681Załącznik 44682Załącznik 44683Załącznik 44684Załącznik 44685
Po pokazaniu mi malowidła na 300lecie Jabłunicy które to święto odbyć się miało za parę dni oraz już częsciowo wysprzątanej salki kinowo-estradowej lądujemy w przedsionku sali / sekretariacie szkoły. Wjeżdża kawa, PAn Iwan mówi do zajmujących się organizacją święta nauczycielek że coś słodkiego, oraz wina byśmy się napili... No i po paru minutach pijemy wino, telefony się urywają bo coś tam trzeba jeszcze dograć itp. Trudno oddać nastrój serdeczności oraz zrozumienia który tam przeżyłem. Było pięknie.
Na koniec Pan Iwan odprowadza mnie do mojego bicykla, dostaję jeszcze ciastka na drogę i przytula mnie po męsku na pożegnanie...
Załącznik 44686
- - - Updated - - -
Jest 13:45 a ja już tyle miłych chwil przeżyłem. Nic, wiem że plan jest jeszcze dość daleki na dziś - oraz że czeka mnie mordęga podjazdu na Kriwopilskij Perewal.... Ruszam...
6 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Dalsza droga aż do Mostu w Usterikach nie obfituje w jakieś szczególne wydarzenia, zatrzymuję się jeszcze w sklepie żeby napoić się czymś innym niż alko i jadę...
Załącznik 44687Załącznik 44688Załącznik 44689Załącznik 44690Załącznik 44691Załącznik 44692
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Piotrze zacna i godna naśladowania wyprawa. Jeśli tylko uda mi się wytrzasnąć odpowiednio dużą i trwałą ramę na 120 kg konia to zamierzam powtórzyć twój wyczyn.
10 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Wkrótce po przekroczeniu mostu na Czarnym Czeremoszu zaczęła się gehenna rowerzysty. Krótko mówiąc remontowali drogę i przez parę kilometrów z nielicznymi przerwami były kamienie pod utwardzenie... Masakra. KOmbinowałem jak się dało, ale były też setki metrów gdzie prowadziłem rower. Tam gdzie mogłem jechać kląłem na czym świat stoi i zastanawiałem się kiedy przebije mi się opona, tfu tfu...
Załącznik 44706
W Jaseniowie zajeżdżam do Jarka Zeleńczuka na super obiad i rozmowy o starej granicy, oprowadza mnie po swoim muzeum Huculszczyzny, pokazujemy sobie nawzajem na telefonie przeróżne materiały które mamy. On coś ma, ja coś ma - mija godzina. Żegnamy się, mam ok 40km do Worochty. Proponuje że mnie podwiezie autem, bo już 17:30, ale nie chcę być balastem więc sam kontynuuję podróż. Czuję już zmęczenie i trinkowanie z poznanymi dziś ludźmi, a tu jeszcze podjazd na Kriwopilskij Perewal. Zdobywam go ok 21. Jechałem już trzeci raz rowerem przez tę przełęcz i za każdym razem myli mnie zakręty lewo prawo lewo "to już tuż tuż..." Takiego wała - dopiero przedsionek do ostatecznego podjazdu...
Na przełęczy dziwna sytuacja - wychodzą z gospodarstwa dwie kobiety z dzieckiem, czekają na autobus. Autobus przejeżdża bez zatrzymania. Ruszają z małym dzieckiem przed siebie w dół w kierunku Worochty, nieszczególnie przejęły się sytuacją. Ja coś tam zjadam z zapasów, pociągam ostatnie łyki coli kupionej w Ilciach i rura w dół. Po 25min jestem w Worochcie. Idę coś zjeść, kupuję bilet na plackartę, składam rower do plandeki i czekam drzemiąc na ławce na pociąg do Lwowa. Gdy już wsiadam pośrodku nocy rozbieram się i padam wyczerpany na pościel... Ale wygoooodaaa.... Super :)
Załącznik 44700Załącznik 44701Załącznik 44702Załącznik 44703Załącznik 44704Załącznik 44705
Załącznik 44698Załącznik 44699
9 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Rano dojeżdżam do Lwowa, składam rower, bagaże do przechowalni (do szafki) i jadę na szybkie śniadanie do Tarasa. Specjalnie później poszedł do pracy by się ze mną zobaczyć. Wychodząc dostaję jeszcze na drogę pyszne naleśniki z serem. Pijemy kawę, krótko rozmawiamy i czas zakończyć tę krótką wizytę :( Objeżdżam jeszcze centrum miasta, kupuję bilety na Intercity Huyndaya do Przemyśla (ok 2,5h) i zmierzam do domu... Dziękuję wszystkim którzy dobrnęli do tego momentu relacji pisanej przez pół roku :)
Załącznik 44709Załącznik 44710Załącznik 44711Załącznik 44712Załącznik 44713Załącznik 44714Załącznik 44715Załącznik 44716
- - - Updated - - -
Trasa:
Załącznik 44717
https://www.endomondo.com/users/7935...uts/1016838663