Już dawno zapodane:
http://forum.bieszczady.info.pl/show...&postcount=215
http://forum.bieszczady.info.pl/show...&postcount=216
Wersja do druku
25 grudnia o godz. 6.oo !, bo po co w lepszej porze, pr.1 TVP " Wolna sobota" wg prozy J. Janickiego.
Zanim nastawisz budzik, sprawdź jeszcze raz program. ;)
Chociaż... w filmie "Wesołych Świąt" jest wątek z Bieszczadami.
http://www.tvp.pl/program?offset=1
Obejrzałam "Dom zły".Też polecam.Mam tylko zastrzeżenia do jakości dźwięku,ale to ciągły mankament polskich filmów.Sceneria zimowa na czasie.Mroczność fabuły robi swoje.Jeśli drugi raz obejrzę,to po jakimś czasie dopiero.
poniedziałek 11.01.2010 20:20 TVP 1
Prymas w Komańczy 95 minut, Polska 2009
Akcja toczy się między 27 października 1955 r. a 28 października 1956 r. w klasztorze sióstr nazaretanek w Komańczy, ostatnim miejscu przymusowego odosobnienia prymasa Wyszyńskiego, na które bezprawnie skazały go władze komunistyczne dwa lata wcześniej. Osamotniony duchowny znajduje życzliwość i szczere oddanie tylko u kilku kobiet części zakonnic i grupy świeckich, a wśród nich zwłaszcza Marii Okońskiej. Ta ostatnia, mimo licznych przeszkód ze strony funkcjonariuszy UB, kilkakrotnie odwiedza kardynała.
Dom zły był kręcony wg tego http://wiadomosci.fdb.pl/7488-dom-zly-trwaja-zdjecia w...:
ale:Cytat:
Pierwszy wątek tragedii realizowany był w Beskidzie Niskim, nocą. Główny obiekt – gospodarstwo Dziabasów usytuowany był we wsi Bielanka. Ekipa pracowała także w miejscowości Hańczowa, Krzywa oraz w Bieszczadach na drodze Komańcza – Łupków. Obecnie ekipa przeniosła się pod Warszawę, gdzie realizowane są sceny „retrospektywne opowiadające o życiu głównego bohatera Środonia z przed roku 1978.
Cerkiew i wnętrze cerkwi z Owczar pw. Opieki Bogurodzicy.
Straż Pożarna z Dominikowic.
Tytułowy Dom Zły koło Bielanki (za mostem...)
Podobno kręcono też niektóre sceny w Ropkach.
Linki dodatkowe do reportaży z planu:
http://www.rtvg.pl/?id=archiwum&mc=2008-11-03&mv=16011
http://www.gorlice24.pl/index.php?op...tura&Itemid=16
Już jest w sieci
http://www.youtube.com/watch?v=UB178...B5419B&index=0
Dzięki za linka super film polecam:)
trochę już przeterminowany ale fajny wywiad z W.Smarzowskim:-D
całość tu: http://www.naszglos.com.pl/artykul.php?id=15
NAGRODY MNIE NIE ZMIENIĄ
Z Wojciechem Smarzowskim rozmawiała Justyna Łuczaj Salej.
Wojciech Smarzowski – reżyser, otrzymał nagrody za scenariusz i reżyserię filmu „Dom zły” na FPFF w Gdyni 2009 r. Za wcześniejszy film z 2004 r. „Wesele” otrzymał również wiele nagród, m.in. Nagrodę Specjalną Jury, Nagrodę SFP na FPFF w Gdyni, Polską Nagrodę Filmową „Orzeł” za scenariusz i reżyserię, nagrodę MFF Karlovy Vary, MFF Locarno, a w 2005 roku „Paszport” Polityki. Jest on również autorem teatrów TV (najbardziej znana „Kuracja”), teledysków („Fryderyk” 98 za teledysk „To nie był film” Myslovitz). Zajmuje się również reżyserią seriali (m.in. „Na Wspólnej”, „BrzydUla”, „Londyńczycy”) i reklam.
(...)
Czy masz projekt następnego filmu?
Oczywiście. Na „Dom zły” czekałem dwanaście lat. Nie brakuje mi pomysłów czy scenariuszy, natomiast nie chcę mówić teraz, który zrealizuję jako kolejny, bo po „Weselu” mówiłem, a wyszło inaczej.
Zarówno „Wesele” jak i „Dom zły” są osadzone w obyczajowości Podkarpacia.
W obyczajowości naszej, one tylko dzieją się na Podkarpaciu czy w Bieszczadach. Umiejscawiam akcję moich filmów na Podkarpaciu, bo pochodzę z Jedlicza. Mam sentyment do tego regionu, ale przecież te filmy nie opowiadają o ludziach z Podkarpacia. Ta sama akcja mogłaby się dziać na Mazurach albo na Śląsku. Różniłaby się szczegółami, ale w znaczeniach historia zostałaby ta sama. Wady, przywary, wartości oraz ich brak, które opisuję, są ludzkie, a nie „podkarpackie” czy „bieszczadzkie”.
Ja jednak oglądając „Wesele” czuję w nim rys okolic Krosna.
To wynika z tego, że jeżeli decyduję się umiejscowić akcję w konkretnym miejscu, to dbam o szczegóły, o uwiarygodnienie historii. Dla przykładu, konstrukcja kwestii, zdań z moich filmów zapewne została zasłyszana i wciągnięta z czasów mojego dzieciństwa.
Jeżeli chodzi o obsadę, czy to postanowienie, że pewna grupa aktorów zawsze gra w Twoich filmach?
Nie ze wszystkimi, z którymi pracowałem przy „Weselu”, pracowałem przy ostatnim filmie. Pojawili się „nowi” – Robert Więckiewicz, Kinga Preis, Sławek Orzechowski. No i jest w Polsce sporo innych aktorów, z którymi chcę pracować, ale jeszcze nie znalazłem dla nich miejsca.
Teraz zapytam o „Dom zły”, którego jeszcze niestety nie widziałam.
Familijna komedia romantyczna...
Z siekierą w tle?
No, tam rzeczywiście chyba jest jakaś siekiera... Tak... Coś sobie przypominam.
Zgadłam. W jakimś wywiadzie przeczytałam, że „Dom zły” to nie komedia, nie romantyczna i nie komedia romantyczna.
Dla mnie gatunek filmu jest kompletnie nieistotny. Interesuje mnie jedynie to, czy film jest dobry, czy zły. Określenie gatunku jest potrzebne tym, którzy wkładają DVD na półki albo dystrybutorowi, żeby sprzedać film. Według najnowszych ustaleń „Dom zły” to jest thriller i tego się trzymajmy.
Kiedy będzie można zobaczyć film „Dom zły” w kinach?
Za parę dni film będzie można obejrzeć na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Potem w Tokio, festiwal klasy A, w głównym konkursie, ale to chyba dość daleko... Polska premiera filmu odbędzie 27 listopada.
Jak mógłbyś zachęcić widzów do obejrzenia swojego filmu?
Mam nadzieję, że film sprowokuje widza do zastanowienia się nad sobą i swoim życiem, ale jak to mówię, to już mi szkliwo spada z zębów, bo to takie górnolotne...
Czy wyjdą z kina z dziurą w klatce piersiowej?
No dobrze, ten film ma parę warstw, główna przeznaczona dla widza niewymagającego, oczekującego od kina rozrywki, to pełna tajemnicy, trzymająca w napięciu historia kryminalna z zaskakującą pointą. Inne warstwy, zawierające prowokacje emocjonalne i intelektualne, przeznaczone są dla widza, którego kiedyś nazwałbym „widzem wychowanym na DKF-ach”, a teraz nazwę „widzem poszukującym”.
Czy chciałbyś mieć specjalny pokaz w Krośnie ze swoim udziałem?
Nie wykluczam tego, byłoby fajnie.
Teraz może coś o technologii. Film był kręcony na kamerach cyfrowych AX1?
Po pierwsze, zdecydowałem się na tę technologię ze względu na operatora Krzysztofa Ptaka, który na nich pracuje, a ja bardzo chciałem pracować z nim. Z żadnym innym operatorem rok temu nie zdecydowałbym się na taki nośnik. Po drugie, zdecydowałem się kręcić na takich kamerach, ponieważ są czułe i nie potrzebują dużej ilości światła. Graliśmy w małych pomieszczeniach, więc było to dla mnie spore ułatwienie, ponieważ mogłem pracować na dwie kamery, w kameralnych warunkach. Zapewniły mi intymność w pracy z aktorami.
A coś z atmosfery planu filmowego „Domu złego”?
Film składa się z dwóch wątków. Jeden dzieje się jesienią, drugi w zimie. W jesieni mieliśmy sporo zdjęć nocnych i deszcz, czyli tzw. deszczownice. Bardzo szybko zrobiło się błoto, do tego stopnia, że jak się ktoś z kimś zagadał, to w trzy minuty był po pachy w grzęzawisku. Natomiast w zimie był mróz, bywało minus trzydzieści. Nawet musieliśmy wymienić aktorkę, bo nie wytrzymała zimna...
Film był kręcony w Bielance k. Gorlic, czy coś z krajobrazu kulturowego wsi weszło do filmu, np. cerkiew?
Tak, cerkiew się pojawia. Natomiast założenie mieliśmy takie, żeby plenery i obiekty z Bielanki i okolic udawały Bieszczady sprzed ponad dwudziestu lat, bo wtedy toczy się akcja filmu.
Czy pojawiają się jakieś motywy łemkowskie?
Nie. Tak naprawdę ja chciałem kręcić w Bieszczadach, ale nie znaleźliśmy takiego obiektu, który by spełniał warunki wynikające ze scenariusza. Szukaliśmy opuszczonego domu na skraju wsi, ale Bieszczady nie są już takie bezludne, w Bieszczadach jest bardzo dużo domów. Zastanawiałem się nawet, czy nie kręcić na Słowacji, bo tam są dobre plenery i przestrzenie, ale ich domy mają zupełnie inny charakter. Ostatecznie wszystkie zdjęcia odbyły się w Bielance i okolicach, oprócz kilku miejsc, które zostały nakręcone w Warszawie, a udawały powiat szczeciński, bo z tamtych okolic przyjeżdża główny bohater do tytułowego domu złego.
A jak układały się relacje z miejscowymi podczas kręcenia filmu?
Chodzi o to, czy piliśmy razem?
No, na przykład. Czy ludzie interesowali się Waszą pracą, pomagali, przeszkadzali?
Relacje były pozytywne, nikt nie przeszkadzał, kilku pomagało. Pamiętam taką sytuację, jak oświetlacze podwiesili sporych rozmiarów lampy (spacelight), świecące kule, które w nocy wyglądały jak księżyce... Wtedy dużo osób się zainteresowało i przyszło zobaczyć, bo to było widoczne z wielu kilometrów. Wyglądało bajkowo.
Arcydzieła, które Cię inspirowały?
Lubię kino czeskie i francuskie z lat sześćdziesiątych, kino amerykańskie z początku lat siedemdziesiątych. Lubię Lyncha z pierwszych filmów, Jarmuscha z pierwszych filmów, Tarantino z pierwszych filmów... Coenów, ale jak już ich ponagradzali, to nie lubię... Sporo tego, są nawet polskie tytuły, nie ma miejsca, żeby wymieniać.
Jak długo pracujesz nad scenariuszem?
Za długo... Nad „Weselem” rok, nad „Domem złym” dwa intensywne lata, chociaż pierwsza wersja powstała pod koniec lat 90.
Co to znaczy pracować intensywnie nad scenariuszem? Czy to znaczy pracować codziennie?
To jest tak, że nie można go wyrzucić z głowy jak się idzie spać.
Czy w pewnym momencie masz takie poczucie, że ten scenariusz jest zamknięty?
Nie, moje scenariusze nigdy nie są zamknięte. Film to jest proces, a scenariusz to jeden z etapów. Najpierw pisze się scenariusz, potem traci się do niego dystans i należy go oddać do analizy. Ja mam swoich „czytaczy”, którzy oceniają mi teksty, pod różnym kątem. Nie wszyscy są filmowcami – inżynier oceni scenariusz pod kątem logiki, psycholog pod kątem motywacji, ktoś inny pod kątem emocji... łącznie ok. ośmiu osób. Nie jest tak, że się z nimi wszystkimi zgadzam, ale analizuję, łapię dystans i znowu siadam do roboty. Wysyłam do producenta. A jak już myślę, że jest zamknięty, to dochodzą aktorzy, którzy każdą postać rozmieniają na drobiazgi, na detale i to się jeszcze zmienia. Ubija. Upraszcza, bo sporo rzeczy można zagrać, nie trzeba nazywać. Nie trzeba wypowiadać wszystkich kwestii.
A czy na planie dużo się zmienia?
Obiekt wymusza drobne zmiany, ale historia, przynajmniej w moim przypadku, jedynie się syntetyzuje. Na planie bywa sporo bonusów, ale mam zasadę, żeby zawsze kręcić wszystko, co jest zapisane w scenariuszu. No, bo z jakiegoś powodu praca nad nim trwała, ile trwała.
Czy przygotowujesz skrupulatny scenopis?
Nie. Zostawiam sobie szansę na pracę, lubię improwizację.
Dlaczego nie chcesz robić komedii romantycznych?
Kiedyś może zrobię, ale nie będzie łatwo znaleźć producentów, bo akcja będzie się działa w kołchozie lub PGR-rze, a wszyscy będą chodzić w walonkach...
Ale nie masz nic przeciwko robieniu seriali?
Są seriale i seriale. Te, które od czasu do czasu robię, niestety jakoś nie przypominają „Tween Peaks”. Tak czy tak, „mielonkę” (seriale) robię najlepiej jak potrafię, ale robię je wyłącznie dla pieniędzy. Tak jak reklamy. A kiedyś kładłem papę na dachu z mordercą Zoranem w Niemczech. Robiłem różne rzeczy dla pieniędzy, teraz seriale. Zarabiam na życie i po to, żeby móc się zajmować swoimi projektami autorskimi.
Mógłbyś więc robić również komedie romantyczne.
„Cztery wesela i pogrzeb” to dobry film, ale rozumiem, że masz na myśli polskie produkcje niskich lotów oraz granicę dawania ciała. Więc odpowiedź jest taka: nie. Filmu dla pieniędzy nie zrobię.
Wcześniej robiłeś „Brzydulę” teraz „Londyńczyków”, jak możesz porównać pracę przy tych serialach?
Jest podobna, bo intensywna praca z wiadomym efektem. Dużo dni na planie, poza domem, spore tempo, pot leje się po rowie.
Teraz bardziej sentymentalne pytanie, czy często wracasz do rodzinnych stron?
Za rzadko.
To znaczy jak często?
Na święta, parę razy w roku...
Czujesz się człowiekiem z Korczyny czy Jedlicza?
Z Jedlicza. Korczyna to przez przypadek, była zima stulecia, moja mama dostała się tam na porodówkę... i więcej chyba w Korczynie nie byłem.
Czujesz się związany z Krosnem?
Tak, oczywiście, największe miasto w okolicy, bez złośliwości. No i chodziłem tam do szkoły.
Co myślisz o Krośnie z perspektywy Warszawy?
Chciałbym mieszkać w Bieszczadach, tylko, że tam się niestety nie robi za dużo filmów...
A teraz ostatnie pytanie. Jak się czułeś teraz w Gdyni, odbierając tak prestiżową nagrodę?
Nagrody mile łechcą próżność, ale ja mam mocną konstrukcję i wiem, że te, które dostaję, mnie nie zmieniają, tak jak te, których nie dostanę, też mnie nie zmienią.
TVN TURBO "Pojechany łikend" odcinek poswiecony Podkarpaciu (chyba cały tydzień będzie powtarzany) wiec i o Bieszczadach kilka słów.
Wino truskawkowe
w końcu (niestety) pooglądałem... Reżyser i Stasiuk próbowali zrobić fajny film na podstawie... wyszła kupa. Skrzyżowanie serialu Ranczo i Przystanku Alaska.(,) Ale/i sens ucieka gdzieś bokami. Tylko forma próbuje nadrabiać... Jednak jak tu spie...ić zdjęcia w pięknym Beskidzie Niskim mając helikopter i kręcąc tak długo (około 4 lat). W opowieściach Galicyjskich nie ma głównego bohatera jest portret zbiorowy mieszkańców Beskidu Niskiego. W winie truskawkowym zaryzykowano i stworzono głównego bohatera. Aktorzy są mało wiarygodni. Atletycznie zbudowany główny bohater nie pasuje do statystów (się czepiam... miał zagrać Stasiuka to musiał jakoś wyglądać). Statyści to najlepsi aktorzy w tym filmie bo są rodem stamtąd i ich gra mówi jedno: dali pieniądze, kazali siedzieć w barze... fajnie tylko żeby się nie rozmyślili – to było najbardziej naturalne w tym filmie. Jaśliska wcale tak dużego baru nie mają i wcale tak dużo osób tam nie siedzi jak to pokazują w filmie nawet wybór asortymentu jest o wiele skromniejszy nawet w chwili obecnej. Jest to kolejny film w 2009 r. którego akcja toczy się w południowo wschodniej Polsce, ukazujący prowincjonalny alkoholizm w mocno przerysowanej formie. Wygląda też na to że ten alkoholizm jest naszym atutem bo...: czas płynie wolniej, ludzie są szczersi i bardziej ludzcy itd... ech ci artyści.... Scenariusz całkowicie poprzestawiany w stosunku do prozy i trzeba najpierw przeczytać Opowieści Galicyjskie żeby wiedzieć o co chodzi z rzeźnikiem Kościejnym, cyganem Zalatywojem i Babką, która została zmarginalizowana, a moim zdaniem powinna stać się centralną osobą tej sagi. Aby wyczaić wszystkie motywy w tej książce trzeba przeczytać ją parę razy, albo raz i do tego to coś http://www.wojcieszak.ovh.org/opowiesci.html może trochę rozjaśni niektóre wątki, a na pewno wątek rodzinny...
To nie pierwszy film na podstawie prozy Stasiuka. Pierwszy to „Gnoje” na podstawie (okrzykniętej książką pokoleniową) „Białego kruka”. Całkiem fajnie to wyszło. Chociaż nie jest to arcydzieło kina, to nie ma tam takiego nadęcia jak w „Winie truskawkowym” i całkiem przyjemnie się to ogląda (skromny, ale z pazurem). Sama ścieżka dźwiękowa kapeli „Jak wolność to wolność” jest słuchana przeze mnie do tej pory. Wracając do Wina... Ten film to następny smutny przykład adaptacji dobrej powieści na potrzeby filmu... Nic tylko powiedzieć kolejny raz: książka jednak jest lepsza. I nawet muzyka Lorenca nie pomogła.
Ps. Przepraszam... jedna rola wpada w oko... Marian Dziędziel ma urodę Himilsbaha i chyba zobaczymy go jeszcze w nie jednym filmie Smarzowskiego
A ja dziś rano do kawki zobaczyłem "Wesołych Świąt":
Dwóch gości jedzie z choinkami do Warszawy, każdy ma jednak jeszcze jakiś inny cel...
Morał z filmu? - najlepiej w Bieszczadach!:-o
http://www.youtube.com/watch?v=tnyf7...eature=related
W opowiadaniu Jerzego Janickiego jest więcej miejsca poświęconego na przygotowanie wyjazdu i opis bohaterów, warto więc też poczytać.
[quote=Marcin;98600]Wino truskawkowe
w końcu (niestety) pooglądałem... Reżyser i Stasiuk próbowali zrobić fajny film na podstawie... wyszła kupa. Skrzyżowanie serialu Ranczo i Przystanku Alaska.(,) Ale/i sens ucieka gdzieś bokami.
Nie zgadzam się z Tobą.
Ja ten film obejrzałam po kilkakrotnej lekturze "Opowieści galicyjskich".
Doskonale wiedziałam kto jest kim. Ponownie wróciłam do lektury i mocno się rozczarowałam - nie filmem, lecz lekturą.
W filmie wątki zostały pogłębione i rozwinięte; poza tym Stasiuk jako współscenarzysta filmu dodał to, czego nie napisał w książce - dodał wiele takich "smaczków", ale żeby je odkryć należy film ten obejrzeć nie jeden raz i to z negatywnym nastawieniem.
Świetne role (nie tyko Dziędziela), znakomita muzyka, świetne zdjęcia.
Reżyserowi udało się odtworzyć klimat miejsca i czasu.
Zważ, że akcja filmu nie rozgrywa się w roku 2008, ani w 2005...
Trzeba było zaglądnąć (za komuny) do knajpy która mieściła się w byłym Ratuszu - tam te klimaty były. I ci ludzie. Niestety knajpy już nie ma, więc trzeba było jakoś ją stworzyć - odtworzyć. No i została pokazana w filmie.
Dla mnie ten film jest kontynuacją Opowieści galicyjskich - lepszą, pełniejszą - po prostu piękną.
masz prawo do tego...
kluczem sukcesu opowieści galicyjskich jest język tej książki... trudno przerobić tą opowieść na obraz. Na przykład:
Uważam że film ten był ograniczony przez niemożliwość oddania tekstu.Cytat:
Mam niejasne przeczucie, że system, którego daleką filią był Józkowy PGR, rozpadł się nie dzięki sprzeciwowi nielicznych, sublimujących cnotę, prawdę, uczciwość. Te wartości są, i owszem, piękne, lecz zbyt abstrakcyjne i nie wystarczające do skonstruowania żywej egzystencji. Logiczna, mechaniczna i tez abstrakcyjna struktura systemu rozpadła się w drobny mak, bo żył w niej Józek, jego bracia i siostry, legion wydziedziczonych i uwolnionych od uciążliwych nakazów moralności, religii i pamięci. Oddani instynktom, wsłuchani w zachęcające pomrukiwania natury stanowili masę, której nie mogła zamknąć najprzemyślniejsza struktura.
Dodatkowo zbyt współcześni byli ci aktorzy... I mieli już jakąś twarz filmową: Radziwiłowicz (Zawsze w nim będę widział "Człowieka z marmuru"), Stuhr (komediant), Macháček (Samotni)... jakby to byli nie znani aktorzy, bez charakterystycznych dla siebie manier, tacy zwyczajni... może by coś z tego było.
Smaczkiem niezrozumiałym dla mnie do końca jest motyw tej dziewczynki co się pojawia na końcu filmu koło lipy.
Doroto
ja zaś nie zgodzę się z Tobą, jakoś do czytania (zwłaszcza starej już) prozy Świni nie jest mi potrzebny film, film co najmniej, wedle mnie, przeciętny, podczas kiedy kiedy proza, na bazie której powstał jest nieporównanie lepsza.
"Reżyserowi udało się odtworzyć klimat miejsca i czasu"... czyżby?... mieszkam tu, w Niskim, od wielu lat, w Jaśliskach pierwszy raz byłem 25 lat temu i jakoś umiarkowanie pasuje mi to odtworzenie.
Mi natomiast pasuje to odtworzenie, a sam film to najlepsza ekranizacja Stasiuka (jedna z dwóch, nie licząc teatru TV) - bo np. "Gnoji" (ekranizacja "Białego Kruka") to nie da się w ogóle oglądać.
Znam dobrze te miejsca, gdzie był kręcony film i na dużym ekranie wyglądają tak jak wyglądają realnie.
"Opowieści Galicyjskie" niewiele mają wspólnego z Jaśliskami. W momencie kiedy Stasiuk pisał tą książkę był w Jaśliskach tylko raz (szukał domu do zakupu)... większość bohaterów i ich historii (niektóre postaci są autentyczne) jest związanych z takimi miejscowościami jak: Wołowiec, Czarne, Krzywa...
Ps. o gustach się jednak rozmawiam ;)
[/QUOTE]Cytat:
Uważam że film ten był ograniczony przez niemożliwość oddania tekstu.
Dodatkowo zbyt współcześni byli ci aktorzy... I mieli już jakąś twarz filmową: Radziwiłowicz (Zawsze w nim będę widział "Człowieka z marmuru"), Stuhr (komediant), Macháček (Samotni)... jakby to byli nie znani aktorzy, bez charakterystycznych dla siebie manier, tacy zwyczajni... może by coś z tego było.
Smaczkiem niezrozumiałym dla mnie do końca jest motyw tej dziewczynki co się pojawia na końcu filmu koło lipy.
Film i literatura to dwa zupelnie odmienne swiaty, film nigdy nie bedzie w stanie oddac finezji i zawilosci prozy (i nawet nie powinien miec takich ambicji), nigdy tez nie oczekiwalam iz film w jakikolwiek sposob (poza oczywiscie opowiadana "historia") bedzie korespondowal z dzielem literackim. Dlatego nie rozumiem oczekiwan odbiorcow,(w tym Twojego Marcinie), ktorzy chcieliby wlasne przezycia i wyobrazenia zwiazane z czytaniem "zobaczyc" w kinie
Co do aktorow - co by nie mowic, obsada "Wina truskawkowego" nie skladala sie jakichs mega-opatrzonych gwiazd.
Jesli widz widzi w aktorze jego inne role to mam dwie koncepcje, jak to wytlumaczyc - albo aktor jest kiepski, gdyz nie umie wyjsc poza pewne, sztywne ramy, albo widz nieuwazny...
W "Winie truskawkowym" ktore w zalozeniu tworcow mialo byc chyba pewnego rodzaju "bajka" razila mnie jednak zbytnia doslownosc, nawet muzyka, choc piekna, byla nazbyt czytelna i egzaltowana, niektore ujecia dzielila od kiczu milimetrowa granica....mam mieszane uczucia.
W tym momencie rozpoczyna się dyskusja o gustach. Możemy sobie podowalać że Twój gust jest taki o sobie, a mój jest lepszy... ale chyba nie o to chodzi... Generalizując: mi-się film średnio podobał... i mam prawo do swojego misia. Nie jest to film nazbyt wybitny, a próba wysmakowania go środkami wyrazu, sztuczkami, które mnie osobiście nie chwytają za jaja/serce jest trochu infantylna (cudowne fujarki Lorenca, przepiękny Beskid-Niski wygląda w tym filmie trochu jak sprzedajna ladacznica, pauzy/antrakty - używane nagminnie do podkreślenia wzniosłości chwili, itd.). Sam film jednak przypomina mi trochę serial „Rancho” - tylko że lekko podrasowany. W filmie tym jest zawarta taka podprogowa informacja, której nie da się zignorować... informacja ta jest w formie takiego parcia: „ten film musi być w pytę bo sama książka jest fajna”. Moim zdaniem autorzy filmu postawili sobie wysoką poprzeczkę, której nie przeskoczyli ponieważ się nie wysilili.
może i tak... są jednak adaptacje książkowe, którym nic bym nie zarzucił bo mi-się po prostu podobają i naprawdę dobrze się je ogląda pomimo tego że zna się fabułę. Nie szukając daleko „Bracia Karamazow” reż. P. Zelenka. Jeżeli ktoś w czołówce umieszcza informacje że jest to film na motywach jakiejś książki to jednak oczekuje się że reżyser przynajmniej na swój oryginalny sposób przerobi ten twór literacki.Cytat:
Film i literatura to dwa zupelnie odmienne swiaty
o nie... to już jest twoja interpretacja mojej recenzji... jak dla mnie tam nawet nie musiało być fabuły... ale fakt oczekiwałem znacznie więcej od tego filmu i się zawiodłem.Cytat:
ktorzy chcieliby wlasne przezycia i wyobrazenia zwiazane z czytaniem "zobaczyc" w kinie
dlaczego? nikt Ci/mi tego nie zabroni..! chyba że Ty sama postawisz sobie taki limes.Cytat:
nigdy tez nie oczekiwalam iz film w jakikolwiek sposob (poza oczywiscie opowiadana "historia") bedzie korespondowal z dzielem literackim
Ładnie to ujęłaś. Bo „Opowieści Galicyjskie” to jest bajka z czasów kiedy Stasiuk używał fabuły do tworzenia swoich książek. Od Dukli zmieniło się to. Dukla zabiła fabułę... Później w pisaninie A. S. było już tylko gorzej. Moim zdaniem jeżeli należała mu się jakaś nagroda za książkę to tylko za „Opowieści Galicyjskie”.Cytat:
W "Winie truskawkowym" ktore w zalozeniu tworcow mialo byc chyba pewnego rodzaju "bajka" razila mnie jednak zbytnia doslownosc, nawet muzyka, choc piekna, byla nazbyt czytelna i egzaltowana, niektore ujecia dzielila od kiczu milimetrowa granica....mam mieszane uczucia.
Dziś o 22.10 "Baza ludzi umarłych" w Kino Polska.
I jeden z moich ulubionych filmowych cytatów. "Dziewiątka" (Leon Niemczyk) ma odwieźć "partyjnego" do miasta. Sekretarz patrzy z przestrachem na rzęchowaty samochód i pyta "Dziewiątkę":
- Dobrze pan jeździ?
- Nie. Ale szybko.
:mrgreen:
I:
"Jak to mówi Pismo Święte...
-Niewiasta.... Niewiasta.. coś takiego
Zawsze po wódce mam łeb jak dziurawe wiadro, a bym z tydzień nie pił to bym sobie przypomniał. W każdym razie coś z niewiastą i że bardzo źle"
Cytat:
Sam film jednak przypomina mi trochę serial „Rancho” - tylko że lekko podrasowany. W filmie tym jest zawarta taka podprogowa informacja, której nie da się zignorować... informacja ta jest w formie takiego parcia: „ten film musi być w pytę bo sama książka jest fajna”. Moim zdaniem autorzy filmu postawili sobie wysoką poprzeczkę, której nie przeskoczyli ponieważ się nie wysilili.
Czy obecnosc informacji w czolowce iz film jest na motywach ksiazki zobowiazuje do czegokolwiek tworcow? Absolutnie nie, czasami mam wrazenie iz wzmianka taka jest tylko po to, by uniknac posadzenia o plagiat:) To po pierwsze...Dlatego nie spieralabym sie o to czy film spelnil czy tez nie czyjekolwiek oczekiwania - nie w tym rzecz i w sumie niepotrzebnie zabieralam glos...
A teraz przejdzmy do meritum. Nie pisalam w ogole co sadze o tym filmie - otoz rzecz ujmujac pobieznie : nie podobal sie - ale nie dlatego iz nie koresponduje w sposob odczuwalny z proza Stasiuka gdyz jak juz pisalam nie szukam nigdy w filmie tego, co znalazlam w ksiazce, nie oczekuje tego przed pojsciem do kina (tak na marginesie - od ludzi tez juz nie mam zadnych wymagan:).
"Wino truskawkowe" jest dla mnie jak Martini - produkt przeslodzony, rozreklamowany masowo do tanca i do rozanca - tak by w smaku pasowal jak najszerszemu gronu odbiorcow, podczas gdy prawdziwe, galicyjskiei dukielskie "Wino truskawkowe" winno byc wytrawnym trunkiem dla koneserow, produktem cierpkim acz prawdziwym, niczego nie udajacym...
W "Winie.." ogladanie niektorych scen bylo dla mnie zbyt meczace, skora cierpla z poirytowania i zazenowania. Chocy scena "milosna" znad wodospadu - brakowalo tylko dwoch pasacych sie jeleni, orla szybujacego nad koronami jesiennych drzew - i cud-makatka gotowa:) Rezyser zdolal umiescic tam wszystko co az nazbyt razi doslownoscia rodem z tanich scenerii slubnych fotografii oprocz jednego - uczucia miedzy tym dwojgiem ludzi, nie ma go ni cienia (przepraszam za "pasozytniczy" dobor wyrazow:)....
Co do porownania z "Ranczem" - przyznam ze niezle pofikolkowales w wyobrazni ale po zastanowieniu musze stwierdzic iz "Ranczo" jest lepsze - nie udaje iz jest czyms wiecej niz popoludniowa rozrywka, nie ma jakichkolwiek ambicji poza tym, by bawic (choc pewnie wladze TVP utrzymuja iz to program misyjny:)))).....
Moze wspomne jeszcze o muzyce Lorenca - dla mnie kalka klimatow z "Bandyty" - a szkoda, bo ostatnia partytura tego pana do "Rozyczki" udowadnia iz potrafi wgrac w fabule dzwieki przejmujace acz nienachalne ...
Wspominasz jeszcze o swoim rozczarowaniu kierunkiem w jakim podaza proza Stasiuka. No coz, nie jest to temat do watku filmowego ale skoro juz rozmawiamy o "winie" to Stasiu je przypomina. Im starszy.......tym wytrawniejszy:)
PS.W tym tygodniu w "Przekroju" Piotr Marecki pisze o prowincji w polskim filmie, poczytaj .... - nie sposob sie z nim nie zgodzic, zreszta jego sposob odczuwania i osadu rzeczywistosci ma prawo byc mi bliski z racji i jego wieku, i pochodzenia...
No to zjechaliśmy ten film do spodu...
Ja tam się dalej będę upierał że książka mogłaby/powinna by/... być co najmniej kontekstem filmu... a jeśli nie to po co umieszczać w ogóle info o tych „motywach”...? Jakby nie było żadnej informacji o tym że to na podstawie... to i tak film by mi się nie podobał między innymi dla tych powodów, które Ty wymieniłaś w swoim poście.
Trafiłem na film Gnoje w całości w internecie na Youtube http://www.youtube.com/watch?v=0h-j0...eature=related . I tak sobie jeszcze raz pooglądałem. Po projekcji naszło mnie kilka refleksji...:
oczywiście film mi się nadal bardziej podoba niż Wino truskawkowe,
zdałem sobie sprawę że było w tym okresie kręconych wiele filmów gdzie pojawiała się cała gama niecenzuralnych słów (Psy I/II, Samowolka), gdzie główni bohaterowie byli przechu..mi – to już był nawet taki schyłkowy okres popularności tych filmów, zanim w Polsce zagościły na dobre komedie romantyczne.
Stachura ma białą lokomotywę, Wojaczek ma białą pannę, Stasiuk ma białego kruka, Ala ma kota... każdy jakieś hobby ma
Etos pijacki to domena południowo wschodniej Polski (tu rzeczywiście lepiej się chleje)
Stasiuk używa stylu życiopisania, lub drogopisania (za to pierwsze słowo by się chyba obraził) nawet w filmie
wyważone zdjęcia zimowego Beskidu Niskiego (okolice Gorlic, Czarne, chyba Nieznajowej, cerkiew w Króliku) są ładne, ale bez fotoszopa
oczywiście jakby ktoś nie wiedział akcja filmu toczy się w Bieszczadach:
wg Internetowej Bazy Filmu Polskiego http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/126493Cytat:
Danuta Stenka (partnerka Cześka w Bieszczadach), Jerzy Nowak (Hryćko, staruszek w Bieszczadach), Sławomir Orzechowski (mieszkaniec Bieszczad), Edyta Olszówka (Katarzyna, była dziewczyna Cześka), Artur Sokołowski, Anna Majcher (mieszkanka Bieszczad)
Cytat:
Etos pijacki to domena południowo wschodniej Polski (tu rzeczywiście lepiej się chleje)
w jakim sensie lepiej "sie chleje" na poludniowo-wschodnich rubiezach ?:)
podobno są takie wsie, że 3/4 to same wdowy pogorzałkowe...:-?
To przekorne zdanie związane jest z tym co napisałem w poście nr 133 w tym wątku... etos pijacki jest bardzo silny w Bieszczadach i wśród przyjezdnych i wśród mieszkańców... kino i literatura w jakimś stopniu podkreślają to.
A ja gładko łyknęłam „Wino truskawkowe”. Może trochę za słodkie, ale swoje zrobiło;).
Dodatkowo poprawiło mi smak po makabresce „Złego domu” Smarzowskiego (nie, żeby był zły, ale nieco błotnisto-krwisty). Kaca nie było, przeciwnie szybko sięgnęłam po Stasiuka. „Opowieści galicyjskie” to rzeczywiście inna bajka, snująca się powolutku, oplatająca ludzi i ich życie. Takie więcej niż 3D. Potem pociągnęło mnie w tamte rejony, płynna granica między B i BN;-). Znalazłam rynek, w głębi kościół, stare chałupy, zielona aleja i sklepik „U Edzia”. Było słonecznie i sennie. Pod piwnym parasolem nawiązała się znajomość z miejscowymi, którzy z dumą opowiadali o swoim udziale w filmie. „To było życie!”, wspominali z tęsknotą paromiesięczne statystowanie. Wielu mieszkańców miało zarobek no i coś się działo w miasteczku. Chętnie mi pozowali do zdjęć, z zastrzeżeniem, żeby nie poszło do netu (koty nie wyraziły zastrzeżeń). A Stasiuka dalej trawię, połaziłam po Dukli, a teraz poczytam.
co prawda nie bieszczadzkie plenery jednak tematyka bliska calemu poludniu http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/121160 badz http://www.youtube.com/watch?v=IoXbe0ygMz0
Pewnie, że GRATULACJE!!!!!
..nie wiem czy ktoś wrzucał wcześniej.. ale posłużę się tym linkiem http://alterkino.org/smolarze#more-2185 SMOLARZE
kolejny "dom bieszczadzki" :wink: do obejrzenia.
Był "Dom Zły", a teraz "Dom na końcu drogi" - tym razem kręcony w Bieszczadach.
http://www.studiomunka.pl/_vault/_fi...bfb13aaf5f.pdf
http://chomikuj.pl/marcin.k175/Filmy...avi%28video%29
Witam
Nie wiem czy było, dla mnie świetny film. Kiedyś był na stronie TVP, teraz nie mogę go tam znaleźć dlatego podaję link do chomika.
http://www.youtube.com/watch?feature...&v=uj_lXfNTS8I
-Bogusław Hynek -Wstęga Mobiusa, ale tylko wybrane sceny filmu. Pewna scena i krajobraz znajomy... :) Czy posiada ktoś może ten film w całości? Jest więcej scen kręconych w tym miejscu!