3 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Deszcz nabierał obfitości, ja tempa a potoki siły. Te ostatnie mnie fascynowały gdy tak w oczach rosły w potęgę, jak zmieniały swoje ubarwienie. Stróżki z drogi spływały do rowu odwadniającego, ten łączył się już z istniejącym małym strumyczkiem, ten zaś jeszcze przezroczysty wpadał do potoku Jurczakowa , który kolorem, chociaż przez jakiś czas, chce się upodobnić do Huang-ho.
Do pokoju dotarłem całkowicie przemoczony, popatrzyłem, że i pod kurtką jestem mokry i wcale nie z wysiłku a to znaczy, że kilkunastoletnie jej używanie znacząco obniżyło parametry wodoodpornościowe materiału (hydrotex xPower) a to znaczy, że trzeba się rozejrzeć za nową (mam coś już na oku). Hmmm, widzę, że zaczyna mi się robić lista zakupów bo już na niej jest jakaś niegłupia lornetka (tutaj się rozglądam).
Oki, przebieram się, idę na lekki obiad a później jadę do mavo. Jak zwykle u niego i jego rodzinki czas pędzi i mimo, że już się podnosiłem kilka razy do wyjścia to i tak gdzieś przed drugą dopiero wyszedłem :P
Nie będę opowiadał o szczegółach, jeno tylko wspomnę… że smażone kurki były super i wszyscy przeżyli, że mierzyliśmy małego Jasia GPS-em, że powstał pomysł wejścia i zatknięcia flagi na Dwerniku-Kamieniu w dniu 11 listopada tego roku by odświeżyć świecką tradycję zapoczątkowaną dwa lata temu przez moją skromną osobę. To jeszcze trzeba organizacyjnie obgadać, ale jest to już jakiś pomysł! Temat jest otwarty na innych ale chyba na górę to zamknięty bo mavo chciałby wyruszyć na D-K prosto z łóżeczka :P
Załącznik 19788Załącznik 19790Załącznik 19789
cdn
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Oferuje moja chalpke jako baze do ataku szczytowego.
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Fonetycznie "halpka" znaczy pewnie coś innego ?!?
7 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
28.07.10 (Środa)
Dzień jest pochmurny, pada deszcz z małymi przerwami ale i wtedy nie wygląda słońce. W planie stworzonym prawie at hock zaczynam od kirkutu w Baligrodzie a jestem na tym starym cmentarzu żydowskim pierwszy raz. Będąc w Bieszczadach zawsze wolałem łazić gdzieś po górach i tam gdzie jest zielono. Uciekałem od miejskiej zabudowy, aż nadszedł czas i nadrabiam zaległości.
Drugim punktem było obejrzenie działki w miejscu, które mi się podoba, zasięgnięciu języka i podejrzenie infrastruktury jaka jest wymagana dla działki budowlanej. Miejsce spełnia wiele założeń, ale trzeba też kilka spraw rozwiązać… to na razie tylko taki rekonesans.
No i wreszcie trzecie tego dnia odwiedziny… zostaje popełniona wizyta w Polańczyku. Tyle wypadów w Bieszczady, tyle miasteczek i wsi odwiedzonych, miejsc po starych wsiach a nigdy moja stopa nie stanęła na deptaku w Polańczyku. Nawet dobrze, że spory deszcz pada, że jest chłodno i nieprzyjemnie, bo jak się domyślam, gdyby była ładna pogoda to musiałbym się przeciskać przez tłumy spacerowiczów. No cóż zmieniają się mi poglądy w tym temacie. Kiedyś jako nastolatek, autostopem wyrwany w Polskę z domu i szkoły, z długimi włosami, w dzwonach szytych z materiału na żagle i własnoręcznie farbowanych, farbowanych także koszulkach z obowiązkową pacyfką na szyi i innymi jakimiś wisiorkami wieszanymi gdzie się da, jechało się do punktu zbornego do Sopotu spotkać się z innymi znajomymi i czasami też poszlifować Monciak. I nie było to w moim wykonaniu takie kontestacyjne zachowanie tylko na czas wakacji, Chylę czoła zarówno swoim dawnym nauczycielom, jak i rodzicom bo walka czasami była bardzo ostra by ta kontestacja była całoroczna pomyślna dla mnie.
Trochę odbiegłem od tematu… w Polańczyku trochę poszlifowałem deptak, pozaglądałem prawie w każdy „wyciągacz dudków” i kiedy powiedziałem dość poszedłem do pizzerii Korona na pizzę i tiramisu, które próbuję gdzie się da. Taka kolej losu, kiedyś po szlifowaniu Monciaka szło się do Baru Zdrojowego(?) na najtańsze jedzenie z możliwych… jajko sadzone, ziemniaki i maślanka… ech! J
Jutro muszę przypomnieć sobie Woronikówkę!
Załącznik 19805Załącznik 19804Załącznik 19803Załącznik 19802Załącznik 19801Załącznik 19800Załącznik 19799
cdn
8 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
29.07.2010 (Czwartek)
Startuję z przystanku PKS Jabłonki, kawałek idę szosą na północ i skręcam w prawo w stokówkę. Mijam zapełniony śmieciami kontener , trochę dalej odbijam w lewo w gęste chaszcze. Jest sporo błota przez padające ostatnio deszcze i myślę o czekającym mnie błocie na stromym zboczu Woronikówki. Jednak strach ma wielkie oczy i czym wyżej tym bardziej sucho. Przed kilkunastu laty wchodziłem na Woronikówkę (wtedy jeszcze Walter) i całkowicie gorzej mi się na nią wtedy wchodziło a winę zwaliłbym na ówczesne buty.
Dochodzę wreszcie na 836 m i na szczycie wita mnie śmietnisko z przepełnionego pojemnika na śmieci. Ktoś postawił śmietnik myśląc zapewne, że śmieci będą wybierane przez krasnoludki. Gospodarzu tego syfu… albo zlikwiduj ten śmietnik albo go sukcesywnie opróżniaj!!! – bo wstyd! Znak wskazujący kierunek do Rezerwatu Przyrody „Woronikówka” też wskazywał inny kierunek niż powinien, ale to udało mi się poprawić.
Odpocząłem trochę na ławeczce i odbiłem właśnie do tego Rezerwatu. Prowadzi tam szlak spacerowy, ale już bez widocznej ścieżki. Wracając natknąłem się na salamandrę plamistą... w sumie to rezerwat. Schodziłem teraz tym łagodniejszym zboczem w stronę przełęczy 727 a następnie do stokówki w którą miałem skręcić w lewo, dojść do jej końca i przebić się do stokówki znajdującej się po drugiej stronie strumyka Krupiwny. Nie wchodziłem więc po drabinie na dalej idący szlak zielony. Skręciłem tak jak zamierzałem… w lewo.
Załącznik 19822Załącznik 19821Załącznik 19816Załącznik 19819Załącznik 19818Załącznik 19817Załącznik 19815Załącznik 19820
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
... i tiramisu, które próbuję gdzie się da...
myślałam, że tylko ja mam takie hobby:mrgreen:
4 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Skręciłem w lewo w stokówkę, która przy samej wychodni skalnej skręca w prawo by za chwilę, tak jak jest na mapie, się kończyć. Na końcu drogi mały placyk tak by mógł zawrócić samochód, ale ja chcę iść dalej by spotkać się z drugą częścią, a ciągłość zapewne została zniszczona przez potok Krupiwny. Trudno mi nawet ocenić jak dalej mogła biec droga by była jedną całością bo z lewej strony jest dość spory wąwóz którym płynie wspomniany potok a po prawej stronie jest zbocze. Mogę się też mylić i możliwe, że wcale tego połączenia nie było. Tuż za miejscem gdzie ta stokówka ma swój koniec zaczynają się gęste krzaki i stoi dość głęboka woda. Staram się omijać te bajorka i zagłębiam się coraz dalej ale czym dalej tym więcej wody… to skutek ostatnich ulewnych deszczy. W pewnym momencie jednak podejmuję decyzję by wracać pomaga mi też świadomość, że w sumie i tak będę schodził drogą, której nie znam . Wracam więc do zielonego szlaku a dalej powoli w dół. Fajna stokówka i różnorodność zieleni z lewej i prawej jej strony. Jak wspomniałem wcześniej, lubię takie ciche leśne drogi. Przy najbliższej okazji muszę się przejść tą drugą częścią do której nie doszedłem.
Droga łączy się z zielonym szlakiem i tym sposobem zataczam pętlę. Idąc cały czas szosą w stronę Bystrego próbuję łapać stopa. Tak maszerując wstępuję do schroniska w Jabłonkach spytać się o jednego Forumowicza, ale jak się okazuje dawno go tam nie było i nie mają z nim kontaktu. Idę dalej lewym skrajem drogi, na moje gesty uniesionego kciuka kierowcy rzadko jadących samochodów nie reagują, dopiero przy tabliczce oznaczającej początek Bystrego zatrzymuje się busik towarowy i całkiem jeszcze spory kawałek mnie podwozi.
A co zapisał Oregon?... w skrócie… razem 13,100 km… całkowity czas 5,30… najwyższe wzniesienie 823 m.
Załącznik 19863Załącznik 19864Załącznik 19861Załącznik 19862
cdn
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
30.07.10 (Piątek)
O godzinie 10 rano, w pięknie zapowiadający się dzień, żegnam ORW Bystre. Ośrodek, pod wieloma względami mi pasuje. Tutaj miałem ostatnio kilka razy swoją bazę wypadową i stąd naprawdę jest sporo możliwości na wypady po okolicy a jeszcze kilka zostało na przyszłość. To dobrze, że jest jeszcze okazja wrócić w te okolice, chociaż myślę o małej zmianie.
Nie jechałem teraz, jak zazwyczaj, z żelaznym planem a raczej takim dość luźnym, jednak pierwotna wersja bardziej mi odpowiada. Sam jestem ciekaw czy ten trend się utrzyma czy raczej powrót do konsekwentnej realizacji wcześniej ułożonego planu?
Kilka dni deszczowych jak i zatrucie zabrało mi kilka okazji by ruszyć gdzieś na piechotę, ale pozwoliło zobaczyć też kilka miejsc, które dotychczas były jakoś omijane. Nie zrobiłem też wypadu po „coś” od Piskala i teraz się zastanawiam czy to „coś” się utrzyma w skrytce. Wątpliwości są bo… zbliża się mały spęd Tęgich Głów w Sękowcu i Piskal będzie miał niemałe dylematy na wytrzymałość (wszelką!). No cóż, niedaleka przyszłość wskaże odpowiedź. J
Teraz czekam na przedostatni miesiąc roku, zręby planów już są z ważnym punktem na 11 listopada.
I to tyle z lipca.
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Nie chcąc otwierać nowego wątku, bo i po co, spytam się tutaj... czy ktoś z Was chodził wokół Czereszenki i Czereśni zwłaszcza po drogach leśnych odchodzących od tej większej drogi okrążającej te dwie górki. Na "niektórych" mapach są tam pojedyncze zabudowania (nie chodzi o SG), czy są tam tereny prywatne?
Planuję tam pochodzić w listopadzie i stąd moje pytanie.
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Po pierwsze primo: uważaj na miśka. Był tam 4 lata temu :)
Po drugie primo: wtedy zasieków nie było. Może teraz już są. Nic mi nie wiadomo na temat prywatności tych terenów
Po trzecie primo: ludzi nie spotkasz i tam są fajne chaszcze i ścieżki leśne.
Po czwarte primo; Przy samej stokówce coś znajdziesz. Uważaj na osy były tam 4 lata temu.
Po piate primo więcej nie pamiętam ale możesz zadzwonić
Pozdrawiam