Zamieszczone przez done73
No bo jak interpretować potem tłumaczenia pracwnika Parku, że zakaz obowiązuje od tygodnia i nikt tutaj niczego się nie będzie (jeszcze) czepiał? Dlaczego spzredaje się wejściówki a na widok psa nikt z obsługi nic nie mówi? Przykład konkretny - zeszliśmy z Wetlińskiej (z psem!) i dalej dajemy na Caryńską. Mamy karnety na 4 wejścia. Gdy schodzimy z drogi na szlak, Pani z budki woła (odległość 30m) - "tzreba kupić wejściówkę!" Odkrzykujemy, ża mamy karnet. Mimo, że psa prowadzimy na smyczy i jest jasne, że łamiemy w oczywisty sposób zakaz, o psie ani słowa. Jak to rozumieć - tablice sobie wiszą, ale nikt się nie pzrejmuje.