Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Tu się zgadza Browar! Na tym orto jest właśnie zaznaczona ścieżka jaką nieomylnie poszłam :) Nie ma zaznaczonej ścieżki szlakowej. Szlak zgubiłam dokładnie w miejscu, gdzie przerywana linia przecina potok Kapisovka -poszłam właśnie tą ścieżką. w Miejscu, gdzie przerywana linia zakręca -uderzyłam pasem na szczyt. Wróciłam z powrotem do punktu przecięcia z potokiem i tu spałam.
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Browar
Na mapie jest zaznaczona, ale jak się popatrzy na orto to bez kompasu i słonka niezły labirynt wychodzi ;)
Ja bym poprosił o adres do tego serwisu :-)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Dlugi
Ja bym poprosił o adres do tego serwisu :-)
Nie jest tajny, niestety nie znalazłem w nim linkowania do konkretnego widoku ;)
https://zbgis.skgeodesy.sk/tkgis/default.aspx
Jeszcze jest ten z mapą turystyczną ale mi chodzi tylko na IE
http://mapy.hiking.sk/
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Thx Browar, tego pierwszego nie znałem.
A teraz czekamy, co było jak się Jimi obudziła ;-)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
same trupy niedźwiedzi w około...
dokończę pod wieczór
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
jaka ofiara losu?!?!!
ja już chyba pisałam, że te wyprawy Jimi w pojedynkę tak samo mnie przerażają jak i budzą podziw. :)))))))
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
same trupy niedźwiedzi w około...
dokończę pod wieczór
.. ha, ha, ha... czyli też Cię bestie dopadły....
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
8 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Znajdowałam się w miejscu, gdzie potok przecina szlak. Przygotowałam miejsce pod namiot, powyciągałam większe kamienie. Po rozłożeniu namiotu na kamienistym podłożu, co wcale nie było takie łatwe ale przynajmniej było równo, umyłam się w potoku opodal. Mogłam paradować w majtkach po lesie, teraz zdecydowanie się tutaj nikogo nie spodziewałam. Przed snem wyciągnęłam mapę, by analizować, jak w zasadzie chodziłam po tym Skalnem -w zasadzie do dzisiaj nie jestem w stanie wyznaczyć trasy, po której chodziłam po tym szczycie, ciągle wiele elementów mi tu nie pasuje, począwszy od kierunku po ułożenie poziomic. Nawet myśl miałam taką, by następnego dnia udać się znów na Skalne i znów próbować dostać się stamtąd na Baranie -jestem osobą, która nie lubi porażki w górach i tym samym upartą, zwłaszcza jeśli chodzi o ujmę, jaką było niedotarcie do usilnie wyznaczonego punktu. Zasnęłam jak zabita.
Załącznik 35077
Rano ruszyłam dalej w trasę. Na godzinę 16 byłam umówiona z przyjaciółmi w Bieczu. Od wejścia w las szlak był już znakomicie oznakowany. Natknęłam się na smoka, niczym wawelskiego - pewnie nocą by mnie to niemało wystraszyło.
Załącznik 35078 Załącznik 35079 Załącznik 35080
Nagle usłyszałam jakieś powolne kroki i trzask gałęzi. Stanęłam 5 minut w bezruchu z nadzieją, że potwór wyłoni się z krzaków. Niestety nie tym razem. W końcu dochodziłam do szczytu Baranie i tym razem byłam już tego pewna. Najpierw zobaczyłam wieżę, tę, której zarys w oddali oglądałam wczoraj.
Załącznik 35081 Załącznik 35082
Słowacki szczyt Stavok jest dwa metry niższy od jego polskiej nazwy Baranie.
Załącznik 35083 Załącznik 35084
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Nie mogłam sobie odmówić przyjemności wdrapania się na trójkondygnacyjną wieżę widokową. Nie ukrywam, że gdy stanęłam na trzeciej kondygnacji i spojrzałam w dal na góry, to nogi się pode mną uginały i robiąc zdjęcia cały czas trzymałam się jedną ręką usilnie barierki.
Widok na Polskę:
Załącznik 35085
Na zachód:
Załącznik 35086
Czy w końcu na Skalne, na południe. Widoczne charakterystyczne pasy po ścinkach w stylu rębni pasowej:
Załącznik 35087
I jeszcze widok na wschód:
Załącznik 35088
Ruszyłam do Polski. Schodziłam żółtym szlakiem w kierunku Olchowca. W połowie trasy zatrzymałam się na wymarzoną kąpiel w potoku. Umyłam włosy. Wszak niebawem miałam schodzić do ludzi, więc trzeba było jakoś wyglądać. W prawdzie na szczycie widziałam informację, że las jest monitorowany ale niech panowie leśnicy, którzy cały dzień przesiadują w lasach, też niech mają coś od życia. Jimi -znana beskidzka rusałka leśna.
"Rusałka w mitologii słowiańskiej demoniczna istota zamieszkująca lasy, pola i zbiorniki wodne. Rusałki zwane były też boginkami. Ukazywały się zazwyczaj jako piękne, nagie dziewczęta z rozpuszczonymi zielonymi włosami, rzadziej jako stare i odrażające kobiety. Rusałkami stawały się panny, które zmarły przed zamążpójściem. Rusałki pojawiały się w czasie nowiu i wabiły do siebie młodzieńców, których zabijały poprzez łaskotanie lub opętańczy taniec." -wikipedia
Załącznik 35089
Schodząc znów podśpiewywałam sobie. Pech chciał, że natknęłam się na samotnego turystę, więc tym razem się speszyłam. Był to starszy człowiek, więc z pewnością znał tę pieśń, więc pewnie zrobiło mu się miło. Zaskoczony zapytał, czy nie boję się tak samotnie chodzić po lesie. "E tam, spałam dziś w lesie na Słowacji", odpowiedziałam. Ten zrobił tylko duże oczy, coś zamamrotał pod nosem, odwrócił się (kto wie, może i przeżegnał) i poszedł dalej w swoją stronę.
Dotarłam do pięknego Olchowca. W końcu widok i zapach pięknej, polskiej wsi. Tak jak wspomniałam wcześniej, słowackie wsie mi się nie podobały. Najpiękniejsze wsie są w Polsce i na Ukrainie. Słońce przygrzewało już mocno. Z Olchowca złapałam sympatycznego stopa do Krempnej. Pan z początku niepozorny ale gdy się oboje rozgadaliśmy, okazało się, że on także może się pochwalić niejednym chaszczowankiem. Prześliczna cerkiew w Krempnej -cała w goncie, łącznie z kopułami!
Załącznik 35090 Załącznik 35091
W Krempnej zatrzymałam się na dłuższy czas. W cieniu rozłożyłam się na trawie skubiąc maliny. Po drodzę bardzo przyjemne widoki:
Załącznik 35092 Załącznik 35093