no... no... no... widzę, że z Basią mógłbym startować w zawodach w planowaniu ;)
Wersja do druku
no... no... no... widzę, że z Basią mógłbym startować w zawodach w planowaniu ;)
14 maj 2009 Ustrzyki Górne
Do Ustrzyk Górnych przyjechałem późno bo gdzieś około 21.30… jednak ta Warszawa zbyt daleko jest od Bieszczadów. Może to i dobrze bo bym miał za lekko je zdobywać. Zdobywać to dobre słowo na każde góry a na Bieszczady zwłaszcza… kryje w sobie i poznawanie, i odkrywanie, i to zarówno swoje tajemnice jak i swoje piękno. Och, tyle jeszcze mam w tych górach nieodkrytych tajemnic i miejsc.
Tym razem jednak Bieszczady postanowiły odkryć dla mnie ludzi, zatwardziałych swoich miłośników. Ludzi, którzy tak jak ja je kochają, ludzi „skądś” przybywających tutaj na różne sposoby, by tylko trochę posmyrać chaszczy, połonin, gór, leśnych ostępów, strumyków… ech . Każdy z nich ma swój sposób na zwiedzanie i odkrywanie, każdy ma swoją „filozofię”, którą mami te góry by były łaskawe dla niego. Poznałem w realu małą cząstkę tej społeczności a już niektórzy zdążyli mnie zarazić „swoją filozofią”.
Tym razem to ludzie mieli być na pierwszym miejscu a Bieszczady tuż za nimi. Wyszło jednak tak, że „i owca była cała i wilk syty” a jeszcze piękna pogoda okrasiła całość. Tutaj skupię się na Bieszczadach, bo wątek tzw. biesiadny musi być jednak oddzielony i opisywany gdzieś pod innym tematem.
Jak to ja, miałem wcześniej zaplanowany cały pobyt na tip top, ale tym razem uwzględniłem daleko idące poprawki wynikłe z okoliczności i uwzględniały zmiany at hock.
Ale wracajmy do tematu bo widzę, że popłynąłem nieźle.
Tylko jako tako rzuciłem tobołki a już mnie gnało do Zajazdu pod Caryńską… do ludzi ;)
Na niebie cały gwiazdozbiór a w ZpC… także, niektóre z tych gwiazd co mnie znały wymownie przemilczały by inne siedzące przy stole przeszły małą konsternację, co z mojej pozycji wchodzącego gościa było widać, jednak niektórzy jakby odgadli. Sam przeżywałem wejście, ale szybko sobie uprzytomniłem, że kozie spod ogona nie wyskoczyłem i czas do gwiazd się przyłączyć choćby tylko przycupnięty na końcu ławy i na półdupku. Przywitali się zacnie… a juści, pozwolili usiąść.
Znowu popłynąłem? Wiem… znowu. Ale to tak na początek, qrcze nie da się tego oddzielić tak całkiem jak chciałem.
Tego wieczoru popłakałem sobie trochę ze śmiechu… Pastorze, przez Ciebie. Chłop ten ma pełen kołczan strzał humoru. W dodatku tak celnie strzela, że nijak nie da się przed nimi skryć. Strzelaj tak dalej, te strzały nie zabijają.
Następny dzień to okolice Polany i Rosolin, a może coś jeszcze?
Cdn…
15 maj 2009 Ustrzyki Górne
Tuż po śniadaniu, wypad do Lutowisk by tuż za nimi skręcić w lewo na Skorodne, droga całkiem całkiem. Zatrzymuję się, by co chwila zerknąć na potok Głuchy, który meandruje razem z drogą czasami czule się łącząc. Woda w nim jakaś ciemna, zmącona, cicha… głuchy nie na darmo. Widać w niektórych miejscach żeremia, pościnane bobrowymi siekaczami drzewa, mostki wymagające trochę naprawy. Zatrzymuję się na dłużej w Skorodnem, jakoś nie widzę dzikiego czosnku*, oglądam betonowe kikuty pozostałe po PGR-ze i zakładzie karnym. W głębi bocznej drogi widać budynek oazowy. Nie doszedłem tam, bo zatrzymałem się na dłuższej pogawędce z panią grabiącą ziemię, koło już nowego drewnianego domku stojącego na początku odnogi drogi. Dalej dolina zaznaczona siedmioma stawami. W tym pierwszym multum kijanek, co też tu musi być za koncert wieczorem, gdy nastanie ich czas godów? Pani, z którą rozmawiałem wspomniała o innej ciekawej wtedy sytuacji, wielkie łażenie żab i szukaniu sobie partnera… „panie, wtedy tutaj jest, co oglądać”. Teraz kijanki jeszcze o tym nie myślą… jest cisza, spokój, świeci słonko, wszędzie żółte kaczeńce, w górze latają ptaszki… no nie wiem gdzie patrzeć… „panie, mieszkam pod Stalową Wolą, ale tutaj to błogostan istny”. Ano, istny błogostan! Niedaleko jest urokliwa kamienna kapliczka a trochę w bok przepiękna, duża, zielona polana, ukwiecona wiosennymi kwiatami, czuć wiosnę wszędzie. Maj to piękny miesiąc.
Szedłem tędy chyba z 9 lat temu i teraz cały czas łapałem się, że idę tutaj po raz pierwszy. Jednak nie mogę na zapas wchłonąć w umysł wszystkich widoków, zacierają się po latach, inne biorą górę… dobrze wracać do miejsc, w których się było.
Teraz skręcam w prawo w boczną drogę w stronę Polany Ostre a dalej już w stronę Czarnej. Na początku tej bocznej drogi, po jej lewej stronie, budowany jest jakiś kompleks turystyczny, widać rozmach jak na tutejsze warunki. Dalej droga już nie jest ciekawa, typowa leśna droga aż do asfaltu.
Teraz w lewo do punktu widokowego, z którego widać Otryt a dalej już przez lornetkę nawet Chatkę Puchatka. Tutaj fajnie słoneczko świeci, rozleniwia wprost… ech, pięknie jest!
Teraz już do Polany, a tam drogą z betonowych płyt do Rosolińskiej Jaskini. Daleko jej do jaskini, ale ładne wgłębienie w skale jest. Po drodze dwa brody, które przechodzę z buta by przy jaskini jednak je ściągnąć i ochłodzić nogi. Cała radość to teraz wdrapać się na szczyt i oczami zwycięzcy spojrzeć w dół Czarnego, a ze skraju 25 metrowego urwiska jest co pooglądać, jest też szacunek dla tej wysokości gdy się podejdzie do samego brzegu. Potężne drzewo, rosnące obok, musi mieć chyba dość już tego widoku mając perspektywę bliskiej śmierci. Walczy jednak zawzięcie o życie, rozciągając w bok korzenie, by utrzymać pion. Skała mu pomaga, ale jak długo jeszcze?
Teraz przepiękna łąka w Rosolinie, ogrodzona elektrycznym pastuchem. „Dzień dobry” dwóm panom pracującym chyba przy wycince i znowu brody z buta. Po przejściu ostatniego słyszę za sobą traktor, przejeżdża bród i… mogę wskakiwać na przyczepę. Jak maluch macham sobie nogami w powietrzu, patrzę na uciekającą drogę, podskakuję na d…e i myślę czy tym razem będzie taki podskok, że opadnę na betoniki. Ha… udało się, dowieźli do prawie samej drogi.
Teraz trzeba zobaczyć starą dzwonnicę, cerkiew i nowy kościół. Czemu nowy? Tamten był zły?
Jadę następnie zobaczyć Zawóz i Werlas… no co? No nigdy tam nie byłem. Tam już nie są moje klimaty, aż boję się pomyśleć, co tam się dzieje w wakacje.
Wracam do Czarnej, koniecznie do Baraku, qrcze muszę poznać naszego Forumowego kolegę Krzysztofa Franczaka. Nie znam go osobiście, ale Forum zbliża, więc czemu nie?
Na drzwiach Baraku mała karteczka „zaraz wracam”, obok podany jest telefon do wywołania z domu. W Warszawie zaraz to góra 5 minut a tu, jest inny wymiar czasu… siadam na ławeczce i „zaraz” mija 20 minut, no nie przyszedł. Myślę sobie… co się odwlecze to nie uciecze. W Czarnym Kogucie obiad i siur do Ustrzyk Górnych. Przeca ZpC czeka z gwiazdami. ;)
* skoroda – dziki czosnek
Cdn…
Na cmentarz w Rosolinie trafiłeś?
A koło Zawozu i Werlasa też jest gdzie połazić. Nawet w sezonie możesz ludzi nie spotkać. Super jest cmentarz na Horodku. Pisz, pisz Kolego... a my poczytamy :-)
Pozdrawoam
Bertrandzie, tym razem nie trafiłem, bo było za mało czasu. Jednak okolice Polany, jak już wcześniej gdzieś wspomniałem, mają wiele pięknych miejsc. W Polanie Ostre czekają też na mnie pozostałości po kopalni ropy i sama ropa także. Oj, jest jeszcze po co wracać. :)
[quote=Recon1;80081]Na drzwiach Baraku mała karteczka „zaraz wracam”, obok podany jest telefon do wywołania z domu. W Warszawie zaraz to góra 5 minut a tu, jest inny wymiar czasu… siadam na ławeczce i „zaraz” mija 20 minut, no nie przyszedł. [/quote]
..na ploteczkach byłem?
Ustrzyki Górne 16 maj 2009 rok
Zaraz po śniadaniu spotykam SB i „braciszków dwóch” jak się sposobią do wyjazdu. Wiem, że jadą zrealizować zaproszenie Mavo. Namawiają bym się przyłączył i… namówili. Jedziemy do Nasicznego. Nowo budowany dom już wcześniej namierzyli więc szybko dojechaliśmy. Z daleka bije po oczach baner „Związek Zbieraczy Kitu pozdrawia KIMB”… następuje powitanie prezesa z prezydentem, reszta też się wita, dojeżdża Pastor, strzela szampan, szura metalowa nakrętka o szkło butelki Jack`a Daniels`a, dzwonią butelki piwa, na grill wędruje karkówka a „braciszków dwóch” zaczyna mnie podpytywać co robiłem wczoraj i co widziałem. Suma sumarum, jeszcze się porządnie nie zagościliśmy a już zostało uzgodnione, że jedziemy do jaskini w Rosolinie. Szybka decyzja by wracać do Ustrzyk Górnych, muszę przecież wskoczyć w bieszczadzkie ciuchy, oni już byli przygotowani na ten ruch.
Jedzie nas czwórka Olkaa, Wojtek 1121, Andrzej 627 i ja… pozostali wolą Daniels`a i karkówkę ;)
Jeep Wojtka 1121 nie zdążył się rozpędzić a już za Lutowiskami skręcamy na Polanę. Zatrzymujemy się na chwilkę na kwiecistej łące obok kamiennej kapliczki i jedziemy dalej. Postój robimy na opisywanym wcześniej punkcie widokowym. Dziś przejrzystość powietrza gorsza i nie widać przez lornetkę Chatki Puchatka. Trochę tam cieszymy oczy panoramą.
Jednak „braciszków dwóch” już się sposobią do jazdy dalej, i jedziemy. Miałem zamiar wjechać aż na sam szczyt jaskini ale drogę przed drugim brodem przymknięto elektrycznym pastuchem. Samochód zostawiamy, a my skręcamy w prawo i trochę wydeptaną ścieżką, która jest znaczona czerwonymi strzałkami dochodzimy do podstawy jaskini.
Przez całą drogę Andrzej edukuje mnie jak wędrować z GPS-em, pokazuje tajniki. Widać gołym okiem, że „braciszków dwóch” temat nieźle kręci i bawi jednocześnie. Jednak pełen popisowy wykład o GPS-ie Andrzej daje na KIMB-ie.
By dojść do jaskini trzeba jednak przejść przez Czarny potok. Mi się udaje przejść na sucho, Olkaa przechodzi z butami w ręku, Andrzej się przymierza a Wojtek już go filmuje, nawet mu nie chciał dać dwóch kijków… że niby ja przeszedłem z jednym to i on da sobie radę. Długie przymiarki Andrzeja do przejścia wzniecają w nas pozostałych oczekiwanie na dobre widowisko. Wojtek kręcąc kamerą, aż chyba się modli by brat się skąpał. Niestety film nie poszedł według scenariusza ;)
Wojtek na ten cel wypadu przygotował niespodziankę dla mnie… mam z nim założyć nową skrzynkę geocaching`ową. Pozwala mi nawet wybrać miejsce. Chowamy ją i Wojtek zaznacza miejsce w GPS-ie. Namawiam byśmy poszli trochę dalej zobaczyć fajny wodospadzik. Jakieś 300 metrów dalej po drugiej stronie znajdujemy go i uwieczniamy na tym co kto ma. Jeszcze z 200 metrów i postanawiamy wracać. Prowadzę tym razem na górę by i oni mogli popatrzeć na Czarnego z góry. Obowiązkowe zdjęcia na skraju przepaści i tym razem wracamy polaną w dół do brodu. Faceci przechodzą z buta a po Olkę Wojtek postanawia podjechać by nie musiała ściągać butów.
Jedziemy teraz do Czarnej by delegacja KIMB-owa odwiedziła Krzysztofa Franczaka w Baraku. Hmmm… na drzwiach zaś „zaraz wracam”. Tym razem jednak „bieszczadzkie zaraz” było skuteczne i gospodarz przyszedł, my w międzyczasie pozaglądaliśmy przez szyby i obejrzeliśmy wystawione obrazy.
Teraz trochę takiego sytuacyjnego humoru… podchodzi do nas Krzysztof i Andrzej się go pyta, tak prosto z mostu… „Krzysztof Franczak?”, Krzysiek… „tak”, Andrzej… „to czemu na obrazie jest napisane Józef Franczak?”. Z tego dialogu żeśmy się do łez uśmieli.
Ci co nie byli u Krzysztofa w Baraku niech koniecznie jego i to miejsce odwiedzą. Krzysztof to fajny facet więc może coś kupicie u niego a i słowem o kulturze okrasi.
Olkaa kupiła kilka porcelanowych aniołków a my zapraszaliśmy na KIMB.
Krzysztof wskazał nam jeszcze małą knajpkę w Czarnej gdzie zjedliśmy smaczne pierogi i placki ziemniaczane.
Gdy już wracaliśmy, Wojtek z Andrzejem zakomunikowali, że mają jeszcze jedną niespodziankę dla mnie. Przy potoku Zwir miałem samodzielnie odnaleźć schowaną przez jakiegoś „geokasza” skrzynkę. Udało mi się ją znaleźć, GPS mnie prowadził jak po sznurku, wpisałem się, schowałem z powrotem i tyle. Czas wracać, dziś przecież KIMB.
Cdn…
Napisałem wcześniej ...Po przejściu ostatniego słyszę za sobą traktor, przejeżdża bród i… mogę wskakiwać na przyczepę....
17 maj 2009 Ustrzyki Górne
Wyjazd. Smutny dzień. Przed całkowitym opuszczeniem Bieszczadów odwiedzam jeszcze 3 cerkwie.
Czekam teraz na 12 lipca, wtedy znowu tutaj przyjadę, tym razem na dwa tygodnie.
Recon , znów czytam Cię przed wyjazdem w Bieszczady:) I jak wspominam " Wołanie z Połonin" to myślę ,że powinny powstać WSPOMNIENIA SPOD POŁONIN :) Twojego autorstwa ,oczywiście.
A propos wyjazdu ,niestety pkp utrudniło nam życie , bo zlikwidowali ciapong do Zagórza:( A pks ...no cóż ...JEST.Ale informację najlepiej znaleźć na pks Sanok-niestety Stolica wymięka, z powodu braku kompetencji-smutne...
odnośnie Twojego Lit a propos...
PKP jest ale od 19 czerwca do 30 sierpnia. Wyjazd z Centralnej o 22.45 by w Zagórzu być o 10.30. Po "kaszanie" jakie mi zgotowało PKP rok temu to nie prędko pojadę w Bieszczady tym środkiem lokomocji, wolę neobus jak już, chociaż ten w listopadzie trochę mi nerwów nadszarpnął, jednak miał odpuszczone, gdy kierowcy zatrzymali mój portfel na siedzeniu gdy już wysiadłem.
Lubiłem kiedyś ten nocny pociąg. Kupowałem sypialny, obgadywałem ;) z konduktorem przedział "poselski" i sam mogłem spać aż do Zagórza. Tam busik i chwila moment stawiałem gdzieś namiocik (to wcześniej) lub waliłem bambetle w obczajoną już jakąś kawaterkę (to już później) i mogłem biec w góry.
Odnośnie wspomnień...
może i powstaną, skoro mi za moje gryzmoły splendoru na KIMB-ie dali, tym bardziej, żem nigdy nic nie pisał (pomijam listy do dziewczyn). Muszę mieć tylko więcej czasu, ale jak go znajdę to... no, bo mi zaraz kobyłkę u płota postawią!
Pociesz się, że inni mają jeszcze dalej :-( (mam jakieś 400 km więcej), pomimo, że w zeszłym roku byłam po raz pierwszy w Bieszczadach i dużo nie widziałam (mgła) to już się w nich zakochałam...;)
a Twoje relacje wzbudzają jeszcze większą tęsknotę :roll:
ale pisz jak najwięcej, fajnie się czyta i z jeszcze większą chęcią pokonuje się te prawie 900 km ;)
pozdrówka
p.s. więcej fotek proszę :oops:
Na relacje, zarówno piszący we własnej osobie jak i czytający łaskawca, musi jednak poczekać... ale 12 lipiec już bez mała za miesiąc. Od wtedy mam zaplanowany pobyt w Wetlinie (tam z bazą wypadową), na cały mój pobyt do 24 a może 25 lipca.
Hahahahaha.... Z czego się śmieję? Z siebie się śmieję!
Chodzę po Bieszczadach lat już niemało, mieszkam stosunkowo blisko więc mam ułatwione zadanie. Latek też już nie kilkanaście, więc wydawało mi się, że te góry znam całkiem dobrze. Jestem w nich kilka razu w roku, o różnych porach. Ostatnio przyszła samozadawalająca myśl, że już byłem tu i tam, parę grzebietów w kręgosłupie, wiele kilometrów w butach, mapę mogę wyrysować na śpiąco. Szczyty, przełęcze, ścieżki, dróżki, nawet rozkłady jazdy PKS - wszystki w głowie. I co? I trafiłem na formu, gdzie dowiedziałem się jak stary dobry Sokrates - że wiem, że nic o Bieszczadach nie wiem. Jakże to radosna wieść! Toż jeszcze tyle przede mną! Jeszcze tyle ścieżek, mokradeł, krzaków, chylących się krzyży, kamieni, drzew i cerkiewek, których jeszcze nie zdążyłem zobaczyć. Od dwóch dni siedzę i czytam, a to Recona1, a to piskala, a to innych, którzy w środku mają to samo, co ja. Dzięki wam za to! Cieszę się, że na Was trafiłem, myślę, że od czasu do czasu połazimy razem.
I to jest w nich najpiękniejsze-opowieść bez końca!!!
Witaj Koniku na Forum, równy gość z Ciebie a bo i śmiejesz się z siebie, a bo i dochodzisz do radosnych wieści... że nic o Bieszczadach nie wiesz (chociaż przecież tyle jednak wiesz), a bo i masz ponowne inspiracje, a bo i nam nieźle słodzisz, a bo i opiecujesz wspólne łazikowanie.
Czytaj nas, ale i sam też opisz swoje łażenie po Bieszczadach, bądź też inspiracją dla nas. Koniecznie też wpadnij na spotkania nasze (czytaj o nich na KIMB-ie)... nawet już w czerwcu jedna impreza się szykuje w Ustrzykach Górnych. Gwarantuję, bo sam tego doświadczyłem, że przyjmą Ciebie z otwartymi ramionami. Są tutaj naprawdę wspaniali ludzie.
Witaj na forum i też pokaż nam coś.
Pozdrawiam
Cześć Koniku! I zabieszczaduj z wspólnie nami!!! Zapraszamy.
Dziękuję Wam za tak miłe przyjęcie! Wierzcie mi, że rad byłbym Was wszystkich szybko poznać, ale na najbliższe 3 tygodnie mam niestety inne plany wyjazdowe. Po powrocie na pewno zrobię kolejny rekonesans w Bieszczady (od wejścia do samochodu do wyjścia w Cisnej mija mniej niż 2,5 godz., więc rano wyjeżdżam, a już rano wychodzę. Fajnie nie?). Nie mam jednak wątpliwości, że nasze poznanie to tylko kwestia czasu.
Może kiedyś opiszę i moje wędrówki, tak samo jak Wy - z sercem, miłością, westchnieniem i tęstnotą za tym jedynym na świecie zakątkiem. Dawno nie czytałem czegoś tak autentycznego, tak jakbym tam z Wami chodził. Jeszcze raz bardzo za to dziękuję, zagłębiam się w lekturze... i na razie...
Też tutaj powiem na razie...
Plany, i to dość precyzyjne, już są. Rezerwacje poczynione. Relacje, zapewne już po powrocie, zostaną wzbogacone o dane z odbiornika GPS (oki..oki... sam jestem ciekaw jakie to będą dane!). Dla mnie spora nowość, ale od strony "statystyki" może być ciekawie. Muszę tylko do tego czasu poznać Oregona oraz tajniki, które wprowadzają prawidłowe dane i informacje.
Oby tylko nic i nikt mi już planów nie pokrzyżował a 12 lipca ruszam. :)
Oby tylko nic i nikt mi już planów nie pokrzyżował a 12 lipca ruszam. :)[/quote]
Recon, trzymam kciuki za Twój wyjazd, oby wszystko przebiegło jak najlepiej. I trzymam Cię za słowo - zreszta relacji nie tylko ja Ci nie odpuszczę :razz:
A po moim powrocie robię to co Ty, czyli wyjeżdżam na wielka ucztę podelektować się bieszczadzkimi przysmakami?
Recon, trzymam kciuki za Twój wyjazd, oby wszystko przebiegło jak najlepiej. I trzymam Cię za słowo - zreszta relacji nie tylko ja Ci nie odpuszczę :razz:
A po moim powrocie robię to co Ty, czyli wyjeżdżam na wielka ucztę podelektować się bieszczadzkimi przysmakami?[/quote]
Nic się tu od wczoraj nie dzieje więc, żeby podtrzymywać ogień, dopiszę, że to co widać na końcu ostatniego zdania to nie jest pytajnik, tylko wykrzyknik, a nawet trzy wykrzykniki!!! Proszę nie przecierać oczu, nie regulować komputera :shock:
Obiecałem hurtem odpowiedzieć, ale już tutaj na Forum, o moich planach na pobyt w Bieszczadach w lipcu 2009. Nie mam co ukrywać, więc podaję:
W1/1 (N) /0.00 h/ Przyjazd (obejście Wetliny)
W2/2 (PN) /5.15 h/ Radziejowa –Tyskowa - Przełęcz Hyrcza - cerkiew Łopienka - Baza studencka - Dołżyca
W3/3 (WT) /9.40 h/ Maniów - Balnica (granica) – Osadne - Balnica granica - Żubracze
W4/4 (ŚR) /10.10 h/ Dołżyca – Buk - Sine Wiry - Schronisko Jaworzec - Kalnica
W5/5 (CZW) /0.00 h/ Odpoczynek
W6/6 (PT) /10.00 h/ Częściowo „Szlakiem chciwych kupców”
Wola Niżna – „L. Szachty - Ośrodek Łowiecki „Gawra” - Leśniczówka Rudawka – cmentarz - Wola Wyżna –
Rudawka Jaśliska (cmentarz) – Jasiel (cerkwisko, cmentarz, żeremie bobrów poniżej cerkwiska) - pomnik Kurierów
Beskidzkich AK, pomnik WOP-istów – pole biwakowe - Wola Niżna
Po drodze zobaczyć: kapliczkę w Radoszycach, odbudowywaną i starą cerkiew w Komańczy
W7/7 (SO) /7.25 h/ Smerek - stokówka - do granicy – Okrąglik – Jasło - Małe Jasło - Cisna
W8/8 (N) /4 h/ Jaworzec (schronisko – pozostałości po wsi).
W9/9 (PN) /0.00 h/ Odpoczynek
W10/10 (WT) /8.20 h/ Wetlina – Jawornik - Rabia Skała - Nova Sedlica
W11/11 (ŚR) /8.30 h/ Nova Sedlica – Krzemieniec - Wielka Rawka - Mała Rawka – schronisko - Przełęcz Wyżniańska
W12/12 (CZW) /? h/ Wariant 1 - Weremień (lotnisko), Wariant 2: Monasterzec - Bezmiechowa – Aeroklub – Wańkowa – Łodyna - Lesko
W13/13 (PT) /0.00 h/ Wyjazd
Podałem punkty na trasach ale są skoki w bok, mam odznaczone miejsca ciekawsze do zobaczenia. To jest plan w wersji prostej :) ale jest drugi plan w wersji bogatszej. Jak wspominałem gdzieś wcześniej... lubię sobie planować :)
Trzymam kciuki za realizację....20% Twoich planów!
Reckon1 nasze drogi będą się krzyżować. Niestety będę w Bieszczadzie prawie dwa miesiące później niż Ty. Znając Ciebie jeszcze o coś zahaczysz. Już teraz czekam na Twoją relację. Życzę Ci lepszej pogody niż teraz jest. Przyjemności na szlaku i poza nim.
Pozdrawiam
Recon-wierze w Ciebie i czekam na relacje z duża niecierpliwością
Recon daj znać jak będziesz na Krzemienieńcu to dam namiar gdzie znajdziesz flaszeczkę whisky która ukryłem w maju tego roku dla znajomych. Ukryta jest poza skrzynką geocachową.
Twoje ubiegłoroczne relacje przeczytałem uważnie i przyznam, że zrobiły na mnie duże wrażenie. Niektóre nawet wydrukowałem i w czerwcu tego roku pozwoliłem je sobie skopiować na własnych nogach. Wybieram się w Bieszczady we wrześniu i mam nadzieję, że do tego czasu Ty zdążysz napisać, a ja to przeczytam i nie ukrywam, że będę chciał skorzystać z Twoich doświadczeń.
pozdrawiam
Jeżeli jest takie oczekiwanie społeczne to zdążę. :)
Bardzo ciekawa trasa w prawdzie płaska , ale nie krótka. Jeżeli mogę poradzić , to nie idż na nogach z Woli Niżnej, tylko podjedż (sądzę z planowania ,że poruszasz się autkiem) pod "bramę do lasu" w Woli Wyżnej i stamtąd wyrusz na szlak. Wcześniej nic nie ma ciekawego. Na to konto wejdż na Kanasiówkę ,lub zrób pętelkę do leśniczówki d.G .Moszczanica i wrócisz do Jasiela i potem do Woli Wyżnej .
Jorg, kiedyś już tamtędy wędrowałem i pamiętam piękną dolinę na początku. Czyżby zrobiła się aż tak mało widokowa?
Recon! Spokojnie.Jedyne co miałem na mysli to zweryfikowanie planów przez...pogodę!:-( Bo jeżeli to co teraz mamy przeniesie się na lipiec to faktycznie może być taki wynik jak podałem-czego naturalnie Ci nie życzę,bo czytam z ciekawością Twoje wspomnienia .
Trzymam więc mocniej kciuki !.
Pozdrawiam.
A jednak muszę przesunąć wyjazd o 1 dzień i dla trzymających kciuki podaję aktualizację moich planów:
W1/1 (PN) /0.00 h/ Przyjazd (obejście Wetliny)
W2/2 (WT) /5.15 h/ Radziejowa –Tyskowa - Przełęcz Hyrcza - cerkiew Łopienka - Baza studencka - Dołżyca
W3/3 (ŚR) /9.40 h/ Maniów - Balnica (granica) – Osadne - Balnica granica - Żubracze
W4/4 (CZW)/10.10 h/ Dołżyca – Buk - Sine Wiry - Schronisko Jaworzec - Kalnica
W5/5 (PT) /0.00 h/ Odpoczynek
W6/6 (SO) /10.00 h/ Częściowo „Szlakiem chciwych kupców”
Wola Niżna – „L. Szachty - Ośrodek Łowiecki „Gawra” - Leśniczówka Rudawka – cmentarz - Wola Wyżna – Rudawka Jaśliska (cmentarz) – Jasiel (cerkwisko, cmentarz, żeremie bobrów poniżej cerkwiska) – pomnik Kurierów Beskidzkich AK, pomnik WOP-istów – pole biwakowe - Wola Niżna
Po drodze zobaczyć: kapliczkę w Radoszycach, odbudowywaną i starą cerkiew w Komańczy
W7/7 (N) /7.25 h/ Smerek - stokówka - do granicy – Okrąglik – Jasło - Małe Jasło - Cisna
W8/8 (PN) /4 h/ Jaworzec (schronisko – pozostałości po wsi).
W9/9 (WT) /0.00 h/ Odpoczynek
W10/10 (ŚR) /8.20 h/ Wetlina – Jawornik - Rabia Skała - Nova Sedlica
W11/11 (CZW) /8.30 h/ Nova Sedlica – Krzemieniec - Wielka Rawka - Mała Rawka – schronisko - Przełęcz Wyżniańska
W12/12 (PT) /0.00 h/ Wariant 1 - Weremień (lotnisko), Wariant 2: Monasterzec - Bezmiechowa – Aeroklub – Wańkowa – Łodyna - Lesko
W13/13 (SO) /0.00 h/ Wyjazd
No i mogę zacząć juz myśleć o wyjeździe, zacząć się pakować, przestać myśleć o codziennym galopie http://www.youtube.com/watch?v=Rf4IqPe8JfU .
Od jutra zwalniam, jutro już uziemiam problemy (mocno się przed nimi zabezpieczyłem) i oby nic tego nie zmąciło, od jutra tez przestawiam się z prozy (życia) w poezję... WUKA wie o co chodzi ;)
Duchu Bieszczad teraz zwracam się do Ciebie...
Opowiedz mi o wędrowaniu
i o tym miejscu za zakrętem,
gdzie w przemijaniu i przetrwaniu
niezwykłe losy są zaklęte.
Gdzie wiatr historii pozacierał,
wcześniej wzbijając w górę kurz,
ślady i skargi,prośby,modły
gdzie nawet echo nie mieszka już.
I tylko czasem skrzywionym krzyżem,
otchłań zieleni westchnie nieśmiało
o pamięć prosząc i ciepło świecy,
bo tylko tyle tu pozostało. (mój ulubiony wiersz WUKI)
Bo ja deklaruję opowiedzieć o swoim wędrowaniu... ale już po przyjeździe.
Do zobaczenia w Bieszczadach!
Powodzenia,pogody...poezji!
W telegraficznym skrócie, ale na żywo, informuję...
Pierwsze trzy dni za mną. Stop. Idę zgodnie z planem. Stop. Pogoda, hmmm... upał! Stop. Opisy napiszę później, Stop.
Powodzenia.Gdzieś tam,na dłuższym STOPIE rzuć choć garsteczkę świeżutkich wrażeń!