100 litrów???łoj a kto to uniesie!!!:shock:
Wersja do druku
100 litrów???łoj a kto to uniesie!!!:shock:
Taa ze sprawozdania z działąlności Komitetu Powitalnego wątek zaczyna się przemieniać za przeproszeniem w wątek o d.....e.:)
Jeżeli Rob zabiera głos to jest naprawdę źle. A co poplotkuję sobie trochę o Nim. Bardzo małomówny, spokojny takim wewnętrznym, poukładanym spokojem, raczej stoik, na pierwszy rzut oka sportowiec. Wspaniały Kompan połazęgowisk. Ma taki ''wewnętrzny'' widoczny w oczach uśmiech.
@ Krysia
Gdy na ostatnim połazęgowisku Joorg opowiadał mi o swoim nowym nabytku od razu pomyślałam: ja też taki chcę. Druga myśl była zdroworozsądkowa: kto to poniesie. :mrgreen:
Proszę bardzo to siedzisko:-D i opis , to nie jest reklama bo już ich nie ma do kupienia , na razie.
(nie jest to mój opis)
„Pojemność około 95 litrów . Produkcja Made in Poland. Dziesiątki unikalnych rozwiązań technicznych zapewniają niebywałą wygodę noszenia i trwałość konstrukcji. Posiada funkcje kompensacji zawartości przy pomocy bocznych zamków. Plecak główny o pojemności 95 litrów posiada rewelacyjnie rozwiązany system aktywnego zawieszenia, które jest w pełni regulowane w zakresie rozmiarów od S do XXL. Szerokie wygodne szelki, wzmacniania profilowana wyściółka pleców, pas biodrowy i zapięcie na klatce piersiowej zapewniają bardzo komfortowe podróżowanie z plecakiem. Po bokach i na froncie plecaka znajdują się poziome paski typu molle do montażu dodatkowego oporządzenia. Na bokach plecaka znajdują się paski kompensacyjne. Wodoodporny kaptur plecaka kryje zapinany trokiem wysoki kołnierz. Wewnętrzne kieszenie są dzielone dzięki temu możemy utrzymać zawartość w porządku. Wielkim ułatwieniem jest dostęp do zawartości plecaka nie tylko z góry przez kołnierz ale także od frontu i przez komorę dolną. Dodatkowo MAŁY PLECAK z możliwością dopięcia go do dużego.”
pisze orsini
----------------------------------
100 litrów???łoj a kto to uniesie!!!
-------------------------------------------
ale mnie chodziło o ten mały plecaczek:-D
Ło Panienko Przenajświętsza Czarnohora Ci się nie oprze.:)
joorg czy to jakas wojskowa wersja woodpeckera??
Lucyna , ale ona nie ma na imię Czarnohora:smile:(Ty przecież wiesz),... a czy się "oprze" czy nie ..to jest dopiero problem:wink:
cytat :Misieg
-------------------------------------
... czy to jakas wojskowa wersja woodpeckera??
-------------------------------------------------------
nie wiem, nie znam sie na tym, ale chyba górskie jednostki naszego wojska noszą coś takiego.
:lol:
Coś mi ten plecaczek pachnie wschodnimi Karpatami. Powiem więcej ukraińską lub rumuńską dwutygodniówka. Poza tym deserki typu Pikuj zimą, Starostyna itd. Oj aż mi slinka z pysia płynie na sam dźwięk tych słodkości.
Szkoda, że mam tak kiepskie buty polaziłabym bym z Wami na rakietach po ukraińskich Bieszczadach. Acha jako ciepłoludź już nas wstępnie umówiłam na jaskinie na pograniczu słowacko-węgierskim.
Wyczekując na mowę wstępną zaczynam relację od antygłowy czyli dupnej strony. Zdjęcia z 17 stycznia z zalewu w Myczkowcach i doliny Sanu:
1. Zimujace ptaki na zalewie (łąbędzie, czernice, głowienki, łyski, krzyżówki i wszystko to, co pomiędzy nimi sie skryło).
2. Łabędź niemy.
3. Po środku najprawdopodobniej perkoz rdzawoszyi.
4. Łabędzie na pasie startowym...
5. ... i w locie.
6. Krzyżówki.
7. Zalew.
8. Tracz nurogęś na martwym odcinku Sanu (samiczka u góry po lewej).
9. Młodzież.
10. Strusie w piach głowy wtykają, a łąbędzie do wody.
I jeszcze kilka ujęć:
11. Łabedzie śniadanko.
12. Strach na wró... znaczy się kormorany.
13. Sarna.
14. Dolina Sanu i Czulnia.
15. ...
Drodzy Forumowicze, a dokarmiacie ptaki? Słoninka dla sikorek wisi? Słonecznik podsypany?
Długi
Eee tam słonina...
...do zimy trza się przygotować. Nasuszyć leśnych owoców, nazbierać nasion ostów przeróżnych, wysypać jabłek zebranych jesienią, oleiste nasionka zalać tłuszczykiem... to jest to, co ptaki kochają najbardziej. A tak na dokarmianiu korzystają głównie ptaki najpospolitsze. Ważne nie tyle by ptaki dokarmiać, ale żeby jeśli już to robić to mądrze.
17 styczeń 2009
W krainie rezerwatów czyli połazęgowisko ornitologiczne
Komitet powitalny: Ania, Ewa, Andrzej, Grzesiek, Marcin i osoba posząca spóźnione sprawozdanie (kryzys egzystencjonalny)
Podmiot powitania: łabędzie nieme, kaczki krzyżówki, czernice,głowienki, gągoły, tracze nurogęsi, kormorany, czaple siwe, perkoz rdzawoszyi, dzięcioł czarny
Po 7 rano Ewa z Marcinem odbierają mnie z Olszanicy. Jedziemy poornitologizować w rejonie Jeziora Myczkowieckiego, martwej odnogi Sanu, przełomowej doliny Sanu na odcinku Myczkowce-Lesko. To jedene z moich ulubionych miejsc w Górach Sanocko-Turczańskich. W Uhercach czeka na nas Grzesiek z Anią. Kierujeny się do Soliny. Marcin chce sprawdzić czy w okolicy początkowego odcinka Jeziora Myczkowieckiego, czyli pomiędzy zaporą w Solinie, a mostem znajdują się jakieś ptaki. (Tablica obok mostu w Solinie dezinformuje turystów. To nie San ale Jezioro. Błędne informacje także dotyczą całego Zespołu Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce. Proszę pamiętać, ze na zespół składają się; dwie zapory Siolina: typu ciężkiego i Myczkowce: płaszcz betonowy z jądrem iłowym, dwie elektrownie Solina pąpowo-szczytowa i Myczkowce wyrównawcza, dwa zbiorniki wodne Jezioro Solińskie górny i Jezioro Myczkowieckie dolny, wyrównawczy zaczynający się za zaporą solińską, a zakończony tamą myczkowiecką. Wody zbiornika wyrównawczego to są wody denne zbiornika górnego i mają temperaturę zbliżoną do 5 stopni.
Niestety, nie ma tu latających żyjątek. Dzwoni Andrzej. Spotykamy się obok kamieniołomu pod Kozińcem. Przepiękne miejsce, fenomen przyrodniczy o którym raczej nie wolno nam mówić.
Bóbrka kapliczka pańszczyźniana,-zaklęty kawał bieszczadzkiej historii. To pod nią spoczywają księgi powinności wobec dworu. To od jej przesunięcia w czasie tzw. święta pracy doszło rozruchów, które później nazwano powstaniem leskim. Ewa idzie zaglądnąc do jej wnętrza. Mnie osobiście ono podoba się. Szczególnie malowidło przedstawiające Eleusę.
Gdzieś w tej okolicy, w dawnym zakolu Sanu znajdował się dwór Józefa Bliźińskiego znanego komediopisarza. Piękna, a zarazem tragiczna historia o szukaniu swego miejsca na ziemi. Autor "Pana Damazego" musiał sprzedać swój 300 morgowy majątek. Jego marzenia o polu pełnym nafty nie spełniły się. Jednym z potencjalnych kupców był Henryk Sienkiewicz.
Jest i Andzej. Ewa lustrujre okolicę przez lornetkę. Pierwszy łup czyli kwiczoł.Wspólnie podchodzimyy na brzeg jeziora porośnięty w większości zeschniętą mozgą trzcinową. Przed nami ponad trzysta ptaków. W większości łabędzie. Marcin to gęsi? Nie, to tylko młode łabędzie. Ten kto powiedział iż łabędziątka są brzydkie to łgał jak pies. Zaczynamy ornitologizować. Ewa trzyma klucze do oznaczania gatunków, Marcin rozpoznaje, a my wymieniamy się lornetkami i podziwiamy. Poruszamy sie po kruchutkim lodzie. Specjalistą od lodu jest Andzej. To wędkarz podlodowy. Codziennie wybiera się na łowy. Obiecuje nam, że gdy spadnie temperatura to zabierze nas na spacer po Jeziorze Solińskim. Grzesiek były marynarz opowiada o mewach. Także je możemy spotkac w tej okolicy. Koniec podpatrywania ptaków. Czas na przenosiny.
Poruszamy sie pomiędzy rezerwatami. Atrakcyjna pod względem krajobrazowym droga wiedzie wzdłuź rezerwatu Koziniec. Po drugiej stronie zbiornika na górze Berdo przeciekawy rezerwat "Nad Jeziorem Myczkowieckim". Niestety, tuż nad brzegiem jeziora pojawiają się pierwsze nowopowstające domu. Jeszcze rok, dwa i ten jeden z piękniejszych widoków w naszych górkach przestanie istnieć. Mijamy zaporę, nici z obserwacji. Przed tamą tafle lodu. Potem pomnik przyrody nieożywionej Skały Myczkowieckie, matwa odnoga Sanu, a potem rezerwat "Bobry w Uhercach". Warto tu zajrzeć. Polecam też stronę dr Andrzja Czecha www.bobry.pl To nasz bieszczadzki specjalista, autor ciekawych monografii i książek o bobrach.
Za mostem w Zwierzyniu dalsze obserwacje. Z tym razem z samochodu. Nurogęsi widać jak na dłoni. Przelatują nad nami gągołki. Wyprostowane czaple siwe zlewają się z otoczeniem.
Zatrzymujemy się nad brzegiem Sanu, już za elektrownia w Myczkowcach. Przed nami odcinek specjalny. Andzej, Grzesiek i Marcin rozmawiają o zasadach wędkowania sportowego. Na tafli wody płochacze przeciw kormoranowe. Marcin pokazał je na zdjęciach. Odcinek patrolowany przez straż wędkarską. Widzimy zarówmo wędkarzyy zanurzonych prawie po pas w wodzie i strażników. Rezerwat "Przełom Sanu pod Grodziskiem". Piękne miejsce, jedno z moich ulubionych "na rower". Na rzece widzimy łabędzie, kaczki krzyżowki i czenice. Na przeciwległym brzegu widzę ładny okaz kwitnącego bluszczy, a obok przelatujacego myszołowa. Po chwili kormoran w locie. To właśnie stado kormoranów widzieliśmy z Piotrem w Polańczyku i Solinie. Nie wiemy gdzie mają swoje kolonie. Przydałoby się popływać po jeziorze aby znaleźć ich "dom'.
Andzej musi pożegnać się z nami.
Następny przystanek to okolice zniszczonego przez powódź mostu w Średniej Wsi. Na terenie rezerwatu "Grąd w Średniej Wsi" obserwujemy stadko saren.
Potem zawitaliśmy w widły Sanu i Hoczewki. Ładnie prezentowało nam sie Grodzisko. Jeden z nielicznych potwierdzonych przez Parczewskiego śladów grodu w tej części naszych gór. Warto połazęgować po tej okolicy. Wchodzimy na obłodzone ślady działalności bobrów. Stanowisko piorupusznika strusiego. Nie ma ptactwa. Odwrót.
Żegnamy się z Anią i Grześkiem.
Lesko najstarsza część miasta pozłożona jest na górce Baszta. Ładne, drewniane domki charakterystyczne dla zabudowy galicyjskiej. Początek ścieżki "Baszta". Ornitologizowałam tam z Kumplami we wszystkich porach roku. Warto nią pospacerować.
W dolinie Sanu widzimy dość dużo ptactwa wodnego: czaple siwe, krzyżówki, czernice, nurogęsi, gągoły. Po raz pierwszy tego dnia widzimy mewy srebrzyste.
Charakterystyczny głos. Nie wierzę własnym uszom. Dzięcioł ale który. Ewa uradowana wskazuje placem i woła dzięcioł czarny. To gwóźdź naszych obserwacji.
Idziemy do naszej ulubionej pizzerni Roma. Jak zwykle długa rozmowa o Bieszczadach, forum i żmiji ponoć je dominującą, naszych planach, propozycjach wyjazdu. Acha wypróbowaliśmy nową pizzę, przepyszną nr 1 z salami, dużą ilością sera i czosnkiem.
Jak to jest u nas w Bieszczadach w zwyczaju Ewa i marcin podrzucają mnie do mojej rodzinnej wsi. Po drodze widzimy ładnie prezentujący się cmentarz z I wojny św na Lachawie w Uhercach Mineralnych.
Do zobaczenia gdzieś na szlaku.
Ciąg dalszy być może kiedyś nastąpi.
Lucyna gągołków nie widzieliśmy... To były gągoły;)
Natomiast kormorany raczej tylko zimują u nas, więc i kolonii nie mają.
Program lutowych powitań jest bardzo obszerny. W najbliższą niedzielę w dość licznym gronie: Ewa i Marcin, Ania i Grzesiek, Ola z osobą towarzyszącą, Andrzej i Andrzej, Sławek jak dojedzie i ja będziemy współłazęgować z naszym Ulubionym Moderatorem. Nad trasą duma Marcin-ogólnie mają to być okolice Baligrodu lun jakieś ekomuzeum.
Za dwa tygodnie w niedzielę będziemy witać Miśga i vm. Nie będzie Ewy i Marcina ale za to pojawi się ekipa krośnieńska. Być może Żuków lub okolice Baligrodu.
Za trzy tygodnie witamy powtórnie Wojtka ale nie będzie części ekipy przewodnickiej, bo imprezują w Chyrowej. My albo pojedziemy poimprezować z nimi albo pójdziemy w okolice Baligrodu.
Wszystkie osoby zainteresowane zapraszamy. Trza skonkretyzować plany więc myślijta.
1 luty 2009 r.
Przyrodniczo-lodowe połazęgowisko czyli zrozumienie pasji Kolegów
Podmiot powitania: Piotr i Brys
Komitet bieszczadzki: Andrzej, Marcin i pisząca sprawozdanie
Skoro świt czyli około 8 Marcin odbiera bagaż czyli mnie. Mamy parszywą pogodę. Wykruszyła nam się ekipa, kilka osób nie dojechało. Marcin duma nad trasą, jedziemy w okolice Kozińca i Berda w poszukiwaniu cennego gatunku paproci. Mamy spotkać się z Piotrem i Brusem (Brus to przyjaciel naszego Kolegi Moderatora) koło kapliczki w Bóbrce.
Zatrzymujemy się jednak troszeczkę wcześniej koło miejsca biwkowego-przystani ozdobionej rzeźbami. Marcin wypatrzył na powierzchni Jeziora Myczkowieckiego duże stado czarniawych ptaków. Prosi abym się zatrzymała, ostrożnie podchodzi na skraj brzegu aby pofocić. Ale trafiła nam się gratka. To łyski. Obok nich można zobaczyć kilka czernic i łabędzi. Słyszymy głos szczęśliwego psa. Piotr schodzi z kamieniołomu. Krótkie powitanie. Brus jest przyjacielskim, dużym wilczurem lgnącym do ludzi. A kim jest Piotr? Człowiekim małomównym, miłym, którego od razu można polubić. Co robimy dalej? Wiedziałam, że nasz nowy Kolega chce zapoznać się z urokami Kotliny Uherczańskiej proponuję więc cemntarz z I wojny św na Lachawie.
Jesteśmy na trasie eko-muzeum W krainie bobra. Trochę ją skorygowałam. Obok zakładu karnego podchodzimy na cmentarzyk. Jedno wielkie rozczarowanie. Granitowe, nowe krzyże poustawiane wokół metalowego. Dzwoni Andrzej. Za chwilę do nas dołączy. Schodzimy z Lachawy kierujac się na wodospad na Olszance. Znam to miejsce od dziecka. Stoimy na obrywie skalnym. W dole szumi największa kaskada na naszym terenie. Marcinpwi i Piotrowi podoba się ten pomnik przyrody nieożywionej. Sam wodospad założony jest na wychodniach twardych i stosunkowo odpornych na działanie czynników erozyjnych warstwach piaskowców krośnieńskich płaszczowiny śląskiej. "Ściana wodospadu eksponowana jest na południowy zachód. Szerokość wodospadu zmierzona po wychodniach skalnych z jednego brzegu do drugiego wynosi 38 m. Wysokość wodospadu mierzona powyżej lustra wody wynosi około 2,3-3 metrów"
Zataczamy pętle widzimy poukładane krzyże, które pierwotnie znajdowały się na cmentarzu z I wojny św.
Przez chwilę czekamy na Andrzeja, a potem kierujemy się w stronę kościoła. To z zewnątrz wyjatkowo ciekawa późnobarokowa świątynia otoczona murem obronnym z otworami strzelniczymi. Koledzy usiłują wyciągnąc ze mnie jakieś wiadomości. Bezskutecznie. Runął w gruzach mit WPP. Marcin odkrywa piękną brzozę. Jest i Andrzej. Razem wędrujemy pod popadający w ruinę obronny , pierwotnie aklierzowy dwór Herbutów z XVI w. To jeden z najcennieszych zabytków Podkarpacia. Renesansowa budowla obronna spłonęła około 1830 r. Został przbudowany, zasłynął z pięknego parkietu we wzory mozaikowe sprowadzonego z Laszek Murowanych.
Widać fragmenty pierwotnego założenia ogrodowego, w tym ślady fosy, platform obronnych i ramp ziemnych.
Następny przystanek to cerkwisko. Prawie nic nie pozostało po świątyni. Zachowały się potężne lipy i cztery nagrobki.
Jesteśmy pod ośrodkiem Caritasu w Myczkowcach. Piotr zakłada smycz Brusowi. Pies wyraźnie zainteresowany jest pięknym koziołkiem, który nam się przygląda. To oczywiście jest mieszkaniec mino-zoo. Naszym celem jest Skała Myczkowiecka. Schodzimy w dawną dolinę Sanu czasami nazywaną martwą odnogą Sanu. To wyjątkowo piękna okolica. Mamy możliwość podziwiać prawie 600 m długości pomnik przyrody nieożywinej. Cud, miód i malina. Mam nadzieję, że Piotr i Marcin wrzucą foty. Brusa nie interesują piękne formy skalne lecz patyki, którymi się namiętnie bawi. Marcin odkrywa żebrowca, zarazę czerwonawą i dzięwięćsiła pospolitego. Oprócz tego możemy tu zobaczyć sosnę, wiąz i klon polny.
Krótkie zamieszanie i jedziemy polodowcować.
Pasją Andrzeja jest wędkarstwo podlodowe. Kiedyś obiecał nam pokazać jedną ze swoich ulubionych zatoczek i nauczyć poruszania się po lodzie. Dziś mimo kiepskiej pogody jedziemy nad Jezioro Solińskie. Tuż za Bukowcem zmienia się krajobraz. Jesteśmy w królestwie pani zimy. Skręcamy na Olchowiec. Po drodze zatrzymujemy się na punkcie widokowym aby popodziwiać panoramę. Brus uszczęśliwiony bawi się patykami.
Jesteśmy na przystani. Przed nami odnoga jeziora w dawnej dolinie potoku Czarnego. Kolejno wchodzimy na taflę lodu. Dla Andrzeja to nie pierwszyzna ale pozostali Koledzy i ja czujemy lekki dreszczyk emocji. Kolega Przewodnik dzidą bada grupość lodu przebijając taflę. Pokrywa ma około 20 cm grubości.. Potem poszerza otwór i usiłuje wędką zmierzyć głębokość. Niewiele, tylko 9 m. Powoli udajemy się do przeciwległego brzegu. Jesteśmy zaskoczeni tym, że po lodzie idzie się tak szybko i bez poślizgów. Marcin i Piotr w zachwycie fotografują. Ja także jestem zafascynowana tą przygodą. Co najdziwniejsze nie czuję strachu. Kilka razy Andrzej wykuwa dzidą dziurę w lodzie i sprawdza czy raba bierze. Wędrówka tak nam podoba się, że ją przedłużamy. Teraz idziemy w kierunku odłonięcia fliszu karpackiego. Widać, że przy brzegu lód jest bardzo cienki. Na pokrytej lodem tafli widzimy liczne tropy drapieżników. Koledzy opowiadają mi o taktyce polowania na lodzie wilków. Zapędzają jelenia na taflę, kilka drapieżników za nim biegnie, a jeden powoli wysuwa się i okrąża przyszła zdobyć wyskakujac przed nią. Zaniepokojony jeleń gwałtownie skręca na lodzi, wpada w poślizg i upada. Jeszcze jeden otwór. Tym razem jesteśmy nad ponad 20 m głębią. poprawia się pogoda.
Goni nas czas, musimy zawrócić.. Jeszcze przed chwilą mieliśmy piękny, prawie dziewiczy widokale teraz spoglądamy na Olchowiec. Zaczynam podzielać niechęć Krzysztofa do samorządowców Czarnej. Maszkara.
Wszyscy mamy chęć na dalsze lodowe wędrówki. Mam nadzieję, że jeszcze raz uda mi się pospacerować po Jeziorze Solińskim. Niestety, co piękne trwa krótko. W Polańczyku żegnamy się.
Trzech Kolegów i kilkanaście pasji. Andrzej przewodnik, DJ, wędkarz, sportowiec, Marcin leśnik, botanik, naukowiec, Piotr znany nam jako Admin www.twojebieszczady.pl, miłośnik psów. Mają wspólne pasje: Bieszczady, wędrówki i fotografię.
Pora na historyjkę obrazkową. Jeśli czegoś nie uchwyciłem to może Piotr uzupełni. Poranna pogoda rzeczywiscie nie nastrajała do wędrówek. Dopiero Andrzej wpadł na jakiś konkretny pomysł z tym lodem. No i przyznam szczerze, że bardzo pozytywnie się tym zaskoczyłem (zanim nie skosztowałem to miałem pewne opory co do łażenia po lodzie). Nawet chorobę cudownie mi odjęło, a taki markotny miałem nastrój rano. Przypomniały mi się dawne czasy, jak w dzieciństwie przemierzało się zamarznięte stawy w Posadzie, ale zalew to całkiem inna skala. Nawet to trzeszczenie lodu ma swój urok... No ale miały być obrazki:
1. Stado łysek.
2. Zalew Myczkowski.
3. Łabędzie i głowienki.
4. Czernice.
5. Łyski.
6. Cmentarz nad Uhercami.
7. Wodospad na Olszance.
8. Stare krzyże z cmentarza wojennego.
9. Kościół w Uhercach.
10. Skałki w Myczkowcach.
11. Zerodowane piaskowce.
12. Widok na "zielone wzgórza".
13. Stożek i Kiczery.
14. Andrzej z lancą do przebijania lodu oraz sprawdzania jego grubości i pies Piotra.
15. Widok na Stożek i Kiczery ze środka jeziora.
16. Wędkowanie.
17. Urwiste brzegi powstałe na skutek podmywania.
18. Trop wilczej watahy.
19. W północnej części zalewu nie pokrywał już lód.
No i na koniec mała uwaga. Raczej nie polecam takich spacerów bez towarzystwa osoby mającej doświadczenie w tego typu wędrówkach. Następnym razem jedziemy na Bajkał... :-)
Lucyno , Marcinie :wink:- nie dzida i nie lanca a zwyczajna pierzchnia .
:) no tak się to nazywa
Pozdrawiam PF
ps
.... i to nie jest pouczenie ,a tylko informacja (mam taki przyrząd na wyposażeniu )
Kurcze Piotrek, a już myślałem, że Cię zaskoczymy jakimś nietypowym sposobem wędkowania...
Następne spotkanie będzie w niedzielę. Witamy Michała czyli Miśga. Będą Marcin, Piotr, być może vm 2301 (nie potwierdził, od dwóch połazęgowisk wymigał się. Propozycje to Moklik albo prowadzenie badań z Marcinem.
Serdecznie zapraszam
Ja się nie wymiguję, jeno mam ku****go pecha.
Wczoraj nawet już rozpatrywałem wyjazd na jeden dzień...wciąż mam nadzieję....
15 luty 2009 r
Zetknięcie się dwóch światów czyli najkrótsze połazęgowisko.
Podmiot powitania: Danka, Misieg
Komitet powitalny: Piotr z Brusem i pisząca sprawozdanie
Nie mogłam spać. Potwornie bolała mnie głowa i miałam nudności. Wczoraj upadłam bez asekuracji do tyłu i walnęłam głową w lód. Mieliśmy z Piotrem www.twojebieszczady.pl pracowity dzień. Kontkatowaliśmy się z właścicielami ośrodków i pensjonatów. Mieliśmy okazję trochę służbowo połazęgować i poznać bardzo ciekawe osoby i miejsca.. Świat realny zderzył się z wirtualnym i obie strony z owej "konfrontacji" wyszły z bardzo pozytywnymi uczuciami. Serwis Piotra w Bieszczadach jest znany i popularny, a przede wszystkim bardzo wysoko oceniany. Byliśmy w www.lesko-ski.pl , www.debowagazdowka.pl , www.baciowka.pl (tylko kontakt wirtualny ale bardzo sympatyczny), www.eskapada.net.pl , gdzie zjedliśmy pyszne pierogi. Przy wyjeździe z Polańczyka, pod tą maleńką góreczką koło sanktuarium samochód stanął dęba nie nie chciał jechać. Musiałam zorganizować ekspedycję ratunkową. Wysiadłam, zrobiłam kilkanaście kroków i walnęłam głową w lód. Kark boli mnie do dziś, nie mogę ruszać głową. Na szczęście pan Józek właściciel Unitry pomógł nam. Przyjechał z całą ekipą i wepchnęliśmy samochód z Brusem pod górkę. Na ich stronie www.unitra.bieszczady.pl jest kamera internetowa z widokiem na przystań i Jezioro Solińskie.
Acha, o czym to ja miałam opowiadać? O dniu dzisiejszym. Spotkaliśmy się z Miśgiem w Lesku. Od razu Go rozpoznałam. Kto inny by w takich koszmarnych warunkach paradował w pełnym ekwipunku górskim jak nie nawiedzony Bieszczadnik. Postanowiliśmy wypić kawę jak zwykle w słodkim domku. Zadzwonił Grzesiek. Zasypało ich w Chyrowej. Wczoraj łazili po okolicznych górach zapadając się po piersi. Nie ma sensu tam jechać. Znowu samochód może nam odmówić wspólpracy. Co robić. Dzwonię do Danki. Ma na szczęscie dobry pomysł. Droga do Międzybrodzia jest odgarnięta. Czekamy chwilkę na Piotra i w drogę.
Lucyna,te objawy mogą świadczyć o wstrząsie mózgu (nudności po uderzeniu).Lepiej tego nie lekceważ!!I nie krzycz,że wchodzę ci w wątek!
W Sanoku koło mostu zabieramy Dankę. Na widok drzew Brusa zaczyna po psiemu marudzić i żadać wyjścia na spacer. Dolina Sanu jest przeurocza. Jedziemy obok najdalej wysuniętej na zachód części Gór Słonnych, moich ukochanych gór. Po prawej stronie mijamy Zamczysko. Po lewej piękny widok na Hordysko i Horodną koło Trepczy. To tam Ginalski prowadzi badania archeologiczne i odkrywa wspaniałości z czasów panowania na tej ziemi książąt ruskich.
Piękny przłom miedzybrodzki. Jesteśmy koło bardzo orginalnej, murowanej cerkwi wybudowanej w latach 1899-1900. Przed cerkwią nagrobek fundatora Aleksego Wojcowicza. To była bardzo barwana postać, lekarz, powstaniec styczniowy lata spędził na zsyłce na Syberii, wrócił na starość do rodzinnej wsi, a i ojciec 18 nieślubnych dzieci. Obchodzimy świątynię, niestety trwa msza. Koledzy nie zobaczą wyjatkowo pięknego wnętrza. Danka opowiada nam o historii miejscowości. Idziemy na odśnieżany przez kilku panów cmentarz. Śniegu nasypało w granicach 40 cm. Przed nami przepaść. Nad Sanem majestatycznie szybuje mewa srebrzysta. Jak tu pięknie. Byłam w tym miejscu kilkadziesiąt razy, spacerowałam z Danką po okolicy, a przede wszystkim spływałam Sanem. Naszym celem na cmentarzu był grobowiec w kształcie piramidy prof.dr Włodzimierza Kulczyckiego rektora Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie. To jedna z tajemnic, którą usiłuje Danka rozsupłać. Piotr i Misieg robią zdjęcia. Mam nadzieję, że coś wrzuca na forum.
Krótki spacer po Międzybrodziu, tej urokliwie położonej miejscowości, gdzie panuje jeszcze klimat sielko-anielki. Do czasu aż nie wybudują mostu. Na razie jest tylko przyprawa na łodzi. Misieg jest zafascynowany kapliczkami. Piotr idzie z Brusem na smyczy przed nami. Trochę się na mnie zezłościł. Przy wysiadaniu z auta Brus zobaczył psa, oczywiście za nim pobiegł. Ponoć potrafi w kilka sekund zrobić innemu przedstawicielowi swego gatunku krzywdę. Piotr i ja jednocześnie krzyknęliśmy aby go przywołać. Tego obcemu nie wolno robić.
Żegnamy się w Sanoku. Danka biegnie do swoich spraw, przed Piotrem i Brusem długa droga w koszmarnych warunkach. My z Miśkiem udajemy się na przystanek.
Spotykamy się na pewno w tym gronie za dwa tygodnie. Moze ktoś do nas dołączy?
Dużo zdrowia Koleżanko! Jutro proponuję wizytę u jakiegos sensownego lekarza.
Pozdrawiam
Było mi niezmiernie miło poznać całą Ekipę Komitetu Powitalnego;) W tym miejscu ja chciałem przeprosić za swoją małomówność, nie dość,że jestem człowiekiem nieśmiałym to jeszcze dzisiaj cierpiałem na syndrom "ciasnej czapki." Mam nadzieję,że kiedyś jeszcze będę miał szansę w Wami pochodzić :) A teraz obiecane zdjęcia:
Ja tam wszystko potwierdzam, następnym razem będzie lepsza pogoda. A karma jak biega luzem po wsi to nie moja wina - poszło by na konto wilków i już ;)
Dorzucam inne ujęcie piramidki.
Hmm nie prowokuj losu Piotrze. Jeszcze ktoś może porównać daty pobytu Brusa w Bieszczadach z datami ataków na psy w Jabłonkach i wyjdzie szydło z worka. Brus to Kulawiec.
Co do małomówności obu Panów. ;)Nie mieliście szans. Danka plus ja to dwa monologii równocześnie brzmiące. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że następnym razem zaopatrzycie się w zatyczki do uszu.
Michał ponad to jest wyjątkowo dobrze wychowany i przestrzegający kindersztuby. Raczej nie przerywa, gdy mówią baby. Muszę przyznać, że Danka zna znakomicie okolice Sanoka. Może jak ruszą śniegi to wybierzemy się na Horodną i Horodysko. W ciągu jednego dnia możemy także zdobyć Zamczysko i Białą Górę czyli będzie to połazęgowisko po reliktach grodzisk w okolicy Sanoka (no i co z tego, że Parczewski nie odkrył na Zamczysku śladu grodu, legenda liczy się). Może Misieg zabierze nas na cerkwiska i zapozna ze swoją pasją. Czekam aż opublikuje swoje artykuły na ten temat.