Hmmm....Łuczników ani innych stforków-potforków rodzić nie zamierzam.. :lol: a tak swoją drogą to nie wiem jaką drogą dedukcji od rysownika do Robin Hooda dotarłeś :?
Chwała Ci za to,Jabolku..Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
Wersja do druku
Hmmm....Łuczników ani innych stforków-potforków rodzić nie zamierzam.. :lol: a tak swoją drogą to nie wiem jaką drogą dedukcji od rysownika do Robin Hooda dotarłeś :?
Chwała Ci za to,Jabolku..Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
1 stycznia2005 Ranek Noworoczny...Nie bardzo chce sie wstawać...Zgodnie zarządzilismy "doleżajkę" :lol: jeszcze pół godz... :wink: no dobra...Godzinkę :D Potem coś ciepłego do picia i zwijamy manele. Szast prast i plecaki spakowane :D (szast prast=ok1/5 godz :lol: ) Śniadanka nie bedzie...Bylismy umówieni na przełęczy z Bertrandem. Trzeba bedzie pogonić "troszku"...Jeszcze szybki szkic...Żegnamy towarzystwo chatkowe i w drogę. Długą drogę...Śnieg zaczął sypać...A my krok za krokiem pod górę...Nie ma szans...Nie zdążymy...Ale mimo to jakaś nadzieja...Na przełęczy pełnia zimy...żal że nie mam aparatu...Pasę oczy na zapas..."Widzieliśmy, ludzie prości niepojetość tej białości..." Chwila na ostygnięcie...Komóra oszalała :twisted: Nadeszło ok 20 esków noworocznych :lol: Popikała popikała i zdechła... :( Nie poczytam. Za to pośrodku drogi dostalismy sms-a pisanego na śniegu od Bertranda, że był czekał i pojechał...No cóż. Poleniuchowalismy i czas na pokute :twisted: Brzemie plecaków na grzbiety i dalej...CDN ...Musze gdzies pojechać. Jak wróce to dokończę na "ament" :lol: ze str Bertranda wygladało to tak :) http://forum.bieszczady.info.pl/bies...-0-asc-12.html
Mam nadzieję, że dużego żalu do mnie nie mieliście. Spóźnienie Wasze było dosyć znaczne, a ja spieszyłem się na Mszę do Łopienki.Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
Pozdrawiam
nie mieliśmy :lol: Troche nam było nawet głupio, że zawracaliśmy ci niepotrzebnie głowę...Przyszło nam zapłacić za godzinke leżakowania w cieplutkich śpiworkach...I przyjelismy to z pokora :lol: Pozatym co to za kara - przechadzka bieszczadzkimi drogami :D W ten sposób mogę być ukarany na dożywocie :twisted:Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
...Tradycyjnym naszym problemem przy zejsciu było zachowanie pionu. Kazdy krok był krokiem w nieznane. Ciagle w podświadomości oczekiwaliśmy tego co w tych warunkach nieuchronne...Dlatego kiedy juz z całą gwałtownościa chwili ktos z nas "zeszedł do parteru" odczuwało się ulgę i spełnienie że to "już" :lol: Oprócz tego po drodze minęło nas kilka samochodów z usmiechnietą i machajacą do nas zawartością. Odmachiwalismy bacząc jednoczesnie coby nie popisać sie przed nimi jakimś szpagatem, tudzież saltem niekontrolowanym :lol: Kto bywał w tamtych stronach to wie że o tej drodze niewiele mozna napisać. Poprostu jest i ma dla nas tę zaletę że jest z górki. Troszke zaczął nam dokuczać głodzik. Dlatego gdy ujrzelismy bazę studencką, uznaliśmy jednogłośnie że czas cosik zjeść... Zaszlismy więc pod dach...Nie było tam nikogo a jednocześnie widać było że niedawno ktoś tam był :( i to były straszne brudasy i wandale...Vide: http://forum.bieszczady.info.pl/bies...3-0-asc-0.html z a przyzwoleniem Bertranda dodaje jeszcze foto wykonane kilka godzin przed nami...Ktos pozostawił po sobie kiepską wizytówkę...No cóż, naszym celem było cosik "wtrząchnąć". Więc polalismy sobie herbatki do kubeczków i zjedlismy każdy po Chińskiej zupce "na sucho"...Czas był juz dojrzały wiec nie chciało nam sie juz podgrzewać potraw :) Zaraz potem ruszylismy dalej...Przy wyjsciu na drogę znieacka wpadłem w poslizg, i pojechałem na plecach chyba z dziesięć metrów po lodzie zdradziecko przypruszonym śniegiem :twisted: Braciszek poszedł w moje ślady. Nie wiem czy go podcięłem upadając czy chciał mi tylko dotrzymać towarzystwa :D
Z matematyki piątkę miałam co prawda za ładne oczy,ale moje wyobrażenie na temat Jabolków po wywrotce wyraża następujące równanie:
(Jabolek + Jabolek + śnieg po stopieniu )stłuczka vel wywrotka = marmolada :lol: (a raczej chińska marmolada,bo nie można zapominać o treści żołądkowej :D )
Za szybko idziecie-za szybko się skończy relacja...a na następną-jeśli dobrze pamiętam-przyjdzie nam poczekać jakieś 4 tygodnie...
Ps.Niech mnie ktoś porwie w Bieszczady... :D
Hehe...Czyli zgodnie z prawami matematyki można wykonać działanie Marmolada - wywrotka= 2 Jabolki i dodatkowo, jako produkt uboczny, śnieg po stopieniu :lol: No ale wróćmy dalej na drogę...Oczywiście zpadłychwstalismy nawet nie wyprzęgając sie z plecaków...Najważniejsze żeśmy cali...Nawet było zabawnie...I potuptalismy sobie dalej rozprawiajac sobie o wielu sprawach...Wraz z utrata wysokosci śnieg powoli zanikał aż ustąpił rudym trawom...Kłopoty z przyczepnoscia skończyły sie wiec zwiększylismy tempo marszu zastanawiając się dokąd nas dzisiaj nogi zaniosą...
Wywrotka marmolady???? + alembiczek = jabolek :oops:
matematyka płata figle :lol:
Długi
o tym odcinku niewiele mogę napisać, a i tak już napisałem duzo :) poprostu szlismy. W planie mielismy dotrzeć do samochodu...A wtedy to był jeszcze odległy cel, więc na tych planach poprzestalismy :) Na miejscu sie zastanowimy...Minęlismy barak po prawej... W oddali na wprost od nas stał jakis gość z psem i patrzył w naszą stronę...Stał tak chyba z kwadrans aż nieśpiesznie do niego doczłapaliśmy. Pozdrowiliśmy go. Pytania "skad idziecie...dokąd...zatrzymacie sie na chwile na gorącą herbatę?" Odpowiedzi: "stamtad...tam..hmm...na chwilkę wpadniemy, co brat?" :D Gosc całkiem sympatyczny, przedstawił sie nam jako Sierżant...pogawedziiśmy troche o bieszczadzkich sprawach i historiach...A było o czym gawędzić...Kawka, herbatka, pecik...Chwilka trwała ponad godzinę...Ciekawych ludzi mozna w biesach poznać...Nie pierwszy raz to odkrywam. :D Gdy wyszlismy ze stróżówki było już ciemno. Dzień? Noc? Co za różnica :lol: Byle w Biesach być...Każda pora ma swój urok...Za jakis czas ujrzeliśmy ośrodek Wisanu w noworocznej iluminacji...przytłaczajaca ilość świateł i ludzi...Potem Bystre...Gdzieś tam jest Bertrand. Pozdrowimy go eskiem :lol: Wyciągam swój nadajnik smsowy... działa. Piszę eska...Komórecka zdechła...Aaa...do d... z ta techniką...Tuptamy dalej już asfaltem...Samochody oślepiają...Jeszcze kawałek...O... tutaj...Łajt Lajtning czeka :D
Po krótkiej pogawędce z panem Markiem i po mignięciu się od kelycha (autko :twisted: ) odpalilismy maszinu...Papa...Jadziem...Najpierw powoli jak żółw ociężale... :lol: Sprawdzam na ile można sobie pozwolić w tych warunkach...Młody tymczasem grzechocze obok mnie kasetami, szukając jakiejś klimatycznej muzy...Za jabłonkami zaczęła sie biała droga...Może by tak założyć łańcuchy? Eee tam...Przed chwilą zap...ł ( bo inaczej tego nie nazwę) z górki maluszek na tutejszych numerach...Przejechał serpentyny to ja tez :twisted: I rzeczywiscie podjazd bez problemu, potem z górki...Młody dalej miesza w muzyce...Zakręt...Trzeba lekko wyhamować..."O K...*!!! O K...*!!! ja p...*!!! "jadę prosto!!! :twisted: mimo skreconej kierownicy! Barierka coraz bliżej! Ostatni ratunek:Prawe koła na pobocze...Uff...Złapałem przyczepnośc... 8) "Niech będzie Czyżykiewicz...Coś mówiłeś Bracie?" -Bizonek wrócił do rzeczywistości :) "eee...własnie byśmy wylecieli na zakrecie..." Duzo wolniej przejechałem do końca serpentyn...W Cisnej postój...Uspokoić moją wyobraźnie...I gdzie teraz braciszku? Dwie opcje...