Może dlatego że jeden zliczał trasę zrzutowaną na płaską mapę a drugi uwzględniał deniwelację terenu?
Wersja do druku
Z ogromną nieśmiałością zaczynam pisać pierwsze słowa w tym miejscu z powodu maleńkości jaką czuję wobec innych tu piszących. Z wielką serdecznością chcę podziękować za wszelkie wpisy,opisy tras,zdjęcia itp. Dzięki nim mogę tam być i wracać po wielokroć(wirtualnie niestety). Tylko ta tęsknota tak mnie dusi,tak wyje do tamtych miejsc, jak wilk do księżyca.
Moja przygoda z Bieszczadami zaczęła się b.dawno, jako 18 letni harcerz obozowałem w Suchych Rzekach, ale niestety nie wędrowaliśmy nigdzie poza jednym wyjściem we mgle na Smerek. Ale obiecałem sobie,że wrócę,wrócę i zrealizuję marzenia o wędrówkach. Ale czas szybko upływał,życie docisnęło mnie kolanem do ziemi i tak minęło wiele lat. Ale chcieć to móc i w końcu udało się - JADĘ W BIESZCZADY!!!
Po 25 latach wróciłem. Z ogromną obawą czy nie rzucam się z motyką na księżyc- kręgosłup szwankuje,kondycja też słabiutka, bałem się- mówię szczerze.
Dojechaliśmy do Wołosatego i pewnie wszystkim znaną trasą: Przełęcz Bukowska-Halicz-Rozsypaniec-Tarnica-Szeroki Wierch-Ustrzyki
Pózniej była Caryńska we mgle i Wetlińska z noclegiem i niesamowitym spotkaniem z jeleniami pod schroniskiem o wschodzie słońca.
Trzy dni minęły szybko-za szybko
Plecaki ciążyły(stary druh na aluminiowym stelażu),nogi bolały,serce łomotało, ale każdy krok,każdy oddech cieszył,że TU jestem,że wróciłem.
Niejednokrotnie na popasie łza kręciła się w oku z radości i podziwu dla widoków.
Może ktoś powie"ale banał-Tarnica,Wetlińska,Caryńska", ale po tylu latach czekania na TEN wyjazd,to była dla mnie spełniona wyprawa życia.
I stało się - powiedziałem sobie,że będę tu wracał,ale już częściej.To był początek lipca, teraz szykuję się na ostatni tydzień września, prawdopodobnie sam ,bo wszyscy już po urlopach ,ale teraz już nic mnie nie powstrzyma,teraz wreszcie będę tam wracał.
Póki co poodwiedzam wszystkim znane miejsca według "przewodnikowych tras", ale mam nadzieję,że kiedyś wespnę się na wyżyny "chaszczowania" jak między innymi Zbyszek1509,przed którym chylę czoła, a przede wszystkim dziękuję za wspaniałe relacje z wypraw i przygotowane propozycje wędrówek. Karmię się nimi nieustannie, a im więcej ich pochłaniam,tym większy rodzi się głód, który już wkrótce mam nadzieję chociaż częściowo nasycić.
Czasami to forum mnie po prostu wzrusza... :)))
Stawiam inną tezę, że te urządzenia są po prostu bardzo niedokładne?
Gdyby chodziło o błąd rzutowania wtedy z twierdzenia Pitagorasa obliczymy że przyprostokątna miała by wysokość 8,7 km a z kolei trygonometria szybko nam podpowie że trasa musiała by przez cały czas wznosić się lub opadać o 32 stopnie lub osiągnąć taką średnią. Wystarczy więc sprawdzić czy łączna deniwelacja trasy wynosiła 8,7km i jeśli nie, to są to po prostu zsumowane błędy odczytu położenia urządzenia. Przy czym naiwnym było by zakładać że jeden z nich był dokładny - zapewne obydwa wskazywały błędnie tyle że inaczej.
Pozdrawiam
Witam Cię Zbyszku, zdaję sobie sprawę,że im bliżej jesieni tym piękniejsze będą góry i warto byłoby poczekać zwłaszcza,że termin wyjazdu jest niczym nie zobowiązany i jak najbardziej luzny,ale tak bardzo chciałbym już tam być i najchętniej poczekać na miejscu na pazdziernik. Skorzystam z Twojej sugestii i chyba jednak to będzie początek pazdziernika, wierzę,że gorycz oczekiwania osłodzą mi pózniejsze widoki
Obserwując profil pionowy trasy w MapSource, to jestem skłonny sądzić, że mój Garmin zliczył trasę jak z mapy, gdyż pozioma linia dystansu jest podzielona na równe odcinki, bez uwzględnienia nachylenia stoku. Czyli przeciwprostokątnej.
Załącznik 41378
Natomiast w Google Earth, wygląd jest bardzo podobny, a jedynie wzbogacony o pewne dane trasy.
Mianowicie:
wzrost/spadek wysokości: 594 m -594 m
maksymalne nachylenie: 39,3% -39,4%
śr. nachylenie: 8,5% -8,3%
Załącznik 41379
Na pewno nie można mówić o jakiejś super dokładności w urządzeniu, jeżeli weźmiemy pod uwagę jego cenę. Jednak w zakresie lokalizacji miejsca stania, sprawuje się całkiem przyzwoicie.
a więc to już..., to już za 2 dni startuję w Moje Góry,za 2 dni jadę spełniać marzenia. Długo musiały czekać na spełnienie ,ale warto było czekać by doczekać się spełnienia- Bieszczady czekają,przez cały przyszły tydzień będą moje,a ja będę należał do Nich.
Odpuszczam sobie zjazd absolwentów w 25 rocznicę ukończenia szkoły,szkoda mi każdego dnia,wolę być Tam niż w Warcinie(czyt.Szkoła),bez kolegów sprzed lat dam sobie radę a dłużej na moje góry nie chcę czekać. Zostało doekwipować się i mogę jechać...
....wreszcie
a więc jednak udało mi się
...plecak? - spakowany
...kierunek?- południe
...konkretnie?- Bieszczady
...kiedy? - no jutro qwa(wreszcie)
pogoda nieważna, ważny kierunek
o żesz q..wa jak się cieszę
a tak przy okazji pochwalę się,że jeden z forumowiczów zaproponował mi wspólne chaszczowanie,czyli to o czym nie śmiałem marzyć
.. a jednak marzenia są w zasięgu ręki,
pozdrawiam jako Dyzio Marzyciel
a kolorki czekają
@zbyszek1509 - będę przelatywał przez Baligród 17-go po południu. Zostanę 10 dni. I pozdrawiam.
To by się zgadzulało, uslyszałem - tak, 1 pokój mam. Nie wiem na ile prawda, zawsze zależy z kim gadam. Jedna "zawsze się da się", druga "nie da się"... Zweryfikuję natężenie ruchu na miejscu.
No nic, to się nawet nie zobaczymy chociaz 5 minut na prędko...
Obserwuję temperaturę w okolicy, ustawiłem w telefonie jako jedną z lokalizacji . Nieźle, dzis 17. Oczywiscie co w dolinach i po wawozach to tego oczywiscie nie wiem. Ale przy tej pogodzie tlok jest zrozumialy.
Jak się okazuje, to nawet jeżeli marzenia są w zasięgu ręki, to nie zawsze w pełni możemy je realizować :-(. Tak było podczas ostatniego, chwilowego pobytu w Bieszczadach. Logistyka zapięta na ostatni guzik, trasa wspólnego dojazdu, telefonicznie uzgodniona, ale prognozy meteorologiczne tragiczne. Tym razem wszystkie portale pogodowe były zgodne i nie dawały żadnej nadziei. Pomimo tego, wcześniejsze plany zostały wprowadzone do realizacji.
Piękna jesienna pogoda w niedzielne południe 2.10., zachęcała do pochaszczowania w okolicach Poharu, kamieniołomu „Drobny” i Kamiennej. Taka krótka wycieczka, na rozruszanie kości, z elementami ekstremalnego podejścia :-).
Załącznik 41569
Po wyjściu z ośrodka zobaczyliśmy pierwszy cel naszej wyprawy, który cieszył oczy jesiennymi kolorami.
Załącznik 41570 Załącznik 41571
Po odbiciu w prawo ze ścieżki przyrodniczej, zaczęły się „atrakcje” przeplatane jesiennymi kolorami.
Załącznik 41572 Załącznik 41573
Po pewnym czasie, trzeba było dobrze zadzierać głowę, aby zobaczyć szczyt do którego zmierzaliśmy.
Załącznik 41574
Podejście o stoku 46,6% (pewnie stopni) zmusiło organizm do częstych przystanków i ustabilizowania oddechu.
Załącznik 41575
Dalsze przemieszczanie się w kierunku kamieniołomu, to było już, jak „bułka z masłem”.
Przebywając na ternie kamieniołomu, mogliśmy nasycić się kolorami jesieni oraz poczuć się jak mrówka w towarzystwie słonia, gdy patrzyliśmy na górujący stok wyrobiska. Niekłamaną atrakcją było poznanie córki współwłaściciela kamieniołomu, która wskazała nam miejsce, którym powinniśmy kamieniołom opuścić.
Załącznik 41576 Załącznik 41577 Załącznik 41578
Dalsze wędrowanie w kierunku Kamiennej, to przeskakiwanie małych bajorek oraz fotografowanie cudów przyrody.
Załącznik 41579
Z Kamiennej prowadzi prawie „parkowa” alejka do ciekawego bloku skalnego.
Załącznik 41580
Obserwując go z pewnej odległości, można dopatrzeć się kształtów historycznych postaci oraz profili kilku zwierząt . A otaczający go wyjątkowo ciekawy mech, szczególnie od dołu, kojarzy się z perskim dywanem.
Załącznik 41581
Natomiast, gdy mamy odrobinę szczęścia, to nawet znajomych wypatrzymy :-).
Załącznik 41582
Wracając już ładnie utwardzoną i wyremontowaną drogą do ośrodka, z przyjemnością można było nacieszyć oko kolorami w okolicach parkingu przy kamieniołomie oraz widokiem na Dzidową.
Załącznik 41583 Załącznik 41584
Następnego ranka, widok z balkonu, przypomniał o niekorzystnych prognozach pogodowych. Jednak, aktualnie deszcz już nie padał i zaświtała nadzieja, że może tak pozostanie na dłużej. Decyzja jest jednomyślna – jedziemy.
Załącznik 41585
Zanim dojechaliśmy na miejsce, deszcz nie odpuścił i kontynuował swoją misję:-(. Wyprawa na Grodzisko i cmentarz w Bereźnicy Niżnej skończyła się spacerkiem po tamie w Myczkowcach.
Załącznik 41586
Dalsze poznawanie Bieszczadów polegało na obserwowaniu widoków i mijanych miejscowości przez szyby samochodu. Pojechaliśmy do Zwierzynia zobaczyć kaplicę z cudownym źródełkiem oraz do Leska, aby między innymi, odwiedzić księgarnię „Bosz” i zapoznać się z nowościami wydawniczymi. Dzięki temu, następnego dnia, mogłem poznać życie mieszkańców Ustrzyk Dolnych w latach 1939–1945 r. czytając książkę „Bieszczadzkie okupacje 1939-1945”. Opuszczając gościnne progi „Wisanu”, po najkrótszym i jednocześnie jubileuszowym pobycie w Bieszczadach, padał już deszcz ze śniegiem :-(. Ale ja tam wrócę i to za kilka dni :-).
A jak tam Zbyszku z przejezdnością drogi na Rabe. Jeszcze niedawno zakaz ruchu był poparty takimi elementami
Załącznik 41587
.
Pewnie nie wszystkim wiadomo, że nakładem LP droga ta, na odcinku Żebrak - Bystre (?) uzyskała nową nawierzchnię.
a jak to jest szczegółowo ?
Trudno mi coś bardziej konkretnego napisać. Jedno jest pewne, że do kruszarek jest super. Nawet przy suchej nawierzchni, kurz jest mało uciążliwy. W czerwcu idąc od Woli Michowej przez P. Żebrak do Rabego, w zdecydowanej większości droga była z nową nawierzchnią. Jedynie, na krótkim odcinku, poniżej P. Żebrak tłuczeń był jeszcze bardzo gruby i przejście po nim groziło skręceniem nogi w stawie skokowym. Miejmy nadzieję, że już jest lub niedługo będzie "przyjazny" przejazd pomiędzy Bystrem a Wolą Michową. Oczywiście posiadając stosowne pozwolenie :-(.
Nie pojmuję, normalnie i po prostu NIE POJMUJĘ! Ja rozumiem, że pracownikom LP, ZUL, myśliwym czy "bieszczadnikom" (których spacer dłuższy niż kilometr może wykończyć) posiadającym stosowne zezwolenie może to się podobać (a na cholerę mi przyjazny dla nich przejazd?) ale z punktu widzenia zwykłego, pieszego turysty, utwardzona (betonem, asfaltem, masą bitumiczną czy innym dziadostwem) nawierzchnia jest fatalna nie wspominając już o wyglądzie takiej drogi biegnącej wśród lasów (wiem, że droga tam była, że z drewna robi się krzesła, że z brzucha wilka nie można wyjąć czerwonego kapturka i babci, a przynajmniej w całości itp. itd.). No ale jest jeden plus, ten kurz jest teraz mało uciążliwy....Oj dziczeją nam te Bieszczady, dziczeją i jest to proces nieodwracalny.
no tak,co by nie było poznaję niektóre osoby (a nawet siebie samego) ,wszystko się zgadza, tylko Twoje zdjęcia Zbyszku jednak czuć profesjonalizmem(szacun). Jak uporam się z obsługą urządzenia(czyt.komputer),które rzekomo ma ulepszać i poprawiać jakość życia człowieka to przedstawię swój punkt widzenia i kolorki , które ja widziałem. Pomimo niestety tak meteorologicznie niefortunnego zakończenia naszej wyprawy, ja pomimo niedosytu zadowolony jestem z wyjazdu,pomimo strug deszczu znalazłem kolorki,florę i faunę,pozwoliłem sobie na samowolne wędrowanie poza wyznaczonym szlakiem,znalazłem następny powód żeby wrócić- wszystko jest ,było na plus.
Chciałbym pochwalić się swoimi pierwszymi fotkami z wyprawy,ale niestety wiertarka,szlifierka,skokówka,migomat itp bliższe mi są w obsłudze niż laptop.
A przede wszystkim spotkałem Człowieka,z którym nie tylko świetnie spędziłem czas,ale również okazał sie kopalnią wiedzy bieszczadzkiej, był wspaniałym kompanem na szlaku i na kwaterze, dziękuję Zbyszku, mam nadzieję na następne wspólne wędrówki .
Już mnie meteo na twitterze straszą marną pogodą, ale to moich planów nie zmieni. Widzimy się za tydzień.
Tak sobie myślę, że opowiadając mi o swoich profesjach, to zapomniałeś wspomnieć jeszcze o celująco zaliczonym kursie cukiernika;). A tak na poważnie, to uważam, że takiego kompana do wspólnych wędrówek i pogaduszek, jakim się okazałeś, można polecić każdemu. Szkoda tylko, że nie dane nam było w pełni zagospodarować wcześniej planowanego czasu :-(.
Odpowiadam jako cyklista : podoba mi się pod warunkiem ,że jest skończona , bo te kamulce o których wspominałeś przerażają mnie (Bazyla jako piechura - na pewno też )
Cytat:
tłuczeń był jeszcze bardzo gruby i przejście po nim groziło skręceniem nogi w stawie skokowym
No tak, nie dopisałem strażaków, strażników, karetek pogotowia, matek z wózkami i tych cyklistów też, choć wyraźnie zaznaczyłem o co mi chodzi
i dlatego zdziwiłem się, że akurat Ty to piszesz. I tyle, nie ma co się więcej tym rajcować, droga była, teraz jest bardziej przyjazna dla strażaków, jednych to cieszy, innych nie musi.
Właśnie wróciłem z doliny Rabego i okolic.
Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale wychodzi na to, że obecna droga do Żebraka wykonana techniką położenia tzw. emulsji z luźnym grysikiem to niedobrze, bo przyroda traci.
Nie wydaje mi się.
Przyroda i krajobraz traci a właściwie straciła i na tym, że nie jeździmy już zaprzęgami konnymi, traci na tym, że obecny rząd i poprzedni też - rwie drewno znad Rabego ile wlazło aż drzazgi lecą, porównywalnie z dawnemi czasy ludowemi ( desperacja, kasiory brak...? ), niedługo zostanie młododrzew i najwyżej"gałęziówka" grubości przedramienia dorosłego chłopa, bo braknie starego buka etc., etc.
Dla przyrody byłoby w ogóle lepiej, by jakiekolwiek życie gospodarcze upadło a lud w miarę możliwości wyjechał precz. Co i tak się dzieje, bo te ładne domy, kóre mijamy i oglądamy z okien jadąc - kto autem a kto autobusem - wybudowano za pieniądze z Norwegii i Zjednoczonego niegdyś Królestwa. Przeważnie.
Spieszę pocieszyć: otóż droga wykonana dzięki tzw. ekologom w takiej a nie inkszej technice nie będzie miała zbyt długiego żywota i wkrótce będzie wyglądała tak samo jak 3 lata temu. Zakład? Już widać pęknięcia i rozstępy oraz przyklepane gliną z kamieniami dziury. I ciekawe czy to dobrze, że niedługo będzie musiała być poprawiana ( sprzęt, prace). Ja bym to zrobił raz a dobrze. Oszczędność kosztów, brak konieczności rozgrzebywania robót co kilka lat. A co do ewentualnego przekraczania prędkości - Straż Leśna niezwykle gorliwie pilnuje terenu i chętnie takich kowbojów łapie. Wczoraj miałem okazję widzieć mieszany policyjno-leśny patrol w samochodzie SLeśnej.
A ruch na drodze rabskiej nadal jest taki sam jak nie przymierzając w Burkina Faso na wsi. Czyli żaden, nie licząc ciężarówek z obu kamieniołomów.
Zastanawia mnie także sens wykonania umocnień brzegów Rabego ( i innych lokalnych ciurników) w drewnie - coś jakby technika stosowana w budownictwie dawnych wałów skrzyniowych wypełnionych kamieniem. Ja rozumiem, żę to ładne, gdy nowe, ale to szybko zgnije i trzeba to będzie robić od nowa. Co to ma wspólnego z ekologią - nie wiem... A już wyjazd z kamieniołomu Drobny, wyjazd mosteczkowy nad ciurnikiem, wykonany też w drewnie i do tego zwężony drewnianemi barierkami to jakaś porażka ( w sensie trwałości i praktyczności "projektu"...
Do czego zmierzam -
nie zawsze pewna ilość betonu to źle. Patrząc w dłuższej perspektywie to nawet lepiej.
Na poparcie opisanego wyglądu drogi - zdjęcie.
Załącznik 41685
O to-to. A i tak zdjęcie nie oddaje wyglądu tych gliniatych górek uklepanych w dziurach...
A jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała, również odnośnie różnych ekologów, kórzy z reguły nie umieją liczyć za to "coś im dzwoni":
ile ja muszę wypalić paliwa by od Baligrodu pokonać drogę do Woli Michowej objeżdżając wszystko dookoła via Cisna, a ile muszę wypalić jadąc spokojnie prosto przez Żebrak? To w której wersji wyemituję więcej spalin? ;)
Że w dolinie będzie więcej spalin? Ale na Wielkiej Pętli będzie ich mniej! (...poza tym na drodze ustawia się znaki z ograniczeniami tonażu pojazdów w określonych dniach i porach, tak jak to ma obecnie miejsce w Rabem, więc nie ma obaw, że nagle ruszy tam nie wiadomo jaki ruch - autokarowy, tirowy i międzyplanetarny...)
Najgorszy ekolog to taki, który sam nigdy auta nie tankował za to wie lepiej, którędy puszczać ruch. :-P
Niedosyt, który powstał po pierwszym październikowym i wyjątkowo krótkim pobycie w Bieszczadach, został zaspokojony :-). Drugi był zdecydowanie atrakcyjniejszy, gdyż pozwolił na zrealizowanie tras, które czekały na swoją kolejkę przez okres 3 lat. Jedynie co mi brakowało w czasie tego pobytu, to trochę więcej słońca, gdyż zastane kolory były lekko „przydymione”, co szczególnie daje się zauważyć na zdjęciach. Aby się właściwie przygotować do realizacji jednej z zaległych tras, która była kilka razy modyfikowana, zadzwoniłem do osoby dobrze poinformowanej z pytaniem, czy stan mostów na Osławie, na odcinku Smolnik – Prełuki, pozwala na bezpieczne przejście. Odpowiedź brzmiała, mosty w porządku, ale torowisko strasznie zarośnięte drzewami i krzakami. Wszystko się sprawdziło, ale stan torowiska, przekroczył moje wyobrażenie o możliwościach roślin i drzew w walce o swoje miejsce w przyrodzie. Ogólnie trasa bardzo ciekawa, na początku nawet ekstremalna, a w kilku miejscach widokowa i niezwykle kolorowa do tego stopnia, że odnosiłem wrażenie jakbym był w skarbcu pełnym złota.
Mapa z przebytą trasą, dla lepszej czytelności, jest przekręcona i północ znajduje się po lewej stronie.
Załącznik 41825
Odszukanie torów kolejki z parkingu w Prełukach, nie nastręczało większych kłopotów, jednak dalsze kilkaset metrów obfitowało w pewne przeszkody, aby za chwilę zrekompensować to, odcinkiem bardzo przyjemnym.
Załącznik 41826
Obserwując dość wysoki poziom wody w Osławie, czułem pewien niepokój, gdyż kilka kilometrów dalej w górę rzeki, muszę pokonać jej bród, aby dojść do Smolnika. Takie rozmyślania i obserwacja skarpy z prawej strony, która robiła się coraz bardziej stroma, sprawiły, że przegapiłem możliwość w miarę łagodnego wejścia w las i udania się w kierunku na Kornaflów Łaz (Karniatowy Łaz) :-(. No cóż, nie było innego wyjścia jak tylko cofnąć się i przy pierwszej możliwości zmierzyć się z tą skarpą. Było to pewnym wyzwaniem, gdyż śliskie liście zdecydowanie utrudniały wspinaczkę do góry. W realu, widok z góry na płynącą w dole Osławę, robił wrażenie.
Załącznik 41827
Dalsze wędrowanie to już „bułka z masłem”. Bardziej lub mniej widoczne, a czasami znikające stare drogi zrywkowe prowadziły w kierunku szczytu.
Załącznik 41828
Pod samym Karnaflów Łazem pojawiła się czytelna droga zrywkowa z możliwością odbicia w prawo, na stok w kierunku samego szczytu.
Załącznik 41829
A na szczycie, bajecznie kolorowo.
Załącznik 41830 Załącznik 41831
Dalej na Jasieniowej również cicho, spokojnie i kolorowo.
Załącznik 41832
Schodząc z Jasieniowej, chwilami po błotnistej drodze zrywkowej, można było nacieszyć oko gamą kolorów.
Załącznik 41833
Po dalszych 20 min. marszu, las się przerzedził i ustąpił miejsca widokom na Osławicę i jeszcze dalej.
Załącznik 41834
Można tam było długo stać i upajać się widokami.
Załącznik 41835 Załącznik 41836
Podobnie też było na Krasnej.
Załącznik 41837
Jednak jeszcze długa droga mnie czekała i trzeba było ruszać dalej w kierunku Smolnika kolorowymi „alejkami”.
Załącznik 41838
Po wyjściu na rozległe łąki wokół Smolnika, ukazał się moim oczom widok, od schroniska na Szybenicy…
Załącznik 41839
… po cerkiew.
Załącznik 41840 Załącznik 41841
Potok Riabyczny okazał się niemiłym zaskoczeniem, gdyż próby znalezienia dogodnego miejsca do przeprawy bez zdejmowania butów, okazały się nierealne. W efekcie przybył mi do pokonania jeszcze jeden bród więcej. Natomiast Osława, okazała się głębsza niż zakładałem i pomimo zawinięcia maksymalnie nogawek spodni, uległy one dokładnemu zamoczeniu. Gdybym je zdjął, a to przecież niewiele czasu by trwało, szedłbym dalej w suchych :-(.
Załącznik 41842
Idąc już dalej asfaltową ścieżką, miałem okazję przyjrzeć się wiejskim zabudowaniom oraz z bliska rzucić okiem na przydrożny krzyż ...
Załącznik 41843
... oraz podziwiać pasmo Jasieniowej, teraz już z dołu.
Załącznik 41844
Nadszedł czas na następną niespodziankę, czyli przejście torami kolejki. Na krótkim odcinku, jaki na siłę przeszedłem, posmakowałem słodkich, dojrzałych owoców tarniny oraz złośliwy charakter jej kolców w towarzystwie jeżyn.
Załącznik 41846
Gdy zobaczyłem potok Mikowy i na nim drewniany most, to postanowiłem czasowo zrezygnować z przedzierania się torowiskiem.
Załącznik 41847
Po dotarciu do Mikowa, ponownie skręciłem na dobrze widoczne torowisko. Początek był zachęcający, jednak czym bliżej mostu, tym więcej rosnących drzew utrudniało przejście.
Załącznik 41848
Niektóre próbują opanować nawet most.
Załącznik 41849
Przyjemny widok na bród, pierwszy raz widziany z góry :-).
Załącznik 41850
Upływ czasu zrobił pewne spustoszenie na drugim przyczółku mostu, ale jeszcze można bezpiecznie przejść. Natomiast dalsza wędrówka była urozmaicona różnego typu przeszkodami. Słabo widoczna, ale wydeptana ścieżka wzdłuż torowiska, sugeruje, że takich amatorów silnych wrażeń jest więcej.
Załącznik 41851
Dla takich widoków, warto miejscami przedzierać się przez chaszcze.
Załącznik 41852 Załącznik 41853
Następny most już w Duszatynie.
Załącznik 41854
Dalsza wędrówka po torowisku, była możliwa po wyjściu z Duszatyna. Przed trzecim i ostatnim mostem ciekawy wąwóz, który powstał po usunięciu części wzniesienia, aby linia kolejowa mogła przebiegać w poziomie.
Załącznik 41855
Na trzecim moście widać również, szczególnie na przyczółkach, jak przyroda próbuje zawładnąć terenem, który odpuścił sobie człowiek.
Załącznik 41856
Widoki z mostu na prawo i lewo, wspaniałe.
Załącznik 41857 Załącznik 41858
Jesienne widoki w końcowej części marszu po zachaszczonym torowisku.
Załącznik 41859
Jeszcze jeden dowód na siłę przyrody, która próbuje wyrównać to, co człowiek kiedyś jej zabrał.
Załącznik 41860 Załącznik 41861
W moim odczuciu, trasa dość atrakcyjna i urozmaicona. Nawet sam spacer drogą asfaltową od Smolnika do Mikowa, pozwolił bliżej przyjrzeć się zabudowie i warunkom w jakich żyją tutejsi mieszkańcy.
Pięknie,pięknie,pięknie tylko żal trochę a nawet bardzo,że nie dane mi było uczestniczyć w tej wędrówce. Gratuluję wyprawy,dziękuję za relację i zazdroszczę wrażeń.
Bo dolina Osławy to jedno z piękniejszych miejsc w Bieszczadach
Pięknie. I prawie nie znam tamtych stron. Musimy kiedyś razem, Zbyszku, połazęgować. Tylko, że terminy naszych pobytów najczęściej się mijają. Szczególnie interesuje mnie dawna trasa kolejki.
Dla Zbyszka to bułka z masłem, ale jak kilka lat temu razem z Heniem i Ciepłym_dwa_posty_na_forum spacerowaliśmy właśnie tym odcinkiem tj. od Karnaflowego w kierunku Krasnej, to jakże zaskakujący był widok, który zobaczyliśmy schodząc jak nam się wydawało z Jasieniowej na te widokowe łąki opisywane powyżej, gdyż jak już wyskoczyliśmy z lasu to zamiast rozległych panoram ukazał nam się nasyp kolejowy biegnący wzdłuż Osławicy :) Ale tak to jest jak nie chce się wyciągnąć kompasu i mapy z plecaka.
Dla urozmaicenia wątku, pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą.
Trasa jest atrakcyjna, ale określiłbym że jest trudna, dlatego nie polecałbym jej osobom bez pewnego poziomu umiejętności.
Większość turystów rusza tylko na szlaki "udostępnione" a tu nie ma oznaczeń, nie ma wyraźnych miejsc rozpoznawalnych, na tej trasie trzeba kierować się umiejętnościami i przyrządami, będąc zdanym głównie na siebie.
Dziękuję za ciekawe komentarze i spróbuję jeszcze coś od siebie dodać, aby uzupełnić relację.
Jarku, również żałuję, że nie dane nam było więcej wspólnie powędrować. Ten jedyny raz, to zdecydowanie za mało. Mam cichą nadzieję, że jeszcze nie jedną wyprawę w Twoim towarzystwie uda się nam zorganizować. Obiecuję, że jeszcze coś z ostatniego pobytu opiszę, abyś zobaczył jakie piękne są bieszczadzkie zakątki, a szczególnie jesienią w miejscach bez tłumu turystów.
Gdybym przypadkowo uczestniczył w rankingu na najpiękniejsze miejsce w Bieszczadach, to przyznaję, że nie potrafiłbym jednoznacznie odpowiedzieć. Zarówno miejsca na wschodzie jak i na zachodzie Bieszczadów posiadają swój niepowtarzalny urok, którym mogą zauroczyć nawet tych najbardziej wybrednych.
Zgadzam się z Tobą Piskalu, gdyż również w wielu miejscach jeszcze nie byłem, a gdy popatrzę na mapę, to widzę wiele białych plam :-(. Co do terminu następnego pobytu w Bieszczadach, do nawet zerknąłem do kalendarza na przyszły rok i okazuje się, że czerwiec jest przepołowiony świętem. W związku z tym, w rachubę wchodzi jedynie przełom maja i czerwca, aby móc spokojnie powędrować. Może tym razem nie miniemy się ?.
:-) "Bułka z masłem" to była dopiero, gdy odetchnąłem z ulgą po wdrapaniu się na stromą skarpę od torowiska kolejki i dotarłem do dobrze widocznej drogi zrywkowej. Natomiast samo podejście pod Karnaflów Łaz, było już bardziej wymagające niż zjedzenie "bułki z masłem". Relacja z Waszego zboczenia z zaplanowanej trasy, zmobilizowała mnie do zerknięcia na mapę, aby zobaczyć jak Wam to się udało. Pewnie przypadkowo zaliczyliście również Dyszową ?. Przyznaję, że nadmiar bardziej lub mniej widocznych dróg zrywkowych w tamtej okolicy, może dobrze zakręcić w głowie.
Natomiast ja, całkowicie zgadzam się z Tobą Heniu. Sama trasa na pewno nie jest łatwa, a to z racji braku widocznych punktów orientacyjnych i mnogości dróg zrywkowych. Bez odpowiedniego wyposażenia lub znajomości terenu, można nabić wiele dodatkowych kilometrów. Przyznaję, że w okolicach Kryżi trafiłem dosłownie na rondo dróg zrywkowych, które na krótko zakręciło mi w głowie, pomimo posiadanego wsparcia satelitarnego. Czasami, nawet dobrze widoczna ścieżka lub droga zrywkowa, może człowieka wyprowadzić na "manowce". Natomiast, chwilowe błądzenie niesie ze sobą dodatkowe atrakcje, które na długo pozostają w pamięci.