" Szłam tak po cichu, że sarna na przeciwko mnie zbaraniała." :-D:-D Wędrówka zapowiada się jak zwykle niepospolicie ale w takie przemiany to ja nie uwierzę :mrgreen:
Wersja do druku
" Szłam tak po cichu, że sarna na przeciwko mnie zbaraniała." :-D:-D Wędrówka zapowiada się jak zwykle niepospolicie ale w takie przemiany to ja nie uwierzę :mrgreen:
Rano wyruszyłam na autostop. Dosłownie co drugie auto jechało z rowerami. Bardzo ciężko się łapało. Długo stałam, upał od samego rana. Do Tylawy trafiłam bardzo miłym stopem. W Tylawie najgorzej, stałam ok 45 minut. Lampa. W końcu zatrzymał mi się człowiek z... Mołdawi. "Gawarisz pa ruski?" -zapytał. Odpowiedziałam, że nie. Próbowaliśmy dogadać się po polsko - rusko -mołdawsku . Nienajlepiej to szło. Minęłam Barwinek. Wysiadłam na granicy państwa.
Załącznik 35285
Udałam się w kierunku wschodnim na szlak graniczny ze Słowacją. W okolicy Przełęczy Dukielskiej różne pomniki, działa, wieża widokowa:
Załącznik 35286 Załącznik 35287 Załącznik 35288 Załącznik 35289 Załącznik 35290
Wędrówka mijała bardzo przyjemnie. Wstępny plan zakładał przejście do Lipowca i dalej do Chatki w Zyndranowej. Jednak widząc ten kierunkowskaz zastanowiłam się czy nie lepiej by mi było udać się na Kremenaros?
Załącznik 35291
Szlak prowadzący lasem, rzadko można było iść otwartym terenem takim jak ten:
Załącznik 35292 Załącznik 35293
Upał ogromny. Dzień kulminacji upadłów z ostatnich dni. Żal mi było ludzi spędzających ten czas w mieście. W lesie chłodniej. Na upały polecam las. Minęłam trop niedźwiedzia. Minęłam też turystów. Pewnie owa dwójka turystów doszła do szlaku od Czeremchy a może od Zyndranowej? Minęłam ich. Później tylko raz pojawili się w zasięgu wzroku ale przyspieszyłam tempa. Około pół godziny do końca szlaku granicznego jaki wyznaczyłam czyli do Przełęczy nad Czeremchą zgubiłam szlak. Drzewo było tak przewalone, że trzeba było je obejść dużym łukiem. Po drugiej stronie nie znalazłam szlaku ale niespecjalnie mnie to zmartwiło. Nagle posłyszałam straszne grzmoty. Trawersując tak grzbiet graniczny po 10 minutach doszłam do szlaku. Grzmoty nieustępowały.
"Grzmoty nie ustępowały"....myślę,że Jimi zbudowała napięcie w opowieści, ale na ciąg dalszy chyba niestety trzeba będzie poczekać, bo trzy dni wolne i pewnie wędruje....:?:
No właśnie nie! Mam jakiś dziwny stan -mam ochotę gdzieś pojechać (szkoda mi zmarnować trzech dni wolnych) ale nie wiem gdzie. W Biesczady i Beskid Niski mi się nie chce (pierwszy raz od kilku lat!!), Pogórza też nie ani w ogóle góry chyba, więc nie wiem gdzie :P Pewnie ta ostatnia wędrówka tak naładowała mi akumulatorki, że cały czas we mnie żyje i nie czuję potrzeby znów tam jechać...
Zerwał się deszcz. Schowałam się więc pod najbardziej gęstymi liśćmi z nadzieją, że nie będzie to długo trwało. Z początku deszcz jak deszcz. Starałam się chronić plecak, nie siebie. W plecaku był śpiwór i ciuchy na przebranie. Oczywiście pokrowca też nie wzięłam, w zasadzie na taki mały plecak nie mam. Ostatnio w sklepach sportowych ciężko jest w ogóle dostać jakiekolwiek pokrowce na plecaki. Pytałam w kilku większych i nic. Wróciły silne grzmoty. O godzinie 15 z robiło się bardzo ciemno a las wyglądał, jakby zbliżał się zmrok. Deszcz zrobił się bardzo intensywny, kępa liści nade mną już nie była wystarczająca. Zerwał się grad. Mimo, iż siedziałam między drzewami -wcale mnie to od niego nie uchroniło. Zwinęłam się w kucki, rękami objęłam kolana a grad zaserwował mi 10-minutowy masaż pleców. Oczywiście nie miałam też żadnej kurtki, jedynie koszulkę bawełnianą na sobie. Rozpętała się straszna nawałnica a grzmoty stały się coraz głośniejsze. Grzmiało dosłownie nade mną. Będąc na grzbiecie bardzo bałam się, by piorun nie uderzył w któreś z drzew dookoła. Zaraz pewnie usłyszę mądrości, że w czasie burzy nie wolno chować się pod drzewo. Oczywiście to prawda, tylko, że gdy jesteś w lesie, to w okół ciebie są same drzewa i nie ma takiej możliwości, by schować się tak, by nie być pod drzewem. Wyjęłam nowo zakupiony ręcznik szybkoschnący -bardzo dobra inwestycja. Jeden jego koniec zawiesiłam na gałęzi, drugi trzymałam nad sobą tworząc daszek. Co jakiś czas wyciskałam ręcznik i od nowa. To było tylko pozorne schronienie. Minęła godzina a deszcz cały czas tak mocny i intensywny. Widać było, jak pospiesznie wił się po pniach drzew. Nie miałam już niczego suchego na sobie, łącznie z bielizną, którą też mogłabym wycisnąć z wody. Plecak zapewne też cały do wyciśnięcia. Gdy już przeszła nawałnica a deszcz zmienił się w zwyczajny, postanowiłam się odezwać do znajomych. Nie tak dawno kolega zapytał mnie, czy miałam kiedykolwiek sytuacje w górach, że zmokłam do majtek. Teraz chciałam mu wesoło napisać, że w końcu mogę twierdząco odpowiedzieć na jego pytanie. Pisząc, ręka mi się tak strasznie trzęsła, że nic nie widziałam na telefonie a dwa zdania pisałam 5 minut. Ciężko mi wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Dlaczego ręcznik szybkoschnący uważałam za wspaniałą inwestycję? Bo w tym momencie była to jedyna sucha rzecz, jaką miałam! Oczywiście samo pojęcie "suchy" w tym momencie ma inne znaczenie. Może inaczej -była to najbardziej sucha rzecz jaką miałam. Ręce pomarszczone od wody jak po godzinnej kąpieli w wannie. Zapomniałam dodać, że w trakcie burzy bardzo martwiłam się o dwójkę turystów, jakich minęłam na szlaku. Co z nimi?
Idąc znów zgubiłam niechcący szlak. Zeszłam na rozległe łąki dawnej wsi Czeremcha. Wyjęłam mapę, by lepiej się zlokalizować. Mapa teraz była wilgotnym, łatworwiącym się papierem. Przeszłam przez wykoszoną łąkę, potem przez chaszcze na drugą stronę potoczku, znów chaszcze, wysoką trawę, chaszcze i drugi potoczek i znów wysoką trawą doszłam do dróżki. Bardziej zmoknąć już nie mogłam, dlatego trawy były dla mnie już bez znaczenia. Generalnie czułam się jakbym wskoczyła w ubraniu i butach do wody - wszystko chlupało.
Załącznik 35298
Nałożyłam sobie ręcznik na ramiona, jak to mają w zwyczaju plażowicze i rozpoczęłam wędrówkę po dawnej wsi Czeremcha. Generalnie wyglądałam, jakbym dopiero wyszła z kąpieli. Czeremcha zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, przepiękne miejsce. Rozległe łąki, pagórki, krzyże przydrożne.
Załącznik 35299 Załącznik 35300 Załącznik 35301 Załącznik 35302
Doszłam do cerkwiska.
Załącznik 35303 Załącznik 35304 Załącznik 35305 Załącznik 35306 Załącznik 35307
Plany moje już dawno uległy zmianie. Oczywiście spanie pod chmurką nie wchodziło już w grę -karimata mokra jak gąbka, śpiwór, nie mówiąc już, że wszystko dookoła. W grę też nie wchodziła Zyndranowa, ponieważ straciłam wiele czasu przez tę burzę i było już za późno na dalszą wędrówkę, która i tak nie była jednoznaczna, bo polegała w sporej części na pójściu na azymut a wcześniej trzebaby było oczywiście ustalić punkt odbicia ze szlaku. Więc takie zabawy już nie wchodziły absolutnie w grę. Chciałam jak najsybciej znaleźć się w cuchym miejscu. Czyli trzebaby było udać się do Jaślisk i tam poszukać agroturystyki. O ile mnie pamięć nie myli to conajmniej 2 godziny drogi stąd.
Przechadzając się przez cerkwisko, ujrzałam, że ktoś zawraca tu samochód. Uchylają się drzwi i pada pytanie: "podwieźdź cię gdzieś?". Co za szczęście! To ta dwójka turystów, których minęłam! "Dokąd jedziecie?" -zapytałam. "Do chatki w Zyndranowej" -odpowiedzieli. Lepiej być już nie mogło!!!!
Jadąc powoli, cały czas podziwiałam krzyże i nagrobki -szkoda, że nie zdążyłam obejrzeć ich z bliska, było ich całkiem sporo. Na prawdę wspaniałe wrażenie zrobiła na mnie Czeremcha. Zapytałam nowo poznanych znajomych gdzie spędzili burzę. Powiedzieli, że w okolicy słupka 143. Ja byłam dokładnie niedaleko przy głównym słupku 142 -czyli ja byłam bliżej wsi. Jakim trafem oni więc zeszli pierwsi w taki sposób, że ich nie spotkałam? Powiedzieli, że w czasie deszczu odbili ze szlaku, schodząc na przełaj. Ja w zasadzie też odbiłam -nikt z nas nie dotarł docelowo do Przełęczy nad Czeremchą jak zakładał na początku. Powiedziałam, że martwiłam się o nich.
Dojechaliśmy do Chatki w Zyndranowej, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Tu bardzo miło spędziłam wieczór opowiadając ludziom swoje różne wędrówki górskie. Poznałam się z pewnym starszym panem, z którym okazało się, że mamy wspólnego znajomego dawnego leśniczego. Opowiadałam o tym, jak spędziłam zimę samotnie w Bieszczadach. Wiele ludzi słuchało z zaciekawieniem. Ostatnio długi czas unikałam chatek i miejsc turystycznych ale uważam, że od tego momentu, od momentu Zyndranowej, to się zmieni -znów polubiłam to, polubiłam tych ludzi.
Śpiwór cały mokry, że można go było wycisnąć, robiąc w ten sposób strumienie wody. Na szczęście w chatce były materace i koce. Był też bardzo fajny dzik.
Załącznik 35308
Rano udałam się nieoznakowaną ścieżką pod szczyt Tokarnia. Wyruszyłam z tym starszym człowiekiem, którego poznałam. Spotkaliśmy trop wilka.
Załącznik 35309
Gdy doszliśmy do szlaku, nasze drogi podążyły w przeciwnym kierunku. Szłam dalej, uparcie rozglądając się za rydzami. Bardzo chciałam nazbierać ich dla znajomych. Wiem, że to wczesna pora jak na te grzyby ale widywałam już zdjęcia gdy ktoś w górach nazbierał ich całkiem sporo, poza tym w tym roku wszystko jest szybciej. Szukałam ich bardzo dokładanie, w typowych miejscach rydzowych. Niestety skończyło się to tylko na kilku marnych sztukach. Znalazłam starą część dzbanu.
Załącznik 35310
Czasami mijałam dziwne słupy. Kto wie, jaką one pełniły funkcję?
Załącznik 35311
Od Czerwonego Horbu ścieżka była bardzo wyborna -mocno zarośnięta, prawie w ogóle nie udeptana. Nagle.. ujrzałam jakby ktoś stał na szczycie nade mną. Nie ruszał się w ogóle. Okazało się, że to stoi Matka Boska -niesamowite wrażenie, gdy widzisz, że jakaś głowa i ramiona wyłaniają się spod krzaków, później dostrzegasz całą postać i już wiesz, że to tylko pomnik.
Załącznik 35312 Załącznik 35313 Załącznik 35315 Załącznik 35314
Gdy zeszłam z gór zażyłam wybornej kąpieli w potoku. Doszłam do drogi głównej, skąd rozpoczęłam podróż powrotną autostopem. Tak dostałam się do Krosna. Tu wsiadłam w bus do Rzeszowa.
Poniżej trasa. Na różowo pierwszy dzień wędrówki. Fioletowa strzałka -miejsce noclegu. Na żółto, drugi dzień wędrówki.
Trasa: http://wadera55.republika.pl/dukielska_wschod/trasa.jpg
Całość:
http://wadera55.republika.pl/dukiels...ka_wschod.html
Więcej:
http://wadera55.republika.pl/ania.html
Te "dziwne słupy" to zapewne oznaczenia oddziałów w lesie :-)
Posprzątałem wątek. OT trafił tam, gdzie jego miejsce (do kosza).
Jak zwykle z przyjemnością, czytam kolejne relacje. Ja dziś zrobiłem sobie wycieczkę, niestety - po płaszczyznach Puszczy Białej...
Brusno (nie)istnienie w kamieniu
Z rowerem na Roztoczu Wschodnim
6/7 września 2014
http://wadera5.republika.pl/roztocze/roztocze.html
Zainspirowana lekturą książki pod redakcją Olgi Solarz pt. "Brusno (nie)istnienie w kamieniu" wyd. Stowarzyszenie Magurycz, postanowiłam czym prędzej nadrobić zaległości w znajomości praktycznej Roztocza Wschodniego. Na wycieczkę wybrałam się rowerem. Głównym celem było zobaczenie tutejszych starych cmentarzy, dlatego relacja ta będzie obfitowała w głównej mierze w zdjęcia.
Wbrew pozorom wycieczka ta była dosyć spontaniczna. Jeszcze do wieczora dnia poprzedzającego nie miałam żadnych planów, niespecjalnie też zaznajomiłam się z mapą okolic. Wydrukowałam orientacyjny słowny plan trasy, jaki polecił mi kolega, jednak zaznajomiłam się z nim dopiero w pociągu. Pobudka o 3:40. O mało nie zrezygnowałam z tych mglistych planów kusząca przyjemnym snem. Jednak wzięłam się w garść, wiedząc, że gdybym została, to nad ranem żałowałabym tej decyzji. O 4:40 siedziałam już w pociągu do Jarosławia. W Jarosławiu przesiadka. 2 godziny przerwy można było przeznaczyć na kontynuację snu w poczekalni na dworcu. O 7:22 szynobus do Horyńca Zdrój.
Załącznik 35490
Na miejscu byłam już o 8:35.
Załącznik 35491
Spojrzałam na mapę, wyjęłam kompas. Ruszyłam. Po chwili znalazłam się na szlaku rowerowym biegnącym na północny zachód. Wjechałam w las. Po dłuższej chwili wyjechałam na łąkę gdzie zgubiłam szlak. Jeździłam w kółko przyglądając się bacznie drzewom. Na próżno. Pojechałam "gdzieśtam". W zasadzie z jednej strony nie czułam się zobowiązana trzyma się usilnie szlaku, z drugiej zaś szkoda mi było przeoczyć kapliczkę która miała być niedaleko na szlaku. Po 20 minutach beztroskiej jazdy po lesie ku memu zdziwieniu dojechałam do szlaku. Wyjechałam wypisz wymaluj idealnie na wprost kapliczki, która po chwili ukazała się mym oczom. Wjechałam dokładnie pod kątem 90 stopni do szlaku. Oto i ona:
Załącznik 35492
Droga zapowiadała się sielankowo, iście wakacyjna pogoda także dopisała -niemalże bezchmurne, lazurowe niebo.
Załącznik 35493
Jednakże wjeżdżając na pola, ścieżka spowita była dużą ilością sypkiego piachu, co utrudniało jazdę, czasem wręcz uniemożliwiało tworząc efekt zapadania się w piachu. Nie chcąc walczyć z wiatrakami, usiadłam więc i pobawiłam się rozgrzanym piaskiem czując się jak małe dziecko na nadmorskiej plaży.
Załącznik 35494 Załącznik 35495 Załącznik 35496
Ruszyłam dalej do wsi Podemszczyzna. Minełam kapliczkę. Ścieżka momentami była przyjemnie zarośnięta aczkolwiek dobrze przejezdna.
Załącznik 35497 Załącznik 35498 Załącznik 35499