Bingo!:)
Wersja do druku
W dzień po Nowym Roku,będąc w Bieszczadzie,postanowiliśmy pojechać przez Krościenko do Turki.Przekraczaliśmy granice po raz pierwszy i troche wypełnianie niekończącej się "ankiety" nas irytowało.Spytaliśmy ukraińskiego pogranicznika,gdzie wpisać cel podróży.
-A dokąd?-on na to
-Do Turki-odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą
Ryknął gromkim śmiechem,zupełnie nas tym zaskakując.
-Piszy "Chirow sklep"
Nijak mu sie chyba w głowie nie mieściło,że moze być inaczej.
Tych, co nie lubią Warszawy (a raczej warszawiaków) zapewniam, że warszawiacy mają w Polsce największe poczucie humoru.
Dowód ? Proszę bardzo.
W I turze ubiegłorocznych wyborów samorządowych na Prezydenta W-wy "Major" Fydrych (tak, ten od Pomarańczowej Alternatywy:oops: ) uzyskał więcej głosów od Wojciecha Wierzejskiego z LPR-u. Obaj dostali po jakimś ułamku procenta oddanych głosów, ale ten ułamek "Majora" był ok. dwa razy większy.
No i w jakim innym mieście potrafią zagłosować z takim fasonem ?
WUKA napisala historyjke ktora warto pamietac
Przed samą Turką jest na drodze kontrol z szlabanem. Ja mialem wpisamy cel podrozy : Drohobycz i w zaden sposob nie mozna bylo wytlumaczyć ze jedziemy do Turki.Cytat:
-Do Turki-odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą
Ryknął gromkim śmiechem,zupełnie nas tym zaskakując.
-Piszy "Chirow sklep"
Przeciez nie jest to droga na Drohobycz ! - uslyszelismy w odpowiedzi.
.
Dowcipy z mundurowymi po wschodniej stronie mają zupelnie inny wymiar.
Dylemat zomowca w ubikacji:
- Lać, walić, czy puszczać gazy?
Swoją drogą kupiłam ostatnio książkę o absurdach PRLu była w jakiejśtam promocji i przypomniało mi się parę rzeczy które były "śmieszne"(aeromasło-turystyczne masło w aerozolu, nie trzeba smarować i nie topi się) choć mam prawa ich nie pamiętać ale książke ogólnie polecam - dla potomnych i dla siebie.
Pewna rezolutna 14-latka, w kawiarence w Sanoku, chyba mocno już znudzona pobytem (szkolna wycieczka) w Bieszczadach, powiedziała kilka zdań:
"Przychodzi baba do psychiatry, a on się jej pyta, co jej jest? Panie doktorze, ja nieustannie myślę, w pracy, w domu, o "Star Wars" - ostatnio nawet mi się śnią.
Psychiatra pyta jej - a JAK to się zaczęło??? Baba na to : dawno dawno temu, w odległej galaktyce ..."
... ze szczególnym pozdro dla Jabola, już on wie, dlaczego ... 8)
Solina. Święta Wielkanocne 2007. Deptak od strony przystani. Knajpka w kształcie mającym przypominać żaglowiec. Ja, małżonka i nasza córunia.
Przejrzawszy menu, zwracam się do młodziutkiego kelnera:
- Przepraszam, ten "placek po bieszczadzku" to taki z gulaszem, czy z jakimś sosem grzybowym?
- Nie, proszę Pana, to taki placek ziemniaczany.
- Aha, ale on kosztuje 18 zł! To co to za placek!
- No wie Pan, taki opiekany z dwóch stron.
Zbaraniałem, bo po pierwsze nie wiedziałem, że całe życie jadłem placki po bieszczadzku, a po drugie, że nad Soliną mają tak pierońsko drogie ziemniaki.
Ochłonąwszy nieco, wysłałem kelnera by zasięgnął języka w kuchni. Po chwili wrócił uradowany wołając:
Miał Pan rację, to taki z gulaszem.
Dziś w Wiadomosciach na Polsacie o 18:50 był reportaż o turystach w Tatrach. w pewnym momencie wypowiadał sie ktoś ze straży parku odnośnie "turystów i ich fascynacją Giewontem" :
- Wczoraj (tj w sobote) podjechała rodzinka autem pod bramki wejściowe do parku, otworzyli drzwi i z auta zapytali sie: "Przepraszam jak dojechać na Giewont??", na to ja mu odpowiedziałem: "Proszę pana tam nie można dojechać, trzeba przejść około 2 godzin w górę na nogach". Na to Pan kierowca z wściekłą miną trzasną drzwiami i odjechał w przeciwną stronę. ...
kilka chwil potem wypowiadała sie dziewczyna w kwiecie wieku : "Chodzenie po górach jest bardzo męczące. Niekiedy trzeba przejść kilka kilometrów, iść kilka godzin, aby wejść na szczyt"....
i dziwić sie, że ludzi giną w górach
Hej:)
Sama prawda...:D Dziewczyna nie kłamała. :grin:
Ja kiedyś słyszałem taki dialog w straszliwych Karkonoszach:
ON - Po jaką cholerę tam leziemy?!
ONA - Bo jeszcze tam nie byliśmy, misiaczku.
ON - Buty sobie zedrę!! Tyle forsy dałem, żeby porządnie wyglądać w ośrodku!! (chodziło o ośrodek FWP pewnikiem)
Na nogach ów pan miał obiekt westchnień całych zastępów horolezców- Himalajki:D Nie Salamandry:P
Pozdrawiam,
Derty
"W Teleexpresie właśnie o Perci mówili. Zaczepili jakieś dwie kobiety i pytają jak są przygotowane do wyjścia w góry. Jedna mówi, że dobrze, na co reporter pyta, dlaczego ma klapki na nogach. Ona na to, że gorąco. Pyta drugiej jak jest przygotowana, a ona, że Bóg jej pomoże."
http://forum.turystyka-gorska.pl/vie...=3712&start=80
Jestem tu nowy, więc po pierwsze: WITAM!
Oto historyjka (skierowana głównie do Jabola, aczkolwiek nie tylko): Wędrówka odbywa się torami kolejki wąskiegotoru, skład podróżników Marchewka, Misiek, Bugi i ja we własnej osobie. W pewnym momencie Misiek wypowiada następujące słowa: a wiecie co by było gdyby nas teraz przejechał pociąg? Nikt tego nie wie więc następuje chwila ciszy. Po niej Misiek odpowiada: jutro by nas znaleźli i by stwierdzili, że pociąg rozjechał trzech facetów i wielkiego czarnego psa.
Info dla niewtajemniczonych: Bugi jest osobnikiem, któremu włosy nie rosną jedynie na powiekach.
Jeszcze jeden dowcip o Bugim i o jego wszechobecnym zaroście (żeby nie było jednak, iż naśmiewam się tylko z Bugiego, to któregoś dnia zaproszę do klawiatury Miśka, żeby upublicznił dowcipy o mnie, a dokładniej o moim nosie, który jak Misiek powiada jest taki, że jak wącham kwiatki to kwiatki się boją). Oto historia: działo się to nie wiem gdzie, może w Bieszczadach, a może w Czarnocinie, rzecz to nieistotna. Skład grupy jak wyżej i na dokładkę Jabol. Akcja natomiast toczy się podczas upalnego dnia, gdy wyżej wymienione osoby raczą się taplaniem dla ochłody w cieczy zwanej wodą. W pewnym momencie ktoś (zapewne Misiek, a może Jabol?) powiada następująco: Bugi, a dlaczego ty się kąpiesz w sweterku.
hehehehe :D A mi juz pamięć szwankowała:) Witaj Kuba na forumie:) Miło znów powspominać wspólne wedrowanie i chwile w których śmialiśmy bojąc sie że peknie kazdemu z nas zyłka na skroni i lekarz stwierdzi zgon:))) Niektórzy musza w tym celu jarać zielsko nie wiedząc że dużo lepsza jest paczka zgranych kamratów. Pozdrów ich tam na dalekiej północy...Nie zimno wam tam pod biegunem na dalekim pomorzu? Bo tu na podkarpaciu czuc bliskosć równika:)
Jabolu na pomorzu zachodnim zimno jak diabli:) ale za to foczki na plaży jedna przy drugiej:)))
A jeśli Jabolu chcesz się jeszcze uśmiechnąć to wejdź na "Wzgórze leśnych widoków"
Jak jakaś wesoła wspominka przyjdzie mi jeszcze do łba to nie zawacham się ani chwili!
Jak obiecałem, tak czynię, a więc kolejna wesoła wspominka dla Jabola i nie tylko, co prawda rzecz nie dzieje się w górach, a w Czarnocinie, ale osoby we wspomince występujące, z górami - z takich czy innych powodów - są związane.
Czarnocin, Dzika Plaża, ognisko połączone z alkoholizacją. Główne osoby komedii - Jabol i Misiek, osoby mniej główne: Wentyl, Bugi, Kuba czyli ja, a także o ile mnie pamięć nie myli Kotek i Runo. Impreza była przednia, niestety zabrakło alkoholu. Z tego tytułu została uczyniona ściepa, a Misiek i Jabol zostali wysłani do baru "Pod chmurką" po dodatkowy alkohol. Poszli, przepadli, słuch po czortach zaginął. Po jakichś dwóch godzinach wraz z Wentylem poszliśmy naszych zaopatrzeniowców szukać i tak szukając doszliśmy do baru, gdzie Misiek i Jabol właśnie kończyli przepijać nasze wpólne pieniążki. Niechybnie zostaliby wówczas obici, gdyby nie argument użyty przez jednego z nich (nie pamiętam niestety którego), argument ten brzmiał tak: Widzicie chłopaki dla wszystkich tego alkoholu byłoby za mało, a dla nas dwóch było w sam raz.
Jabol, a może na ognisko do Czarnocina?
Jeszcze jedna wspominka. Rzecz działa się w okolicy Rajskiego, gdzie Misiek, Bugi i ja zostaliśmy na dwa dni uziemieni atakiem mojej kolki nerkowej. Gdy trochę mi się polepszyło i byłem już w stanie średniej mobilności zapadła decyzja, iż wycofujemy się do Bukowca na stanicę, żebym w spokoju wydalił moje kamyki. Większość moich gratów zabrali Miś i Bugi i w drogę do drogi na Bukowiec. Plan był taki: Bugi jako osoba nieautostopowa przemieszcza się na nogach, a jeśli coś złapie to przemieszcza się na kołach, natomiast ja i Misiak czekamy na stopa. Bugi podreptał pierwej i już prawie biedaczyna znikał za horyzontem, gdy od strony Chrewtu zaczął się ku nam powolutku pyrkać autobus. Decyzja była szybka: wzywamy Bugiego! Postanowione, wykonane. Bugi usłyszał nasze krzyki, powiem więcej nie tylko je uszłyszał, ale zerwał się do szaleńczego biegu i przybiegł tuż przed autobusem! Szkoda tylko, że autobus się nie zatrzymał:), co Bugi skwitował w następujący sposób: -na następny autobus mnie nie wołajcie. Po czym się odwrócił i pomaszerował z powrotem, a brzydkie wyrazy typu k..., ch..., p..., sk..., odmieniane przez niego we wszystkich możliwych czasach, trybach i przypadkach jeszcze długo krążyły w powietrzu.
Wspominka zasłyszana od Miśka:
Zimowe Bieszczady, Misiek i Jabol kupują w sklepie denaturat do napędzania maszynki turystycznej, po dokonanej wymianie handlowej ekspedientka pyta:
- chłopcy po co wam ten denaturat?
Chłopcy odpowiadają:
- bo widzi pani, denaturat fajnie barwi drinki.
Trauma : "W Teleexpresie właśnie o Perci mówili. Zaczepili jakieś dwie kobiety i pytają jak są przygotowane do wyjścia w góry. Jedna mówi, że dobrze, na co reporter pyta, dlaczego ma klapki na nogach. Ona na to, że gorąco. Pyta drugiej jak jest przygotowana, a ona, że Bóg jej pomoże."
no i to jest prawidłowa postawa 8-). Skoro, jak upierają się niektórzy, ona (wiara) przenosi góry, zapewne pozwala też po nich stąpać, jak trza. Pozdro.
W tym tygodniu oglądałem w TVN Meteo film o Bieszczadzie. W filmie tym taka oto scenka jest: Wchodzi facet do it w Cicnej i zagaduje: Macie jakieś foldery o Cisnej, żebym wiedział jak się tutaj poruszać?
Pozdrawiam
...rzecz dzieje się na Strym Łupkowie. Przyjechała pomarańczowa rewolucja, oczojebne koszulki z napisem "nie jestem z Warszawy" oficjalnie rajd firmowy, panowie chcieli poczuć zew natury i przespać się na sianie..to i pokierowano ich na sianko do obórki gdzie kozy bywały, rano ekipa poszukująca natrafiła na pijane stadko zwinięte w śpiworkach, lezące po uszy (dosłownie) w tym co to koza zostawi na podłodze, jak dużo je i słusznie, niestety nie dane było delikwentom wejśc po drabinie na stryszek gdzie ów oczekiwane siano się znajdowało..tylko kimnęli na łajnie. A że był to rajd, postanowili wyjść w trasę, ruszyli dumnie przed siebie zdobywać góry i nieść hałas, dotarli AŻ pod Cmentarz w Starym gdzie dyrekcja ukochanej firmy zorganizowała im ognisko z pieczeniem kiełbasek i podstawiła autokar... ech turyści
Jak wiecie na bieszczady.net.pl jest sporo ofert noclegów więc dzwoni do nas niedawno pewna gestorka agroturystyki i mówi, że chce cenę noclegów zmienić na pytanie skąd dzwoni odpowiada - z telefonu :mrgreen:
przewodnik bez kicka?
WPprzewodniczka!
Zdarzyło się to naprawde ; pewnego lata( które jak zawsze spędzamy w bieszczadach ) akcja dzieje się na suchych rzekach , jest wieczór ognisko ,kiełbaski wszyscy znajomi i nasz kochany piesek postanowił połazic sobie po drodze ponieważ do najbliszych zabudowań jest około 2km w dół a wyżej szlak na smerka to nikt nie zwracał mocnej uwagi na niego .Po krótkiej chwili usłyszeliśmy krzyk i hałas dobiegający z drogi zerwaliśmy się od ogniska by sprawdzić co się dzieje , okazało sie że turyści szukali schronienia na noc ale usłyszeli dziwne sapanie i odgłosy biegnące ku min więc któryś z nich zawołał MIŚ rzucili plecaki i w długą .W pierwszym momecie rykneliśmy śmiechem ponieważ nasze maleństwo ma właśnie MIŚ na imię i tym bardziej lezie do ludzi a że wieczorem kiepsko go widać i wydaje dziwne odgłosy oraz jest rudy to musiał napędzić ludziom niezłego stracha . Pozbieraliśmy turystów z drogi udało się opanowac panikę nie obyło sie bez meliski bo pare osób było zdrowo przerażone .My od tamtego czasu pilnujemy misia by nie straszył turystów i nie chodzimy z nim w góry zostaje na kwaterach i czeka aż wrócimy. to jego fotka
...może nie tyle bieszczadzki i nie do końca ze szlaku ale :
Sytuacja typu: Wogzał - dworzec Simferopol - stolica Autonomicznej Republiki Krymskiej
Grupa polskich turystów którzy dopiero co przybuli na Krym , za oknem 26 godzin w pociągu ze Lwowa....załątwianie taniego busa żeby dojechać nad Morze Czarne. Wystepują: Pośrednik załatwiający busy i szef grupy.
Szef Grupy: Nam nada sje BUS do Sudak, skolko stoi?
Pośrednik: szto?
Szef grupy: my niponimaju
Pośrednik: Du ju spik inglisz?
Szef grupy: JES!
Pośrednik: Sto pieńcdziesjat hgrywien!!!
Dwaj turyści idą szlakiem. Docierają do wielkiej polany. Patrzą - a tu piękna, stara studnia. Jeden z wędrowców zastanawia się:
- Ciekawe jaka głęboka...
Drugi podnosi kamień i wrzuca do środka. Nasłuchują, nasłuchują, ale nic. Cisza. Biorą zatem większy kamień i wrzucają. Znów cisza. Powtarzają akcję jeszcze parę razy z coraz to większymi kamieniami. Efekt ten sam - zero odgłosów. Faceci patrzą na siebie stropieni.
- To niemożliwe! Ta studnia musi mieć jakieś dno!
Zauważają na polanie ogromną szynę kolejową. Sapiąc i klnąc pod nosem taszczą ją do studni i wrzucają w bezdenną otchłań. Znów nasłuchują w skupieniu, a tu... cisza. Po chwili zrezygnowani zbierają się i chcą ruszać w dalszą drogę. Ale nagle dzieje się rzecz niezwykła - na polanę wpada ogromny czarny baran! Jak błyskawica przelatuje tuż przed przerażonymi turystami i... wskakuje do studni! Turyści w szoku nieruchomieją. Po kilku chwilach na polanie pojawia się kolejna postać - staruszek o lasce. Wolno kuśtyka w stronę wędrowców i odzywa się grzecznie:
- Dzień dobry panom. Nie widzieliście tu może gdzieś czarnego barana?
Faceci odzyskują głos:
- Tak! Właśnie widzieliśmy! Przeciął polanę jak wicher i wskoczył do studni!
Staruszek kręci głową z niedowierzaniem:
- Eeee, niemożliwe... Przecież był przywiązany do szyny.
:mrgreen:
Przychodzi turysta do kasy biletowej i mówi
-prosze bilet do Rabce
-nie mówi się "do Rabce",tylko "do Rabki"
-a był pan kiedyś w Rabki?
-nie,byłem w Rabce
-więc proszę o bilet do Rabce.
Jakieś 3 - 4 lata temu zamieściłem taki post na Forum.
Sposób na niedźwiedzicę z Otrytu
Jak już uważni czytelnicy postów na Naszym Forum zauważyli, T.B. uknuł przeciwko mnie spisek (nie cierpi mnie, jako że zwalczam Jego „herbową” stonkę) i napuścił na mnie starą niedźwiedzicę z Otrytu - wyspecjalizowaną w ... robieniu „loda”. Zagraża ona zatem nie tylko mnie, ale także innym kolegom - kwalifikowanym turystom bieszczadzkim, np. uczestnikom zbliżającego się III KIMB.
Podjąłem więc działania obronne, z których pierwsze to zidentyfikowanie niebezpieczeństwa. Żmudne śledztwo dało rewelacyjny wynik, odsłaniając kulisy machinacji T.B. i jednocześnie odkrywając prosty sposób na szybkie i bezbolesne przerwanie kontaktu z niedźwiedzicą, gdy już do takowego dojdzie.
A oto goła prawda.
Owa niedźwiedzica pochodzi z poznańskiego cyrku. Kilka miesięcy temu najzwyczajniej w świecie ... znikła. Detektywi znanej agencji (dla dobra śledztwa nie podaję jej nazwy) zlokalizowali niedźwiedzicę na Otrycie. O jej przerzut tam został podejrzany T.B.
Jednocześnie detektywi rozwiali nieco moje obawy, opisując stały, popisowy numer niedźwiedzicy w cyrku poznańskim oraz związane z tym pewne zabawne nieporozumienie.
Treser niedźwiedzicy, uzbrojony tylko w pałkę, pukał zwierzę tą pałką w głowę, co powodowało, że niedźwiedzica otwierała paszczę. Następnie treser wkładał do niedźwiedziej paszczy (hm...) całe swoje przyrodzenie, po czym zwierzę bardzo delikatnie paszczę zamykało. Na energiczne puknięcie pałką w głowę niedźwiedzica paszczę znowuż rozwierała, a treser demonstrował publiczności, że jest nietknięty, cały i zdrowy, nic mu się nie stało. Tajemnica tkwiła w szczerbatym pysku (niedźwiedzica jest już stara), czego jednakże spoza areny nie było widać. Zachwycona publiczność biła brawo, a ów cyrkowy numer trzeba było po kilka razy powtarzać. Dobrze wytresowana niedźwiedzica reagowała na każde puknięcie pałką w głowę, otwierała paszczę i uwalniała (hmmm) tresera, nie czyniąc mu krzywdy.
Którejś niedzieli, przy 100 % frekwencji widzów, napięcie sięgnęło zenitu. Publiczność zgotowała treserowi (i niedźwiedzicy oczywiście) owacje na stojąco. Wtedy na arenę wyszedł sam dyrektor cyrku i zaczął namawiać panów z widowni, aby - za nagrodą 500 zł - zdecydowali się na ten „numer” z niedźwiedzicą, zapewniając im pełną nietykalność cielesną. Gwarancją tego miało być doskonałe wytresowanie zwierzaka, no i czujna obecność tresera z pałką. Odważnych jednak nie było.
Dyrektor podwoił więc nagrodę - do 1000 zł. To w końcu bardzo dużo, jak za chwilę, tylko teoretycznego, niebezpieczeństwa. Na widowni wszczął się tumult, dbające o budżety domowe panie zaczęły wypychać swoich mężów. Niewiele by brakowało i nawet T.B. uległby energicznym perswazjom małżonki. Nie zdążył jednak.
Wtedy bowiem stało się coś dziwnego. Na końcu widowni siedziała sobie z wnuczkami babcia - starowinka, która długo nie mogła się zorientować, o co chodzi. Usłyszawszy o bardzo wysokiej (jak na jej kieszeń) nagrodzie, zerwała się z miejsca i zaczęła się przeciskać ku arenie, w kierunku dyrektora i tresera, cały czas krzycząc:
- Ja, ja się zgłaszam! Byłam pierwsza! Tylko proszę mnie tą pałką nie pukać zbyt mocno w głowę !!!:lol:
Kawał w tym sensie "bieszczadzki", że ogólnopolski, a wręcz ogólnoświatowy. W każdym razie można się z niego pośmiać (a także i westchnąć) podczas odpoczynku na połoninie.
- Czy piękna kobieta może sprawić, że jej mąż zostanie milionerem ?
- Oczywiście, że może. Pod warunkiem, że przed ślubem był on miliarderem.
Nastała moda na przeszłość i spotkania z kumplami sprzed lat.
Podobno powstał już (albo dopiero jest tworzony), wzorem "naszej klasy", portal www.nasza-cela.pl .
Może by kolegom tam zalogowanym udostępnić link do Naszego Forum ?
W Bieszczadach było w latach minionych trochę zakładów karnych.
Po przeczytaniu "Strachu" J. T. Grossa przypomniał mi się taki oto kawał.
Rzecz się dzieje współcześnie, w typowej robotniczej rodzinie - w mieście średniej wielkości, w którym PO podczas ostatnich wyborów parlamentarnych jakoś nie odniosła sukcesu.
Zapracowany ojciec i zapracowana matka. Syn - licealista, akurat kończy 18 lat. Ośmielony tym faktem oznajmia rodzicom:
- Mamo, tato, żenię się.
- Ależ, synku, to niemożliwe. Masz za rok z okładem maturę, potem może wyższe studia, o których my nawet nie marzyliśmy. Jak utrzymasz rodzinę ? My cienko przędziemy, harujemy tylko z myślą o tobie, o twojej przyszłości.
- Nic mnie to nie obchodzi. Żenię się i już !!! Zakochałem się i też jestem kochany !!!
- NIe !!! Nigdy !!!
- Tak, tak, tak !!!
- Zaraz, zaraz. Ale powiedz nam przynajmniej, z kim się chcesz ożenić ?
- Ze Staszkiem ...skim.
- Coo ???!!! Z tym żydem ???!!! Nigdy na to nie pozwolimy !!!
DOŚĆ TEGO
bardzo śmieszne, średnio śmieszne, nieco wesołe, całkiem do bani, i zupelnie żenujące dowcipy każdy może sobie poczytać choćby http://www.dowcipy.pl/
Stary Bywalcze humor ze szlaku, to co innego (wedle mnie) niż humor na szlak....
Obserwując ten wątek rad bym poczytał co się wesołego przytrafiło ludziom na szlaku... a co coś z goła innego niż dowcipy. Liczę że wędrując na szlaku przytrafiło się coś wesołego czym się chcesz podzielić... Dla przypomnienia idei wątku ośmielę się zacytować :
W zasadzie to masz rację.
Ale:
- wątek tematyczny już, już schodził z 1-szej strony,
- mamy tzw. martwy sezon, ludzi na szlakach malutko, to i kawałów stricte "bieszczadzkich" brak,
- podczas różnych "posiedzeń" na połoninie lubimy się pośmiać z czegokolwiek,
- Bieszczady to nie Tatry, więc nawet kawały "o bacy" też byłyby nie na temat.
Oczywiście zgadzam się z Twoim poglądem (wyrażonym w sposób "dorozumiany"), że zaprezentowany dowcip jednych szczerze rozśmieszy, ale innych tylko zirytuje.
W dziale KIMB napisał Bertrand (cyt.):
"Zamierzam wpaść na chwilę, może dwie... Myślę, że bez Renatki, ale kto wie?
Pozdrawiam
__________________
Bertrand "
Chodzi oczywiście o Jego wpis na listę osób zgłaszających swój przyjazd na VII KIMB.
Bertrand, mam nadzieję, że owa chwila potrwa dłużej. Może nie tyle, co poniżej, ale chociaż kilka godzin.
Swego czasu Ernest Hemingway udzielał wywiadu jakiemuś amerykańskiemu dziennikarzowi. Żurnaliście najwyraźniej zaczynało już brakować sensownego tematu do kontynuowania rozmowy. Poza tym chciał być oryginalny i zadał pytanie:
- Mistrzu, co to jest chwila ?
- Chwila - krótko zastanowił się Hemingway - to jest ... wieczność.
- Taaak ? To niech mi Mistrz pożyczy 1000 USD na chwilę.
- Dobrze. Za chwilę.
...opowieść "miejskiego" turysty który trafił ostatnio na schronisko..
"...co tam taka kopa wielka jest.. z daleka myślałem że to mrowisko..ale takie wielkie?.. może to gawra niedźwiedzia?"
..rzecz tyczy się kopy zeszłorocznego siana ukrytej w sosenkach i zapomnianej przez przyczepę samozbierającą.. spektrum skojarzeń niesamowity.. od mrówki do misia... ;-)
znalezione na innym forum :
"A Biesy są takie wyjątkowe, że wszyscy tam jeżdżą "
zasłyszane dzisiaj rano
bohaterzy: wiatr i ludź od śmigła (pilot dla niewtajemniczonych)
cytuję: "...ale wiatrem kręci, musiałem się trzy razy obrócić jak sikałem żeby się nie olać"
http://picasaweb.google.com/barnebhu...32814472562770
Z pozdrowieniami dla +P oraz Bertranda
Odkąd zlikwidowano kontrole graniczne pomiędzy Polską a Slowacją, możliwe są częstsze wizyty Romów z Medzilaborców w np. Komańczy.
Mieszkaniec Komańczy, płci brzydkiej, przychodzi do domu i nakrywa swoją żonę in flagranti z Cyganem. Wpada we wściekłość.
Małżonka go uspokaja:
- Ależ kochanie, zaraz ci wszystko wytłumaczę. Ten pan, ten oto Cygan, chodził po domach i żebrał. A mnie poprosił, abym mu dała coś używanego po mężu. :grin:
W „Siekierezadzie” coś dużo much tego roku. A pomimo to lubią zaglądać tam goście z całej Polski.
Spostrzeżenia barmana:
- Co robi krakowiak, gdy mu do kufla z piwem wpadnie mucha ?
- Woła barmana i każe podać nowe piwo.
- A co w podobnej sytuacji czyni warszawiak ?
- Ostrożnie wyciąga muchę przy pomocy sztućców, wyrzuca ją, a piwo pije dalej.
- A poznaniak ?
- Wyciąga delikatnie muchę, tłucze nią o wewnętrzną ściankę kufla i woła:”wypluj wszystko !”
Z przygód czysto bieszczadzkich niewielę przytoczę, bo się teraz po ponad 12 latach wybieram, zdeptawszy wcześniej Jurę i Beskid Żywiecki z małymi wypadami w inne okolice.
Moja przygoda, podobno w Komańczy. Podobno, bo miałem wtedy jakiś rok czy co koło tego. Jako malec odbywałem wielokilometrowe wędrówki w plecaku taty, do którego reszta rzeczy była przytroczona, a czego się przytroczyć nie dało, to mama miała. Teraz w tym samym plecalu sam graty noszę - plecak mojego życia :). Na dnie plecaka nocnik był, a mały Bóbr ubrany w czapeczkę złożoną z 6 trójkątów tak, że głowa jako ta piłka wyglądała, spod klapy ledwie wystając. Za nami jacyś turyści typu warszawskiego (bez obrazy). Tata zapragnął, abym obejrzał jakiś widok, więc powiedział, żebym z plecaka wyjrzał. Ci za nami, zobaczywszy wysuwającą się z plecaka piłkę, wyskoczyli pod traktor, robiąc przy tym panikę godną godzilli wyskakujacej z pobliskiego lasu.