Nie ma żartów z ludzką ignorancją.
Może zamiast równie wystrzałowych koncepcji nie leźć tam, gdzie nie jest się mile widzianym...
W końcu życie jest najważniejsze! Tylko czyje? :evil:
Wersja do druku
„Nowiny” 12 IV 2012 nr 72(18 249)
54-latek z Bieszczad przeżył atak niedźwiedzia
Dorota Mękarska
- Gdyby nie syn, to by się źle skończyło - Jan Oziomek z Zatwarnicy jest pewny, że zawdzięcza Tomkowi życie. 20-letni chłopak krzykiem odgonił niedźwiedzia od ojca, gdy drapieżnik gryzł go i drapał pazurami.
- Pamiętam dokładnie każdą chwilę ataku. Wciąż mam przed oczami oczy i zęby tego niedźwiedzia - opowiada o swoich dramatycznych przeżyciach pan Jan.
Do ataku doszło wczoraj nad potokiem Tworylczyk w Nadleśnictwie Lutowiska, w pobliżu Zatwarnicy. 54-letni mieszkaniec tej miejscowości poszedł do lasu w poszukiwaniu tzw. zrzutów, czyli poroża jeleni. Towarzyszył mu syn.
- Niedaleko jest utwardzona droga, a po drugiej stronie biegnie szlak turystyczny - opisuje teren bieszczadnik. - Byliśmy już wcześniej w tym miejscu i żadnych śladów niedźwiedzi żeśmy nie widzieli.
Około godz. 9 mężczyźni weszli do niewielkiego młodnika. Ojciec szedł dołem, syn górą.
- Niedźwiedzia zobaczyłem z odległości 20 - 30 metrów - relacjonuje pan Jan. - Fuknął dwa razy i rzucił się w moim kierunku. Wziąłem nogi za pas, ale przewróciłem się. Wtedy zobaczyłem jego pysk, oczy i zęby.
Chwyciłem niedźwiedzia za pysk
Niedźwiedź dopadł człowieka i zaczął gryźć go w głowę. Rozerwał mu skórę na czaszce. Pazurami rozorał bark i podudzie.
- Chwyciłem go oburącz za pysk, ale gdzie tam! Nie dałem rady się obronić. To był potężny samiec - opowiada o swoich dramatycznych przeżyciach pan Jan.
Na szczęście jego syn nie stracił zimnej krwi. Zaczął głośno krzyczeć, by wystraszyć zwierzę. Niedźwiedź zwrócił się w jego kierunku i zostawił ofiarę w spokoju. Po chwili rzucił się do ucieczki.
Syn wezwał pomoc. Na pierwszy rzut oka nie było widać, jakie obrażenia w starciu z niedźwiedziem odniósł pan Jan. Był cały we krwi. Przetransportowano go do szpitala w Sanoku. Rany były tak rozległe, że aby je pozszywać, lekarze musieli wcześniej podać narkozę. Dopiero około godz. 14 pan Jan odzyskał przytomność.
- Pamiętam dokładnie każdą chwilę -nie kryje mężczyzna. - Wciąż mam przed oczami oczy i zęby tego niedźwiedzia.
To potężne i niebezpieczne zwierzę
Na terenie liczącego 20 tysięcy hektarów Nadleśnictwa Lutowiska żyje około 20 sztuk niedźwiedzi. Ataki drapieżników na ludzi nie zdarzają się często, choć niestety, co jakiś czas o nich można usłyszeć. Wiosna nie jest dobrą porą na penetrowanie lasów, gdyż - jak podkreślają leśnicy - niedźwiedzie przygotowują się do rui, która odbywa się w maju. Jak jest to niebezpieczny okres, nie tylko dla ludzi, świadczy fakt odnalezienia w 2005 roku martwego niedźwiedzia, który został zabity w walce o samicę przed młodszego konkurenta. Zabity dwudziestoletni drapieżnik ważył aż 225 kg i mierzył 210 cm. Jego tylne łapy miały 27 cm długość i 16,5 cm szerokość, a przednie odpowiednio 17 i 16,5 cm.
- Trzeba pamiętać o tym, że niedźwiedź to potężne zwierzę. Gdy decyduje się na atak, jest bardzo niebezpieczny - mówi dr hab. Roman Gula, z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie.
Niedźwiedzie starają się unikać ludzi, jednakże czasami dochodzi do zaskakujących spotkań oko w oko.
- Gdy człowiek znajdzie się za blisko, jest już za późno, by cokolwiek zrobić. Wtedy wszystko dzieje się poza naszą kontrolą. Niedźwiedź może zdecydować się na atak lub pozorowany atak. Może też zdecydować się na ucieczkę - tłumaczy dr Gula. - To jednak człowiek musi pamiętać o tym, że w lesie żyją niedźwiedzie i że są to zwierzęta potencjalnie niebezpieczne. Dlatego zachowanie ludzi w lesie musi być rozsądne.
To nie pierwsze spotkanie z drapieżnikiem
W Bieszczadach występuje największa w Polsce populacja niedźwiedzia brunatnego. Jego siedliska oznaczone są przez leśników tablicami z napisem: ostoja zwierzyny. W te rewiry nie należy się zapuszczać. Najlepiej trzymać się szlaków turystycznych.
Trzeba też unikać młodników, w których niedźwiedzie lubią wypoczywać. Gdy jednak znajdziemy się poza wytyczoną ścieżką, powinniśmy zachowywać się na tyle głośno, by niedźwiedź mógł nas usłyszeć.
- Od 30 lat chodzę po lesie. Wiele lat przepracowałem w lesie, jako drwal - mówi Jan Oziomek. - Nie raz spotkałem się z niedźwiedziem, ale to spotkanie było dziwne. Ten niedźwiedź nie powinien mnie zaatakować, bo byłem za daleko. Myślę, że do ataku doszło, gdyż zwierzę miało gdzieś niedaleko ukrytą padlinę.
http://www.youtube.com/watch?feature...&v=KPbNGBw4L7g
nie wiem czy wyładował tą agresję czy nie...?
...Nie powiem,ale ten incydent daje do myślenia,tym bardziej że człowiek wybiera się sam.Myślałem już o tym wcześniej czy nie wziąść ze sobą broni,akurat w te okolice się nie wybieram,ale to nie znaczy że gdzie indziej nie trafię na miśka.A maj nieciekawy okres,mogę okazać się intruzem dla jego padliny albo zagrożeniem dla niedzwiedzicy:mrgreen:...jeśli chodzi o petardy,to niema szans/czasu na ich odpalenie,w przypadku broni krótkej pod pachą mam spore szanse na oddanie kilku strzałów ostrzegawczych,które być może odstraszyły by miśka.Fakt,dodatkowy kilogram obciążenia,ale niechciałbym tak zostać potraktowany.Gdyby nie jego syn,facet stałby się pokarmem...
Musiałbyś mieć sztucer,z pistoletu to go tylko wkurzysz,ale wtedy już nie będzie przebaczenia.
Nie chciałbym... nieprawda:) chciałbym pogłębić wasze uczucie paniki: widziałem w tym roku juz lochę z pasiakami:)
fakt faktem, mnie też strasznie wystraszyła ta wiadomość:) i zdziwiła, że ot tak sam zaatakował. choć zabić, to podobno by nie zabił. mówią że nie zdarzyło się by niedźwiedź w B. zabił. no ale teraz wszystko ma młode. myślę za 2 tygodnie pobuszować trochę poza szlakiem po bieszczadzkich lasach, może nikt o mnie nie napisze na necie. pasiaki oglądam sobie codziennie w tej kamerce http://strzalowo.eu/ i nawet w tej chwili są:) bardziej od broni chyba przydałaby się jakaś muzyka w telefonie - tylko pytanie - w czym gustują niedźwiedzie? :D najobrzydliwszą rzeczą na szlaku jest spotkanie ludzi którzy puszczają muzykę (lansik). niestety, czasami sama tak robię ale zupełnie w innych celach - kiedy wiem że nie ma nikogo a ja sram po gaciach :D wtedy albo śpiewam (ale to już muszę się upewnić czy na pewno nie ma kogoś w odległości kilometrów) albo coś puszczam kiedy mam stracha, choć pewnie większość ceni sobie ciszę natury jednak czasem jest to silniejsze ode mnie ;) raz na Łopienniku coś grubego i wielkiego przebiegło przede mną, tuż bliziutko, i nie była to łania czy jelonek, ale zupełnie nie potrafiłam go zobaczyć, gdyż ze stron otoczona byłam krzaczorami i bardzo połamanymi drzewami. słyszałam tylko przede mną bieg: "łup, łup, bum, łup, łup" (na szlaku). ale posłuchaliśmy sobie we dwójkę Jacka Kaczmarskiego i tak jakoś raźniej się zrobiło:)))))
może to głupie, ale od dłuższego czasu, w zasadzie od spotkania z wilkami w marcu ubiegłego roku (na szlaku), zastanawiam się nad gazem pieprzowym :D nie śmiejcie się błagam. nie mam pojęcia czy to dobry pomysł, szkody chyba nie narobi.
filmik z "misiem polarnym" świetny :))))
no właśnie;-),dobrze mówię,żeby sie w pary brać:mrgreen:...będzie rażniej i bezpieczniej!
Mario:oops:
Nie znam się na niedźwiedziach i również byłam troszkę przestraszona jak usłyszałam pierwsze wiadomości związane z atakiem misia zwłaszcza że może za kilka dni będę w tych rejonach. Mam nadzieję że go nie spotkam. Podziwiam że się tak nie boisz sama spacerować, ja z tych lękliwych więc sama bym się nie ruszyła.
Dla większego bezpieczeństwa proponuje zaopatrzyć się jeszcze w granat, nigdy nie wiadomo czy przypadkiem nie zaatakuje nas stado niedźwiedzi, a wtedy giwera nie pomoże. Jako ostrzeżenie dla dzikich i krwiożerczych bieszczadzkich bestii na pewno sprawdzi się taskanie "bumboxa" na styl afroamerykański, oraz brak kąpieli przez co najmniej tydzień czasu. Bestie mają dobry słuch i węch wiec z daleka nas zauważą i pomkną gdzie pieprz rośnie.
Albo wersja podstawowa czyli trzymanie się szlaku, niedźwiadki wiedzą gdzie kręcą się ludzie wiec tam nie spacerują.
A tak z innej beczki, znowu poszła w Polskę informacja o ataku niedźwiedzia na człowieka, oraz to, że na podkarpacku jest ich najwięcej bo aż ok 100 osobników. Teraz tylko czekam na kolejny porywający artykuł w Fakcie lub innej gazecie o wątpliwej wiarygodności, o tym jak pod Rzeszowem giną ludzie, a w miejscach zniknięć ujawniono ślady niedźwiedzi.
No tak najlepiej zabierzmy wszyscy ze sobą broń, dużo broni i jak sie coś poruszy to od razy strzelać:)
Kiedyś w Niskim, w Magurskim PN, kiedy zmuszony byłem rozbić namiot na dziko, bo ciemność już blisko była, wilczysko jeden kręcił się niedaleko namiotu przez kawał nocy. Spać to ja nie spałem z tego powodu zbyt dobrze słysząc jego poszczekiwania i wycie. Żałowałem wtedy, że nie mam gazu ...a jedynie mały scyzoryk:razz:. Finał był taki, że przed świtem poszedł on sobie a ja zasnąłem...na chwilkę bo już drozd śpiewak otworzył oczy i dziób:lol:...a za nim słonko zaczęło wstawać i nici ze snu. Pozdrawiam
Sporo osób - nie wliczałem siebie, w przeciwieństwie do kilku osób które tu się wypowiadały nie wchodzę tam gdzie mnie może dzikie zwierze pogonić. Z daleka, z ambony - bezpiecznego miejsca czemu nie. Ale ryzykowac swoje życie lub osób towarzyszących to głupota.
Z tego co wiem to autor zdjęcia nie znajdował się w bezpiecznym miejscu - tuż przed ucieczką zrobił fotkę.
Po artykule czuję się mocno zestresowana bo miałam cichy plan przejścia szlaku granicznego być może samotnie:sad:
]W weekend planuje wybrać się na Tworylne, chyba zabiorę paczkę petard. Wiem, że rezerwat i że trzeba cicho, ale życie ważniejsze. Z miśkiem nie ma żartów a napewno są głodne po zimie.
W majowy weekend możesz śmiało iść na Tworylne. W tłumie turystów którzy w tym właśnie czasie nawiedzają ten szlak, nie masz najmniejszych szans na spotkanie z misiem.
Petard nie trzeba - wystarczy tłum wesołków...
Już chyba pisałam na Forum, że dwa lata temu - nie był to okres weekendowy - szłam od Sudennego świeżymi tropami niedźwiedzicy z małym. Bardzo świeżymi. I nic mi się nie stało.
Bieszczadzkie niedźwiedzie nie atakują bez potrzeby. I unikają hałasu. A jeśli są gdzieś w pobliżu ścieżki nad Sanem, to siedzą cicho, obserwują czekając aż ta egzotyczna jakaś grupa pójdzie sobie dalej i wyniesie się nareszcie z ich odwiecznych terytoriów...
Czy wy aby nie przesadzacie z tą paniką? Ilu ludzi w ciągu roku chaszczuje po górach? Ile takich zdarzeń jest w ciągu roku?
Jak zobaczycie wypadek samochodowy to też później do aut ze strachu nie wsiadacie?
Moim zdaniem przyroda dała nam znak..., który znaczy nie mniej ni więcej: Nie schodźcie ze ścieżek, a po Bieszczadach chodźcie tylko w lecie... bo na wiosnę i na jesień Bieszczady są niebezpieczne (o zimie nie wspominając - ta pora sama w sobie jest niebezpieczna). Mnie niedźwiedź kilka razy już pogonił, a nawet wilki widziały we mnie kolację, ale na szczęście udało mi się uciec. Od tej pory zawsze uważam gdzie lezę.
"Bestie mają dobry słuch i węch wiec z daleka nas zauważą i pomkną gdzie pieprz rośnie."
-raczej nie kwestia w tym żeby nas usłyszały bo wiadomym jest że zwierzę czuje nas na kilometry i chodząc po lesie zawsze czuje nas jakiś wilk, tylko kwestia gdy już kręci się taki niedaleko to w jakiś sposób można go odstraszyć. Nie mówie tu o puszczaniu AC/DC co go wkurzy, ale bardziej gadania jak J.Kaczmarski. swoją drogą widywałam różne filmiki, np jak niedźwiedź został zaskoczony obecnością człowieka, to było z fotopułapki BnPN, niedźwiedź się kręcił, 30 metrów dalej pojawił się człowiek a ten jak się nagle zerwał i uciekł.
"A tak z innej beczki, znowu poszła w Polskę informacja o ataku niedźwiedzia na człowieka, oraz to, że na podkarpacku jest ich najwięcej bo aż ok 100 osobników."
-bodajże niedawne informacje z BnPN mówią że w lasach podkarpacia jest 130 niedźwiedzi. ich liczby dotyczące różnych zwierząt wydają się jednak zawyżone
"Może to żubr był"
-nie sądze żeby żubr, z resztą na Łopienniku raczej nie powinny się pojawiać. Mój znajomy też natknął się na Żubra w okolicy Wołosania czy Prz. Żebrak - gdzieś tam, spali w namiocie, coś w nocy łaziło a rano wszędzie placki dookoła były
"Ale co z tymi wilkami? chciały Cie zaatakować? Przede mną zawsze uciekały, nawet do zdjęć nie chciały zapozować"
-pewnie że nie chciały :)))) w ogóle mnie olały zupełnie. biegły sobie na Jaworniku z 20 metrów ode mnie, równolegle do szlaku, w ogóle nie zwracając uwagi tak pędziły. to było w marcu 2011, potem jak w październiku 2011 znów postanowiłam iść na Rabią ale od drugiej strony wetliny, to nie mogłam uwierzyć, bo znów spotkałam wilka tylko małego (co zdecydowanie jest mniej wesołą opcją)
"Spać to ja nie spałem z tego powodu zbyt dobrze słysząc jego poszczekiwania i wycie."
-szczekał i wył ? :) wilki raczej nie szczekają ;p
"Po artykule czuję się mocno zestresowana bo miałam cichy plan przejścia szlaku granicznego być może samotnie"
-luzik, na szlaku granicznym często widuję ślady misi :)) raz się ze mnie śmiali napotkani turyści, bo szłam tylko z spuszczoną głową i co chwilę pokazywałam jakiś ślad misia, a czasem małego misia i dużego. ale teraz zaczyna się powoli sezon, więc chodzenie szlakami nawet względnie uczęszczanymi (zależy jaki odcinek) jak graniczny nie jest niebezpieczne :D misie będą miały co jeść, małe podrosną więc od maja sezon się zaczyna. ja mam trochę inne plany trasowe. ale podobno w górach jeszcze zima, raczej nie chodzę zimą
"czekając aż ta egzotyczna jakaś grupa pójdzie sobie dalej"
-no grupy to wiadomo że nic nie ruszy :)) pamiętam jak raz Goprowiec mówił że jak grupka dzieci zobaczy niedźwiedzia to mają się wszystkie zebrać do kupy i machać do niego mówiąc "hello bear". jak niedźwiedź zobaczyłby taki dziwny twór to by zgłupiał
co do szlaków niektórych, idąc np z Jaworca przez Bukowine na północ w środku wakacji czasami musiałam chodzić w podniesionymi rękoma (by się nie poparzyć) bo ścieżka była jakby jej nie było a zielska wyższe ode mnie :))
-szczekał i wył ? :) wilki raczej nie szczekają ;p
szczekanie...albo może lepiej to nazwać suche, pojedyncze warknięcia? Poszukaj, gdzieś na pewno w necie znajdziesz. Pozdrawiam
Ludzie jakie petardy, jakie pistolety ?! nie wiem czy płakać czy śmiać się .... tyle lat jeżdżę w Biesy i nie spotkałem niedźwiedzia ani wilków ... może ze trzy lata temu podszedł miisiek do Chaty Socjologa aby w śmietniku pogrzebać, ale o jego obecności dowiedzieliśmy się rano jak ślady zobaczyliśmy. I powstała wiata - i do tej pory nic ...
Kilkanaście postów wcześniej jest filmik który przedstawia jak niedźwiedź się zachowuje - pięć sekund rekonesansu gdzie jest ludź i ucieczka
Jeszcze raz, na podstawie tego co się rozpisuje prasa itp.
możemy bazować na bzdurnych artykułach - W polskich górach grasuje groźny niedźwiedź! Atak na turystę - http://www.sfora.pl/W-polskich-gorac...turyste-a42378 z piękną fotką niedźwiedzia ludojada ...
albo w słuchać się w głosy ekspertów : " .... Tropy niedźwiedzia wskazywały, że była to duża samica, prawdopodobnie opiekująca się swoim młodym. Zdarzenie miało miejsce na ścieżce leśnej i z formalnego punktu widzenia było to poza oznakowaną ostoją zwierzyny. .... To kolejna przestroga dla zbieraczy poroży, naruszających zakaz wstępu do ostoi zwierzyny. Na przestrzeni ostatnich lat kilkakrotnie dochodziło w bieszczadzkich lasach do niedźwiedzich ataków na ludzi. Niemal zawsze zdarzały się one wtedy, gdy człowiek zbyt blisko podszedł do gawry lub zaskoczył niedźwiedzia w trakcie żerowania..... "
Tak więc wracając do tego osobnika ludzkiego rodzaju jest to w moich oczach zwykły złodziej który to szedł/wracał z ostoi w poszukiwaniu poroża ...
"...trzeba jednak pamiętać, że do ostoi zwierzyny obowiązuje stały zakaz wstępu, wynikający z art. 26 ust. 2 ustawy o lasach .... Nie wolno też zbierać poroży na terenie parków narodowych i krajobrazowych. Zgodnie z zapisami planów ochrony na terenie Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego oraz Jaśliskiego Parku Krajobrazowego, zakaz zbierania poroży w okresie wczesnowiosennym obowiązuje ze względu na ochronę ostoi i miejsc rozrodu niedźwiedzia brunatnego..... " http://esanok.pl/2012/zbieracze-poro...wierzynie.html
PS: dla miłośników petard i pistoletów. Chodzić należy po wyznaczonych szlakach i ścieżkach, ani w zimie ani w żadnej innej porze roku nie widziałem drapieżników- chyba że tych od daj piątaka na browara. Jeśli natomiast spotkacie na swej drodze to mała rada.
"...Fachowcy twierdzą, że niedźwiedź nigdy nie zaatakuje, jeśli nie czuje się zagrożony. Gdy zdarzy się nam znaleźć się oko w oko z misiem, należy zachował spokój i starać się powoli oddalić z tego miejsca. Paniczna ucieczka może wywołać tylko odruch ataku u drapieżnika – tak przynajmniej doradza Tadeusz Zając, emerytowany zastępca nadleśniczego w Lutowiskach, który już wielokrotnie spotykał się z niedźwiedziami, zawsze wychodząc z tego bez szwanku. Jeśli jednak zostaniemy zaatakowani, należy rzucić się na ziemię twarzą do niej, osłaniając jednocześnie rękami głowę...." http://www.lasy.gov.pl/zakladki/aktu...w-bieszczadach
mówią także że jak niedźwiedź jest kilka metrów od ciebie to nie należy już uciekać, bo to go może sprowokować do ataku;
mimo wszystko lepiej nie sprawdzać tych porad praktycznie ;)
wystarczy robić hałas...rozmowy, śpiewy, gwizdanie /zwłaszcza nocą dobrze się sprawdza ;)/, kijki trekingoweCytat:
W weekend planuje wybrać się na Tworylne, chyba zabiorę paczkę petard. Wiem, że rezerwat i że trzeba cicho, ale życie ważniejsze. Z miśkiem nie ma żartów a napewno są głodne po zimie.
Eh... Weźcie się Wy w głowy puknijcie z bronią, z petardami, hałasami... Dorośli ludzie, a pomysły z przedszkola. Raz mi niedźwiedź łaził po krzakach kilkanaście metrów od szlaku - nie miałam petard, nie miałam broni, szłam z kumplem - czasem się coś do siebie odezwaliśmy. Zasadniczo niedźwiedź miał swoją piaskownicę i swoje zabawki w krzakach, my mieliśmy szlak i miał nas w głębokim poważaniu. Grunt nie włazić sobie w drogę, zachować zdrowy rozsądek. I pamiętać, że to niedźwiedź jest u siebie i nie należy mu się pchać z butami i cywilizacją w jego piaskownicę.
Jak dobrze słyszy to i bez extra hałasowania mnie usłyszy - choćby ten co pałętał się po krzakach nie był zainteresowany bliższym zapoznaniem się z nami, a było słychać tylko tupot butków. Łażę tyle lat po górach i też tych gdzie mieszkają niedźwiedzie i nie sądzę, aby ten co był w krzokach był jednym jakiego mijałam. Niedźwiedzie są aspołeczne i mają gdzieś bliskie spotkania z człowiekami. Nie znam się na dźwiedziach jakoś bardzo, ale z tego co kojarzę, to z węchem u nich ok i potrafią wyczuć nas noskami.
A w Parku co do zasady się nie hałasuje.
nie mówię o wrzaskach wniebogłosy ;)
mój znajomy który kiedyś pracował w BdPN sam mówił że jak pracowali nocą to zawsze robili hałas /głównie gwizdali/ - ot taka prosta zasada żeby uniknąć wejścia na siebie - stosowana i polecana też na Słowacji gdzie miśków jest o wiele więcej
Mi się kiedyś zdarzyło wleźć wprost na miśka (raczej niedużego), z którym spotkałyśmy się dosłownie "nos w nos" na ścieżce.
Było to na Słowacji, na uczęszczanym szlaku pod Wielkim Choczem, ale na początku maja, w przedwieczornej porze (około 19.30) kiedy oprócz nas nikogo tam nie było.
Zresztą na Słowacji nawet te "uczęszczane szlaki" są uczęszczane przez najwyżej kilkanaście osób dziennie.
W każdym razie misiek (wielkości bardzo dużego psa) szedł sobie szeroką ścieżką do góry a ja z koleżanką - na dół. Nasz błąd że byłyśmy cicho, nie gadałyśmy akurat ze sobą, wiec pewnie nas nie słyszał.
No i nagle po wyjście zza zakrętu ścieżki stanęłyśmy prawie "nos w nos" z tym miśkiem, w odległości około 10 m.
Co się stało dalej - to osobna opowieść i niektórym już chyba opowiadałam.
Lekko zaskoczona Basia zdjęła spokojnie plecak i śmiało zapytała skonfundowanego bearka: mielonka czy rybki? Niedźwiadek nieufnie obwąchał podetknięte mu pod nos konserwy,wybrał mielonkę.Basia otworzyła konserwę,wydłubała zawartość i z życzeniem "smacznego" zapodała misiowi.Miś zajął się jedzonkiem a Basia et consortes po obfotografowaniu zwierzaka udała się dalej. :twisted:
Zacytuję siebie z innego forum, gdzie to opisywałam na gorąco, zaraz po powrocie z wyjazdu:
Cytat:
W górach Choczańskich byłam z koleżanką - Jolą z którą dużo chodziłam po górach i bardzo dobrze nam się chodzi razem.
Chciałyśmy spać w szałasie "Hotelu pod Choczem" na Średniej Polanie, ale pojawiło się tam bardzo nieciekawe towarzystwo, z którym miałyśmy okazję "zapoznać się" 2 dni wcześniej, więc około 18.45 zdecydowałyśmy się schodzić do Valaskiej Dubovej i tam szukać noclegu (są tam pensjonaty i kwatery). Jest to około 1,5 godz. zejścia szeroką wyraźną ścieżką, niebieskim szlakiem, najbardziej popularne i uczęszczane podejście na Chocz. Na tym odcinku pokonuje się w dół ok. 500 m deniwelacji.
Było jeszcze całkiem jasno, ale na trasie byłyśmy same. Na początku gadałyśmy, potem już nie, ale tez nie zachowywałyśmy się specjalnie cicho, tym bardziej że szłyśmy po takim szutrze, który chrzęścił pod nogami dość mocno.
Ścieżka przebiega tak, że najpierw schodzi się z polany około 15-20 min. bardzo stromo przez las, potem ścieżka schodzi do wąskiej, bezwodnej dolinki o stromych zboczach i przebiega nieco bardziej poziomo, a potem dolinka zamienia się w krasowy wąwóz "Ciasne skałki", gdzie z obu stron są skały.
Byłyśmy już poniżej tego zejścia, ale jeszcze przed wejściem do wąwozu, na nieco bardziej płaskim odcinku ścieżki.
Koleżanka szła przede mną jakieś 12-15 m i nagle wychodząc zza zakrętu ścieżki stanęła dosłownie nos w nos z niedźwiedziem, który stał sobie na środku ścieżki 10 m od niej.
Ona najpierw stanęła jak wryta, potem zaczęła uciekać do góry w moją stronę a jednocześnie śpiewać "szła dzieweczka do laseczka". Ja się odwróciłam i też pobiegłam do góry. niemniej bieganie pod górę z ciężkim plecakiem (i jednocześnie śpiewanie) jest męczące, wiec za chwilę zaczęłyśmy tracić oddech.
Tymczasem niedźwiedź szedł za nami w odległości ok. 10-15 m wyraźnie nami zainteresowany, ale tez chyba nie chciał nas na pewno dogonić, bo z pewnością dogonił by bez trudności.
Koleżanka zaczęła się wdrapywać na strome zbocze w bok od ścieżki, mimo że wołałam do niej że to nie ma sensu, bo w tych warunkach niedźwiedź i tak będzie szybszy.
Zauważyłam tez że śpiewanie chyba zamiast go płoszyć przyciąga jego uwagę, to przestałyśmy śpiewać.
Natomiast przestraszył się głośnego klaskania i zszedł ze ścieżki na przeciwległe do naszego zbocze dolinki.
Schowałyśmy się za takimi wiatrołomami (z trudem przez nie przelazłam z plecakiem nabijając sobie sporego siniaka) i zaczęło stopniowo schodzić zboczem wzdłuż doliny, równolegle do jej dna, którym biegła ścieżka, jakieś 30 m w pionie powyżej ścieżki. W ten sposób niedźwiedź znalazł się już powyżej nas (licząc wzdłuż biegu doliny). Z daleka nie był nawet taki duży.
Niestety łamiąc gałęzie przedzierając się przez chaszcze znów zwróciłyśmy jego uwagę i wlazł za nami na "nasze" zbocze dolinki.
Przełażąc przez pnie leżące na zboczu koronami w dół straciłam sporo czasu, a tymczasem on przeskoczył przez te pnie "hyc, hyc" - i znalazł się dosłownie 10 m za mną.
Ja się tylko raz odwróciłam - zobaczyłam go całkiem blisko siebie, co mi nieco dodało sprężu.
Koleżanka mówiła że widziała go za mną w pozycji stojącej i był wtedy o około 10 cm wyższy ode mnie (mam 168 cm wzrostu).
Na szczęście ja go wtedy nie widziałam. W ogóle starałam się nie oglądać, a jak najszybciej spier..... Zaczęłyśmy dosłownie zjeżdżać na tyłkach po zboczu z powrotem na dno dolinki, niedźwiedź za nami. Przed samym dnem dolinki wpadłam w jakiś wykrot i lekko skręciłam nogę.
Jak znalazłyśmy się znów na ścieżce (lekko poniżej miejsca, gdzie go pierwszy raz spotkałyśmy) zaczęłyśmy biec w dół ścieżką, koleżanka pierwsza, ja za nią.
Przy czym ona odwracała się co jakiś czas, widziała go blisko (ja tylko go słyszałam za sobą) i krzyczała "Basia, szybciej biegnij, szybciej".
Na co ja mocno zdenerwowana, bo znów na kamieniach skręciłam nogę "kur... szybciej już nie daję rady" i w kierunku niedźwiedzia głośno - "spier..... !"
I wtedy o dziwo niedźwiedź się zatrzymał i dalej już za nami nie szedł.
Nie sprawdzałyśmy zresztą co robi a biegły ścieżką jeszcze kilkaset metrów w dół, a potem już w wąwozie cały czas bardzo szybko szły, oglądając się co jakiś czas, ale już za nami nie szedł.
Jak zeszłyśmy wreszcie do wsi myślałam że ucałuję asfalt.
Przyznam że miałam pełne gacie strachu, ale koleżanka chyba bała się jeszcze bardziej.
Stwierdziła też że chyba nie wybierze się już sama w słowackie góry (a lubi od czasu do czasu chodzić samotnie), bo się będzie bała.