Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
......Tam chwile pospacerowaliśmy i pojechaliśmy kawałek dalej. Na stokach Chryszczatej chciałem coś znaleźć. Po 2 godzinach chaszczowania zmieniłem miejsce poszukiwań. Tutaj też nieźle pochaszczowaliśmy ale poszukiwania poje nic nie dały. Cóż przyjadę tu jeszcze kiedyś........ Dzień uważaliśmy za bardzo udany.
Jak zawsze z przyjemnością czytam Twoje relacje i nie raz korzystam potem z Twoich sugestii co należy zobaczyć.-- A co chciałeś znależć chaszczując?? to się domyślam ,..... pierwsze to 49 18 565 ; 22 11 809 (o ile pamiętam 2 skrzynka Wojtka w Bieszczadach) a następnie (i tu mam dylemat) czy skrzynka Kamionki 49 20 588; 22 10 392 ( Wojtka), czy Jabolowe - Kalnickie Strymne (Suliła) 49 21 438 ; 22 10 050. Proszę napisz czy tak??
ps. To wciąga i sprawia przyjemność, wierz mi.
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
:lol:
Nigdy i nigdzie nie szukałem skrzynek geokache! Jakoś to mnie nie kręci. Czego szukałem? Zapewne PIĘKNEGO miejsca w Bieszczadzie :wink:
Pozdrawiam
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
I,co i co było dalej. Ta część poświęcona Maguryczowi była moim zdaniem świetna. Czekam na dalsze wspomnienia z pobytów w Bieszczadach.
10 załącznik(ów)
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
Następnego dnia wstajemy dosyć wcześnie. Jest już tradycją, że na jednego członka naszej grupy musimy czekać, aż się zbierze, umyje i ubierze. W końcu są wakacje i wolno mu. Plan na dziś mamy ambitny. Tak mi się wydawało. Po śniadaniu jedziemy do Tarnawy, czyli niedaleko. Tam wypijam piwko i kupuję jakieś przewodniki za grosze. Później jedziemy do Bukowca. Do pewnego momentu droga jest naprawdę dobra. Od pewnego zaś drogi właściwie nie było. Katowaliśmy nasze auta aż podwozia stękały. W Bukowcu zostawiamy konie mechaniczne pod opieką miłej dziewczyny i wyruszamy w stronę Beniowej. Nie idziemy sami. W tą stronę podąża kilkanaście osób. Po drodze oglądamy resztki systiemy po tamtej stronie… Dochodzimy do Beniowej, a raczej do cmentarza, ostatniego dowodu, że była tu kiedyś miejscowość. Jestem totalnie wkurzony. Po łąkach śmigają jakieś traktory robiąc duży hałas. Kiedyś tu tego nie było. Zwiedzamy cmentarz. To znaczy część z nas zwiedza, a część odpoczywa po „forsownym” marszu. Ja udaję się jeszcze do chatki, która stoi sobie nieopodal. Jest zamknięta na amen. Wracam do swoich i idziemy dalej. Bardzo lubię ten odcinek szlaku przez łąki i las do schronu w Negrylowie. Pogoda jest w sam raz. Przy schronie zatrzymujemy się na chwilę coby się napić i wpisać do książki wyjść. Książkę czytam od dechy do dechy i widzę, że paru forumowiczów tędy szło od czasu wytyczenia nowej drogi.
6 załącznik(ów)
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
Proponuję, że komu nie chce się iść dalej może tu zostać. Wszyscy zgodnie idą dalej. Teraz idziemy drogą. W pewnym momencie szlak skręca w lewo, w las. Kiedyś się szło dalej prosto, ale karnie idziemy szlakiem. Oceniam, że nowa droga jest zdecydowanie ciekawsza. Dochodzimy do ruiny dworu Stroińskich. Są kilka metrów od szlaku. Nikomu oprócz mnie nie chce się do nich podejść. Jestem trochę zdziwiony, ale każdy ma prawo robić, co uważa. Nie byłym sobą, gdy bym nie podszedł bliżej do ruin. Ledwo wystają z traw i innych krzaczorów. Idziemy dalej przez las, przez łąki, a potem trochę pod górę. Aż dochodzimy na cmentarz. Chwila zadumy nad Grobem Hrabiny i jej męża. Zadumę wzmocniłem paroma kroplami z mojej piersiówki. Po odpoczynku proponuje bardziej zmęczonym pozostanie przy grobach. Nawet Renatka, która nie ma już takiego zdrowia jakbyśmy sobie życzyli ani kondycji stwierdza, że idzie dalej. O.K.. Idziemy na punkt widokowy w Siankach. Pogoda zaczyna się pieprzyć. Pada deszcz. Po błocie brniemy pod górę. Po chwili jesteśmy przemoczeni. Wychodzimy na punkt widokowy. Tutaj cisza i brak ludzi a po tamtej stronie Sanu jeżdżą pociągi po żelieznych darogach samochody po szosie, czyli cywilizacja.
10 załącznik(ów)
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
Odpoczywamy chwilę na stojąco, bo wszystko mokre i podejmujemy decyzję o dalszej wędrówce do źródła. Większość z Was wie, o czym teraz piszę: szliśmy w deszczu, przez łąki z trawami do ramion. Woda lała się na nas z góry i zbieraliśmy ją na siebie z traw. Szczęście, że było ciepło. Renatka była wściekła. Na pogodę, na zmęczenie i chyba na mnie, że ją tu przywlokłem. Żal mi jej było, ale cały czas ją pocieszałem, że już niedaleko. Była też zła na mnie za te pocieszanie, bo wiedziała, że idę do źródła pierwszy raz i nie mogę wiedzieć jak daleko ono jest. W końcu przestaje lać, ba przestaje nawet padać, a my dochodzimy do źródła Sanu. Gdziekolwiek jest prawdziwe źródło, tam gdzie doszliśmy jest obelisk informujący, że źródło Sanu jest właśnie tutaj. Pijemy wodę ze źródła i odpoczywamy. Widzę, że towarzystwo jest mocno zmęczone. Nie ukrywam, że ja tez trochę jestem zmęczony. W głowie rodzi mi się plan, ale na razie go nie zdradzam. Wracamy tą samą drogą, bo innej nie ma. Krótki odpoczynek przy Grobie Hrabiny. Schodzimy dalej szlakiem. W pewnym momencie stwierdzam, że starym szlakiem będzie bliżej. Wszyscy zgadzają się z moja propozycją. Idziemy starą ścieżką. Zrozumiałem, dlaczego wytyczono nowy szlak. Tuz przy starym szlaki na Niedźwiedzim bobry zrobiły sobie tamę i powstało ładne jeziorko. Wszyscy myślą, że zgubiłem drogę i są na mnie wściekli. Nie przejmuje się tym tylko brniemy dalej. W końcu dochodzimy do drogi. Boże! Dochodzimy do tego miejsca, co się kiedyś droga zwało. Droga rozjeżdżona przez ciężki sprzęt. Błoto do kolan. Błoto to „ulubiony” atrybut Bieszczadu mojej kuzynki. Jak widzi błoto to humor zostaje daleko za nią. A tutaj coś, co mnie samego zadziwiło. Swoja droga znajdujemy się na terenie BPN, a tu droga rozjeżdżona przez ciężki sprzęt niezbędny do wywozy wyciętego drewna. W tym momencie czułem się rozgrzeszony z tego, ze nie szedłem szlakiem. Przynajmniej widziałem, co się dzieje na terenie Parku w miejscu, w którym nie powinno być turystów. Ci z was, którzy maja mi za złe, że łażę poza szlakiem na terenie Parku niech mi wytłumaczą, co robi tam ciężki sprzęt i dlaczego. Prowadzę przez PIĘKNE miejsce. Za mną brnie cała reszta. Wiem, że żałują, że nie szli szlakiem. Mam to tak głęboko, jak głębokie jest błoto. Po 200 metrach wychodzimy na twardą drogę. Droga tą wleczemy się do Negrylowa. Tam w schronie dłuuugii odpoczynek. Jakieś płyny regenerujące wpis do książki. Jesteśmy zmęczeni, upodleni, ale teraz już szczęśliwi. Powoli przechodzi złość. Wszyscy są zadowoleni. Czas ruszyć dalej w drogę. Zgodna decyzja: nie idziemy przez mokre łąki Beniowej tylko drogą do Bukowca. Myślę, że z Negrylowa do Bukowca wlekliśmy się półtorej godziny. W końcu doszliśmy do samochodów. Powrót był niezakłócony niczym. W Tarnawie wypiłem zupę chmielową i wróciliśmy do Mucznego. Tak minął nam następny dzień.
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
W tej "części"jakoś najbardziej "współuczestniczyłam"duchowo,bo też wspomnienia z tej trasy mam totalnie deszczowe i mokre.Dzięki za skok w bok i zdjęcia bobrowego akweniku-pzecudne!
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
Bobry w Negrylowie to temat na osobny wątek. W worku trwają prace nad przebudową drzewostanu. Teren ten został obsadziny przez leśników obcym bieszczadzkiej przyrodzie drzewostanem. W chwili obecnej należy część drzew wyciąć i pod koronami tych które ostaną posadzić sadzonki charakterystyczne dla poszczególnych zespołow. Przeważnie jest to od nowa tworzona buczyna karpacka. Ponad to pieniązki pozyskane za drewno przeznaczane są na rozwój parku.
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
Mnie tez źródła Sanu kojarzą się z deszczem i błotem. Pamiętam pierwszy marsz do źródeł właśnie w deszczu i błocie, okolice słupka granicznego nr 225 pokonywane w mokrych zaroślach sięgających głowy. Ale to było jeszcze za czasów kiedy szlak kończył się na punkcie widokowym na Sianki. Czekam na dalszą część relacji Bertrandzie.
5 załącznik(ów)
Odp: Znalazłem piękne miejsce w Bieszczadzie
Następny dzień miał być dniem szczególnym. Jeszcze w Poznaniu obiecałem kuzynowi i jego rodzinie, ze pokażę im sporo zwierzyny w Bieszczadzie. Kilka lat temu Andrzej Pawlak zabrał Renatkę i mnie przed świtem na łąki na których pasła się zwierzyna. Myślałem, że i tym razem nas weźmie. A tu kicha. Nie i nie. Powiedział, że nie ma już zwierzyny. Postanowiliśmy pojechać bez niego. Jeszcze grubo przed świtem wyjechaliśmy z Mucznego. W całkowitych ciemnościach zaparkowaliśmy nasze konie mechaniczne i z drżeniem serc zaczęło się oczekiwanie. Na wschodzie niebo tuż nad horyzontem zaczęło robić się kolorowe. W końcu pokazało się słońce. Naokoło nas były łąki i mgły. Niestety Andrzej miał rację. Tego ranka nie zobaczyliśmy żadnej żywej istoty oczywiście nie licząc nas samych. Postaliśmy jeszcze trochę i jak niepyszni wróciliśmy do Wilczej Jamy. Andrzej stwierdził, że trzeba było pojechać na Beniową. No tu już chyba grubo przesadził! Samochodami do Beniowej:shock: . Toż to gruba przesada. Jakby nas zatrzymała SG albo Straż Parkowa to chyba nie byłoby żadnej taryfy ulgowej. Pomyślałem sobie, że może następnym razem uda się zobaczyć zwierzynę. Później było pakowanie, żegnanie się z Pawlakami i wyjazd……