Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Cytat:
Zamieszczone przez
Mamcia DwaChmiele
Postanowiłam sobie, że już nic nie powiem, bo wszystko zostało już powiedziane, skorygowane, wyjaśnione i powtórzone 3 razy, ale muszę...
..... Szliśmy o własnych siłach, we własnych ubraniach, nie korzystając z ...
Natalia myślę, że Ty się tym nie przejmujesz:) , bardzo dobrze postąpiliście. Ja kiedyś zabłądziłem nawet nad Huczwicami, a zdawało mi się że Bieszczady znam na wskroś. Było to na domiar w jesieni.Szliśmy ...szliśmy, aż wyszliśmy na Pohar.Dzwoniłem nawet wtedy do don Enrico i do Bazyla, a Oni myśleli że sobie żartuję ;)
ps. kiedyś pod Tarnicą spotkaliśmy dziewczynę która skręciła nogę, udzieliliśmy jej pomocy sprowadzając niżej.Na dole opowiedziałem to znajomej z GOPR i dostałem "opie...l" ,że nie zadzwoniliśmy do nich o pomoc.
ps. a Twoja relację czytało się jak najlepszy "kryminał" :-D ..dzięki
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Ekspert - to człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy :)
No nie, to... Denat.
Każdy wypadek w górach to pewien "łańcuszek błędów" które się popełnia. Jeżeli w tym "łańcuszku" pojawi się trafna decyzja to, z dużym prawdopodobieństwem, wszystko skończy się dobrze. Jeżeli tak się nie stanie, wtedy właśnie dochodzi do tragedii.
Nie możecie mieć do siebie pretensji, bo na pogodę nie ma mocnych i żadne prognozy pogody nie mogą być traktowane jako "wytyczne" przed zaplanowaniem wędrówki. Pogoda w górach zmienia się bardzo szybko i trzeba być ZAWSZE na to przygotowanym. W tym "łańcuszku" trafną decyzją była ocena sytuacji i wezwanie GOPR. Zawsze trzeba oceniać zdarzenie pod kątem "najsłabszego" w grupie.
Jeżeli Twój partner na to nalegał, to właśnie tak należało zrobić. Poprosić o pomoc w górach to żaden dyshonor. Ludzie, którzy mieszkają tu na stałe, pomagają sobie cały czas bo..."nie ma mocnych".
Jeżeli chodzi o podanie pozycji to zawiódł nas sprzęt (przedstawię się na końcu postu). Problem został wyeliminowany i taka sytuacja nie ma prawa się powtórzyć. Nasza wina :oops:
Co do opisów akcji to niestety nie zależy to do końca od nas. MSW pokrywa tylko część wydatków na ratownictwo górskie i bez "medialnego szumu" sponsorzy dotujący GOPR...
Po Twojej wizycie w Stacji Ratunkowej w Cisnej (diabel-1410) sprostowaliśmy to na FB od razu (wybacz, zazwyczaj opisy akcji nie piszą kierownicy tych działań). Wszyscy popełniamy gafy ale ważne jest aby w "łańcuszku" pojawiła się odpowiednia decyzja:-D.
Reasumując:
"Jest ryzyko, jest zabawa
albo piargi, albo sława...":-D
Jak zanosi się na piargi... zawsze dzwońcie... (601100300, 985)
z górskim pozdrowieniem
Paterek Marek
zawodowy rat. gór., członek zarządu, szef podkomisji poszukiwawczej
Grupa Bieszczadzka GOPR
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Cytat:
Zamieszczone przez
13piętro
Ekspert - to człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy :)
No nie, to... Denat.
Każdy wypadek w górach to pewien "łańcuszek błędów" które się popełnia. Jeżeli w tym "łańcuszku" pojawi się trafna decyzja to, z dużym prawdopodobieństwem, wszystko skończy się dobrze. Jeżeli tak się nie stanie, wtedy właśnie dochodzi do tragedii.
Nie możecie mieć do siebie pretensji, bo na pogodę nie ma mocnych i żadne prognozy pogody nie mogą być traktowane jako "wytyczne" przed zaplanowaniem wędrówki. Pogoda w górach zmienia się bardzo szybko i trzeba być ZAWSZE na to przygotowanym. W tym "łańcuszku" trafną decyzją była ocena sytuacji i wezwanie GOPR. Zawsze trzeba oceniać zdarzenie pod kątem "najsłabszego" w grupie.
Jeżeli Twój partner na to nalegał, to właśnie tak należało zrobić. Poprosić o pomoc w górach to żaden dyshonor. Ludzie, którzy mieszkają tu na stałe, pomagają sobie cały czas bo..."nie ma mocnych".
Jeżeli chodzi o podanie pozycji to zawiódł nas sprzęt (przedstawię się na końcu postu). Problem został wyeliminowany i taka sytuacja nie ma prawa się powtórzyć. Nasza wina :oops:
Co do opisów akcji to niestety nie zależy to do końca od nas. MSW pokrywa tylko część wydatków na ratownictwo górskie i bez "medialnego szumu" sponsorzy dotujący GOPR...
Po Twojej wizycie w Stacji Ratunkowej w Cisnej (diabel-1410) sprostowaliśmy to na FB od razu (wybacz, zazwyczaj opisy akcji nie piszą kierownicy tych działań). Wszyscy popełniamy gafy ale ważne jest aby w "łańcuszku" pojawiła się odpowiednia decyzja:-D.
Reasumując:
"Jest ryzyko, jest zabawa
albo piargi, albo sława...":-D
Jak zanosi się na piargi... zawsze dzwońcie... (601100300, 985)
z górskim pozdrowieniem
Paterek Marek
zawodowy rat. gór., członek zarządu, szef podkomisji poszukiwawczej
Grupa Bieszczadzka GOPR
Dzięki wielkie za ważne słowa :-)Z mojej strony będę dążył do tego żeby więcej nie dawać Wam powodów do wyjazdów
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Cytat:
Zamieszczone przez
13piętro
Ekspert - to człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy :)
No nie, to... Denat.
(...)
Człowieku nazwanym 13piętro, który nie uważasz aby się przywitać zwyczajowym "witaj" czy jakiejś "Dzień Dobry"
Ciebie ta kultura nie dotyczy, bo Ty masz inne priorytety, priorytety goprowskiej filozofii która pomknęła w annały przestrzeni.
Szlachetna idea pomagania ludziom w górach nie może odfruwać w nieboskłony.
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Don Enrico myślę że troszkę ostro potraktowałeś 13piętro.Widać że człowiek zadał sobie sporo trudu żeby forum odnaleźć,przeczytać cały temat,zarejstrować się i odpowiedzieć.Nie uważasz?
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Człowieku nazwanym 13piętro, który nie uważasz aby się przywitać zwyczajowym "witaj" czy jakiejś "Dzień Dobry"
Ciebie ta kultura nie dotyczy, bo Ty masz inne priorytety, priorytety goprowskiej filozofii która pomknęła w annały przestrzeni.
Szlachetna idea pomagania ludziom w górach nie może odfruwać w nieboskłony.
Witam, Dzień Dobry Wszystkim (fakt, zapomniałem się przywitać... przepraszam:oops:)
Człowieku, który nazwał siebie don Enrico...
Całą wypowiedź sprowadziłeś do mojego "braku kultury". Każdy ma prawo do własnego zdania...
"Ty masz inne priorytety" - być może, ale wyjaśnij mi proszę, co to są: "priorytety goprowskiej filozofii" :shock: :? bo nie rozumiem (jak ktoś nie jest kulturalny to zazwyczaj nie jest też zbyt bystry).
Zauważ także że na dole posta podpisałem się. To jest moja PRYWATNA wypowiedź, nie wypowiedź GOPR Bieszczady ("priorytety goprowskiej filozofii").
Moim zamiarem było spojrzenie na sytuację od drugiej strony, czyli ratownika górskiego (nie GOPR-u).
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Cytat:
Zamieszczone przez
diabel-1410
Don Enrico myślę że troszkę ostro potraktowałeś 13piętro.Widać że człowiek zadał sobie sporo trudu żeby forum odnaleźć,przeczytać cały temat,zarejstrować się i odpowiedzieć.Nie uważasz?
Masz rację.
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Denat nie może wyciągnąć wniosków :)
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Jest to pierwsza moja dłuższa relacja ale skoro pojawił taki watek o „bezpiecznych” Bieszczadach , to może i ja coś dorzucę o wyprawie na Tarnice.
Jest 16 października 2013 r, jesteśmy z córką jak prawie co roku na jesieni na dwa dni w naszych kochanych Bieszczadach. pierwszy dzień to połonina wetlińska, drugi dzień z rana Łopieńka i Sine Wiry, wróciliśmy przed godz. 16 na kwaterę w Wołosatem. I co robić dalej z tak mile zaczętym dniem zwłaszcza że nazajutrz powrót do domu. Córka rzuciła hasło: idziemy na Tarnicę, przecież to tak blisko, mnie dwa razy nie trzeba było namawiać i o 16 wychodzimy, szlak niebieski. Samo wchodzenie nic szczególnego, wiadomo podejście do lasu ławeczka potem koliba i wychodzimy z piętra lasu. I tu nie miłe już zaskoczenie, wiatr i pojawiające się na wysokości połowy góry chmury, mgła ale szczyt nad nimi jeszcze widać. Na siodełku jesteśmy ok. 18, wieje już jak diabli a co tam mówimy sobie jeszcze 15 minut i jesteśmy na szczycie. Z każdym metrem w górę coraz gorzej, wiatr niemiłosierny ze słowa powiedzieć nie można, zero widoczności chmury pomieszane z mgłą lub odwrotnie.
Gdzieś tak w połowie podejścia przykucnęliśmy przy skale osłaniając się od wiatru i mówię do córki „Ania wycofujemy się wracamy” słowa wręcz więzły wtedy w gardle, chciałem jeszcze nagrać aparatem filmik pokazujący w jakich jesteśmy okolicznościach ale nie udało mi się cos tam nacisnąć uruchomić spustu.
Tak wiec niby spokojna Tarnica zdobywana przez dziesiątki setki osób , w niesprzyjających okolicznościach powiedziała nam: Hola, hola ja tu jeszcze rządzę proszę Państwa.
Ale to jeszcze nie koniec przygód.
Schodzimy więc w szybkim tempie, jest już siodełko, teraz prawie biegniemy do ściany lasu, im niżej wiatr, mgła ustają cos widać ale zapada szybko za szybko zmierzch , docieramy do piętra lasu ale tu już w lesie ciemności jak….
Latarki i znaki po drzewach pokazują na kierunek schodzenia. W pewnym momencie jest taki prawie metrowy uskok i szlak skręca prawie o 90 st w prawo / ci co znają ten szlak wiedzą zapewnie które to miejsce/ Ja idę niestety wtedy prosto z 50 metrów i okazuje się że szlaku nie ma, Coraz bardziej niespokojni, podenerwowani chodzimy kręcimy się w miejscu
szukając znaków na drzewach, nic nie ma !!! Już, rozważam sobie, jakoś tu przeczekamy noc zwłaszcza, że aż tak zimno / może niedźwiadki nas nie rusza tak sobie wtedy myślę / a rano wrócimy na właściwe tory.
Wtedy córka się cofa do uskoku i krzyczy po chwili szlakkkkkkkkkk……uff, kamień z serca, to była jak wygrana w totka i już znakach na drzewach szybko schodzimy do drogi w Wołosatem komentując cały czas co by było gdyby szlak się nie odnalazł.
Odp: O tym jak wywołałam akcję ratunkową GOPR i że może to spotkać także Ciebie
Cytat:
Zamieszczone przez
Mamcia DwaChmiele
Asia, z całym szacunkiem, ale historie o aniołach wysłannikach do mnie nie trafiają. Mimo tego, że tak a nie inaczej się to wszystko potoczyło, uważam, że można było tej akcji uniknąć. M nie był umierający, ani zamarzający, ani wycieńczony tylko zmarznięty. Miał przemoczone buty i rękawiczki, przez co ręce mu kostniały. Tyle. To jest mężczyzna, a nie kilkuletni chłopiec, więc gdyby coś było z nim nie tak, wyartykułowałby to.
Wcześniej artykułował ale go nie słuchałaś...
Cytat:
I w tym momencie usłyszałam za sobą serię pytań i różnych propozycji: "Czy my aby na pewno w dobrym kierunku idziemy?", "Kiedy widzieliśmy ostatnią tyczkę?", "Może zawróćmy?"
I rzeczywiście całe szczęście, że nie był to w tym wypadku kilkuletni chłopiec...
Cytat:
Warunki nie były tragiczne. Prognozy zapowiadały znacznie gorsze warunki pogodowe niż w rzeczywistości zastaliśmy na miejscu. Gdyby nie ta cała akcja ze współrzędnymi i gdyby nie to, że M po prostu zaczął lekko panikować (do czego miał pełne prawo - bo nigdy w życiu się nie zgubił w górach, bo nigdy w życiu nie szedł we mgle czy chmurze nie widząc nic dookoła, bo to była jego druga wędrówka w zimie, bo pierwszy raz w życiu zapadał się w śniegu po kolana), to po prostu poszlibyśmy z powrotem na Tarniczkę, użylibyśmy kompasu i doszli do lasu. Jeszcze raz powtarzam - to nie był tak silny wiatr jaki był wtedy zapowiadany w prognozach. To był normalny górski wiatr, jaki pewnie wieje dziś na połoninach. Pisząc, że nie chcieliśmy aby po nas przychodzili, miałam na myśli dokładnie to - my, czyli my. Obydwoje czuliśmy się dobrze i uważaliśmy, że nasza kondycja pozwala nam na podjęcie próby odnalezienia właściwej drogi. Potrzebowaliśmy jedynie, aby ktoś nam powiedział - "jesteście na północ od Tarnicy, 100 m od szlaku, musicie wrócić na Tarniczkę" To by wystarczyło. Zauważ, że ratownicy nas nie znieśli, nie zwieźli, tylko odprowadzili. Szliśmy o własnych siłach, we własnych ubraniach, nie korzystając z żadnych udogodnień w postaci kurtek, polarów i innych akcesoriów.
Tak Mamciu, ja to zauważam. Ale Ty chyba nadal nie dostrzegasz różnicy między sytuacją kiedy przyjechał GOPR i z ratownikami zeszliście na dół a sytuacją kiedy zdecydowalibyście się na samodzielne zejście.
W pierwszym przypadku to ratownicy wskazywali drogę, byli przewodnikami i podejmowali decyzje. Droga była bardziej oświetlona, schodziliscie pewnie tą samą drogą którą wchodzili ratownicy więc wiadomo było, że idziecie właściwie. M. czuł się na pewno lepiej fizycznie, bo po prostu czuł się bezpieczniej i wiedział, że jeszcze chwila i NA PEWNO znajdziecie się na dole. Gdyby był z Wami GOPR na Tarniczce, pewnie byście też nie zabłądzili.
W drugim przypadku schodzicie samodzielnie po bardzo niepewnym (przy tej pogodzie) zboczu, kierując się kompasem i z pomocą dwóch czołówek decydując gdzie postawić stopę. M. nadal jest wyziębiony (nawet jeśli twierdzisz, że tylko lekko) i w dodatku nadal czuje niepokój. Skoro miał mokre buty i spodnie to stopy i nogi ma zmarznięte i raczej się to pogłebia a nie poprawia. Nerwy dodatkowo robią swoje. Również Mamciu u Ciebie - bo jak by na to nie patrzeć, jesteście w górach już cały dzień, przy kiepskiej pogodzie, a adrenalina nie trzyma też człowieka w ryzach przez nieskończoną ilosć czasu, fizjologia więc sprawia, że Wasza forma o tej porze tj wieczorem i póżnym wieczorem jest zdecydowanie inna niż na poczatku wycieczki. Zejscie w tym wypadku jest dużo trudniejsze niż brodzenie po kolana w śniegu na prostym szczycie połoniny i w dzień. Nadal jest słaba widoczność. Nie macie (tak się domyślam z treści) już jedzenia i ciepłego picia. Nie macie (tak się domyślam) niczego do ogrzania (folia) w razie gdyby M. lub Ty np skręcił kostkę lub po prostu opadł z sił (nie znam M. ale wiem po sobie, że wychłodzenie strasznie pozbawia mnie energii). Aerobik i boksowanie mogłyby już nie zdać wtedy egzaminu.
Naprawdę Mamciu uważasz, że WARTO byłoby podejmować ryzyko schodzenia samodzielnie?
Cytat:
Postanowiłam sobie, że już nic nie powiem, bo wszystko zostało już powiedziane, skorygowane, wyjaśnione i powtórzone 3 razy, ale muszę...
Mamciu - ja wcale nie chciałam się tu wypowiadać. Ale do napisania postów skłoniło mnie to, że prowadzisz bloga, na którym radzisz również jak należy zachować się w górach zimą. Jest tam również takie zdanie: "W głowie pojawia się myśl "Trzeba zawrócić", a zaraz po niej kolejna "Dam radę. Bo kto jak nie ja?" i idzie się dalej."
W czasach kiedy niepotrzebne są już uprawnienia przewodnika, żeby prowadzić ludzi po górach nietrudno mi sobie wyobrazić sytuację, że na podobną jak Wy wycieczkę wybierze się jakaś opiekunka z zimowiska z dziećmi bo chce im pokazać piękno gór zimą lub np rodzina z dziećmi, bo tata zakupił sobie GARMINA i chce go wypróbować
I nie odnoszę się do opcji kiedy ktoś w podobnej jak Wy sytuacji znalazłby się bo ma taką pracę, musi pokonać taką trasę bo od tego zależy czyjeś życie lub po prostu jest to sytuacja wynikająca z dłuższej wędrówki bezludnym górskim łańcuchem lub wyprawy z opcją noclegu w górach. Wypowiadam się na temat zimowej, krótkiej (w założeniu) wycieczki w góry. Nie wiem jakie jest Twoje doświadczenie w zimowym wędrowaniu. Piszesz, ze ta wyprawa jest któraś z kolei. Nie wiem która ale myślę, że do tej pory wędrowałaś w większych grupach a to była Twoja jedna z pierwszych jeśli nie pierwsza taka wyprawa, w której ciężar decyzji spoczywał właśnie na Tobie. Lubisz być liderem i to fajnie, że dobrze się z tym czujesz ale (moim skromnym oczywiście zdaniem) troszkę bardziej musisz słuchać sygnałów, które wysyła Ci otoczenie. Zwłaszcza, że:
Cytat:
Bo nie zawsze będziemy chodzić po górach, w których urzęduje GOPR.
Moim zdaniem błędem było niewycofanie się z wędrowania wcześniej, co już tutaj napisałam:
Cytat:
troszkę źle oceniłaś sytuację od samego początku (a przynajmniej od wyjścia na połoninę Szerokiego) a wszystko co działo się potem było tylko tego konsekwencją.
Ktoś może uważać, że kontynuacja wędrówki była dobrą decyzją a zawiódł wyłącznie brak GARMINA.
Ale przecież w końcu to forum dyskusyjne więc gdybyśmy się wszyscy ze sobą zgadzali to o czym dyskutować? :wink:
Z całą sympatią i podziękowaniem za fajną relację życzę Wam wielu pięknych chwil w górach i nie tylko. A moje marudzenie potraktuj jako głos w dyskusji dotyczący bezpieczeństwa w górach a nie jakąkolwiek próbę krytyki. Pozdrawiam. :)))