-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Zachęcona wpisami Włóczykija i Slava zakupiłam i przeczytałam "Na południe od Brazos" Larry'ego Mc Murtry oraz "Tajgę" Andrzeja Strumiłło.
Pierwszą z nich jestem zachwycona, należy teraz do moich ulubionych książek. Oprócz wymienionych w poście zalet dodałabym jeszcze pierwszorzędny humor oraz znakomitą paletę postaci; Gus - rewelacja.
Druga książka mnie rozczarowała. Oczekiwałam relacji z wyprawy, tymczasem tekstu jak na lekarstwo, a zdjęcia też mnie nie zachwycają.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
Malla
Zachęcona wpisami Włóczykija i Slava zakupiłam i przeczytałam "Na południe od Brazos" Larry'ego Mc Murtry oraz "Tajgę" Andrzeja Strumiłło.
Pierwszą z nich jestem zachwycona, należy teraz do moich ulubionych książek. Oprócz wymienionych w poście zalet dodałabym jeszcze pierwszorzędny humor oraz znakomitą paletę postaci; Gus - rewelacja.
Polecam kontynuację, czyli "Ulice Laredo". Akcja toczy się kilkanaście lat później. Uprzedzam, że powieść jest "przejmująco smutna i brutalna" - jak ktoś trafnie napisał w jednej z opinii. Nie tak pochłaniająca i może nawet bardziej brutalna niż "Brazos". Ale i tak warto przeczytać. Nie zdradzę nic więcej, aby nie psuć smaku poznawania nieznanego.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Przeczytałam już wszystkie 4 książki, także "Dead man's walk" i "Comanche moon", zakupione za horrendalną cenę na allegro. Czekam niecierpliwie na tłumaczenie.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
Malla
Przeczytałam już wszystkie 4 książki, także "Dead man's walk" i "Comanche moon", zakupione za horrendalną cenę na allegro. Czekam niecierpliwie na tłumaczenie.
Szczerze zazdroszczę :-)
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Poniższy tekst znajdzie się za kilka tygodni na moim blogu ("Czytelnia Książek Historycznych"). Premierę ma dziś tu.
Dziś propozycja lektury dwóch książek – obydwu poświęconych tej samej historycznej (niestety) postaci.
1. Alberto Vasquez-Figueroa „Piękna bestia SS. Opowieść seksualnej niewolnicy jędzy z Belsen”
Wydawca: Bellona, Warszawa 2021
2. Daniel Patrick Brown „Piękna bestia. Zbrodnie SS-Aufseherin Irmy Grese
Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2017
No to po kolei:
Ad. 1. Alberto Vasquez-Figueroa „Piękna bestia SS. Opowieść seksualnej niewolnicy jędzy z Belsen”
Wydawca: Bellona, Warszawa 2021
Hiszpański pisarz stworzył paradokumentalną opowieść, której tytułową „bohaterką” uczynił Irmę Grese, strażniczkę SS w kobiecych sektorach obozów koncentracyjnych w Auschwitz, Ravensbrück i Bergen-Belsen. Postać złowieszczą i autentyczną, skazaną na śmierć i straconą w 1945 roku w wieku „aż” 22 lat. Główną jednakże bohaterką książki, także tytułową, jest jej o 3 lata młodsza niewolnica-służąca-kochanka Violeta Flores. I to właśnie tę panią wiele lat później, będącą już 90-letnią staruszką, nieprzypadkowo napotyka Mauro Balaguer, szef jednego z hiszpańskich wydawnictw książkowych i przeprowadza z nią wywiad-rzekę (z jej inicjatywy). Violeta Flores, postać zapewne fikcyjna, daje panu redaktorowi spowiedź z własnego życia, zarówno z przeżytych wydarzeń, jak i niegdysiejszych przemyśleń, doznań, refleksji, uczuć. W większości, aż do końca 1944 roku, niezwykle tragicznych. Los rzucił tę Hiszpankę do Niemiec, Polski, znów do Niemiec, aż wreszcie udało jej się przedostać (nielegalnie) do neutralnej Szwajcarii. Irmę Grese, będącą nieletnią, nastoletnią hitlerówką, przypadkowo napotkała na swej drodze życia jeszcze przed wojną. Już wówczas wpadła Irmie w oko, ich znajomość skończyła się wtedy lesbijskim brutalnym gwałtem. Ponownie obie nastolatki zetknęły się ze sobą w 1941 r. Violeta była wówczas ukrywającą się w Polsce Cyganką, a Irma obozową strażniczką SS w Auschwitz. Tu koniecznie należy wyjaśnić, że śliczna i zgrabna Violeta z racji ciemnej karnacji i typu urody tylko uchodziła za Cygankę w opinii hitlerowskich rasistów. Faktycznie zaś była Andaluzyjką, jednakże hiszpańskie dokumenty jej rodziny zaginęły w nazistowskich Niemczech. Irma, szantażując Violetę zagrożeniem życia matki i przyrodniego brata, uczyniła ją na 3 lata swoją prywatną niewolnicą wykorzystywaną seksualnie oraz do prac domowych (zamieszkały razem). Irma Grese okazała się biseksualistką o bardzo dużym temperamencie, w odniesieniu do więźniarek wyładowującą się w skrajnie sadystyczny sposób. Violetę jednakże oszczędzała, dbała nawet o zapewnienie jej przyjemności w ich erotycznym pożyciu. Na swój sposób zakochała się w niej. Violeta po latach niechętnie przyznała, że także i ona, jako młoda, namiętna choć niedoświadczona kobieta, nie była obojętna na owe wymuszone fizyczne doznania ze strony atrakcyjnej, pięknej niemieckiej sadystki. Tym niemniej doskonale wiedziała (i widziała!), co się wokół niej w obozach hitlerowskich dzieje, a ponadto Irma szczegółowo relacjonowała jej swoje liczne, krwawe (dosłownie) postępki. Wszystko to powodowało wielki psychiczny bunt, chęć ucieczki, pragnienie zemsty, do czasu oczywiście głęboko utajone. Aż wreszcie z powodzeniem zrealizowane (szczegóły w książce).
Książka ta, oprócz historycznych już wspomnień, zawiera także narrację współczesnych perypetii i refleksji Violety Flores i jej interlokutora - oboje mają aktualne, bieżące problemy życiowe. Mauro Balaguer jest starzejącym się hipochondrykiem, zamartwiającym się kłopotami finansowymi. Żywi nadzieję, że wydane przez niego w dużym nakładzie wspomnienia Violety przyniosą mu (i jego rodzinie) poprawę sytuacji materialnej. Violeta Flores takich kłopotów nie ma, m.in. dzięki równie nieoczekiwanemu, co wielkiemu wzbogaceniu się podczas przygotowywania się do ucieczki z obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen (powtarzam: sensacyjne szczegóły w książce). Za to bardzo irytują ją ukazywane w mediach demonstracje europejskich neofaszystów. Ma nadzieję, że publikacja jej wspomnień dotrze do młodego pokolenia, ukaże mu prawdę o hitleryzmie, wzbudzając w ten sposób odrazę do faszyzmu i rasizmu. Na zakończenie dodam, że w książce napotykamy też nieco poloniców. Hiszpański autor z sympatią wyraża się o Polsce i Polakach, wykazuje się pobieżną (nie zawsze jednak odpowiadającą faktom) znajomością naszej najnowszej historii. Mnie szczególnie ujęło nawiązanie do powieści pt. „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”, autorstwa Sergiusza Piaseckiego, mojego ulubionego pisarza. W autorskim katalogu tej czytelni proszę go nie szukać, wszystkie jego książki przeczytałem zanim jeszcze zacząłem się bawić w zamieszczanie recenzji w Internecie. Ale wszystkie je Państwu z całego serca (!) polecam. Po bliższe informacje proszę się pofatygować np. do Wikipedii.
PS. Choć autor o tym nie wspomina, uważam, że dodatkowego wyjaśnienia wymaga pewna, wydawałoby się drugorzędna kwestia. W prawodawstwie III Rzeszy penalizowano homoseksualizm, jednakże pod tym pojęciem rozumiano jedynie pederastię, natomiast miłości lesbijskiej formalnie za homoseksualizm nie uznawano. Tak więc „Piękna Bestia” mogła przez trzy lata bezkarnie afiszować się wobec kolegów i koleżanek z SS posiadaniem kobiety-kochanki, swojej służącej i zarazem seksualnej niewolnicy. Ale czy rzeczywiście mogło to być bezkarne, czy przypadkiem nie podpadało pod inny hitlerowski paragraf? O tym, między innymi, poniżej.
Ad. 2. Daniel Patrick Brown „Piękna bestia. Zbrodnie SS-Aufseherin Irmy Grese
Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2017
Amerykański historyk stworzył popularnonaukową biografię Irmy Grese, docierając do dużej liczby dokumentów źródłowych, badając akta procesowe, przeprowadzając liczne wywiady. Lektura w ogólnym zarysie potwierdza postępowanie, w tym okrucieństwo czynów tytułowej postaci, o czym pisał hiszpański autor w książce tuż powyżej omówionej. Jednakże pozwala też stwierdzić, iż żadna Violeta Flores, ani jej kobiecy pierwowzór, nigdy u boku Irmy Grese nie zaistniały. Choć ta faktycznie miewała również lesbijskie „romanse”, w tym z wybranymi żydowskimi więźniarkami, później przez nią uśmiercanymi. Z obawy, aby nie wyszły na jaw zakazane kontakty seksualne z podludźmi, czyli czyny zhańbienia nordyckiej rasy. Daniel Patrick Brown skrupulatnie prześledził losy Irmy Grese - od wczesnego dzieciństwa aż po egzekucję przez powieszenie (dość dokładnie zrelacjonowaną). Przedstawił jej życie prywatne, opisał „karierę” zawodową, przeanalizował motywy postępowania. Według niego istniały trzy główne, obiektywne powody pozwalające zrozumieć zbrodnicze czyny Irmy Grese, choć bynajmniej ich nie usprawiedliwić. Były to: dysfunkcjonalność jej rodziny, brak wykształcenia i związane z tym niepowodzenia zawodowe przed podjęciem służby w SS, wreszcie podatność na propagandową indoktrynację reżimu hitlerowskiego. Autor wymienił także powód czwarty, subiektywny: skrajny sadyzm zapisany w genach. Według mnie w tym przypadku najważniejszy, albowiem jak głosi nasze ludowe porzekadło - „Dobrego karczma nie zepsuje, a złego kościół nie naprawi”. W tle biografii Irmy Grese mamy historię złowrogiej epoki hitleryzmu - autor przedstawia ogrom i sposoby ludobójstwa dokonywanego w obozach koncentracyjnych. Imiennie wymienia również innych tego wykonawców – przełożonych oraz kolegów i koleżanek Irmy Grese. Ostatni rozdział książki poświęcony jest opisowi ich procesu karnego. Organizatorzy i świadkowie (głównie przybyli tu dziennikarze) pozostawali pod wrażeniem urody sądzonej „Pięknej Bestii”, potrafiącej (w przeciwieństwie do koleżanek z ławy oskarżonych) zadbać o swój wygląd także w warunkach przebywania w areszcie. Lektura przez nią tam napisanego wiersza (treść oryginalna oraz w tłumaczeniu polskim zamieszczona jest w aneksie) budzi zdumienie – Irma Grese początkowo nie zdawała sobie sprawy, że zasłużyła na karę śmierci! Cyt. str. 239: Lecz ja nie rozpaczam – cokolwiek się stanie, kiedyś maj zakwitnie dla nas kwiatami, nawet jeśli spędzimy lata w więzieniu, kiedyś znowu będziemy kochać i całować!!!
Reasumując, proponuję Państwu lekturę ww. dwóch książek o „Pięknej Bestii”, ale koniecznie w kolejności tu dziś przedstawionej. Lepiej bowiem później, już po przeczytaniu, samodzielnie i w sposób tylko ogólny zweryfikować ciekawą, pociągającą beletrystykę, niż - czytając ją - co rusz zauważać, że jej główny, rozbudowany wątek osobisty, jego intymność, a także szczegółowość oraz kolejność niektórych wydarzeń z życia Irmy Grese, to literacka fikcja. Nie zawsze odpowiadająca dokładnym przecież informacjom zawartym w naukowej biografii.
PS. O kobietach - aktywnych uczestniczkach zbrodni hitlerowskich pisze również amerykańska profesor Wendy Lower w książce pt. „Furie Hitlera. Niemki na froncie wschodnim”, już na blogu omówionej (dostęp poprzez katalog autorski alfabetyczny L-Ż lub katalog tematyczny 7).
-
5 załącznik(ów)
Stanisław Vincenz - Dialogi z sowietami
Stanisław Vincenz - Dialogi z sowietami
Kilkanaście lat temu już ktoś na forum polecał, ale chyba bez szczegółów.
Ciekawe opisy, co się działo w Czarnohorze i okolicach po zajęciu tych terenów przez ZSRR we wrześniu 1939 r. i w latach następnych.
Z lenistwa - zamiast pisania będzie parę zdjęć. Na ostatnim zdjęciu widać, jak cenne były kiedyś książki:-)
Załącznik 48937 Załącznik 48938 Załącznik 48939 Załącznik 48940 Załącznik 48941
-
Odp: Stanisław Vincenz - Dialogi z sowietami
I pomyśleć, że nie nigdy w życiu nie czytałem tego ;)
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Wincenz jest kimś bardzo wyjątkowym w polskiej kulturze i bardzo nieobecnym. Mógłbym powiedzieć, że podobnie jak Lem, jest "asymilowany" przez naszych sąsiadów, którzy nie bardzo zwracają uwagę na ich autonomiczną przynależność do polskości. Oczywiście że to brzmi mało pojednawczo. Odnoszę wrażenie, że podobnie ma się sprawa z Brunonem Szulcem. Genealogia to jedno, a przynależność do określonej kultury, to drugie. W moim odczuciu to nie jest "fer". Odnośnie samego tytułu, to Vincenz był bardzo "fer" określając dialogami, to co w rzeczywistości było mową do ściany.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Odnośnie samego tytułu, to Vincenz był bardzo "fer" określając dialogami, to co w rzeczywistości było mową do ściany.
Można też na to spojrzeć inaczej, na przykład:
- W 1939 roku Vincenz był już osoba znaną jako redaktor miesięcznika literackiego i jako pisarz. Z takimi sowieci rozmawiali trochę inaczej, mając nadzieję, że da się ich wykorzystać do swoich potrzeb propagandowych. Takie działania wspominane są w omawianej książce;
- Owe "dialogi" w tytule mogą być też stwierdzeniem bardziej prześmiewczym, niż pozytywnym;
- Zawsze może by jeszcze trzecia możliwość, znana tylko autorowi, o którą go już nie spytamy.
P.S. Byłem kiedyś (na rowerze) w Słobodzie Rungurskiej ale nie udało mi się odnaleźć materialnych śladów po pisarzu.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Odnośnie samego tytułu, to Vincenz był bardzo "fer" określając dialogami, to co w rzeczywistości było mową do ściany.
Czytałeś książkę? Zajrzyj do spisu treści. Generalizując, były dwa okresy "dialogowania" z Sowieciarzami: 1939-1940 z "komisarami" na Huculszczyźnie i Pokuciu oraz 1944-1945 z "sołdatami" na Węgrzech. Zarówno w jednym jak i w drugim były to rozmowy z okupantami, lecz w drugim - z tego co pamiętam - udawało się Vincenzowi docierać do nich jako ludzi.
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
jest "asymilowany" przez naszych sąsiadów, którzy nie bardzo zwracają uwagę na ich autonomiczną przynależność do polskości. [...] W moim odczuciu to nie jest "fer".
Vincenz zakorzeniony na Huculszczyźnie był obywatelem Rzeczypospolitej Wielu Narodów (nie "Obojga" ani nawet "Trojga"), a na emigracji stał się nolens volens Obywatelem Świata (zob. co pisał o nim w tym okresie Miłosz). Nikt go nie zawłaszcza, nie odbiera polskiej kulturze. W końcu zaczęto go doceniać i tłumaczyć na Ukrainie. Czy to źle?
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
"O.Hnatiuk...tylko Vincenz mógł nazwać te przymusowe spotkania "dialogiem".
Jego szlachetność oczywiście była postrzegana przez drugą stronę jako słabość. Jednak to on wygrał , a nie oni..."
Jest to jeden z bardzo licznych komentarzy ukraińskich intelektualistów i polityków, a są one utrzymane w podobnym tonie.
Utwór znam we fragmentach, czytałem liczne recenzje a obecnie książka ukazała się po ukraińsku.
Oceniana jest w samych superlatywach.
Moja wzmianka o "ścianie" była wrzucona nie bez powodu.
Dlaczego Vincenz pisał po polsku? Dlaczego w roku 1919 zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego?
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Dlaczego Vincenz pisał po polsku? Dlaczego w roku 1919 zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego?
Ja bym - jeśli wolno - nieco rozszerzył te pytania: Dlaczego pisał po polsku epopeję Huculszczyzny? Dlaczego wstąpił do WP i jakie zadania/misje wypełniał w jego szeregach?
Co do opinii O.Hnatiuk i ukraińskich intelektualistów, to każdy ma prawo do własnych interpretacji literatury i ich "aktualizacji" w warunkach wojennych. Pierwszy raz czytałem "Dialogi" jakieś ćwierć wieku temu i od tamtego czasu nie zmieniłem poglądu, co do istoty jego dialogowania z Sowieciarzami. W interlokutorze szukał człowieka. I znalazł na Węgrzech w nie jednym prostym żołnierzu. Inna rzecz, że był tam zmuszony interweniować w obronie miejscowej ludności cywilnej, i robił to z dobrym skutkiem.
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Utwór znam we fragmentach
Warto przeczytać całość, choć oczywiście najciekawsza jest część dot. lat 1939-40 z ucieczką przez Czarnohorę.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Ale ucieczką przez berda Czarnohory jako przez skały, czy jako przez pastwiska?
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Ale ucieczką przez berda Czarnohory jako przez skały, czy jako przez pastwiska?
18 września Vincenz udał się na Węgry (wraz z najstarszym synem) bardziej prozaiczną drogą - przez Przełęcz Tatarską;-)
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Wyjazd był więc komfortowy. Do przełęczy dotarli ze Słobody Rungurskiej samochodem, odwiedzając po drodze Bystrec. Oprócz ojca i syna Vincenzów jechał tym samochodem Jerzy Stempowski i jakiś kapitan wojska polskiego. Na Przełęczy Tatarskiej było legalne przejście graniczne.
Bardziej emocjonujący był powrót do Polski, który miał charakter ambitnej wycieczki górskiej. Po 5 tygodniowym pobycie postanowili wrócić do kraju, by zorganizować wyjazd rodziny za granicę. Stanisław senior i Stanisław junior Vincenzowie wprost z Budapesztu pojechali pociągiem do stacji Burkut-Kwasy a potem autobusem do pobliskiej wsi. Nie wiem, która to obecnie stacja, pewnie Kwasy. Nie ma też podanej nazwy tej wsi, ale z opisu trasy, jaką przeszli, można wywnioskować, że były to Łuhy. Ale dlaczego jechali do Łuhów z Kwasów, a nie z Rachowa? Pewnie taki był rozkład jady tutejszego PKS-u;-)
Z Łuhów do grzbietu poprowadziła ich pasterskimi ścieżkami kobieta, miejscowa pasterka. Widzieli po drodze Tomnacki Staw i podchodzili zboczem Berbrnieski. Na grzbiecie zaskoczyła ich taka wichura, że momentami trzeba się było kłaść na ziemi, by wiatr nie zwiał z grani. Zeszli w dół do kotła Gadżyny a stamtąd już mieli prostą i znaną drogę do domu w Bystrzcu. Było to 20.X.1939; wyruszyli o świcie a dotarli po zmroku.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
Tomnatyk
Andrzej Ruszczak zebrał i zanalizował źródłowe przekazy ....
Autor dobrze przeanalizował drogę powrotną przez grzbiet Czarnohory, wszystko się zgadza z mapą i terenem. Nie wiem jednak nadal, która to stacja stacja "Burkut-Kwasy"; według Ruszczaka, przedostatnia przed granicą. Obecnie ostatnia stacja to Łazeszczyna a przedostatnia to Jasinia. A jak było przed wojną? Mapa WIG z tego terenu jest bardzo nieczytelna.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Tak też było w 1939, niezależnie na której mapie - polskiej "setce" czy czechosłowackiej "dwusetce". W komentarzu A. Ruszczaka "czeski" błąd.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Wincenz jest kimś bardzo wyjątkowym w polskiej kulturze i bardzo nieobecnym. Mógłbym powiedzieć, że podobnie jak Lem, jest "asymilowany" przez naszych sąsiadów, którzy nie bardzo zwracają uwagę na ich autonomiczną przynależność do polskości
Ciekawe, co on sam pisał o swej przynależności kulturowej (cyt. za A. Ruszczakiem z listu do Wołodymyra Poleka):
„Urodziłem się w Słobodzie Rungurskiej 30 XI 1888 r. Ojciec mój Feliks był znanym pionierem naftowym na tym terenie, ale niesłuszne byłoby określenie go jako kapitalisty, nawet narodowo nie należał on jeszcze do tej fazy dziejowej, w której jako rzymski katolik musiał być określony jako Polak, gdyż nie język decydował wówczas o wszystkim, a pamiętam dobrze, że wykładowym językiem w gimnazjum był niemiecki. Ojciec wybrał jako język ukraiński, zwany wówczas ruskim czym ściągnął na siebie niechęć katechety, który był w dodatku pochodzenia włoskiego. W każdym razie, jak podkreślał, panowała wówczas przyjaźń między współobywatelami (a tym bardziej) sąsiadami obu wyznań.Jeśli chodzi o mnie to życie naszej rodziny tak było związane z krajem i z grupą chłopską-huculską w szczególności, że więcej miałem wspomnień bliskich z praktyki kultu cerkiewnego greckiego niż łacińskiego. Toteż muszę się przyznać, że po ustanowieniu naczelnika wyznania Kardynała Slipyja miałem sporo radości, że ten miły mi osobiście kult, na którym opiera się zresztą cała moja książka „Na wysokiej połoninie”, może dalej istnieć. Czy to oznacza zacofanie? W moim najgłębszym przekonaniu wcale nie. Przede wszystkim moja najbliższa rodzina nie była zacofana. Prawie groteskowy szczegół, że moja prababka budowała świątynie żydowskie w charakterze protektorki, a choć nikt w naszej rodzinie nie był pochodzenia żydowskiego, może wywołać zdziwienie, ale nie zdziwi chyba nikogo, kto zna dawniejsze epoki historyczne. Tak samo część rodziny budowała świątynie greko-katolickie, co jest uwydatnione w napisie w cerkwi w Krzyworówni, może jeszcze istniejącym.
Owym epokom to należy przyznać, że nacjonalizm może jeszcze nie był się narodził. W moich wspomnieniach nie mogę się doszukać żadnych niechęci narodowych albo wyznaniowych. Przeciwnie. Moja Matka dzięki temu, że urodziła się w Krzyworówni, należała do zasięgu gospodarstwa pasterskiego i jak Panu wiadomo z lektury mojej książki – także ja znałem lepiej niż ktokolwiek staroświecki typ życia, język i obyczaj mego kraju. Chcę wspomnieć tu wcale ważny dla mnie szczegół, że karmicielka mojej Matki, a moja Niania Pałachna Slipeńczuk, zamężna Rybeńczuk z osiedla Tarnoczka w Krzyworówni wywarła na mnie największy wpływ, jaki na dziecko można wywrzeć.
Przede wszystkim w dziedzinie języka. W okresie kiedy zacząłem się uczyć po francusku, a miałem z tym niemałe trudności, upominała mnie bardzo sugestywnie: „Szje budesz maty czejes howoryty panskymy jezykami, a teper howory po ludsky. Taj pamiataj donyku abys nykoły ludskoho języka nie zabuwaw!5” Widzi Pan zatem, że językiem ludzkim dla mnie miał być język huculski względnie ukraiński. Z tym w naszej rodzinie nikt nie walczył i wynikiem tego że posłuchałem mojej niani Pałachny jest książka "Na wysokiej połoninie", bo szczerze mówiąc zanim jakąś stronę napisałem, obmyślałem ją w języku ludzkim.
Co do niani Pałachny to trzeba jeszcze dodać szczegół niewątpliwie zabawny, choć dla Hucułów charakterystyczny. Zarówno ze względu na to jak rozpuszczają dzieci, jak też z powodu małego poczucia rzeczywistości o ile chodzi o społeczeństwo poza nimi. Moja Matka niewątpliwie mnie rozpuszczała ale tego było mało dla niani Pałachny. Zawsze brała mnie w „obronę”, choć widocznie niepotrzebnie, mówiąc między innymi półszeptem i jak gdyby tylko do mnie: „Korołem budesz donyku.” Oczywiście takie powiedzenia irytowały moją Matkę. Pamiętam dobrze jak oburzała się nieraz: „Co ta stara ogłupia dziecko. Co to ma za sens. Jakim królem?” Pałahna odpowiadała niezachwianie: „Ludskim korołem!6”
Teraz przechodzę do rzeczy ważniejszej może niż wspomnienie z dzieciństwa, a mianowicie do pomnika Franki. Tutaj należy przede wszystkim sprostowanie. Otóż mimo królewskiego proroctwa Pałachny, pozostało mi tyle zdrowego rozsądku, że nie ważyłem się podpisać na hołdzie złożonym France, tak jak głosi wersja podana przez Pana, która mija się z prawdą. Faktyczny napis był taki: WIRJU W SYŁU DUCHA (cytat Franki po ukraińsku) i komentarz po polsku: Synowi tej ziemi, i daty, nic więcej. Zatem ani „na pamiątkę” , ani „Dr Vincenz” nie było"
Źródło: Stowarzyszenie Res Carpathica - Stowarzyszenie Res Carpathica
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
No i spotkała mnie miła niespodzianka.jak podaje M. Kniazhytsky, ukraiński "poseł" zajmujący się kulturą i jednocześnie wielki popularyzator twórczości St. Vincenza, tegoroczną nagrodę imienia Stanisława Vincenza, polskiego pisarza i tłumacza literatury, otrzymała Julia Pajewska"Tajra".
O ile zrozumiałem to przyznanie nagrody miało miejsce na piątym forum Via Carpatia, a jej wręczenie będzie 4 grudnia we Lwowie w Domu Franka.
Mniej więcej o to mi chodziło na samym początku.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Tzn. co? Lobbowałeś tu wpisami o "dialogowaniu" Vincenza za nagrodą dla "Tajry"?
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Możliwe, że nie zaznaczyłem tekstu odpowiednio i dlatego kolega Tomnatyk nie zrozumiał.
Z grubsza chodziło o to, że wreszcie ze strony ukraińskiej padło stwierdzenie, że Vincenz był polskim pisarzem.
Nie wiem na ile to stwierdzenie było zamierzone a na ile ktoś pierwszy "chlapnął" we wpisie o nagrodzie, a reszta przedrukowała.
Kolega Tomnatyk jako żartowniś tylko udaje, że nie rozumie o co chodzi.
I nie- nie zaprzeczaj, bo to będzie kolejny żart,w dodatku nie dla wszystkich zrozumiały.
-
8 załącznik(ów)
Przeminęli zagończycy, chleborobi, chasydzi
Koniec dyskusji, przechodzimy do następnej książki;-)
Kamil Barański
Przeminęli zagończycy, chleborobi, chasydzi
Rzecz o ziemi stanisławowsko-kołomyjsko-stryjskiej.
Ta książka to nietypowy gatunek literacki. Jest to skrzyżowanie eseju historycznego, kroniki towarzyskiej i rejestru działalności gospodarczej, z odrobiną elementów krajoznawczych. We wstępie autor zaznacza, że polskie panowanie na tych terenach było wzorcem wolności, tolerancji religijnej, mądrych i humanitarnych metod rządzenia oraz umożliwiały każdemu mieszkańcowi dostęp do edukowania, wzbogacania się i życia w godności. Dowodów autor nie przytacza, lecz zapewnia, że czytelnik znajdzie je w tym opracowaniu. Kto więc chce znaleźć - niech poczyta.
Ze obszernego spisu treści zamieszczam tylko fragment. Są zdjęcia obydwu okładek, bo nie wiem, na której jest ważniejsza część mapy. I na koniec mały kawałeczek tekstu.
Załącznik 48942 Załącznik 48943 Załącznik 48944 Załącznik 48945
Załącznik 48948 Załącznik 48946 Załącznik 48949
-
Odp: Przeminęli zagończycy, chleborobi, chasydzi
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Koniec dyskusji
Więc może dyskusja od końca;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
We wstępie autor zaznacza, że polskie panowanie na tych terenach było wzorcem wolności, tolerancji religijnej, mądrych i humanitarnych metod rządzenia oraz umożliwiały każdemu mieszkańcowi dostęp do edukowania, wzbogacania się i życia w godności. Dowodów autor nie przytacza
Jeden za to podaje Vincenz w wyżej cytowanym przeze mnie liście, wyznając: "pozostało mi tyle zdrowego rozsądku, że nie ważyłem się podpisać na hołdzie złożonym France" (na jego pomniku).
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
I na koniec mały kawałeczek tekstu
... a w nim mnóstwo niepolskich nazwisk o brzmieniu zwykle niemieckim ...
-
Odp: Przeminęli zagończycy, chleborobi, chasydzi
Grzegorz Kasdepke, Hubert Klimko-Dobrzaniecki - "Królik po islandzku" jeśli nie czytaliście - poczytajcie.
Z "Lubimy Czytać":
"Łajdackie opowieści z żarciem w tle.
Lektura będzie nie lada zaskoczeniem dla czytelników przyzwyczajonych do pióra autorów. Tym razem połączyli siły, talenty, pasję i poczucie humoru, aby stworzyć wartką prozę WYŁĄCZNIE DLA DOROSŁYCH! Anegdoty, wspomnienia i portrety – wszystko opowiedziane językiem lekkim, czasem ironicznym, czasem refleksyjnym, a miejscami nawet zaskakująco sprośnym. Mówią o smakowaniu życia całym sobą i o pierwszych razach doświadczanych wszystkimi zmysłami. Przywołane historie wieńczą przepisy na dania, które kojarzą się Autorom z najważniejszymi momentami w ich życiu."
Ja trafiłem na nią w bibliotece. Taki wybór z braku laku ale nieoczekiwanie szczęśliwy. Dawno tak się nie uśmiałem a w naszych nieciekawych by nie napisać ponurych czasach to ważna rzecz.
Pozycja raczej dla 50-cio latków i więcej. Książka warta zakupu (czyli dla mnie taka , którą warto znów przeczytać po jakimś czasie).
-
Odp: Przeminęli zagończycy, chleborobi, chasydzi
-
Odp: Przeminęli zagończycy, chleborobi, chasydzi
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Na moim blogu za kilka dni. Premiera dziś tu.
Serhii Plokhy „Wrota Europy. Zrozumieć Ukrainę”
Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2022
Serhij Mykołajowycz Płochij, ukraiński i amerykański historyk, wykładowca na Uniwersytecie Harvarda w Stanach Zjednoczonych, napisał tę książkę w formie eseju historycznego – historii ziem i ludów Ukrainy od czasów starożytnych aż po rok 2020. Tytuł angielskojęzycznego oryginału brzmi The Gates of Europe. A History of Ukraine. Konsekwentnie imię i nazwisko autora też zostały w książce „zamerykanizowane”. U nas jest to jej pierwsze wydanie, ale w USA już drugie, zaktualizowane w 2021 roku (poprzednie było z roku 2015). Za niemal pewne uważam też przyszłe, trzecie wydanie, gdy zakończy się obecnie trwająca wojna. Ale jaka będzie treść kolejnej aktualizacji, tego sam autor jeszcze nie wie. Książka na pewno zainteresuje polskiego czytelnika – roi się w niej bowiem od poloniców, gdyż długo mieliśmy wspólną historię. Albo jako państwa graniczące i rywalizujące ze sobą, albo jako jeden byt państwowy, albo jako narody uwikłane we wzajemny konflikt. Musieliśmy cierpieć również „wspólnych” zaborców – monarchie Romanowów i Habsburgów. O Polsce i Polakach autor pisze bardzo obiektywnie, żadnego banderowskiego antypolonizmu się nie obawiajmy. Nieliczne drobne nieścisłości historyczne wyjaśniają odredakcyjne przypisy, których radzę nie pomijać. Streszczać książki, będącej de facto historią Ukrainy, tu nie zamierzam. Pokrótce tylko o tym, co mnie zaabsorbowało i na co moim zdaniem warto zwrócić uwagę.
Zmienny był kształt terytorialny i granice, kolejno: Rusi Kijowskiej, późniejszych księstw ruskich, południowo-wschodnich terenów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, tzw. Hetmanatu (tereny województw bracławskiego, czernihowskiego i kijowskiego), Ukraińskiej Republiki Ludowej, Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, wreszcie niepodległej Ukrainy po rozpadzie ZSRR. Zauważymy przy tym, iż okrutny wiek XX przyniósł z jednej strony multum cierpień ludności Ukrainy (z dwukrotnym ludobójstwem włącznie), z drugiej jednak znacznie wzbogacił ją terytorialnie – nie tylko na zachodzie, ale również na wschodzie i południu (Ukraina Słobodzka z Charkowem i m.in. obwodami donieckim oraz ługańskim, także wybrzeże czarnomorskie z Odessą, Krym). W orientacji pomogą mapki zamieszczone na początku książki.
Zanim nastała era europejskich nacjonalizmów (druga połowa XIX wieku), elity rządzące ziemiami ukraińskimi orientowały się na współpracę i sojusze z Rzecząpospolitą, Moskwą, Turcją, nawet ze Szwecją. Autor krytykuje tu brak zdecydowania hetmanów kozackich i jednorodnej ich polityki. W okresie późniejszym narodowy ruch ukraiński odrębnie się budził (ale i wzajemnie przenikał) w rosyjskim Kijowie i w austriackim Lwowie. Napotykał przy tym na silnego wroga wewnętrznego – tzw. moskalofilów uznających własny naród ukraiński tylko za gałąź jednego, wielkiego narodu rosyjskiego.
Jedno ze stwierdzeń autora wzbudziło moje poważne wątpliwości. Na str. 329 (dolny akapit) pisze, iż Adolf Hitler już w „Mein Kampf” przewidział pakt z Rosją mający na celu zniszczenie Polski. Osobiście nie czytałem owego Hitlerowskiego „wyznania wiary”, ale żaden ze znanych mi naukowych komentarzy tego zapisu nie potwierdza. Pakt Ribbentrop-Mołotow został przecież wynegocjowany ad hoc latem 1939 r., gdy stało się już jasne, że Polska nie zgodziła się na przyjęcie roli satelity Niemiec, natomiast przystąpiła do koalicji antyniemieckiej montowanej gorączkowo przez Wielką Brytanię po złamaniu przez Hitlera układu monachijskiego z września 1938 r.
Bardzo ciekawie i z pozycji ukrainocentrycznej napisana jest historia polityczna – od czasów księcia Olega (początek X wieku) do pierwszych lat prezydentury Wołodymira Zełenskiego (2019 i 2020). Czytając kolejne rozdziały porównujemy ich treść z naszą znajomością historii powszechnej i historii Polski. W tym kontekście jest to uczta intelektualna, ale też lektura dla zaawansowanych – po książkę nie powinien sięgać czytelnik niemający przynajmniej czwórki z historii na maturze (chyba że gorszy stopień nadrobił późniejszym samouctwem).
Reasumując, bardzo Państwu polecam tę lekturę będącą „na czasie” w związku z trwającą już rok wojną rosyjsko-ukraińską. Może i dobrze, że końcową cezurą opisanych wydarzeń jest rok 2020. Dowiadujemy się, w jakim stanie polityczno-społeczno-ekonomicznym Ukraina w tę wojnę została uwikłana. Natomiast dalszy bieg wydarzeń śledziliśmy i nadal śledzimy już na bieżąco.
PS. Książki poświęcone dziejom Ukrainy (omawianym kompleksowo lub dotyczących tylko konkretnych czasów) już gościły na tym blogu. W ostatnim roku: „Historia Ukrainy” (autor: Władysław A. Serczyk) oraz „Czerwony głód” (autorka: Anne Applebaum). Opisy do odszukania w katalogach.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Adrian Sandak "Muszkieterowie 1939-1942. Historia tajnej organizacji wywiadowczej"
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...-historia.html
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Poniższy tekst znajdzie się za jakiś czas na moim blogu. Premierę ma dziś tu.
Witold Pronobis „Imiennik Lenina”
Wydawnictwo Naukowe FNCE, Poznań 2022
O książce dowiedziałem się z audycji programu Ex Libris w TVP Historia – polecił ją goszczący tam profesor Antoni Dudek. Z dużymi problemami nabyłem ją na początku kwietnia 2023 r. (mimo „świeżego” wydania z 2022 r. i nie najniższej ceny). Zaciekawiony nie odkładałem jej na półkę. Od razu pochłonęła mnie bez reszty. Można ją określić jako zbeletryzowaną memuarystykę – w podtytule czytamy: Życie Włodzimierza Ziomka w opracowaniu Witolda Pronobisa. Sam autor nazwał ją „pół-powieścią”, mając na względzie dodane beletrystyczne ubarwienia, nieco wykraczające poza treść zwierzeń Włodzimierza, ale pozostające w zgodzie z ich ogólnym przesłaniem oraz osobowością bohatera. Poza tym autor wprowadził własne, obszerne komentarze historyczne, przybliżające realia opisywanych miejsc i czasów. Przedstawił też okoliczności poznania Włodzimierza oraz atmosferę i charakter odbywanych z nim długich rozmów. Już po kilkudziesięciu stronach, na łączną ich liczbę 411, czytelnik zostaje zorientowany w ogólnym zarysie przedwojennych i wojennych losów tytułowego bohatera (z tzw. happy endem włącznie) i z zapartym tchem śledzi jego dalsze życiowe perypetie. Teraz zatem też tylko bardzo ogólnie je w całości opiszę – tak gwoli zaciekawienia.
Włodzimierz Ziomek, ur. 1923, przybył wraz z rodzicami i młodszym bratem do ZSRR w 1934 r. na życzenie ojca, aktywisty Komunistycznej Partii Polski. Ojciec właśnie odbywał w Polsce krótki wyrok więzienia i w ramach wymiany więźniów politycznych dołączono go do grupy komunistów przekazywanych Związkowi Radzieckiemu w zamian za więzionych tam Polaków. Początkowo wiodło mu się dość dobrze, choć nie tak, jak sobie pobyt w Kraju Rad wyobrażał. Rodzina otrzymała w Moskwie samodzielne dwupokojowe mieszkanie, co było wielkim luksusem, jako że ponad 80% moskwian gnieździło się w tamtych czasach w przeludnionych mieszkaniach komunalnych, zajmowanych nieraz nawet przez kilkanaście niespokrewnionych ze sobą osób. No i nadchodziły trudne czasy! Stopniowo nasilający się wiatr historii przeistoczył się w 1937 r. w istny huragan! Stalinowski tzw. Wielki Terror zmiótł m.in. niemal wszystkich zagranicznych komunistów, którzy w latach poprzednich – niczym ćmy do świecy – z własnej woli przybyli do upragnionego radzieckiego raju. Ojciec Włodzimierza został po parodii śledztwa rozstrzelany jako nasłany polski dywersant i szpieg, matkę skazano na pobyt w łagrze (wkrótce tam zmarła), młodszego brata zabrano do domu dziecka, gdzie zmieniono mu tożsamość (był wszak synem skazanego „wroga ludu”). Czternastoletni Włodzimierz przypadkiem zdołał uniknąć aresztowania. Pokumał się z bandą bezprizornych, nastoletnich urków. Byli dobrze zorganizowani, potrafili załatwić mu wyrobienie nowego, autentycznego dokumentu tożsamości na „lewe”, już rosyjskie nazwisko Bragin, z zachowaniem imienia Władimir. Z dokumentem tym wpadł w lipcu 1939 r. podczas próby nielegalnego przedostania się do Polski. Był podejrzewany o dywersję, przesłuchiwany, bity. Od wyroku śmierci wybawił go … wybuch wojny. Na skutek bałaganu administracyjnego, jaki zapanował w NKWD w związku z nowymi „zadaniami” po agresji na Polskę, pomylono go z innym aresztowanym Braginem i jako więźnia kryminalnego (nie politycznego) skazano na pięcioletni pobyt w dalekim syberyjskim łagrze na Kołymie. Do morderczej pracy w kopalni na szczęcie nie trafił. Początkowo utrzymywał się przy życiu dzięki odnowionym kontaktom z urkami, akceptując ich przestępczy sposób radzenia sobie w łagrowej rzeczywistości. Wkrótce administracja obozu odkryła jego zdolności radiotelegraficzne (tą techniką pasjonował się jeszcze na wolności) i zaczęła go wykorzystywać w pracy na rzecz wojska. Z czasem został powołany do Armii Czerwonej, w której walczył i odnosił rany. W pierwszych tygodniach 1945 r. trafił z nią do wsi Marwice (niem. Marwitz) koło Gorzowa Wielkopolskiego (niem. Landsberg). Tam z wojska zdezerterował, przyjmując kolejną nową tożsamość – tym razem jako Zygmunt K. (pełne brzmienie nazwiska pomijam; w książce się znajduje, ale autor nie pisze, czy jest ono fikcyjne). Pomógł mu przypadek – jego mniej więcej rówieśnik, nawet podobny, został zastrzelony przez patologicznego czerwonoarmistę. Polak Zygmunt K. przebywał w Niemczech na robotach przymusowych i akurat tak … doczekał uwolnienia. Włodzimierz uciekając zabrał jego dokumenty osobiste. Wcześniej zabił ww. krasnoarmiejca, z którym miał odrębne, własne porachunki. I odtąd już, aż do końca życia, był Zygmuntem K, także dla najbliższej rodziny: żony i syna, noszących nazwisko K., niewiedzących, iż nie jest ono jego rodowym. W drugiej połowie lat 90-tych ubiegłego wieku wystąpił nawet o odszkodowanie należne za pracę przymusową dla III Rzeszy, otrzymując z Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie kwotę ok. 10 tys. zł. Rzeczywisty, historyczny Zygmunt K. figurował bowiem w odpowiedniej niemieckiej ewidencji.
Tyle w telegraficznym skrócie. Na ponad 400 stronach szczegółowo poznacie Państwo dzieje Włodzimierza i jego bliskich w latach 1934-1945, z wielką historią w tle. Okrutny los przypadł mu w okresie męskiego dojrzewania, dorastania, czego we wspomnieniach nie pomija, opowiadając o swoich dwóch wielkich młodzieńczych miłościach, a także o inicjacji seksualnej w gronie nastoletnich bezprizornych. W treści wspomnień da się zauważyć kilka drobnych niespójności, dotyczących chronologii wydarzeń i stopni wojskowych Władimira, których autor już nie zdążył z nim wyjaśnić. Włodzimierz Ziomek vel Władimir Bragin vel Zygmunt K. zmarł na początku stycznia 2014 r. w wieku 90 lat. Naprawdę polecam pasjonującą lekturę jego biografii, godnej dobrej powieści sensacyjnej, którą zresztą m.in. też jest. Osobom słabo znającym historię na pewno pomogą przypisy oraz wplecione komentarze autora, przemiennie przyjmującego rolę narratora. Ponadto na stronach 399-407 znajdują się objaśniające aneksy, od których takim osobom proponuję rozpocząć lekturę.
PS. A propos przypisów. Na str. 66 w dolnym przypisie (ostatni wiersz) błędnie podano nazwę miejscowości, w której znajdował się hitlerowski obóz zagłady. Napisano tam (cyt.): „w Chełmie/Nerem”, powinno zaś być: „w Chełmnie n/Nerem”. Wzmianka o tym obozie dotyczyła porównywania metodyki zadawania śmierci przez oprawców z NKWD i SS.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Aktualnie obserwujemy obchody 80-tej rocznicy powstania w getcie warszawskim. Na tę okoliczność proponuję lekturę dwóch nw. książek:
Tadeusz Obremski „Wśród zatrutych noży. Zapiski z getta i okupowanej Warszawy”
Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2017
Opis pod linkiem:
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...z-getta-i.html
Joshua D. Zimmerman „Polskie Państwo Podziemne i Żydzi w czasie II wojny światowej”
Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa 2018
Opis pod linkiem:
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...i-zydzi-w.html
W punktach sprzedaży prasy właśnie się pojawił kolejny Pomocnik Historyczny tygodnika Polityka, zatytułowany Powstanie w getcie warszawskim. Opór i Zagłada 1943. Polecam lekturę 26 artykułów w nim zamieszczonych. W jednym z nich pt. Przeżyć! Sposoby przetrwania w czasie Zagłady dr Agnieszka Haska przywołuje m.in. postać Tadeusza Obremskiego. Artykuł ten kończy się rozdziałem pt. Awers i rewers postaw Polaków. Z tytułowym awersem obnosimy się propagandowo, nierzadko go wyolbrzymiając, zaś rewers staramy się zmarginalizować, skoro nie udało się go zupełnie „wygumkować” z historii Polski.
Dn. 2 maja br. (wtorek) o godz. 18 w TV ALE KINO+ odbędzie się ponowna emisja doskonałego niemieckiego filmu z 2022 r. pt. Konferencja w Wannsee. Przedstawia rekonstrukcję historyczną obrad toczonych w styczniu 1942 r. pod przewodnictwem Reinharda Heydricha, a poświęconych organizacji i logistyce Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej w Europie. Jak widać, niemiecka tzw. polityka historyczna nie unika poruszania nawet najtrudniejszych dla siebie tematów. Gorąco ów film polecam (zdążyłem już go obejrzeć dn. 18 kwietnia w tejże stacji TV). Osobom, które z powodu np. wyjazdu na długi weekend nie będą mogły go zobaczyć, radzę śledzić repertuar audycji na ww. kanale TV – emisja filmu zapewne jeszcze zostanie powtórzona.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
O wielkiej miłości i namiętności. Poniższy tekst za jakiś czas zamieszczę w mojej „Czytelni Książek Historycznych”. Premierę ma już dziś tu. Książkę szczególnie polecam kol. Długiemu (jeśli jeszcze jej nie przeczytał), największemu chyba tu znawcy ceremoniału panującego na brytyjskim dworze królewskim.
Anne Sebba „Ta kobieta. Biografia Wallis Simpson”
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2022, wydanie drugie
W maju br. również i polskie media relacjonowały przebieg uroczystości koronacyjnej króla Karola III (ur. 1948 ), który kilka miesięcy wcześniej objął tron Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, równocześnie stając się koronowaną głową państw byłego imperium (m.in. Kanady, Australii, Nowej Zelandii). Długowieczność jego matki, królowej Elżbiety II (1926-2022), spowodowała, iż na tron mógł wstąpić dopiero w wieku 74 lat. Bardzo długo zatem czekał na ziszczenie się swego, zapewne największego marzenia życiowego.
W tym kontekście olbrzymie zdumienie musi budzić zachowanie się jego stryjecznego dziadka, króla Edwarda VIII, który w 1936 r. abdykował na rzecz młodszego brata Jerzego (następnie króla Jerzego VI, ojca Elżbiety II). W tamtych czasach, kiedy Brytyjskie Imperium uważano za najsilniejsze mocarstwo, dobrowolna rezygnacja z korony wprawiła świat w osłupienie. Powód zaś był tylko jeden, przez nikogo niekwestionowany. Panujący od dopiero kilku miesięcy i cieszący się dużym społecznym poparciem król Edward VIII Windsor ogłosił publicznie w 1936 r., że zamierza ożenić się z panią Wallis Simpson, gdy tylko ta uzyska rozwód, a czekającą go koronację pragnie odbyć mając żonę u swego boku. Parlamenty brytyjski oraz dominiów nie wyraziły zgody. Nie przystały nawet na „kompromis” w postaci małżeństwa jedynie morganatycznego (żona bez zmiany statusu społecznego, a ew. potomstwo bez praw sukcesji do tronu i dziedziczenia majątku ojca). Za to, podobnie jak cała rodzina królewska oraz brytyjskie duchowieństwo, okazały wielkie oburzenie. Król na to odpowiedział podpisaniem aktu abdykacji w grudniu 1936 r. i małżeństwem z Wallis w roku następnym. Pozostawał jej mężem aż do śmierci w 1972 r. w wieku 78 lat. Żona przeżyła go o 14 lat, zmarła w roku 1986 mając lat 90, będąc już fizycznie skrajnie niedołężną i cierpiącą na demencję staruszką.
Współczesna brytyjska popularna dziennikarka i autorka książek Anne Sebba napisała pełną biografię Wallis Windsor (1896-1986). W tytule, zapewne gwoli reklamy, umieściła jej poprzednie nazwisko Simpson. Korzystała z wcześniejszych opracowań, w tym także z autobiografii Wallis, ponadto dotarła do dokumentacji urzędowej i spisanych wspomnień świadków epoki. Informacje tam zawarte starała się weryfikować, wskazując niektóre dane biograficzne uznane przez siebie za niewiarygodne. Swoją bohaterkę przedstawiła kompleksowo – oprócz czynów i wydarzeń życiowych pokusiła się ukazać ją od strony także psychologicznej, anatomicznej i fizjologicznej (sfery Erosa nie wyłączając).
Przed poznaniem przyszłego króla Edwarda VIII, do czego doszło na początku lat 30-tych ub. wieku, Wallis posiadała już dość bogaty życiorys. Mając 20 lat Amerykanka panna Wallis Warfield wyszła w 1916 r. za mąż za zawodowego wojskowego Winfielda Spencera. Małżeństwo okazało się nieudane, formalnie rozeszli się w 1927 r. Wcześniej, pozostając przez kilka lat z mężem w faktycznej separacji, Wallis prowadziła dość swobodny tryb życia - autorka wskazuje mężczyzn, którzy byli jej kochankami. Dużo też w tamtym czasie podróżowała, m.in. do Chin, gdzie mogła zgłębić wschodnie tajniki ars amandi, tak przydatne jej później w dwóch następnych małżeństwach. W 1928 r. wyszła w Anglii za mąż za bogatego Ernesta Simpsona, rozbijając jego poprzednie małżeństwo. Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, iż Ernest był wnukiem (po mieczu) polskiego Żyda z Warszawy, noszącego nazwisko Solomon. Małżeństwo z Ernestem okazało się bardzo udane. Mąż tolerował jej związek (od 1934 r. już jawny) z następcą tronu. Wallis najwyraźniej odznaczała się tu tzw. podzielnością uczuć. Nie rozeszłaby się z Ernestem, gdyby nie wielka do niej miłość i odważne oświadczyny Edwarda (król oświadczył się kobiecie zamężnej!). Ernest postanowił pójść im obojgu na rękę – w rozprawie rozwodowej zgodził się wystąpić jako ten wiarołomny, winny zdrady małżeńskiej mąż (co było fikcją ukierunkowaną na ochronę wizerunku narzeczonej króla). Wallis utrzymywała także i później przyjazne relacje z Ernestem. Już po rozwodzie z nim i ślubie z Edwardem prowadzili niepozbawioną intymności korespondencję. Kolejny ożenek byłego męża bardzo przeżyła, tym bardziej, iż „skradła go” jej najlepsza, jeszcze szkolna, przyjaciółka.
Pani Anne Sebba wszystkie owe damsko-męskie perypetie z najwyższych sfer bardzo interesująco opisuje. Przedstawia wielką niechęć całej rodziny królewskiej do amerykańskiej podwójnej rozwódki. Ukazuje również fascynację małżeństwa Edwarda i Wallis Windsorów hitlerowskimi Niemcami. W książce znajdujemy ich fotografię z 1937 r. z samym Führerem. Większość czasu wojny spędzili odesłani przez rząd na dalekie Bahamy, aby m.in. uniemożliwić ich porwanie przez wywiad niemiecki. Edward piastował tam stanowisko brytyjskiego gubernatora wysp, a żona udzielała się w pracy społecznej i charytatywnej. Mimo warunków wojennych Wallis nieprzerwanie przywiązywała wielką wagę do wystawnego trybu życia, licznej służby domowej, efektownych strojów, drogiej biżuterii, kosmetyków, etc. Stale ubolewała, że nie przyznano jej formalnego tytułu należnego członkini rodziny królewskiej. „Smaczku” lekturze dodają fragmenty książki odnoszące się do małżeńskich relacji Edwarda i Wallis, a także te dotyczące cielesności Wallis. Wynika z nich, iż Edward był w tym związku zakochanym na zabój, całkowicie zdominowanym pantoflarzem i najprawdopodobniej masochistą. Autorka wprawdzie nie odkryła tajemnic ich sypialni, ale dotarła do informacji, wg których Wallis pomiatała mężem także w obecności służby, a on to potulnie znosił. Wallis chyba nie była stuprocentową kobietą, autorka wskazuje na jej cechy hermafrodytyczne. Musiały być one jednak mocno ukryte (wewnętrzne), skoro Wallis bynajmniej nie stroniła od fizycznych kontaktów z mężczyznami, a jej heteroseksualni kochankowie obiekcji nie wysuwali. Mało kobiece rysy twarzy i szczupła sylwetka ale mocna budowa ciała (widoczne na fotografiach załączonych do książki) uwiarygodniają ustalenia autorki i niektórych wcześniejszych biografów Wallis.
Reasumując, polecam Państwu tę niezwykle ciekawą lekturę, w sam raz na sezon urlopowo-wakacyjny. Lekturę także poznawczą – m.in. dowiemy się, jakie miały poglądy polityczne, czym się pasjonowały elity i społeczeństwa Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych w latach życia bohaterki książki. Na ostatnich stronach autorka wysuwa śmiałą hipotezę, że istnienie Wallis Simpson obiektywnie przyczyniło się do – znanego nam z historii – przebiegu dziejów świata. Wallis bezwiednie wywarła wielki wpływ na bieg historii. Gdyby bowiem nie doszło do olbrzymiego zauroczenia nią Edwarda VIII, ten nie podjąłby w grudniu 1936 r. decyzji o abdykacji i pozostałby królem. Wielka Brytania miałaby wtedy monarchę o sympatiach wyraźnie proniemieckich (znającego też język niemiecki). A zatem p. Anne Sebba może mieć rację! Hitler już w latach trzydziestych umizgiwał się do Wielkiej Brytanii, a po pokonaniu Polski w 1939 r. i Francji w 1940 r. dwukrotnie występował wobec niej z propozycją zawarcia pokoju. Nie wszyscy członkowie rządu byli równie nieustępliwi i odważni jak Winston Churchill. W United Kingdom istniały również wpływowe ugrupowania pacyfistyczne i proniemieckie, które – mając silne wsparcie popularnego w społeczeństwie króla (lubianego do czasu wyjawienia jego planów matrymonialnych) – mogłyby wspólnie z nim przekonać parlament do zmiany polityki. Nb. licząc właśnie na te koła arystokracji Rudolf Hess udał się w maju 1941 r., rzekomo bez wiedzy Hitlera, z samotną misją pokojową do Wielkiej Brytanii.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Dr hab. Wiktor Poliszczuk
"Gorzka prawda. Cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa"
https://kazimierzrygiel.blogspot.com...-zbrodnia.html
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Strona ukraińska oskarża Poliszczuka o działalność agenturalną i tym samym podważa jego wiarygodność. W tamtych czasach, żeby otrzymać paszport należało podpisać jakieś świstki. Poliszczuka sądził, że jest w Polsce dyskryminowany za pochodzenie. W Kanadzie zrozumiał czym jest ukraiński, czy może banderowski antypolonizm. Po zapoznaniu się z działalnością nacjonalistycznej diaspory doszedł do przekonania, że pielęgnowany jest tam antypolonizm w odmianie zwierzęcej. To także popchnęło go do pisania i własnych badań.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
Strona ukraińska oskarża Poliszczuka o działalność agenturalną i tym samym podważa jego wiarygodność. W tamtych czasach, żeby otrzymać paszport należało podpisać jakieś świstki. (...).
W katalogach naszego IPN żaden Wiktor Poliszczuk nie figuruje.
Można sprawdzić:
https://katalog.bip.ipn.gov.pl/
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Wyczytałem na historycy.org...że na Ukrainie Poliszczuka oskarża się że był agentem KGB, a to na tej podstawie że miał przez dłuższy czas dostęp do ich archiwów. Stary numer gdy argumentów brak.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
Malla
Zachęcona wpisami Włóczykija i Slava zakupiłam i przeczytałam "Na południe od Brazos" Larry'ego Mc Murtry oraz "Tajgę" Andrzeja Strumiłło.
Pierwszą z nich jestem zachwycona, należy teraz do moich ulubionych książek. Oprócz wymienionych w poście zalet dodałabym jeszcze pierwszorzędny humor oraz znakomitą paletę postaci; Gus - rewelacja.
...
Zachęcony przez Mallę zachęconą przez Włóczykija i Slava sięgnąłem po tą powieść i na kilka popołudni przepadłem dla otoczenia. Książka przepyszna, tłusta (prawie 900 stron) a mimo to pozostawia niedosyt. Mam tylko jedno ale do autora o to, że troszkę za ostro potraktował jednego z bohaterów i zrobił mu to co zrobił!:twisted:
Na półce czeka już kolejna powieść: „Ulice Laredo”, która toczy się w troszkę innym rytmie więc muszę chwilę odczekać, żeby się zdystansować by w odpowiedniej chwili i nastroju do niej zasiąść.
Na październik zapowiedziany jest kolejny, trzeci tom (chronologicznie pierwszy) trylogii pt. „Szlakiem umrzyka”. Taki troszkę turystyczny :mrgreen: tytuł więc z pewnością się nie pohamuję i kupię.
Wracając do „Na południe od Brazos” to Włóczykij tak zachęcał:
Cytat:
Zamieszczone przez
włóczykij
Coś dla fanów westernu.
"Na Południe od Brazos". Autor: Larry McMurtry.
Powieść-western. Dbałość o szczegóły, o realia, akcja i sugestywne opisy. Podczas czytania prawie czuć smród krowiego łajna, niedomytych prostytutek z saloon-baru czy palące słońce na Llano Estacado.
Piszę tak celowo, bo nie jest to powieść dla wrażliwych.
...
Czyli wyszło na to, że Malla jest niewrażliwa i ja też.;)
Po tej zachęcie to ja podchodziłem do tej książki jak pies do jeża :!: Bo zdecydowanie jestem wrażliwy i nie bardzo lubię westerny. Choć np. bardzo mi się podobała „Nienawistna ósemka” i mini serial „Bezbożnicy”. I wg mnie powieść „Na południe od Brazos” to właśnie taki trochę inny western, który okazał się wspaniały!
Wtóruję więc zachętom Włóczykija i Malli oraz „USA Today”, zacytowanego na ostatniej stronie okładki powieści:
„Jeśli miałbyś w swoim życiu przeczytać tylko jeden western, przeczytaj »Na południe od Brazos«”.
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Czyli wyszło na to, że Malla jest niewrażliwa i ja też.;)
Nie ukrywajmy - prawdziwi z was barbarzyńcy :wink:
Dziękuję z informację o "Szlaku umrzyka". :-) Mogłem przegapić ...
Skoro jesteśmy na Dzikim Zachodzie, to polecam "Krwawy Południk". Też jest "wesoło". ;)
-
1 załącznik(ów)
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
polecam tytuł
Kiczery. Podróż przez Bieszczady. autor Adam Robiński.
Niby znam te góry a się sporo dowiedziałem znaczy wciąga.
Załącznik 49165
-
Odp: Co by tu poczytać? Kącik Ksiązki
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.
Poniższy tekst za jakiś czas znajdzie się w mojej "Czytelni Książek Historycznych". Premierę ma dziś tu.
Harald Jähner „Czas wilka. Powojenne losy Niemców”
Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2021
Skutki drugiej wojny światowej – polityczne, ekonomiczne, demograficzne, socjologiczne etc. – zazwyczaj analizujemy w odniesieniu do państw zwycięskiej koalicji, najbardziej w tamtej wojnie potrzaskanych. Określamy olbrzymie straty Polski, ZSRR, Jugosławii, Grecji. Tkwią w naszej historycznej pamięci hitlerowskie obozy koncentracyjne i ludobójczy Holokaust. Co natomiast wiemy o pokonanych Niemczech? Przeważnie o niszczycielskich alianckich bombardowaniach lotniczych, o wielkim odwrocie i żołnierskich stratach Wehrmachtu, poczynając od połowy 1943 r. już na wszystkich frontach. Także o gwałceniu Niemek w 1945 r. przez zwycięskich czerwonoarmistów, o powojennym demontażu i wywózce ocalałego niemieckiego przemysłu (głównie do ZSRR, choć nie tylko), wreszcie o przymusowym wysiedleniu ludności niemieckiej z obszarów przypadłych po wojnie Polsce, ZSRR (Rosji) i Czechosłowacji. No i oczywiście o tym, że Niemcy aż do 1949 r., kiedy to powstały RFN i NRD, nie posiadali własnej państwowości. O tym wszystkim zazwyczaj orientujemy się tylko w dość ogólnym zarysie. Bardziej bowiem jesteśmy wpatrzeni we własne blizny i rany, które po wojnie przyszło nam długo lizać.
Proponowana dziś książka bardzo uszczegóławia i poszerza naszą wiedzę o powojennym losie Niemców. Współczesny niemiecki pisarz przedstawia ją w kilku, odrębnie przeanalizowanych aspektach. Opisuje zarówno prozę życia (codzienną egzystencję ludności, walkę o byt), jak też zachodzące w latach powojennych przemiany polityczne i kulturowo-cywilizacyjne. Bardziej koncentruje się na sytuacji w strefach okupacyjnych USA, Wielkiej Brytanii i Francji (późniejszej RFN). Strefy radzieckiej (NRD) nie pomija, choć poświęca jej mniej uwagi. Sporo pisze o powojennym Berlinie. Jest to lektura ciekawa, dzięki niej dowiemy się, z jakimi problemami ludność niemiecka zmagała się w tytułowych „czasach wilka” i latach po nich następujących, oraz jak te problemy starała się (najczęściej skutecznie) rozwiązywać. Głównie były to nw. sprawy.
Odgruzowywanie miast zniszczonych bombardowaniami lotniczymi i walkami frontowymi. Z konieczności zajmowały się tym przede wszystkim kobiety, byli prominenci systemu nazistowskiego (ci przymusowo) oraz jeńcy pozostający w alianckiej niewoli, jeśli byli zgrupowani w pobliżu.
Nierównowaga demograficzna – niedobór mężczyzn młodych i w sile wieku, którzy albo polegli, albo jeszcze przebywali w niewoli. Ci powracający z niej byli często kalecy fizycznie, wygłodzeni, wypaleni psychicznie i nie zawsze nadawali się do podjęcia nowego, energicznego życia codziennego.
Brak dachu nad głową. Trzeba go było zapewnić mieszkańcom zniszczonych budynków oraz kliku milionom niemieckich uchodźców i wysiedleńców ze wschodu. Przy czym rodacy absolutnie nie kwapili się z przyjmowaniem tych drugich do swoich mieszkań i domów, nawet jeśli dysponowali większą powierzchnią. Ponadto na terenie pokonanych Niemiec jeszcze przez pewien czas kwaterowali liczni byli cudzoziemscy robotnicy przymusowi oraz uwolnieni więźniowie obozów koncentracyjnych.
Bardzo odczuwalny brak żywności, opału, także innych artykułów pierwszej potrzeby i sprzętu domowego. Harald Jähner obrazowo, podając przykłady, przedstawia sposoby nielegalnego radzenia sobie ludności z tymi problemami (szaber, kradzieże, czarny rynek).
Duża przestępczość w pierwszych powojennych miesiącach, m.in. ze strony żądnych zemsty, uwolnionych cudzoziemskich robotników przymusowych i byłych więźniów obozów koncentracyjnych (kradzieże, napady rabunkowe).
Problemy ekonomiczne. Wzrost przedsiębiorczości, rozwój przemysłu i handlu nastąpił dopiero po reformie walutowej w 1948 roku. Wcześniej preferowanym środkiem płatniczym były papierosy. Autor przedstawia też niektóre powojenne kariery, m.in. Beate Uhse, byłej pani kapitan Luftwaffe, która działalność gospodarczą rozpoczęła od wydawania i dystrybucji elementarnego poradnika antykoncepcji, z czasem stając się potentatem w branży porno.
Harald Jähner pisze również o zachodzących w społeczeństwie niemieckim przemianach obyczajowych, światopoglądowych, zmianach kulturowo-cywilizacyjnych. Wiele uwagi poświęca rozliczeniom z wojenną, zbrodniczą przeszłością i ustosunkowaniu się do nich przeciętnych Niemców. Ciekawie prezentuje sylwetki przedwojennych antyhitlerowskich emigrantów, teraz reemigrantów przybyłych po wojnie do ojczyzny. Wypada również podkreślić, iż niemiecki autor, opisując tużpowojenne krzywdy, prześladowania swoich rodaków, wyraźnie wskazuje tego przyczynę – explicite wymienia niemieckie zbrodnie i ich rozmiar, czym tłumaczy (choć nie usprawiedliwia) późniejsze, niekontrolowane zachowanie alianckich żołnierzy. Jako swego rodzaju fenomen Jähner wskazuje fakt braku ruchu oporu w powojennych Niemczech – w rażącym przeciwieństwie do innych państw europejskich, które po klęskach w latach 1939-1941 znalazły się pod okupacją niemiecką. Osławiony Werwolf, którego tak obawiali się alianci, okazał się efemerydą i zakończył istnienie z dniem bezwarunkowej kapitulacji sił zbrojnych III Rzeszy. Autor nadmienia też, iż rozpoczęcie wkrótce zimnej wojny zmniejszyło niemiecką udrękę – ZSRR i mocarstwa zachodnie zaczęły bowiem w swoich strefach okupacyjnych zabiegać o pozyskiwanie sojuszników. Książkę wzbogaca interesująca dokumentacja fotograficzna.
Na zakończenie, żeby także coś pogrymasić, wskazuję błąd edytorski na str. 94 w wierszu 7 od góry. Gęstość zaludnienia kraju podaje się w liczbie osób na kilometr kwadratowy, a nie na metr kwadratowy, jak tam napisano.
PS. Osoby zainteresowane tytułową tematyką mogą sięgnąć również po książki, których autorkami/autorami są:
Helene Plueschke, Esther von Schwerin, Ursula Pless-Damm – książka pt. „Wypędzone”,
Niclas Sennerteg – książka pt. „Zemsta Stalina 1944-1945”,
Keith Lowe – książka pt. „Dziki kontynent. Europa po II wojnie światowej”,
Bruno Sutkus – książka pt. „Snajper. Z frontu wschodniego na Syberię”
- opisane już wcześniej na blogu (recenzje do odszukania w katalogach). O sytuacji w radzieckiej strefie okupacyjnej i późniejszej NRD opowiada też Anne Applebaum w książce pt. „Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956”, też tu zrecenzowanej.