Heniu! Winogrona (ja mam ciemne, czerwone, własciwie fioletowe) zalewam spirytusem. Bez cukru. Zlewam po 3-4 miesiacach. Nie dosładzam. Nalewka jest cierpka troszkę. Wezmę na przyszłoroczny KIMB na spróbunek. Pozdrawiam
Wersja do druku
Heniu! Winogrona (ja mam ciemne, czerwone, własciwie fioletowe) zalewam spirytusem. Bez cukru. Zlewam po 3-4 miesiacach. Nie dosładzam. Nalewka jest cierpka troszkę. Wezmę na przyszłoroczny KIMB na spróbunek. Pozdrawiam
Żenicha jak wiadomo bazuje na owocach z dzikiej róży, z tegoż powodu prezentuje nie tylko swe niepowtarzalne walory smakowe ale również przebija się wśród konkurencji walorami zdrowotnymi , bo np witaminy C to cytryna już dawno jej zazdrości.
Przepis ? jak wiesz na każdą nalewkę można stworzyć dowolną ilość przepisowych wariacji . Ja bazuję na tej, gdzie zmiękczone owoce z dodatkiem goździków i rumianku zalewa się 75% , a po zlaniu dosładzam przepalonym miodem. Próby dodawania miodu w postaci naturalnej skończyły się zawiesiną bełtu, którego nie szło w żaden sposób odfiltrować. Natomiast , bez dosładzania zawarta ilość witaminy C robi ostry kwasior, dopiero połączenie dało balsamiczny rezultat.
Liście wiśni są super bonusem do aronii.
Koniec.
Wyciorali mnie przy tej pigwówce , ze mam dosyć
Zastanawiałem się czy to zdjęcie bardziej nie pasowałoby do wątku : jak tam kolorki?
.
Załącznik 32993
od lewej : nalewka z węgierek, potem głóg, pigwówka, dereniówka, mała buteleczka aronii i na końcu śliwowica.
Piękna jest ta polska jesień, szkoda , że tak szybko umyka...
Bieszczadzkie zbiory....podczas ostatniego pobytu. :-)
Pozdrawiam
Dziękujemy
Mam prośbę do znawców tematu... podajcie jakiś super przepis na zrobienie nalewki z 2 kg aronii! Jedna uwaga, by nic nie robić na ciepło (jakieś tam gotowanie aronii itp.).
1 kg owocu zalać 1 l spirytusu i 1 l wódki. Zostawić w ciepłym nasłonecznionym miejscu na miesiąc. Po miesiącu zlać nalew, a owoce zasypać cukrem. (yutaj zostawiam swobodę) 1kg owocu 0,5 kg cukru. Cukru moze być wiecej. Będzie słodsza...Po miesiącu oba nalewy połączyć (bez owocu) Zostawić na tydzień, zlać do butelek. Raczyć się.
Pozdrawiam
Jakoś aronia mi nie przypadła do gustu.
Wiem, wiem , lekarstwo nie musi być dobre ;)
Szczerze to nie piłem nalewki z aronii, ale wino to jest cholerrrrnie ciężkie.:sad:
Dzięki.
Aronia była darmowa, więc coś trzeba było z nią zrobić, przeca nie jakiś dżem albo sok. Mam i tak zawsze ciśnienie poniżej optymalnej normy a poniższy sok bardziej mi podniesie niż obniży, znaczy się... ciśnienie podwyższy.
Zastosowałem bardziej zmodyfikowany sposób.
Owoce już przetrzymywałem w zamrażalce, zmrożone wczoraj dałem po sam szczyt słoja, zalałem 1 litrem 60% Soplicą do nalewek a że jeszcze aronia zmrożona wystawała ponad zalewę to dolałem ćwiartkę spirytusu 90% by nic nie wystawało. Duży słój typu wecka zamknięty został na około jednego miesiąca. A później... według przepisu "Po tym czasie wszystko przecedzić, a owoce w wysokim słoju zasypać cukrem (chyba dam tak na oko). Pozostawić je tak na około dwa tygodnie. Później syrop z owoców przeleć przez bibułę filtracyjną i dokładnie łączyć z alkoholem.Taka nalewka przed konsumpcją powinna przegryzać się w ciemnym miejscu przez około pół roku."
Na pół roku to chyba dam gdzieś do skrzyni i zakopię... ooooo nie nie, na pewno nie jako geokaching. :P
Wyszło 2,2 litra nalewki o konsystencji soku, bardzo ciemnej barwie, mocnym aroniowym smaku, lekko cierpkawej w piciu i umiarkowanie słodkiej. Ot do delektowania się w wieczorne zimowe wieczory przy mocnej, liściastej herbacie. 1,7 litra zostaje na pół roku skitrane w ciemność a "połówka" już tak jest na bieżąco. Owoce, które pozostały, zostaną zjedzone by nic się nie zmarnowało.
Pod wołosackim sklepem mówią, że żeby nalewkę z dzięgla przed samym sobą schować na pół roku, trzeba ją upchnąć jesienią do gawry. Może z aronią też zadziała.
... odgrzeję trochę wątek, bo jest tego wart... we wtorek nazbieraliśmy malin na Otrycie, a wieczorem lekko rozcieńczyłem spiryt i zalałem je... a od miesiąca z okładem idzie produkcja melisówki (bo nerwowy ostatnio jestem:mrgreen:) i sosnówki... ale straszny koncentrat mi wyszedł... prawie czarny... a jak się całość powącha to w nozdrza tak uderza, że bez picia przewrócić się można.... naczytałem się co Wuka o sosnówce pisała i chyba ta moja to tylko na krople się nada ... zobaczymy... może nie :-D...
Dobrze, że przypomniałeś bo miałem zlać maliny.
Oj tak, jakże ubogi byłby świat bez nalewek :-D Orzechówka się przegryza, wiśniówka naciąga, a ratafia czeka na jerzyny. Żadna zima nam nie groźna. Ma ktoś sprawdzony przepis na cytrynówke? Słyszałem, że jest b. skuteczna przy przeziębieniach.
Bimbrem o mocy prawie spirytusowej zalałem kwiat lipy.Po dwóch miesiącach w miejsce usuniętego zielska dodam miód lipowy.Zdąży dojrzeć do pażdziernikowych rajz po Bieszczadach.
rozmarzyłam się... ;-)
... zielsko nie jest takie złe... jak dobrze zalane...:mrgreen: ...ale mówią, że najlepiej w woltażu 55-65% się utrzymywać, bo wtedy alkohol najlepiej aromaty i takie tam wychwyci..... przed chwilą zlałem ... czy tam odciągnąłem superkoncentrat sosnowy ... moc ma ... ale żywica gębę skleja... nie wiem czy to jeszcze rozrobić... czy na małe dawkowanie ma być :roll:... może jakiś fachowiec pomoże....
Ja się nie znam na robieniu alkoholi ale na robieniu syropu sosnowego -mój ojciec robi go od zawsze. Pędy sosny zasypujesz cukrem i masz syrop -smakuje dosłownie jak syrop ze sklepu tylko o smaku sosny (właśnie posmakowałam) -żadna żywica gęby nie skleja -nie wiem czemu u ciebie tak jest. Czemu teraz to robisz? Nie za późno. Mój ojciec już dawno robił syrop sosnowy (na początku maja jakoś). Jeszcze jakby to zalać alkoholem .. hmm cud miód -może w następnym roku
.... Jimi... syrop też robię od lat tak jak piszesz i jest git... nalewkę zacząłem robić w maju... na początku syrop, który lekko zalałem alkoholem, a pędy które zostały zalałem 70% spirytusem i po miesiącu połączyłem te dwie substancje... stały przez pewien czas razem w słoju i dzisiaj je odciągałem, żeby lepiej wyklarować.... zlałem do butelek i już nie jest tak czarne, ale smaku syropu nie ma tylko żywica spotęgowana spirytusem... no słodka żywica... na próbę część filtruję przez filtr od kawy, ale tempo jest tak wolne, że pewnie na mocy straci... coś jak tomas pablo pisze... terpentyna...
Przemola - nie wiem (gdzieś czytałem) , że to jednak może być nie dość zdrowe ( owszem -bywają tacy co wszystko piją ,nawet lepik !:mrgreen: ) .Ja miałem-jak pisałem -podobnie..nie wiem , co schrzaniłem , póżniej wychodziło OK
Jako, że nalewka z aronii wyszła, z tego zmodyfikowanego bertranda przepisu, przednia a i smak ma niebłahy, a i nabrała fajnego koloru, a i fajnie ją się pije "od święta" po jednym kieliszku (zostało jej jeszcze całkiem sporo bo mocno skitrana), to postanowiłem "walczyć" z nalewkami dalej. Jeśli coś z ciekawych owoców wpadnie mi "na krzywy ryj" z tzw. przydomowych zbiorów (nie z targów), to będę robił i będę się pytał na bieżąco. Teraz jednak chcę zmierzyć się z czymś innym. Mam więc do Was trzy prośby o pomoc:
- korci mnie zrobienie nalewki o kolorze intensywnie zielonym jak nie przymierzając absynt. Kolor musi być uzyskany w sposób naturalny bez sztucznych barwników. Oczywiście smak ma tutaj poważanie, ale kolor jakby większe. Ot kaprys. Pokopałem trochę w necie, ale tam ludziom wychodzą jakieś zielonoherbaciane albo z czasem brązowieją. Macie jakiś sprawdzony(!) sposób?
- czy ktoś robił krambambulę po staropolsku albo Benedyktynkę, ma jakieś wnioski, pomysły, zalecenia? Jak np. zdobyć/zebrać arcydzięgiel?
- czy w nalewkach, w całej fazie tworzenia , można unikać dolewania wody (np. w postaci syropu), pomijam już naturalne jej połączenie ze spirytusem (60, 70 czy 95%). Wolę gdy rozcieńczenie nastąpi w wyniku np. puszczania soków przez owoce lub miód, cukier itp. Jestem też świadom, że będą miały większą moc, ale chcę unikać wody. Może są jakieś przeciwwskazania o których nie mam pojęcia?
... arcydzięgiel jest rośliną ściśle chronioną, więc z literą prawa pozostaje tylko uprawa w ogródku, albo kupno od kogoś kto uprawia....
.... przecież można zasypać owoce, czy pędy cukrem bez użycia wody i robienia syropu... tylko trząchać tym trzeba...
.... zielona intensywnie to nie wiem... robiłem melisówkę... miała barwę zielonkawą... nawet fajną, ale delikatną... trzeba ją w odpowiednim czasie zlać, bo zbrązowieje, dosładzać cukrem i przechowywać w ciemnym... wtedy szansa na dłuższą barwę jest... ja dosładzałem miodem, więc straciła swą barwę w oczywisty sposób...
też chciałam kiedyś zrobić zieloną... myślę sobie, kiwi, jest zielone więc może to... niestety, z czasem zrobiło się żółtawe a smak był taki se, ale się nie poddałam i dodałam kilka ziarenek kawy... wyszło pysznie :)
arcydzięgiel... kupiłam suszony korzeń gdzieś w necie, przepis znalazłam gdzieś w necie, pamiętam że dodawałam coś tam jeszcze, ale nie jestem w stanie sobie teraz tego przypomnieć a niestety wtedy jeszcze nie robiłam notatek z moich eksperymentów..
staram się nie dolewać wody, lubię jak się osadza na ściance szkła... :) jak owoce zasypie cukrem i puszczą sok zlewam go, mierzę objętość i dodaje tyle spirytusu żeby wartość % była taka jaką sobie wymyśliłam :) owoce oczywiście jeszcze też wrzucam do słoika.
i z eksperymentów proponuję jeszcze migdały z cynamonem :) pyszna jest! :)
Piłem kiedyś zielone piwo, wyglądało jak popularny płyn Ludwik i tak samo smakowało.
Zrobiłem w tym roku zieloną nalewkę, ale alkohol zeżarł wybarwienie i została w kolorze zielonkawym. Boję się próbować, bo może smakować jak Ludwik. Niech czeka na ciężkie czasy.
Warto przypomnieć , że ponad rok temu weszły w życie unijne wskazania odnośnie gospodarowania odpadami.
Stosujmy je również przy przerabianiu owoców.
Przykładowo jeśli żona robi sok z malin to nie wyrzucajmy tych owoców pozbawionych soku, tylko zalejmy je alkoholem średnioprocentowym (typu wódka) , a po paru tygodniach otrzymamy właśnie wódkę malinową. Nie będzie się ona równać z nalewką malinową ani aromatem, ani gęstością, ani zapachem, .....ale będzie się świetnie nadawać do konsumpcji.
Podobnież, jeśli zrobimy jakąś aromatyczną nalewkę owocową to nie wyrzucajmy owoców w których jest jeszcze sporo procentów i kwintesencji.
Ja osobiści wiśnie wykorzystane do nalewki zalałem zalewem 40-sto procentowym i gwarantuję że uzyskany płyn znajdzie swoich fanów (bo nie wszyscy lubią gęste, ciężkie nalewki)
Czy można wielokrotnie powtarzać ten manewr ?
Ja "kresówkę" zalewałem w ubiegłym roku siedmiokrotnie
Witam, jakże cieszy oko wątek żyjący tyle czasu, a jeszcze bardziej, że wciąż idzie produkcja:)