-
10 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 1 czerwca 2010, wtorek
Z nieba widocznie dostałem „suchości” bo gdy tylko pojadłem, popiłem, odpocząłem i podniosłem tyłek to zaczął padać deszcz przechodzący przez różne fazy intensywności. Nawiasem mówiąc to padał już tak do świtu następnego dnia.
Jeszcze przed dojściem do stokówki wszedłem w las (ściana lasu to granica BPN i stąd ten wcześniejszy znak zakazu), dalej już cały czas drogą wśród drzew. Widoków niezbyt dużo, droga z dużą ilością zakrętów, podejść i zejść, padający deszcz i… na czym tu skupić wzrok? Szukam każdej ciekawostki, wypatruję zwierzyny co w pewnym momencie nawet mi się udaje i „ustrzelam” odbiegającą sarnę. Zanim z pod kurtki wyciągnąłem aparat, ustawiłem go to mogłem zobaczyć w wizjerze tylko biały tyłeczek.
Mijam ambonę i zamykany szałasik, kubiki drzew i wygaszony wypał. Tuż za nim dochodzę do asfaltu i na przełęcz 769 m. Teraz trochę w dół i mam już mostek potoku Roztoki. To ten sam strumień od którego ujścia zaczynałem dzisiejszą wędrówkę. Padające deszcze dają mu siłę a on sam da mi się jeszcze we znaki następnego dnia.
Teraz gdy to opisuję to wspomnienia następnego dnia same mi się nasuwają. Zachowam jednak chronologię i będę trzymał się czasu wydarzeń. Spokojnie dojdę do ich opisów ale myśli się kłębią i obrazy wracają.
Obserwuję przejazd przez ten mostek samochodu załadowanego drewnem. To mostek obok którego są stare, kamienne przęsła kolejki. Dalej to już prosta droga do Tarnawy Niżnej.
cdn
-
3 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 1 czerwca 2010, wtorek
I jak wspomniałem, teraz od mostku tylko prosto. Mijam drewniane domki i po prawej stronie ładnie osadzony w bryle nowo wybudowany kościółek. Myślę, że będzie jeszcze wykończony… ja bym zakrył jednak te białe cegły drewnem w dobranej formie i zostawił sam środek frontu tak jak jest obecnie, zakryłbym też formą żaluzji, drewnianą konstrukcję wieżyczki. Zapewne projektant ma swoją wizję a fundatorzy zbierają gotówkę. Będę obserwował okazjonalnie jak się w czasie będzie zmieniał ten kościółek. Ruszam klamką ale jest zamknięty a wisząca karteczka informuje, że msze odbywają się w niedzielę o godzinie 10 rano.
I to właściwie koniec dzisiejszej wędrówki.
Oregon informuje że trwała 3 godziny 50 minut, przeszedłem 15 km 150 m, najniżej znajdowałem się na wysokości 639 m a najwyżej na 778 m. Ustrojstwo wskazywało więcej danych ale chyba na wtedy mniej ważnych bo nie zanotowałem ich.
Szkoda, że nie było ładnej pogody bo byłyby ładne widoczki ale przecież mogłoby być jeszcze gorzej więc nie będę rozpaczał nad mokrymi butami, spodniami, nakryciem głowy, kurtką no i odległością horyzontu.
Wracając zjadam obiad w Carpathi i oddaję się przyjemnościom jakie niesie łóżko w pokoju. Już będąc w pokoju, nad Mucznem przechodzi totalna ulewa, walą pioruny ale ja spokojnie na to patrzę z pozycji horyzontalnej.
cdn
-
2 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 2 czerwca 2010, środa
Budzę się o świcie i aż wstaję z wrażenia bo myślę, że jakaś jasność nad Mucznem się stała tak jak w świetnym polskim filmie „Big Bang”. Niestety to tylko słońce i to bez żadnej chmurki… niestety nie zbiorą się mieszkańcy na dyskusję a przecież warunki są… moja gospodyni w mig by zastawiła stół, skoczyłoby się do sklepiku, zadzwoniło i szkło znalazłoby się na stole, i jest fajna polanka przed domem do lądowania. Zastanawiam się czy to ja bym się chciał z „nimi” zabrać, hmmm. Rozmyślania nad tym problemem usypiają mnie ponownie. Czy słońce się utrzyma?... bo jak tak to dziś idę na Bukowe Berdo.
Wstaję, świeci… najnormalniej w świecie słońce świeci, jest trochę chmur, zaczynam się dziwić nad tym zjawiskiem, skądinąd przecież normalnym, że widać słońce.
Ale, ale... zanim wyjdę muszę pokonać śniadanie a to wcale nie takie proste przy mojej gospodyni… gdy już sobie westchnę i powiem „no to sem pojadł” to ona, skubana wnosi coś nowego i odbywa się wewnętrzna walka… odpuścić jej czy sobie… wiadomo, że przegrywam ze sobą. Dziś na sali wszystkie stoliki zastawione i jest szwedzki stół. Nie jest lekko, gdybym chociaż czymś mocniejszym zakąszał(!) to by może to lżej wchodziło a tak tylko kawka na popitkę.
Nic to, dziś sobie dam czadu więc spalę… tak sobie powiedziałem ale jak później się okazało tego czadu było dużo więcej.
Słońce grzeje, na ganku zakładam buty („tylko proszę mi w butach nie chodzić po domu, zostawiamy je za drzwiami!”), sprawdzam czy wszystko jest w plecaku i w kieszeniach na wszelki wypadek, wyciągam z futerału aparat Zorkę 5, noooo H5, by po drodze zrobić kilka zdjęć, odpalam i zeruję Oregona i ruszam… szlak zaczyna się prawie przy mojej noclegowni. Ledwo wchodzę na szlak a tu jak nie walnie coś ciemnego z nieba, ja za aparat, był w pogotowiu, ale już „to coś” poleciało w górę. Więc ja pstryk…. pstryk…
Powiedzcie mi co to za ptaszek, ja mało się na tym znam i… piszę dalej ;)
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Z radością czytam Twoja relację . U tej chwalonej przez Ciebie gospodyni spędzam już 5 wakacje . Pani Basia / bo chyba u niej gościłeś / jest moja ziomalką , pochodzi z Tarnowa . I powiem jedno - w Bieszczadach zaliczyłam juz wiele naprawdę eksluzywnych miejsc ale nikt tak nie karmi jak ona . I zgodzę się , że łóżka mogły by byc wygodniejsze ale za to gospodyni z pedantyczną dokładnością dba o czystość . Opisana przez Ciebie trasa na Dzwiniacz jest moja ulubioną . Na ruinach cmentarza zawsze modlę się / na swój sposób / za tych , którzy tu zostali i za ich rodziny . Rok temu spotkałam na bieszczadzkim pustkowiu grupę ze Szczecinka , która wędrowała szlakiem swoich przodków . To było niemal mistyczne przeżycie . Czekam na dalszy ciąg relacji i pozdrawiam wszystkich zainfekowanych nieuleczalnym bieszczadzkim wirusem .
-
10 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 2 czerwca 2010, środa
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czyżby nie było ornitologa wśród Forumowiczów?
Mamuśka, strasznie się ucieszyłem z Twojego pierwszego wpisu na Forum. Witaj u nas i dziękuję w imieniu „zainfekowanych” za pozdrowienia. J
Dla niecierpliwych… spokojnie… dojdę gdzie mieszkałem, ale dawkuję specjalnie wiadomości, byście trochę pogłówkowali.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest godzina 9.50, po zrobieniu zdjęć zaczynam mozolne podejście na Bukowe Berdo. Początek cały czas przez las… jest mokro, ślisko, pod wpływem słońca i braku przewiewu robi się parno. Ciężko się idzie. O 11.15 osiągam pierwszy wierzchołek, widoki są fantastyczne i tutaj już czuć wiatr. Idę i co chwila robię obroty wokół siebie by ogarnąć wszystko wokół. W samo południe jestem na szczycie 1312 m i tam siadam na odpoczynek. Zaczyna się psuć pogoda na tyle, że zakładam kurtkę i postanawiam ruszyć do Krzemienia. Wchodzę przez przełęcz 1268 m i to dwukrotnie, bo gdy doszedłem pod szczyt postanowiłem, tak jak miałem w planach, wracać z powrotem. Pod Krzemieniem zaczyna mżyć, rozglądam się po chmurach i wiem… koniec bajki z pięknym dniem. Gdy wchodzę ponownie na grzbiet Bukowego Berda mżawka zamienia się w ulewę. Tak jak wcześniej zaplanowałem ze szczytu 1312 m skręcam na wschód na Obnogę (1081 m). Tylko po lekkim położeniu trawy rozpoznaję ścieżkę, widzę, że dawno tędy nikt nie chodził. Jest 13.30 idę śladem tej ścieżki, przechodzę Obnogę, przełęcz 943 m i Grandysową Czubę (1026 m) z nazwą na „innej” mapie jako Kudriawyński Wierch. Trzeba mocno uważać by tej ścieżki nie zgubić. To tam w pobliżu tej drugiej górki natykam się na obcięte drzewo z charakterystycznym nacięciem na sól dla zwierząt. Pieniek obgryziony z kory, zapewne też mocno zlizany bo gdy pada to sól się rozpuszcza i spływa po resztkach drzewa, wokół cała masa odcisków racic saren i jeleni. Skręcam teraz w lewo w las, ścieżka jest raz mocno widoczna raz słabo, dalej schodzę najpierw w dół by ponownie wchodzić lekko pod górkę. Na tej „innej” mapie górka ta oznaczona jest jako Czerteż (940 m), do jej szczytu brakuje mi ze 300 metrów i na „innej” też są dwie zaznaczone ścieżki . Zatrzymuję się by mocno się rozejrzeć po okolicy i po lesie… widzę od siebie, tak poniżej z 20-25 metrów, drogę ścinkową w trochę lepszym stanie niż ta którą idę a kierunek jednej i drugiej wskazuje, że dalej chyba obie się połączą. Zastanawiam się czy do niej zejść i nią spróbować iść w stronę okolic Mucznego. Trwa ulewa, wieje z zachodu w moją stronę i jestem około 20-25 metrów w linii prostej od obserwowanej drogi. Warto te wszystkie dane skojarzyć w całość!!!
Coś mnie naszło takiego, że pomimo deszczu nadal stoję i nie wiedząc czemu obserwuję tę drogę (jestem w pomarańczowej kurtce!). Za chwilkę już wiem, że to chyba jakiś siódmy zmysł kazał mi się w tym miejscu zatrzymać.
Teraz dopiero dostrzegam, że z lewej strony, obserwowanej drogi, wyłania się… mały 1-2 letni (na moje oko) niedźwiadek. Zachowuje się jak na rysunkowym filmie… skacze, staje na łapakach i ogląda się przez swój lewy (na moje szczęście!) bok na idącą z 10 metrów za nim… mamusię… ogromną niedźwiedzicę a ta zaś się też ogląda przez swój lewy bok (na moje szczęście!) na chyba następnego niedźwiadka bo coś za nią w krzakach się rusza.
W pierwszym odruchu złapałem za aparat i chciałem zrobić zdjęcie ale zrozumiałem, że to jest igranie z niebezpieczeństwem. Pstryknięcie, ruchy z ustawianiem, a może i wyskoczy flesz… rezygnuję z robienia zdjęcia. Schylam się mocno i bez gwałtownych ruchów wycofuję się na południowy wschód, patrzę też na co stawiam nogi bym nie złamał jakiejś gałęzi. Nie chcę by mnie mały niedźwiadek zobaczył i z ciekawości, choćby dla koloru kurtki, podbiegł do mnie. Odległość 20 metrów dzieląca mnie od niedźwiedzicy z małymi jest naprawdę niewielka a las w tym miejscu nie jest zbyt gęsty. Dziwię się, że mnie nie zauważyły! Czuję niepokój jak rozwinie się ta sytuacja ale strachu nie mam! Staram się robić wszystko to co należy robić w takiej sytuacji. Po 2-3 krokach oglądam się dyskretnie i stwierdzam, że nie zostałem zauważony. Po chwili wypukłość górki całkowicie mnie skrywa. Chwilę się zastanawiam czy nie wrócić jednak i dyskretnie nie spróbować zrobić zdjęcia. Obecność maluchów mnie jednak odstrasza, gdyby był tylko jeden duży to… bym spróbował. Postanawiam Czerteż obejść ze wschodniej strony i wylądować na asfaltowej drodze trochę dalej od Mucznego niż zamierzałem. Nie chcę wejść ponownie w kontakt z tymi niedźwiedziami. Idę w stronę potoku Roztoki by nim się kierować do drogi. Niestety nie mam już nawet śladu żadnej dawnej drogi. Grzbiet górki zaczyna się robić mocno stromy. Szans zejścia do strumienia nie ma bo stromizna jest mocna a w dodatku jest cholernie ślisko, strumyk przez opady wcześniejsze i obecne nabrał siły i jest nie do przejścia. Wiem w którym miejscu na mapie jestem, pomaga mi w tym GPS, wyznaczam więc marszrutę na północ wzdłuż strumienia z miejscem docelowym „stare przęsła mostu kolejki tam gdzie odchodzi droga na punkt widokowy”.
cdn
-
4 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Reconie! Jako ten Tomasz niewierny:razz:
Szkoda ze niema fotografi.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Przeżyłem dreszczyk emocji.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Recon1!
Gratuluję zdrowego rozsądku...
Pozdrawiam
-
4 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 2 czerwca 2010, środa
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oj mavo, mavo… niewierny Tomaszu, Ty i tak telefonicznie otrzymałeś więcej danych i powinieneś być bliżej wiary, Wojtek 1121 zresztą też bo z nim rozmawiałem prawie na gorąco.
Dzięki bertrandzie... już na zimno jak to przekalkulowałem to sam sobie też pogratulowałem :)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Myślę nieracjonalnie chcąc trzymać się blisko strumienia, mieć go w zasięgu wzroku a głupota kosztuje. Stok jest stromy i dosłownie posiekany wąwozami którymi spływa woda, niezbyt głęboka ale wąwozy są na 5 - 10 metrów głębokie, to zaś powoduje, że muszę schodzić w nie i następnie wchodzić. Jest ślisko, mokro, błotniście, pełno połamanych drzew i leżących sporych rozmiarów gałęzi które trzeba omijać. Po pokonaniu 5 jaru poddaję się, jestem najnormalniej w świecie wykończony fizycznie, nie mam chyba już rezerw w organizmie, śniadanie na bank spalone, totalna dętka… siadam na zwalonym drzewie. Mimo sporego deszczu, ściągam kurtkę by ciało odparowało, zjadam bułkę z kabanosami, batony, sezamki i popijam sporo wodą. Wracają siły i odchodzi głupota… idę ponownie w stronę szczytu czyli odbijam na zachód by ominąć wąwozy… wyżej będą mniejsze.
Przy okazji gdy tak siedzę i by mózg całkiem się nie rozleniwił, patrzę na GPS i zastanawiam się jak zlicza odległość mój Oregon gdy schodzę w te jary i później wychodzę, bo na wykresie tego nie widzę… czy zlicza tylko linię prostą w stosunku do poziomu czy jednak matematycznie zlicza długości krzywizn i paraboli w stosunku do poziomu terenu? Hmmmm… ot pytanie do znawców.
Pójście w górę powoduje ominięcie jarów chociaż jeden jeszcze zaliczam. Zaczynam łagodnie schodzić i w pewnym momencie zauważam zarośniętą starą drogę zrywkową. Postanawiam już jej się trzymać chociaż jest sporo zarośnięta. Od ostatniego odpoczynku idę 20 minut aż trafiam na świeżą drogę która jest wypełniona glinianą breją, w dodatku po obu stronach są druciane płoty ogradzające młodniki. Moja laska wchodzi na głębokość 50 cm w to błoto więc decyduję się na przejście bokiem po wolnym kawałku znajdującym się pomiędzy „drogą” a płotem. W niektórych miejscach jest prawie brak przestrzeni na oparcie stopy, w dodatku druciany płot się wygina i często nogi uciekają w dół, ręce bolą od trzymania się tego drutu. Trochę tak przeszedłem aż zobaczyłem, że w bliższej mi koleinie płynie woda i widać nawet kamienie. Decyduję się skoczyć w ten wąski tunel ale muszę to tak zrobić bym nie upadł a przy okazji nie chlapnął w to gliniane błoto. Skaczę i… udało się… uff. Teraz posuwam się już dalej koleiną, czuję pod butami kamienie, po których płynie głęboki na 3-5 cm strumyk brązowej wody. Zmuszony jestem iść wolno ze względu na wąski rów i śliską nawierzchnię po której stąpam, moja laska przydaje się niczym ślepcowi dzięki której mogę badć jak jest przede mną. Nie ma mowy o odwróceniu się lub o wyjściu… zastanawiam się nawet co bym zrobił gdyby coś z dołu lub z góry jechało. Wędrówka po tej koleinie trwała 15 minut ale zaprowadziła wreszcie na małą polankę na której… ale to już w następnym opisie ;)
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Ale się teraz narobiło kiedyś czerwiec w bieszczadach był pełen słońca. Ale też trzeba widzieć w tym pozytywy - chocby te mgły takie plastyczne.
-
7 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 2 czerwca 2010, środa
… znajdują się bieszczadzkie monstra. Jest godzina 17.40 więc mają fajrant, może nawet kilka dni fajrantu. Mogę więc spokojnie sobie powchodzić i pozaglądać w te maszyny. To one tak wyprofilowały drogę, którą właśnie tutaj przyszedłem. Od pół godziny świeci słońce a mnie, jak się za chwilę okazuje, czeka jeszcze kilkumetrowa przeprawa przez błoto, które zebrało się pomiędzy drogą asfaltową a drogą zrywkową. Nie ma jak jego obejść a jest głębokie na 20 centymetrów. Rzucam kilka świerkowych gałęzi by zbytnio się nie upaplać ale i tak przy przechodzeniu całe buty znikają w tej gliniastej mazi. Spacer drugą stroną drogi po wysokiej mokrej trawie w miarę oczyszcza mi buty. Kieruję się, już teraz drogą, do Mucznego. Po kilkudziesięciu minutach po mojej prawej stronie dostrzegam polankę z kamieniem, który nijak nie pasuje do tej okolicy i zapewne to człowiek miał jakiś cel go tutaj przywieźć. Kiedy na niego z bliska popatrzyłem od razu kilka faktów powiązałem i… już skumałem o co biega. Robię fotkę bo za jakiś czas zdjęcie będzie historyczne a kamienia może już tutaj nie być. Słyszałem różne opinie, tutaj na miejscu w Mucznem, na temat celowości przedsięwzięcia ale patrząc kto trzyma sprawę w rękach jednak przekonuje mnie, że kamień będzie wykorzystany. No cóż, za 2 dni i ja koło niego skręcę w górę na małą wędrówkę.
Do Mucznego już kilka kroków.
cdn
-
9 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 2 czerwca2010, środa
I te kilka kroków jeszcze dziś muszę zrobić. Słońce nadal świeci, więc korzystam z okazji i robię kilka zdjęć osadzie. Jest godzina 18.55 gdy docieram do mojego miejsca kwaterowania… to ten dom na ostatnim zdjęciu.
W sumie mi się zeszło według zegarka 9 godzin i 5 minut, dużo… ale nie czas dziś był najważniejszy tylko wrażenia a tych było sporo. Według Oregona na czysty(!) ruch zeszło 3,56 godziny a na postój 5,46 godziny. Ciekawa statystyka… wynika żem dzisiaj leniucha miał strasznego. Nawet nie wiem kiedy na ten niby odpoczynek tyle zeszło, no ale Oregon zlicza każde zatrzymanie. Już wcześniej zauważyłem, że rozchodzi się to pół na pół, patrząc na chodzenie i zatrzymanie. Patrząc dalej na wskazania statystyczne to przeszedłem 15,77 km z zaliczeniem najwyższej wysokości 1312 metrów (high point pod Krzemieniem).
Już dziś nigdzie nie wychodziłem na jakieś jedzenie, zrobiłem ze swoich zabranych zapasów kolację z czymś na rozgrzewkę a dokończyłem się rozgrzewać przy kominku w sali na dole.
W nocy niestety znowu zaczęło lać.
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Dwa lata temu też tam się zatrzymałem na kilka dni. To ptaszysko niemal codziennie było widoczne na polanie obok. To orlik krzykliwy. Co do warunków pobytu, też byłem zachwycony. Pokoik czysty, jasny i kuchnia ......... marzenie
pozdrawia łakomczuch
Długi
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
..nie wiem... mi tam Muczne pachnie jakąś psychodelą, śmiało można by tam kręcić jakiś thriller albo tragikomedię turystyczną z elementami horroru. Co do ptaszysk... fakt.. miejsce dobre na lornetkę...
-
4 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 3 czerwca 2010, czwartek
Przez całą noc lało, rano też a tu przecież dziś Boże Ciało… procesje się odbywają, kwiatki sypią, ołtarze stroją, dywany, święto. Szkoda, że w taki świąteczny dzień tak leje.
Na dziś sobie zaplanowałem spokój z łażeniem więc została jakaś inna alternatywa na spędzenie dnia. Chciałem na wieczór wpaść na koncert Orkiestry św. Mikołaja, ale powstała zbyt duża luka czasowa i sobie odpuściłem, a żałuję tego.
Nie ma co tego dnia opisywać bo i specjalnie nic ciekawego się nie wydarzyło. Deszcz padał cały dzień a okresami nawet lał a nie padał. W nocy także. Poniżej kilka zdjęć jakie jednak zrobiłem by zaznaczyć, że gdzieś się jednak ruszyłem, chociaż pełnego obrazu one nie oddają.
Jutro żadna siła pogodowa mnie nie zatrzyma… idę na Branzberg.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 4 czerwca 2010, piątek
Po nocy deszcz nie przestaje padać więc spokojnie po śniadaniu czekam na jakiś znak, że może choć na trochę deszcz zelży w swej intensywności. Nie muszę się śpieszyć, dziś mały wypad na wschodnią część pasma Jeleniowatego, by poddać się ostatniej modzie i odnaleźć miejsce po dawnej gajówce. Kiedyś przeszedłem całe pasmo i tylko w tym miejscu zatrzymałem się na kilka sekund by pomyśleć „to chyba tu była” i… poszedłem dalej. Wtedy nawet nie specjalnie byłem zadowolony, że wybrałem się na to pasmo. Nic tylko las z małą przecinką i to często nawet zarośniętą. Ale to już kilkanaście lat temu było. Dziś i artykuł w miesięczniku Bieszczady i dyskusja na Forum wyznaczyła swoisty trend. Tak nawiasem jeszcze wspomnę, że na innej mapie pasmo to ma nazwę Jasieniów, hmmm… czyżby jakiś powrót do starej nazwy? Jak do starej to prędzej powinno stać Jałynowaty.
Szukałem też o samym Brenzbergu ale nic specjalnego nie znalazłem.
Jest bodajże godzina 12.30 jak przestaje padać, chociaż koloryt i sama wysokość chmur nic nie wskazuje by wody zabrakło na górze. Dla mnie to znak, że teraz muszę ruszyć i to szybko.
Wychodzę z Mucznego drogą na południowy-wschód i dochodzę do wcześniej już przyuważonego kamienia. Nade mną kołuje jakiś ptak, chyba kruk(?)… dobry to czy zły znak?
Polanka z łąką, strumyk Muczny a dalej wystarczy się trzymać widocznej drogi zrywkowej niczym nici Ariadny. Ale wcześniej trzeba przejść przez strumień! Ja z pewną nonszalancją wchodzę na zwalone drzewa, niczym na mostek i przechodzę… mój pierwszy chrzest w Bieszczadach, pierwszy bo jakoś zawsze mi się do tej pory udawało przechodzić tego typu „ułatwienia” na sucho. Już prawie byłem na drugim brzegu, już witałem się z gąską i… noga się poślizgnęła na śliskim balu. Na szczęście tylko jedna noga a nie cały bo aparat miałem na szyi. Tak więc Andrzeju627, wodny czart i na mnie tu czekał, tylko szkoda, że filmującego Wojtka nie było. ;)
Dalej spokojnie już drogą do góry. Tego dnia, po ciągłych opadach, jest błotnista i z głębokimi kałużami. Wreszcie dochodzę na szczyt wzniesienia i widzę za drzewami ambonę (ostatnie zdjęcie). Oceniam, że doszedłem do poszukiwanego miejsca. Chodzę po straszliwie mokrej łące… jednak muszę przejść jeszcze kawałek drogą dalej. To jeszcze nie tu. Wokół w trawie wody po kolana i na drodze też mocno stoi w koleinach. Zaczynam się martwić czy obejdę całą polankę w poszukiwaniach.
cdn
-
6 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 4 czerwca 2010, piątek
Druga polanka jest bardziej przejrzysta. Patrząc od strony drogi, spory zarośnięty kopczyk, dalej stoi ambona. Tak, to ta polana, tu była gajówka. Zastanawiam się jak chodzić by jak najmniej mieć wody w butach. Podchodzę do kopczyka i odgarniam trawę, widzę, że to budowla uczyniona ludzką ręką i zapewne kiedyś była piwniczką. Jest nawet otwór ale w środku stoi woda i nie mam pewności czy głęboka. Ciężko się chodzi po polanie mając świadomość, że woda jest powyżej kostek a w niektórych miejscach nawet głębiej. Po chwili już nie ma to znaczenia, że wcześniej cała moja lewa noga skąpała się w strumieniu, teraz w obydwu butach chlupie. W czasie powrotu woda zostanie z nich wypompowana a skarpety z coolmaxu zniwelują uczucie wilgoci. Spenetrowałem część polany z lewej strony i już nic ciekawego nie zauważyłem, chociaż mam podejrzenie, że po lewej stronie kopca z kamieni była zapewne studnia albo to tam stał dom bo jest jakieś niewielkie obniżenie, no ale mogę się mylić. Widać też stare zdziczałe drzewa owocowe.
Po prawej stronie rzuca się w oczy nasyp w formie usypanego okopu i nad tym się zastanawiałem do czego mógł służyć lub jakie miał znaczenie dla mieszkańców. Leży też zwalony stary pień drzewa.
Gdy będzie tutaj bardziej sucho można się pokusić na uważniejsze obejście tego miejsca. Polana ma swój urok i zaciekawia, że nie zarosła przez tyle lat samosiejkami.
Droga w głąb Jeleniowatego jest zalana wodą z potwornym błotem. Nie będę szedł dalej by odszukać drzewo kasztanowca, który rośnie, jak potwierdza to leśniczy z tego rewiru, mały kawałek dalej. Na dziś styknie… wracam.
Na dole, przechodzę „mostek”, tym razem ostrożnie i łażę po ukwieconej łące by przyjrzeć się „co w trawie piszczy”. Kwiatki i jakieś tam żyjątka wrzucę przy okazji w odpowiedni dział forum by botanizujący mogli mi podpowiedzieć cóż tam poznajdowałem.
Będąc na asfalcie stwierdzono „w górze”, że czas mój się skończył, więc można znowu lać wodę. Zmoczony wchodzę do dawnego Hotelu Muczne by rozejrzeć się co tam dają do zjedzenia, hmm… kapryśny jestem i idę do Carpathi na obiad.
Mogę stwierdzić, że od strony turystycznej to dzień się zakończył ale do nocy został jeszcze spory kawałek czasu. ;)
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Recon kupiłbyś sobie jakie gumofile, a nie w trampkach po deszczu chodzisz.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
marcins
Recon kupiłbyś sobie jakie gumofile, a nie w trampkach po deszczu chodzisz.
Ważne, że się nam Recon nie utopił, gdyż znaki na niebie wyraźnie mu podpowiadały, żeby zasiąść w barze, a nie kusić los:
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
...Wychodzę z Mucznego drogą na południowy-wschód i dochodzę do wcześniej już przyuważonego kamienia. Nade mną kołuje jakiś ptak, chyba kruk(?)… dobry to czy zły znak? [/SIZE][/FONT]
"- Wiedział Pan, że go zabiło? - spytał Gwóźdź. - Skąd, panie Bojarski, skąd?
(...)
A dla Bojarskiego sprawa była prosta. Kruki. To się musiało tak skończyć.
- Pamiętasz - zwracał się tylko do Gwoździa, bo Podwójny przysnął - pamiętasz, jak dziś rano zatrzymał się tutaj przy smolarni Kopera, żeby zajarzyć?
- Pamiętam. Na zrywkę jechał.
- Przesiewałeś wtedy węgiel na siatce, nie mogłeś słyszeć. A ja go pytam: "Nie boisz się, Michał?" A czego?" "Skąd dziś drzewo zrywacie?" "Z Mohylnej". "To popatrz - mówię mu jeszcze - nad mohylskim lasem dwa kruki chodzą". widać stąd było, jakby kto dwie kropki nad drzewami pomalował. Niczego się nie bał. Pojechał...
- Pan by nie pojechał?
- Nigdy.
(...)
- Nigdy - powtórzył stary smolarz - Za krukiem śmierć się wlecze. Jak welon za wdową. Gdy ci na kominie usiądzie, możesz od razu testament pisać. a on siedzi i czeka. Może i miesiąc sterczeć, ale wie, ze się doczeka. (...)"
Jerzy Janicki "Hasło".
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
hm.......
koledzy ...
a może kilka zniczy :!: ..dla kolegów z wypałów.....znamy ich..
dla Leszka.....
dla ...Grzesia........
z okolic Mucznego..
kto znał to zapali ..... znicz...
pozdrawiam
wiechu
-
10 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 5 czerwca 2010, sobota
Od świtu nic nie pada, na niebie chmurki kłębiaste gatunku „pięknej pogody” zwiastujące cały pogodny dzień. I dobrze, bo tam gdzie idę chciałbym widzieć okolicę skąpaną w słońcu.
Mechanicznie pakuję w plecak wszystko to co zawsze pakuję… kurtkę, jedzenie, wodę, mapy, aparat fotograficzny. Ostatnio nie biorę coś busoli a to za sprawką Oregona, którego przyczepiam do plecaka lub do spodni. Do paska jeszcze lornetka… hmmm, zaczynam się rozglądać za jakąś lepszą. W kieszenie jeszcze kilka szpargałów które się mogą przydać a niektóre oby się nie przydały i mogę schodzić na dół zakładać buty… no, są trochę wilgotne, ale pogoda jest łaskawa na ich osuszenie.
Koło Hotelu skręcam na Stuposiany, ale widzę jak podjeżdża busik z turystami na Bukowe Berdo zapewne, oni wysiadają a ja się pytam kierowcy czy będzie wracał. Dogaduję się, że za 5 zł od łebka dowiezie mnie do wskazanego miejsca. Mam więc z głowy co najmniej 4 km asfaltem, zawsze to coś.
Wysiadam przy bocznej drodze na Łokieć. Idę nią kilkanaście metrów i za stertą ułożonych metrówek odbijam w lewo w polną drogę. Początkowy odcinek nastraja optymistycznie lecz za pierwszym zakrętem widzę przedsmak co mnie czeka dalej. W sumie, po tylu dniach obfitych opadów, na co innego mogłem liczyć? Droga jest w tak potwornym stanie do wędrówki, że odbiera radość chodzenia. W dodatku jest rozjeżdżona w dniu dzisiejszym (świeże ślady) niczym po skończonym Rajdzie Camel Trophy na Sumatrze lub Borneo. Co jakiś czas zalatuje mi bliski smród niedźwiedzia a czasami nawet zbyt bliski. Ślady też są czasami tak świeże, że widać sączącą się wodę we wgłębienie odciśniętej przed chwilą w glinie łapy niedźwiedzia. Gdy smród czuję blisko to się rozglądam baczniej jak mi znika to idę swobodniej. Gdybym znał wcześniej tekst jaki przytoczył sir Bazyl to czując smród bym rozglądał się po niebie za krukami a tak walczyłem z gliną. Patrząc na to cholerstwo, które chciało mi zabrać buty pomyślałem czy aby go trochę nie zabrać dziś do Czarnej i tam w Baraku nie polepić czegoś pożytecznego z tego pieroństwa, że powiem delikatnie.
Marcinie wtedy to pomyślałem sobie, że kaloszki, ale takie sznurowane by nie zostały w błocie przy wyciąganiu z niego nogi, to nie byłby głupi pomysł zamiast butów trekingowych.
Mija mnie w pewnym momencie wóz terenowy z którym będę się widział kilka razy a z kierowcą nawet dwa razy pogadam, ale to później.
Błoto, już na samym szczycie Kiczery Dydiowskiej, poważnie się zmniejszyło, by za punktem kulminacyjnym pojawić się z jeszcze większą intensywnością i pokazać swoją moc na zmęczenie materiału ludzkiego w mojej osobie.
Aż nadchodzi moment, że las się wreszcie kończy i ukazuje się piękna łąka ba… przepiękna łąka.
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Ha! Skąd ja znam tę drogę i to błoto. Jak szliśmy też był piękny dzień, ba, upalny, ale wcześniej też padało. Byłeś raptem 3 tygodnie później. Ciekawym, czy z rzeczy praktycznych miałeś cóś, co mieści się w kieszeni na piersi, a do tego miejsca pasuje wprost bajecznie.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Mi tam na piersi się nie zmieściło
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Mi tam na piersi się nie zmieściło
No tak. Twoim to można by obdarować kilka piersi:grin:.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Ale produkcji PiotrkaF było. Ja tylko niosłem.... i rozczęstowałem również siebie.
-
9 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 5 czerwca 2010, sobota
Piskalu, no cóż mogę dodać w temacie tego „czegoś co mieści się w kieszeni na piersi”… gdybym miał tam, na tej łące, zostać na noc, to zapewne coś bym dla siebie zabrał. Nie miałem jednak tego zamiaru a i łamać swojej zasady także nie chciałem (chociaż, raz dla pana Majsterka złamałem, hmm, pisałem gdzieś o tym wcześniej ). O piersiówce później też jeszcze wspomnę.
Idę śladami kół samochodowych i rozglądam się po polanie. Ślady skręcają w prawo i dochodzą do chatki przy której krzątają się dwaj panowie, właściwie, jak się dowiaduję, to ją naprawiają. Wymieniamy uprzejmości (przez płot bo „teren prywatny”) i uprzedzając nasze drugie spotkanie, gdy już wracałem a oni stali w tym błocie bo poszło zawieszenie w terenowym samochodzie, dowiaduję się, że… łąka ma czterech właścicieli, ten z tej chatki właśnie odkupił jedną z tych czterech części i naprawia podwalinę domku, już swojego… właścicielem największej części jest profesor B. z Krakowa na którego terenie stoi druga chatka. To tak w skrócie.
Idę więc teraz do tej drugiej, ciągle się rozglądam wokoło… tak tu pięknie. Teren znajduje się na małej górce w zakolu Sanu, którego pobłyskujące fale widać w oddali. Za doliną rzeki jest zbocze góry. Widać też pobłyskujący w słońcu blaszany hełm cerkiewki w Dydiowej. Świeci pięknie słoneczko, leniwie płyną chmurki, ech…
cdn
-
9 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 5 czerwca2010, sobota
__________________________________________________ ______________________________
Hmmmm, przy zmianie wizualizacji Forum coś poznikało z opisów więc tak w skrócie…
Z jednej chatki przenoszę się spacerkiem do drugiej, niewiele od siebie oddalonej. W linii prostej nie widzą się bo rozdziela je mały wzgórek porośnięty trawą. W „Dydiówce” właśnie przebywa para dwudziestokilkuletnich ludzi, są trzeci dzień i jeszcze trochę chcą zostać. Ja przysiadam się na ławeczce na odpoczynek i małe co nieco. Narzekają na nie wynoszone śmieci, ale chatka była wewnątrz czysta. Pogadaliśmy trochę o łażeniu po Bieszczadach a gdy nadarzyła się okazja postanowiłem koło chatki schować, dla czytelnika Forum, mały skarbczyk od Recona. Jest zakopany…. patrząc na front chatki to w lewo odchodzi ścieżka nad strumyk a od niej odchodzi ścieżka do kibelka i właśnie pomiędzy tymi ścieżkami pod pierwszym drzewem można troszeczkę pokopać (ten kto odkopie to proszony jest dać tutaj znać by inni już nie szukali a i moja ciekawość zostanie jakoś zaspokojona).
Po pożegnaniu się obszedłem jeszcze łąkę wzdłuż i w szerz ale bliżej Sanu podejść nie mogłem tak spora woda stała w trawie. Piękna łąka! Kilka mi się nawet przypomina by tylko wspomnieć łąkę wokół Ryli, łąkę w pobliżu Rosochatego, łąkę na dawnym Rosolinie (szkoda, że już jest koszona)…
Kończąc swoisty obchód kieruję się teraz ku ambonie bo czuję, że z niej na pewno będę miał przednie widoki.
ps. uffff.... pierwszy post na "nowym" Forum i po nowemu wstawianie zdjęć
cdn
Załącznik 19293Załącznik 19292Załącznik 19291Załącznik 19290Załącznik 19289Załącznik 19288Załącznik 19287Załącznik 19286Załącznik 19285
http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/pencil.png
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 5 czerwca2010, sobota
Wchodzę na dość wysoką ambonę z której roztacza się wspaniały widok, widzę pierwszą chatkę. Oj chciałoby się tutaj przespać i popatrzeć jak się budzi dzień, jak wstaje słońce, jakie zwierzęta rano się tutaj kręcą…
Siedzę na tej wierzy i aż mi się nie chce schodzić, słoneczko zasłonięte daszkiem już tak nie praży, wieje przyjemny wietrzyk, przez lornetkę widzę jeszcze stare graniczne sowieckie zabezpieczenia przed tymi co chcieliby zwiać do komunizmu, ech… bajkowa okolica.
Czas jednak wracać, przede mną zaś ta błotnista droga i smród niedźwiedzi. Błoto nic nie podeschło, woda nadal stoi w rozlewiskach, pełno świeżych śladów niedźwiedzi i nawet jeden zaskakująco niedawny bo dosłownie kilkanaście sekund wcześniej zostawiony w koleinie. Woda się dopiero sączyła w odciśnięte łapą zagłębienie a tak z 20 sekund wcześniej przejechał samochód terenowy no i ten charakterystyczny smród.
Mijam w pewnym momencie samochód i słyszę jak kierowca mi mówi „szlak trafił zawieszenie”. To jest cena dowozu materiału budowlanego do tej pierwszej chatki . Na styku z drogą na Łokieć robię mały odpoczynek, mija mnie peleton rowerzystów jadących do Tarnawy Niżnej. Nie dali się nabrać na „proszę okazać pozwolenie na wjazd na teren BPN” chociaż jakaś konsternacja nastąpiła. ;)
cdn
Załącznik 19306Załącznik 19304Załącznik 19303Załącznik 19302Załącznik 19301Załącznik 19305Załącznik 19307
-
3 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 5 czerwca2010, sobota
Mijam nieczynny wypał, teraz do Mucznego już asfaltem i całkiem prawie z górki a to jakieś 4 z małym kawałkiem kilometrów. Nie zatrzymuję nielicznych samochodów by nie narazić ich właścicieli na ubrudzenie dywaników i siedzeń. Słońce świeci i przypieka moją prawą stronę aż skóra skwierczy. Już wolę to niż ciągły deszcz więc nie marudzę.
Około 17 jestem w Arnice, teraz podkręcam tempo, szybka kąpiel i lecę do Czarnej do Baraku na „RękoCzyny”. Przed Galerią wielki subotnik… kładą właśnie nowy asfalt by przed Barakiem było jeszcze piękniej. Jest kilka osób w środku na „Rękoczynach” ja witam się z panią Różą, Krzysztofa nie było, chyba… upał zmógł ;) Kupiłem jakieś pamiątki, szczególnie podobał mi się rzeźbiony Chrystusik ustylizowany na wędrowca bieszczadzkiego. Miła pamiątka bo teraz co na niego spojrzę to kojarzę z nim i łazikowanie po Bieszczadach, i Czarną, i Barak i czerwcowy długi week .
Obiad Pod Czarnym Kogutem i tam pierwszy raz w życiu zjedzony dodatek kiszona papryka nadziewaną kiszoną kapustą, pyszna.
Czas mojego pobytu prawie minął, jeszcze tylko kilkanaście godzin i rano wyjazd. Ale przed wyjazdem będzie jeszcze śniadanko no i noc. J
Załącznik 19309Załącznik 19310Załącznik 19308
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 6 czerwca2010, niedziela
Około 10 rano wyjeżdżam, nadal przepiękna pogoda. Gdzieś tuż pod Tarnowem brutalne dotarcie rzeczywistości , czyli to od czego cisza medialna w Mucznem mnie odgrodziła… od tego co dzieje się poza tą osadą. Ja sobie jakby nic jadę a tu nagle staję nad przepaścią po zerwanym moście, spory objazd i znowu zerwany most, ogromny korek w Tarnowie i obraz ludzi walczących ze skutkami powodzi, gdzieś dalej głęboka na 20 cm i przelewająca się przez jezdnię cofka do Wisły, obrazy zawalonych domów, obrazy siły wody jaka się przelała przez wsie i miasteczka, unaocznienie żywiołu z zamienionych strumyków i rowów odwadniających, sterty worków z piaskiem, ciężarówki z padłymi zwierzętami, zmęczone i zapłakane twarze ludzi obok których przejeżdżałem. Jakiś to dyskomfort i zderzenie dwóch światów… z jednej strony człowiek wracający z wypoczynku a z drugiej strony człowiek z różnymi odbiciami niedawnych wydarzeń na twarzy. Jak patrzeć tym ludziom wtedy w oczy? Nie mogłem robić zdjęć… nie miałem takiej odwagi i wcale nie żałuję, chociaż tyle było do uwiecznienia w pamięci elektronicznej…. Mam to w pamięci swojej…. w swoim umyśle. To obrazy które jednak się inaczej widzi na żywo niż w telewizji. Straszne i niesprawiedliwe to wszystko. Chociaż patrząc na miejsca gdzie stały domy to nieraz aż się dziwiłem odwadze, że tam ktoś się pobudował… no tak ale czy ktoś wtedy myślał, że coś takiego może nastąpić?
Teraz tylko czekam na 17 lipca by znowu wrócić w Bieszczady!
-
7 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Od 17 lipca od godziny 4 rano jestem znowu w Bieszczadach. Na relacje jednak poczekacie do sierpnia gdy wrócę. Na razie jest ładna pogoda, za mną parę spotkań z Forumowiczami a już szykują się następne. Pozdrawiam.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Czekamy, Reconie! I zazdrościmy...
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
... za mną parę spotkań z Forumowiczami a już szykują się następne. Pozdrawiam.
Coś wiem na ten temat.
Pozdrawiam
-
2 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
17.07.10 (Sobota)
Na miejscu jestem o 4 rano, słońce już szykuje się do pobudki, jeszcze ociąga się by wyjść zza Działu, ale brzask już widać. Jaskółki jeszcze w swych ulepionych gniazdach śpią… później zauważyłem, że wylatują gdy słońce dopiero w całości się pokaże i gdy pisklaczki zaczynają się domagać papu. Tym razem ich pierwsze śniadanie ja prześpię. Gdyby nie szemrząca Jabłonka to byłaby idealna cisza. Sen więc przychodzi szybko. Koło południa jadę do Leska do Szelców na słodkości a później wracam na Dni Cisnej bo o osiemnastej ma dać po garach Viperaberus z 4dzikami. Koncert się opóźnia pół godziny, tuż przed jeszcze melduję się naszemu koledze z Forum, że jestem i tym razem zdążyłem. „Rozkwitali” jak zawsze dla mnie rewelacja. Niestety przed końcem muszę się zbierać bo w pobliżu Dwernika-Kamienia czeka już na mnie Mavo. Aż w Cisnej czuję jak coś pitrasi, co na miejscu się potwierdza. Tylko się tam zjawiam a Prezes Zbieraczy Kitu łapie za żeliwny saganek i wyciąga go z ogniska. Z saganka wylatują ziemniaczane talarki z czosnkiem niedźwiedzim i jeszcze inne dodatki, później są jeszcze pstrągi z foli z ogniskowego żaru i… czas chyba wariuje bo nawet nie wiem kiedy przekracza północ… to sprawka małego i dużego Jasia i całej rodziny. Można z nimi przegadać życie. Cholernie się cieszę z tej znajomości, której początki sięgają zeszłorocznego KIMB-u. Wracam więc w środku nocy, co stwarza okazję do spotkań ze sporą liczbą płowej i innej leśnej zwierzyny. Zanosi się, że trochę dłużej pośpię w niedzielę.
Załącznik 19576Załącznik 19575
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muszę się koniecznie wtrącić, bo mam takie same miłe wspomnienia z pobytu na ranczo Mavo. Czasu brakło na rozgowory, a pstrągi...mmmm! Wrócić by trzeba!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Czekam 14 i 15.:-D
Prosze nie kadzic
-
9 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
18.07.2010 (Niedziela)
Nie spałem zbyt długo, ciągnęło mnie by połazić.
Zazwyczaj kilka dni przed wyjazdem w Bieszczady dopinam plany lecz tym razem nawał pracy totalnie zabrał mi czas na te przyjemności. Jeszcze w dniu wyjazdu, gdy miałem już urlop ściągnięto mnie do pracy. Pakowanie też było na wydechu ale tutaj mam to opanowane… rzeczy są zawsze gotowe i prawie w jednym miejscu, zgarniam tylko do torby, chwila wyliczanki czy wszystko zabrałem i można jechać.
Na ten pobyt nie planowałem zbyt wielu wędrówek, tym razem trochę więcej niż zazwyczaj miało być takiego jakby wczasowania. Hmmm, o kompromisie można całkiem niezłą rozprawkę filozoficzną napisać… nie, nie… nawet jej nie zacznę.
W planach było, by któregoś dnia odnaleźć chatkę koło mojej noclegowni. Nie byłem w niej, nie wiedziałem gdzie jest, chociaż orientowałem się, że blisko. Poczytałem trochę w Internecie, wyłowiłem jakieś wskazówki i… kurcze, miałem mgliste pojęcie.
Dziś postanowiłem jednak ją odnaleźć. Już na początku postanowiłem sobie jednak mocno ułatwić te poszukiwania i zadzwoniłem do Wojtka1121 po jakieś wskazówki. Otrzymałem jedną tylko, jak się później okazało, on to powiedział niezbyt precyzyjnie a ja zbyt precyzyjnie tą wskazówkę zrozumiałem i ruszyłem ku przełęczy oznaczonej na mapie okolic Gminy w której przebywałem jako 704 m. Ba, spenetrowałem nawet boczną drogę i nic. Na wspomnianej przełęczy oprócz ambony nic nie znalazłem a po drodze także nic. Została więc druga alternatywa i ta była już szczęśliwsza bo chatkę zobaczyłem zanim znalazłem do niej ścieżkę. Chwila i już ją otwierałem. Przeczytałem wpisy w książce pobytów i sam się także wpisałem. Zabawiłem tam z godzinę. Stojąc na ganku i wpatrując się w płynący obok strumyk zauważyłem od razu jak zbliża się bertrand236. Od razu skumałem, że Wojtek1121 już nadał sprawę i skojarzył Forumowiczów, którzy byli blisko siebie. Pogadaliśmy trochę i…. bertranda karawanem wróciliśmy do jego kwatery. To był pierwszy powrót bo i był drugi. Musiałem tylko trochę się ogarnąć i coś zjeść w swojej kwaterze. Po piwku i po pogaduszkach już w całkowitych ciemnościach wracałem do siebie.
Dodam jeszcze, że wcześniej mijaliśmy (ja nawet, wcześniej i później, kilka razy) leśniczówkę w której najwidoczniej cały czas coś się działo… chyba następowała zmiana pokoleniowa?
Załącznik 19591Załącznik 19593Załącznik 19594Załącznik 19596Załącznik 19597Załącznik 19599Załącznik 19598Załącznik 19595Załącznik 19592
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Zero drewna przy kominku czy tylko mi się wydaje, że nie ma nic poza gałązkami jakimiś?
;-((((