Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
Ciekaw jestem co o tym myslicie...
Po Bieszczadach, Beskidach, Tatrach, Beskidzie Wyspowym, Skalkach Podkrakowskich, i tak dalej wloczylem sie glownie w latach licealnych i studenckich. Wsiaklo to we mnie i dalej siedzi. Mieszkam teraz za granica i jak przyjezdzam do Polski na wakacje to zwykle jezdze w Bieszczady albo Beskidy, albo nawet na krotki wypad w Jure, zawsze staram sie gdzies wyskoczyc.
Chodze takze w gory tu gdzie mieszkam, w Kalifornii. Sierra Nevada to piekne gory i warunki do lazikowania sa wspaniale. Pogoda jest sloneczna przez wieksza czesc roku, nie ma tlumow, czasem wystarczy tylko kilka godzin wedrowki zeby znalezc sie w bardzo dzikim miejscu. Spotykam tu w gorach ludzi takich jak spotykalem w gorach w Polsce, ludzi, ktorzy szukaja tego samego co ja.
Dalbym wiele zeby moc spedzac weekendy w Bieszczadach ale nie jest to w tej chwili mozliwe. Tak wiec pokochalem te gory ktore mam tutaj. Na poczatku czulem sie troche jakbym zdradzal wlasna zone z przygodnie spotkana kobieta. Ale co zrobic, w koncu sie przyzwyczailem. W mysl starej hippisowskiej maksymy "If you can't be with the one you love, love the one you are with".
Czy masz podobne uczucia? Czy sa jakies gory na drugim koncu swiata (albo kraju) ktore zastepuja Ci Bieszczady? Jakie jest Twoje lekarstwo na "bieszczadzkiego bluesa"?
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
Cytat:
Zamieszczone przez
great*dane
Czy sa jakies gory na drugim koncu swiata (albo kraju) ktore zastepuja Ci Bieszczady?
Dla mnie to są Pireneje, które dopiero odkrywam. W tym roku byłem tam trzy razy, a w Bieszczadach tylko raz.
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
Cytat:
Zamieszczone przez
andrzej627
Dla mnie to są Pireneje, które dopiero odkrywam. W tym roku byłem tam trzy razy, a w Bieszczadach tylko raz.
Fajne zdjecia.
Pireneje wygladaja mi dosc swojsko, troche jak Tatry, czy to tylko takie wrazenie na pierwszy rzut oka?
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
Cytat:
Zamieszczone przez
great*dane
Ciekaw jestem co o tym myslicie...
Ja mieszkam w Polsce, więc nie muszę szukać daleko.
Co do innych gór - uwielbiam góry Ukrainy - Gorgany, Czarnohorę, Czywczyny ale szczególnie te nieco niższe góry, w których spotkać można ludzi stale w nich gospodarujących.
Jak to pięknie określił mój kolega - "góry w których kosi się siano".
Podobne są również góry w Rumunii - Obczyny Bukowińskie, Góry Marmaroskie, jak również niektóre góry na Słowacji - np. Rudawy Słowackie.
Bywałam kilka razy w górach poza Karpatami ( konkretnie w Alpach) ale nie czuję sie tam "u siebie", natomiast na Ukrainie na Słowacji czy w Rumunii jestem zawsze "u siebie" bo to też Karpaty.
Dla mnie nie ma innych pięknych gór poza Karpatami, ale to chyba już zboczenie. ;-)
Pozdrowienia
Basia
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
...Wolność jest w Nas... nie w Górach!
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
Cytat:
Zamieszczone przez
trzykropkiinicwiecej
...Wolność jest w Nas... nie w Górach!
To prawda... ale jednak jakos latwiej poczuc sie wolnym w gorach niz w miejskim betonowym osiedlu. Blizej do nieba czy co?
Basiu, masz zupelna racje z tymi Karpatami. Oczywiscie to jest kwestia tego gdzie czujemy sie jak w domu.
Kilka lat temu mialem okazje powloczyc sie po Alasce. Piekne miejsca, dziko, nawet momentami czlowiek czuje sie jak w Bieszczadach, bo co rusz to jakies slady po nie tak dawnej ludzkiej dzialalnosci... ale to juz chyba temat na osobnego posta. Do czego zmierzam, otoz wlasnie, nie czulem sie tam jak u siebie.
Moze to jest tez kwestia charakteru. Niektorzy wszedzie czuja sie jak u siebie. Nie lubie takiego zachowania, wydaje mi sie ze to brak respektu do otoczenia.
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
hej Danek:) Film "Into the Wild" widziałeś? zamieniłbym sie chyba na ta Alaskę... tak na jakis czas;) na smaka
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
Cytat:
Zamieszczone przez
Jabol
hej Danek:) Film "Into the Wild" widziałeś? zamieniłbym sie chyba na ta Alaskę... tak na jakis czas;) na smaka
Tak, widzialem. Czytalem tez duzo wczesniej ksiazke i jak tam bylem w 2005, to pojechalem dokladnie w to w miejsce gdzie Chris C. umarl, niedaleko Healy przy drodze do Fairbanks. Ciarki przechodzily mi po grzbiecie. Autobus wciaz stoi jak stal.
Tak w ogole, nie uwazam go wcale za jakiegos wielkiego "wloczege" czy podroznika. To co robil to byla amatorszczyzna i wcale mnie nie dziwi ze zginal. Ale to juz temat na osobna dyskusje. Pomysl na nowy post. :idea:
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
Tak sobie jeszcze myślę, co konkretnie sprawia, ze gdzieś czujemy się "u siebie" a gdzieś indziej obco.
I przypomniał mi się taki obrazek sprzed ponad 20 lat.
Wędrujemy sobie wiejską drogą gdzieś w Gorcach.
Jakieś drewniane niezbyt stabilne płoty, jakaś drewniana chałupa, błoto, w tym błocie taplające się kaczki.
Szłam akurat z kolegą, którego żona wyjechała za granice i on ją tam często odwiedzał. I na widok tych ubłoconych kaczek kolega mówi - to jest to co ja lubię w górach a czego inne góry są pozbawione - taka sobie "wsiowa" droga, błoto, rozwalony płot, kaczki.
Góry za naszą zachodnią granicą są sterylnie czyste, polne ścieżki zwykle wyasfaltowane (sama byłam kiedyś w Szwajcarii, więc też zwróciło to moją uwagę), brak im tego swojskiego bałaganu. Jak jest drewniana chałupa to zawsze "odstrzelona" jak z kalendarza i nigdy nie jest waląca się.
To jest ładne jak z kalendarza, ale ja się tam czuję obco.
Tymczasem zarówno na Ukrainie, jak i na Słowacji jak i w Rumunii takich obrazków jak opisałam nie brak, nawet jest ich więcej niż u nas.
Tam ludzie w górach żyją, koszą trawę, wypasają owce, stojące w górach chałupy to nie są domki rekreacyjne a miejsce zamieszkania ludzi.
Szczególnie lubię rejon Huculszczyzny z wszechobecnymi płotami, przegradzającymi nawet drogi i potoki.
Ja się tam też czuję jak u siebie, mimo ze to inny kraj. Nawet bardziej "u siebie" niż np. w Sudetach, gdzie jest całkiem inny sposób zabudowy.
Ale to tylko takie moje prywatne wrażenia.
Pozdrowienia
Basia
Odp: Lekarstwo na bieszczadzkiego bluesa
Cytat:
Zamieszczone przez
Basia Z.
Góry za naszą zachodnią granicą są sterylnie czyste, polne ścieżki zwykle wyasfaltowane (sama byłam kiedyś w Szwajcarii, więc też zwróciło to moją uwagę), brak im tego swojskiego bałaganu. Jak jest drewniana chałupa to zawsze "odstrzelona" jak z kalendarza i nigdy nie jest waląca się.
To jest ładne jak z kalendarza, ale ja się tam czuję obco.
Wiec wlasnie, choc jak chodze po Sierra Nevada to nie moge powiedziec ze wszystko jest wyasfaltowane, wrecz przeciwnie, ale tez ta dzikosc jest troche inna. Z zupelnie dobrej drogi, nierzadko autostrady, wchodzi sie od razu w kraine wilka i nioedzwiedzia, bez zadnych chalup, plotow, furmanek, kopek siana itp. Z jednej strony jest to fajne, ale z drugiej bardzo nieswojskie. Troche mi brakuje tej "strefy buforowej" pomiedzy cywilizacja a parkiem narodowym.
Z kolei jesli sa jakies slady ludzkiej dzialalnosci to czesto sa one bardzo drastyczne, typu opuszczona kopalnia albo jakas gora zelastwa ktora 100 lat temu sluzyla do wyciagania sprzetu dla drwali na gore. Nagle okazuje sie ze to juz sie nie oplaca i cos takiego zostaje z dnia na dzien piorzucone. Zupelnie inna cywilizacja. Ludzie przyjezdzali tam nie po to zeby zyc tylko zeby wyciagnac ile sie da z przyrody, drewno, zloto...