Z pamiętnika niedzielnego turysty
Wątek ten jest kontynuacją wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" - http://forum.bieszczady.info.pl/show...pojedynk%C4%99 , jednakże postanowiłam ową polemikę rozdzielić na bieszczadzką i pozabieszczadzką, by pasowały do odpowiednich działów tematycznych.
Całość można przeczytać też tutaj: http://wadera55.republika.pl/ania.html
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Czarnorzecko - Strzyżowski Park Krajobrazowy
24/25 maja 2014
http://wadera55.republika.pl/czarnor...rnorzecko.html
Z pamiętnika niedzielnego turysty - skąd takie określenie? Mianowicie często w niedzielę można spotkać mnie w górach, więc jakżeby można określić mnie inaczej, jak zwyczajnie niedzielnym turystą? Propaguję wymierający już rodzaj pieszej turystyki plecakowo - namiotowej. Często nieodłącznym akcesorium moich wędrówek jest 27-letni namiot, który dostałam od kolegi, Wojtka P., wspaniałego podróżnika.
Relacja ta będzie różniła się od poprzednich tym, że jest pisana na bieżąco podczas wędrówki. Nigdzie mi się nie śpieszy, nastawiona jestem nie na pokonywanie kilometrów, lecz na odpoczynek na łonie przyrody. Nie tak ważnym znów jest miejsce noclegu, ponieważ taszczę namiot. Jednakże wstępnie wyznaczyłam miejsce noclegowe, 14 km w poziomie stąd.
Dokładnie tydzień temu uczyłam się poprawnie wymawiać jakże trudną w artykulacji nazwę Czarnorzecko - Strzyżowskiego Parku Krajobrazowego. Przejeżdżając obok, zachwyciłam się nim i już wtedy wiedziałam, gdzie poniosą mnie nogi na kolejny weekend.
Autobusem dojechałam do Wiśniowej. Podążyłam miedzą przez łąki i pola w kierunku Wisłoka. Zapach wsi, zapach siana wypełnił do reszty moje nozdrza. Rozpoczęłam wędrówkę do przeszłości. Przypomniały mi się dziecięce lata, gdy pracowaliśmy w polu. Przypomniała mi się stara działka, na której mieliśmy warzywa, maliny, agrest. Nowa działka nie pachnie tak, jak poprzednia. Przeszłam przez uroczo huśtający się na wszystkie strony most.
Załącznik 34588 Załącznik 34589
Weszłam do lasu. Wilgotna ziemia i wysoka temperatura sprawiły, że zapach ziemi był bardzo intensywny. Takiego zapachu nigdy nie czułam w Bieszczadach. To był zapach mojego domu rozumianego w szerokim pojęciu. To był zapach Isp, łąki położonej nad Sanem, gdzie pomagaliśmy starszej ciotce w polu i zawsze mawialiśmy, że jedziemy "na Ispy". To był też zapach Puszczy Sandomierskiej, do której jeździłam z ojcem na jagody i grzyby.
Załącznik 34590
Jest tu pełno muszek i komarów, dokładnie tak, jak nad Sanem, nad moim Sanem. Idzie się całkiem przyjemnie. Na Piaskowej Górze wychodnie skałek, na które się wdrapuję. Sesja zdjęciowa z kapelusikiem, który odtąd będę zabierać na wędrówki.
Załącznik 34591 Załącznik 34593 Załącznik 34592 Załącznik 34594 Załącznik 34595 Załącznik 34596
Zobaczyłam niewielkie drzewo, na które miałam nieodpartą chęć wdrapania się. Tak to już jest, że łatwo się wchodzi, problem tkwi w tym, jak zeń zejść. Doszłam do drogi leśnej. Od tej pory czasem spoglądam na mapę, bo wydaje mi się, że gubię szlak. Okazuje się, że go wcale nie gubię, tylko oznakowanie jest rzadsze. Doszłam do otwartej ambony bez okien - dziwna, nie mam pojęcia co stąd można by obserwować, ponieważ z każdej strony jest gęsty las. W środku puszki po napojach. Trzykrotnie natknęłam się na intensywny, brzydki zapach, pewnie zwierząt ale nic nie słychać. Ślady saren. Chciałabym spotkać dziki.
Załącznik 34597
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
fajne ! ...i dzięki za fotkę w kapelusiku !
3 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Siedzę teraz na szczycie 490. Niedaleko słyszę dwie ścinki.
Niech to piorun trzaśnie! Zgubiłam szlak ale to nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że schodzę do wsi! Wolałabym sobie jeszcze pochasać górkami! Nie podobała mi się ta ścieżka, nie ze względu na brak kresek na drzewach ale jest za bardzo cywilizowana. To wszystko przez rowerzystów! Minęłam jednych a za chwilę drugich w przeciwnym kierunku. Zajęli moją uwagę pozwalając, bym odpuściła sobie trzymanie się wyznaczonego kierunku. Pozostaje mi teraz albo wracać się sporo pod górę do szlaku lub rozpocząć chaszczowanko, jednak wtedy musiałabym zejść do jaru i wdrapać się na grzbiet, który widzę po lewej. Sporo musiałam odbić...
Kolega Bartek pyta, czy nie gorąco mi, bo w mieście straszny upał. Nie jest źle, dobrze, że wybrałam się do lasu. Wybieram zabawę - idę w jar, choć w zasadzie nie mam pewności, czy tamte pagórki to te, którymi miałam iść. Jednak właściwie dużego pola do popisu tu nie ma, więc powinno być dobrze.
Kurde, przedarłam się przez drzewa i gdy tak patrzę na stromy jar i grzbiet, jakim powinnam iść, to myślę, że zdrowo by mnie powaliło, gdybym miałam doń schodzić i wchodzić od nowa! Jakaś paranoja! Przecież to są pagórki a w tym miejscu czuję się, jakbym była w górach. Wracam do rozwidlenia.
Po 15 minutach doszłam do szlaku i zgłupiałam. Nie było rzadnych rozwidleń, więc to oznacza, że dobrze szłam? A te pagórki po lewej to niby co? Minęłam kolajnych rowerzystów.
Gdy przeglądałam mapę, jeden do mnie zagadnął. Wytłumaczył mi, że właśnie minutę stąd było mało widoczne rozwidlenie ale szlak tam jest ukryty. Oznacza to, że wszystko zaczęło mi się zgadzać! Jest tak, jak myślałam na początku!
Wyszłam na szlak. Zgubiłam go faktycznie tam, gdzie byli pierwsi rowerzyści a rozwidlenie jest takie, że go praktycznie nie widać. Dobrze obstawiałam też, że jest to góra Czarnówka. Idę znów bardzo przyjemną ścieżką leśną, zamiast tą cywilizowaną autostradą dla rowerzystów. Przynajmniej było ciekawie. Spojrzałam na grzbiet po prawej, jakim pół godziny temu szłam. Wydawał mi się on daleko. Jako, że na zdjęciu grzbiet jest słabo widoczny, wspomogłam się niezastąpionym programem - Paint. Strzałka wskazuje miejsce, gdzie omyłkowo byłam.
Załącznik 34598
Zobaczyłam małą sarenkę. Spała 3 metry ode mnie. Ujrzałam ją, gdy się zerwała gwałtownie, co mnie dosyć mocno przestraszyło. Jest tu ładnie i miło. Dobrze, że nie zeszłam wtedy do wsi.
Idąc, zauważyłam, że szlak niespodziewanie odbił od ścieżki w krzaki. Podążyłam więc za nim. Nagle ujrzałam chabry, wiele chabrów. Pomyślałam od razu, że chabry niegdyś sadzono w miejscu kapliczek, cmentarzy ale tu w lesie nie widziałam żadnego cmentarza. Nagle wśród krzaków ujrzałam grób. Był sporo przysłonięty, obrośnięty dookoła. Bardzo mnie poruszył, tak samo, jak obecność tych pięknych kwiatów. 1942 rok, policja niemiecka i ukraińska dokonała tu strasznych mordów. Wymienione zostały nazwiska zabitych. Postanowiłam trochę wyplewić miejsce nagrobku. Wśród zarośli znalazłam wiele wieńców i zniczy, co świadczy o pamięci mieszkańców. Gdy skończyłam, poczułam kroplę na dłoni. Najpierw jedną, za chwilę wiele. Zerwał się niemalże dwuminutowy, letni deszcz. Niesamowita chwila metafizyki.
Załącznik 34599 Załącznik 34600
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Schodząc powoli ku wsi, zobaczyłam stary cmentarz. Będąc w trakcie lektury "Brusno, (nie)istnienie w kamieniu" od tej pory inaczej patrzę na nagrobki. Kilka nagrobków pisanych cyrylicą. Jeden wręcz idealnie wpisuje się w schemat bruśnieńskich kamieniarzy - cokół w formie golgoty, krzyż kamienny na kształt drzewa, na którym splątane są liście i inskrypcja w kształcie zwoju papieru. Zaczęło mocno grzmieć.
Załącznik 34603 Załącznik 34604 Załącznik 34605 Załącznik 34606 Załącznik 34607 Załącznik 34608 Załącznik 34609 Załącznik 34610 Załącznik 34611
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Spośród drzew wyłoniła się nieśmiało piękna kopuła cerkwi. Podążyłam więc w jej kierunku.
Załącznik 34612 Załącznik 34613
Trafiłam akurat na moment, gdy cerkiew była sprzątana, zatem mogłam wejść do środka. Urzekły mnie piękne polichromia na suficie i nad prezbiterium. Ikonostas też dosyć ciekawy, ułożony na kształt półokręgów. Nad diakońskimi wrotami po prawej św. Paraksewa, po lewej oczywiście św. Mikołaj. Cerkiew jest orientowana, zbudowana na kształt krzyża. Murowana cerkiew zrobiła na mnie wrażenie!
Załącznik 34614 Załącznik 34615 Załącznik 34616 Załącznik 34617 Załącznik 34618 Załącznik 34619 Załącznik 34620
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
...wnętrze imponujące... to chyba R.....k ....jak jadę w Bieszczady, to zawsze gdzieś tam zbaczam z trasy... mniej, lub więcej, ale rzadko mam okazję zrobienia zdjęć wnętrz...
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Będąc jeszcze w środku znów usłyszałam mocne grzmienie. "Nie ma na co czekać! Jeszcze kawałek drogi przede mną, trzeba przejść całą wieś, wejść do lasu i rozbić namiot zanim zacznie padać", pomyślałam. Grzmiało i grzmiało, mimo, że niebo nad wsią było piękne a chmur niewiele. Grzmiało gdzieś za górami. Gdy wyszłam z cerkwi, usłyszałam potok górski. Miałam nieodpartą chęć umycia się w nim, jednak grzmoty oddalały moje pragnienia. Po kilkudziesięciu metrach znów go usłyszałam. Zaryzykowałam. Schodząc przez zarośla, uniosłam ręce do góry, zaplótłszy je z tyłu głowy, jak to robią rewidowani przez policję. Taka postawa miała uchronić mnie częściowo od pokrzyw. Zeszłam do strumyka. Myjąc się pokrzywa połaskotała mnie po jednym boczku, za chwilę po drugim. Poczułam się bosko.
We wsi zauważyłam wiele pięknych widoków. Nie spodziewałam się, że zastanę tu taką piękną wioskę.
Załącznik 34622 Załącznik 34623 Załącznik 34624 Załącznik 34625
Rozglądałam się na wszystkie strony, próbując utrwalić te sielskie widoki.
Załącznik 34626 Załącznik 34627
Patrzcie jak tu pięknie!
Załącznik 34628
Zaczęłam bawić się w fotografowanie siebie za pomocą cienia, słońce chyliło się ku zachodowi. Udałam się na leniwe łąki, skąd ciągnął się szlak do lasu.
Załącznik 34629 Załącznik 34630
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Oto ostatnie zdjęcie Jimi przed wejściem do lasu.
Załącznik 34631 Załącznik 34632
Po kilkunasu minutach doszłam do rozległej łąki leśnej, która mocno podkusiła mnie, by to tu rozłożyć namiot. Jednak stanowczość w postanowieniu w spaniu w lesie wzięła górę. Ukryłam na chwilę plecak i odbiłam, by odnaleźć cmentarzyk z I wojny. Lokalizacja jego wydawała się dosyć łatwa do namierzenia, jednak w praktyce trudno było cokolwiek znaleźć. Chaszcze bywały wyższe ode mnie (wtedy zawracałam), standardowo do pasa. Pełno pokrzyw, które łaskotały mnie nawet przez spodnie dżinsowe. Trudności w przedzieraniu się nie stanęły na przeszkodzie, bym obeszła cały teren. Szłam oczywiście w pozycji rewizji osobistej, czyli z dłońmi zaplecionymi z tyłu głowy. Jako, że teren wyglądał jak jedno wielkie skupisko pokrzyw i malinisk, niczego nie znalazłam.
Załącznik 34633 Załącznik 34634
Udałam się na górę do łąki, gdzie zostawiłam plecak. Ruszyłam dalej w las. Niedaleko doszłam do rozgałęzienia, gdzie szlak szedł prawą stroną, ja zaś udałam się na lewo, na ścieżkę prowadzącą na oznakowane pole walk z I wojny. Tu zauważyłam płaski teren, idealny pod namiot. Rozkładając się, usłyszałam chrapliwe szczekanie kozła. Czas udokumentować rozłożenie namiotu pod wieczór w lesie.
Załącznik 34635 Załącznik 34636
W środku nocy zbudziło mnie owo głośne szczekanie. Rano obudziłam się cudownie wypoczęta i wyśmienicie wyspana. Taki widok z namiotu rankiem to marzenie.
Załącznik 34640 Załącznik 34637 Załącznik 34638 Załącznik 34639
Właśnie dokańczam notatki i ruszam dalej na miejsce walk zaznaczone na mapie, choć w zasadzie swoją rozpiętością sięgało i tutaj. Z wodą kiepsko. Właśnie wyczerpałam ostatnie zapasy. Deszczu do tej pory żadnego nie było.
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
fajny masz ten namiot, nie iglowy :)