przetrwac noc w bieszczadach
Witam
mam nastepujace pytanie: czy ktos moze odpowiedziec mi na pytanie czy spedzajac w bieszczadach noc w namiocie jest sie bezpiecznym czy nie ?
chodzi mi o ew. spanie na na polanie lub szczycie gory, w namiocie - czy jest zagrozenie ze strony niedzwiedzii lub wilkow ? Czy wogole jest sie czego obawiac ze strony zwierzat ? jesli pora roku ma jakies znaczenie w tej kwesti to ustalmy ze chodzi o maj.
jesli ktos zna odpowiedz na to pytanie, bardzo prosze o odpowiedz
pozdrawiam,
Martysien
Re: przetrwac noc w bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez Martysien
czy jest zagrozenie ze strony niedzwiedzii lub wilkow ? Czy wogole jest sie czego obawiac ze strony zwierzat ?
Odpowiedzi satysfakcjonującej to pewnie nikt nie zna. Zawsze jest jakies prwdopodobienstwo że misiek wyniucha zawartosc namiotu i przyjdzie sie poczestować - trzeba sie z tym liczyc. Pora roku ma znaczenie, podobnie jak miejsce. Wilki wyklucz od razu, choć dziennikarze coś niedawno starali sie sugerować...
Rewelacyjnym rozwiązaniem jest skorzystanie z pola namiotowego, biwaku, etc. Wilk syty i niedźwiedź cały ;-)
Odp: przetrwac noc w bieszczadach
..Tak sobie leżę i czytam "Miejsce przy stole" i pozwólcie że zacytuję fragment odnośnie sprzętu dawniej, choć akcja rozgrywa się w Tatrach, uśmiech mi nie schodzi z ust razem z namysłem o tym jak to bywało. więc myślę że i w temat trafiłem:
Cytat:
Biorąc pod uwagę fakt, że buty - ogólnie rzecz biorąc - wymyślono już wcześniej, Jurek, w świetle prawa wynalazczego, wynalazcą nie był. Nie był nim również Baca - Jaworski, mimo że zaraz po wojnie wpadł na pomysł, aby zamiast owijać się kocem, używać śpiwora (...) Baca tym się różnił od innych, że - jak opowiadali koledzy - używał do tego celu papierowego worka po cukrze. Oczyszczenie pojemnika z resztek poprzedniej zawartości było bardzo trudne, to też co rano wychodził zeń dość lepki. Za to było mu ciepło.
Sam Zbyszek przysłał mi inne wyjaśnienie. Pisze mianowicie, że: nie był to worek po cukrze, lecz niemiecki worek na trupy, złożony z siedmiu warstw mocnego, bufrowanego papieru. Najpierw owijałem się kocem i w nim wślizgiwałem się do worka. Wtedy worek zawijałem przemyślnie w płachtę namiotową. Teraz między ten worek i płachtę wpychałem wszystko, co się dało: siano, liście, patyki... Gdy był mróz szczękałem w tym "śpiworze" zębami.
mmm
No i proszę jak koledzy potrafią wszystko przekręcić. Nie wiem wprawdzie, co to jest papier "bufrowany", ale worek na trupy można uznać za szlagier.
Odp: przetrwac noc w bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
trzykropkiinicwiecej
..Tak sobie leżę i czytam "Miejsce przy stole" i pozwólcie że zacytuję fragment odnośnie sprzętu dawniej, choć akcja rozgrywa się w Tatrach, uśmiech mi nie schodzi z ust razem z namysłem o tym jak to bywało. więc myślę że i w temat trafiłem:
Czy mowa o znanym "Druciarzu" ?
Miałam okazję raz w dawnych latach spotkać, rzeczywiście osobistość niesamowita.
Basia
Odp: przetrwac noc w bieszczadach
Cytat:
Zamieszczone przez
trzykropkiinicwiecej
.nie był to worek po cukrze, lecz niemiecki worek na trupy, złożony z siedmiu warstw mocnego, bufrowanego papieru..
To chyba calkiem dobry patent- wiem ze kolega - przeciwnik namiotow -w takim worku sypia ze spiworem w wilgotne noce. Ponoc nie przemaka - wiec chyba nie moze byc z papieru?
Odp: przetrwac noc w bieszczadach
na dziko? jak najbardziej, ale poza parkiem narodowym... służby byłyby najsytsze z takiego kąska, bo niedźwiedź, czy ja wiem... ;D ponoć zresztą mandacik można dostać wszędzie ;D, dlatego polecam rozbijanie się o szarówce , cicho, z kontrolowaniem co jakiś czas czy nas jednak ktoś nie widzi ;)
Odp: przetrwac noc w bieszczadach
Hyhy,
Druciarz - legenda niektórych środowisk tatrzańskich:D Pan w ortalionie pod ścianami Cubryny :D
A co do nocy pod gołym niebem w górach: to zawsze jest wyzwanie jednakże nie aż tak straszne na ogół. Mnie raz się zdarzyło przysnąć w paprociach na Wetlińskiej. No, no...nie było tam jeszcze PN-u! Takem sobie popił z kumplem przy ognisku, że opanowała mnie euforia i postanowiłem załoić górę straszliwą:D:D:D Łojenie skończyłem jakieś 50 m od ogniska. Zaryłem w byliny i film pękł. A rano...no cóż. Znacie przecież to uczucie świeżości, gdy poczujemy rześkie powietrze i rosę... Ubrany byłem w koszulkę, krótkie spodenki i buty 'Zuchy':D:D:D Dało radę? Dało...
Innym razem już bez wódki, a w niezwykle parną noc, polazłem z materacykiem kimać nad bazą pod Gorcem, bo był tam lekki przewiewik. Wiaterek niepostrzeżenie przyniósł gęsty i lodowaty deszczyk, a ja się obudziłem mokry niczym w wannie. Wlazłem pod świerczka, bo w gęstych ciemnościach i bez latarki nie chciałem błądzić po okolicy. Też przespałem:D
Poza miesiącami zimowymi, wg mnie, każdy nocleg na dziko to w polskich górach bułka z masłem i tyle. I w dodatku nie ma co człeka zjeść we śnie poza komarami:P
Pozdrawiam,
D.
Derty