Właśnie wróciłem. Jak się trochę ogarnę, to coś skrobnę. Dzięki Jabolowi był to jeden z lepszych wypadów w Bieszczad.....
Pozdrawiam
Wersja do druku
Właśnie wróciłem. Jak się trochę ogarnę, to coś skrobnę. Dzięki Jabolowi był to jeden z lepszych wypadów w Bieszczad.....
Pozdrawiam
Dzień Pierwszy i Drugi
Zaraz po pracy pakuję bagaże do autka i już o godzinie 18:00 wyjeżdżam spod domu w Poznaniu. Może Was to zdziwi, ale mam ustaloną trasę w Bieszczad. Jadę przez Wrocław. Nie jest to może trasa najbliższa, ale niewątpliwie najszybsza. Od Wrocławia leje. Parę minut po północy jesteśmy pod Tarnowem. Jestem zmęczony. Nocleg. Rano pada. Jedziemy dalej. Cały czas pada. W krośnie przestało padać…. Zaczęło lać. Dojeżdżamy do Leska. Obowiązkowa wizyta w księgarni. Poczyniłem stosowne zakupy w postaci map, o których tyle pisaliście na tym Forum. Pomijam nazewnictwa, mapy te zawierają moim skromnym zdaniem więcej informacji niż Compassa. Oczywiście wizyta w Galerii w Synagodze i w drogę. Nie muszę przypominać, że cały czas pada. Na serpentynach jabłońskich / jak to swojsko brzmi, prawda Krzysiek?/ termometr pokazuje 4o C. Jest 20 maj około południa. Strach się bać, co będzie dalej. Dojeżdżamy do Cisnej. Oczywiście zaczynamy od wizyty u Ryśka Szocinskiego w jego „pawulonie kulturalno-handlowym”. Rysiu jest taki jakiś zmęczony, bo wczoraj brał udział w imprezie Bieszczadzkie Zakapiory. Opowiada, co się tam działo. A działo się tyle, że nie wszystko może w kilka słów opowiedzieć. W pewnej chwili dziewczyna, która z nim była w kiosku doznaje olśnienia i poznaje mnie na zdjęciu na ścianie razem z Ryśkiem i Bodziem. Było sporo śmiechu. Spędziliśmy tam trochę czasu, ponieważ Rysiek w tak zwanym międzyczasie obsługiwał był klientów. Wychyliłem szklaneczkę czegoś, co mi nalał gospodarz za spotkanie i poszliśmy do Samu po zakupy. O dziwo nikt nie pilnował skrzynki z bezpiecznikami /patrz moje poprzednie relacje/. Zajeżdżamy na kwaterę na Przysłup. Oczywiście powozi żona. U Dworaczków nikogo nie ma. Na stole jest kartka – „Jesteśmy w mieście” i nr telefonu. Dzwonimy. Pani Bożena mówi, który pokój mamy zająć i się rozłącza. Nawiasem mówiąc kwatera naprawdę godna polecenia / jak ktoś zdaje sobie sprawę z różnicy pomiędzy agroturystyką a hotelem*****. Gospodarze przyjmują ludzi i zwierzęta/ Po rozpakowaniu idziemy na obiad do Biesiska. Jak zwykle, kuchnia wyśmienita. Po obiadku spacer naokoło Przysłupia. Powrót na kwaterę. Są gospodarze. Nie ma problemu ze wstawieniem do pokoju grzejnika elektrycznego. W akcie dziękczynienia wyjmuję szklane opakowanie płynu rozweselającego, którym się raczymy po trochu. Uzgadniamy, że resztę wysączymy innego dnia. Mieszkamy w pokoju na piętrze a schody są na zewnątrz budynku. Ponieważ jest zimno przykręcam do drewnianej ściany budynku śrubę i wieszam na niej cały nasz prowiant. Natasha ma rację, że nie urodziłem się z aparatem fotograficznym w rękach ale mimo to może jutro, może pojutrze parę fotek wstawię....C.D.N.
Czy chodzi ci o BIESZCZADY kreśloną przez Wojciecha Krukara? Czy o BIESZCZADY WYSOKIE, BIESZCZADZKI PARK NARODOWY Ruthenusa? :mrgreen: czy jakoweś inne?Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
P.S. Pozdrowienia z Wołomina! Wesołoa już zaliczona. Ciekawe jak tam pod Rawkami...
Chodzi mi o te dwie właśnie. Nie o żadne inne. A pod Rawkami nie byłem i nawet się tam nie wybierałemCytat:
Zamieszczone przez asiczka
Pozdrawiam
Dzień trzeci
Przed wyjazdem w Bieszczad dostałem od Jabola maila z propozycją sprawdzenia kilku miejsc. Oczywiście chodziło o potencjalne miejsca noclegowe w postaci chatek.
Śniadanko i w drogę sprawdzić pierwsze miejsce. Z Przysłupia do Lutowisk. Chyba nikt nie pilnuje wschodnich granic Europy, bo po drodze nie widzieliśmy żadnych patroli SG. Zostawiamy autko w Posadzie Dolnej i dalej pieszo. Przez łąki i las. Po drodze fotografuję moim Zenitem ślady, jakie zostawił misiek idąc kilka dni temu/tak mi się wydaje, że to misiek/. Po półtora godzinnym marszu dochodzimy do miejsca, w którym powinna znajdować się chatka. Zaczynamy się uważnie rozglądać. Nagle zaczyna coś prześwitywać pomiędzy drzewami. Jest chatka, wyraźnie widać komin. Podchodzimy bliżej i spotyka nas rozczarowanie. Z chatki został tylko komin. Reszta spłonęła. Zostało tylko pogorzelisko. W pewnym miejscu łapię sygnał i dzwonię, do Jabola. Jak się okazało był w pobliżu. W pół godziny podjechał swoim Łajt Lajtingiem. Jest oczarowany miejscem i jednocześnie zasmucony widokiem pogorzeliska. Otrzymałem od niego prezent urodzinowy, za który w tym miejscu jeszcze raz mu dziękuję, wypiliśmy po piwku, a następnie wsiedliśmy do Białej Błyskawicy, która zaoszczędziła nam trochę czasu. W związku z tym postanowiliśmy z żoną sprawdzić, co jest z Chatką socjologa na Otrycie. Idziemy sobie cichutko ścieżką pod górę, patrzymy sobie, a tu z góry zbiega sobie beztrosko młody wilczek. Trudno go nazwać basiorem, ale nie był to też szczeniak. Trochę się ten kolega zdziwił jak nas zobaczył, ale zastanawiał się tylko chwilę, co zrobić. Skoczył w bok i tyle go widzieliśmy. Nawet nie zdążyłem rozpiąć pokrowca od Zenita. Nowa jeszcze niewykończona Chata Socjologa robi wrażenie. Jest to duży obiekt, wydawało nam się, że za duży. Natomiast nie mam zamiaru polemizować z projektantami tej budowli. Widocznie taka duża miała być. W pobliżu Chaty nie ma żywej duszy. Tylko w Chacie skamle „Wesoły Piesek”. Na drzwiach przybita jest kartka „Uwaga Wesoły Piesek”. Chwila odpoczynku i powrót do auta. Po Bieszczadzku ubłoceni i zmęczeni wracamy do auta. Po drodze narada, co robimy z resztą dnia. Podoba mi się demokracja instytucji małżeństwa. Otóż głosy męża liczą się podwójnie. W ten sposób demokratycznie wybraliśmy, że pojedziemy zobaczyć, co to takiego KIMB. Decyzję pomógł nam podjąć Jabol, który przysłał nam SMSa, że już tam jest. Po drodze obiad w Cisnej w Zaciszu /chyba najlepsze jedzenie w Cisnej/ i jazda. Dojeżdżamy do Komańczy. Zatrzymujemy się koło Białej Błyskawicy. To Jabol czeka na KIMBowców. Zabieramy część towarzystwa do auta i w drogę do Pantałyku. W Dołżycy Przedstawia się nam kilkanaście osób. Nie zapamiętałem prawie nikogo. W tym miejscu proszę o przebaczenie, ale taki już jestem. Zapamiętałem tylko Asiczkę, która zastrzegała się ze nie jest organizatorem, ale w tym czasie „robiła za gospodarza” /Przepraszam, ale takie odniosłem wrażenie/. Po godzinie rozmowy z uczestnikami KIMBu postanowiliśmy wracać. Zdaje sobie sprawę z tego, że impreza tak naprawdę jeszcze się nie rozpoczęła, ale decyzji naszej nie zmieniliśmy pomimo nalegań kilku osób. Jeszcze raz przepraszamy, ale Wy byliście już w swojej bazie a my musieliśmy jeszcze przejechać kilka kilometrów. Poza tym w ten piątek było naprawdę zimno a ognisko dopiero się rozpalało….
Jabol stwierdził, że auto, którym teraz się poruszam bardzo przypomina mu Karawan, więc ochrzciłem je Karawan 2. Po drodze zatrzymaliśmy się w Majdanie żeby przyjrzeć się działaniom marketingowym właściciela sklepu przy drodze i wróciliśmy na Przysłup. C.D.N.
Drogi Bertrandzie co to się dzieje ? – wczoraj nic , dzisiaj nic .
Ja bardzo proszę o dalszy ciąg , koniecznie muszę sprawdzić czy nam tu całą prawdę opowiadasz , Jak wiadomo namierzony zostałeś niejednokrotnie więc z pewnością blefować się nie da
:)
czekam niecierpliwie
Bertrand do niedzieli pojechal za granicę do Krzyżakow, jak wróci to na pewno będzie ciąg dalszy. Sam też czekam na ciag dalszy...Pozdrawiam:)
Sam coś skrobnij/Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
:lol: :lol: . Dzięki za wyt€lmaczenie.
Pozdrawiam
Dzień czwarty
Postanowiłem odnaleźć jedną z chatek, której namiary dostałem od Jabola. Teraz mam problem. Jak ktoś czytał moje wcześniejsze posty, ten wie, że nie jestem skory do zdradzania namiarów na te miejsca. Rano po śniadaniu wsiadamy do Karawanu 2 /podobno autko, którym się poruszam teraz jest podobne do Karawanu/ i jedziemy do Zatwarnicy. Zostawiamy tam nasz pojazd i ruszamy dalej pieszo. Po drodze spotykamy gościa, którego widzieliśmy na KIMBIe. Jeszcze raz przepraszam ale naprawdę nie mam pamięci do nazwisk, imion, pseudo itp. Facet ten był z psem wilczurem. Kawałek drogi szliśmy razem. Przez pewien odcinek drogi pies szedł z nami, a nie ze swoim panem. Później wszystko wróciło do normy. W tym momencie proszę nieznajomego, o przypomnienie swojego imienia. Po przejściu dłuższego odcinka nasze drogi się rozeszły. On poszedł w prawo, a my dalej prosto. Odezwij się Nieznajomy, ale nie podawaj miejsca, gdzie się spotkaliśmy.Po pewnym czasie odnaleźliśmy chatkę. Jest dosyć mocno zniszczona i zapuszczone ale da się w niej przenocować. W tym miejscu dziękuję Ci Jabol za przekazanie mi tego namiaru. Miejsce jest przednie. Problem polega na tym, że jest to już teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego i nie wiem jak się zachowają Strażnicy tegoż Parku spotkając tu turystów. Nie jest to mój problem. Miejsce ładne, do sklepu dwie godziny / dla wyrypiarzy znacznie krócej/ woda pod ręką. Odpoczynek. Powrót. Żona moja wymięka. Ja jeszcze robię wypady w bok, ona odpoczywa. Nikt, kto jej nie zna nie wie jaki to dla niej wysiłek łażenie ze mną po Bieszczadzie. Renata nie serwuje po necie i na pewno nie będzie tego czytać. Tylko ja wiem, jaki to dla niej wysiłek, szlajanie się ze mną po Bieszczadzie. Jestem Jej bardzo wdzięczny za to poświęcenie. Dobra. Wiem, że nie interesuje to tych, którzy to czytają. Wracamy do Zatwarnicy. W tym miejscu muszę się przyznać do rzeczy której nie tobie nigdzie w Polsce na północ od Leska. Po wędrówce lubię przyjąć browarna. I tu podzielam częściowo preferencje Jabola /cos w tym musi być. On preferuje Tyskie Książęce, a ja Gronie/. Podjeżdżam do sklepu. Zamknięty. Jedziemy do drugiego. Mijamy po drodze jakiś ludzi. Siadamy pod sklepem oczywiście z browarami w ręce i się raczymy. Przychodzą ludzie, których minęliśmy. I w tym momencie następuje pierwsze zaskoczenie mnie w Bieszczadzie. Facet mówi do mnie „Cześć Bertrand”. Niech zostanie to nasza tajemnica jak mnie rozpoznał. Ja wiem, że czytał moje posty. Był to Piotrek z rodziną. Bądź pozdrowiony w tym miejscu PiotrzeF. Miło Cię było poznać. Szkoda, że rozmawialiśmy tak krótko. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Wtedy pogadamy dłużej. Piotrek pokazał nam jeszcze dom w Zatwarnicy, który warto obejrzeć. I tak właściwie skończył się ten dzień w Bieszczadzie. Reszta nie jest warta opisu. C.D.N.
No i macie fotkę z (przed) KIMBu. Pozdrawiam
Bertrand napisał :
Reszta nie jest warta opisu
A ja tam wiem że byliście w Łopience , Bertrandzie nic się nie ukryje .
Facet z psem musiał być Piotrem S .
I owszem ale to było innego dnia. Z czasem i o tym napiszę. Jak mnie tak będziecie kontrolować to się zestresuję i nic więcej wam nie napiszę. :oops: :lol: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez iza
Pozdrawiam
Piękna chatka. Wielokrotnie tam spałem porą zimową. Kominek niestety dymi jak potępieniec. Po kilku minutach można tylko przebywać w pozycji leżącej.
Kiedyś zeszliśmy zimą, przed zmrokiem do chatki, posprzątaliśmy, napaliliśmy, cherbata, kolacja - normalny wieczór biwakowy. Tyle że zimą w zamieci śnieżnej ciemno jest już o 18.00. Nas trzech chłopa nie zwyczajnych spania z kurami. Więc herbata, rumik, herbata, kawa, herbata i opowieści. Opowiści o ... również o niedźwiedziach. Bo w Bieszczadach jest ich ok. setki. Po tamtej stronie połoniny ich nie ma, bo co by robiły we wsi, na połoninie też, bo miś nie taki głupi jak my, by w taką pogodę szwędać się po górach. Wyszło nam, że w naszej dolince powinny być trzy :mrgreen:
Gdzieś koło 22 skończyła się woda i trzeba było pójść do potoku. Wypadło na najmłodszego :wink:
Młody ubrał się i już w drzwiach mówi: niech ktoś jeszcze ze mną idzie, bo ja się boję. Wiem, że z tymi niedźwiedziami to podpucha, ale ja się boję i sam nie pójdę. Nie było rady i jako najsstarszy poszedłem z nim. :lol:
Tak więc starzy wyjadacze oszczędzajcie młodych i poskromcie fantazję zimową nocą w górach, bo obróci się przeciw wam :wink:
Pozdrawiam
Długi
Na przedbiegach do KIMB. Sam KIMB był dopiero tego dnia wieczorem. Znaczy skoro Iza mówi, że to byłem ja, to znaczy że tak było ;)Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Jadąc tu spotkałem kolegów Asiczki (na zdjęciu poniżej). Chwile zajęło mi przekonaie ich, żeby mnie puscili dalej. Nastepnie zostawiłem samochód w Zatwarnicy i poszedłem dalej, gdzie po chwili Was spotkałem. Pies (tez na zdjeciu) zdrajca poszedł za Wami. Sprzedam go na Whiskas. Pewnie siakąś kiełbase nosisz po kieszeniach, cy cuś. Poszliście dalej, ja skręciłem na cmentarz, rzucić okiem gdy nie jest jeszcze bardzo zarośnięty. Po chwili wróciłem i podążałem za Wami. Przy czym doszedłem tylko do "szałasu" za w....., który był moim celem - znaczy w......, nie buda. Potem wróciłem do Zatwarnicy, aby zdązyć jeszcze skoczyć do Woli Michowej i odszukać cmentarz żydowski. Pod kościołem w Zatwarnicy zagrzebało mi sie auto w bajorze. Kląłem jak szewc pół godziny. Mam nadzieje, że nikogo nie było w środku :)
Dzień wczesniej wracając do Komańczy z Tyskowej pomyślałem że wpadne jeszcze na Mogiłe. Jednak juz z daleka dostrzegłem dwie niwielkie grupki wchodzące na góre. odebrało mi to ochote na wyjście, zatem wpadłem na pomysł, że podjade do Dołżycy odwiedzić kolege.
Wracając dostrzegłem pędzące coś niebieskie z dziwnym napisem na przodzie. Rzut oka na kierowce - wygląda jak Irek. Cała wstecz, klakson. Nic. Pędzę na wstecznym jakies 500m, klakson drze sie że słychać go w Woli Michowej - nic. Dróżka wąska,ale obracam sie błyskawicznie. Na dołzyckiej autostradzie znacznie przekraczając "setke" dopadam auto już po chwili. Klakson i po długich - nic. Tylko jakies poruszenie w środku. Powtórka - nic. Kierunkowskaz i wyprzedzam. Klakson, długie. Nie usunie sie, a jedziemy dosć szybko jak na tę drogę. Robi sie bardziej wąsko - jestem już na wysokości kierowcy, ale musze sie wycofać. Razem wpadamy pod Pantałyk. Dopiero teraz zajarzyli. Morał: nie wkurzaj Irka na drodze, bo skończysz w rowie ;)
Z Dołzycy wyjechałem zaraz za Wami, dogoniłem Was na skrzyżowaniu w Komańczy, jednak ja pojechałem w lewo.
Ja myślę, że pies poznał sie na tym, że ma do czynienia z dobrymi ludźmi :wink: , nie sprzedawaj go ani na whiskas ani na nic innego. Jest to wspaniałe zwierzę. A jak mnie spotkasz następnym razem to sie nie gniewaj, że Cię nie poznam. Nie mam pamięci do twarzy.Cytat:
Zamieszczone przez Piotr
Pozdrawiam
ja już nie upubliczniam swoich wędrówek...Wiesz czemu.Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Bertradn napisał :
nie sprzedawaj go ani na whiskas ani na nic innego.
Piotrze ani się waż , niech ci takie głupoty po głowie nie chodzą .
Pies jest super , super , super ................... i jeszcze raz super .
I żaden tam zdrajca po prostu pilnował żeby się nie pogubili .
Pozdrawiam
Wiem. i teraz naprawdę zrozumiałem dlaczego. Tylko mi jeszcze wyjaśnij dlaczego lubisz czytać relacje, któte pisza inni.Cytat:
Zamieszczone przez Jabol
Jeszcze nigdy "żywa karma dla kotów" nie pilnowała moich poczynań.Cytat:
Zamieszczone przez iza
Pozdrawiam
Bertrand napisał :
Jeszcze nigdy "żywa karma dla kotów" nie pilnowała moich poczynań
To ja odpowiem że zawsze musi być ten pierwszy raz .
A i jeszcze dodam że nigdy nie widziałam aby koty psa zjadły , z pewnością to było by coś niecodziennego .
Bertrandzie Ty pisz ciąg dalszy bo mnie to czekanie wykończy .
Skandal- kto ma tyle czasu aby tak czekać i czekać ?
Niektórzy nie mają też tyle czasu, żeby pisać. :mrgreen: :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez iza
Cenna uwaga nie tylko dla Ciebie Izo: nie marnuj czasu na czekanie na dalszy ciąg. Siadaj do klawiatury i pisz w tym czasie własna relację.
:wink:
Pozdrawiam
Właśnie :lol:Cytat:
Zamieszczone przez bertrand236
No zeby pisac trzeba cos pamietac ;p co napisze wstaje rano a tu moj samochod stoi na srodku drogi i nie moglam meza odszukac w Pantalyku ;p
No irasie masz całkowitą rację jak się nic nie pamięta to fakt lepiej nic nie pisać .
Tak więc przyjmę wersję dla wszystkich bardzo wygodną i .................. no kompletniec nic nie pamiętam, mam nawet nijakie wątpilwościczy ja tak rzeczywiście byłam . :)
Ach śniły mi się jagny naleśniki ........... pyszne były .
No dobrze. Chcieliście to macie. Nie byłem długo w Pantałyku to trochę pamiętam z mojego pobytu :lol: . Zdjęcia dołączę później.
Dzień piąty.
Niedziela. Po śniadaniu jedziemy do Cisnej do Kościoła na Mszę Św. W Cisnej mamy trochę czasu to zaglądamy do Ryśka Szocinskiego. Niestety nie ma go w „pawulonie”. Za to woła nas z Siekierezady. Wchodzimy tam i witamy się z nim i Ryśkiem Denisiukiem. Mówią nam, że dziś dzieci idą do Pierwszej Komunii Św. Stwierdzamy, że nasze stroje nie podobałyby się innym uczestnikom tej uroczystości i zostajemy w Siekierezadzie przy piwku i kawałach, które sobie opowiadamy. Może trudno będzie Wam uwierzyć w to, co teraz będę pisał, ale to naprawdę się wtedy wydarzyło. Podeszła do nas dziewczyna w wieku około 20 lat i pyta którędy należy iść na Jasło? Denisiuk patrzy na jej japonki na nogach i głośno się zastanawia czy ona ma inne obuwie, bo w lesie jest błoto. Dziewczyna nie mogła pojąć, że w lesie jest błoto. Stwierdziła, że jakieś tam buty jeszcze ma i poszła sobie lekko obrażona. Za chwilę podeszła do nas trójka ludzi z mapą w ręku i pytali o drogę na Tarnicę czy coś takiego. Mieli po około 30 lat. Prawda, że niesamowite? Najlepsza była jednak pani w wieku nieco starszym od poprzedniej grupy. Zapytała Ryśka Denisiuka czy jesteśmy przewodnikami. Odpowiedział, że oczywiście, że tak. Następne pytanie brzmiało: czy panowie zawsze tu jesteście? Rysiu potwierdził, że tu nas można najczęściej znaleźć. Pani była bardzo dociekliwa i spytała: czy jesteśmy tu od 7 rano. Wtedy Rysiu próbował ja zabić wzrokiem. Odpowiedział jednak grzecznie, że nie. Następne pytanie czy można nas wynająć i pójdziemy z nią w góry. I ta odpowiedź była najlepsza: Oczywiście można nas wynająć. Pani nas wynajmie, my pokażemy Pani drogę i pójdzie sobie Pani sama, a my nie będziemy Pani przeszkadzać. Nadjeżdża autobus z wycieczką z Polańczyka. Będą kupować pamiątki i poezje u Ryśka Szocinskiego. Zjawia się Leszek Mnich i stawia flaszeczkę. Wypijam kolejkę i zmywamy się z Siekierezady. Robi się tam niebezpiecznie. Jeszcze dwie kolejki i nigdzie byśmy nie poszli tylko zostali do końca dnia na miejscu.
Jedziemy do Łopienki. Karawan 2 zostawiamy przed parkingiem /Parking zamknięty i nienadający się do wjazdu. Składowano tam chyba drewno i jest ździebko rozjeżdżony/. Byłem ciekaw czy stanęła przed cerkwią dzwonnica jak obiecywał ksiądz Piotr podczas noworocznej Mszy Świętej. Dzwonnicy nie ma. Ludzi też nie było. Chwila zadumy i kontemplacji i oczywiście wpis do zeszytu. Cerkiew lekko odremontowana z zewnątrz po jej otynkowaniu. Tynk jest do same ziemi i ładnie pomalowany. Postanowiliśmy zobaczyć, co w pierwszy łykend majowy zrobił Lech Rybiennik. Wierzcie mi, że zrobił bardzo dużo. Byliśmy pod wrażeniem. Ciekaw jestem, czy kiełbasa uwiązana do belki w bazie nadawała się jeszcze do jedzenia Było tego dnia gorąco. Po spacerku w Łopience wróciliśmy do autka. Pojechaliśmy sobie do Polańczyka. A jak! Wzbudziliśmy trochę sensacji w naszych ubłoconych „strojach organizacyjnych”. Niewiele z tego sobie robiliśmy. Oczywiście obiad w którejś restauracji. Następnie kawa. Jak kawa w Polańczyku to tylko w barze Stanica u Pana Leszka. Pan Leszek serwuje przepyszną kawę i jeszcze lepszą muzykę. Tam trzeba po prostu być. Po kawie jedziemy do Hoczwi. Po drodze mijamy nowo wybudowany kościół w Serednej Wsi. Zastanawiam się, dlaczego jest on taki duży. Stwierdzam, że chyba tylko na chwałę Panu Bogu i że nie jest to moja sprawa. Ale kosztować to on musiał. Dojeżdżamy do Hoczwi. Oczywiście wizyta u Pana Zdzisława Pękalskiego w Pracowni i w Galerii. Kto tam jeszcze nie dotarł niech to jak najszybciej nadrobi. Pan Zdzisław potrafi namalować na drewnie wspaniałe rzeczy, potrafi zająć swoich gości gawędą. Przede wszystkim jednak można u niego w Galerii też się mocno zadumać. Miejsce naprawdę przednie. Zawsze tam wpadam jak jestem w Bieszczadzie. Pan Zdzisław pochwalił się, że jego dzieła zdobią nowo poświęcony kościół w Czystogarbie. Postanowiliśmy go zobaczyć. Jedziemy dalej przez Baligród. Postanowiłem zobaczyć chatkę opisaną w relacji Jabola i mojej w pobytu zimowego. Jest już dosyć późno, /ale jeszcze widno/ więc postanowiłem podjechać tam Karawanem 2. Przed nami w pewnym momencie pojawia się grupa około 10-12 osób lekko już nadszarpniętych jak nam się wydaje przez wypite piwo albo wino marki Bieszczady potocznie zwane Misiem. Jestem zaniepokojony, ze idą w to samo miejsce, co ja jadę. Ale nie oni poszli prosto a ja skręciłem. Wysiadam z auta, a tu sarenka zaciekawiona spogląda w moja stronę. Była bardzo blisko i o dziwo się nie bała. Chatka stoi. Jak zwykle ostatnio było w niej czysto i było drewno na opał. Wpisałem się do zeszytu i wróciłem do autka. Wróciliśmy do Przysłupia. C.D.N.
Przyjemność spotkania Bertrandów ( tytułem małego sprostowania ) była po naszej stronie ( bez „kadzenia” a dopiero teraz o tym… bo od dwóch tygodni „umieramy” z niepokoju o tego najmniejszego z „jakichś ludzi” , teraz jest już nieco lepiej więc więcej czasu i można….. ) . Gdy podeszliśmy do Was , na pytanie, reakcją były Wasze uśmiechy ( Twój serdecznie-miły , Twojej Pani ślicznie-serdeczny ) . Ujęliście nas nimi ( Beatka od tej pory śledzi „szczególnie” Twoje posty ) i swoją bezpośredniością .
Tak – krótko rozmawialiśmy ( a i tak byłem „stremowany” ) , spotkanie nagłe i zaskakujące ( gdyby nie Wasze pragnienie ..? ) więc bez specjalnych szans na dłuższe . Ale i tak otrzymałem korzyść z niego ( oprócz przyjemności poznania ) w postaci zdjęcia „domu z wilkiem” ( dziękuję ) . Bo mój aparat odmówił posłuszeństwa ( o czym przekonałem się po powrocie ) a chciałem mieć te fotki dla Wojtka .
I jeszcze … Ciebie w karawanie2 widziałem dzień wcześniej na drodze w okolicy Majdanu ( ok. 18 godz ) mijaliśmy się . Ja jechałem do Zatwarnicy ( Sękowca ) moją ulubioną Drogą Karpacką ( jeżeli można – polecam ją a wiem iż pobliską trasą Ty jeździsz w swój „bieszczad’ ) a ty prawdopodobnie do Dołżycy ( tej KIMB-owej ) .
Pozdrawiam
PF
PS
Twoją zapewne tajemnicą pozostanie fakt , że mnie skojarzyłeś z …..F , ja przedstawiłem się jako ( tylko ) piotrek . Specjalne pozdrowienia dla Was od Beatki ( mam brać z Ciebie przykład :wink: sic! )
Mam nadziueję, że jeszcze sie w Bieszczadzie spotkamy na dlużej. Nie było czym się tremować. Pozdrowienia dla Was wszystkich ode mnie i oczywiście od Renatki.Cytat:
Zamieszczone przez PiotrekF
P.S.
W przyszłym tygodniu jadę na ryby.
Ja to dopiero mam tremę.
Nigdy dotąd tego nie robiłem.
Czy możesz to sobie wyobrazić?
:oops: :lol: :lol:
Pozdrawiam
Kiedyś jednemu z bywalców tego Forum powiedziałem, że nie będę więcej pisać o chatkach i dopiero dzisiaj sobie o tym przypomniałem. Już to zrobiłem….. co więcej mam zamiar dalej to robić. Niestety z powodów opisanych w innym wątku nie będę Wam ułatwiał zadania dotyczącego ich lokalizacji. Pozwolę sobie czasami na subiektywne interpretowanie faktów i ich lokalizacji. Mam nadzieję, że nie weźmiecie mi tego za złe. Tych z Was, którzy mnie w maju spotkali i rozpoznali proszę o uszanowanie mojej woli /cholera zabrzmiało jak testament. Tak jakoś mi wyszło, ale mi się jeszcze nie spieszy/. Dotyczy to całego mojego majowego pobytu w Bieszczadzie.
Dzień szósty.
Żona moja zastrajkowała. Wsiadam w Karawan 2 i jadę. Za każdym razem, kiedy jadę z Dołżycy do Terki mówię sobie, że to ostatni raz. Kto jechał ten wie dlaczego. Zajeżdżam do Rajskiego. Zostawiam autko przy moście na Sanie w Obłazach. Dalej idę pieszo przez most. Idę sam. Nikogo w pobliżu. Przynajmniej tak mi się wydaje. Idę według wskazówek Jabola, który tez nie był pewien, czy tam jest jakaś chatka i gdzie ona jest. Czasu mam dużo. Jest to, co lubię najbardziej: cisza, spokój i cisza. Słychać tylko ptaki i owady. Czasami mówimy sobie Cześć z rowerzystami. Było ich dwoje. W pewnym momencie wydaje mi się, że powinienem skręcić. Konsultacja SMS owa z Jabolem nic nie daje. Nie skręcam. Gorąco. Z nieba leje się żar. Szczęście, że są potoki, można ugasić pragnienie. Podziwiam przepiękny widok z Punktu Widokowego na Tworylne po drugiej stronie rzeki. Lubię to miejsce, te ruiny i cmentarz. Spędziłem sporo czasu w pobliżu punktu widokowego. Wreszcie skręcam z wydeptanej ścieżki. Idę dalej wąska ścieżką. Jest fajnie. Jakieś boże stworzenie z zygzakiem na grzbiecie wygrzewa się na ścieżce. Nie robimy sobie krzywdy, każde z nas idzie/pełznie w swoją stronę. Nawet, kiedy nic nie znajdę to mogę powiedzieć, że znalazłem ciszę spokój i relaks. Znów dochodzę do potoku. Jest dosyć szeroki. Buduję ścieżkę z kamieni przez wodę. /A co? Chciało mi się /. Przechodzę na drugą stronę. Jestem już pewien, ze powinienem skręcić ze ścieżki godzinę wcześniej. I oto …… oczy moje ujrzały chatkę. Powiem więcej one ujrzały dwie chatki obok siebie stojące. Byłem trzeźwy, więc uwierzyłem w to, co zobaczyłem. Po chwili byłem przy nich. Z daleka wyglądały o wiele lepiej niż z bliska. Mniejsza chatka nadaje się do biwakowania, tylko, komu mógł być potrzebny piecyk, który ją ogrzewał. Została tylko rura. Za to jest prycza z pościelą. Drugi, większy domek został zaadoptowany w przeszłości na paśnik i tak już zostało do dziś. SMS do Jabola. Kicha, nie ma zasięgu. Posiedziałem sobie w tym miejscu chwilę, ale ciszy to już nie było. Z oddali słychać było pilarzy. Czy oni muszą tak głośno zarabiać? Idę na przełaj w ich stronę. Chaszcze są urocze. W końcu dochodzę do szerszej ścieżki. Rzut oka na mapę i obieram właściwy kierunek do Karawanu 2. Obok nagrzanego do granic przyzwoitości auta stoją jeszcze dwa inne. „Tłok” prawie jak w sezonie. O ile mogę polegac na mojej oczekującej kolejnej dawki lecytyny pamięci, jedno auto z opolskiego, a drugie z gdańskiego. Siadam sobie na kamieniu i moczę sobie nogi w Sanie. SMS do Jabola. Chwile nawet rozmawiamy.Jest przyjemnie tylko woda trochę za zimna. Po 30 minutach wsiadam do auta i błogosławię tego, co wymyślił klimatyzację. Powinien dostać Nobla albo jakąś inną premię. Jadę do Polany. Przystanek przy barze. Obowiązkowe piwko Tyskie ale nie Książęce. Rozmowa o niczym z miejscowymi smakoszami tego napoju. Następnie wstepuję na stary cmentarz, bo lubię takie miejsca. Dwa bardzo agresywne psy o posturach ratlerków przepędziły mnie stamtąd. Parę metrów dalej ma swój dom, pracownię i galerię miejscowy malarz i rzeźbiarz rodem z trójmiasta. Tomasz Żyto – Żmijewski jest nieobecny, ale jego sympatyczna żona pokazuje mi to, co on ostatnio zmalował. W tym miejscu musze się pochwalić, że dwa jego obrazy zdobią ściane w moim mieszkanku. Tym razem nic nie nabyłem. Jadę dalej do Czarnej. Galeria Barak zamknięta. Nie mam sumienia ściągać telefonicznie pana Franczaka, bo i tak nic nie kupię. Po co chłop ma sobie robić nadzieję. W miejscowych Delikatesach kupuję kiełbache bułę i jem obiad. Postanowiłem wpaść do jeszcze jednego rzeźbiarza Łysego. Nie żeby coś kupic, ależby wpisał mi się do książki „Zakapiorskie Bieszczady” bo jego wpisu jeszcze nie mam. Niestety po raz kolejny nie mam szczęścia. Nie ma go w domu. Czy ten Gość, aby tam mieszka? Tyle razy tam byłem i nic. Nie wiem, czy zdjęcie tabliczki/deski przed jego domem będzie wyraźne, ale napis na niej wart był próby jego uwiecznienia. „Nie karmić KURWA psa. Proszę.” Jadę do Lutowisk. Wstępuje do galerii. Nic ciekawego nie widzę. Wychodzę z galerii i do Karawanu 2 dochodzę nie przemoczony, ale bardzo mokry. Przyszło sobie oberwanie chmury. Przez Ustrzyki Górne, Wetliny, gdzie świeci słońce i nie ma szans na deszcz /tak mi się wydaje/ jadę na Przysłup. Chwila odpoczynku. Rozmowa z sąsiadami o oberwaniu chmury w co nikt mi nie wierzył. Po godzinie na Przysłupie rozszalała się byrza. Jak szybko przyszła tak szybko ucichła. Jej efektem była tylko wspaniała tęcza, której nie udało mi się zdjąć. Pojechaliśmy z żona do miasta, czyli Cisnej na obiad do Zacisza ni na zakupy. Jeszcze nie myślę o tym, że to już połowa tego pobytu w Bieszczadzie. C.D.N.
Czy mogę sobie wyobrażić ? Oczywiście , że mogę
Pozdrawiam
PF
Nie rozumiem jaki :oops: :oops:. Moze mnnie uświadomicieCytat:
Zamieszczone przez PiotrekF
:lol: :lol:
Pozdrawiam
Dzień siódmy
Śniadanie tradycyjnie na kwaterze. Plany na ten dzień mamy proste, jak sznurek w kieszeni. Idziemy na Jasło, a potem się zobaczy. Zostawiamy Karawan 2 w spokoju i wyruszamy w drogę. Powoli pniemy się w górę. Nigdzie się nie spieszymy. Ścieżka z Przysłupia sama nas prowadzi. Od czasu do czasu siadamy sobie na pniu zwalonego przez pilarzy albo przyrodę drzewa i rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Wszystkim dla nas jest Barnaba, niczym cała reszta. Podchodząc pod sam szczyt zauważamy zalegające gdzieniegdzie łachy śniegu. Dla Renatki jest to dosyć niezwykły widok. Wreszcie jesteśmy na szczycie. Spoglądam w stronę Małego Jasła i czuję się jak przy moim komputerze. Gwoli wyjaśnienia: ściągnąłem sobie kiedyś ładny obrazek z www. bieszczady.info.pl i mam go na pulpicie. Zdjęcie to musiało być zrobione z miejsca, w którym teraz stoimy. Odpoczynek i parę zdjęć. Powrót. Po około 15 minutach spotykamy idącą pod górę parę ludzi. Na moje: Cześć! Odpowiadają: Cześć Bertrand!. Zdumienie moje i denatki nie ma granic. Powtórnie przepraszam w tej relacji, ale naprawdę nie mam pamięci do nazwisk, imion i przede wszystkim do twarzy. Przesympatyczną niewiastę jednak zapamiętałem. Była to Iza. Jej towarzysza nie. Iza wyjaśniła jak mnie poznała. Otóż namierzyła mnie kilka dni wcześniej przy Karawanie 2. Wierzcie mi, że robi to wrażenie, kiedy na dalekim odludziu zupełnie nieznajoma Ci osoba wita Cię po imieniu. Coś niesamowitego. W tym miejscu pozdrawiam Cię Izo i Twojego Towarzysza górskich wędrówek. Po krótkiej /a szkoda / wymianie zdań rozchodzimy się. Oni pod górę i dalej do Cisnej, my w dół do Przysłupia. Przesiadamy się do Karawanu 2. Postój u Ryśka Denisiuka. Chwila rozmowy o ikonach, Mrówce i życiu. Facet z zainteresowaniem wysłuchuje z mojego telefonu monologu pt. „Wszystko mam w d….” Obiecuję mu, że prześle mu to na kasecie. Wspomina nam gdzie możemy spotkać Mrówkę. Jedziemy dalej. Mamy zamiar przekroczyć granice naszej Ojczyzny /ale nie Unii/ w Radoszycach. Cel tej eskapady jest tylko jeden: aby do pierwszego sklepu. Na górze przy kiosku nie ma nikogo. „Czy nikt nie pilnuje naszych granic?”. Zjeżdżamy w dół. Jest pierwszy sklep. Są i Strażnicy granic, nasz i Słowak. Sprawdzają dokumenty i mówią jak podjechac pod sklep, bo ich budy zasłaniają widok. Zakupy. W tym sklepie można kupić tylko jedno, zagrychy już nie ma. Pisząc tą relację popijam ulubione moje piwo: Kelt. Możecie mieć inne zdanie, ale mi smakuje. Kupiłem tez parę opakowań szklanych innego nektaru. Jego nazwa to Capa Negra. Zacny nektar. Serdecznie polecam. U nas jest trudny do kupienia i jest zbyt drogi. Wracamy do macierzy nie niepokojeni przez obrońcę granic. Zatrzymujemy się w Radoszycach. Mamy szczęście test przed Nabożeństwem Majowym. Kościół/Cerkiew jest otwarty. W środku jest ślicznie. Chwila modlitwy i zadumy. Opuszczamy ta Świątynię. Jedziemy do Komańczy. Jakiś obiad w miejscowej kawiarni. Do dziś nie rozumiem, dlaczego do tamtejszego kibelka nie wolno wchodzić z papierosem. Zdjęcie zamieściłem w innym wątku. Może ze względu na duże stężenie siarkowodoru?. Pierogi serwują całkiem dobre. Jedziemy dalej do Czystogarbu. Kościół oczywiście zamknięty. Szukamy kościelnego. Gość przemiły i przeuprzejmy. Otwiera nam Świątynię Bożą. To, co ujrzeliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Obrazy Zdzisława Pękalskiego na drewnie są przepiękne. Nawet 15 stacja Drogi Krzyżowej ma swój urok. Zwłaszcza, że w normalnej Drodze Krzyżowej jest ich tylko 14. Warto było tu przyjechać. Inaczej wyglądają obrazy Pękalskiego u niego w Galerii, a inaczej w Kościele. Serdecznie polecam wizytę w obu tych miejscach. Powrót w kierunku Komańczy. Próba znalezienia chatki, na którą dostałem namiar od Największego Miłośnika Chatek Bieszczadzkich JABOLA za pośrednictwem SMS. Po półtoragodzinnej wędrówce po górze nic nie znalazłem. Porażka. Porażka tym większa, że jak zlazłem już z tej góry to pierwsza napotkana przeze mnie osoba powiedziała mi, że już byłem niedaleko. Od chatki dzieliło mnie podobno 50 m. No cóż…. Nie zawsze się trafia tam gdzie się chce. Z mocnym postanowienie odszukania jej w sierpniu jedziemy w kierunku Cisnej. W pewnym momencie przypominamy sobie o Mrówce. I dobrze. Skręcamy na Łupków, potem na Stary Łupków. Jesteśmy na miejscu. Najpierw drzwi otwiera nam Krystyna Rados i prowadzi do Mrówki. Widać, że Mrówka cieszy się z naszej wizyty. Rozmowa o ikonach. Bo, o czym tak naprawdę można z nią rozmawiać. Oczywiście zeszło na małe koty, które psociły, co niemiara i na wiele innych, o których nie będę się rozpisywał. O ciemku wyjeżdżamy z Łupkowa i wracamy na Przysłup. Trochę zmęczeni, ale zadowoleni z kolejnego dnia w Bieszczadzie. Ja mam pewien niedosyt z powodu nie znalezienia chatki, ale Renatka mnie pociesza, że nie jest to mój ostatni pobyt w Bieszczadzie. Aha. Nadal nikt nie pilnuje skrzynki z bezpiecznikami przy SAMIE w Cisnej. C.D.N.
Właśnie mój szef zmienił dzisiaj zdanie. Cofnął urlop i dupa z wędkowania. A miał to byc mój piewszy raz..... :lol: :lol: :lol: z wędkąCytat:
Zamieszczone przez PiotrekF
Pozdrawiam
Jutro rano jadę w Bieski (na 3 dni).Mam zamiar zatrzymać się w Wetlinie lub w U.G.
Czy jest szansa na spotkanie z Bieszczadnikami :?: Czy ktoś z Was wybiera się w Bieski w tych dniach :?:
Pozdrawiam serdecznie :wink:
za tydzień. :lol: chyba...Cytat:
Zamieszczone przez robines
Cytat:
Zamieszczone przez robines
Nic tylko zazdrościćCytat:
Zamieszczone przez Jabol
Pozdrawiam i pozrdówcie Bieszczad ode mnie
Ja kiedys bylam..i uwazam ze nie ma nudniejszego zajecia... ale teraz juz wiem zeby nigdy na ryby nie chodzic..PozdrawiamCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
chyba dotarlam do konca...ale czuje pewien nie dosyt... szczegolnie ze bylo cdn...
Ps. Jabol ja tez lubie Ksiazece ;)
Niedosyt, że nudno? Czy niedosyt, że jeszcze nie dopisalem do końca? Uwazam, że ostatnio za bardzo zrobiłem sie pisaty... :oops:Cytat:
Zamieszczone przez KAHA
Pozdrawiam
Nie kryguj się, wszyscy czekamy :DCytat:
Zamieszczone przez bertrand236
Poważnie
O.K. Nie jest to próba krygowania /PIĘKNE słowo/ się. Zastanawia mnie bardziej coś innego. Piszę jakąś dosyć długą relację. I co? Post ten był otwarty ok. 1400 razy. Miło mi. Ile osób go otwatło? Nie mam pojęcia ale nie więcej jak 150 - 200. To jest i tak dużo. Ilu z tego jest użytkowników tego forum? Nie więcej niż 20. Tego wszystkiego można się dowiedzieć ze statystyk zamieszczanych przez Admina. I tak mało uwag? Nie żebym się krygował /PIĘKNE słowo/ o pochwały. Ci co mnie znają wiedzą, że taki nie jestem. Bardziej wolę krytyczne uwagi. Nie ma pytań, nie ma uwag, znaczy facet pisze bzdury, albo pisze nudnie. Taki jest mój tok rozumowania. Obiecyję, że C.D.N.......Cytat:
Zamieszczone przez misiekjakub
:wink:
Pozdrawiam
Bertrand nie pisz :
Nie ma pytań, nie ma uwag, znaczy facet pisze bzdury, albo pisze nudnie.
Nie pisz takich zdań bo to faktycznie jest bzdura ( to konkretne zdanie ) . Czytam Cię z prawdziwą przyjemnością , pytań nie mam bo wszystko jest jasne i to co chcesz powiedzieć to mówisz .
Tego o czym nie mówisz to pewnie i tak nie powiesz , więc nie pytam .
Możesz być jednak pewien iż z pewnością mnie twoja opowieść nie nudzi ,a wręcz przeciwnie .
Wraz z Tobą jadę sobie w Twoje miejsca , część nawet potrafię zobaczyć.................
Co do uwag to mam jedna tylko , mianowicie za długie odstępy między kolejnymi odcinkami .
No ale wiadomo z czasem teraz każdy kiepsko stoi .
Czekam cierpliwie na dalszy Ciąg .
...........no i pozdrawiam