10 załącznik(ów)
Czy za późno na listopadowe story?
Witam,
po bardzoooooooooooooooo i ooooooooooo długim milczeniu, stwierdziłam ku Waszej rozpaczy, że stuknę słów kilka. Niestety nie było mi dane zbyt często cieszyć się ostatnij jesieni gór chłonięciem, wiec podczas ostatniego wyjazdu adorowałam każdą chwilunie :). Nauczona doświadczeniem poprzednich moich relacji, nie będę was zamęczać, kazdą ową chwilką ....
Byliśmy z przyjaciółmi dni zaledwie trzy, lecz były konie i były spacery. Każdemu kto jeszcze nie spróbował, ............ żałujcie............ Choćby jeden dzień na końskim gdzbiecie na zboczach ...... np. Otrytu.......... cisza, spokój, radocha, że nie da się opisać..... :mrgreen:
Pod czujnym okiem Prezesa, przedzieralismy się przez krzaczory, potoczki, błocka..... Moja "principessa" nie skalała swych snieżnobiałych kopytek blotkiem, ani wodą, nie było na nią siły, ani groźby, ani prośby..... nic...null....... Po zejściu z jej grzbietu wygladalam jak lesny ludek z trollem pomieszany :P wszystko co natura postawiła na mej drodze , miałam we włosach i na twarzy....... łacznie z wszystkimi rodzajami pająków :shock: 8) .......... nie moge się znów doczekac tej "bestii"......
Wyjątkowo spokojny i wyciszający wyjazd..... taki o jakim marzyliśmy kazdego dnia za biurkiem..... Odwiedziny w "Piekiełku" w sobotę..... z powodu tłumu :shock: zero mozliwości namierzenia kogokolwiek .......
Cudne wieczory u bacy.... Ech...... co bedę Wam truła..... tęskni mi się .....
Dorzucę kilka foteczek.... i tyla
To się nazywa extra skrótowa relacja :P
Pozdraviam gorąco
kobitka
Podróżowanie i docieranie
Niby rzecz prosta – przygotować się do wyprawy.... błąd...... szczególnie trudne jest to, jeśli przygotowania powinny odbywać się w Lublinie, przygotowujący jest we Wrocławiu, a cel wyprawy to Biesy........ Ale się udało..... po ciężkich bólach.......wyjechaliśmy nocą........coby dnia oszczędzić.....
Ponieważ mieliśmy juz ustalone z Bacą, że będziemy o nieprzyzwoitej porze, po dojeździe na miejsce zaczęliśmy sie po cichu ładować do środka ...... Aby nie zbudzić współspaczy po ciemku, posiłkując się latarkami...... przedzierając się, z pełnym objuczeniem, co najmniej na dwa wielbłądy..... przeżyłam szok straszliwy :shock: ................... straszliwy na wskroś :shock: :shock: .............coś obok mnie dyszeć zaczęło okrutnie, a woń powaliła mnie z nóg......... jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy po natychmiastowym zapaleniu świateł górnych, ujrzałam wielką ruda mordę ziejącą, całym swym menu dnia poprzedniego prosto mi w twarz......zajmując akurat moje , z góry upatrzone oczami wyobraźni miejsce na legnięcie. Na szczęście właściciel mordeczki był nad wyraz przyjaźnie nastawiony do nowych przybyszów i po ogólnym merdająco – kicającym powitaniu ułożylismy się do snu. Morda owa należała jak się później okazało do Piszczykowego Swetera olbrzyma( jak dla mnie, spokojnie mógł robić za kucyka). :P