Mili moi, którzy wrócili...jak z pogodą w tym sierpniu ?
Przeczytałam u GOPR-owców, że warunki "b.trudne".
Dajcie znać jak to wygląda.
Wersja do druku
Mili moi, którzy wrócili...jak z pogodą w tym sierpniu ?
Przeczytałam u GOPR-owców, że warunki "b.trudne".
Dajcie znać jak to wygląda.
Właśnie w tej chwili jestem w Cisnej i pada deszcz.
ale i tak jest cudownie.
Pozdrawiam
bardzo mnie ta pogoda zmartwiła :cry:
jutro będę w Bieszczadach i mam tylko dwa dni na doładowanie baterii
I ja się martwię, tym bardziej, że to będzie samotny wyjazd i wyjście...Cytat:
Zamieszczone przez salamandra
Ale na Matki Boskiej Zielnej (15.08 ) a tym bardziej w Bieszczadach musi być ładnie ;)
Do zobaczenia więc. Do wyjazdu kilka godzin...
Ja byłem wczoraj na Caryńskiej. Szlak miejscami bardzo śliski, ale w sumie lepiej iśc go góry niz schodzić. Chmurki wedruja dośc nisko, ale jak się ma szczęście to w takich warunkach można trafic na chwile dobrej widoczności. Ja szczęścia nie miałem, gdy byłewm na górze widać było na 20-30 m, ale gdy byłem juz na dole , widać było Połoninę Caryńską w całej okazałości. Przy takiej często zmiennej pogodzie najgorzej jest zazwyczaj na Rawkach, tam chwilami chmurki wiszą tuż nad dachem schroniska. Ale zanosi sie na poprawę pogody, deszcze maja byc przelotne albo nawet nie będzie ich wcale. Mimo że warunki bywają chwilami mało zachęcające, jest tam bardzo dużo turystów, z tym że raczej takich bardziej "masowych". Ale skoro dla nich warunki nie są za trudne by wędrować w obuwiu "adidasopodobnym", warunki te nie moga żadną miarą zrażać stałych bywalców.Cytat:
Zamieszczone przez Alexandra
Może zilustruję wczorajsze warunki. Tak to tam wyglądalo :
- o 9.20 widok z parkingu w kierunku schoniska pod Rawkami
- o 11.00 na Caryńskiej
- o 12.30 gdy byłem na jakichś 950 m n.p.m.
No dobra,to jadę (jeśli zmieszczę się do PKS-u)
Byleby jeszcze jakaś sucha "gleba" gdzieś na mnie czekała:)
Szukaj, szukaj a napewno znajdziesz :)
i pokłoń się pięknie połoninom, od tych co na razie zostają na nizinach
widze ze pogoda w bieszczadkach taka jak zawsze w wakacje ;)
Jestem w tym samym miejscu co rano i pogoda jak marzenie cudowna,słoneczko świeci że hej.
Więc nie ma na co czekać tylko ruszać wBieszczady.
Pozdrawiam
Dzisiaj rano lało, a od 12:00 była piękna pogoda. Pozdrawiam
witam
właśnie wróciłam
co do warunków - powiedziałabym , że wystarczajace
jeśli miało się odpowiednie obuwie to nie było za ślisko nie przeszkadzał też potok , który płynął po szlaku - to relacja z wtorku
przy Chatce Puchatka widziałam nawet panią w klapkach , nie wiem jak zeszła w tych butach na dół ale powinna dostać albo opieprz albo order :wink:
pozdrawiam
W świąteczny wtorek(15)byłem na Rawkach.Deszczu,wiatru i błota było mnóstwo,widoków-zero. W pamięci mam mój jesienny(zaszłoroczny)wypad na Rawki,przy pięknej słonecznej pogodzie i milionach kolorów królowej pór roku-jesieni...Chociaż błotko też ma swój urok...:-D
Warunki trudne
Miałem okazję słyszeć sposób redagowaniu komunikatu przez GOPR-owców właśnie o treści: WARUNKI TRUDNE (w dniu 13sierpnia).
Wyglądało to tak, że ja będąc w Kolibie i patrząc wygodnie o 8 rano na połoniny przy lekkiej mżawce i średnim zachmurzeniu, i przy zasłoniętych chmurą jedynie szczytach - goprowcy ustalali warunki dla miejsca stacji.
Więc jeśli właśnie na połoniny weszła chmura i zasłoniła stację GOPR w Chatce Puchatka obniżając widocznośc do 50m - to warunki przez radiotelefon ustalano jako: TRUDNE.
Więc komunikat GOPR-owców o ile niby podaje prawdę, to jednak jest to prawda fragmentaryczna - i tak właściwie trzeba samemu zobaczyć jakie są warunki w interesującym nas miejscu. Bo mogą one być znacznie lepsze.
Wspomniany dzień okazał się generalnie jednak bardzo słoneczny i pogodny (trafiłem tylko na 10 minutowy deszcz w południe, do końca dnia była dobra pogoda).
Co do samej pogody w sierpniu - nie było łatwo znaleźć dwóch dni pod rząd idealnie dobrej pogody (zawsze trochę mokrego na bardziej zarośniętych szlakach), ale nie było też tak, że ciągle tylko nieustanna chlapa. Ogólnie było znośnie, a nawet ciepło (czyt: jest lato).
Ja używałem obuwia wentylowanego - z wywietrznikami, które jeśli zamokło to szybko podsychało (bardzo fajny typ którego można nie oszczędzać, jak wywołam fotkę to wkleję).
Hej :D
Warunki b. trudne zdefiniowałbym tak: tęczy z góry nie widać, ino z dołu znad piwka :P
Oj Derty - to zdjęcie jest fantastyczne. Gratuluje!!!
czasem chmury są lepsze od słońca. uwielbiam chodzić po górach jak jest dziko. ludzi mniej. cisza. a widoki niezwykłe. warto się czasem wybrudzić, żeby dotrzeć na szczyt w chmurach.
Jak widzę, stosujesz podobną taktykę do mojej sprzed lat, gdy szukałem w Tatrach spokoju i wyłaziłem w deszcz w góry. Jedni się pukali palcem w czoło, a drudzy cichcem szli w moje ślady. Opłaciło się to wiele razy, gdy po podejściu w mgłach wyłaziłem wprost w niesamowite scenerie tkane przez wiatr ze strzępów chmur i diamentowych błysków słońca. A b. trudne warunki to w Bieszczadach chyba tylko w czas burzy i zimą się trafiają. No i te obłocone stromizny tu i tam, po których rzeczywiście można zjechać niebezpiecznie.Cytat:
Zamieszczone przez z lasu
No proszę, a myślałem, że tylko ja mam to zboczenie :mrgreen:Cytat:
Zamieszczone przez Derty
A jeszcze lepiej wyjść np. o 5 rano - niezależnie od pogody jest pusto.
hej witam.
idac z Dukli do Widelek, zawieszony w beskidzo-niskiej czasoprzestrzeni zupelnie zapomnialem o czyms takim jak dlugi weekend. no i stalo sie. 15.08 obudzilem sie glodny na polu namiotowym w Berehach Grn. (a raczej obudzil mnie deszcz). mielismy wyjsc o 6ej na Carynska i zejsc na sniadanie do Ustrzyk bo prowiant wystarczyl tylko na polaskotanie zoladkow ;) niestety przewalaly sie ciemne chmury z ulewami wiec ruszylismy dopiero jak tylko przestalo lac. ale pojawila sie nadzieja - przy takiej pogodzie moze nie bedzie tlumow na gorze? na poczatku nie tak zle, choc pustawo tez nie bylo. jako ze nam sie spieszylo na wymarzone sniadanie ktore juz powoli moglo aspirowac do miana wczesnego obiadu dosc szybko przemklismy na gore zostawiajac innych turystow w tyle, dzieki czemu mielismy przez pewien czas polonine wylacznie dla siebie :) niestety na szczycie pogoda znacznie sie pogorszyla - silny wiatr utrudniajacy chodzenie oraz zacinajacy az do bolu deszczyk. i oczywiscie polknieci przez chmure. no trudno - trzeba znikac. co jakis czas na moment sie przejasnialo - wtedy dopiero bylo widac chmury - nic dobrego z nich nie moglo wyniknac. generalnie - coraz gorzej. mimo to od Ustrzyk ruch coraz wiekszy. no i jak to bywa - okrutne bloto. moje styrane treki sprawialy ze czulem sie jakbym w zimie na letnich oponach po sniegu jezdzil ;) doszlismy do granicy lasu - lyk wody i pierwsze grzmoty - idzie burza. jakas 10 osobowa grupka zareagowala: 'zlego licho nie wezmie' i poszli do gory. no coz powodzenia, my ucieszeni ze nas wczesniej nie dorwalo schodzimy. a ludziska pchaja sie do gory. co poniektorych, na oko bardziej 'niedzielnych' ostrzegamy ze na gorze kiepsko. jedna jedyna dziewczyna, ktora szla sama zapytala sie nas czy jest sens isc dalej. odradzilismy jej a ona jako jedyna z mijanych i ostrzeganych przez nas osob zawrocila! no coz, w sumie chyba tylko ona byla odpowiednio ubrana, widac bylo ze chodzi po gorach... wtedy juz konkretnie lalo. w pewnym momencie uderzylo gdzies calkiem blisko - bardziej u gory. tylko sobie wyobrazilem jak ludzie wyzej w momencie zmieniaja kierunek marszu o 180st. natomiast troche mnie zdziwilo ze ruch od dolu wcale nie maleje, a my idac dosc szybko nikogo nie wyprzedzamy. a juz zagotowalo sie we mnie jak zobaczylem matke z dzieckiem ok. 5letnim maszerujaca w gore. to juz nie bylo ostrzeganie ale silna perswazja. kobieta stwierdzila ze chyba mamy racje, ale poszla w gore, mam nadzieje by kogos dogonic i razem zawrocic...
nie da sie tego inaczej nazac jak glupota ludzka. postawa tych wszystkich ludzi pchajacych sie na szczyt w czasie burzy.
rozumiem, mieli wolny weekend, wyrwali sie z pracy, przejechali te 100-500km zeby zobaczyc piekno Bieszczad, wylezc na te oslawione poloniny, a nie siedziec caly dzien w Ustrzykach, ale w takich warunkach to juz jest bezmyslnosc i ryzykowanie zycia nie tylko swojego, ale rodziny, znajomych, ratownikow!
dodam ze od pierwszych wyraznych oznak burzy minelismy ok 40 osob dzielnie i z usmiechem maszerujacych do gory.
jak gora mowi nie to nie i nalezy odpuscic! niewazne czy ma 753 czy 2301 m npm. i o to apeluje do wszystkich mniej doswiadczonych gorlolazow (moze jakis czasem tu zagladnie i przeczyta, nie mowie o Forumowiczach;)! zawrocic w odpowiednim momencie to nie wstyd, raczej przejaw odwagi i rozumu.
... a po poludniu sie rozpogodzilo
... qrcze sie spisalem, i to w debiucie ;)
z beskidzko-niskim pozdrowieniem, (szczegolnie dla tej samotnej turystki ktora zawrocila)
mateo
robi się tłok , ja też lubię gdy pada deszcz -jest tak cicho:grin:Cytat:
Zamieszczone przez MF
Witaj KrajnieCytat:
Zamieszczone przez mateo#
Dobrze to napisałeś ,ale czy trafi to do świadomości niektórych ,,to wątpię??? --ale niech trafi choć do części to i tak sukces.
"jak góry mówią NIE to NIE i należy odpuścić "(trafnie to określiłeś) powiedziałbym dobitniej należy sp..ć
przyjemne to zboczenie. bardzo fajne są wyprawy nocne. wyjść po zmroku. ubezpieczyć się w światełko. Taki nocny marsz przez ciemną bukowinę jest dość ciekawy zważywszy na odgłosy jakie dobiegają z ciemności. naturalnie nie polecam iśc samemu. po tej leśnej podróży wyleźdź na szczyt, czy to na jakąś łąke pod szczytem, czy glebnąć się na skałach i czekać - czekać na wschód słońca. oglądac gwiazdy. przewidywać pogodę, wypić piwko, zjeśc czekoladkę. rano (jeżeli jest się w odpowiednim miejscu) na pewno czeka nagroda. w szczególności polecam dwernik kamień - jest łątwy do wyjścia, szybko sięidzie, pułki skalne wygodne do spania ;) i widok niesamowity. rewelacja. niestety kiedy byłem ostatnio wschód był strasznie rozmleczony i nie wygldało to tak jak kiedyś, ale i tak było warto. z pewnością następnym razem niebiosa bardziej się uśmiechną :)Cytat:
Zamieszczone przez MF
a jeżeli chodzi o nieroztropnych turystów - są jak komary na mazurach. padał deszcz. szlak na rawki od bacówki jest śliski. kamienie się osuwają spod nóg - nietrudno o wypadek, a ten w sandałach. owszem sandały to najbardziej nieprzemakalne buty ;) ale gość miał jeszcze skarpetki! i to czerwone w dodatku. taki sobie niemiec (tj. polak, ale nie mający pojęcia o chodzeniu po górach. takie sobie nasze okreslenie). dobra pal licho skarpety. człowiek albo ma stalowe kostki i wie że mu nic nie grozi, albo myślał że mu kto schdy z betonu wylał na sam szczyt. tymbardziej fakt przeraża, jeśli weźmie się pod uwage, że tamta trasa jest dość stroma. no głupota ludzka nie zna granic.
macie jakieś przygody z takimi niemcami (bez urazy do rzeczywistych obywateli Niemiec :()?
raz, pewnego ciepłego dnia idąc szerokim wierchem widzimy laski w miniówach idące od górnych na Tarnicę zapewne. na nogach - japonki. mieliśmy wówczas dobry chumor czego efektem było nabijanie się z tych niemek. nikt z nas jezyka niemieckiego nie znał dobrze, więc ze znanych nam słów powstały sploty nieznaczących zdań prześmiesznie w dodatku akcentowane przez kolegę. franz beckenbauer, ratxzinger guttentag, ja ja, naturlich, in ortnung, ja, deutsche nach hause. co się okazało? jedna z dziewczyn do nas podchodzi i się pyta czy my też jesteśmy z Niemiec - po niemiecku. szok.
Hej :D
Czy ja kiedyś już tego nie pokazywałem tutaj? Pokażę - Wy też pewnie o tym teraz marzycie :)
:D:D:D Taaaa... kiedyś zacząłem sp... z przełęczy Goprowców. Dopadło mnie już za siodełkiem pod Tarnicą. Takie tam sp...nie. Burza była szybka jak sokół, ja nie... :P Ale rzeczywiście włażenie na piki pod nadchodzącą burzę, to przejaw skrajnej głupoty. Ile to natrąbili się w literaturze górskiej na ten temat, ile trupów zaścieliło szlaki. I nic.Cytat:
Zamieszczone przez joorg
Ja mówiąc o wychodzeniu w deszcz miałem na myśli deszcz siąpiący/lejący monotonnie-jednostajnie z szarej chmury na niskim pułapie, bez widoków na szybkie zakończenie :D Taki typowy dzionek kondycyjny...
Jak widać Derty, sam to najpierw zrobiłeś a teraz napominasz:razz: :twisted: :twisted:Cytat:
Zamieszczone przez Derty
Ja od razu powiem: tak, zdażyło mi się leźć w burzę i po pikach. Byłem w takiej sytuacji że nie miałem innego szlaku do zaopatrzenia w żywność. A do zaopatrzenia w żywność miałem kilka dni drogi i nie miałem nadmiernych zapasów. Przy czym nie znałem nawet odległości (bo korzystałem z prymitywnej mapy aksonometrycznej bez skali) jaką muszę pokonac zanim skończy mi się żywność. Więc nie było co wybierać. Było to w jednym z krajów demoludów, gdzie normalnej mapy tych gór wtedy nie uraczyłbyś. Szczerze.... olałem tę burzę, choć w portkach miałem niemało ciężaru. Pewnie i jestem małorozsądny, ale taki już jestem że się pcham naprzód jak trzeba w każdą burzę.
PS: ale ogólnie jestem z cukru, nie lubię moknąć :razz:
Sugerujesz, że miałem wiać przez Bukowe Berdo?:O No może... :P Albo przez Halicz, na wolność, za Bukowską....:D Fakt że nieco wyszedłem burzy na powitanie, ale to naprawdę była próba ucieczki :D W ulewie najmilszy był fragment poniżej obecnego lądowiska dla 'wiertalotów' - to było coś jak chodzenie po wielkim mydle.Cytat:
Zamieszczone przez malo
A co do burzy w ogóle - w Bieszczadach jest się bardziej narażonym na trafienie piorunem niż np w Tatrach, gdzie są liczne miejsca mogące nieźle chronić przed doładowaniem. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego zagrożenia, nawet słyszałem, że 'Panie, w Tatrach to może trzepnąć, ale tu, na łące?'.
Są różne reguły i przesądy w sprawie ochrony przed piorunami. Jedna z nich mówi, że pierony chętniej uderzają w drzewa liściaste niż iglaste, a więc jeśli już, to stawajmy pod świerami. Czy zdarzyło się Wam spotkać z taką opinią?
burza w górach to straszna rzecz. w domku jak jestem otwieram żaluzje, firany rozsówam i oglądam z podziwem, ale na zewnątrz to też sp... :-)
kilka lat temu szlismy z tarnicy na halicz. pod krzyżem było dość spoojne niebo - bielutkie z odrobinką słoneczka. dodam jescze że było poczatek kwietnia, toreż śniegu jeszcze było. będąc na przełęczy ni stąd ni sowąd niebo zrobiło się czarne. niespodzianka - jak to w Bieszczadach. Potężny burzowy mrok deptał nam po piętach. strachu było nieco. jakby zamieć przyszła z wiatrem silniejszym od nas nie byłoby miło. na szczęście przeszło bokiem strasząc nas tylko. Stary Woju miał rację mówiąc że nas ominie, ale i tak włączył 4,5 bieg :-) poza tym to nie miałem zbytnich pogodowych problemów w górach prócz deszczu.
derty, to drugie zdjęcie to co, bo wyznać się nie moge.
nikomu nie polecam burzy w górach. Mi przydażyło się niestety kilka razy. Raz w Tatrach na Kościelcu, burza przyszła nagle niewiadomo skąd, ale to już chyba takie miejsce w Tarach. Bedąc na szczycie już mieliśmy schodzić ale jeszcze ostatnia fotka i wtedy piorun walnął między nas, aż mi się ciepło zrobiło a włosy stanęły dęba. Zbiegałam z Kościelca ile sił w nogach a co najdziwniejsze kilka osob zamiast schodzić w dół spokojnie sobie wchodziło. Niebo zrobiło się sine, pioruny co chwila waliły grzmiało niesamowicie.
Od tamtego czasu panicznie boję sę burzy.
W bieszczadach jednak nas dopadła na Kremenarosie. I co tu robić czy iść 5-godzinnym szlakiem na Rabią Sakałę a stamtąd do Wetliny, czy wracać odkrytym szczytem Rawek?? Wybraliśmy drugą opcję, najgorszą część burzy z gradem przeczekaliśmy w lesie, potem dołączyliśmy się do Słowaków którzy podążali do bacówki pod Rawką.
Burze dalej mnie przesladują, ostatnio złapała nas na spływie kajakowym rzeką Krutynią na Mazurach a pozniej podczas rejsu statkiem po j. Nidzkim a kilka dni temu podczas przejażdzki na rowerze lubelską ścieżką rowerową. Może to ja ściągam te burze???
ubiór trj osoby na I planie wydaje mnie się znajomy. czy to nie jest czazsaem wyprawa z soboty, 5.08?
To na Wetlińskiej blisko P. Orłowicza. tfu, co za błocko i deszcz były... ale ten spokój... :DCytat:
Zamieszczone przez z lasu
Mrykaśne chmureczki Yooolio :D Właśnie takie są najlepsze....
niestety nie, to czerwiec tego roku :)Cytat:
Zamieszczone przez z lasu
Ja zaliczyłem burzę w Tatrach jakieś 10 lat temu,pod samym szczytem Świnicy, na ok.2280 m. Byłem z gościem który schodził góry prawie w całej Europie i troche w Azji.Widział i przeżył wiele a wtedy nie wytrzymał i....pierwszy raz w górach autentycznie się modlił.Nikomu nie polecam tego typu adrenaliny.
To jak Ty tak piszesz to naprawdę musiała być szybka:-) a imie jej Burza było ???Cytat:
Zamieszczone przez Derty
W większości tu na forum wiemy ,że z tymi burzami w górach jest tak: pierwsze słyszymy pomrukiwanie ,zdaje się nam że gdzieś bardzo daleko ,a kierunek trudny do sprecyzowania. Za niedługą chwilę po tym zaczyna się walenie piorunami i to często na "sucho" - a dopiero następnie wychodzi z najmniej spodziewanego kierunku czarna chmura i zaczyna padać deszcz i to nie zawsze.Chyba najbardziej charakterystyczne jest to w takich "górkach średnich" ok1000m jak w Bieszczadach i Beskidzie.
Pozdrawiam pogodnie 8-)
ps. ale nie ma mocnych i tak każdego kiedyś dopadła burza, a jak nie to dopadnie ,a wtedy byle się nie pchać dalej w "jej objęcia"
no mnie jeszcze tak dobrze to nie dopadła. wolę nie przeżyć czegoś takiego. a jak jużto gdzieś gdzie można się schować, chociaż te schowki to czasem gorsze moga być od gołej połoniny :-/
Mnie złapała co prawda nie burza ale mocny deszcz i strasznie silny wiatr na Połoninie Wetlińskiej. Widoczności oczywiście ZERO, więc ze szczytu wiele zobaczyć się nie dało. Natomiast schodzenie z Wetlińskiej szlakiem który zamienia się w rwącą rzekę do przyjemnych zejść zaliczyć nie można - oczywiście schodzenie z 23kg plecakiem :) pozdrawiam wszystkie ofiary burzy w Biesach.
chyba wywolalem burze z lasu ;)
i mnie sie zdarzylo byc podczas konkretnej burzy poza bezpiecznymi murami tudziez balami jakiejs chatynki, ale na szczescie nigdy jeszcze na jakims konkretnym szczycie.
najgorsze z tych co pamietam - jedna na Pogorzu Przemyskim, w lesie. w lesie tak jakos bezpieczniej podczas burzy ;) ale tam juz isc sie nie dalo, trzeba bylo zamienic sie w male drzewko i przeczekac - gromy lecialy okrutne.
druga tego samego dnia po przerzucie w worek bieszczadzki, na drodze do Beniowej. niebo polaczylo sie z ziemia, potezne grzmoty i bliziutkie uderzenia pioruna. juz nie bylo gdzie nizej uciekac a tu jakos nie chcialo walic po gorach.
i jeszcze nocny desant do Lisznej z Hyrlatej przy pierwszych powaznych oznakach burzy. chyba jeszcze nigdy tak szybko sie nie zwinalem ;)
w sumie to piorun i tak bije gdzie chce ale z reguly wyzej mu blizej toc i sie nie meczy bo po co ;)
fakt, nie ma to jak burze ogladac zza okna :)
pzdr
Dobrze piszesz - wpierw było słychać pomrukiwanie, a niewiele było widać z dołu, bo góra zasłaniała. Jakieś chmury widziałem wcześniej, ale przecież to nie dla nas przeznaczone. Za 15 minut byłem na siodełku pod Tarnicą i już ją widziałem naprzeciw :P A za chwilę już lało - najszybszą zmianę warunków przeżyłem kiedyś w Tatrach, gdy po wspinaniu na Zamarłą wystawiłem twarz na Zmarzłą Przełęcz i zobaczyłem nawałnicę, z której deszcz przesłaniał już okolice Żółtej Turni. Za 5-10 minutek ślicznie mokliśmy wśród piorunów i w strachu, że nam przypali tyłki :D W Bieszczadach kiedyś niemal biegliśmy z kolegą po Dziale słysząc wciąż pomruki wyładowań dookoła. W zasadzie chmury kumulowały się w różnych miejscach nad górami i z każdej większej dobiegłay odgłosy :D Piękne mieliśmy tempo, a żywioł się rozpętał łaskawie dopiero wtedy, gdy doszliśmy do przystanku w Wetlinie. Co ciekawe - to był początek lipca, godzina nie później jak 10-11 rano. Zmienność pogody w Bieszczadach jest naprawdę zaskakująca i wiele by tu pisać o tym...Cytat:
Zamieszczone przez joorg