jak tam? Jaki dzis wynik? Mam nadzieje ze remis, ale roznie moze byc. Jak sadzicie?
Wersja do druku
jak tam? Jaki dzis wynik? Mam nadzieje ze remis, ale roznie moze byc. Jak sadzicie?
eee tę Bitwę pod Grunwaldem to przegramy, ale za to Kubica pierwszy podobno!!!:razz:
Obstawiałem 3:0 dla Niemiec, może jeszcze będzie. Sport na tym poziomie jest dość przewidywalny, wyrachowany - coś jak w F1. Oczywiście można ślepo kibicować na zasadzie np. Warta Poznań wygra z Barceloną, ale na chłodno to grają profesjonaliści z amatorszczykami grzejącymi ławy całego świata :) Smutne, ale prawdziwe.
eee, no nasi też mieli parę ładnych okazji- nie byli chłopcami do bicia... Oba gole strzelił Polak. Nie było tak źle, choć wygrali lepsi- i słusznie
Podolski ma polskie nazwisko,ale Polakiem nie jest,nawet nie zna polskiego.
Mecz kiepski jeśli chodzi o grę Polaków. Co do Podolskiego - bez sensu komentarz, że nie cieszył się ze strzelanych bramek - wkoncu to jego osobiste sukcesy.
Jak sie rodzi w Gliwicach to sie jest Polakiem, tak samo jak Krakusy i Pyrusy!
http://pl.wikipedia.org/wiki/Lukas_Podolski
Polak wygrał w niemieckim bolidzie, Niemcy pokonali nas polakiem w ataku!
W górę serca! To MY rozdajemy karty! :D
teraz też to ciężko widze....
1:0
jupiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii iiiiiiiiii
Ale gra fatalna.... zwłaszcza pierwsze 10 minut....
Gdyby nie Boruc...
i polski brazylijczyk...
Kiepska gra i kiepski wynik.
a sędzia chyba to chyba dzisiaj miał zapalenie spojówek. Albo mętnego bimbru z pierwszego wypędu się napił i na wzroku podupadł
"Howard, why?" "For money" 8)
Raz przegralim, raz remis... pasowało by wygrać raz. Jak sądzicie, uda się? Mi to się widzi że się uda.
z KiM?z Chorwacją???
żartujesz sobie chyba;-)
optymista to mało-w cuda wierzysz chyba :-P
Generalnie szanse są :)Cytat:
Piłkarze Chorwacji grali z Polską cztery razy – wygrali dwa razy, raz zremisowali, a raz schodzili z boiska pokonani (bramki 6:3):
http://pl.wikipedia.org
- 28.02.1996, Rijeka: CHORWACJA-POLSKA 2:1 (Brajković, Cvitanović – Bałuszyński)
- 22.04.1998, Osijek: CHORWACJA-POLSKA 4:1 (Boban, Stanić 2, Boksić – Ratajczyk)
- 12.02.2003, Split: CHORWACJA-POLSKA 0:0
- 03.06.2006, Wolfsburg (Niemcy): CHORWACJA-POLSKA 0:1 (E.Smolarek)
Może Chorwaci wystawią teściową trenera jak sugerował Leo.
No tak szanse są;-)))
Na drugą Irlandię w Polsce też;-))
ja w cuda nie wierzę.
Jak nawet z lichą Austrią graliśmy jak graliśmy. Ja pomijam późniejszy epizod z sędzią, ale z taką fantastyczną grą to przy dobrej drużynie przeciwnej by bylo pewnie 0:3 dla nich jak nie lepiej
Polacy wygrają. Przekonacie się.
Oczywiście mam na myśli Podolskiego i Klose'go.
Drużyna niemiecka ma dopiero 3 pkt. (tylko za mecz z nami) i nie będzie ryzykowała przegranej ani remisu. Wyżej wymienieni "nasi" zrobią zatem wszystko, aby "dokopać" Austrii.
Bo gdyby, co daj Panie Boże, gospodarze z Niemcami wygrali, to mielby w sumie 4 pkt.
Gdybyśmy i my wygrali z teściową trenera Chorwacji (co wcale nie jest takie pewne), to też mielibyśmy łącznie 4 pkt.
A Niemcy mieliby wtedy tylko 3 pkt. (jedynie za mecz z nami) i odpadliby nawet bez brania pod uwagę bilansu bramek.
I do tej ostatniej ewentualności nie dopuszczą nasze chłopaki z Reichu: Łukasz (Lukas) i Mirosław.
Tak więc, czy inaczej, to Polacy wygrają.
PS
Najdurniejszym pomysłem, o jakim ostatnio słyszałem, był wymysł, aby wszcząć procedurę pozbawienia polskiego obywatelstwa Podolskiego i Klose'go (o ile oni w ogóle jeszcze je posiadają).
Ja natomiast miałbym inny pomysł.
O ile to jest jeszcze możliwe z przyczyn formalno - prawnych, wydać chłopakom polskie paszporty (co nas obchodzą ich niemieckie, niech je sobie również mają) i szybciutko ich powołać do naszej kadry na eliminacje do Mundialu 2010. Przynajmniej nie będą się różnić od kolegów z drużyny ani językiem, ani karnacją.
Oczywiście wymagać to będzie zakulisowych pertraktacji z zainteresowanymi i spec - funduszy, ale z tym nasz pan prezes Michał L. powinien sobie dać radę.
Oczywiście nie mam nic przeciwko Rogerowi Guereiro, widać w nim (może nie na 1-szy rzut oka) krew polskich emigrantów.:-)
I także Olisadebe bym ściągnął do kraju ojczystego (oczywiście mam na myśli Polskę:grin:) i zmusił do solidnych treningów. Jeszcze chyba nie jest na to za stary (?). Wczoraj Zbigniew Boniek stwierdził, że dla piłkarza optymalny wiek zamyka się w przedziale 27 - 34 lata.
Jak widzę tych mędrców Bońka i Tomaszewskiego.... ten drugi zwłaszcza ma na wszystko odpowiedź, przeważnie niezależnie od pytania jego odpowiedzą jest krytyka innych. Strach pomyśleć jak by zastąpił komentatorów meczu!
Swoją drogą skąd polsat wymarał tych komentatorów? Na paszporty dla większości obywateli to ich stać, zbierają haracze za cyfrową telewizję- w większości odbieraną na analogowym sprzęcie, na jakieś fundusze też zbierają, a na jednego Szpakowskiego ich nie stać... uhh
Darek Szpakowski jest the best!
DARKU, KIBICE UWIELBIAJĄ CIĘ!!!
taka piosenka jest prawda...;-)
Szpaka sobie daruj. A Kołtoń z Borkiem to najlepsi w tej chwili komentatorzy. Ale zapchajdziury typu Świerczewski (jego relacje z boiska), Kowalczyk czy Brzęczek to porażka.
Spadam na ryneczek kibicować, w zwycięstwo wierzę, w awans nie.
"Szpak" ma tego, jedynego, plusa, że wreszcie przestał zakrywać łysinkę ;)) tymi kudełkami z tyłu.
Poza tym, za niecałe 2 godzinki tytułowy wątek :arrow: "Kosz" .
eeee, bez przesady, nasi rodacy jeszcze będą grać :)
- Jaki jest najkrótszy polski dowcip ?
- Polska, gola !
Dziś rano w radio to usłyszałem. Nie wiem, kto, gdzie i kiedy to wymyślił, ale do ME 2008 pasuje jak ulał.
A teraz poważnie.
Szanując prawo innych do wypowiedzi, ja osobiście wstrzymuję się (chociaż b. ciężko mi to przychodzi) z krytyką naszej drużyny jeszcze przez jakiś czas. Dlaczego ?
Każda drużyna piłkarska gra tak, jak pozwalają na to:
- kondycja fizyczna i psychiczna jej piłkarzy,
- umiejętności indywidualne (wyszkolenie piłkarzy) i zespołowe (organizacja gry drużyny), oraz, po trzecie:
- gra drużyny przeciwnej.
I na tym 3-cim czynniku bym się przez chwilę zatrzymał. W grupie B graliśmy z drużyną gospodarzy oraz z ... być może mistrzem i wicemistrzem Europy 2008.
Gospodarze w takim turnieju zawsze dają z siebie wszystko plus jeszcze trochę więcej.
Chorwaci są świetni, nawet teściowa ich trenera byłaby groźna na boisku.
A Niemcy - wspomagani 2 Polakami - reprezentują od lat mistrzowską klasę i powoli się rozkręcają.
Poczekajmy zatem na mecz finałowy Niemcy - Chorwacja.
Jeśli natomiast do niego nie dojdzie, dopiero wtedy zacznę wieszać psy na naszej drużynie i polskiej piłce nożnej w ogólności.:grin:
No taaaaa
austriacka drużyna grała z nami fantastycznie hihihihi
A nasi to juz w ogóle bardziej niż fantastycznie grali;-)
Tak jak wczoraj napisałem, z krytyką Naszych jeszcze jakiś czas się wstrzymam.
Na razie tylko refleksja historyczna.
Wszyscy się zgodzą, że najświetniejsze, jak dotąd, lata naszej piłki, to okres od 1972 r. (złoty medal na olimpiadzie) do 1982 (2-gi raz III miejsce na MŚ).
Nie wiem, kiedy takie tłuste lata naszego futbolu znów nadejdą. :-(
Już we wrześniu br. rozpoczynamy eliminacje do Mundialu 2010 w RPA. Być może się zakwalifikujemy, podobnie jak do MŚ w 2006 i 2002 r. Może.
Ale nawet jeśli się nam to uda, to pragnę zwócić uwagę na duże różnice (na korzyść polskiej, i nie tylko, drużyny) w uczestnictwie w eliminacjach do Mundialu - obecnie i przed laty.
1. W czasach "trenerostwa" Górskiego, Gmocha i Piechniczka do Mundialu kwalifikowano tylko 16 drużyn z całego świata, teraz zaś (chyba od lat 90-tych ub. wieku) - już 32. Czyli dwa razy więcej. Zatem nie uczestnictwo w MŚ, lecz dopiero pomyślne wyjście z 1-szej fazy rozgrywek grupowych można by porównać do samego zakwalifikowania się do Mundialu w latach 70. i 80. ub. wieku. Uważam, że jest to zasadnicza różnica.
2. Geografia polityczna (jej zmiany) też sporo "namieszała". W miejsce jednej silnej drużyny ZSRR mamy kilkanaście innych, z reguły sporo słabszych. Podobnie, choć oczywiście w mniejszej skali dotyczy to b. Czechosłowacji i b. Jugosławii.
Rosja, Czechy i Chorwacja to wyjątki potwierdzające regułę.
Ubyła również silna i zawsze groźna w grach eliminacyjnych drużyna NRD. No bo drużyna obecnych Niemiec odpowiada zespołowi b. RFN (NRF).
Zatem w losowaniu "strefy europejskiej" jest większa szansa na napotkanie na swojej drodze jakiejś Słowacji czy innej Słowenii, które są na ogół tylko dostarczycielami punktów innym drużynom (podobnie jak w latach 70. i 80. Malta, Wyspy Owcze, grające zresztą nadal na podobnym poziomie).
Oczywiście system losowania (tzw. koszyki) nie dopuszcza do tworzenia samych silnych lub samych słabych grup eliminacyjnych, ale mimo wszystko nowa "geografia futbolowa" dużo zmieniła w eliminacjach i organizacji MŚ.
W eliminacja do MŚ 2010 mamy chyba najsłabszą grupę, a najgroźniejsi będą Czesi. Z pozostałymi drużynami mam nadzieję nie będzie niespodzianek. Wydaje mi się, że tak źle jak w ME nasi kopacze nie zagrają, a Beenhakker wyciągnie jakieś wnioski.
W każdym bądź razie dopóki polską piłką będą rządzićtacy ludzie jak Listkiewicz, Engel, Streilau, Piechniczek i inni rodem z PRLu to nie będzie dobrze się działo.
to ja troche humorystycznie:
(Teraz już wszystko jasne. Przesyłam mail który dostałem od jednego kolegi - dzięki!) :-)
Miłego czytania :))
Dziesięć powodów, dlaczego nasi przegrali z Chorwatami
1. Połowa boiska przeciwników była zdecydowanie większa od naszej, przez co mieliśmy dalej do ich bramki. Poza tym ich obrońcy mieli zdecydowanie więcej miejsca i swobody ruchu.
2. W pierwszej połowie meczu, jak powtarzał wciąż komentator - nasi ,,szukali bramki''. A jak już ją znaleźli - to nastąpiła zmiana stron boiska.
3. Głupi zwyczaj zmiany stron boiska po przerwie skonfundował naszych zawodników i przez pierwsze minuty drugiej połowy atakowali bramkę Boruca.
4. Co ciekawe - teraz nasza połowa boiska była zdecydowanie większa od połowy przeciwnika, przez co nasza obrona musiała się bardziej rozciągnąć, a co za tym idzie na jednego obrońcę przypadał większy odcinek do pilnowania.
5. Mój znajomy fizyk (Wielomysł Nigdziebądź) na podstawie analizy kadrów ze spotkania obliczył, że na boisku przebywało jednocześnie dwudziestu dwóch Chorwatów i tylko trzech Polaków.
6. Naszemu najlepszemu zawodnikowi kazano stać na bramce.
7. Polscy Piłkarze musieli nie tylko zajmować się piłką, ale i osłaniać swoje tyły. To znaczy ustawiać się tak, by nigdy za ich plecami nie pojawił się Pokrivac.
8. Atmosfera na stadionie był usypiająca i w ogóle nie przypominała napompowanej adrenaliną atmosfery polskich stadionów, z energetyzującymi okrzykami ,,Widzew nierządne kobiety'' czy ,,Legia niedorajdy''.
9. Chorwaci zachowywali się jak dzieci z ADHD - cały czas biegali i kopali w piłkę. Wiadomo, że od takich lepiej trzymać się z daleka, bo można samemu oberwać.
10. Austriacy i tak przegrali, więc w sumie nie było sensu się wysilać...
Sytuacja powoli się wyjaśnia, a i emocje opadają.
Z drużyn, które nas pokonały, jedna (Niemcy) awansowała do pierwszej europejskiej czwórki i będzie walczyć o medal. Niewykluczone, że o złoty. Druga wczoraj po tragicznym „boju” uległa Turcji. Ale cóż, jak się nie potrafi strzelić 3-ch rzutów karnych ...
Naszą drużynę nadal zaliczam do dość dobrych drużyn europejskich - do tzw. wyższej klasy średniej, posiłkując się burżuazyjną terminologią społeczno - ekonomiczną. To nie orły, ale może chociaż sokoły, a w każdym razie nie ptasia drobnica.
Graliśmy tak, jak na to pozwalały:
1) umiejętności indywidualne poszczególnych graczy oraz organizacja gry naszego zespołu,
2) forma fizyczna i psychiczna zawodników,
3) gra przeciwników, czyli (chronologicznie) Niemiec, Austrii i Chorwacji.
Ad. 1.
Prezentowaliśmy przeciętny europejski futbol ligowy (jeśli chodzi o predyspozycje indywidualne). Artur Boruc błyszczał na tle kolegów z zespołu, ale chyba jest jeszcze za wcześnie, aby okrzyknąć go światowej klasy bramkarzem. Bardzo kontrowersyjny obecnie (jako działacz piłkarski i dziennikarz) Jan Tomaszewski bronił niegdyś jeszcze lepiej. Nie oznacza to, że Boruc nie będzie jego godnym następcą. Szanse (realne) ma. But, it’s a long way to the Tipperary.
Jacek Krzynówek, gdy patrzyłem na niego każdorazowo pod koniec meczu, stanowił dla mnie przykład słuszności teorii Darwina. Tak oceniałem, zdenerwowany jego nieskutecznością, fizjonomię Jacka.
Powie ktoś, że jestem niesprawiedliwy, że uroda, a raczej jej brak, jeszcze o niczym nie świadczą - zwłaszcza u płci już z natury zwanej brzydką.
Oczywiście, nie każdy musi być tak przystojny jak nasz Piotr. Swego czasu nazwałem go nawet na Forum „bieszczadzkim Belmondo z Opola”, z wdzięcznością rewanżując Mu się za komplement określenia mnie mianem Jozina z bazin.
Reasumując, o ile Piotr Sz. swoim wyglądem potwierdza biblijny cytat „na kształt i podobieństwo swoje”, to fizjonomia Jacka K. zdecydowanie dowodzi słuszności teorii ewolucji.
Jest na to prosta rada, jak tę wrodzoną wadę zatuszować, poprawiając równocześnie skuteczność gry w ataku. Okulary. Nawet największy młot, po założeniu okularów, zaczyna wyglądać inteligentnie. Aspektem praktycznym zaś wtedy jest, jak wszyscy wiedzą, poprawa zdolności widzenia. Widzi się bramkę tam, gdzie ona faktycznie stoi, i do niej (a nie grubo ponad lub grubo obok) strzela się piłkę.
Żarty na bok. Krzynówek, jak podaje sportowa prasa, więcej siedzi na ławce rezerwowych niż gra w pierwszym zespole klubowym. To dobrze, bo mniej się męczy i zużywa. Wziąłby się solidnie chłop za treningi strzeleckie, jak niegdyś mój (i Pastora, i Ducha Przeszłości) imiennik Deyna. Śp. Kazimierz Deyna, aby dojść do wprawy, kopał na treningach na boisku Legii nieskończenie długo, ćwicząc nie tylko nogę, ale - przede wszystkim - oko.
Euzebiusz Smolarek to, moim zdaniem, niegdysiejszy Włodzimierz Lubański. I mimo to został niewykorzystany, prawie w ogóle nie było go widać na boisku !
Tu przechodzimy do czynnika organizacji gry w zespole. Coś nawalił mój ulubiony Leo Beenhakker. Wystawił Ebiego za daleko do przodu, tak że ten (osobiście słyszałem wywiad !) żalił się, że po dwadzieścia parę minut nie otrzymywał od kolegów piłki. Czyli że latał luzem - taki, ot, wolny elektron.
Mam podejrzenia co do nieskuteczności gry zespołu. „Ktoś” chciał „coś” chłopakom obiecać za konkretny sukces na ME 2008, ale z kolei inny „ktoś” to storpedował. Więc chłopcy się obrazili - na tego „kogoś”, ale również i na siebie nawzajem (bo zdania były podzielone). Ale nie ciągnijcie mnie za język, bo nie chciałbym na stare lata włóczyć się po sądach.
Ad. 2.
Forma zawodników - na mocną trójkę lub słabą czwórkę (w skali 5-cio stopniowej). Nie zauważyłem, aby nasze chłopaki dyszały jak pies w czasie upału, ani aby się kogoś bały. Przeciwnie - nasi zawodnicy biegali (co prawda nie za bardzo składnie) jak dobre konie wyścigowe, a faulowali (nawet gospodarzy turnieju !) jak - nie przymierzając - Andrzej Gołota.
Ad. 3.
Podzielimy ten „rozdział” na trzy fragmenty.
Polska - Niemcy.
Sprawa była z góry przegrana. Z Niemcami wygraliśmy ostatnio chyba pod Grunwaldem, a i to przy wydatnej pomocy Litwinów i białoruskich pułków smoleńskich. Pamiętam to, gdyż w którymś z poprzednich wcieleń uczestniczyłem.
Polska - Austria.
Nasi szowiniści uczepili się sędziego Webba jak rzepy psiego ogona. Na jego miejscu (tzn. sędziego Webba, a nie psiego ogona czy rzepa) postąpiłbym identycznie ! Był faul w 93-ciej minucie ? Był ! Nasz obrońca przez chwilę przytrzymywał austriackiego napastnika za koszulkę, wszyscy w TV Polsat to widzieli.
A przedtem ? Najpierw sędzia Webb uznał polskiego gola ze spalonego.
Później błędnie zastosował tzw. „prawo korzyści” nie dyktując, po ewidentnym faulu polskiego obrońcy na austriackim napastniku w naszym polu karnym, rzutu karnego dla gospodarzy. Napastnik austriacki bowiem, po chamsku przez naszych podcięty, utrzymał się jeszcze przez sekundę przy piłce (wyrwał się faulującym go Polakom) i dopiero potem się przewrócił. I to był błąd sędziego.
Przypomnijcie sobie Wasze „wywrotki” na bieszczadzkich wertepach. Nie zawsze leci się od razu na pysk, czasem dopiero chwilę po potknięciu - po bezskutecznym usiłowaniu złapania równowagi.
A więc sędzia Webb miał w 93-ciej minucie meczu do wyboru dwa zarzuty: od gospodarzy ME (!!!), że wypaczył wynik meczu, i od Polaków - że podyktował „problematyczny” karny. Wybrał to drugie „mniejsze zło”, narażając się tylko na jakieś czcze groźby polskich durniów w Anglii. Ryzykowałby natomiast dużo więcej, gdyby podpadł Austriakom. Mogliby go oni np. zapoznać bliżej z niejakim Józefem Fritzlem, a nawet zakwaterować w piwnicy domu tegoż.
Polska - Chorwacja.
Trener Chorwatów (prywatnie kumpel Leo Beenhakkera) usłuchał prośby przyjaciela i do meczu z Polską wystawił niby „drugi garnitur” - ale za to ze swoją teściową w składzie. Wygrał ktokolwiek z Was z teściową ? Przecież to pytanie retoryczne.
Uff, jako kibic ulżyłem sobie !!!
Kaha i SB,
Dziekuje za te chwile ubawu, usmialem sie do lez...
No, ale Polacy nadal w grze! Jak Niemcy zdobędą złoto a Chorwacja srebro- będzie że przegraliśmy z mistrzami- a to żaden wstyd przegrać z najlepszymi! Więc kibicujmy dalej