-
Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Gdzie diabeł mówi „Szczęść Boże”
Kogut pieje na szóstą
W łóżkach drzemią próżniacy
A w dalekich Bieszczadach
Anioł wstaje do pracy.
Ciepłe gacie założył
I sztruksową koszulę
Chmurą otarł sen z powiek
Pościel wygładził czule.
Jeszcze w drodze do pracy
Drobne przelicza w swej kiesie
Bo niejednemu turyście
Rano bardzo pić chce się.
Następnie na połoninach
zamiata mokre liście
Aby bezpiecznie szło się
Bieszczadzkiemu turyście.
A potem gdzieś pod Tarnicą
Za plecak trzyma Rafała
Bo Rafał, uczeń gimnazjum
Wybrał się w góry w sandałach.
Ni chwili odpoczynku
Ni przerwy na papierosa
Już Anioł gdzieś na Solinie
Pilnuje w łódce młokosa.
Na wysokości zaś Chmielu
Przez San przechodzi ich trzech
Anioł już skrzydła podwija
Konieczny będzie tu pośpiech.
W Beniowej przepłoszył żmiję
I misia gdzieś na Otrycie
Przeklina Anioł po cichu
Anielskie podłe swe życie.
Dwoi się Anioł i troi
Pracuje ile wydoli
odcisków dostał na dłoniach
Wyciera pot z aureoli.
Chciał by czasami pogadać
Ze swym ukraińskim kolegą
Lecz musi stale pomagać
Rożnym bieszczadzkim lebiegom.
Wreszcie skończył dzień pracy
Teraz nareszcie może
Wypić anielskie piwo
Zapalić fajkę na dworze.
Podpisał pośpiesznie raport
Pisany gdzieś na kolanie
Szef w niebie zadowolony
Dodatni bilans dostanie.
Już o nic nie musi się martwić
Poprawia poduszkę z chmury
Przed snem jeszcze pomyślał
"Ach jakże piękne te góry!"
Tymczasem na chmurce obok
Oblicze swe zagniewane
Chmurą obmywa kolega
Wstający na nocną zmianę.
Nie bez przyczyny w motcie umieściłem wiersz znanego bieszczadzkiego poety, przydługi może na motto, ale jak pokaże koniec mojej gawędy, ważny, adekwatny. I dzięki Nim, Aniołom Bieszczadzkim koniec mojej opowieść będzie z Happy Endem, niczym w kiczowatej amerykańskiej komedii romantycznej . Chociaż nam do śmiechu nie było.
I chyba brakuje w nim jeszcze jednej zwrotki, ale ta pojawi się w odpowiednim miejscu.
Zanim rozpocznę moją opowieść pragnę przedstawić persoae dramatis , czyli głównych bohaterów.
Domek nr 1
Julia- piękniejsza część Piskala, kandydatka na żonę Piskala i bieszczadzka dziewica
Kasia vel Darkangel79 vel Gargamel, bydgoska część toruńskiego regimentu ,bieszczadzka dziewica
Banan- towarzysz podróży, dawny mieszkaniec Bieszczadów, dawny mieszkaniec Torunia, obecny mieszkaniec Walii
Wojtek Myśliwiec- filutek
Piskal
Basia- właścicielka Ośrodka Wczasowego „Sękowiec”
Towarzystwo okołobieszczadzkokimbowe
WUKA- matka chrzestna toruńsko- bieszczadzkich spotkań
Renatka- matka dziecka Bertranda
Bertrand 236- ojciec dziecka Renatki
Wojtek1121- nie mający nic wspólnego z dzieckiem Renatki i Bertranda
p. Ania- matka dziecka Wojtka 1121
Magda- żona Andrzeja 627
Andrzej 627- mąż, szwagier i brat Magdy, Ani i Wojtka
Pastor- Jego Eminencja
Stały Bywalec- prezydent KIMB, wielbiciel ukraińskiej wódki
Marcowy- ojciec dyktator , ofiara własnego altruizmu i serca, ukarany bieszczadzkim albumem
Manio i gitara- naczelny KIMBowy bard
Tarnina- muza Mania
Hero- producent wina
Lucyna, Jurko, Zbyszek,Polej, Matylda, Bob, Sebastian, Don Enrico
Społeczeństwo Zatwarnicy
Krewni i znajomi królika,
I wiele innych osób, których nie jestem w stanie wymienić, co nie oznacza, że są mniej ważni
Miejsce akcji: Toporzysko, Toruń, Bieszczady
Czas akcji: przed 9 maja - 20 maja
Tak więc pewnego niedzielnego wieczora, 9 maja, zapakowawszy się do między planetarnego opla astry (ad astra) wyruszyliśmy samopięt z Torunia w kierunku południowym, ale…
Ale początek tej opowieści będzie trochę inny, trochę wcześniejszy i trochę, pozornie, mało bieszczadzki..
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Ojciec dziecka Renatki z niecierpliwością oczekuje dalszego ciągu.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Przyjaciel matki dziecka Bertranda i ojca dziecka Renatki postara się nie zwlekać, w przeciwieństwie do niektórych ojców niektórych dzieci niektórych Renatek.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Wiosenne ognisko, wiosną rozpalać? Toż, to logiki /Bertrandowej/ brak... Niebawem, jak się ociepli i wody opadną to zimowe rozpalę.
-
5 załącznik(ów)
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Rozdział I
Pan kotek był chory
Kiedyś Julia powiedziała: Nigdy bym nie pomyślała, że będę miała z Tobą dwa koty.
Zaczęło się od tego, że Dziewczynka, kotka, którą adoptowaliśmy w charakterze siostrzyczki dla Chestera, kota, który jako zabaweczka znudził był się poprzednim właścicielom, nastroszyła ogon i zaczęła prychać. Był późny wieczór, drzwi z pokoju do kuchni były uchylone, Dziewczynka stała w progu i jeżyła sierść. W naszym mieszkaniu jest tak, że dalej za kuchnią jest jeszcze sień, dalej drugi pokój z otwartym wciąż (oprócz zimy) oknem, przez który nasze koty mogą swobodnie, kiedy chcą, wychodzić na podwórko. A okno z pierwszego pokoju wychodzi na podwórko sąsiadów i też jest najczęściej otwarte.
Tymczasem dziewczynka stała w progu kuchni i prychała w ciemność. Z wrodzonym sobie optymizmem stwierdziłem, że na pewno widzi ducha, chociaż mój zmarły dziadek do tej pory nie narzucał się. Dziewczynka ostrożnie przeszła do drugiego pokoju, wyszła na parapet i chyba na dwór. Nagle wrzasnęła po kociemu i jak torpeda pognała do nas do pokoju. Teraz to Julia się przestraszyła, zwłaszcza po tym, co jej naopowiadałem, chociaż twierdzi, że nie wierzy w duchy. Lustracja podwórza nie dała odpowiedzi, co tak Dziewczynkę przestraszyło.
Dopiero na drugi dzień zobaczyłem jakiegoś kociego terrorystę, który był na naszym parapecie, kto wie, czy nie wszedł bezczelnie aż do pokoju i dziewczynka go wyczuła z pierwszego pokoju. Nie wiem, skąd ten kot się przypałętał. Wcześniej go nie było. U sąsiadów są trzy koty, które po naszym podwórzu chodzą jak po swoim, za to nasze koty odwdzięczają się pięknym za nadobne i jak do tej pory żadnych konfliktów nie było.
Tymczasem w przeddzień wyjazdu w Bieszczady pojechaliśmy do Torunia na urodziny naszej forumowej przyjaciółki Fioletowej Wody . Okno jak zwykle zostało otwarte. Wróciliśmy późno w nocy, Chestera nie było, ale nie raz zdarzało się, że wracał kiedy chciał.
Nastał zaranek, dzień wyjazdu a kota nie ma. Julia w płacz, poszła go szukać, humor się nam popsuł, niepokój narastał. W końcu podczas składania łóżka, coś cienko miauknęło i wypełzło zza łóżka. Chester ledwie powłóczył noga za nogą, wyraźnie było widać, że marsz sprawia mu ból. Julia już chciała zrezygnować z wyjazdu, chociaż tak się na ten wyjazd cieszyła. Cóż było robić, kota w transporter, transporter do samochodu i jazda do Torunia do pana doktora. I przyszedł pan doktór- Jak się masz koteczku?
Diagnoza nie była zła, prawdopodobnie spadł skądś, jest ogólnie potłuczony, ale bez problemu z tego się wykaraska. Opiekę koty miały zapewnioną, plany więc nie uległy zmianie.
Tymczasem moja siostrzenica, która przyjeżdżała karmić koty i sprzątać kuwetę zadzwoniła i powiedziała, że Chester nie chce jeść, jest apatyczny i nie chce chodzić. Nie chce sobie wyobrażać, co on o nas wtedy myślał, gdy zostawiliśmy go w takiej chwili, kiedy cierpiał. Żaden moderator by mi tego nie puścił.
A kiedy, zgodnie z planem, przyjechała mama Julii, zobaczyła, że łapka mu ropieje, już wtedy byliśmy w Ustrzykach Górnych. Po raz pierwszy przekonałem się , że telefon w Bieszczadach jednak jest potrzebny. Telefoniczna konferencja i szybka decyzja- Chester jedzie do Torunia i idzie ponownie do doktora od kotów, a od diagnozy zależy czy Julia wraca zgodnie z planem, czy w poKIMBową niedzielę z WUKĄ i Marcowym. Jednak mama Julii to kobieta, że do rany przyłóż, choćby kota.
Okazało się, że to nie upadek, lecz ciężko został pogryziony przez tego terrorystę, czego wcześniej nie było widać. Trzy łapki i ogon, w łapkach zaczęła zbierać się ropa i przez kilka dni naraziliśmy go na okropny ból i tęsknotę. Gdy wracając podjechaliśmy samochodem pod dom, ten koci gnojek czmychnął, do dnia kiedy piszę te słowa nie pokazał się, chociaż przygotowałem sobie kupkę kamieni na jego powitanie. Bardziej skutecznych pułapek, ze względu na koty sąsiadów, nie możemy dla niego przygotować.
Chester powoli dochodzi do siebie, dostaje antybiotyki, zastrzyki znieczulające i łapki ma w bandażach, i chociaż jeździ jeszcze do Torunia na zmianę opatrunków, to jesteśmy wszyscy razem: Julia, Dziewczynka, Chester i ja. A mogło się zdarzyć, że wymieniając we wstępie personae dramatis mogło zabraknąć Julii.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Profesor Filutek ???:oops:
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
[quote=WojtekMyśliwiec;103600][quote=Piskal;103461]Gdzie diabeł mówi „Szczęść Boże”
Motto:
Domek nr 1
Julia- piękniejsza część Piskala, kandydatka na żonę Piskala i bieszczadzka dziewica
Kasia vel Darkangel79 vel Gargamel, bydgoska część toruńskiego regimentu ,bieszczadzka dziewica
Banan- towarzysz podróży, dawny mieszkaniec Bieszczadów, dawny mieszkaniec Torunia, obecny mieszkaniec Walii
Wojtek Myśliwiec- filutek
Piskal
Basia- właścicielka Ośrodka Wczasowego „Sękowiec”
Profesor Filutek ???:oops: ???
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Filutek z kolegi, że sobie tak pomyślał:-P
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Rozdział I(...)
Tyle o kotkach ? Nim dojdziesz do opisu pakowania bagaży do bagażnika minie chyba 1500 odcinków "Mody na sukces".
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Biedna Czesterowa kocina. Proszę go ode mnie poczochrać po futrze na pocieszenie.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
WojtekMyśliwiec
Tyle o kotkach ? Nim dojdziesz do opisu pakowania bagaży do bagażnika minie chyba 1500 odcinków "Mody na sukces".
hahah wszystko się w życiu kończy,oprócz mody na sukces :-P
Najważniejsze ze czester się wylizał!!!!!
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
????
a co było dalej, za nim chciwi reporterzy uchwycili podobiznę na imprezie grupowej w UG
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Aleksandra
????
a co było dalej, za nim chciwi reporterzy uchwycili podobiznę na imprezie grupowej w UG
Sam jestem ciekaw, dlatego postaram się wieczorkiem coś napisać. A już na pewno w ten weekend.Mogę zdradzić, że wreszcie dojedziemy w Bieszczady...
-
7 załącznik(ów)
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Rozdział II
Wesoły domek
Tak i my pojechali. Był niedzielny wieczór kiedy przekroczyliśmy granicę Torunia i pomknęliśmy na południe. Julia, Kasia Darkangel79, Wojtek Myśliwiec, Banan i ja.
Ale wcześniej Kaśka miała przyjęcie bratanicy, dlatego zmuszeni byliśmy pojechać nocą. Przyjechała po nas i tu się przeraziłem. Bagaż Kasi zajmował pół bagażnika, a trzeba było jeszcze spakować cztery osoby. Okazało się jednak, że samochód Kasi pojemność wewnętrzną ma trzy razy większą od zewnętrznej, więc jakoś się zapakowaliśmy.
Podróż przebiegła prawie bez przygód i szybko, na co wpływ z pewnością miała turystyczna lodówka wypełniona po brzegi „napojami energetyzującymi, doskonały smak, tradycyjna receptura”. Włocławek, Łódź , Kielce, Tarnów, w Jaśle było już jasno. Kaśka padała na pysk, chociaż wcześniej była mowa, że będą prowadziły z Julią na zmianę. Musiałem trochę kłamać w dobrej wierze, że jest bliżej niż było w istocie. Jeszcze trzydzieści kilometrów, mówiłem w Lesku, jeszcze 15- w Czarnej.
Kiedy dojechaliśmy, wszyscy poszli spać, ja zaś poszedłem przywitać się z nasza przemiłą gospodynią Basią. Na to przyszedł Wojtek1121, który stacjonował od poprzedniego dnia, a za chwilę przyjechał Stały Bywalec. Umówiliśmy się na później pod kultową wiatą w Zatwarnicy, krótka telefoniczna konferencja z Bertrandem i również poszedłem lulu.
Domek nr 1 jest szczególnym miejscem w ośrodku w Sękowcu, mieszkałem w kilku innych, ale w żadnym nie czułem takiego domowego ciepła. Cóż potrzeba więcej- jest łazienka, kuchnia, pięterko, lodówka (bardzo ważne !) , koza, która daje ciepło dosłownie w kilka minut. Jest nasłoneczniony i czuję się w nim lepiej niż we własnym domu. Niby w innych jest to samo, ale jednak ten domek sobie ukochałem. Julia i ja zajęliśmy pięterko, Wojtek Myśliwiec i Kasia spali na dole, żegnając się co wieczór czułym: Dobranoc Kochanie! Banan natomiast rozpił opodal namiot. To nie literówka, to gra słów. Raczej uzasadniona.
Po południu, nieco już wypoczęci, udaliśmy się pod kultową wiatę, kilku znajomych autochtonów już okupywało ławki, natychmiast pojawiła się flaszka, przyjechał Bertrand z Renatką, Wojtek Cyferki. Atmosfera zrobiła się serdeczna. Nadjechała Basia, wrzuciliśmy jej do samochodu skrzynkę piwa. Pogoda była fantastyczna. Pobyt zapowiadał się świetnie. Obgadaliśmy plany na jutro- Dwernik Kamień. Mieliśmy ze sobą dwie bieszczadzkie dziewice, a ten szczyt nadawał się doskonale na rozdziewiczenie. Stosunkowo łatwe podejście, a widok przecudny.
Po powrocie do domku dziewczyny stwierdziły, że mamy napalić w kozie, zeszliśmy po drewno i pierwsze co zrobiłem, to wpakowałem się na gwóźdź sterczący z deski. Nie przejąłem się tym, byłem wystarczająco zdezynfekowany od środka, żeby mogło mi się coś stać.
Wieczorem odwiedził nas jeszcze Wojtek1121, nie przyszedł z pustymi rękami, a po jego wyjściu rozkręciła się pidżama party. Ot, taki bydgoski pomysł. Alkoholu było dużo, ale osób też, nie upiliśmy się, raczej upoiliśmy. Jutro mieliśmy ruszyć wreszcie na szlak- my na Dwernik Kamień, a Banan do Rajskiego. Spotkać z nim mieliśmy się dopiero w piątek w Ustrzykach Górnych. Bliska przyszłość zweryfikowała te plany…
O namiocie Banana, konferencji na szczycie i szczytowaniu na Dwerniku, ukraińskiej flaszce, zejściu Julii i innych sprawach przeczytacie w kolejnej części pt. „Defloracja”.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Rozdział II
Wesoły domek
Wojtek Myśliwiec i Kasia spali na dole, żegnając się co wieczór czułym: Dobranoc Kochanie!
Już mi zaczyna tego brakować;)
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
... Włocławek, Łódź , Kielce, Tarnów, w Jaśle było już jasno. Kaśka padała na pysk, chociaż wcześniej była mowa, że będą prowadziły z Julią na zmianę. Musiałem trochę kłamać w dobrej wierze, że jest bliżej niż było w istocie. Jeszcze trzydzieści kilometrów, mówiłem w Lesku, jeszcze 15- w Czarnej.
Kiedy dojechaliśmy, wszyscy poszli spać...
Jechaliśmy tej samej nocy w Bieszczady :-P My mieliśmy trasę dłuższą jeszcze do pokonania ale kierowca po wysłuchaniu dobrej rady "jak będziesz przebierał nogami to nie będzie ci się chciało spać" dał radę pójść razem jeszcze do Łopienki, obskoczyć dwie zapory, pospacerować po Polańczyku i Solinie, poszukać bobrów, zobaczyć jak jedna żaba zjada drugą żabę, zawrzeć kilka nowych znajomości, pojeździć małą i dużą obwodnicą by w końcu na skutek zaprzestania przebierania nogami zasnąć późnym wieczorem:mrgreen: bieszczadzkie powietrze i widoki powinni butelkować zamiast napojów energetycznych;)
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Też jestem tego zdania i trasa od Leska była zaplanowana inaczej. Solina, Polanki, Łopieńka , śniadanie w Cisnej, Wetlina, Przełęcz Wyżna. Ale któż zrozumie kobiety z Bydgoszczy (żart);)
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
ale najważniejsze przecież , że KOBIETA Z BYDGOSZCZY bezpiecznie Was dowiozła i przywiozła:razz:
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Sękowiec to wspaniałe miejsce. Domek nr 1? zawsze myślałem że domek "myśliwski" jest cudownie bieszczadzko-anielski:-P Wspominam go z sentymentem spotkań KIMB-u i rodzinnych wojaży. Pozdrowienia dla Basi (do pozdrowień dołącza się moja piękna połowa - Viola)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Rozdział III
Defloracja
Nie pamiętam czy było to poprzedniego dnia, czy wtedy, w drodze na Dwernik Kamień, kiedy Wojtek 1121 powiedział do Kasi:
- To jak ty tam masz, Gark… Dark …Ange…ange, nie umiem tego wymówić. Gargamel?
No i tak Kasia vel Darkangel79 została Gargamelem. Wojtek konsekwentnie tego się trzymał, ba, zaraził innych.
Na Dwernik wyruszyć mięliśmy o 10 rano z Sękowca. Wesoły domek, Wojtek 1121, Stały Bywalec ze swoimi znajomymi ,Złotkami oraz Bertrandy. Bartrandy zadzwoniły, że nie przyjadą do Sękowca, tylko uderzą od strony Nasicznego. Umówiliśmy się na konferencję na szczycie w samo południe.
Wyszedłem przed domek i dopadły mnie wspomnienia. Namiot Banana był na wpół zawalony. Banan nie ma takiego namiotu, jak Andrzej627, który (namiot nie Andrzej) sam szuka najdogodniejszego miejsca na rozbicie, sam się rozbija i przez cały czas pobytu robi śniadania i zmywa naczynia. Namiot Banana to nobliwy staruszek, niewiele młodszy od operacji Bieszczady 40. Kiedyś, kiedy byłem z Bananem w Cisnej, gdy złożyłem pierwszą poprzeczkę i zamontowałem na niej namiot Banan, będący w odmiennym stanie świadomości , wślizgnął się do niego przeszkadzając mi, co go szczególnie bawiło, a ja, przy akompaniamencie jego głupkowatego śmiechu kończyłem rozbijanie. I, tak jak tutaj, któryś z nas w nocy kopnął poprzeczkę i zawalił namiot. Śród innych, nowych i pięknych namiotów, ten wyglądał jak wehikuł Pana Samochodzika pomiędzy błyszczącymi autami.
Pożegnaliśmy się z Bananem, który miał dziś ruszyć w swoją stronę i poszliśmy na miejsce zbiórki.
Z początku szedłem ze Stałym Bywalcem, dość szybko, w awangardzie. Nie ukrywam, że gdy znieczulenie przestało działać zacząłem czuć tę ranę po gwoździu. Trochę wykrzywiając nogę jakoś szedłem. Na końcu szedł Wojtek 1121 z dwiema bieszczadzkimi dziewicami, Julią i Gargamelem. Później, na prośbę Julii szedłem z nimi. Opornie to szło, chociaż podejście od strony Sękowca jest stosunkowo łagodnie. Ale jak się idzie, nawet wolno, to w końcu się dojdzie. Dla dziewczyn było to pierwsze szczytowanie w Bieszczadach, obie spisały się chwacko. Jednak to 1004 m. npm. Pierwsze widoki, nie byle jakie-Połoniny, Rawki. Defloracja w pełni udana.
Na szczycie Wojtek Cyferki zaczął kopać tu i ówdzie i na oczach wszystkich wykopał butelkę ukraińskiej wódy, którą był zamelinował jeszcze we wrześniu. Kieliszki poszły w ruch, nagle, dziwnym trafem ,się znalazły. Sesja zdjęciowa, wspólne rozmowy,plany na najbliższe dni, podziwianie widoków, jak to na Dwerniku. Nie ukrywam, że ten szczyt darzę szczególną estymą.
Zejście zaplanowaliśmy ścieżką prowadzącą prosto ze szczytu ,dalej do wodospadu Szepit i Zatwarnicy.Tym razem towarzyszyli nam Renatka i Bertrand, których potem SB miał podrzucić do samochodu w Nasicznem. SB z częścią ekipy ruszyli do przodu, część została z tyłu. I wtedy nastąpił kryzys.
Szczytowanie na Dwerniku Kamieniu to dla Julii miał być sprawdzian, czy da radę i czy da radę jej chore serducho. Badania wyglądały bardzo dobrze, zaryzykowaliśmy więc.
Nie dało rady. W pewnej chwili Julia aż nie mogła złapać tchu. Przestraszyłem się nie na żarty. Wyglądało to naprawdę poważnie. Po chwili odpoczynku i wyrównania oddechu ruszyliśmy dalej. I wtedy Julia mogła się przekonać, że nie zostawia się ludzi na szlaku, jest kryzys to nie ma dyskusji, należy się dostosować. Troska ze strony Renatki i Bertranda, słowa Wojtka: Ty dyktuj tępo, my się dostosujemy. To wszystko bardzo Julinkę podbudowywało. Dziękuję Wam! No i mieliśmy już pewność, że dalsza część naszego pobytu będzie raczej niskopienna. Nadrobię we wrześniu.
Jakoś dowlekliśmy się pod kultową wiatę. Poprosiłem Kazia, żeby po Julię przyjechał, bo co prawda to tylko dwa kilometry, ale Julinka była autentycznie wykończona. Na szczęście problem rozwiązał się wcześniej. Miła pani sklepowa po zamknięciu sklepu podwiozła moją drugą połowę do Sękowca.
Wracając do domku zobaczyłem namiot Banana, czyli nie poszedł do Rajskiego. Ucieszyło mnie to. Namiot zasznurowany, cisza. Albo spał, albo… Że też, będąc pod sklepem, nie rozejrzałem się uważniej, czy jego powłoka nie zalega gdzieś pod stolikiem w kultowej wiacie..
W następnym rozdziale o urokach turystyki samochodowej
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Julia - mołodiec! :-D Dawaj, Piskalu, dalej!
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Pula-dura, sztyk-mołodiec! Jak miał w zwyczaju mawiać feldmarszałek Suworow.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Nie dało rady. Ty dyktuj tępo, my się dostosujemy.
Kurrr...cze! Jasne, że tempo. Sorki. Zdarza się.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Rozdział IV
Odyseja zmotoryzowana
Napisałem, że w Bieszczady dojechaliśmy prawie bez przygód. Mniejsza o przygody, ale to one sprawiły, że musieliśmy udać się naszym brum-brumem do Ustrzyk Dolnych, potem do Leska, a jeszcze później do Zawozu. A jedno wynikało z drugiego. No nie, do Leska i tak mieliśmy jechać. Nie zapominajcie, że do wczoraj Kaśka Anieł Gargamel i moja Julinka były bieszczadzkimi dziewicami. Szczytowanie na Dwerniku -Kamieniu zmieniły tę sytuacja, ale trochę Bieszczadów i tak należało im pokazać.
Pojechaliśmy w trójkę. Wojtek Myśliwiec podłączył się do Wojtka Cyferki i Stałego Bywalca i uderzył na Przełęcz Orłowicza, a Banan… Banan poszedł wreszcie do Rajskiego.
Ha! Tak chciałbym napisać, nawet napisałem, ale to nieprawda. Banan chciał jechać z nami. Mieszkał kilka miesięcy w Lesku i chciał nam pomóc, zna tam kilka osób. Ale Kaśka nie zgodziła się, bo Banam pije. A kto nie pije w Bieszczadach? Chociaż rano Banan był trzeźwy. A kto wie,czy gdyby pojechał z nami,to może by nie zdarzyło się to , co się zdarzyło. Tak czy inaczej Banan poszedł na szlak, który zaprowadził go pod kultową wiatę, a my pojechaliśmy.
Wiedziałem czego dziewczyny nie mogą nie zobaczyć. Najpierw cerkiew w Smolniku, potem ta najpiękniejsza- w Równii . Później niczego nie załatwiliśmy w Ustrzykach i pojechaliśmy do Leska. A Lesko..już o tym pisałem. Darzę to miasteczko szczególnym sentymentem, nawet Web kamerę mam ustawioną na leski ratusz. Oczywiście pokazałem kirkut, na którym historia aż krzyczy. Potem szliśmy obiad. I dopiero wtedy zauważyłem, że Lesko to miasto pizzerii, gdzie spluniesz to pizza. Znaleźliśmy w końcu restaurację z normalnym żarciem, na rynku, na piętrze. A potem poszliśmy na piwo do „Alfa”. A gdy byliśmy w „ Alfie” pogadałem i skierowano nas do Zawozu. W planach była droga do Soliny przez Bóbrkę, skręciliśmy wcześniej, na Zawóz. Fajnie, tą drogą jeszcze nie jechałem.
Wcześniej, rzecz jasna Kamień Leski. Na dziewczynach zrobił wrażenie wprost proporcjonalne do swojej wielkości, bo gdy jechaliśmy do Leska pokazem im Kamień, i było takie:
-A ,to ten (koniec emocji)
W Zawozie nie załatwiliśmy niczego, pojechaliśmy więc na Myczkowce. Przyznam się, że też byłem tu pierwszy raz . Przy zaporze w Myczkowcach już padały pytanie typu: Czy to już Solina? Nie, mówię, zgodnie z prawdą. Jedziemy dalej, aż wreszcie nie ma wątpliwości- TO JUŻ SOLINA. Też jestem pierwszy raz. Parkujemy, idziemy na tamę, po drodze sklepiki, smażalnie, starsze panie, rozkrzyczana dzieciarnia. Kurcze, trafiliśmy na jakąś czasoprzestrzenną niszę? Weszliśmy w teleport i przerzuciło nas do Zakopanego? Nie! Jest tama! Wszedłem też, na dobre 20 metrów i już mogę powiedzieć- BYŁEM, I MOGĘ IŚĆ NA PIWO. Poszedłem. I bardzo jestem szczęśliwy.Z tego powodu, że Julii o wiele bardziej spodobała się jutrzejsza wycieczka, na Dydiową, gdzie brodziła po łydki w błocie i desantowała się przez strumień po kolana w wodzie, niż tama na Solinie.
Dobra, chciałyście być na Solinie, byłyście, a teraz jedziemy w Bieszczady. I pojechaliśmy. Przez Polańczyk, Wołkowyję, Terkę, aby zatrzymać się przy Kapliczce Spokojnych Powrotów w Polankach. . I tu musiał bym dużo napisać.. ale nie napiszę .Na wycieczkę do Łopieńki umówiliśmy się już na inny dzień, pojechaliśmy więc prosto do Cisnej.
A Cisna, to nie Solina. U Rysia było już zamknięte, ale w Trollu Robert przywitał nas niemal w progu. To bardzo miłe, że przyjeżdżasz w pewne miejsca raz, dwa razy do roku, a ludzie cię pamiętają. Gdybym przyjeżdżał 10 lat, to rozumiem, albo gdybym u niego siedział 2 tygodnie, ale Roberta, właściciela Trolla, znam 2 lata, i tylko raz u niego spałem, a tak to tylko wpadałem przelotem, aby się przywitać. Dzięki Robercie za pamięć. Później, koniecznie, Siekirezada. Niech dziewczynki zobaczą jak tam jest i z czym to się je.
Robiło się późno, ruszyliśmy więc dalej. Następny przystanek na Przełęczy Wyżnej a potem te fantastyczne serpentyny. Berehy, Dwernik, Chmiel i powrót.
Wojtek 1121 w tym roku zamieszkał w Domku Myśliwskim. Do Sękowca przyjeżdżam od kilku lat i jeszcze nie miałem okazji być w tym domku. A ponieważ Wojtek następnego dnia z Sękowca wyjeżdżał do Ustrzyk Górnych zaprosił był więc nas do domku. Cóż, niby ładny, zadbany, nowy, ale..
rozpiliśmy flaszkę,
uważajcie, żeby nie poplamić obrusu...
tylko żeby nie za głośno
to na jutro umówmy się od razu
Nic spontaniczności, nic klimatu.. Pewnie przesadzam, bo klimat robią ludzie. Może tak to odebrałem, bo Wojtek był "na walizkach" ale..
Ale mnie się tam nie podobało. Za ładnie. Za sztywno . W naszym domku ogień wesoło tańczy w kominku, wódka i piwo chłodzi się w lodówce, a muzyka brzmi z głośniczków dołączonych do telefonu. Dobra muzyka...
Z Wojtkiem umówiliśmy się na rano na Krywe.
Na bardzo wczesne rano...
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Rozdział IV
Odyseja zmotoryzowana
bo Banam pije. A kto nie pije w Bieszczadach? Chociaż rano Banan był trzeźwy. A kto wie,czy gdyby pojechał z nami,to może by nie zdarzyło się to , co się zdarzyło. Tak czy inaczej Banan poszedł na szlak,...
...to się nazywa folklor :D
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Ba, Ty to wiesz...Ja też. Ale tu bardziej jestem narratorem, niż podmiotem lirycznym.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Dobrze wiesz o co chodziło...zaraz wyjedzie że ja to ta zła i pewnie,że... albo nie ważne.
Jestem jaka jestem i nie lubię czegoś takiego,może Ty inaczej na to patrzysz,ja inaczej!!!A tak przy okazji jak już jechaliśmy to,to coś już się zdarzyło...to tak w celu przypomnienia.:)
-
7 załącznik(ów)
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
A to dokumentacja fotograficzna.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
..."aby zatrzymać się przy Kapliczce Spokojnych Powrotów w Polankach"...
Raczej - Kapliczce Szczęśliwego Powrotu lub Kapliczce Szczęśliwych Powrotów(obydwie nazwy funkcjonują równolegle w świadomości tych którzy tam byli )http://www.twojebieszczady.pl/kapliczki/kapliczka_kibakowa.php-to -a tu niech zajrzą Ci którzy jeszcze tam nie byli.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Jasne, masz rację. To przez pośpiech. A link nie działa. Zachęcam do osobistego odwiedzenia tego miejsca.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
..." A link nie działa"....
Może teraz? http://www.twojebieszczady.pl/kaplic...a_kibakowa.php
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Działa. Dzięki za uzupełnienie relacji.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Rozdział V
Odyseja błotna
…Z Wojtkiem umówiliśmy się na rano, na Krywe.
Na bardzo wczesne rano. Wojtek Cyferki przenosił się do Górnych, a my byliśmy umówieni z Renatką, Bertrandem i Stałym Bywalcem na Dydiową. Umówiliśmy się zatem z Wojtkiem, że spod leśniczówki ruszamy o 6.30. Tymczasem godzinę wcześniej Wojtek zadzwonił, że pod leśniczówką mamy być o 6.10. Ponieważ po powrocie z domku jeszcze coś się w lodówce znalazło, a potem miałem z Julią mocne, nocne Polaków rozmowy, to po dwu i półgodzinnym śnie pomyślałem sobie o Wojtku, że.. Ale szybko mi przeszło. Wojtek Myśliwiec odmówił udziału w wycieczce. Wymyślił sobie wygodną teorię, że gdzie już był dwa razu, to iść nie musi. Ale my pojechaliśmy. Zależało mi, aby pokazać dziewczynom to fantastyczne miejsce. A Krywe jest fantastycznym miejscem, nie tylko o wschodzie słońca. I zgodnie z przewidywaniem Krywe dziewczyny zachwyciło. Wróciliśmy do Wojtkowego autka, po drodze depcząc po czymś pełzającym i szybka decyzja, dokąd dalej. Ustaliliśmy, że pojedziemy dookoła, przez Szczycisko i Studenne na punkt widokowy nad Tworylnym. Kolejne wyjątkowe miejsce. Po drodze towarzyszyło nam jakieś ogromne ptaszysko, usiadło nawet na chwilę, ale niestety tyłem, daleko i pod słońce. Może ktoś je rozpozna. Ja obstawiam orlika. Ale może to było coś innego, nie było specjalnie okazji, żeby się dokładnie przyjrzeć.
Pojechaliśmy na punk widokowy, tam chwila przerwy, a potem stokówką wzdłuż Sanu, gdzie można podziwiać kilka urokliwych zakoli, no i powrót.
***
Z Bertrandem umówiliśmy się na punkcie widokowym w Stuposianach, który charakteryzuje się tym, punkt, nie Bertrand, że nic z niego nie widać. A w zasadzie widać- drzewa rosnące dookoła. Z Bertrandem przyjechała Renatka, Stały Bywalec i… Wojtek 1121. Od nas była Julia, Kasia, Wojtek Myśliwiec (dopiero drugi raz szedł na Dydiową, mógł wiec pojechać z nami). Na wypale przed Mucznem pozostawiliśmy nasze brum-brumy i udaliśmy do najpiękniejszej bieszczadzkiej dolinki.
Droga na Dydiową od września zmieniła się bardzo. Okazało się, że trwa, albo dopiero co zakończyła się zrywka, wcześniej padało i miejscami droga zmieniała się w błotne bajorka. Zabawy z omijaniem błotnych pułapek było dużo, skakaliśmy raz z jednej, raz z drugiej strony drogi, i co chwilę słychać było charakterystyczne „szliiiuuuups”, „szliiiuuups”, kiedy każde z nas po kolei uwalniało zassany w błocie but. Nie ukrywam, że bardzo lubię tego typu przeprawy.
A kiedy doszliśmy na miejsce, Bertrand…
Bertrand miał urodziny. Dwa dni wcześniej, kiedy mieliśmy konferencję na szczycie. Nawet najkrótsze słówko o tym nie wymsknęło się , ani jemu, ani jego uroczej małżonce. Ja sam przypomniałem sobie na drugi dzień i z Leska zadzwoniłem z życzeniami. Teraz przy Dydiówce Bertrand wyciągnął świetny miód agrestowy Made In PioterkF (Bertrandzie, jeśli się pomyliłem, to mnie popraw ,pamięć jest zawodna), wypiliśmy toast za Jego zdrowie. Kieliszki dziwnym trafem znowu się znalazły. Zaprawdę powiadam wam- baaardzo zacny trunek.
Nie marudziliśmy długo, na Dydiowej jest jeszcze jedna chatka, przy niej zrobiliśmy dłuższe posiedzenie. A tam okazało się, że trzech jeźdźców apokalipsy, Stały Bywalec, Wojtek1121 i wasz skromny sługa, niezależnie od siebie wpadło na taki sam pomysł. Na stole pojawiły się trzy piersiówki. Zdrówko Bertrandzie!
Wracaliśmy inną ścieżką, wzdłuż Sanu, tą, której, od drugiej co prawda strony, nie udało nam się znaleźć we wrześniu. Ścieżka o wiele przyjemniejsza, tylko miejscami podmokłe tereny. I tak doszliśmy do potoku Muczny.
Muczny, normalnie potoczek, przez który przechodzi się suchą nogą, teraz , po obfitych deszczach zmienił się w małą Amazonkę.
-Słuchajcie, jest most- krzyknął ktoś. Mostem okazał się zwalony pień drzewa wiszący kilka metrów nad potokiem. Cóż było robić, wchodzimy po kolana w wodę i w ten sposób się desantujemy. Julia cieszyła się jak dziecko. Okazało się, że nikt nie chodzi po wodzie, albo zręcznie ukrył tę umiejętność. Tylko nasz prezydent musiał zdjąć buty, skarpetki, przeszedł boso, założył skarpetki, założył buty, zawsze taki wyrywny, teraz zwłóczył najdłużej. Ech ten Kaziu, uwielbiam z nim łazęgować.
Już bez przygód dotarliśmy na wypał. Taa..To ten sam wypał, na którym w ubiegłym roku piliśmy dobry koniak z plastikowego kieliszka zrobionego z szyjki butelki od wody.
***
Wieczorem zrobiliśmy ognisko. Wtedy Banan poprosił mnie na stronę. Siedliśmy sobie na stromych schodkach Ośrodka i usłyszałem jego historię od powrotu w lutym do Torunia. Powiedział też co się stało tutaj. Teraz już było pewne, że nie pójdzie do Rajskiego i zostanie z nami aż do powrotu do Torunia. A ja byłem zły, że nie mogę mu więcej pomóc, chociaż on tyle w życiu pomógł mnie..
Ludu, mój ludu. W następnym rozdziale pierwszy dzień KIMBu.
-
5 załącznik(ów)
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
I jeszcze kilka zdjęć. Część z nich,i tak będzie już do końca, autorstwa darkangel79
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Cytat:
Zamieszczone przez
Piskal
Rozdział V
Odyseja błotna
....Teraz przy Dydiówce Bertrand wyciągnął świetny miód agrestowy Made In PioterkF (Bertrandzie, jeśli się pomyliłem, to mnie popraw ,pamięć jest zawodna), wypiliśmy toast za Jego zdrowie. ....
Pamięć masz wspaniałą... Nic dodać, nic ująć i nic broń Boże zmienić, chyba że literówkę: ma być PiotrekF
Pozdrawiam
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Piękne miejsca, muszę je odwiedzić:)) Żałuję, że tak krótko byłem w maju i nie zdążyłem tego zrobić w tak wesołym towarzystwie:D
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Vide zdjęcie Kasi, a w zasadzie Bertranda.
Powiedziałem wtedy:
- Tylko ciiii... Bo się spłoszą i frruuu , nie będzie zdjęć:grin:
PS. Jednych ucieszy, innych zmartwi niniejsza deklaracja, ale wszystkim dogodzić nie sposób. Otóż nie będę mógł celebrować mojej gawędy, skończyć MUSZĘ możliwie szybko. Taki mam odgórny, domowy prikaz. A to wszystko przez pointę, która w Bieszczadach wydawała się inna. Ale życie nie próżnuje.
Pozdrawiam i do przeczytania wkrótce!
P.
-
Odp: Gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże!"
Czyżby uchwała Pana Prezydenta na Uchodźstwie?:mrgreen:
Kończ wiec szybko, bo mnie ciekawość zżera;-))))))