Odp: Mohikanie w Bieszczadach
25.07.2010 r. - niedziela
Zgodnie z prognozami dzień był deszczowy. Spędziliśmy go leniwie i zgodnie z planem na spotkaniu z Pawłem - kolegą z Rzeszowa i jego trzema córkami. Dzieci zajmowały się sobą, a my mieliśmy czas na Polaków rozmowy i oglądanie zdjęć...
Drugi deszczowy dzień nie jest bardzo irytujący...
Z balkonu miał się roztaczać widok na Smerek i Połoninę Wetlińską... Nie roztaczał się.
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Hmm nie żebym była wścibska czy ciekawa;-))ale z kim Krzychu tam był?;-)))
No dobra...deszcz deszcz i deszcz.
W końcu przestało padać?;-)))
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Z kim był nie moja sprawa ;-)
Tak... Deszcz i deszcz, masakra i wcale nie chciało przestać...
10 załącznik(ów)
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
26.07.2010r. - poniedziałek
Prognozy dalej kiepskie. Nie należy im wierzyć, bo jak to prognozy, nie zawsze się sprawdzają... Po przebudzeniu biegnę więc z nadzieją na balkon... Widoku na Smerek ciągle brak. “Mokra szmata nad głową zastępuje nam niebo”.
Pozostaje realizować plan B. Pojedziemy szlakiem „architektury drewnianej”. Ruszamy ze Strzebowisk, przez Ustrzyki Górne (pamiętam jeszcze, gdy były tam tylko dwa sklepy i żeby mieć chleb na weekend trzeba było stanąć w kolejce w piątek o świcie;)) do Smolnika.
W Smolniku mamy szczęście, cerkiew jest otwarta, udaje nam się zobaczyć ją nie tylko z zewnątrz.
Kolejny przystanek to Lutowiska. Nie ma tu już cerkwi, a obok zachowanego częściowo cmentarza stoi jedynie jej miniatura. W Lutowiskach rodzinka uzupełnia zapasy słodyczy, a ja oglądam ruiny synagogi.
Ruszamy w kierunku jednego z końców świata - do Michniowca - udowadniając po drodze Straży Granicznej, że bagażnik naszego samochodu jest pusty. W Michniowcu większe wrażenie niż cerkiew (zamknięta) wywołują w nas domy, a wręcz chaty, bróg i wrak samochodu wrośnięty w krajobraz...
Czas tu się zatrzymał...
Wolno jak biegnący tu czas (i jak pozwala na to dziurawa droga) ruszamy do Bystrego. Tutaj cerkiew od razu zwraca uwagę swoją wielkością. Na dodatek jest otwarta, a sympatyczny Pan wewnątrz wiele o niej opowiada. Pusty ikonastas wygląda ponuro, wewnątrz cerkwi znajduje się jednak sporo “eksponatów”, które warto zobaczyć. Jak się dowiadujemy większość zwiedzających przyjeżdża tu jednak tak jak my w czasie złej pogody, dni słoneczne spędzając na szlakach. Oglądamy niewielki cmentarz i udajemy się w kierunku Czarnej.
Zastajemy zamknięte drzwi. Opis głosi, że: “Świątynia jest jednym z nielicznych już reprezentantów nurtu klasycyzującego w drewnianej architekturze”, obok cmentarz, dwonnica, kapliczka, tablica- pomnik “W 50 rocznicę przymusowego wysiedlenia z Ojcowizny ludności Polskiej...”. Dzieci nie wysiadają już nawet z samochodu.
Kolejny przystanek to Żłobek. Malutka i też niestety zamknięta cerkiew. Pada deszcz - wysiadam tylko ja. Zapisuję kolejny widok do przypomnienia przy kominku w zimowe wieczory.
Cerkiew w Rabem jest otwarta, co zachęca nas wszystkich do jej zwiedzenia. Wewnątrz Pan upomina się o datki... To wyjaśnia fakt, że otworzył cerkiew dla zwiedzających.
Ładnie położona na wzniesieniu i ciekawie wyglądająca z zewnątrz jest cerkiew w Hoszowie - kolejny “przystanek” naszej podróży. Oglądamy ciekawy styl cerkwi, a dzieci urządzają wyścigi patyczków na rzeczce rzucając je na wodę z pobliskiego mostku.
Następny “punkt programu” przed obiadem to Jasień. W Jasieniu wstępujemy do Sanktuarium Matki Boskiej Bieszczadzkiej, po czym udajemy się na pobliski cmentarz.
Po co na cmentarz?
U Pani Zosi, u której mieszkaliśmy trafiłem na książkę “Majster Bieda czyli zakapiorskie Bieszczady” Andrzeja Potockiego. Książki wcześniej nie znałem, a ponieważ traktuje o ludziach, napisana jest tak, że dobrze się czyta i na dodatek pogoda była “barowa” (w tym przypadku książkowa) - wciągnęła mnie. Zamówiłem sobie nawet najnowsze wydanie w księgarni internetowej, żeby na mnie czekało po powrocie. Jako zakapiorów autor ujął szeroki wachlarz postaci, definiując w ten sposób równie szeroko znaczenie słowa. Z zakapiorów - artystów śmieją się miejscowi i mają swoje zdanie na temat wielu opisanych postaci... Jest już nawet karczma Zakapior. Ale mniejsza o to. Pierwszą opisaną w książce postacią jest właśnie Majster Bieda, czyli Władek Nadopta, moim zdaniem do zakapiora mu daleko. Postać autentyczna. Ponieważ wychowałem się m.in. na piosenkach WGB i często zastanawiałem się “skąd przychodził, kto go znał, kto mu rękę podał kiedy?”, postanowiłem odnaleźć grób człowieka - legendy. Grób ten znajduje się właśnie w Jasieniu.
W Jasieniu jak się okazuje jest też grób “Francuza”, kolejnej postaci opisanej w książce, co wzbudziło nasze lekkie zdziwienie, bo autor wyraźnie “umiejscawiał” go w Moczarach.
W wydaniu drugim książki autor popełnił błąd, który poprawiony jest w wydaniu trzecim “znacznie poszerzonym”, które posiadam.
Ustrzyki Dolne - obiad.
W drodze powrotnej prawie odruchowo uwieczniłem cerkiew w Stefkowej, a ponieważ zmęczenie zaczęło dawać się we znaki współtowarzyszom więcej postojów nie było.
No... poza jednym. Tylko bardzo się nie śmiejcie...
Mimo wielu pobytów w Bieszczadach, niedawno dopiero doczytałem, że w miejscowości Bóbrka istniała jedna z najstarszych kopalni ropy naftowej na świecie - obecnie muzeum.
Znalazłem Bóbrkę na mapie i przez niniejszą Bóbrkę przebiegała nasza podróż powrotna. Na samo zwiedzanie było już za późno, ale skoro byłem “tak blisko” chciałem umiejscowić sobie w pamięci położenie kopalni. Ku mojemu zdziwieniu w Bóbrce nie było żadnych oznaczeń, dot. kopalni. Z daleka zobaczyłem stare szyby i tam skierowałem samochód ze zmęczoną już rodzinką. Dojechaliśmy do... kamieniołomu. Żona i dzieci nie wysiadali już z samochodu. Ja “cyknąłem” kilka zdjęć i zasięgnąłem języka u “miejscowych”.
Okazało się (co potem zweryfikowałem, bo miejscowi nie byli pewni), że Bóbrka tak, ale nie ta, tylko inna. Właściwa położona jest niedaleko Krosna i Dukli.
Wróciliśmy do Strzebowisk przez Solinę (krótki spacer wśród straganów) i Terkę...
Jak tak teraz analizuję... To strasznie długi ten dzień był...
Załącznik 19832Załącznik 19827Załącznik 19829Załącznik 19824Załącznik 19828Załącznik 19823Załącznik 19825Załącznik 19830Załącznik 19831Załącznik 19826
http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/pencil.png
6 załącznik(ów)
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
27.07.2010 r. - wtorek
Nie zdziwię nikogo zapewne (zwłaszcza Krysi ;-)) - padało.
75% składu orzekło, że się byczymy. Nie było sensu nawet ciuchcią jechać, bo co to za przyjemność, gdy wszystko zasłaniają chmury.
Gry, zabawy, TV, internet, czytanki, zakupy, obiad. Niby nuda, ale chichotów i głupawek było co niemiara.
Czwarty dzień deszczu potrafi mimo to wkurzyć.
10 załącznik(ów)
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
28.07.2010 r. - środa
“Chmury łażą po górach całe w deszczu warkoczach”, więc my łazić nie będziemy :/
Rozwinięcie planu B, czyli kolejna “wyprawa” samochodowa.
Przejeżdżamy przez Jabłonki, przypominając dzieciom, że były tu dwa lata temu. W Baligrodzie musimy się zatrzymać - Synek musi zobaczyć czołg. Wymieniamy kilka zdań na temat jego prawdziwości, walczę z teorią, że nie może być prawdziwy, bo nie ma gumowych gąsienic. Przeważa argument, że takim jeździli “czterej pancerni”.
Odwiedzamy Cmentarz Wojenny.
Załącznik 19845Załącznik 19846Załącznik 19849
Dojeżdżamy do Leska. Pierwsze kroki kierujemy do synagogi (czy jak kto woli “galerii sztuki”).
Załącznik 19851Załącznik 19853Załącznik 19850
Potem odwiedzamy kirkut. Smutny widok jak w większości takich miejsc...
Załącznik 19848Załącznik 19844
...
Wracamy do centrum, gdzie dzieci kusi banner “najlepsza pizza w mieście”. Pizza może dobra - nie wiem, dzieci jadły - ale towarzystwo gapiowskie. Przy wyjściu okazuje się, że ktoś wyszedł wcześnie w kurtce Córki zostawiając swoją. Straty muszą być. W nadziei na uczciwość zostawiamy kurtkę (i tak była za mała) i nr telefonu. Do dziś cisza.
Zaopatrujemy się w znicze i wolno wracamy do domu wybierając drogę obok kapliczki Szczęśliwych Powrotów. Oglądamy okopisko, fikuśne kształty drzew nad urwiskiem, zapalamy znicze.
Załącznik 19847Załącznik 19852
Kolejny dzień deszczowy dobiega końca.
Na kolejny prognozy są optymistyczne...
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Super;-)
czekam na ciąg dalszy;-)))
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Przyglądając się Twoim zdjęciom z Bystrego, widzę że podłoga naprawiona?
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Tak, na zdjęciu widać nowe deski. W porównaniu ze zdjęciami, które widziałem u vm'a jest już znacznie większy porządek i pośrodku ustawione są ławki. W dolnej części ikonastasu są też repliki ikon.
9 załącznik(ów)
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
29.07.2010 r. - czwartek
‘Yes, yes, yes’, że tak polityka zacytuję... Przestało padać, poranne słońce nieśmiało przebija się przez chmury. Idziemy w góry.
Mój entuzjazm lekko chłodzi rodzinka, głównie tempem porannych przygotowań ;-) W sumie rozumiem, zaczął się trzeci tydzień wyjazdu, a deszczowe dni wszystkich nas rozleniwiły... W planie był Smerek i Połonina Wetlińska. Ostatecznie pozostaje jednak tylko Wetlińska.
Zostawiam rodzinę w sklepie w Wetlinie w celu uzupełnienia zapasów słodyczy i wody na szlak, a ja odstawiam samochód na parking w Berehach. Wracam z nadzieją na stopa. Z tą nadzieją doszedłem do serpentyn, których już dawno nie można przejść na ‘skuśkę’. Wszędzie druty i tabliczki. Na szczęście kierowcy się zlitowali najpierw miła Pani, która ruszyła tylko na rekonesans po deszczach na P. Wyżną, potem Pan, który już(!) wracał ze szlaku (rejestracja Gdańska) do Wetliny.
Wchodzimy na Przełęcz Orłowicza - Smerek cały w słońcu, trochę mi szkoda. Na przełęczy mocno wieje, więc na dłuższe napawanie się widokami i drugie śniadanie szukamy miejsca bliżej Hnatowego Berda.
Z grani Osadzkiego Smerek widać już poprzez chmury, ale Wetlińska wygląda zachęcająco. Chmury jednak nas gonią i przed samym schroniskiem widać już niewiele.
Chatka Puchatka ma jak zwykle swój specyficzny klimat, rozgrzewamy się herbatką (niektórzy góralską). Na zewnątrz zaczyna padać. Cóż, nie ma na co czekać, wieczór coraz bliżej, wskakujemy w pelerynki i maszerujemy w dół. Deszcz pada dość intensywnie, ale szybko przestaje. Słońce przebija się przez chmury, pojawia się tęcza, za chwilkę druga... Jest pięknie! Dolina jest coraz bardziej oświetlona słońcem, część nieba niebieska, a po szczytach gonią jeszcze kłębowiska chmur, powoli zza nich wyłania się Caryńska. Oglądamy piękny spektakl.
Na zejściu doganiają nas dwaj wędrowcy spotkani w schronisku - ojciec z synem. Wymieniamy wrażenia, oni też oglądali niebo z podziwem. Zrobiło się sympatycznie, rozmawiając schodzimy razem w dół. Na parkingu w Berehach stoi tylko nasz samochód. Współtowarzysze ześlizgiwania się z Połoniny zastanawiają się nad powrotem (PKS?, stop?). Okazuje się, że jedziemy w tym samym kierunku, więc proponujemy podwiezienie. Pakujemy się w szóstkę do samochodu (ciasno, ale sympatycznie), podwozimy ich na pole namiotowe za Wetliną. Rzutem na taśmę zdążyliśmy na obiadokolację do karczmy w Strzebowiskach.
I niech sobie piszą niektórzy, że ty(o)powe szlaki to obciach ;-) Pięknie było :-)
Załącznik 19869Załącznik 19871Załącznik 19868Załącznik 19870
Załącznik 19866Załącznik 19872Załącznik 19865Załącznik 19867Załącznik 19873
8 załącznik(ów)
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
30.07.2010 r. - piątek
Na ten dzień zaplanowana jest najdłuższa trasa. Zostawiamy samochód w Wołosatem i ruszamy w kierunku Przełęczy Bukowskiej. Jeśli mam wybór wolę ten szlak zaczynać od tej strony niż tu go kończyć. Kilka kilometrów w dużej części asfaltowej drogi. Po drodze po lewej stronie mijamy małe rozlewisko. Niebo pięknie odbija się w wodzie, więc robię kilka fotek. Po 2 godzinach “z hakiem” dochodzimy do wiaty u stóp Rozsypańca. “Architektura drewniana” odstrasza stertą śmieci... Sterta “ułożona” została w kącie wiaty, gdzie pewnie komuś się wydawało, że powinien być kosz na śmieci... Podchodzimy na chilkę do granicy, (SG czuwa!) i ruszamy w górę. Kolejny postój na Haliczu, mamy super pogodę więc na całej trasie super widoki. Mimo wakacji i początku weekendu na trasie spotykamy niewiele osób. Od Halicza do Tarnicy (szkoda, że trzeba omijać Krzemień) wędrujemy już sami. Na szczycie spotykamy dwie osoby i trochę zmian od naszej ostatniej “wizyty” (nowe barierki, ławki, zabezpieczone siatką kamienie pod krzyżem).
Zostajemy chwilkę...
Zejście do Wołosatego wg oznaczeń to ok. 1 godziny i tyle mniej więcej nam zajmuje. Schodzimy w dół w momencie, gdy słońce zaczyna chować się za górami i pojawiają się wieczorne mgły. Na późną obiadokoację już nigdzie nie zdążymy, więc wyciągam statyw i uwieczniam mgłę.
Załącznik 19931Załącznik 19934Załącznik 19932Załącznik 19929
Załącznik 19933Załącznik 19936Załącznik 19930Załącznik 19935
10 załącznik(ów)
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
31.07.2010 r. - sobota
Sobota miała być dniem powrotu do domu, jednak ze względu na wcześniejsze opady deszczu i niemożność wędrowania postanowiliśmy zostać jeden dzień dłużej, skorzystać ze słonecznej pogody i pójść w góry. Pani Zosia ma już niestety dalsze rezerwacje, więc na ostatnią noc przeprowadzamy się. Córa zostaje, a reszta załogi w liczbie trzy rusza na Caryńską. Podchodzimy od Berehów. Najlepiej z podejściem radzi sobie synek, dla którego generalnie w górach im trudniej, tym lepiej. Mimo, że Caryńska należy do jednego z bardziej uczęszczanych szlaków ludzi spotykamy znów niewielu. Szlak przemierzamy niespiesznie chłonąc widoki na Welińską, Rawki i Tarnicę. Wędrówkę kończymy w Ustrzykach Górnych, gdzie odwiedzamy jeszcze miejsce po dawnej stanicy opolskiej w Terebowcu.
Pożegnaly wieczór w Bieszczadach spędziliśmy w Cisnej na ostatnim koncercie festiwalu “Natchnieni Bieszczadem”: Agata Rymarowicz i Tadeusz Krok.
Załącznik 19944Załącznik 19939Załącznik 19938Załącznik 19942Załącznik 19945
Załącznik 19941Załącznik 19943Załącznik 19946Załącznik 19940Załącznik 19947
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Październikowe Bieszczady...
Na napisanie relacji notorycznie brakuje mi czasu. Trochę zdjęć wrzuciłem na Picasa Web, czyli TUTAJ
Chętnych na przebrnięcie/oglądanie zapraszam :)
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Fajne deptanie po własnych śladach dzięki tym fotkom. Jednak czekam na relację, bo parę razy "skręciłes" w bok! Pozdrawiam!
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Cieszę się, że moje fotki przywołały wspomnienia ;)
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Listopadowe Bieszczady...
Kilka fotek wrzuciłem już w wątku "Aktualne...", teraz troche więcej na Picasaweb
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Najbardziej podoba mi się ten brak ludzi na szlakach, cisza i spokój emanują.
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
http://picasaweb.google.com/OMohikan...46210165407554
az mi sie slabo zrobilo........to ten artur z beskidu niskiego????????? mialam go okazje kiedys poznac na ukrainie, bardzo mi pomogl... co z nim??????
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
juz wiem... internet jest wielki.... masakra....
Odp: Mohikanie w Bieszczadach
Z Arturem chodziłem do jednej klasy w liceum. On pierwszy opowiedział mi o górach na Ukrainie. Kupił mi mapę WIGU, dał kilka wskazówek i pojechałem pierwszy raz na Ukraine w sierpniu 2002 roku. W dzień powrotu do domu miałem do niego dzwonić, że super było itd. ale nie zadzwoniłem bo dowiedziałem się, że rano znaleziono go martwego...