Józef Pawłusiewicz syn ziemi bieszczadzkiej czy powojenny komunistyczny osadnik ?
Pytanie to zadaję gdyż na tablicy przed domem "Pawłusiewicza" , jako jego miejsce urodzenia jest podawana wies pod Lwowem?
Wersja do druku
Józef Pawłusiewicz syn ziemi bieszczadzkiej czy powojenny komunistyczny osadnik ?
Pytanie to zadaję gdyż na tablicy przed domem "Pawłusiewicza" , jako jego miejsce urodzenia jest podawana wies pod Lwowem?
Pawłusiewicz, z tego co mi wiadomo, urodził się w Łęgu k. Wołkowyi /dziś teren znajduję się na dnie Zalewu Solińskiego / .Dom o który zapewne Ci chodzi jest w Rajskim, tam zamieszkał bodajże w latach 60 XX w. Poczytać o nim możesz w jego autobiografii " Na dnie jeziora "
Załącznik 22883
Pisze ze nie urodzil sie w Legu??? a Stawczany sa pod Lwowem ...wiec jak to rozumiec? Blad autorski czy ?
W wikipedii piszę, iż urodził się w Łęgu:
http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3...%C5%82usiewicz
Natomiast w książce na tylnej okładce, że w Stawczanach pow. Gródek Jagielloński.
Przeglądając początek książki nie znalazłem we wspomnieniach Pawłusiewicza info gdzie przyszedł na świat...
postaram się zdobyć informacje od ludzi , którzy go znali....
To jednak Stawczany , nie Łęg /informacja pewna /
Chyba masz mocne problemy z czytaniem, bo oprócz informacji o tym gdzie się urodził jest na tejże tablicy także wyjaśnione że wychował się w Bieszczadach i czasy wojny też w Bieszczadach spędził. Po wojnie, w latach 60. osiadł z powrotem w Bieszczadach ale już nie w rodzinnym Łegu tylko w Rajskiem.
Załącznik 22902
to z wikipedi,a ludzie w Rajskiem mówią "dziwne" rzeczy o Pawłusiewiczu
wygląda na to , iż wiki łże ...ja informacje uzyskałem od jego gosposi , czyli myślę, że wiarygodne.
" dziwne " rzeczy powiadasz ? ............pewnie jakieś ploty...
no np. takie.. ze Pawlusiewicza ulokowano w Rajskiem by "towarzyszyl" innej wielkiej personie , samemu gen. Berlingowi
do tego nazwa Leg to nie wies tylko czesc wsi tzw. przysiolek , wies nazywala sie Teleśnica Sanna, dzisiaj wiadomo ze zalana.
do tego w spisie ludnosci z 1931 roku nie ma rodziny Pawlusiewiczow w Telesnicy Sannej i jej czesci Legu, dlaczego??? czyli mozna wyciagnac wniosek ze byl on jednak osadnikiem byc moze przedwojennym (WOP-cow) osadzono-lokowano w taki sposob w ramach polskiej akcji kolonizacyjnej na terenach o niepewnej "polskosci".
życiorys Pawłusiewicza możesz, jak wcześniej radziłem, poznać w jego książce. Ja nie pamiętam KIEDY się jego rodzina znalazła w Łęgu. Ale opisuje on czasy I WŚ. więc był on przed 31 r.
To że towarzyszył Berlingowi , to fakt znany. Domy znajdują się na przeciw siebie.
Ja osobiście zastanawiam się, cóż MON pocznie dalej z ''berlingówką " ....idzie na to sporo kasy, dom stoi pusty.....
Gdybyś dobrze poszperał, nawet w internecie, to dowiedziałbyś się, że Berling w latach 1957-1970 roku był wiceministrem leśnictwa. Pawłusiewicz natomiast wrócił w Bieszczady wiele lat wcześniej. Jeśli już sugerujesz, że Pawłusiewicz "miał na oku" Berlinga, to zapewne Berlinga osiedlono w Rajskiem po to, żeby Pawłusiewicz miał go na oku :-)
Do tego nikt tu nie napisał ze Łęg jest osobną wsią, od dawien dawna był fragmentem wsi Teleśnica Sanna. Granice wsi w większości są identyczne do tej pory od czasów średniowiecznej lokacji. Pawłusiewicze, w tym i Józef podkreślali, że są z Łęgu, bo Łęg był po prostu ich. Posiadali kilkadziesiąt hektarów.
Pawłusiewiczów nie "osadzono-lokowano" w Łęgu, tylko tę część wsi rodzice Józefa kupili za pieniądze i tu się osiedlili.
Pawłusiewiczów wszyscy w okolicy znali i nie trzeba przeglądać spisów ludności, żeby wiedzieć, że byli stąd.
Zamiast snuć tutaj "dziwne" przypuszczenia poczytaj "Na dnie jeziora" i będziesz więcej wiedział.
Twoje pytania i stwierdzenia sa mocno "tendencyjne"!
Sugerowanie :"komunistyczny osadnik","ludzie mówia o nim 'dziwne' rzeczy","opiekun Berlinga"
Myśle,że nie jest w porządku wobec tego człowieka !
Gdybyś zadał sobie choć trochę trudu i :
1.przeczytał jego wspomnienia,
2.porozmawiał z ludżmi którzy go dobrze znali,
3.pogrzebał trochę w archiwach,
to wszelkie twoje wątpliwości zostałyby rozwiane.
Józef Pawłusiewicz urodził się w majątku swoich dziadków Pióreckich w Stawczanach k/Lwowa w 1902 r.
Rodzice jego kupili Łeg będący częścia wielkiej własnosci Roińskich (właścicieli pałacu w Sokolem) jeszcze przed 1908 r.(gdy Józef miał ok. 6 lat, wiec jest z Bieszczadami związany od lat dziecięcych)
Po ukończeniu szkoły oficerskiej w Grudziądzu w 1925 r i centralnej szkoły straży granicznej w Gorze Kalwarii k/Warszawy był zawodowym oficerem az do zakończenia kampanii wrześniowej pracując na różnych placówkach w Polsce (Gdynia,Silna,Krępna,Dzietrzkowice k/Wielunia). po kapitulacji przedarł się spod Wielunia w Bieszczady w cywilnym ubraniu i pozostał tu az do opisywanych przez niego walk z UPA w ramach obrony ludności na terenie Bieszczad.
Po wojnie był twórcą i pierwszym komendantem szkoły tresury psów służbowych w Sułkowicach k/Warki (treserzy Szarika i Cywila to jego uczniowie i byli podkomendni). Było to miejsce gdzie realizował swoją wielką pasję jaką była kynologia.
Przeszedł na emeryturę w 1959 r i od razu powrócił w Bieszczady gdzie pozostał aż do swojej śmierci w 1979 r.(pierwsze wydanie "Na dnie jeziora" ukazało się już po jego śmierci)
Dom który wybudował w Rajskim był jedynym domem w okolicy.
"Berlingówka" powstała dużo póżniej
Mam prośbę - przepisz to wszystko z wyłączonym CapsLockiem, wyślij raz jeszcze, a ja wtedy wykasuję ten krzyk z powyższego postu.
Albo wprowadź poprawki do oryginalnego postu.
??? Wydaje mi sie,ze napisałem tekst zgodnie z warunkami technicznymi jakie umożliwia to forum.
Jeśli coś nabałaganiłem to proszę mi wybaczyć.Jestem tu pierwszy raz.Poprawię się.Pisałem dużymi literami
gdyż niektórzy maja trudności z czytaniem. W tym sensie masz rację iż jest to pewnego rodzaju"krzyk"
Wkręciłem tłumik. Jeśli nadal nie wiesz, o co chodzi, zajrzyj do regulaminu forum, pkt. 14 ;)
Witaj na forum.
W sobotę 06.07.2013 w "Wilczej Jamie" w Smolniku podczas promocji ksiazki Andrzeja Pawlaka wydawnictwo "MIRCZUMET" zapowiedziało obszerną pozycję wydawniczą (książka,CD,DVD) dotyczacą legendarnej postaci bieszczadzkiej - pułkownika Pawłusiewicza. Powstaje ona podobno we współpracy z najbliższą rodziną pułkownika i ma się ukazać w pażdzierniku b.r.
Książka "Na dnie jeziora" to wspomnienia jednego człowieka ,dotycząca przeżyć wojennych czy myśliwskich , sytuacji oglądanych "jedną parą oczu".Mocno okrojona przez cenzurę i wydana po śmierci jej autora.
Napewno inne osoby które nawet znalazły się dokładnie w tym samym miejscu i czasie opisywanym przez Pawłusiewicza mogły mieć zupełnie inne odczucia.
Zwłaszcza jeżeli były po drugiej stronie barykady. A nie zapominajmy,że opisuje on sytuacje wojenne gdzie konflikt był i to bardzo krwawy. Co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości.
Przygotowywana pozycja multimedialna jest ,jak słyszałem, materiałem o osobie Pawłusiewicza.Jest zbiorem relacjii różnych osób, z różnych środowisk ,które go znały.
Moje stwierdzenie o tendencyjności wypowiedzi wyżej przytoczonej dotyczyły rzeczy które wymieniłem:
"komunistyczny osadnik",
"opiekun Berlinga"
itd...
Były to nieprawdziwe i krzywdzące stwierdzenia co starałem sie w miarę możliwości uzasadnić.
Poczekajmy na zapowiadane wydawnictwo i miejmy nadzieję,że dowiemy się wielu nowych faktów z życia tej niewątpliwie nietuzinkowej postaci.
....Zwłaszcza jeżeli były po drugiej stronie barykady,to przedstawione wydarzenia w książce mogą się wydawać żeczywiscie tendencyjne...jak i osoba samego autora...ale trzeba by było jakoś to uzasadnić kolego Eszka a tak...to można sobie pisać do woli ..co kto woli..;)
Czy Józef Pwłusiewicz był dezerterem po walkach wrześniowych 1939 roku , przecierz słóżył jako żołnierz WOP-u ? a nie ma wzmianki by był w niemieckiej niewoli i zistał z niej zwolniony , czyli można założyć że porzucił wojskowy mundur.
Jak wiadomo wojna to ciężki czas a każdy chce żyć , wymuszenia , rozboje , kradzierze , gwałty , handel kontrabandą .... tym też zajmowali się niektórzy partyzanci.
Znam osoby które znały Pawłusiewicza gdy ten brylował na salonach Warszawki , i raczej rysowały "smutny" obraz tego Pana
PS. efektem dzieła zycia tego Pana był międzynarodowy skandal i ośmieszenie Polski , co czkawką się niektórym do dzisiaj odbija .
Można wiedzieć w czym się objawaiała nietuzinkowość Pawłusiewicza ? , bo jego konfabulacje wyszły na jaw jeszcze w latach 50 tych .
:-o
ciekawe następny..z przeciwników. ale gdzie.konkrety kolego Stefanie konkrety i fakty?:sad:Cytat:
Zamieszczone przez Stefan
dla mnie bohaterem i legendą nie może być człowiek o podwójnej moralności. Poza tym fakt, że była wojna, nie może być wytłumaczeniem dla strzelania do bezbronnych ludzi. Strzelania ze skutkiem śmiertelnym. Np. do przedstawiciela nacji żydowskiej. Więcej na temat Pawłusiewicza pisać nie będę, bo zaraz pojawi się ktoś, kto będzie mi zarzucał, że szargam jego dobre imię, i sądami straszył ;) po prostu zalecam daleko idącą ostrożność w ocenie życia i czynów Pawłusiewicza.
;)Skoro kolego nie Potrafisz lub nie Chcesz wskazać konkretnych faktów i dowodów że Pawłusiewicz strzelał jak Twierdzisz do bezbronnych ludzi i to pochodzenia żydowskiego ,bo opisał jak pomagał i ratował nie raz i dwa osoby tej narodowosci ... to na jakiej podstawie Posądzasz Go o podwójną moralnosć ? Może nie był osobą kryształową ale coś w końcu zrobił dla miejscowej ludnosci chroniąc Ją od kul i siekier UPA,i choćby tylko za to że nie stulił uszu jak inni, tylko przeciwstawił się zbrojnie okupantowi i nacjonalistom z UPA i OUN należy Mu się uznanie itd.. każdy ma innych bohaterów,może dla Ciebie bohaterem jest strona przeciwna lub facet z pomnika w Jabłonkach...?
Idąc tokiem myślowym Pana Stefana to wszyscy piloci walczący w dywizjonach francuskich a potem w RAF-ie też byli dezerterami bo nie znależli się w niewoli niemieckiej lub sowieckiej.
Pan jedynie znał osoby które znały pułkownika Pawłusiewicza,ja znałem go osobiście i mogę zaręczyć, że "brylowanie" na salonach w ogóle, a w szczególności "Warszawki" (rozumiem,że powojennej) nie było jego naturą.Zaraz po zakończeniu służby w SUŁKOWICACH (nie w Warszawie !) przeniósł się w Bieszczady,gdzie mieszkał w bardzo spartańskich warunkach.
Natomiast jeżeli przebywał w towarzystwie swoich przyjaciół to zawsze był "duszą" tego towarzystwa.
Poza tym,tak na marginesie, brylowanie nie ma znaczenia pejoratywnego.
Trudno sie odnieść do takich określeń jak :
"Smutny" obraz,
"międzynarodowy skandal"
bo , nie dość że są to puste ogólniki to w dodatku wyssane z palca stwierdzenia.
Jego nietuzinkowość polegała m.in. na tym.że:
nie siedział z założonymi rękami, tylko narażając życie swoje i swojej rodziny wraz z braćmi i kapitanem Wawroszem jeszcze jesienią 1939 samorzutnie stworzył grupę przerzutową zajmującą się przeprowadzaniem ludzi przez zieloną granicę na Węgry (zostało to opisane ponad 10 lat temu w Gazecie Bieszczadzkiej),w następnych latach wojny oddział samoobrony Pawłusiewiczów był jedyną ostoją i ratunkiem dla miejscowej ludności przed szalejącymi nacjonalistami.
Nietuzinkowość to dla mnie również to , że jest twórcą jednej z 5 polskich ras psów.
Przecież mógł to zrobić ktoś inny.A zrobił to własnie Pawłusiewicz.
Pawlusiewicz nic nie stworzył jeśli obracamy się w temacie kynologii i jednej z polskich ras ! W tym cały problem że wielu bezwiednie powtarza mity jak to "jedna baba , drugiej babie ".
Nie tak dawno w Łowcu Polskim ukazał się artykuł wywiadu z jego gosposią, i ta min stwierdziła że fakt Pawłusiewicz mieszkający już w Bieszczadach miał psy , ale bynajmniuej nie nasze ogary tylko Kopowy- goncze slowackie i jednego psa z Austrii .
Przed jego pójsciem na "emeryture" był ojcem "DZIEŁA" którego efektem było odrzucenie przez FCI , polskich starań o rejestracje OGARA POLSKIEGO, powodem odmowy było OSZUSTWO !!! i nie ma co owijać w bawełnę że to była jedna wielka kompromitacja Pawłusiewicza.
Ciekawe że bedąc na emeryturze przestał się oficjalnie zajmować swoimi OGARAMI :), a miał pełne pole do popisu, mieszkał przecież w najlepszym z łowieckiego punktu widzenia terenie w kraju.
To są fakty o których nie wielu dzisiaj chce pamietać , lepiej powtarzać mity że Pawłusiewicz jest ojcem jednej z Polskich ras :) .
idąc tokiem myślenia Pawłusiewicza moża by rejestrować owczarki niemieckie jako polskie :)
hehe, sam nieco wyżej zauważyłeś, że "można sobie pisać do woli, co kto woli" :)
podkreślam - nie oskarżam, nie robię zarzutów, tylko sygnalizuję, zalecam ostrożnośc w ocenach. Co nieco wiem o Pawłusiewiczu od osoby z mojej rodziny, która wraz z nim walczyła w oddziale samoobrony. Nie zaprzeczam jego zaslugom, ktore wymieniłeś, ale wskazuję, że jest druga strona księżyca, ta ciemna niestety, i dlatego nie uważam go za bohatera.
pozdrawiam! (i dla mnie EOT)
Z całym szacunkiem dla gosposi pułkownika ale nie jest ona autorytetem w dziedzinie kynologii .
Skąd wobec tego piąta zarejestrowana POLSKA rasa psów GOŃCZY POLSKI nazywana jest inaczej:
"Ogar Pawłusiewicza"'
"Pies Pawłusiewicza"' ??
Co ma "piernik do wiatraka" ???
Na emeryturze każdy może spędzać wolny czas tak jak lubi.
Do końca życia miał psy i polował z nimi a to iż nie zajmował się hodowlą twórczą to wybaczy Pan ale jego wybór .
Drogi Panie
Nie trzeba byc znawcą kynologii by posiadać wiedzę skąd jaki pies pochodzi , to chyba oczywiste. Wywiad został przeprowadzony parę lat temu , i tym bardzie jest to cenne i wiarygodne zródło ! gdyż osob gosposi nie jest z kynologią związana , a pewno musiała się tymi psami zajmować w ramach swoich obowiązków.
Druga sprawa , na którą też mało kto zwraca uwagę to to że Pawłusiewicz hodował Ogary Piolskie już od konca lat 40 tych , przypominam że pies Hałas miał pełny rodowód miał już pełny rodowód na początku lat 50 tcyh.
To skąd u Pawłusiewicza wzieły się słowackie kopovy i austriacki gończy? Skoro OJCIEC rasy hodował te psy już bez mała parę latek ?
Myślenie Pawłusiewicza było proste , kupował słowackie kopowy na słowacji i je rozmnazał, mieszając je jeszcze z paru innymi rasami , w eter puszczono plotkę że to OGARY POLSKIE , efektem było odmowne rozpatrzenie prośby o rejestrację OGARA POLSKIEGO przez FCI w latach 50 tych !!! Ten fakt też może Pan zaneguje po co w końcu FCI wie o Polskich Ogarach ? Może wie niewiele , ale wiedziało co to oszustwo !
Właśnie to nie robiebnie niczego ze swoimi "ogarami" w czasie gdy Pawłusiewicz mógł na wszystko położyć lage wskazuje na czysto celebrycki styl dziłania tego Pana na gruncie kynologii :) , nie było lansu skończyła się kynologia-celebrites, FCI połapało się w jego oszustwach i tyle.
Nie jest za bardzo normalne że wieloletni hodowca jakiejś rasy , w sumie jej niby ojciec po x latach jej hodowania zaniechuje jej , używając do polowania psy ze Słowacji czu Austrii.
W latach 80 tych wrucono do mitologii Pawłusiewicza i na jej podstawie budowano zręby sprzedaży zwykłych kundli, co potwierdza KW jak i PKR
Proszę Pana tak gwoli uściślenia to tak zwane gończe polskie są rasą TYMCZASOWO uznaną przez FCI :) a z czym to się łaczy to chyba inny temat :)
Może Masz na Pułkownika czarną teczkę,jak swego czasu Tymiński na Wałęsę.....który też niby coś miał ale jak sam przyznał po latach miał wielkie g...o...tak pewnie jest i w tym przypadku... bo coś nie coś wiem... od osoby która z nim walczyła w jego oddziale ale...nie powiem.a..najgorszy ptak który w swoje gniazdo s..;)
Bardzo trudno odnieść się do delikatnie mowiac skomplikowanej logiki jaką Pan stosuje w swoich wypowiedziach ale jedno co się z nich wyłania to chyba jakiś osobisty żal do pułkownika lub osobista niechęć.
Raz, że coś zrobił będąc celebrytą na salonach"Warszawki" innym razem że czegoś nie zrobił ("położył lagę") będąc na emeryturze.
Myślę,że ta niechęć jest może spowodowana niespełnionymi ambicjami,że gończy polski( "tymczasowo zarejestrowany") jest inaczej zwany "psem Pawłusiewicza" a nie np "psem Stefana".
Nie wiem czy do obowiązków gosposi pułkownika należało doglądanie psów i jaki to miało wpływ na to iż :
W 1983 roku Związek Kynologiczny w Polsce zdecydował się otworzyć księgę wstępną dla psów w typie ogara Pawłusiewicza, co było spowodowane niesłabnącą popularnością tych psów ze względu na doskonałe walory użytkowe. Nadano im nazwę gończy polski (ang. Polish Scenthound) i podjęto starania, aby jej wzorzec został zatwierdzony i oficjalnie zarejestrowany przez FCI jako piąta polska rasa. W listopadzie 2006 roku starania te zostały zakończone sukcesem. Rejestracja rasy przebiegła podczas Międzynarodowej Wystawy Psów w Poznaniu. Gończy Polski jest piątą polską rasą uznaną przez FCI i zarejestrowaną w grupie psów gończych pod numerem 354 jako Polish Hunting Dog
ha,ha,ha,ha!!!Cytat:
Zamieszczone przez Stefan;146446
Psy mają to w naturze,że łatwo się krzyżują ze sobą !!!
Gosposia nie upilnowała!
FCI się nie kapnął w oszustwie !
I teraz mamy międzynarodowy skandal !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Niech żyje wolność internetu !!!!!!!!!!!!!!!
Zgłupiałem już chyba do reszty bo nic z tego nie rozumiem !
To jak było naprawdę ?
Czy był pejsatym ortodoksem czy żydożercą ?
A może tylko żydofilem ?
Amerykanskie specsłużby jak to czytają ( a muszą wszystko czytać ) mają niezły ból głowy !
:lol::lol::lol::lol: ;) !!!
Witam wszystkich. To mój pierwszy post na forum. Książkę" Na dnie jeziora " przeczytałem z przyjemnościa i zainteresowaniem. Jednak w trakcie lektury zwróciłem uwage na opis współpracy z partyzantką sowiecką. W roku bodajże 1983 miłem okazje byc na spotkaniu z Mikołajem Kunickim "Muchą" dowódcą owych oddziałów. Jako młodzian zaczytujący sie w książkach historycznych zawsze miałem obraz rycerskich Polaków walczących z wrogiem fair. Tymczasem pan Kunicki obdarzył nas (gówniarzy w wieku 16-19lat) opowieściami o trzydniowych turturach jakiegos gestapowca , którego schwytali. Tenże Kunicki jest w książce bardzo pozytywnie opisywany przez Pawłusiewicza.
pewno w FCI "ciężka praca" Pawłusiewicza poległa za prawdę PRAWDĘ :), karą było podanie czarnej polewki Ogarowi Polskiemu , bo takowe Pawłusiewicz żekomo hodował :).
Nie rozumiem dlaczego tak sie niektórzy zrzymają gdy się przytacza fakty z życia Pana P.
hodował ogary polskie , no tak , sam przecież pisał że hoduje :)
nie urodził się w Bieszczadach , no tak , stoi jak byk na tej tablicy przed jego chałupą w Rajskiem :)
koniec konców skończył na bieszczadzie polując ze slowackimi kopovami :)
w Związku kynologicznym do dzisiaj jak sie powie "ogary Pawłusewicz" to można usłyszęć , "ech Panie wstyd był i trza było oczami za tego ....... świecić"
qx 10
FCI się pomiarkowało w szalbierstwie , czego efektem była odmowa rejestracji rasy :) no i wielka kompromitacja polskiej kynologii :) i Pawłusiewicza :)
późnij by ciemnemu gminowi wytłumaczyć porażkę najwiekszego kynologa Pawłusiewicza na arenie miedzynarodowej wymyslono bajeczkę o złym drugim "pułkowniku" co to bratu Polakowi wielką krzywde zrobił tylko zapomniano o chronologii wydarzeń :) która przeczy mitowi świetlanej gwiazdy Pana P.
a miało byc tak pięknie :)
Jako "kynolog-amator" ( a moze profesjonalista ?? ) zna Pan pewnie to przysłowie ,że
"jak się chce psa uderzyć to się kija znajdzie".
Pan począwszy od pierwszego wpisu na tym forum za wszelką cenę chce znależć jakiś "kij" na osobę pułkownika
tylko jakoś się to Panu nie udaje.
Pana argumenty są bardzo wątłe i miałkie jeśli w ogóle można je zaliczyć do argumentów.
Brak logiki i faktów.
Już od 14 marca 2011 roku kiedy rozpoczął Pan swoim wpisem ten wątek stara sie pan za wszelką cenę zdyskredytować pułkownika Pawłusiewicza robiąc z niego " komunistycznego osadnika".
6 dni póżniej, 20 marca 2011 pisze Pan,że w Rajskiem ludzie mówią "dziwne rzeczy" o pułkowniku,ale nie pisze Pan ani słowem co konkretnie Pan od nich usłyszał. Zasiewa Pan "tajemniczy ferment" w głowach czytelników.
Rajskie jest tak małą miejscowościa,że na palcach jednej ręki można policzyć ludzi którzy znali pułkownika.
Proszę więc napisać co Pan od nich usłyszał !
Tak się składa,że znam te wszystkie osoby więc łatwo mi będzie ocenić pańską prawdomówność.
Wszyscy w Rajskiem wiedzą,że "berlingówka" powstała dużo pózniej niż Pawłusiewicz tam osiadł i się pobudował
i kolejny Pana strzał to "pudło". "niewypał" !!!
Następnie próbuje Pan podważyć to czy rzeczywiście Pawłusiewicze mieszkali w Łęgu przed wojną.
Skoro był Pan pod domem pułkownika i czytał tabliczkę ( tak można wywnioskować z wpisu) oraz rozmawiał z mieszkańcami Rajskiego ,trzeba było porozmawiać z autochtonami choćby z pobliskiej Soliny, tymi przedwojennymi.
Jest jeszcze sporo osób które pamiętają tamte czasy i Pawłusiewiczów także.
Kolejny zarzut a właściwie "strzał z grubej rury" z 11 lipca b.r. to dezercja we wrześniu 1939.
Zarzut poparty bzdurnym argumentem,że Pawłusiewicz nie trafił do niewoli po kapitulacji.
Czy wg Pana wszyscy szli do niewoli ??
Czy nie wie Pan tego, że Niemcy początkowo (mam na myśli wrzesień 1939) zwalniali oficerów nawet z pozwoleniem noszenia białej broni??
Do tego dorzuca Pan: "wymuszenia , rozboje , kradzierze , gwałty , handel kontrabandą".
Nie tak wprost ale pośrednio,że " niektórzy partyzanci".
No bo niby dlaczego nie?. Skoro pułkownik był w partyzantce to też i tym się mógł trudnić.
Trochę błota może się przyklei...
Jest fajnie ! Trochę "dymu" nie zaszkodzi !!
Następnie przeskok na warszawskie "salony".
Pana informatorzy którzy tam bywali puszczaja farbę o pułkowniku : " brylujący skandalista ośmieszający Polskę","afera międzynarodowa" !!
Znów ZERO FAKTÓW !!!
Kolejny przeskok na grunt kynologii.
Tam Pawłusiewicz wg Pana był kompletnym zerem. Nic nie zrobił. Kładł "lagę" na wszystko.
Proszę poczytać fora o ogarach i gończych.Tam piszą coś zupełnie przeciwnego.
Znów "strzela Pan sobie w stopę" !
Nastepny "zarzut" to polowanie na emeryturze z psami ze Słowacji i Austrii.!
A gdyby polował z sokołami ??
Ciekawe tylko czemu to wszystko ma służyć ??
Może ktoś sypie groszem za obrzucanie nieboszczyków błotem ??