-
Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
8 IX 1939 r. pod Nowym Żmigrodem w Beskidzie Niskim oddziały niemieckiej 1 Dywizji Górskiej, które wkroczyły na terytorium Polski w kilku kolumnach kilkoma drogami, połączyły się ponownie. Tam właśnie utworzono dwa zmotoryzowane oddziały pościgowe, które miały jeden cel – jak najszybciej dotrzeć do Lwowa. W ciągu 4 dni, nieustannie walcząc, strzelcy górscy pokonali 250 km i zaskakując Polaków wjechali 12 IX 1939 r. do stolicy Galicji. Tylko część żołnierzy jechała ciężarówkami, samochodami osobowymi bądź motocyklami – reszta musiała dotrzeć do Lwowa pieszo, robiąc niekiedy po 60 i więcej kilometrów dziennie. Wydarzenie to weszło do swoistej mitologii niemieckich wojsk górskich pod nazwą „Sturmfahrt auf Lemberg” czyli „Jazda szturmowa na Lwów”.
72 lata potem, w lipcu 2011 r., Leuthen rozpoczął wędrówkę, którą ochrzcił następnie – wzorując się na tytule znanego filmu – Moimi Wielkimi Beskidzkimi Wakacjami. W ciągu 7 dni przebył 250 km wędrując (a częściowo autostopując) przez Beskid Niski i Bieszczady. Opisana poniżej historia zaczęła się w sobotę 23 lipca 2011 r. ...
Komańcza, ok. godz. 10.45
Pożegnanie z 17-osobową grupą rajdowiczów było krótkie – oni skręcili za czerwonym szlakiem w lewo, idąc w stronę Chryszczatej, ja zaś poszedłem asfaltem prosto.
http://img841.imageshack.us/img841/536/sdc12002vu.jpg
Czekałem z łapaniem stopa do momentu, aż minę odbicie w prawo na Jaśliska.
Następne 5 km wspominam jako najgorsze chwile z całej wędrówki. Samochody nie jechały co prawda jeden za drugim, ale wystarczająco często, by liczyć, że któryś się zatrzyma. Tubylcy lubili pokazać, że zaraz skręcają (Radoszyce), albo że są tutejsi. Ja pierdziu, przecież możecie mnie podwieźć nawet 1 km – zawsze to o te 1000 metrów mniej do Cisnej – myślałem. Drugą grupę stanowili przyjezdni. Najwięcej było – sądząc po rejestracjach - hanysów. Puste lub półpuste samochody – i nic. Zderzenie pięknej teorii („Ludzie biorą chętnie, spokojnie dojedziesz, to środek sezonu” - pisał na forum tomekpu) z brutalną rzeczywistością (do Cisnej 26 km!) było tym bardziej wyraziste, że w Beskidzie Niskim nie było z autostopowaniem problemów. Ba! Tam dwa razy ludzie sami się zatrzymali pytając czy mnie nie podrzucić. Niech ja Cię dorwę, tomekpu!
Nadzieja na szybki dojazd do Cisnej gasła z każdą minutą i każdym mijającym mnie samochodem (przepuściłem tylko karetce pogotowia, choć nie jechała na sygnale), zaś moje myśli stawały się mroczniejsze od orków z Mordoru...
Wreszcie jest! Srebrny ford na blachach „RSA”. Małżeństwo jechało tylko do Osławicy po ser. Zawsze to kilka kilometrów bliżej...
Krótka rozmowa. Pytania skąd i dokąd zmierzam. Wyjaśniam mój plan ze szlakiem granicznym.
Wkrótce znów maszerowałem licząc w duchu, na którą zajdę do Cisnej. 5 godzin powinno starczyć, ale wiele w Bieszczadach już tego dnia nie ujdę.
Nagle słyszę z tyłu odgłos nadjeżdżającego samochodu. Zanim zdążyłem się obrócić ktoś zatrąbił. Patrzę, a tu stoi ten sam ford, którym jechałem przed chwilą. Kierowca mówi:
- Okazał się Pan bardzo przekonywający. Można jeszcze dzisiaj pochodzić po górach.
- Oczywiście – odpowiedziałem. 3/4 dnia dopiero przed nami!
Moje szczęście osiągnęło apogeum, gdy dowiedziałem się, że państwo pojadą na Przełęcz nad Roztokami! Co prawda chciałem jechać wpierw do Cisnej wysłać kartki znajomym i zjeść solidny posiłek w „Siekierezadzie”, o której co nieco słyszałem, jednakże skoro niebiosa zesłały mi bezcenny dar w postaci możliwości szybkiego dotarcia na grzbiet graniczny i to z dostawą na przełęcz (bez konieczności piłowania 8 km po asfalcie pod górę), grzechem byłoby niewykorzystanie tej szansy. Powoli zaczęła świtać myśl, że dziś mogę dojść dużo dalej, niż zakładałem.
Po drodze rozmawialiśmy o tym i owym. W Żubarczem załapaliśmy się akurat na przejazd kolejki jadącej na stację Majdan.
http://img190.imageshack.us/img190/4645/sdc12008f.jpg
Przełęcz nad Roztokami, ok. godz. 12.30
Małżeństwo postanowiło pójść na Rypi Wierch. Ja szedłem w drugą stronę. Po stukrotnych dziękach (chyba dam za nich na Mszę, żeby żyli jeszcze długo ;-) ) rozstaliśmy się.
Podejście na Okrąglik... Podejście jak podejście. Trochę ludzi już schodziło. „Cześć!”, „Dzień dobry!” i piłowanie w górę. Jednakże co jakiś czas postój. Zadyszka? A gdzie tam! Rendez vous z historią...
Jest późne lato 1944 r. Niemiecka 100 Dywizja Strzelców po wycofaniu się z rejonu Skole w Karpatach Wschodnich przeprawia się przez San i zgodnie z rozkazem dowódcy korpusu obsadza „Karpathenhauptkamm” (czyli główny grzbiet Karpat) w Bieszczadach. Na przydzielonym odcinku głównymi punktami oporu stają się dwa szczyty: Okrąglik i Płasza. Nie ma tam żadnych fortyfikacji – trzeba je dopiero wykopać...
Jesteśmy z powrotem w lipcu 2011 r. Zaraz po wejściu w las za przełęczą widzę fortyfikacje polowe. Punkt obserwacyjny lub stanowisko moździerza – myślę.
http://img829.imageshack.us/img829/4266/sdc12011w.jpg
Dalej co jakiś czas rowy strzeleckie (inaczej okopy ;-) ). Czasem na sekcję, czasem na drużynę, rzadziej na pluton. Jest ich dużo.
http://img41.imageshack.us/img41/389/sdc12015x.jpg
W 45 minut od startu z przełęczy staję na szczycie Okrąglika. Przy szlaku siedzi młody turysta w brązowo-zielonym polarze z dużym plecakiem. Mówię „cześć!” i siadam kawałek dalej. Jedzenie! Zamiast obiadu w „Siekierezadzie” kilka kromek chleba z topionym serem i kilka kostek czekolady zapitej „Celestynianką”. Widoki ładne, choć ograniczone.
http://img717.imageshack.us/img717/8562/sdc12030l.jpg
Na szczycie siedzi jeszcze kilku turystów – jakaś rodzinka. Wkrótce schodzą i zostaję sam z tym turystą w polarze. Pytam, czy idzie w stronę Ustrzyk czy w drugą. W stronę Ustrzyk. Mogę kawałek iść z Tobą? Nie ma sprawy. To idziemy!
Dzięki temu przeszedłem kolejne 13 km w towarzystwie Piotra z Poznania. Granicznym idzie do Rabiej Skały, potem schodzi do Wetliny, gdzie czekają znajomi.
Rozmawiamy o górach – Bieszczadach, Beskidzie Niskim, Tatrach... Piotr jedzie niedługo na Zugspitze – najwyższy szczyt Niemiec. Wkrótce mówię, że musimy się na chwilę zatrzymać – lecę w bok od szlaku fotografować okopy. Zdziwionemu Piotrowi wyjaśniam, że będę pisać artykuł o walkach 100 Dywizji Strzelców w Bieszczadach jesienią 1944 r. i oprócz fotografii „zakazanych mord hitlerowskich” chciałbym zamieścić zdjęcia śladów tych walk w postaci okopów. Opowiadam o walkach o Płaszę, o tym jak Rosjanie szli fala za falą licząc na to, że Niemcom skończy się amunicja (w końcu się skończyła i musieli się wycofać – by wkrótce, z nowym zapasem amunicji odbić utraconą pozycję!), o ostrzale artyleryjskim...
Docieramy na Płaszę – epicentrum walk „100”.
http://img98.imageshack.us/img98/7665/sdc12034.jpg
Idę na północny-wschód, by znaleźć niemieckie stanowiska. Są! Otaczają szczyt. Porasta je tak charakterystyczna roślinność, że trudno je przegapić. Jagody! Ciekawe, czy są tak bujne, bo piły żołnierską krew – jak maki spod Monte Cassino...
http://img684.imageshack.us/img684/8220/sdc12035.jpg
Wracam do szczytowego słupka i rozglądam się. Piękne widoki, mimo że pogoda niepewna – wiszą szare chmury i „czort znaju” (jakby to ujęli przeciwnicy Niemców) czy nie będzie padać. Jeśli niemieccy „jegrzy” mieli chwilę wytchnienia w odpieraniu radzieckich ataków, pewnie patrzyli na nieodległą Połoninę Wetlińską...
http://img21.imageshack.us/img21/4135/sdc12036y.jpg
Schodzimy z Płaszy. Znów natykamy się na niemiecką pozycję. Piotr dziwi się, że to jest okop. 67 lat temu wyglądał solidniej – mówię. Czas zrobił swoje. Pewnie mało który turysta zwraca uwagę na te relikty dramatycznych zmagań. Ot, niewielka zarośnięta dziura w ziemi.
Niedaleko Przełęczy pod Dziurkowcem schodzimy na słowacką stronę do źródełka. „Celestynianki” nie zostało zbyt wiele, a droga jeszcze daleka... Teraz już jestem pewien. Nie nocuję – jak było w planie – w wiacie na Przełęczy pod Czerteżem. Walę prosto do bacówki pod Małą Rawką! Jest duża szansa, że zdążę tam dotrzeć przed zmrokiem. Czasówki zostają daleko w tyle...
Między grzbietem a źródełkiem mam ładny widok na Runiańską Kotlinę z wioską Runina. Także to było miejsce zaciekłych walk 100 DStrz. z krasnoarmiejcami.
http://img534.imageshack.us/img534/1107/sdc12042oa.jpg
Dziurkowiec. Widoczek fajny. Siadłem na chwilę na granicznym słupku, ale dłuższy postój zrobimy sobie na nieodległej Rabiej Skale. A więc - вперед ! A może vorwärts !? Tak lepiej :-) Weiter, weiter, weiter! Schnell, schnell, schnel! Los, los, los!!!
Grzbiet graniczny przed Dziurkowcem. Widoczny Piotr :-)
http://img839.imageshack.us/img839/671/sdc12046a.jpg
Rabia Skała, ok. godziny 16.
Spotykamy tu parę starszych już turystów, których widzieliśmy podchodzących na Dziurkowiec. Siadamy z Piotrem i jemy. On zaraz zacznie schodzić żółtym szlakiem przez Jawornik. Jeszcze ostatnie zdania – i zostanę znowu sam. Państwo idą w stronę Ustrzyk. Gdzie oni lezą o tak późnej porze?!
Rozstaję się z Piotrem i ruszam dalej szlakiem granicznym. Zaraz spotykam tą dwójkę. Wracają z tarasu widokowego. A więc wszystko jasne...
Piękny widok z tarasu. Urwisko imponujące! No, mógłbym tu siedzieć bez końca, ale „droga jeszcze jest daleka, a w bacówce obiad czeka!” ;-)
Idę sam. Słowa z piosenki Enyi „May it be” („Władca Pierścieni”!): „You walk a lonly road. Oh, how far you are from home!” jakoś same się nasuwają... Mijam Czoło, mijam Borsuka. Zbliża się przełęcz pod Czerteżem, a na niej wiata, czyli moja niedoszła noclegownia. Jak się okazuje, koło wiaty pali się ognisko. Zauważam 4 turystów. Nie patrzą w moją stronę, a krzyczeć nie chcę. Mijam to miejsce z uczuciem ulgi. Nie wiem, czy byli to Słowacy czy Polacy. Nie wiem, czy byliby zachwyceni moją obecnością. Może byłoby ciasno w nocy? „Idźmy dalej, zobaczymy więcej!” - powraca w myślach przeczytane niegdyś w zeszycie na szczycie Baranie w Beskidzie Niskim zdanie...
Myślę o jakimś postoju. Może na Czerteżu? Idę jednak dalej...
Między Czerteżem a Hrubkim zatrzymuję się przy grobie radzieckiego podporucznika Gładysza.
http://img543.imageshack.us/img543/5049/sdc12059o.jpg
Data śmierci sugeruje, że mógł paść z ręki żołnierzy z 100 Dywizji Strzeleckiej lub też na drugi świat wyprawili go ich kameraden ze 101 Dywizji Strzeleckiej, zajmującej pozycje na prawo od „Setki”. Jak brzmiał ten napis z pomnika na cmentarzu oficerów radzieckich we Wrocławiu? „Daleko od ojczyzny złożone Wasze ciała, ale Wy żyjecie w wiecznej pamięci narodu”. Czy ktoś w Rosji pamięta jeszcze o lejtnancie Gładyszu? Nie wiem...
Mijam kolejne słupki graniczne wyznaczające równe kilometry. Do Krzemieńca pozostało już tylko 5 kilometrów, jeszcze 4... Wpadam w jakiś trans. Jestem głodny, jestem zmęczony, a pruję w tempie 6 km/h pod górę.
Stop! 5 minut przerwy na Kamiennej. Przecież trzeba dać wytchnąć nogom, wypić parę łyków wody.
Słupek I/3 stoi na szczycie Kamiennej. Z Rabiej Skały przemaszerowałem jednym ciągiem 13 km robiąc w zasadzie tylko postój na zdjęcia grobu Gładysza i parę kilkudziesięciosekundowych przerw na „uregulowanie pracy serca”!
3 kilometry stąd schodzą się granice Polski, Słowacji i Ukrainy. Tam coś zjem. Póki co ściągam buty i skarpety, patrzę na widoki i piję źródlaną wodę spod Dziurkowca.
Ostatnie 3000 m do Krzemieńca. Mijając słupki czuję się, jakbym był świadkiem odliczania przed wystrzeleniem w kosmos rakiety na Cape Canaveral. Zostało 1500 metrów, 1000, 800, 500, 300... Widzę już czarny słup. Siądę pod nim i zjem kolację.
Cholera jasna! Zajęte! Pod słupem już siedzi dwójka turystów. Mój „touching the void” szlag trafił! Mówię „cześć!”, mijam słup, odwracam się, robię zdjęcie
http://img52.imageshack.us/img52/8893/sdc12066u.jpg
i zły kieruję się w stronę ławek. Para zbiera się do marszu. Pytam bardziej odruchowo niż z kurtuazji:
- Idziecie do bacówki Pod Małą Rawką?
- Tak.
Aż nie wierzę, że to mówię:
- Mogę iść z Wami?
- Jasne.
Żołądek protestuje. Jeść! Pod Rawką na pewno zjem kolację. Dzień wcześniej zrobiłem 40 km trasę Wisłoczek-Komańcza na tabliczce czekolady i kubku wody z potoku (tak to jest, jak na mapie sklep jest, a w rzeczywistości go nie ma...). Dam radę! Zaczynamy rozmawiać...
Maciek i Marysia są z Warszawy. Niedawno zaczęli wędrówkę po Bieszczadach. Opowiadam o mojej wędrówce przez Beskid Niski, o pracy. Rozmawiamy o górach. Maciek opowiada o ukraińskich pogranicznikach w Bieszczadach, cieszących się niezbyt dobrą sławą.
Trizuby na słupach granicznych. Odruchowe skojarzenie z UPA. No tak, moja babcia musiała się kiedyś chować przed banderowcami w grobowcu... A teraz proszę: Euro 2012 – Poland&Ukraine!
http://img64.imageshack.us/img64/614/sdc12067qd.jpg
Wielka Rawka... Bieszczady o zachodzie słońca. Nie będzie romantycznego opisu złotej kuli chowającej się za górskie grzbiety, gasnącej różowej łuny, pierwszych gwiazd. Niebo zakrywały chmury i tylko gdzieś na horyzoncie, gdzie było czysto, niebo miało złotawy odcień...
http://img846.imageshack.us/img846/493/sdc12073l.jpg
Głupia sprawa, ale do tej pory z wyprawy mam tylko jedno zdjęcie, na którym jestem, zrobione drugiego dnia w Beskidzie Niskim. Marysia oferuje, że zrobi mi moim aparatem fotkę przy słupie z tabliczką „Wielka Rawka”. Tadam!
http://img10.imageshack.us/img10/1546/sdc12075v.jpg
[na prawym rękawie polara widoczna kopia naszywki niemieckich wojsk górskich z okresu II wojny światowej – w końcu to Sturmfahrt! ;) ]
Zejście przez Małą Rawkę, przez las, koło potoku i wreszcie bacówka. Od momentu, gdy ruszyłem z Przełęczy nad Roztokami, minęło 8 godzin i 8 minut. Przeszedłem ok. 37 km (32 do Krzemieńca i ok. 5 km przez Rawki do bacówki). Jestem zmęczony, głodny i nie wiem, czy będzie miejsce w bacówce. Oczywiście łóżek nie ma! Zostaje gleba – jedyne 19 zł (podłoga jest ze złota czy co?!). Próbuję jeszcze utargować zniżkę 20% na glebę na legitymację honorowego dawcy krwi – bezskutecznie (zniżka tylko na łóżko – widać trzeba następnym razem przynieść własne). Cóż, to w końcu lipcowy weekend. Zanim znajdę dla siebie kąt, chcę coś zjeść. „Szef kuchni” poleca bigos. Po licznych opowieściach o schroniskowych bigosach i skutkach ich konsumpcji mam umiarkowaną chęć na tą potrawę, ale po zapewnieniach, że jest świeżo zrobiony, przystaję na to. Pytam o wielkość porcji. Otrzymuję zapewnienie, że dostanę wieeelką :-) Mam zjeść wszystko! Obiecuję wylizać talerz do czysta ;) Do tego piwo. Porcja wystawała z talerza niewiele niżej, niż Tarnica nad Wołosatem :-) Zgodnie z obietnicą oddałem pięknie wyczyszczony talerz. Maciek z Marysią rozbijają tymczasem namiot (dochodząc do bacówki zaczęło kropić). Wkrótce zjawia się Maciek i zamawia legendarne naleśniki. Potem zjawia się Marysia. Pyta, czy dla niej też zamówił kolację. Z niezwykle poważną miną odpowiada, że nie, bo nie wiedział, czy zechce je jeść.
- Złoty chłopak – podsumowuję :D
Potem były „nocne Polaków rozmowy”. Minęła godzina 23... Maciek z Marysią zasypiają niemal na stole. Idą spać. Ja idę się gdzieś ulokować. Strych zajęty, II piętro zajęte. Zostaje I piętro. Nie bardzo się jest gdzie wcisnąć, żeby mnie ktoś w nocy nie rozdeptał. Ostatecznie lokuję się między schodami a drzwiami do pokoju.
http://img844.imageshack.us/img844/8135/sdc12088d.jpg
Prysznic i spać. Mija północ. Zza drzwi, koło których leżę, dobiegają odgłosy ożywionej rozmowy. Jedna dziewczyna śmieje się histerycznie. Święci Pańscy! Dajcie mi spać. Miałem ochotę wejść do tego pokoju i powiedzieć tej rechoczącej niewiaście, że nie wiem, co wzięła, ale niech nie robi tego więcej! Potem jeszcze głośniejsze rozmowy i ten śmiech! Czy oni nie wiedzą, co to jest cisza nocna? Ostatecznie nie wstałem by interweniować (czego bardzo żałuję), niemniej umocniłem się w postanowieniu, żeby na przyszłość nosić na wyprawy granat hukowy i przypadku kłopotów z hałaśliwymi współlokatorami użyć go po jednym ostrzeżeniu. Także – jeśli macie jakiś znajomych/rodzinę w pododdziałach antyterrorystycznych policji, spytajcie ich, gdzie się zaopatrują w granaty hukowe i ile kosztują. Proszę o wiadomość na priv :D
Rano wstałem chyba jako pierwszy - przed godziną 8. O 8 dostałem wrzątek i mogłem zjeść śniadanie. Tego dnia mi się nie spieszyło. Ustaliłem wczoraj, że zaoszczędzony jeden dzień spędzę wraz z Maćkiem i Marysią na rekreacyjnej wędrówce na Połoninę Caryńską i do Ustrzyk Górnych. W sumie wyprawa bez historii. Trochę na grzbiecie padało, zrobiliśmy wspólne zdjęcie przy tabliczce,
http://img233.imageshack.us/img233/4149/sdc12110w.jpg
a tuż przed Ustrzykami Marysia upadła i rozcięła sobie kolano. Po godzinie 15 rozstałem się z warszawiakami i udałem się do Hoteliku Białego, gdzie się zakwaterowałem. Potem zjadłem obiad w karczmie u Eskulapa, bezskutecznie szukałem poczty, zwiedziłem drugi raz w życiu muzeum turystyki, wykąpałem się, poszedłem na wieczorną Mszę do kościoła a potem do baru „Kremenaros”, gdzie byłem umówiony z Maćkiem i Marysią na 20.30. Nie było ich, więc zjadłem drugi tego dnia obiad, wypiłem piwo za zdrowie Maćka, który tego dnia kończył 20 lat (rano z Marysią śpiewaliśmy mu sto lat) wyszedłem z baru i dzięki wytrwałości wytropiłem namiot warszawiaków, obudziłem ich i jeszcze chwilę z nimi pogadałem. Podziękowałem za wspólnie spędzony czas i poszedłem do HB spać. Nazajutrz wstałem koło 6 rano, spakowałem się, zjadłem śniadanie i pojechałem o 8.15 autobusem do Cisnej. W Cisnej do szewskiej pasji doprowadził mnie pan w okienku na poczcie, który zamiast się zająć moją skromną osobą, wklepywał w komputer dane przesyłek poleconych (ostatecznie obsłużyła mnie pani z okienka obok), kupiłem kartki i znaczki, wypisałem je i wysłałem, a potem zdążyłem jeszcze przechwycić wspomnianą na początku 17-osobową grupę rajdowiczów, którzy akurat robili zakupy w sklepie. Pogadałem z nimi, pożegnałem, życzyłem dobrej pogody i braku błota na szlaku (jedno i drugie nierealne :P) i poszedłem na autobus. O 10.21 zacząłem jazdę, ok. 13.50 byłem w Jaśle, a ok. 15 w Gorlicach. Nazajutrz wracałem do Wrocławia i przy okazji lektury zakupionej w Ustrzykach Górnych książki „Wołanie z połonin” okazało się, że pocztowiec z Cisnej, którego tak w myślach zwymyślałem, był goprowcem i uczestnikiem akcji ratunkowej ofiar katastrofy śmigłowca w 1991 r. :shock:
I tak moje Wielkie Beskidzkie Wakacje dobiegły końca...
PS Relacja z przejścia GSB w Beskidzie Niskim będzie dostępna jutro bądź pojutrze na www.beskid-niski.pl/forum
PS 2 Hałaśliwymi lokatorami pokoju w bacówce PMR okazali się harcerze. Sam 7 lat byłem w harcerstwie, stąd wiem, że „harcerz jest przyjacielem wszystkich i bratem dla każdego innego harcerza”. Widać to braterstwo ostatnio straciło na wartości :roll:
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Świetne :-) Mam nadzieję na większą ilość fotek na sudetach - na jesień wybieram się m.in na Riabą więc mam nadzieję nauczyć się ze zdjęć zauważać fortyfikacje. Na razie rozróżniam leje od okopów (mam nadzieję) :-)
A - zapomniałem jeszcze - daj namiary na artykuł jak się ukaże.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Świetna relacja a tempo miałeś naprawde dobre,hihihi.Uwielbiam graniczny w Bieszczadach więc tym bardziej czytałem z zapartym tchem,pozdrówka.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
...tak ten szlak jest super bo nie ma ludzi na nim....czasem tylko można jak widac spotkać górskiego strzelca niemieckiego albo na odwrót... Co do radzieckiego obelisku Gładysza to troszczą się o niego Słowacy
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Leuthen, bardzo ciekawa relacja ale ja jednak troszkę dziegciu doleję. Nic mnie nie obchodzi co nosisz na rękawie, może to być i jajko sadzone i portret Króla Słońce, ale połączenie tego faktu z inną częścią Twojej relacji zaczyna być... hmm... zaskakujące.
Za Tryzubem widzisz upowca i chowającą się przed nim Twoją babcię, ale fakt, że przed żołnierzami z symbolem na Twoim rękawie chowała się cała Europa Ci nie przeszkadza? Obie te rzeczy (naszywka na Twoim rękawie i skojarzenie Tryzuba z UPA) są mi osobno obojętne i choć niezbyt mi się podobają to jestem w stanie zrozumieć przesłanki. Ale tak drastyczny rozdźwięk między traktowaniem dwóch symboli jest... emm... dziwny.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Leuthen, bardzo ciekawa relacja ale ja jednak troszkę dziegciu doleję. Nic mnie nie obchodzi co nosisz na rękawie, może to być i jajko sadzone i portret Króla Słońce, ale połączenie tego faktu z inną częścią Twojej relacji zaczyna być... hmm... zaskakujące.
Za Tryzubem widzisz upowca i chowającą się przed nim Twoją babcię, ale fakt, że przed żołnierzami z symbolem na Twoim rękawie chowała się cała Europa Ci nie przeszkadza? Obie te rzeczy (naszywka na Twoim rękawie i skojarzenie Tryzuba z UPA) są mi osobno obojętne i choć niezbyt mi się podobają to jestem w stanie zrozumieć przesłanki. Ale tak drastyczny rozdźwięk między traktowaniem dwóch symboli jest... emm... dziwny.
Oczywiście skojarzenia są różne i tak jak ich interpretacja - subiektywne. Niemniej - jako historyk - odniosę się w tym miejscu do twoich zastrzeżeń.
Przede wszystkim "Edelweissabzeichen" nie jest symbolem państwowym jak tryzub lecz oznaką pewnej formacji wojskowej (to nie UPA wymyśliła tryzub!). Zatem - moim zdaniem - Twoja obiekcja byłaby w pełni uzasadniona, gdybym na rękawie nosił swastykę - bo wtedy identyfikacja z pewnym okresem w historii Niemiec zwanym III Rzeszą byłaby oczywista. Swastyka jako symbol nazizmu jest zakazana - zatem noszenie jej w widocznym miejscu może być traktowane jako propagowanie nazizmu, a to podpada pod paragraf. Nawiasem mówiąc - widziałem wiele razy ludzi noszących czerwone radzieckie gwiazdy (na czapkach, kurtkach etc.) - to już propagowanie zła nie jest :roll:
Ale wracając do naszywki na polarze... Nie posiada ona, podobnie jak nie posiadał oryginał (!) w swym układzie swastyki (rzadkość wśród odznak formacji Wehrmachtu). W związku z tym nie możesz pisać, że przed "szarotkowcami" wszyscy się kryli - stanowili oni bowiem znikomy procent niemieckiej armii. Dużo chętniej nosiłbym odznakę polskich wojsk górskich, są jednak dwa problemy:
a) WP sprzed 1939 r. nie posiadało odznak naramiennych wojsk górskich. Były natomiast odznaki pułkowe (na kieszeń). Trzonem wojsk górskich II RP były pułki strzelców podhalańskich (5 albo 6 - jeden z nich w Sanoku). Problem polega na tym, że w ich odznakach przewijała się swastyka - co prawda lewoskrętna, a nie prawoskrętna jak nazistowska, ale już słyszę te teksty w stylu "ty nazisto!". Jak zresztą niektórzy wiedzą swastykę (krzyżyk niespodziany) znali już od wieków polscy górale (proponuję np. obejrzeć poręcz przy schodach w schronisku Murowaniec w Tatrach albo znak na pomniku Karłowicza w miejscu jego śmierci w drodze z rzeczonego schroniska nad Czarnym Staw Gąsienicowy).
b) obecne wojska górskie RP używają odznaki naramiennej - mógłbym mieć jednak spore kłopoty w przypadku natknięcia się (gdzieś w mieście) na patrol Żandarmerii Wojskowej. Jest ustawa regulująca kwestię noszenia elementów umundurowania sił zbrojnych RP łącznie z sankcjami za ich bezprawne używanie...
Jest też tzw. "korpusówka" polskich wojsk górskich - stylizowany krzyż huculski (posiadam jedną sztukę). Ale - patrz uwaga o ustawie wyżej.
Uprzedzając jeszcze ewentualne zarzuty - tak, niemieccy strzelcy górscy popełniali zbrodnie, albo na nie pozwalali (patrz np. Lwów AD 1941), ale jako historyk powiem Ci, że Polacy przez całą II wojnę światową również takowe zbrodnie popełniali i jest to dobrze udokumentowane. Zresztą np. dowódca 55 Rez. DP z IX '39, płk. Kalabiński dostał w niewoli w czapę od Niemców (po wyroku sądu), gdyż ustalono ponad wszelką wątpliwość (i to jest fakt!), że kazał 8/9 IX '39 rozstrzelać niemieckich jeńców wojennych w Stopnicy. O tym jednak nie poczytasz w patriotycznych broszurkach, bo Polacy "zawsze walczyli po rycersku". Historia nie jest czarno-biała i jako historyk wiem o tym dobrze. Chętnie podyskutuję na takie tematy w innym dziale i w innym wątku.
Pozdrawiam
Leuthen
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Leuthen, nie zrozumiałeś mnie. Gdybyś miał tylko tę szarotkę nie rzekłbym słowa. Uderza mnie tylko ten kontrast w postrzeganiu różnych symboli, o którym pisałem. To wszystko.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Brak zrozumienia wyczuwam raczej z Twojej strony - czy gdzieś umieściłem jakieś "achy" i "ochy" pod adresem armii niemieckiej, czy - bo ja wiem - podkreślenie, że z dumą noszę znak, pod którym Gebirgsjegrzy pruli we IX '39 do Lwowa aż miło?
Parę faktów z historii i tyle - i Twoja nadinterpretacja. Nie znasz moich poglądów, a wypowiadasz się że "dziwi Cię"... Ale spoko - na jednym forum historycznym byłem kiedyś uważany za germanofila, podczas gdy w tym samym czasie na innym za germanofoba (nawiasem mówiąc - na tym drugim takie określenie napisał rekonstruktor z GRH "Pomerania" odtwarzającej 4 Dywizję Policyjną SS :roll:). Raz jeszcze proponuję wymianę myśli w innym wątku albo na priv.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
Leuthen
Raz jeszcze proponuję wymianę myśli w innym wątku albo na priv.
OK.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
...no to se pogadali jak Wanda co Niemca nie chciała....
Może i L. nie pisał ochów i achów, ale jak czytałem te realacje to ogólny przekaz i odczucie miałem takie same jak bartolomeo, więc coś w tym jest....
Ja L. też rozumiem, bo jestem zwolennikiem i żołnierzem karaibskich wojsk kolorowodrinkowych wyzwalających z cygarami kubańskimi w ustach co jakiś czas Siekierezadę, w tym roku również ją wyzwolimy za dni kilka..... Czasami toczymy walki z różnymi wojskami górskimi....do zobaczenia
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
acha, ŻW ma teraz naprawdę inne problemy niż oglądanie naszywek na rękawach, czasy WSW minęły i nikt na moro i buty z uszami nie ściga, a i wtedy to była przesadna opinia...
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cóż, relacja jest napisana w pewnej konwencji...
Chyba nikt (no może poza Juliuszem Batorem, autorem najgorszej książki historycznej, jaką w życiu czytałem: "Wojny galicyjskiej") nie traktuje np. "Przygód dobrego wojaka Szwejka" serio, bo ta powieść też jest napisana w pewnej konwencji. Ale OK. Dorzucę jeszcze fragment "Panzerlied": "Fuer Deutschland zu sterben ist uns da hoechste Ehr!" czyli: "Umrzeć dla Niemiec jest dla nas najwyższym honorem!". Teraz, mam nadzieję, wszystko jasne :lol:
Co do naszywek - nie wiem, jakiego zakątka Polski dotyczy opinia o ŻW, ale we Wrocławiu, gdzie mieszkam, ŻW jest sporo i czasem nie ma nic do roboty, a coś w raportach pisać muszą. Wolę nie sprawdzać, jak bardzo są czujni/senni...
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Leuthen,ja tymczasem nie miałem żadnych "złych" odczuć czytając Twoją relacje.Historyk ze mnie z zamiłowania,nie z wykształcenia(może to i lepiej,bo gó... rozumiem z tych naszywek swastykowych,gwiazdowych,tryzubowych tudzież niewinnych koszulek z największym romantykiem 20/21 wieku che gu...).Do zobaczeniu na szlaku,pozdrówka.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Witaj Leuthenie!
miło się czyta, widoki jak zawsze piękne... A literówki jeszcze masz do poprawienia :-) jest Żubarcze - a jak wiesz, ta nazwa zawsze mi się rzuci na oczy... a jako średni rusycysta (LO z rozszerzonym rosyjskim) - mówi się "czort znajet"...
Dzięki za kawałek Bieszczad w tej smętnej wsi Warszawa... Coś czuję, że będę tu częściej zaglądał...
Pozdrawiam
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Leuthen !
czy słyszałeś wersje , ze lejtnant Gładysz , to sowiecki lotnik z rozbitego ''kukuryżnika'' ?
Drugie miejsce , gdzie roztrzaskał się ruski myśliwiec - to zach. zbocze Okrąglika. / nad potokiem między Jasłem a Okrąglikiem, ok. 500 m. od słupka granicznego 29/9 . W latach 80/90 walały się nędzne resztki owej maszyny , także 2 mogiłka /
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Dzięki za kolejne komentarze!
Art1510 - literówki mimo poprawek nadal w tekście są i jestem tego świadom (dziękuję za rewolucyjną czujność! :-) ), a moja znajomość języka rosyjskiego nie obejmuje nawet całego alfabetu i tylko kilka zwrotów... Krytykowaniem naszywki się nie przejmuję, tylko staram się wyprostować błędne interpretacje faktu jej obecności na rękawie mojego polara :-)
tomas pablo - tak, słyszałem wersję, że Gładysz był lotnikiem z "kukuruźnika". Pytanie tylko, co się stało - samoloty rzadko spadają same z siebie (choć u ruskich akurat to by mnie najmniej dziwiło...). Generalnie - zakładając, że rzeczywiście to lotnik - wykluczając hipotezę o tym, że roztrzaskał się wskutek złych warunków atmosferycznych (mgła etc.), w grę wchodzi tylko artyleria przeciwlotnicza lub ogień broni ręcznej piechoty. W monografii niemieckiej 100 Dywizji Strzelców jest wyraźnie mowa o dużej aktywności radzieckiego lotnictwa na odcinku dywizji (często podkreśla się, że zła pogoda dawała Niemcom wytchnienie, bo nie latali wtedy Sowieci), zaś własnych myśliwców w ogóle nie widziano. Przypadki zestrzeleń "kukuruźników" przez niemiecką piechotę podczas DWS są liczne. W armii niemieckiej przyznawano nawet żołnierzom specjalną odznakę (do naszycia na rękawie munduru) za zestrzelenie samolotu (podobną przyznawano za zniszczenie czołgu).
O drugim samolocie na grzbiecie granicznym też wiem - czytałem o tym w przewodniku po Bieszczadach "Rewasza" (wydanie bodajże z 1995 r.)
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
akurat ruskie spadają jakoś....;). ale poważnie-też myślę, że była ich duża aktywność, choćby pomoc dla Słowaków . Znamy też brawurę ruskiego pilota. Do tego mgła, ostrzał...
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Rewasz zrezygnował z wersji z kukuruźnikiem i ostatnio mianował Gładysza dowódcą plutonu karabinów maszynowych:
Cytat:
Zamieszczone przez stary Rewasz
Według jednego z przekazów był to pilot, który po wydostaniu się z rozbitego samolotu zmarł w tym miejscu z ran.
Cytat:
Zamieszczone przez nowy Rewasz
W rzeczywistości poległy nosił nazwisko Piotr Gładyszow. Był dowódcą plutonu karabinów maszynowych. Podobno smiertelnie ranny prosił, by pochowano go właśnie w tym miejscu
Tomas: widziałeś osobiście te resztki kukuruźnika pod Okrąglikiem? Ciekawym :-)
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
:sad:..nie byłem tam już daaaaawno.. ost. jakoś końcówka lat 80. wtedy już było nie wiele- resztki blach, jakieś ożebrowanie. Dziś pewnie jeszcze mniej. Chyba , żeby kopać /ale zapewne już byli i tacy , co kopali/
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
:sad:..nie byłem tam już daaaaawno.. ost. jakoś końcówka lat 80. wtedy już było nie wiele- resztki blach, jakieś ożebrowanie. Dziś pewnie jeszcze mniej. Chyba , żeby kopać /ale zapewne już byli i tacy , co kopali/
Całkiem możliwe, że miejsca rozbicia się obu wspomnianych radzieckich samolotów odwiedził i części pozbierał/odnalazł wykrywaczem metalu Andrzej Olejko, obecnie profesor historii na Uniwersytecie Rzeszowskim. Wyprawy takie opisał w książce "Tropami zestrzelonych" (Dębica 2001). Czytałem tę pozycję kilka lat temu, ale kołacze mi się po głowie opis jego wyprawy na grzbiet graniczny Bieszczad na motorze kapitana Straży Granicznej (za którym to kapitanem Olejko siedział) :mrgreen: Wtedy chyba znaleźli Iła-2 m3... A może to było w Beskidzie Niskim pod Duklą:?: :roll:Trzeba sprawdzić:!:
PS Profesor Olejko jest autorem wielu prac zahaczających o lotniczą tematykę bieszczadzką, żeby tylko wspomnieć:
1) Szybowce nad Bieszczadami : z dziejów szybownictwa na Podkarpaciu : Bezmiechowa - Ustjanowa 1928-1998 (Lesko 1998 )
2) Sanoczanie w 300 Dywizjonie Bombowym im. Ziemi Mazowieckiej (Sanok 1998 )
3) Działania lotnictwa w pasie karpackim w latach 1914-1947 (Rzeszów 2005)
4) Powstanie Warszawskie i Słowackie Powstanie Narodowe 1944 - cienie alianckiej pomocy (Rzeszów 2006; A.O. jest redaktorem tej pozycji)
Cenię go bardzo jako historyka lotnictwa, nie cenię go natomiast jako człowieka i historyka działań naziemnych (żebyście zobaczyli go i usłyszeli w akcji w październiku 2010 r. na konferencji w Tarnowie o I wojnie światowej o cmentarzach wojennych w powiecie tarnowskim :roll: ).
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
ten IŁ by pasował do tego z Okrąglika :roll:...
..ale teraz pogrzebałem w przewodniku ''Rewasza'' z 1995 r i jest mowa o ...3 maszynie !!! / ''..
Wertula, płytkie siodełko między Okrąglikiem a Kurników Baskiedem...po pólnocnej stronie grzbietu, w rejonie słupka 26/1 ,można odszukać resztki kolejnego samolotu z czasów II w. ''/
chyba umocnienia na Okągliku i Dziurkowcu były ciężkie do przebicia dla sowieckich pilotów :?
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
tomas pablo
ten IŁ by pasował do tego z Okrąglika :roll:...
..ale teraz pogrzebałem w przewodniku ''Rewasza'' z 1995 r i jest mowa o ...3 maszynie !!! / ''..
Wertula, płytkie siodełko między Okrąglikiem a Kurników Baskiedem...po pólnocnej stronie grzbietu, w rejonie słupka 26/1 ,można odszukać resztki kolejnego samolotu z czasów II w. ''/
chyba umocnienia na Okągliku i Dziurkowcu były ciężkie do przebicia dla sowieckich pilotów :?
Latanie nad tym terenem w ogóle wymagało fantastycznej precyzji, a piloci radzieccy... Hm... Do najlepiej wyszkolonych na ogół nie należeli (stąd niesamowite wyniki "Experten" czyli asów myśliwskich Luftwaffe na froncie wschodnim - najlepszy niemiecki pilot myśliwski DWS, Erich Hartmann, zestrzelił ogółem 352 maszyny, z czego tylko 6 na froncie zachodnim, a resztę w starciach "czerwonymi gwiazdami" :!: ).
Sięgnąłem po książkę Olejki... Pod Okrąglikiem faktycznie był (choć nie na motorze). Znaleźli resztki radzieckiego myśliwca Ławoczkin Ła-5 FN i złożone w jamie w korzeniach buka kości pilota, któremu usypali mogiłkę. Części maszyny zabrano. Natomiast w "Połoninach '92" był artykuł, w którym autorzy pisali o rozbitym pod Okrąglikiem Po-2 (czyli "kukuruźniku").
Źródło: Andrzej Olejko, Tropami zestrzelonych, Dębica 2001, rozdział IX: Cienie Dukli, podrozdział 6: Widzieliśmy rozbitego Ławoczkina..., strony 110-1112.
Z Iłem-2 mi się natomiast trochę pomyliło - Olejko owszem, pisze o takowym - koło Komańczy (tamże, s. 114-166), ale też w rejonie Szczawnika (rejon Okrąglik-Płasza, o ile dobrze kojarzę - nie mam teraz mapy Bieszczad przed oczami) - na stronach 116-118 (tamże).
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Ciekawa, inna relacja pisana w kontekście czasów wojennych.
A w ogóle to podziwiam Cię Leuthen że pędząc po tych górkach z szybkością niemieckiej dywizji szturmowej zdążyłeś jeszcze coś w ziemi zauważyć.
Ja to bym w takim pośpiechu wyrżnął głową w słupek na trójstyku.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
W 39r 1 DG wcale nie pokonywała pieszo 60 km dziennie. Rymanów zajęli dopiero 9 wrzesnia a w nocy z 11na 12 Sambor. Poza Rymanowem i Sanokiem nikt chyba nie stawiał wiekszego oporu. W Rymanowie garstka żołnierzy(ok 30) broniła się pół dnia, dopiero ściągnięcie lotnictwa i bombardowanie miasta spowodowało ich wycofanie w góry. Niemcy mieli do dyspozycji artylerie,dysponowali moździerzami. Dysponuję odpowiednimi fotkami które wykonał niemiecki oficer dokumentując przebieg działań.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
To kolejne ciekawe informacje o tym Szturmie.
Czytam wątek z zaciekawieniem bo mało jest wiedzy na ten temat.
W uzupełnieniu nie wiem np jaki obszar zajęły oddziały słowackie i kiedy je przekazywali Niemcom. A wszystko to dotyczy przecież Bieszczadów.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
...
W uzupełnieniu nie wiem np jaki obszar zajęły oddziały słowackie i kiedy je przekazywali Niemcom. A wszystko to dotyczy przecież Bieszczadów.
A jeszcze bardziej Beskidu Niskiego.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Na pewno Jaśliska i podobno zajęli Rymanów Zdrój, mam też fotografie oficera słowackiego w Komańczy. Słowacy raczej niechętnie brali udział w walkach, mam też ciekawą relację mieszkańca wsi Certiżne z września 39r.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
bogdan64
W 39r 1 DG wcale nie pokonywała pieszo 60 km dziennie. Rymanów zajęli dopiero 9 wrzesnia a w nocy z 11na 12 Sambor. Poza Rymanowem i Sanokiem nikt chyba nie stawiał wiekszego oporu. W Rymanowie garstka żołnierzy(ok 30) broniła się pół dnia, dopiero ściągnięcie lotnictwa i bombardowanie miasta spowodowało ich wycofanie w góry. Niemcy mieli do dyspozycji artylerie,dysponowali moździerzami. Dysponuję odpowiednimi fotkami które wykonał niemiecki oficer dokumentując przebieg działań.
Hmm... Jak by to ująć, żeby nie było, że przemawiam "ex catedra":?: :-P
Obawiam się jednak, że żołnierze 1 DG mogli robić po 60 km pieszo - jako potwierdzenie tego faktu odsyłam do wspomnień żołnierza z 79 Pułku Artylerii Górskiej, wchodzącego w skład rzeczonej dywizji, wydanych podczas wojny. Fragment, mówiący o pokonaniu pieszo 62 km + rozstawienie dział na pozycjach możesz przeczytać w książce Richarda Hargreavsa "Blitzkrieg w Polsce: wrzesień 1939" (Warszawa 2009, wydawnictwo Bellona, rozdział: Szarotka jest postrachem wroga).
Proponuję Ci policzyć z linijką w ręce i mapą na stole dystans na trasie Nowy Żmigród-Lwów (trasa NŻ-Dukla-Rymanów-Krosno-Sanok-Sambor-Lwów). Wyjdzie 250 km. Oddziały 1 DG połączyły się pod Nowym Żmigrodem dopiero tuż przed południem 8 IX. Wieczorem i w nocy tego dnia trwały już walki o Duklę (odsyłam do wspomnień Stefana Kazimierczaka "Żołnierz losu nie wybierał" - opisuje on walki o Duklę; Kazimierczak dowodził kompanią KOP). 9 IX zdobyto Rymanów, a 10 IX sforsowano San i uchwycono przyczółek po drugiej stronie rzeki. 11/12 IX Sambor i 12 IX wjazd do Lwowa. A propos Rymanowa - broniło go więcej niż 30 żołnierzy (i to nie jest wymysł Niemców!).
Najważniejsze/najnowsze publikacje na ten temat po polsku po polsku: "Lwów 1939" Wojciecha Włodarczyka (seria: Historyczne Bitwy oDomu Wydawniczego "Bellona") i <<Armią "Karpaty" w wojnie 1939 roku" Ryszarda Daleckiego. Z drobniejszych prac mogę polecić mój artykuł o IX 1939 r. w Beskidzie Niskim w oczach żołnierzy niemieckich [1 DGór.], opublikowany w roczniku "Magury" 2009 :-)
Jeśli chodzi o Słowaków, to Polacy we IX 1939 r. stoczyli z nimi kilka potyczek, a nawet walki powietrzne! M.in. w Bieszczadach Polacy zrobili wypad pod Nowym Łupkowem w stronę Słowacji (nieudany). W moim rodzinnym mieście żyje jeszcze weteran Września, Jan Koprowski, który dowodził plutonem ON (w stopniu ppor. rez.) podczas tej potyczki.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
1)Opracowanie Ryszarda Daleckiego nic wiele nie mówi o walkach w Rymanowie.
2)Z Rymanowa do Lwowa jest ok 180
3) Na rogatce Gródeckiej byli dopiero po południu 12 września a do kościoła sw Elżbiety dotarli ok 17
2) 79 pułk artylerii górskiej nie posuwał sie na czole kolumny. Na fotografiach które mam widac jak ciągnik z armatą jest w Rymanowie dopiero późnym popołudniem.Niemcy jechali motocyklami i ciężarówkami. Do dyspozycji mieli 3 armaty plot 20mm, armatę (na pewno krótkolufowa, nie wiem jeszcze jaki kaliber)i moździerz. Do Rymanowa weszli dopiero po bombardowaniu miasta koło południa. St strz Stanisław Mistygacz okrążony i ranny rozerwał się granatem. Jego grób jest na miejscowym cmentarzu. Spędzono mieszkańców na rynek i ustawiono ich wzdłuż wschodniej pierzei. Dopiero wieczorem zwolniono ich pozostawiając 10 zakładników.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Ad. 1
Dalecki nie, ale np. relacja w książce "Wir zogen gegen Polen" (wydana w 1940 r.) przynosi tych szczegółów dużo więcej. Co więcej, fragment z ww. pozycji opisujący walki o Rymanów jest dostępny po polsku! Odsyłam do "Dziejów Podkarpacia", tom IV, Krosno 2000 (do nabycia w Muzeum Podkarpackim w Krośnie - osobiście bądź za pośrednictwem poczty; cena 33 zł). W tekście tłumaczenia jest też fotografia przedstawiająca strzelców górskich atakujących Rymanów.
Ad. 2
Pisałem wyraźnie o dystansie Nowy Żmigród-Lwów. Z NŻ do Dukli jest ok. 13-15 km, kolejnych "kilka" do Rymanowa. Poza tym trzeba pamiętać, że spod NŻ wyruszyły dwa oddziały pościgowe 1 DG, poruszające się 2 różnymi trasami (północną i południową).
Ad. 3
OK, ale nie twierdziłem, że 12 IX 1939 r. przerwali lwowianom śniadanie...
Ad. 4
Oczywiście, że nie. 1 DG, mimo że miała aż 1400 pojazdów mechanicznych (motocykle, samochody osobowe, ciężarówki), nie mogła zapewnić podwózki wszystkim swym żołnierzom. Duża część musiała zasuwać na piechotę, ewentualnie byli podwożeni później do Lwowa, gdy już "Verfolgungstruppe" utknął na przedmieściach i zwolniły się pojazdy.
Pod Rymanowem Niemcy strzelali z "piętnastek" (standardowe wyposażenie baterii ciężkiej artylerii Wehrmachtu, w tym także dywizji górskiej) - jest o tym wzmianka w "Wir zogen gegn Polen" (ponownie odsyłam). Niemcy wyposażyli każdą z dwu grup pościgowych ("Geiger" i "Lang") w artylerię plot. i normalną, holowaną przez pojazdy. Widziałem kiedyś w rozkazie niemieckim dokładny skład grupy pościgowej z wyliczeniem ilości i kalibru dział będących w składzie grupy, ale już po tym, jak powstała jedna, pod dowództwem płk. Schoernera (Wintergersta, dowódcę 79 pag, zdjęto z dowodzenia "Sturmfahrtem"; eufemistycznie stwierdzono, że potrzebowano oficera bardziej dynamicznego). Ten rozkaz jest chyba zreprodukowany u Włodarkiewicza.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Mam fotografie jak niemiec celuje z działka krótkolufowego( nie jest to działko plot) na tarczy ma oznaczenie ,, M'' myślę ,że jest to 75
na innej fotografii żołnierz dziwiga na plecach fragment moździerza i dwie skrzynki.
Mam całą mase fotografi przedstawiającą pojazdy (motocykle, ciężarówki, samochody osobowe) włącznie z 3 działkami plot 20mm
mam tez fotografie przedstawiająca holowanie armaty 150 ciągnikiem półgąsienicowym( jest to fotka zrobiona późnym popołudniem)
Wszystko dotyczy Rymanowa i jestem 100%pewny
-
1 załącznik(ów)
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Zdjęcie które opisałem poprzednio
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
bogdan64
Zdjęcie które opisałem poprzednio
Z jaką butą prezentują swoje zadowolenia (na pierwszym planie) , o i jak pokazuje naszywką.
Boguś nie masz czasem zdjęć jak mieli "podkurczony ogon" i nie tęgie miny po klęskach na wschodzie i zachodzie.
Mam też dużo zdjęć ,ale z frontu zachodniego>zdjęcia i przekaz z pierwszych ust.
Wiem też jak Niemcy się "zachowywali" (buta gdzieś "wyparowała") będąc pod okupacją np.w Strefie Brytyjskiej ,w mieście które mieli pod "opieką" Polscy Spadochroniarze z Samodzielnej Brygady gen. Sosabowskiego.
Tyle , bo to nie forum do dyskusji na ten temat , ale rusza mnie też jak z okupantów i agresorów robi się tu w tym temacie "bohaterów i zwycięzców"
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Miałem zdjęcia zrobione prze Beksińskiego w okolicach Sanoka i przedstawiały czołgi i działa samobieżne które jechały specjalnie przygotowaną drogą
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
joorg
rusza mnie też jak z okupantów i agresorów robi się tu w tym temacie "bohaterów i zwycięzców"
A mogę spytać, kto w tym temacie robi z żołnierzy 1 Dywizji Górskiej "bohaterów i zwycięzców"? Z góry dziękuję za odpowiedź.
Już tydzień po zdobyciu Rymanowa żołnierz z fotografii mógł mieć nietęgą minę, gdyż 1 DG znalazła się praktycznie w półokrążeniu (do dziś mnie dziwi, jakim cudem Polacy nie rozbili w pył pod Lwowem tej dywizji...). Odsyłam do wspomnień np. Karola Skrzypka, opisującego spotkanie z jeńcem z 1 DG na wzgórzach koło Lwowa ("Podkarpackim szlakiem września").
A zdjęcie bardzo ciekawe, swoją drogą! Można liczyć na więcej na priv? :-)
-
1 załącznik(ów)
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
To kolejne prosze zobaczyć jak pędzą na nogach.Ciężarówki ( niewielkie ) motocykle isamochody.
Widać zabudowę rynku w Rymanowie studnie, kościół i kamienice Wolfa , unoszący się dym z prawej strony swiadczy, ze zrobiono zdjęcie ok 14-16.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
Cytat:
Zamieszczone przez
Leuthen
A mogę spytać, kto w tym temacie robi z żołnierzy 1 Dywizji Górskiej "bohaterów i zwycięzców"? Z góry dziękuję za odpowiedź...
Mam takie odczucie ,że nic co tu napisałeś, nie jest obiektywne.Przyjąłeś jednostronną konwencję, zdecydowanie po stronie Niemieckiej, nie jesteś obiektywny jako historyk i da się odczuć jednostronną interpretację, wygląda tak jakbyś był jednym z tych żołnierzy- niemieckich.
Nie będę przytaczał tu cytatów z powyższego tekstu, kto chce to przeczyta jeszcze raz i może zauważy to co i ja.
Choć dam jeden cytat z ostatniego tekstu.
Cytat:
Zamieszczone przez
Leuthen
.... 9 IX zdobyto Rymanów, a 10 IX sforsowano San i uchwycono przyczółek po drugiej stronie rzeki. 11/12 IX Sambor i 12 IX wjazd do Lwowa. A propos Rymanowa - broniło go więcej niż 30 żołnierzy (i to nie jest wymysł Niemców!).......
Więcej już na ten temat tu nie piszę , wyraziłem swoje zdanie i nie dam się wciągnąć w dyskusję.
Ps kiedyś już na tym forum dyskutowałem z Tobą w podobnym temacie.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
To jest chyba bezsprzeczne, ze z relacji wieje spora proniemiecka sympatia, jak rowniez niechec np. do ukrainy czy zwiazku radzieckiego. No ale czy to cos zlego? chyba taki urok relacji, ze nie sa obiektywne, tylko pokazuja kawalek swiata , nie taki jak jest w rzeczywistosci- tylko widziany oczami autora. I chyba takie przedstawienie subiektywnej wizji swiata jest nieraz ciekawsze niz sucha wypowiedz "wstalem o 8, zdobylem szczyt, przeszedlem 20 km i polozylem sie spac".
Mimo ze moje postrzeganie historii jest zupelnie inne to relacja mi sie podobala. Chyba glownie przez swoja orginalnosc. I fajnie ze ktos biegnac przez gory, nie tylko "łyka" kilometry ale ma tez czas i ochote na zadume nad tym co bylo i w kawalku rowu potrafi dostrzec slady lat minionych.
-
Odp: Wielki Bieszczadzki Sturmfahrt
hmm, to że ktoś jest zafascynowany niemieckim kunsztem wojskowym, tym bardziej, że historyk, że próbuje odtwarzać historie, dla mnie to same plusy dodatnie i wg mnie nic w tej relacji nie sugeruje proniemieckich sympatii.