-
Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Od kilku lat trzykrotny Forumowicz roku namawiał mnie na wyjazd w ukraińskie Bieszczady. Raz już byłem, ale teraz była zaplanowana ze wszystkimi szczegółami wyprawa na Pikuj. Ale po kolei..
Już „łońskiego roku” planowaliśmy wyjazd w Bieszczady. Tak w sześć osób Kuzyn Darek z żoną Marzeną, nasi przyjaciele Paweł z żoną Magdą no i Renatka ze mną. Gdzieś wiosną okazało się, że Paweł z Magdą nie pojadą. Marzena zapodała pomysł: „a może byśmy na Pikuj weszli?” Pomysł się spodobał. Zaplanowaliśmy 3 tygodniowy urlop w Bieszczadzie w październiku. Zaczęliśmy przygotowania…. Paszporty, noclegi, mapy, plany wycieczek itp. Zaplanowane było również, że na Ukrainę jedziemy podczas pobytu w Jaśkowie. Termin? Oczywiście wtedy, kiedy będzie pogoda, bo w Jaśkowie 2 tygodnie spędzać będziemy. Kilka telefonów do trzykrotnego Forumowicza roku, do Bazyla, i plan gotowy. Jeszcze tylko zakup map, przewodników i jesteśmy przygotowani. Pozostaje czekać do października. A plan był taki: rano (pojęcie względne) przekraczamy granicę w Krościenku. Następnie zwiedzamy, to, co jest do zwiedzenia i nocujemy w metropolii o nazwie Husne Wyżne. Rano wymarsz na Pikuj, i powrót na kwaterę. Nocleg w tym samym miejscu i powrót do Jaśkowa inną drogą coby coś jeszcze zwiedzić np. Sianki. Łatwo, prosto, czyli plan dopięty w szczegółach. Tak Mio się wtedy wydawało.
Kilka dni przed wyjazdem na Ukrainę pojechaliśmy do Ustrzyk (tych większych). Celów wyjazdu było kilka, ale jednym z nich był zakup hrywien. W kantorze w runku kurs był iście złodziejski, więc szukaliśmy dalej. W kantorze w domu towarowym kurs był mafijny. Jak oni tam egzystują? Może żyją ze sprzedaży innych walut… Udajemy się, przeto do banku. Gdzie jak gdzie, ale w banku kurs powinien być normalny. W banku okazuje się, że możemy kupić dulary, euro, ale nie hrywnie. W zasadzie, po co bank w mieście przygranicznym miałby handlować walutą państwa sąsiedniego? Marzena wpadła na genialny pomysł (jak nam się wydawało). Idziemy do Biedronki. Tam przed tym szacownym sklepem stoją przecież mrówki z Ukrainy, to od nich kupimy. Okazało się, że od mrówek to można nektar życia kupić i słodycze na zagrychę, a nie hrywnie. Za darmo dostaliśmy jednak drogocenną radę. „Jak przekroczycie granicę, to po kilku kilometrach będzie po prawej stronie pod dużym drzewem stała stara kobieta i ona wam wymieni złotówki na hrywnie po dobrym kursie”. Codziennie sprawdzamy stan pogody i zapada decyzja – jedziemy trzynastego. Przesądny nie jestem więc się zgodziłem. Pomimo tego, że byłem tam kilka lat temu i widziałem jakie tam są drogi, pomimo tego, że miejscowi odradzali mi wyjazd ze względu na stan dróg –wierzyłem hiszpańskiemu szlachcicowi, że po drugiej stronie stan dróg się poprawił….
CDN (nie wiadomo kiedy)
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
... Pomimo tego, że byłem tam kilka lat temu i widziałem jakie tam są drogi, pomimo tego, że miejscowi odradzali mi wyjazd ze względu na stan dróg –wierzyłem hiszpańskiemu szlachcicowi, że po drugiej stronie stan dróg się poprawił….
CDN (nie wiadomo kiedy)
Przecież nie jest tak tragicznie, czasami dwójkę nawet można wrzucić a nawet trójkę ale przy zachowaniu szczególnej czujności :) Fatalnie to jest jak pada, bo nie wiadomo gdzie są wyrwy głębokie tylko na kilka centymetrów a gdzie prawdziwe, bezdenne rozpadliny :)
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
(...) Celów wyjazdu było kilka, ale jednym z nich był zakup hrywien. W kantorze w runku kurs był iście złodziejski, więc szukaliśmy dalej. W kantorze w domu towarowym kurs był mafijny. Jak oni tam egzystują? Może żyją ze sprzedaży innych walut… (...)
Trochę za późno, ale może innym się przyda.
Wjeżdżając na przejście graniczne w Krościenku (jeszcze po polskiej stronie) jest po prawej budka gdzie można kupić zieloną kartę i wymienić pieniądze na hrywny. Kiedyś ta budka działa całodobowo, teraz bodajże od 6-stej do 24-tej. Jeśli tam nie wymienimy, nie ma co się martwić , po wjechaniu na ukraińską stronę na wysokości budynków pograniczników
Cytat:
to po kilku kilometrach będzie po prawej stronie pod dużym drzewem stała stara kobieta i ona wam wymieni złotówki na hrywnie po dobrym kursie
Kolejna możliwość wymiany jest 100 metrów dalej w sklepach ogólno-spożywczych gdzie za zakupy można płacić w złotówkach lub hrywnach, można tam też dokonać transformacji tych walut.
....
Czekamy teraz na notowania z granicy, która nigdy nie jest przewidywalna do końca.
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Wygląda na to że Bertrand utknął na granicy na dobre.
Słyszałem , że czasami czekać parę godzin , ale tydzień ?
-
8 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Henek!
Pomimo tego ,że jestem bezrobotny, cvzasu u mnie jak na lekarstwo...
Trzynastego.
Z rana śniadanko i w drogę. Trochę pada i jest zimno. Nic to, jutro ma być słonecznie i ciepło. Około godziny 8:00 jesteśmy na granicy w Krościenku. Dajemy paszporty naszemu Strażnikowi. On je zabiera i odchodzi. Myślałem, że dobry obyczaj nakazuje oddać, to co się zabrało. Niestety nie.. Strażnik po przejrzeniu paszportów odłożył nasze dokumenty na parapet okienka. My czekamy i czekamy. Za nami kolejka się wydłuża. W końcu zniecierpliwiony idę do pogranicznika, a on jak gdyby nic pokazuje nasze dokumenty i mówi, że już dawno powinniśmy je zabrać. Ukraińcy bez robienia ceregieli nas przepuścili. Jesteśmy poza Unią. Wypatrujemy drzewa po prawej stronie. Po 3-4 km jest drzewo, a pod nim kobiecina sprzedaje miód. Pytamy się czy możemy wymienić złotówki na hrywnie. Kobiecina odpowiada, ze nie ma problema. Ile? Wymieniamy ile uważamy. Kurs 1hrywnia – 15 groszy. Lepszy niż w Polsce. Darek liczy, czy, kasjerka” dobrze wydała. Ja stwierdziłem, że nie może sobie ona pozwolić na przekręt, bo długo by nie utrzymała stanowiska pracy pod drzewem. Jedziemy do Chyrowa. Chcemy wpaść na konwikt. Niestety zapomniałem drogę i przejechałem całe miasto. W duchu chwaliłem sobie dobre informacje jakie miałem od trzykrotnego Forumowicza roku na temat ukraińskich dróg, że są lepsze. Pamiętam przecież olbrzymie wyrwy w jezdni w centrum Chyrowa. Teraz dało się przejechać bez problemów. Zawróciłem i znalazłem właściwa drogę. Podjechałem jednak z innej strony niż ostatnio. Zatrzymałem się niedaleko poczty. Przed wejściem na teren kowiktu brama z jakąś portiernią-wartownią. Wchodzę do środka i grzecznie się pytam, czy możemy wejść na teren. Jakiś jegomość odparł, że nie ma problema ale mamy poczekać na przewodnika, czy ochroniarza. Trwało dosyć długo zanim przyszedł - znaczy się możemy wejść na teren. Są tam stare budynki Zakładu Naukowo-Wychowawczego Ojców Jezuitów, jak i nowe wybudowane przez nowych właścicieli obiektu. Jak się4 okazuje jest to teraz jakieś sanatorium, czy coś podobnego. Niestety nie widzimy kuracjuszy. Obiekt jest w nieustającym remoncie, a nasz przewodnik/ochroniarz nie pozwala nam wchodzić do budynków. W pewnym momencie widzimy z daleka dziwnie ubranego człowieka. Darek stwierdza, ze to kucharz. Idzie on w naszą stronę więc szybko się zorientowaliśmy, że to ksiądz wyznania greckokatolickiego. Tak na marginesie – kiedyś rozmawiałem takim księdzem i dowiedziałem się od niego, że nazwanie go popem to tak jakby nazwać księdza wyznania rzymskokatolickiego klechą. Konwikt sprawił na Sas ponure wrażenie. Wyszliśmy z jego terenu i pojechaliśmy dalej…
CDN (nie wiadomo kiedy)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Nie mogłem się nadziwić stanowi drogi. Jest nieźle myślałem. Zauważyliśmy tylko jedną prawidłowość – wiadukty muszą należeć do innego „operatora” bo drogi są dobre ale nawierzchnia na mostach i wiaduktach pożal się Boże. Następny przystanek Stara Sól. Kościół zamknięty. Ostatnim razem miałem więcej szczęścia - następna porażka, ale nie zdawałem sobie sprawy z tego co mnie jeszcze czeka, nie wiedziałem ze to tylko malutka przykrość. Obeszliśmy kościół dookoła. Nikt nie zauważył niewybuchu wbitego w ścianę. Za to prawie wszyscy skorzystali z przykościelnej sławojki. Darek się zastanawiał, czy miotła w sławojce miała służyć za papier toaletowy. Pojechaliśmy dalej w stronę Starego Sambora. Tam oczywiście przystanek na kirkucie. Mimo, ze zaczęło padać udało się nam obejrzeć dużą ilość macew. Następny przystanek Jasienica Zamkowa. Stoi tam cerkiew. Cerkiew, jak cerkiew. Dzwonnica przy niej stojąca – miodzio. Wybudowano ją, tą dzwonnicę drugiej połowie osiemnastego wieku, czyli ma ona sporo ponad 200 lat. Konstrukcja zrembowa z podcieniami postawiona na planie kwadratu. Cudo… na cerkiew prawie nie zwróciliśmy uwagi. Wstąpiliśmy za to na cmentarz i znaleźliśmy kilka polskich grobów. Na jednym z nich zapłonął zielony znicz. Zwróciłem uwagę na to, ze wiele nagrobków ma wytrawioną (nie wiem, czy to dobra nazwa) podobiznę osoby zajmująca miejsce pod nim. Osobiście mi się to podobało. Kiedyś widziałem taki nagrobek na cmentarzu w Czeremsze. Wyszliśmy z cmentarza i pojechaliśmy dalej. Chciałem zobaczyć, czy kościół w Rozłuczu dalej wiatru się trzyma ale zagadaliśmy się, deszcz padał dalej i przejechałem Rozłucz. Zorientowałem się dopiero wtedy, gdy zobaczyłem drogowskaz na Isaje i Truskawiec. Chciałem dojechać do miejscowości Isaje zobaczyć, czy stara cerkiew jeszcze stoi. Skręciłem tam…
CDN (nie wiadomo kiedy)
-
1 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Bertrand236 napisał
Cytat:
Następny przystanek Jasienica Zamkowa.
Jak to ?
Pominęliście przed Jasienicą kapliczkę ze źródłem szczęścia ? (джерело щастя)
Trzeba koniecznie tam się zatrzymać i zaczerpnąć wody ze studzienki stojącej obok drogi
.
Załącznik 42268
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Bertrand236 napisał
Jak to ?
Pominęliście przed Jasienicą kapliczkę ze źródłem szczęścia ? (джерело щастя)
Trzeba koniecznie tam się zatrzymać i zaczerpnąć wody ze studzienki stojącej obok drogi
.
Załącznik 42268
Ano pominęliśmy
na pewno jeszcze ją odwiedzę.
pozdrawiam
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Zapytałem, bo we wschodnich wyjazdach dobrze mieć jest trochę szczęścia... :mrgreen:
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Drogowskaz pokazywał, że droga prowadzi do Truskawca. No i zaczęło się…Droga przez mękę. Pada, a czasami leje. Asfalt jest, ale tylko gdzieniegdzie. Dziury w drodze duże. Nie zraziłem się. Zaraz za przejazdem kolejowym zabieram autostopowicza. Jakiś nastolatek chyba ze szkoły wracał. Próbowałem zagadać ale rozmowa się nie kleiła. Zapytałem, czy Isaje daleko są. Odpowiedział, że niedaleko. Może i niedaleko, ale jak się jedzie na pierwszym biegu, to droga się wlecze. Może ktoś zapytać dlaczego na pierwszym biegu? Bo kurczę (chciałem napisać inaczej) na drugim nie dało się jechać. Dziury w drodze sakramenckie. Nie powiem dwa razy udało mi się wrzucić dwójkę ale szybko byłem sprowadzony na ziemię (czytaj dziury). Darek stwierdził, że on swoim autem nigdy by się taką droga nie wybrał. Cóż jestem bardziej odważny. Kilka miejscowych aut mnie wyprzedziła. Przypomniałem sobie wtedy, że kiedyś znałem wszystkie dziury na drodze z Terki do Dołżycy i tez wyprzedzałem J. W końcu udało nam się dojechać do celu. Autostopowicz wysiadł bez pożegnania. Stara i nowa cerkiew stały obok siebie tak jak kilka lat temu. Niedaleko zebrało się kilka osób, które z utęsknieniem spoglądało na drogę i na nową cerkiew. Pomyślałem, że dobrze się składa. Będą sprzątać świątynię a my ją sobie zobaczymy. Najpierw swoje kroki skierowałem nie do cerkwi tylko do miejscowego sklepu. W środku ciemno, oszczędza się światło. Na ladzie leży liczydło. Zaopatrzenie beznadziejne. Nagle mój wzrok padł na ekspres do kawy. Zapytałem się czy mogę się napić kawy? Okazało się, że mogę. Nabyłem drogą kupna kawę i jakiegoś batona Zapłaciłem tyle, co nic. Kawa była świetna. W międzyczasie do sklepu przyszło towarzystwo oczekujące na otwarcie cerkwi. Po wypiciu kawy wyszedłem na zewnątrz. Moi kompani nie odważyli się na wypicie kawy. Niech żałują, bo mają czego. Obeszliśmy starą i nową cerkiew. Porobiliśmy fotki. Byłem zdziwiony, ze ani Darek, ani Marzena nie zauważyli grobu znajdującego się tuż przy cerkwi, w zasadzie pod jej dachem. Musiałem im go pokazać. Być może jest to grób Parocha, który wybudował tą cerkiew.
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/u...ej_231584.html
„Serwis zik.ua bije na alarm. W katastrofalnym stanie znalazła się licząca przeszło 350 lat cerkiew Bojków we wsi Isaje w powiecie turzańskim (obwód lwowski). Na skutek nieszczelnego dachu uszkodzony został ołtarz oraz ścienne malowidła pochodzące z II połowy XVII w. Zatrwożeni mieszkańcy wsi Isaje próbowali interweniować, ale we Lwowie dowiedzieli się, że nie ma środków na konserwację zabytków. Bojkowska, drewniana cerkiew pod wezwaniem św. Archanioła Michała pewnie wkrótce zniknie z powierzchni ziemi... Aż serce się kroi, że w tak irracjonalny sposób potrafią ginąć zabytki kultury europejskiej. Bojkowie bowiem, to grupa etniczna górali mieszanego pochodzenia - rusińskiego i wołoskiego zamieszkująca Karpaty Wschodnie. Etnografowie różne im przypisują pochodzenie. Jedni twierdzą, że są potomkami zeslawizowanych plemion celtyckich, inni uważają, że są to autochtoni, potomkowie pasterzy dacko-trackich, a jeszcze inni przypisują im przynależność do narodu karpatoruskiego, mającego ambicje zostać czwartym narodem wschodniosłowiańskim…..”
Jeszcze stoi. Nie doczekaliśmy się na otwarcie nowej cerkwi i postanowiliśmy wracać. Znowu ta koszmarna droga prawie cała przejechana na pierwszym biegu. Cały czas pada ale po lewej stronie w dole od czasu do czasu połyskuje Stryj. Kiedy dojechaliśmy do asfaltu okazało się, że jesteśmy mocno głodni. Skierowałem auto z powrotem do Rozłucza (Rozłuczy – wie ktoś jak się odmienia ta nazwę?) na obiad. Wybraliśmy Hotel Sobin. Jedzenie przednie i duże porcje. Miejscówka godna polecenia. http://hotelsobin.com/menu.php?lng=pl
CDN (nie wiadomo kiedy)
-
4 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Posileni obiadem wyruszamy dalej. Ze względu na brak czasu nie wjeżdżamy do Turki. Postanowiłem sobie, że zrobię to pojutrze w drodze powrotnej. Deszcz siąpi dalej. Droga dobra, powinniśmy o szarówce dojechać do Husnego. Taaa, droga dobra, ale tylko kawałek. Dalej remont drogi. Przez parę kilometrów wahadło, uskoki pomiędzy nowo położonym asfaltem, a „starym” takie, ze bałem się, czy mi się autko nie zawiesi. Dało radę. Teraz to śmigam z zawrotną prędkością ok. 70 km na godzinę. Dojeżdżamy do Borynii i skręcamy na Stokowiec. Po około kilometrze ledwo, co wyhamowałem. Takiej drogi, to jeszcze nie widziałem. Ta do Isajów, to autostrada chyba była. Wrzucam jedynkę i „pędzę”. W pewnym momencie wpadamy w osłupienie. Wyprzedza nas wypełniony do granic możliwości autobus – taki tamtejszy PKS. W większych dziurach walczy z grawitacją, coby się nie przewrócić, ale gna z 50 km/godz. Doszedłem do wniosku, że kierowca prowadzący ten autobus musiał znać dziury w drodze tak dobrze, że z zamkniętymi oczami mógłby prowadzić autobus. Miejscowe osobówki też śmigają ostro. Ja niestety muszę uważać, żeby nie uszkodzić auta. Mijamy Stokowiec i jedziemy dalej. Droga ani trochę nie jest lepsza. W pewnym momencie w kabinie rozlega się złowrogi pisk i zapala się kontrolka od oleju. Wszyscy są spanikowani, tylko nie ja. Wiem, że skoda tak ma, że jak ma mało oleju, to wystarczy podnieść i opuścić maskę. Komputer zrozumie, że poziom oleju został sprawdzony i nie zapala już kontrolki. Wysiadam z uśmiechem z auta, podnoszę i opuszczam maskę. Wsiadam do auta zapala silnik i co? I kontrolka nie świeci się. Oświadczam, że to nie pierwszy raz tak mam. Pasażerowie odetchnęli z ulgą i jedziemy dalej. Dalej, to znaczy kilkaset metrów, bo kontrolka znowu się zaświeciła! Wysiadamy z Darkiem i zauważamy czarną strugę za samochodem. Dupa. Stało się. Awaria. Nie możemy jechać dalej. Szczęście, że stoimy w jakiejś wsi. Jak się później okazało to było Wysocko Niżne. Widzę oświetlony sklep. Idę do niego. Sklepowy pyta mi się, w czym może mi pomóc? Oj może odpowiadam. Potrzebuję lawetę, która odwiezie mnie do warsztatu. Sklepowy zaczął dzwonić w parę miejsc. Po kilkunastu minutach odpowiedział, że najbliższa laweta jest w Stryju albo w Drohobyczu. Mogiła ciemna toż to z 80 kilosów. Ile za to zapłacę? Nagle sklepowego olśniło. We wsi jest majster, on coś pomoże. Sklepowy oferuje się, że zaholuje mi auto do majstra. Następny klops. Nie mam haka do pociągnięcia, który się wkręca z przodu samochodu. Nie można tez zahaczyć o coś pod autem, bo się może urwać. Nie mam też linki… Linkę ma sklepowy. Zahacza za hak z tyłu i jedziemy do majstra. Sklepowy jedzie przodem do przodu, a ja tyłem do przodu. Nowe doświadczenie dla mnie. Po około 300 metrach jesteśmy na miejscu. Wpychamy auto do warsztatu. Sklepowy nie chce ode mnie ani jednej Hrywni. „Masz problem, to trzeba pomóc” stwierdza i wraca do sklepu. Warsztat niczego sobie, profesjonalny podnośnik, na który wpychamy auto. Okazuje się, że jest to warsztat dzienny, a już jest ciemno na dworze/polu (niepotrzebne skreślić). W warsztacie nie ma lampy. Prąd jest, ale lampy nie ma. Auto zostało podniesione do góry i została zdjęta osłona silnika. Majster Bogdan-bo tak się przedstawił stwierdził, że za godzinę pojedziemy dalej. Nie uwierzyłem chłopu nic a nic. Razem z pomagierem zaczęli medytować, co dalej? W końcu zapytałem go czy zna właściciela „Bojkowskiej chaty”, bo tam właśnie jedziemy. Najpierw odpowiedział, że tam jest basen, jakby to było w tej chwili najważniejsze. Stwierdził, że zna i ma do niego numer telefonu. Zaproponowałem mu, żeby zadzwonił do niego i niech on po nas przyjedzie, a auto zastawimy w warsztacie, Rano będzie jasno. Bogdan się zgodził. Zadzwonił i powiedział, że zaraz po nas przyjedzie. Auto zostało opuszczone na dół i wyjęliśmy nasze bagaże. Zaraz okazało się, że to 40 minut jest. Na podwórze wpadł Golf na polskich blachach. Wysiadł kierowca popatrzył na nas i nasze bagaże i stwierdził, że się nie zmieścimy. Ręce nam opadły. Powiedziałem mu, że musimy się zmieścić. Pokiwał głową i powiedział próbujcie! Sam podszedł do Bogdana i powiedział mu, że, …………….. często mu się zapala kontrolka od oleju i piszczy na dodatek. Usłyszeliśmy od Bogdana: powiedziałem ci ze wszystko w golfie jest O.K. jak ci przeszkadza pisk kontrolki, to włącz głośniej auto. Boże pomyślałem sobie, co to za majster? Co on zrobi z moim autem? Ale nie miałem innego wyjścia. Musiałem mu je zostawić. Bagażnik w Golfie był pełen różnistych narzędzi baniek, kanistrów. Niewiele się dało do niego dopchać. W końcu cała nasza czwórka znalazła się wewnątrz auta. Kierowca podopychał nas drzwiami, coby się zamknęły i pojechaliśmy. On też chyba te dziury znał, bo momentami osiągał 60 km. Jak kontrolka zaczęła piskać, to włączył radio. W tym momencie parsknęliśmy śmiechem. W pewnym momencie zahaczył o kupę kamieni i wtedy zaklął szpetnie. Użył słowa ogólnie zrozumiałego. W całkowitych ciemnościach wyhamował przed jakąś bramą i powiedział, że jesteśmy na miejscu. Ten gościu też nie chciał, żadnej kasy od nas, a wiózł nas z 15 km po dziurach. Dwa razy pytałem go, ale nie chciał. Gospodarz Iwan – jak się przedstawił zaprowadził nas do pokojów. W naszym napalił w kamiennym piecu, a u Darka i Marzeny były kaloryfery. Po ciężkim dniu trzeba było jakoś odstresować. Nie za bardzo, bo jutro przecież Idziemu na wymarzony Pikuj.
CDN (nie wiadomo, kiedy)
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Nawet się mocno wystraszyłem o Wasze dalsze losy, Robercie, ale z racji tego , że piszesz ( tu i teraz) to znaczy, że udało się szczęśliwie wrócić.;) I to raczej nie na piechotę. Czekam niecierpliwie aż James Bond will return in...tzn. Bertrand will return:oops:
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Wróciłem i się zastanawiam kiedy znowu wrócę :smile: tam
pozdrawiam
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Wróciłem i się zastanawiam kiedy znowu wrócę :smile: tam
pozdrawiam
Najpierw zastanów się kiedy znowu wrócisz z relacją do NAS!:-?
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Następnego dnia budzimy się niezbyt wcześnie. Pogoda jest taka, że chce się żyć. Słońce świeci. Pikuj widać jak na dłoni. Góruje nad doliną niczym Giewont nad Zakopanem. Przed śniadaniem zwiedzam gospodarstwo. Nie powiem, jestem bardzo miło zaskoczony. Na odrodzonym terenie stoi kilka budynków. Jeden mały, pokój z łazienką, który my z Renatką zajmujemy. Drugi większy, w którym jest kilka pokoi. W jednym z nich mieszkają Marzena z Darkiem. W następnym mieszka Iwan z żoną. Jest stołówka, sauna, dwa domki grillowe, basen odkryty i jeden tajemniczy budynek o którym napiszę później. Miejscówka naprawdę super. Godna polecenia. Opis znajdziecie tutaj: http://www.karpaty.info/ua/uk/lv/tr/...ykivska.khata/ Śniadanie i pierwsze zdziwienie. Zaczynamy od rosołu, który podaje nam żona Iwana. Następnie jakieś placki smażone, a dalej deser. Po śniadaniu szykujemy się do drogi. W tak zwanym międzyczasie Darek rozmawia z Iwanem na temat drogi na Pikuj.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Może moderatorzy poprzedniego posta nie uznają go za nachalną reklamę. Foty wstawiłem cobyście wiedzieli jak tam jest.
Wychodzimy z pensjonatu. Przypominam widoczność doskonała, Pikuj jak na dłoni. Darek mówi , że musimy czeriez rieczku i na prawo. Przechodzimy przez jeden potok ale darek nie wie, czy to już ta rieczka. Prowadzi nas dalej. Z następnymi potokami jest podobnie. W lesie ścieżek jest pełno. Po dwóch godzinach marszu jesteśmy pewni, że idziemy w złym kierunku. Humory jednak nas nie opuszczają. Jest ładna pogoda, jest ciepło i łazimy po górach po lesie. Czego nam więcej trzeba? Jak już się zorientowaliśmy, ze idziemy w złym kierunku, to poszliśmy „na azymut” ścieżką wydeptaną przez zwierzęta. Zaczęło się chaszczowanie. Byłem w cudownym nastroju. Dziewczyny nie były takie zadowolone. Marzena zaczęła wypominać darkowi, że jak nie zna języka, to niech nie pyta o drogę. Dawno minęło południe. Nagle wychodzimy na piękną polankę z której widać Pikuj. Jest mniej więcej w takiej odległości, jak widzieliśmy go z bramy Bojkowskiej Chaty. Na polanie leżała sobie zwalona kłoda. W sam raz, żeby na niej usiąść i zrobić bojową naradę. Stwierdzamy, że damy radę wejść za jasnego ale będziemy schodzić już po ciemku. Dziewczyny nie zgadzają się na taką możliwość. Nie będą łazić po ciemku po lesie w obcym kraju i tyle. Jutro mamy wracać do Polski. Trudno. Wypijamy po browarku (mieliśmy zrobić to na szczycie) i wracamy na dół. Nie możemy się sobie nadziwić ale wracamy naprawdę w dobrych humorach.
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Po powrocie na kwaterę Iwan oznajmia nam, że dzisiaj jest Pokrowa i mechanik samochodu nie naprawiał. Po dłuższej dyskusji już wiemy, że Pokrowa, to jedno z większych świąt w cerkwi i Ukraińcy nie pracują. Trudno i tak mieliśmy spać dwie noce u Iwana. Iwan pokazuje nam swoją dumę. Nie, nie myślcie o świństwach. Ludwisarze odlali dla niego wielką kadź, tak na oko o średnicy 180 cm i głębokości 60-70 cm. On ją osadził na kamiennym murze, a pod spodem zrobił palenisko. W kadzi znajdował a się woda. Niczym kocioł dla ludożerców. Obok znajdował się duży zbiornik z zimną wodą. Zapytał nas, czy skorzystamy z tej atrakcji. Marzena i ja oczywiście od razu się zgodziliśmy. Umówiliśmy się na godzinę 20:00. Ponieważ czasu mieliśmy dużo poszliśmy obejrzeć wieś. Wieś ładna. Nie powiem, że skansen ale prawie. Droga wiedzie nas wzdłuż potoku. Skręcamy w stronę cerkwi, która stoi na wzgórzu. Cerkiew niestety była zamknięta. Dziewczyny położyły się na jej schodach, a my z Darkiem szukaliśmy grobów z polskimi nazwiskami. Niestety takowych nie znaleźliśmy.
CDN (nie wiadomo, kiedy)
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
(...). Nagle wychodzimy na piękną polankę z której widać Pikuj. Jest mniej więcej w takiej odległości, jak widzieliśmy go z bramy Bojkowskiej Chaty. Na polanie leżała sobie zwalona kłoda.(...).
Trzeba będzie powołać komisję śledczą która wykaże przyczynę odsuwania się Pikuja.
Może przygotowania dzień wcześniej miały procentowe opary ? No i trzeba sprawdzić tą kłodę, czy ona jest z brzozy ?
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
(...) Skręcamy w stronę cerkwi, która stoi na wzgórzu. Cerkiew niestety była zamknięta. Dziewczyny położyły się na jej schodach, a my z Darkiem szukaliśmy grobów z polskimi nazwiskami. Niestety takowych nie znaleźliśmy.
CDN (nie wiadomo, kiedy)
Na tym cmentarzu szukamy unikalnych nagrobków mających polskie korzenie. Nie chodzi o polskie nazwiska dawnych mieszkańców, tylko o ....?
Czy ktoś podpowie Bertrandowi czego szukać ?
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Może chodzi o budowniczych tych nagrobków?
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Raczej miejsce, gdzie oryginalnie stały.
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
No to poproszę o wyczerpującą podpowiedź.
pozdrawiam
-
1 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Na tym cmentarzu szukamy unikalnych nagrobków mających polskie korzenie. Nie chodzi o polskie nazwiska dawnych mieszkańców, tylko o ....?
Czy ktoś podpowie Bertrandowi czego szukać ?
Podpowie, podpowie:smile:
Chodzi o to, co stanęło jako nagrobki czyli przedwojenne słupki graniczne, na przykład takie jaki ten
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
...Przed śniadaniem zwiedzam gospodarstwo. Nie powiem, jestem bardzo miło zaskoczony. Na odrodzonym terenie stoi kilka budynków. Jeden mały, pokój z łazienką, który my z Renatką zajmujemy. Drugi większy, w którym jest kilka pokoi.[...] Jest stołówka, sauna, dwa domki grillowe, basen odkryty i jeden tajemniczy budynek o którym napiszę później. Miejscówka naprawdę super. Godna polecenia. Opis znajdziecie tutaj:
http://www.karpaty.info/ua/uk/lv/tr/...ykivska.khata/ Śniadanie i pierwsze zdziwienie. Zaczynamy od rosołu, który podaje nam żona Iwana. Następnie jakieś placki smażone, a dalej deser.
Potwierdzam, spałem tam w sierpniu 2015. Chyba wtedy było bardzo nowe, bo wszystko pachniało świeżym lakierem. Na śniadanie były rzeczywiście dziwnie zestawione dania jak na polskie przyzwyczajenia, ale wszystko smaczne.
-
9 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Po wyjściu z cmentarza udaliśmy się na miejsce spotkań towarzyskich, czyli do sklepu. Po drodze zaczepiła nas starsza Pani, bo chciała porozmawiać po polsku. Opowiedziała nam, że ma siostrę pod Opolem i kilka razy u niej była. Podobało się jej w Polsce. Starsza Pani mieszka w jednej z gorszych chałup we wiosce. Do dziś nie mogę sobie darować, że nie poprosiłem jej, żeby nas wpuściła do domu. Cóż stało się. W końcu dotarliśmy do sklepu. Zaopatrzenie nieciekawe. Chleba nie widziałem. Może mieszkańcy wioski pieką sobie sami? Mięsa i kiełbasy tez nie było. Było za to kilka gatunków piwa, woda, Coca Cola, cukierki Pszczółki i spora ilość mocnego alkoholu. Ciekawostka: Darek kupił sobie laczki, czym, nas wszystkich zadziwił. Ciekawostka druga Sklepowa leje spod lady. Znaczy się pod ladą ma plastikowy 5 litrowy pojemnik od wody mineralnej wypełniony bezbarwną cieczą. Ciecz ową rozlewała mężczyznom do szklaneczek. Ci wypijali ją i lekko się otrząsali. Zastanawiałem się, czy też nie spróbować tego nektaru, ale w całym sklepie nie widziałem kranu. Obawiałem się, że mycie szklaneczek odbywa się bardzo symbolicznie. Dopiero w Polsce syn mnie zawstydził. „Tata woda mineralna była? – Była. To trzeba było kupić wodę, wylać ją, a do pustej butelki nalać owego nektaru”. Cóż starzeję się i już się z tym pogodziłem. Nie zawsze pomyślę… Nabyliśmy sobie po piwku Colę pszczółki z zapłaciłem równowartość 6 PLN. Z ławki przed sklepem, na której siedzieliśmy obserwowaliśmy leniwe życie wioski. Poczuliśmy się jak „ławkowi cze” z Wilkowyj. Nadeszła pora powrotu do Iwana. Czeka nas jeszcze nie lada atrakcja. Iwan zamówił u ludwisarzy wielką kadź. Kadź tak na oko o średnicy 200 cm i głębokości około 60-70 cm. Kadź tą osadził na kamiennym murze. A pod nią umieścił palenisko. Kadź ta była równo z podłogą budynku, w którym się znajdowała. Obok w tym samym budynku był kamienny zbiornik z zimną wodą. Pod kadzią rozpalał ogień i kiedy woda nagrzała się do około 40-42 stopni, to można się w niej wylegiwać. Jak już zrobi się w kadzi zbyt gorąco, to można wskoczyć do zbiornika z zimną wodą. Kiedy przyszliśmy na kwaterę, to Iwan powiedział, że kadź będzie dla nas o później, bo teraz inni turyści z Ukrainy z niej korzystają. Zasiałem u dziewczyn, zwłaszcza u Marzeny ziarnko niepokoju. „Wiecie, ale na nie widziałem rano odpływu wody w kadzi. Będziemy korzystać po kimś, a może nawet nigdy nie była ona opróżniana?” Darek podchwycił, że wszystko jest możliwe. Żona Iwana przygotowała obiad kolację. Znowu przedziwna składanka dań. Barszcz, jakieś placki, jakieś mięsko, słodki deser. Objedzeni poszliśmy chwilę do pokojów. Rozpaliłem w piecu, Iwan przyniósł drewno i przypomniał mi, żebym zamknął szyber. Był lekko zdziwiony, że wiedziałem, co to jest i do czego szyber służy. Jak kadź się zwolniła poszedłem zobaczyć, co Iwan tam wyprawia. On wodę spuścił szlauchem od góry kadzi. Wymył ją, nalał wody wrzucił kamienie na dno i rozpalił ogień.. Kiedy woda się nagrzała o a nasza flaszka została opróżniona poszliśmy z niej skorzystać. Powiem Wam, że w sauence źle się czuję, a tam było super. Nikt z towarzystwa nie chciał wskoczyć do9 zimnej wody, więc ja musiałem dać przykład. Z tym wskoczeniem, to przesadziłem, ale dostojnie zszedłem do wody po drabince. Po moim pokazie tylko Renatka zrezygnowała z zimnej wody. Spędziliśmy tam sporo czasu nieźle się bawiąc. Po wyjściu z „łaźni” dokończyliśmy flaszkę. Zachciało się nam herbaty. Stołówka zamknięta, a w pokojach brak czajników. Obudziłem Iwana. Stwierdził, że nie ma problema i za chwilę jego żona przyniosła czajnik. Wypiliśmy herbatkę popatrzyliśmy w piękne ukraińskie niebo i poszliśmy spać. Jutro przecież wracamy do Polski….
CDN (nie wiadomo, kiedy)
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
Iwan zamówił u ludwisarzy wielką kadź. Kadź tak na oko o średnicy 200 cm i głębokości około 60-70 cm. Kadź tą osadził na kamiennym murze. A pod nią umieścił palenisko. Kadź ta była równo z podłogą budynku, w którym się znajdowała. Obok w tym samym budynku był kamienny zbiornik z zimną wodą. Pod kadzią rozpalał ogień i kiedy woda nagrzała się do około 40-42 stopni, to można się w niej wylegiwać. Jak już zrobi się w kadzi zbyt gorąco, to można wskoczyć do zbiornika z zimną wodą. Kiedy przyszliśmy na kwaterę, to Iwan powiedział, że kadź będzie dla nas o później, bo teraz inni turyści z Ukrainy z niej korzystają. Zasiałem u dziewczyn, zwłaszcza u Marzeny ziarnko niepokoju. „Wiecie, ale na nie widziałem rano odpływu wody w kadzi. Będziemy korzystać po kimś, a może nawet nigdy nie była ona opróżniana?” Darek podchwycił, że wszystko jest możliwe. Żona Iwana przygotowała obiad kolację. Znowu przedziwna składanka dań. Barszcz, jakieś placki, jakieś mięsko, słodki deser. Objedzeni poszliśmy chwilę do pokojów. Rozpaliłem w piecu, Iwan przyniósł drewno i przypomniał mi, żebym zamknął szyber. Był lekko zdziwiony, że wiedziałem, co to jest i do czego szyber służy. Jak kadź się zwolniła poszedłem zobaczyć, co Iwan tam wyprawia. On wodę spuścił szlauchem od góry kadzi. Wymył ją, nalał wody wrzucił kamienie na dno i rozpalił ogień..
http://forum.bieszczady.info.pl/atta...1&d=1487868917
Patrząc na całokształt to się nie dziwię, że na drugi dzień rano "rosołek" czy inny "barszczyk" turystom serwowali. Szkoda było zmarnować...:mrgreen:
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Tak dla rozjaśnienia, to to co Bertrand nazywa wielką kadzią to jest to czan , często spotykany w karpackich ośrodkach wypoczynkowych na wschodzie
więcej można poczytać tu
-
10 załącznik(ów)
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Postanowiłem dmuchnąć w pogorzelisko. Może uda się rozpalic
Ranek, ale bez przesady. Słoneczko już od jakiegoś czasu jest na niebie. Spożywamy śniadanie. Nadchodzi Iwan i oznajmia mi, że auto moje nie jest jeszcze zrobione. Na pewno będzie gotowe dzisiaj ale możemy wybrać się na Pikuj. Stwierdzamy, że dla za późna pora jest coby na Pikuj wychodzić. Iwan proponuje inna wycieczkę na pobliska połoninę. Stwierdzamy, że jak mamy o suchym pysku siedzieć przed sklepem, bo przecież dzisiaj wyjeżdżamy, to lepiej wyjść w góry. A przed nami piętrzy się Pikuj i się z nas śmieje. Wyruszamy w jego stronę ale po chwili skręcamy w prawo i przechodzimy przez mostek. I zaczynamy wspinać się pod górę. Na pobliskiej łące stoi pojazd przypominający traktor ze skrzynią ładunkową z przodu. Idąc coraz wyżej, prawie cały czas mamy po lewej stronie widoczny Pikuj. Tutaj też jesień zaczęła malować rośliny. Drzewa staja się rude. kalina kusi czerwonymi owocami. jest ciepło. Żyć nie umierać. Tutaj trudno zabłądzić, bo pod nogami droga, z wyraźnie odciśniętymi w trawie koleinami. W końcu wychodzimy na grzbiet góry. Samym grzbietem wije się droga. Tam tez dosyć mocno wiał wiatr. Z jednej strony dolina w której rozpościera się Libuchora, z drugiej strony dolina w której mieszkamy a nad nią piętrzy się Pikuj. Dużo dalej widać ośnieżone Gorgany. Piękne miejsce. I znowu po głowie chodzi mi myśl, ze trzeba tu wrócić. Nadszedł czas, żeby zacząć schodzić w dół. po drodze zbieramy kalinę. Będziemy robić nalewkę z kaliny. W końcu dotarliśmy na kwaterę. Autka niestety nie ma. No to poszliśmy do sklepu. Okupowaliśmy laweczke dosyć długo, bo postanowiliśmy spędzić w Husmem jeszcze jedną noc. Podszedł do nas staruszek i zaśpiewał hymn Polski. Było to bardzo wzruszające. Okazało się, że przed wojną uczył się w polskiej szkole. W końcu wróciliśmy na kwaterę. Późnym wieczorem zapukał do drzwi Iwan i przekazał mi kluczyki. skodzinka stała przed domkiem. Wtedy tez wpadłem na genialny pomysł. Powiedziałem Iwanowi, żeby wynajął terenówkę, która nas odwiezie następnego dnia do asfaltu, a Iwan znając tutejsze dziury pojedzie Skodziną. wróci terenówką. Iwan przyznał mi ze to jest dobry pomysł i poszliśmy spać.
CDN
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
(...). Dużo dalej widać ośnieżone Gorgany. Piękne miejsce. (...)
CDN
Dmuchnę i ja trochę w to ognisko, ale nie za mocno, aby nie zagasić.
Te górki które pojawiły się na drugim planie to nie Gorany jeno wyniosła Borżawa ze stromymi zboczami. Zimą można ją zobaczyć np z Połoniny Wetlińskiej
...a te hasło na ścianie ?
Nie zostało rozszyfrowane .... no i gdzie wisi ?
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Dmuchnę i ja trochę w to ognisko, ale nie za mocno, aby nie zagasić.
Te górki które pojawiły się na drugim planie to nie Gorany jeno wyniosła Borżawa ze stromymi zboczami. Zimą można ją zobaczyć np z Połoniny Wetlińskiej
...a te hasło na ścianie ?
Nie zostało rozszyfrowane .... no i gdzie wisi ?
Dmuchaj, dmuchaj
Dziękuje za sprostowanie (muszę jeszcze się dużo uczyć i podróżować!)
Wolne tłumaczenie bertranda236 "Gorzałka + piwo = cudowny nastrój". Napis ten jest nad drzwiami wyjściowymi (bo od wewnątrz) stołówki Chaty bojkowskiej w Husnem Wyżnem.
Pozdrawiam Cię Heniu
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
I ja dmucham, niech buchnie płomień. A na marginesie: patrząc na datę uaktywnienia się Bertranda z kontynuacją głęboko uśpionej relacji muszę powiedzieć, że potwierdza się moje przypuszczenie , że u Wielkopolan wzmagają się znacznie siły witalne po spożyciu należytej dawki rogali marcińskich.:roll:
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
:-)
ale rogale są świętomarcińskie
Pozdrawiam
-
Odp: Jak Bertrand przegrał z Pikujem, czyli zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
:-)
ale rogale są świętomarcińskie
Pozdrawiam
Święto czy nie - ważne, że zadziałały. A teraz mamy czekać znowu 12 miesięcy?!