-
3 załącznik(ów)
"Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Zmobilizowałem się wreszcie do napisania relacji, dawno tego nie robiłem...
https://www.youtube.com/watch?v=3LU9...ature=youtu.be
Na początku października w bardzo wietrzny i deszczowy wieczór wyruszam na rowerze na dworzec kolejowy w Poznaniu. Początkowo zamierzałem dojechać autobusem, ale drogę już po paru minutach zagradza nam przewrócone przez wiatr drzewo... Dobra, spinam poślady i jadę w ulewie i przy silnym wietrze na dworzec. Niedługo mam się przekonać że nad Polskę właśnie przybył KSAWERY, jop jego mać...
O 22:30 rozkładam się z rowerem i karimatą w przedziale rowerowym (relacja do Przemyśla) i idę w kimę - mam świadomość że jakieś tam opóźnienie będzie....
Załącznik 44121
Załącznik 44122
Zapadam w przerywany komunikatami dworcowymi sen.
- - - Updated - - -
Budzę się o godz 5. Nie czuję żadnego ruchu pociągu. Stoimy na stacji. Na stacji Poznań Główny..... Idę do kierownika pociągu, okazuje się że jest masakra nad Polską, mój wyjazd staje pod znakiem zapytania... Biorę adnotację o niewykorzystanym bilecie i jadę do domu... Kładę się na godzinę, jem śniadanie, biję się z myślami. Mój misternie utkany plan i wymarzony jesienny wyjazd rowerowy w Karpaty Wschodnie - może się nie odbyć.
Wchodzę na neta, kombinuję czy są alternatywy busowe z Poznania w ciągu dnia. Kupuję bilet na godz 12 do Kołomyji i z niewielkim opóźnieniem o 13 mam już rower w lukach autokaru. Kierowcy odpaliłem dodatkowe 30zł za ten bagaż.
Załącznik 44123
-
3 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Rano patrzę nerwowo na zegarek, 7:00 7:15...7:35.... 7:47 wybiegam na dworcu w Kołomyji, wyciągam rower, składam koła, sprawdzam czy wszystko ok, ładuję na plecy plecak i gnam na żeleźnicki wogzal... Kupno biletu na Rachowoz i o 8:07 odjeżdżam cały szczęśliwy diselnym do Rachowa... Jadę a micha mi się cieszy - już wiem że najtrudniejsza część za mną, ok 12.30 bęę w Rachowiwe i będę panem swojego życia hehe, reszta będzie zależała tylko ode mnie. No dobra, jeszcze wizyta w Dilowem....
Załącznik 44124
Załącznik 44125
Załącznik 44126
-
2 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
Mądry Facet i bardzo charyzmatyczny - byłem na jego koncercie tylko raz
w Ustrzykach Górnych i to kilka dni przed śmiercią, wtedy z Kapelą Gogodzy Gański
Robiłem kilka fotek i kręciłem filmiki. Myślę że to jedne z Jego ostatnich zdjęć (niecały rok minął).
Załącznik 44127 Załącznik 44128
Mogę fanom przesłać więcej jakby ktoś był zainteresowany.
Ale wracając do tematu
- dawaj dalej bo to rejon do którego jadę już ponad 20 lat i dojechać nie mogę
to przynajmniej z chęcią se poczytam :-D
-
1 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Potwierdzam... Fedot wywarł na mnie ogromne wrażenie... Pierwszy raz widziałem Go z PErkalabą jako wtedy nieznany mi zupełnie zespółna małej scenie na woodstocku, około roku 2006. Potem po latach Oleg Gnativ nawet proponował koncert na jednej z KArpackich Biesiad że przyjadą... Cena nie była wysoka (3,5k pln) ale wiadomo - nie mieliśmy takiego budżetu...
Tutaj po koncercie Gogodzy we Wrocławiu...
Załącznik 44129
-
5 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Dojeżdżam do Rachowa, po drodze mijam dolinę Prutu, przejazd przez tunele w rejonie Przełęczy JAbłonickiej, Jasinia, dalej dolina mocno zwęża się...
Załącznik 44130Załącznik 44131Załącznik 44132Załącznik 44133
- - - Updated - - -
Jestem trochę zawiedziony że przez całą trasę Kołomyja - Rachów nie wsiadła ani jedna pani z pierożkami, no ale pani z siatkami handlująca wszystkim co możliwe chodzi w tę i we wtę. W końcu zbieram się na odwagę i przyznaję przed nią że zapomniałem ze sobą w góry łyżki. Że nożem trochę słabo mi będzie jeść zupę czy berbeluchę... Kupuję ostatecznie za 8UAH piękną plastikową łyżkę, trochę dużych rozmiarów, ale... No, swoje funkcje spełnia a ja mam pamiątkę teraz w domu.
Załącznik 44134
-
9 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
W Rachowie udaję się zjeść obiad w lokalnej restauracji (50m na lewo od kościoła, w kierunku na Dilowe). Zamawiam barszcz, palmieni i kawę. Najpierw pani kelnerka przynosi zupę, parę minut odstępu, palmieni, zabiera obydwa talerze, następuje cisza... 5min mija... Myślę sobie - ja niekulturalny i nieobyty człowiek pewnie nie wiem że do kawy trzeba odczekać, zgodnie z restauracyjną sztuką... Po 10min zbieram się i nieśmiało pytam o kawę. AAAA Zapomniałam, przepraszam :) :) :) Wypijam na chybcika i ruszam rowerem na południe.
Załącznik 44135Załącznik 44136Załącznik 44137Załącznik 44138
- - - Updated - - -
Do Dilowego dojeżdżam przy przepięknej pogodzie, mam mocne postanowienie na szybko załatwić formalności u żołnierzy i dać w góę. Wyjmuę wydrukowanego e-maila do Mukaczewa z prośbą o zezwolenie, daję - razem z paszportem. Otrzymuję wiadomość że mam wrócić za 30min i będzie gotowe. Młody żołnierz wraca za chwilę zanim zdążyłem odjechać do sklepu i podaje mi paszport: Chyba Pan zapomniał pieniędzy ze środka wyjąć. Faktycznie, zostawiłem przez przypadek 20UAH... Jadę do sklepu uzupełnić zapasy i napić się kawy. W trakcie pobytu pod sklepem mija mnie orszak weselny z 20aut :)
Załącznik 44139
- - - Updated - - -
Gdy wracam pod jednostkę wojskową zauważam bawiąca się ok 4letnią córeczkę jednego z żołnierzy i szybko podbiega do mnie do płotu i zaczyna wypytywać skąd jestem. Z Francji??? Nie. Z Anglii??? Nie, z Polszy :) Rozmawiamy ze sobą przez płot, pod czujnym okiem żołnierza z kałachem. Gdy wkrótce dostaję komplet dokumentów mała dziewczynka czuje się wyraźnie zawiedziona: "Ale dlaczego musisz jechać, masz zostać ze mną, pobawić się!" :) :)
No ale ja ruszam - w dolinę pod Popa Iwana Marmaroskiego.
Załącznik 44140Załącznik 44141Załącznik 44142Załącznik 44143
-
3 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
W dolinie spotykam parokrotnie wracających z gór grzybiarzy. Pieszo, na rowerze, na motorach, terenówką. Widać jest wysyp. Szczególne wrażenie na mnie robią panowie na motocyklach z workami jak od ziemniaków - pełnymi grzybów.
Załącznik 44146Załącznik 44147Załącznik 44148
- - - Updated - - -
Dużo prowadzę pod górę rower, nie jest lekko. Właściwie to... często jest bardzo ciężko. No ale cóż... "nie przyjechaliśmy tu dla przyjemności" hehe :) Pod wieczór docieram do Połoniny Lysica. Zastanawiam się jeszcze krótko czy osiąść na laurach i pakować się do bacówki (mała bacówka otwarta, w środku koza, z drewnem tak se, woda bardzo blisko) albo do chatki parkowej(otwarta, z drewnem zdecydowanie lepiej), czy na twardziela wchodzić na PIM i spać w śpiworze gdzieś tam w zagłębieniu i płachcie. Namiotu nie zabrałem. Decyduję dać sobie siana i wyspać się, zluzować... W końcu jest godzina 17, a ja trochę ponad dobę temu byłem w Poznaniu a teraz już sam w górach... Przepiękny zachód słońca. Na rozstaju zauważam tabliczkę z informacją że 3km dalej jest bania ruska. I faktycznie, potem z wierzchołków Popa zauważam wypasione gospodarstwo pasterskie i tam pewnie ona się znajduje.
Ja rozpalam w kozie, robię kolację i napawam się chwilą. Niby jestem sam, ale zasięg jest... Nawet zasięg neta... Zmienia się, zmienia... Już prawie po ciemku słyszę odgłosy jednej grupki turystów która próbuje znaleźć schronienie w tej większej chacie (jest jednak zamknięta). Myślę że ostatecznie nocują w chatce parkowej - tuż przy wejściu do lasu. Rano spotkam ich na podejściu. A raczej - będę widział.
Załącznik 44150
Załącznik 44151
Załącznik 44152
Załącznik 44153
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
PETE zazdroszczę Ci tych Twoich romantycznych rowerowych solówek po Karpatach UA.
U mnie już SKS nie pozwala chyba na takie fajne eskapady .... :-(
-
4 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
To mój pierwszy raz na Popa Marmaroskiego, jakoś tak sobie wymyśliłem że to musi być albo rowerowo albo narciarsko. No a że drugi rok pod rząd tak wypada że zostaje mi urlop w pażdzierniku / listopadzie do wykorzystania, to padło na rower. Rok wcześniej zarąbałem się z kolegą w półmetrowym śniegu na 11listopada w Czarnohorze i Hryniawach... Tym razem udało się urwać miesiąc wcześniej, choć prognozy i tak sprawiały że rozglądałem się już nad jakimiś lotami na Kretę czy coś. Gut, pakuję się w na wierszynę, ciągnę rower, pcham, podnoszę. Przewidując co się będzie działo cały bagaż dałem na plecy, ściągnąłem z bagażnika. Tak mi lepiej. Mimo to klnę jak szewc i w myślach mówię sobie jaki ja głupi byłem że na 1900 z rowerem się pakuję i sprzętem biwakowym.
Widoki wynagradzają mi wiele. Ekipa z Karu Kret dobę później już nie miała tak fajnie ;)
Załącznik 44156
- - - Updated - - -
Wiele razy marzyłem o Popie Marmaroskim. Teraz napawam się podejściem i trawersem przez te wszystkie wierzchołki. Obfotografuję Michajłka i Farkaula, oglądam kotły pod PIM, ścieżkę dla owiec prowadzącą na tereny wypasowe w kolejnym kotle... Jestem w raju. W dole widzę 5 turystów, ale jak mnie nie dogonią na podejściu to już potem mnie nie zobaczą hehe - w końcu po to zabrałem dwa kółka.
Załącznik 44158Załącznik 44159Załącznik 44160
- - - Updated - - -
Cytat:
Zamieszczone przez
jojo
PETE zazdroszczę Ci tych Twoich romantycznych rowerowych solówek po Karpatach UA.
U mnie już SKS nie pozwala chyba na takie fajne eskapady .... :-(
JOJO, jak zobaczysz w dalszej części relacji wcale nie trzeba pakować się na PIM żeby mieć też ekstra przygody i odczucie "wow" :) Także wiesz... Wszystko zależy od podejścia )
-
3 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Zejśćie z Popa do podnóża gdzie się zaczyna droga graniczna to koszmar, stromo, wąska ścieżka, no, dodatkowo gubię gdzieś tam tylny błotnik... Od podnóża zaczynam jechać w kierunku Stoha, obserwując co jakiś czas za sobą ogrom masywu PIM. Byłem pod wrażeniem ilości małych staji po stronie rumuńskiej w bardzo niedostępnych miejscach, gdzieś tam wkomponowanych w stok... Odcinek PIM - Stoh zapamiętam jako... dość trudny (sporo podejść z rowerem), no i ... szczerze mówiąc trochę nudny dla mnie :) Piękne góry - to oczywiste, natomiast na samej drodze granicznej niewiele się ciekawego działo. Może wpływ na to miała moja bardzo słaba znajomość co jest po drodze - po prostu parłem do przodu. Ok - po prawej bliźniaki, po lewej masyw Czarnohory, jedna chatka wojska granicznego przy szlaku. Szczerze mówiąc to cieszyłem się zbliżając do Stoha i oczywiście stresowałem czy nie każą mi zjeżdżać na dół do Szybenego po zezwolenie na dalszą część wyjazdu..
Załącznik 44161
Załącznik 44162
Załącznik 44163
-
6 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
W trakcie tego dnia spotkałem dwóćh rumuńskich grzybiarzy ale tylko wymieniliśmy Buena Ziła, jakoś nie wykazali chęci pogadania. A następnie w budce pod Stohem samotny znudzony ukraiński pogranicznik... Rok temu w listopadzie dyżurowało tam trzech plus pies. Jak się potem przekonałem - najprawdopodobniej normalna obsada tego punktu do jeden żołnierz, a dwóch pozostałych było pewnie na tygodniowym obchodzie po granicy wg ustalonej marszruty.
Na godz 18 docieram do Staji na Kiernicznym. Nie chce mi się rozpalać w piecu, robię obchód chaty, znajduję butelki z wodą z których skwapliwie korzystam bo sama staja nie ma źródłą bezpośrednio przy sobie. Albo nie znalazłem...
Dostrzegam parę ciekawych artefaktów oraz ciasteczka herbatniki z przydziału pograniczników - widocznie dzielą się z pasterzami w zamian z mleko ser :)
Załącznik 44164
Załącznik 44165
Załącznik 44166
Załącznik 44167
Załącznik 44168
Załącznik 44169
-
3 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Idę spać, choć nie ukrywam trochę się stresuję czy moja czołówka gdy chodziłem "na stronę" nie zwabi pograniczników z sąsiadującego Ruskiego Diłu. W nocy budzę się parokrotnie, coś wiatr mocno wieje, a nad ranem zaczyna padać. Ekstra - myślę. Na rowerze to jest właśnie to czego najbardziej pragnę, blee... Rankiem pada umiarkowany deszcz... Ubieram ciężką artylerię, w tym spodnie przeciwdeszczowe, ale szybko - po ok 1km okazuje się że to za dużo, nie ma aż tak niskiej temperatury i się szybko zapocam. Zdejmuję i jadę tego dnia na umiarkowanego mokrego rowerowego człowieka. W sumie - nie wiem gdzie dojadę, gdzie będę nocował.. Jedna opcja w myślach to Połonina Bałtagul, ale zastanawiam się czy nie za blisko. JAk się potem okaże po prostu nie chcę już zostawać pzremoczony na grzbiecie granicznym i cisnę do nocy by być w dolinie..
Jadę drogą graniczną, coś tam śniegowo-deszczowego zaczyna padać. Robię zdjęcia jaki to nie jestem hard hehe że w takich warunkach, nawet zatrzymuję się na chwilę by poszukać słupa którego znalazł 3lata wcześniej PAweł Pontek z synami. Ale szybko widzę po terenie i dużych trawach że nie mam szans znaleźć go nie znając dokładnej lokalizacji. Odpuszczam, wracam z podkulonym ogonem do roweru i... już przemoczonymi na maksa butami, chlupie... W butach chlupie, mimo że mam normalne trekingowe. A przed wyjazdem zastanawiałem się czy brać trekingi czy terenowe do biegania... Jak dobrze że zdecydowałem się na cięższą wersję :)
Załącznik 44170Załącznik 44171Załącznik 44172
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
... Byłem pod wrażeniem ilości małych staji po stronie rumuńskiej w bardzo niedostępnych miejscach, gdzieś tam wkomponowanych w stok...
Jedyny raz w życiu słyszałem trembitę właśnie w tych rejonach. Samo wspomnienie powoduje przyjemne ciarki na plecach :)
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
Odcinek PIM - Stoh zapamiętam jako... dość trudny (sporo podejść z rowerem), no i ... szczerze mówiąc trochę nudny dla mnie :)
Nie bluźnij Szaleńcze ;)
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
Piękne góry - to oczywiste,
Dobrze, że to dodałeś :grin:
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
.. jedna chatka wojska granicznego przy szlaku. Szczerze mówiąc to cieszyłem się zbliżając do Stoha i oczywiście stresowałem czy nie każą mi zjeżdżać na dół do Szybenego po zezwolenie na dalszą część wyjazdu..
Ja byłem tam ze znajomymi kilka lat temu ale od strony Rumunii i nie było widać żadnego posterunku po stronie UA. Trochę się wtedy przedzieraliśmy przez jałowce na pasie granicznym a trochę nielegalnie korzystaliśmy z ukraińskiej drogi granicznej. Z tego co pamiętam, to droga ta przed Stohem uciekała gdzieś w las szerokim trawersem więc to pewnie gdzieś tam jest ukryta ta chatka wojska?
Podziwiam, gratuluję i życzę zapału, sił, samozaparcia i zdrowia do kolejnych setek karpackich wyryp!
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
Odcinek PIM - Stoh zapamiętam jako... dość trudny (sporo podejść z rowerem), no i ... szczerze mówiąc trochę nudny dla mnie :)
Z gustami się nie dyskutuje ale nie tylko dla Ciebie :) Pomijając fakt, że widoki z PIM są przecudne, to na samym paśmie granicznym nuuuuuda!!! Widokowo mizernie...nie licząc krótkiego odcinka Mieżypotoki-Nieneska...zapewne bo śnieg z deszczem i mgła generalnie nie ułatwiają obserwacji ;) Jeszcze pal licho jak szybko przejedziesz rowerem ale weź idź tamtędy ze dwa dni. Jeden z naprawdę nielicznych szlaków w ukraińskich Karpatach, który należy przejść ale już wracać nie ma najmniejszego sensu. Tylko doborowa "kompanija" i wyśmienity humor wspomagany perlage pomogą przetrwać taką wycieczkę :)
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Z tego co pamiętam, to droga ta przed Stohem uciekała gdzieś w las szerokim trawersem więc to pewnie gdzieś tam jest ukryta ta chatka wojska?
Dokładnie tak Bazyl jak piszesz , stoi przy trawersie, dokładnie pod szczytem Stoha. Widok z chatki na teren mają wyśmienity - mysz się nie prześliżnie.
Nam w czerwcu ub. r. też się nie udało, a kwitów żadnych nie mieliśmy - ale mieliśmy papieroski Wojtusia, płyny w plecaku i zrobiła się miła pogawędka z młodszym oficyjerem.....
Okolica przepiękna.
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Ale fajny łykend - całą sobotę i niedziele jestem w ulubionych Ukraińskich i Rumuńskich Karpatach nie ruszając prawie tyłka z sofy.
Dzięki PETE za relację. Bo piszę i wklejam fotki z naszej Czarnohory z przed tygodnia,
a zaraz potem czytam jak daleko Masz jeszcze do PERKAŁAB-a(y).
-
1 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Przepraszam, pochłonęła mnie praca...
Krótko przed Budyjowską jadąc drogą zauważam po lewej stronie leciutko w dół małą kapliczkę. Zjeżdżam - by obejrzeć. Jakie moje zaskoczenie było i dziw w oczach że dosłownie 5m przez kapliczką zauważam pod stojącym obok świerczkiem - dwóch pograniczników spokojnie palących fajki. Skubani tak ładnie na zielono ubrani, a ja skupiłem się na kapliczce - dlatego niemalże na nich wpadłem :) Okazuje się że są na 7dniowym patrolu i mają chodzić i sprawdzać, po wyznaczonej trasie. Są bardzo otwarci, zapraszają mnie do budki "na Banuszy" - 10min stąd. Zagrzejemy czaju, zjemy tuszonkę, napijemy się - mówią. Zaproszenie przyjmuję bez wahania zwłaszcza że na dworze.. no, pi..dzi złem :( Dochodzimy do chatki, klasycznie "Ty dasz komuś coś, Ty dostaniesz coś czego nie możesz mięc" Ja daję im kawę, sam dostaję tuszonkę którą podgrzewają na kozie. Dzielę się białą podpałką, oni wyciągają flaszkę i pijemy... Dla takich momentów na końcu świata warto się pakować w te tereny. Będę takie sytuacje dłuuugo wspominał...
Proponują mi żebym zjechał z nimi do klauzy Łostuń, tam będą nocować. No ale mi nie po drodze... Żegnam się z nimi, paszportu nawet nie oglądają. Walimy ze sobą "miśka" na koniec....
Załącznik 44250
-
1 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Ok 10:30 ruszam dalej, mając w głowie "spokojnie Piotrek, daj ujść alkoholowi w powietrze" :) Zjazd z Banuszy bardzo czujny, bo dość stromy oraz zaśnieżony. Kolejny raz mijam Czywczyna... Kolejny raz na granicy, a ja nie wchodzę na niego. To już... 3 raz. Wybiorę się chyba z córką z typowo celem "Czywczyn" :) Na trawersie Suligula wreszcie się odsłania Czywczyn w zmrożonych barwach, teraz trochę żałuję...
Załącznik 44251
Na Popadię wchodzę przemaczając się do reszty - chcę sprawdzić czy po 3,5roku nadal leży tam słupek... No, nie leży. Tego w sumie się spodziewałem. Obecność tuż pod Popadią bazy parku daje klarowne wytłumaczenie.
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Świetna wędrówka. Ależ mnie już skręca z tęsknoty za Karpatami Wschodnimi...
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
Kolejny raz na granicy, a ja nie wchodzę na niego. To już... 3 raz.
O widzisz ja też już trzy razy od Czywczyna się odbiłem...czas więc połączyć siły :)
-
6 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Pod Popadią post parku wygląda na niezaludniony w tym momencie, ale widać świeże ślady terenówki, więc jakiś ruch jednak jest. Fajne miejsce na zimowe zanocowanie myślę sobie. Nic, jadę dalej, rzeczywistość drogi granicznej, mocno zamglonej, z wieloma wielkimi kałużami towarzyszy mi przez całe Czywczyny..
Załącznik 44252Załącznik 44253Załącznik 44254
- - - Updated - - -
Nic się nie dzieje... Mija kilometr za kilometrem, pamiętam że od Stoha do Palenicy jest ok 50km, to nadaje mi rytm i wyczucie ile mniej więcej mam za sobą. Już raz jechałem rowerem tędy, tyle że w piękny dzień końca lata, w drugą stronę. Z tamtego wyjazdu wyszło 10 słupków na zdjęciach, już ich nie ma... Nawet nie wchodzę w Luston, po publikacjach w Płaju i informacjach od znajomych wiem że nie ma sensu. Zjazd na Przełęcz Łostuńską zasługuje na mocne udo i psychę. Myślę sobie - super - tyle że już widzę co mnie czeka po drugiej stronie, jakie podejście z wypychem roweru. Na Przełęczy Łostuńskiej ogromne wykroty, średnio sobie wyobrażam przejechanie tutaj czymkolwiek poza czołgiem :)
Załącznik 44255Załącznik 44256Załącznik 44257
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Pete - dla takich chwil warto żyć!
PABLO
-
7 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Wyłania się Torojaga, mnie czeka ciężki podejście. Ale po prostu krok za krokiem daję do góry. Po osiągnięciu okolic Pirie robię kolejną głupotę - idę w 2,5metrową kosówkę mokrą od deszczu i śniegu by zobaczyć za słupkami. Po 10minutach podkulam ogon i wracam już zupełnie mokry do roweru. JAkoś w tym momencie wiedziałem że chcę koniecznie zjechać do cywilizacji, kolejna nocka na grzbiecie (nie mam namiotu, plan był spanie po chatkach, ew. płachta awaryjnie) nie byłaby ok. Mijam Purul, Komanową, Palenicę... Majaczy się Hnitessa, ale już nie chcę przeginać pały i iść tam dla samego pójścia. Szybko liczę... Na Palenicy jestem po raz... szósty, na Hnitessie byłem trzy razy. To magiczne miejsce, rejon od wielu lat opanowało moje zainteresowania karpackie. Nie do końca potrafię wytłumaczyć co mną kieruję gdy tu kolejny raz zmierzam.
Nic, szykuję się na zjazd, cieszę się na niego, jechałem 8lat wcześniej na nartach w dół. Poprawiam ekwipunek, dopinam plecak i zaczynam. Na początku buzia mi się śmieje szeroko....
Załącznik 44544Załącznik 44545Załącznik 44546Załącznik 44547
- - - Updated - - -
Załącznik 44548Załącznik 44549Załącznik 44550
https://www.youtube.com/watch?v=tfOgiqikXGw&feature=youtu.be
-
9 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Widać pięknie cielsko KReczeli, a po lewej stronie Pamir :)
Załącznik 44551Załącznik 44552Załącznik 44553Załącznik 44554Załącznik 44555
- - - Updated - - -
Zjazd jest.... BARDZO trudny. Były momenty gdy ze względu na nachylenie terenu oraz luźne podłoże prowadziłem (ok 100m łącznie myślę), ale dużo więcej było pokonywanych po prostu ze spiętymi pośladami, na stresie i zastanawianiu się czy hamulce to wszystko udźwigną. Dupa w tył za siodełko, spręż i jechane. Generalnie górna część jest spoko i dopóki się nie wjedzie do lasu jest lajcik, potem coraz gorzej. Pozwolę sobie wykorzystać zdjęcie JanioBksopa z naprzeciwka, z Czarnego DIłu:
Załącznik 44556
A tu parę zdjęć ze zjazdu. Szkoda że nie miałem kamerki go pro na kierownicy na wyjeździe :( Kolega mnie potem opitolił że się nie zgłosiłem...
Załącznik 44557Załącznik 44558Załącznik 44559
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Ze godzin w któych robiłem zdjęcia wynika że zjazd zajął ok 25-30min. Na dole wyłania się zastawa wojska pogranicznego. Ile czasu minęło od pierwszego razu i jak odmienne mną targały wtedy i teraz emocje... W styczniu 2010 o godz 18 po ciemku niemalże potrzebowałem pieluchy wchodząc na teren jednostki po ciemku, pod płotem z nartami, korytem potoku.... Teraz w miarę wyluzowany, podchodzi młody żołnierz, wiedzie mnie do dziury w płocie bo nie chce Mu się iść po klucze do bramy i niedługo jestem przy zabudowaniach. Dobra, krótka spowiedź a potem idę do komandira. No, tak lekko to nie jest. Komandir jest służbistą, dostaję pouczenie że powinienem się najpierw u Niego zameldować, że on nic nie wie że ja tam byłem itp itd. No ale po 15minutach rozmowy i załatwieniu wszystkich formalności ( w tym kasowaniu zdjęć z telefonu gdzie widoczne są zasieki granicy, droga graniczna itp - wnioski wyciągnijcie sami co robić na przyszłość) zaprasza na obiad.
Klasa! Jestem po raz drugi w środku u nich, poprzednio nocowałem zimą. Dostaję pyszny dwudaniowy obiad, rozmawiamy, kawka, jabłko na drogę.. Siedzi z nami jakaś szara eminencja zastawy, w końcu wychodzi przy rozmowie "No, tak, szedłem sobie na patrolu i nagle patrzę pam! A tu jakiś wielki słup. No to poszliśmy z chłopakami i go wynieśliśmy". Tym samym poznałem człowieka który przyczynił się do ściągnięcia z granicy ostatniego głównego słupa polsko-rumuńskiego....
Po niecałej godzinie ruszam dalej.
-
8 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Mam stąd 7km do PErkalaby i 15km do Niżnego Jałowca. Po drodze zjawiskowy zachód słońca... Przekraczanie 4krotnie rzekę PErkalab, chlupie mi aż po gatki... Najlepszą akcję zrobiłem z prawego brzegu PErkalabu przed klauzą przejechałem rowerem na lewy, bo tak mi się wydawało że jeżdżą terenówkami... Ta... za chwilę szedłęm w drugą stronę przez wodę... Plan jest taki by dojechać do Jałowca i znaleźć nocleg. No tak, ale gdzieś z tyłu głowy mam jak Taras mi mówił "w tym rejonie mieszkają dziwni ludzie". Dawno temu na rowerach mieliśmy problem z noclegiem w Werchnim Jałowcu. Ja z Michałem nie mogliśmy złapać nawet płatnej podwózki zimą do Szepitu... Coś w tym jest.. Rzeczy nie ułątwia że jest już prawie 20.... Ciemno... Ja zmoczony. Pytam parokrotnie, także w leśnictwie, ale nie "nie mają wolnych pokoi" a wielki budynek że hej... W końcu ktoś mi podpowiada żebym się wrócił i faktycznie znajduję "agroturystykę" Dostaję kolację i zmęczony padam... W nocy lekki mróz,... Chatka choć bardzo ładna, nie jest ogrzewana. Jak dobrze że zabrałem śpiwór puchowy...
Załącznik 44560Załącznik 44561Załącznik 44562Załącznik 44563
Załącznik 44564Załącznik 44565Załącznik 44566Załącznik 44567
-
4 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
No i teraz hicior na zamknięcie tego pięknego dnia. Zrobiłem ok 70km, od staji na Kiernicznym do Niżnego Jałowca, mam fajny nocleg i... nawet ciepłą wodę! PACZAJCIE PAŃSTWO JAK SIĘ WYPOCZYWA W JAŁOWICZORZE :) :) :) :) :)
Załącznik 44568Załącznik 44569Załącznik 44570Załącznik 44571
Proszę nie regulować radioodbiorników :) To prawda :) Podaję namiar telefoniczny:0380676073362
- - - Updated - - -
Cytat:
Zamieszczone przez
P_A_B_L_O
Pete - dla takich chwil warto żyć!
PABLO
Nie inaczej Pablo!!! Dzięki za zmotywowanie mnie do podciągnięcia opowieści. Został jeszcze jeden dzień, przepiękny choć dolinny do opowieści. Ale to już nie dziś...
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
PETE a w Perkalabie takiej wypasionej kabiny prysznicowej nie namierzyłeś - bo się wybieram i bym się wykąpał :smile:.
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Cytat:
Zamieszczone przez
jojo
PETE a w Perkalabie takiej wypasionej kabiny prysznicowej nie namierzyłeś - bo się wybieram i bym się wykąpał :smile:.
No nie nie, ale na Prelucznym w staji od tego sezonu dziala turystyczny pritulek, gdzie maja prysznic zewnetrzny turzstyczny z duza beczka nad nim. Moze tam sprobujesz? :)
-
10 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Wtorek czyli czwarty dzień wyjazdu zaczynam dość wcześnie od niemiłej niespodzianki. Wczorajsze harce z Perkalabem i parokrotnym przekraczaniem, nocny przymrozek...i... mój rower jest cału oblodzony!
Łańcuch ani drgnie... NO nic, to nabieram ciepłej wody z łazienki i polewam go obficie tam gdzie trzeba :) Wiem wiem, nie powinienem, ale co miałem robić...
Ruszam przed siebie w pięknej pogodzie, świadom że po raz drugi dolina całego Białego Czeremoszu od połączenia potoków Sarata i Perkalab po Usteriki będzie dla mnie super doznaniem estetycznym, a może i przygodowym...
Załącznik 44584Załącznik 44585Załącznik 44586Załącznik 44587
Na głównym skrzyżowaniu (hehe) w Jałowcu mija mnie żiguli, a ja ruszam w dół bez śniadania. Nie miałem już nic sensownego na śniadanie żeby gotować albo raczej byłem wybredny. Dobra, kupię w sklepie w Jałowcu... Zamknięty.. Kit, trochę wody, jakiś batonik, jedziemy. Przecież to nie góry już - dojadę za 10-15km do jakiegoś sklepu. No i ta sytuacja prowadzi mnie do pierwszej atrakcji tego dnia, ale powoli...
Zaraz za Jałowcem podjazd na wysoki trawers na Białym Czeremoszem, a następnie mijam klauzę Marien a raczej jej pozostałości.
Załącznik 44589Załącznik 44590Załącznik 44588Załącznik 44591Załącznik 44592Załącznik 44593
https://www.youtube.com/watch?v=FpvLzscfk8I&feature=youtu.be
-
6 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Wkrótce potem mijam małe gospodarstwo z ciekawostką - świnio/dzikobicie musiało nastąpić dopiero co, "guziec" zwisa głową w dół, chyba mu niewygodnie..
Załącznik 44641Załącznik 44642
W dolinie Białego Czeremoszu okazuje się że mamy bardzo dużą mniejszość polską, reprezentowane przez liczne (spotkałem 10sztuk) auta na polskich blacach :) Za pierwszym razem (terenówka) nawet się nabrałem i zatrzymałem kierowcę pogadać gdzie jedzie. No.... oczywiście to Ukraińcy :)
Załącznik 44643Załącznik 44644Załącznik 44645
-
7 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
O 9:30 docieram do Hołoszyny, przekraczam most i zajeżdżam do pierwszego maleńkiego sklepiku. Zamknięty, ale wiadomo - trzeba pójść do któregoś gospodarstwa obok i poprosić o otworzenie. Idę i po chwili schodzę w dół z małego wzgórza z gospodynią i sklepową. Rozmowa, mówię że jeszcze nie jadłem śniadania i coś bardziej treściwego by mi sprzedała, chleb itp. "A skoro Pan nie jadł jeszcze śniadania to zapraszam do mnie do kuchni letniej na barszcz, właśnie zagrzałam" :) :) :) No i 5min później jem barszcz, na drugie danie huculskie gołąbki (hołubce?) no i ... wyjmuje flaszkę. Nie wypada nie wypić, więc walimy po jednym. Walimy po drugim. Po trzecim odmawiam już dalszych :) Próbuję się ratować że daleka droga, że rower itp.... Gospodyni daruje mi, za to jeszcze kawka i pokazuje doglądaną przez męża suszarnię w której suszą się jabłka właśnie... Lekko skołowany naciskam na pedały roweru i ruszam dalej... Jest mi dobrze.
Załącznik 44646Załącznik 44647Załącznik 44648Załącznik 44649Załącznik 44650Załącznik 44651]Załącznik 44652
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Cytat:
Zamieszczone przez
Petefijalkowski
Jest mi dobrze
Pate - jak byś nie odmówił - byłoby Ci pewnie jeszcze lepiej ;)
-
6 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Jojo - na pewno :) I urlop bym sobie wydłużył, kurczę, następnym razem muszę lepiej pomyśleć :)
Tymczasem pedałuję dalej, kolejne kilometry - pewnie z 15km do Hryniawy, po drodze jeszcze żłobek/przedszkole w budynku gdzie był sklep w Białej Riczce i trochę foto ukazujących piękno doliny.
Załącznik 44656Załącznik 44657Załącznik 44658Załącznik 44659Załącznik 44660Załącznik 44661
-
2 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
W Hryniawie zdziwienie bo odnowiono "stację benzynową" oraz tuż obok jest sala królestwa świadków Jehowy(nie myślałem że w Hryniawie na deep huzulia znajdę taką salę)
Załącznik 44662Załącznik 44663
Trafiam też na przejazd przez most autobusu do PRobijnej :) https://youtu.be/H2KxhfQ4ugY
-
10 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
A za chwilę już wjeżdżam do...
Załącznik 44677
Spotyka mnie tu przygoda z typu które najbardziej lubię - czyli nieoczekiwana. Nieświadom kto się kryje w budynku i muzeum szkoły w JAbłunicy wchodzę nieśmiało na pięterko
Załącznik 44678
I za chwilę już pukam do Pana Iwana Droniaka... Następna godzina była po prostu magiczna. Od rozmów o kinematografii, przez stare granice, Dowboszu, chowanie broni palnej w książce aż po picie wina w sekretariacie szkoły...
Załącznik 44679Załącznik 44680Załącznik 44681Załącznik 44682Załącznik 44683Załącznik 44684Załącznik 44685
Po pokazaniu mi malowidła na 300lecie Jabłunicy które to święto odbyć się miało za parę dni oraz już częsciowo wysprzątanej salki kinowo-estradowej lądujemy w przedsionku sali / sekretariacie szkoły. Wjeżdża kawa, PAn Iwan mówi do zajmujących się organizacją święta nauczycielek że coś słodkiego, oraz wina byśmy się napili... No i po paru minutach pijemy wino, telefony się urywają bo coś tam trzeba jeszcze dograć itp. Trudno oddać nastrój serdeczności oraz zrozumienia który tam przeżyłem. Było pięknie.
Na koniec Pan Iwan odprowadza mnie do mojego bicykla, dostaję jeszcze ciastka na drogę i przytula mnie po męsku na pożegnanie...
Załącznik 44686
- - - Updated - - -
Jest 13:45 a ja już tyle miłych chwil przeżyłem. Nic, wiem że plan jest jeszcze dość daleki na dziś - oraz że czeka mnie mordęga podjazdu na Kriwopilskij Perewal.... Ruszam...
-
6 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Dalsza droga aż do Mostu w Usterikach nie obfituje w jakieś szczególne wydarzenia, zatrzymuję się jeszcze w sklepie żeby napoić się czymś innym niż alko i jadę...
Załącznik 44687Załącznik 44688Załącznik 44689Załącznik 44690Załącznik 44691Załącznik 44692
-
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Piotrze zacna i godna naśladowania wyprawa. Jeśli tylko uda mi się wytrzasnąć odpowiednio dużą i trwałą ramę na 120 kg konia to zamierzam powtórzyć twój wyczyn.
-
10 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Wkrótce po przekroczeniu mostu na Czarnym Czeremoszu zaczęła się gehenna rowerzysty. Krótko mówiąc remontowali drogę i przez parę kilometrów z nielicznymi przerwami były kamienie pod utwardzenie... Masakra. KOmbinowałem jak się dało, ale były też setki metrów gdzie prowadziłem rower. Tam gdzie mogłem jechać kląłem na czym świat stoi i zastanawiałem się kiedy przebije mi się opona, tfu tfu...
Załącznik 44706
W Jaseniowie zajeżdżam do Jarka Zeleńczuka na super obiad i rozmowy o starej granicy, oprowadza mnie po swoim muzeum Huculszczyzny, pokazujemy sobie nawzajem na telefonie przeróżne materiały które mamy. On coś ma, ja coś ma - mija godzina. Żegnamy się, mam ok 40km do Worochty. Proponuje że mnie podwiezie autem, bo już 17:30, ale nie chcę być balastem więc sam kontynuuję podróż. Czuję już zmęczenie i trinkowanie z poznanymi dziś ludźmi, a tu jeszcze podjazd na Kriwopilskij Perewal. Zdobywam go ok 21. Jechałem już trzeci raz rowerem przez tę przełęcz i za każdym razem myli mnie zakręty lewo prawo lewo "to już tuż tuż..." Takiego wała - dopiero przedsionek do ostatecznego podjazdu...
Na przełęczy dziwna sytuacja - wychodzą z gospodarstwa dwie kobiety z dzieckiem, czekają na autobus. Autobus przejeżdża bez zatrzymania. Ruszają z małym dzieckiem przed siebie w dół w kierunku Worochty, nieszczególnie przejęły się sytuacją. Ja coś tam zjadam z zapasów, pociągam ostatnie łyki coli kupionej w Ilciach i rura w dół. Po 25min jestem w Worochcie. Idę coś zjeść, kupuję bilet na plackartę, składam rower do plandeki i czekam drzemiąc na ławce na pociąg do Lwowa. Gdy już wsiadam pośrodku nocy rozbieram się i padam wyczerpany na pościel... Ale wygoooodaaa.... Super :)
Załącznik 44700Załącznik 44701Załącznik 44702Załącznik 44703Załącznik 44704Załącznik 44705
Załącznik 44698Załącznik 44699
-
9 załącznik(ów)
Odp: "Nikt normalny tu nie przyjeżdża..."
Rano dojeżdżam do Lwowa, składam rower, bagaże do przechowalni (do szafki) i jadę na szybkie śniadanie do Tarasa. Specjalnie później poszedł do pracy by się ze mną zobaczyć. Wychodząc dostaję jeszcze na drogę pyszne naleśniki z serem. Pijemy kawę, krótko rozmawiamy i czas zakończyć tę krótką wizytę :( Objeżdżam jeszcze centrum miasta, kupuję bilety na Intercity Huyndaya do Przemyśla (ok 2,5h) i zmierzam do domu... Dziękuję wszystkim którzy dobrnęli do tego momentu relacji pisanej przez pół roku :)
Załącznik 44709Załącznik 44710Załącznik 44711Załącznik 44712Załącznik 44713Załącznik 44714Załącznik 44715Załącznik 44716
- - - Updated - - -
Trasa:
Załącznik 44717
https://www.endomondo.com/users/7935...uts/1016838663