Obiad ekskluzywny będzie jutro. Na razie jadę dalej. Oj, dawno się tak nie cieszyłem, gdy stanąłem na asfalcie! Ścieżka wyprowadziła mnie z lasu tuż obok kościoła w Borownicy.
Gdy się już nacieszyłem tą suchością, twardością i równością drogi, znów wjechałem do lasu. To na pewno będzie ciekawa droga. Ma numer inwentarzowy, jest zakładowa, obowiązuje zakaz a czasem dwa, są niedźwiedzie i jest monitoring (tabliczka na samym dole).
Droga rzeczywiście była sympatyczna. Ani jednego człowieka przez 10 kilometrów. Niedźwiedzia też ani jednego. Droga prowadziła przez Czechy i Amerykę, pod Golgotą do Woli Wołodzkiej i dalej. To „dalej” już mnie nie interesowało, bo zbliżał się wieczór i trzeba było poszukać dobrego miejsca na nocleg.
Czyli takiego, żeby nie wiało, nie było za dużo kamieni, krzaków i korzeni a teren był w miarę płaski. Powinno być jakieś źródło opału a trochę przytulności daje nieodległy las. Dużym komfortem jest dostępność wody w odległości do kilkuset metrów w poziomie i kilkudziesięciu w pionie. A elementem obowiązkowym jest piękny widok.
Z wyszukaniem takiego miejsca miałem poważne problemy. Wysokość okolicznych wzgórz nie przekraczała 400 m n.p.m. i wszystkie były zarośnięte lasem. Wynalazłem na mapie jedno wzgórze niezalesione. Miało wysokość 370 m i stanowiło kulminację grzbietu, ciągnącego się wzdłuż prawego brzegu Sanu i opadającego nad Wołódź. Mapy satelitarne potwierdzały istnienie długiego ciągu polan. Wypchałem rower na ten grzbiet.
Na razie jest nieźle. Rozległa polana, w tym roku nie koszona. Widoków na razie nie ma, ale do wierzchołka mam jeszcze kilometr a stamtąd na pewno będą.



Odpowiedz z cytatem