Asfaltowa dróżka do Jamnej jest bardzo malownicza: wąska, asfaltowa, początkowo stroma z serpentynami, z dziurami pamietającymi pułkownika Doskoczyńskiego. Na dole, przy końcu trzeba zdecydowanie zahamować, bo kończy się szlabanem. Dla utrudnienia przejścia, z jednej strony szlabanu jest głęboki rów a z drugiej dodatkowa rura, wchodząca kilka metrów w las i w krzaki. Rower trzeba było położyć na boku na asfalcie i przeciągać pod szlabanem.


Przy wjeździe na drogę od dołu stoją dwa znaki drogowe. Jeśli ktoś chciałby pójść tędy z dołu, to ma poważny problem moralny: łamać (przepisy o ruchu drogowym) czy odpuścić? Moja sytuacja była czysta: jechałem na rowerze, więc dolny znak mnie nie dotyczył.
Górny znak - B2 "Zakaz wjazdu" stosuje się w celu wskazania zakazu wjazdu wszelkich pojazdów na drogę lub jezdnię od strony umieszczenia znaku. Stawia się go m.in. na drogach, na których ustalono jeden kierunek ruchu. Ja jechałem z tej drugiej strony.


I tak szczęśliwie dojechałem do Jamnej, gdzie można podziwiać wiele starych jabłoni w dawnych sadach.


W Trójcy wyczytałem na tablicy, że za 4 km dojadę do lotniska. Po całym dniu pielgrzymowania należy mi się ekskluzywny obiad, na który postanowiłem tutaj wstąpić. Nie wiem, czy za posiadane przy sobie 50 zł da się kupić obiad w lokalu na lotnisku, ale na frytki i mineralną na pewno wystarczy.