Z pierwszego dnia już zdjęć nie będzie. Ze szczytu nic nie było widać. Teren był wprawdzie płaski, ale tak zbuchtowany przez dziki, że głębokość dołków dochodziła do kilkudziesięciu centymetrów. Namiot rozbiłem w lesie poniżej, gdzie trzeba było najpierw uprzątnąć połamane gałęzie i inne przeszkody. Najbliższa woda była w Sanie. Czyli idealne miejsca na nocleg występują tylko w powieściach podróżniczych.
Nazajutrz rano mój biwak wyglądał następująco:
A rozległe widoki były takie:
Na wszelkich mapach ze wzgórza 370 do Wołodzi prowadziła droga:
Ale w samej Wołodzi droga już była. Wyjechałem akurat wprost na taka kapliczkę:
![]()



Odpowiedz z cytatem