Idę powolutku dalej. Upał coraz większy. Zapasy wody uzupełnione. Mam jedną butelkę więcej niż ubiegłego dnia. Ale też mam świadomość, że naprawdę jest gorąco, mocno się pocę i lepiej więcej nieść niż potem "umierać" z pragnienia. Kolejne piękne widoki roztaczają się z Ostrego Wierchu. Stamtąd też daję znak życia mojej żonie. Ech ten 21 wiek. Mając ukraińską kartę telefoniczną można korzystać z całkiem dobrego zasięgu, zastanawiam się czy miejscami nie lepszego niż w polskich Bieszczadach. Wiem, że to dla moje żony ważne bo po pierwsze pojechałem sam, po drugie zaś bo pojechałem sam :)
Chłopaki zaś ruszają autami w kierunku Pikuja. Z tego co wiem to nie mają za dużo czasu, dziś muszą wracać. Ciekawe też czy "naprawa na szybko" zda egzamin.
Po chwili za nimi pojawia się, jeszcze szybciej jadący gazik. Jak się później okazało była to grupa ukraińskich turystów.
Na szczęście w tym momencie szlak przebiega sporo wyżej. Nie muszę wdychać więc ani spalin ani kurzu tworzonego przez te samochody.
A widoki z obu stron cudowne.
Pikuj coraz bliżej a mi się wciąż nie spieszy :)
a i w drugą stronę zacne widoki.
Tam własnie spałem.
A przed mną, obok koni mechanicznych, żywe konie.
Dosyć szybko docieram do nich. To Ukrainiec z Husnego. A obok niego załoga ukraińskiego gazika.
Panowie reperują zasilanie wentylatora chłodnicy. W takim upale i w takich wymagających warunkach po prostu nie wytrzymał.
Trochę się zastanawiam nad bezpieczeństwem takiej podróży. cóż, dorośli ludzie. Wcześniej spotkany Ukrainiec opowiadał o sytuacji
w okolicach Starostyny gdzie przekoziołkowało auta i kilka osób zginęło. Tu auto bez dachu oraz pasów bezpieczeństwa.
Ukraińcy częstują mnie suszoną na słońcu rybą z czego z ogromną chęcią z ciekawości korzystam. Nigdy nie jadłem tak suszonej ryby. Okazuje się całkiem smaczna mimo, że dość słona. Ukraińcy proponują kanapkę ale za to już dziękuję. Nie wiem czy wyglądam na tak zabiedzonego (raczej nie z moją wagączy po prostu mam szczęście do dobrych ludzi. Zresztą sam również podzieliłem się słodyczami ze spotkanymi wcześniej pasterzami-dzieciakami. Tak się często zastanawiam jak wielu z nas negatywnie ocenia ludzi z innych narodowości. I to co gorsze nie na podstawie własnych doświadczeń ale jakichś tam uprzedzeń z prasy, tv bądź spowodowanych zaszłościami historycznymi, które wydaje mi się że obecnie oderwane są od rzeczywistości. Owszem pamiętajmy ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka.
Bieszczadzki kowboj. e ,
I znowu ścieżka oddziela się od "trasy samochodowej".
Spojrzenie w tył. Jak tam cudownie. Ta przestrzeń zniewala. A ja mogę spokojnie ją podziwiać.
Ze wschodu napływają chmury. Czasem z oddali można usłyszeć grzmot. Czyżby jednak trzeba było zacząć się choć odrobinę spieszyć?
Planu nie zamierzam zmieniać. moim celem w dalszym ciągu jest nocleg gdzieś tam pod Pikujem, jak najbliżej niego. Co prawda po wydarzeniach w Tatrach, w okolicach Giewontu lek jakby świeższy i większy. Nic na to jednak nie poradzę. Zaczyna grzmieć już z kilku stron a jest dopiero ok 15. Duża więc szansa, w jakiś sposób potwierdzona prognoza pogody, że nawet jeśli będzie ulewa i burza to jednak będzie szansa na zachód ze słońcem. Zastanawiam się też czy ewentualną ulewę lepiej przetrwać w płaszczu z możliwością szybkiej ewakuacji
w dół, czy też lepiej rozbić namiot i w nim przeczekać ulewę. Wybieram tą drugą możliwość. Teraz trzeba dotrzeć pod Pikuj i znaleźć dobre miejsce na namiot.
Coraz więcej chmur z każdej strony. Spotykam kolejnego Ukraińca. Rozmawiamy chwilę. Tym razem dostaję nektarynkę a potem turysta dość szybko schodzi w dół w kierunku Husnego.
Dość blisko Pikuja znajduje jakieś tam miejsce. Już wyleżane z położoną trawą. Nie do końca najlepsze ale też i nie najgorsze.
Po chwili pojawia się turysta z dzieckiem. Marcin z Mateuszem bo tak się chłopaki nazywają też szukają miejsca do rozbicia namiotu. Rozbijamy się obok siebie w dość bliskiej odległości. Okazuje się, że mamy takie same namioty. A chmura z ulewą tuż tuż. Grzmoty coraz częstsze ale też nie jakieś takie ekstremalne.
Najszybciej nad nami będzie wspaniała deszczowa chmura znad Ostrej Hory. Cudna jest. :)
![]()
Ledwo co udaje się zrobić zdjęcie i zaczyna padać. Przez chwilę delikatnie, gdy jestem już w namiocie zaczyna się naprawdę mocna ulewa.,
Deszcz dudni o tropik namiotu dość mocno, grzmoty dość blisko. Ale ciągle nie jakieś takie przerażające. Jednak wyłączam telefon i mam też świadomość, że zawsze w tej sytuacji może zdarzyć się coś delikatnie mówiąc niedobrego.
Na szczęście przestaje padać, burza zanika. Jest szansa na jakieś widoki z Pikuja.
Po chwili też spotykam ekipę Wojtka Pysza. Chłopaki mówią o dziwo, że jakoś tak specjalnie nie zostali zmoczeni przez deszcz. Chyba mieli trochę szczęścia i ta wielka ulewa minęła ich bokiem.
Jakiś czas po deszczu ruszyłem na Pikuja. Za chwilę dołączył do mnie Marcin z synem a zaraz po nich ekipa Wojtka. Nie zawiodłem się.
Widoki cudowne. Ujrzeliśmy jeszcze dwóch Ukraińców biwakujących w cudownym miejscu, trochę im z Marcinem zazdroszcząc. Choć akurat w tamtym miejscu nie chciałbym być podczas ulewy i burzy.
Spędziłem tam tego wieczora najwięcej czasu. Zostałem i podziwiałem co było do podziwiania jeszcze po zejściu chłopaków.
Uwielbiam takie chwilę. Było ciepło, cicho i spokojnie.
cdn. niebawem


czy po prostu mam szczęście do dobrych ludzi. Zresztą sam również podzieliłem się słodyczami ze spotkanymi wcześniej pasterzami-dzieciakami. Tak się często zastanawiam jak wielu z nas negatywnie ocenia ludzi z innych narodowości. I to co gorsze nie na podstawie własnych doświadczeń ale jakichś tam uprzedzeń z prasy, tv bądź spowodowanych zaszłościami historycznymi, które wydaje mi się że obecnie oderwane są od rzeczywistości. Owszem pamiętajmy ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka.
Odpowiedz z cytatem