Dziękuję. Robię ich pewnie za dużo, pokazuje tylko część. Pozostałe trafiają na dysk i na coś czekają.
Jeszcze jestem winny pokazania noclegu dwóch Ukraińców, o którym wcześniej wspominałem. Jest to "półka" tuż pod samym Pikujem, dosłownie kilka kroków od szczytu. Cudne miejsce przy dobrej pogodzie.
Po powrocie do namiotu, tuż przed snem, jem jeszcze kolację w towarzystwie Marcina i Mateusza. Trochę gadamy a potem wszyscy idziemy spać. Wszak rano też będziemy wcześnie wstawać. Nie wyobrażam sobie inaczej. Nastawiam budzik na 4 30 czasu polskiego.
A tu nasz biwak jeszcze przed świtem
I o tej godzinie też rano wstaję. Zabieram statyw, dwa obiektywy i ruszam samotnie na górę. Na szczyt Pikuja zdaje się jest ok 15 minut marszu. Jest pięknie. Zaraz za mną przychodzi Marcin a trochę po nim chłopaki z grupy Wojtka Pysza. ( Przepraszam wszystkich chłopaków z Wojtka grupy, którą tak tu nazwałem. Byliśmy stanowczo za krótko ze sobą i nie zapamiętałem wszystkich imion. Nie chcę więc nikogo pomijać. A powiem szczerze, że wydaje mi się że z taką grupą można iść nawet na koniec świata. Albo przynajmniej piwa się napić :)
A dookoła cuda cuda cuda
Takich widoków jest więcej. Nie sposób je tu wszystkich pokazać. W dolinach zaś tradycyjnie umiejscowiły się mgły.
Marcin w tak pięknych okolicznościach przyrody ma okazję użyć wcale nie lekkiego, wniesionego na górę drona. Trochę zdziwiony jestem jak dobrze sobie radzi przy wiejącym wietrze i lądowisku o małej powierzchni. Będziemy wszyscy mieli zdjęcie z góry jak stoimy na Pikuju! To można ujrzeć w relacji Wojtka Pysza p.t. "Z widokiem na Holicę"
Tradycyjnie zostaję na górze najdłużej. Jakoś tak te góry nie pozwalają mi mentalnie schodzić. Jest mi tak dobrze na górze, nigdzie się jakoś tak specjalnie nie spieszę. A i na górze nie jest zimno. Dlaczego więc schodzić???
No dobrze. Już czas...




Odpowiedz z cytatem